Liturgia 34. Niedzieli to liturgia Uroczystości Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. Jest to ostatnia niedziela roku liturgicznego. Ma w sobie pewne znamiona rekapitulacji, czyli próbuje spojrzeć całościowo na określony odcinek historii zbawienia. Czyni to przywołując przed oczy pewne momenty z całego zbawczego planu Boga, jaki urzeczywistnia się w dziejach Narodu Wybranego, w Synu Człowieczym i przez Jego misję oraz w Kościele i przez jego misję. My znajdujemy się w Kościele; właściwie trzeba powiedzieć, że my nim jesteśmy. Ta historia dzieje się więc przy naszym współudziale: w nas i przez nas. Spójrzmy na kilka momentów tej historii idąc za czytaniami tej niedzieli.

Ja sam będę pasł

Pierwsze czytanie z proroka Ezechiela skierowane jest do pasterzy ludu. Do przywódców, którym została powierzona misja przewodniczenia.

Wobec faktu różnego rodzaju zaniedbań i nadużyć ze strony tych, którzy winni lud prowadzić i nim się opiekować, Bóg sam przedstawia się jako Ten, kto przejmuje inicjatywę. Pasterze bowiem skoncentrowali się na swoich interesach. Jako pasterze pasą samych siebie a nie owce. Wobec tego zapowiada,

ja sam będę szukał moich owiec
i będę sprawował nad nimi pieczę.

Co więcej, zapowiada też, że stanie przeciwko złym pasterzom i położy kres ich pasterzowaniu (jest to fragment bezpośrednio poprzedzający niedzielną perykopę).

Przesłanie bardzo precyzyjne i radykalne. Prorok Ezechiel w imieniu Pana Boga wypowiada te słowa o bezpośrednim zaangażowaniu się Boga w życie tych, których prowadzi. Pan Bóg zbędzie to czynił z wielką troską. Będzie szukał, dokonywał przeglądu i opatrywał zranione, słabe i chore będzie umacniał a mocne i zdrowe chronił. Będzie nad wszystkimi dokonywał sądu. Sprawiedliwego sądu.

Stale jednak przez pasterzy ułomnych

Taka jest prawda troski Pana Boga o Jego lud. Dzisiaj musimy to odnieść do troski Pana Boga o Kościół i myśleć o pasterzach Kościoła różnych stopni. Dostrzegamy bowiem, że wiele spraw na tym polu jest chorych i potrzebują właściwej interwencji. Widzimy bowiem, że w postawach ludzi, którym została powierzona misja duszpasterzowania nie zawsze odpowiada temu zaangażowaniu się Boga, a czasem wręcz z nim kontrastuje.

Możemy w tym miejscu spojrzeć na posługę pasterzy, nas biskupów prezbiterów. Widzimy jak wiele jest zaniedbań i niewłaściwości. Jak często brak nam właściwego ducha. Z pokorą musimy wyznawać to przed Bogiem i przed Kościołem, przed wspólnotami, w których jesteśmy jako przewodnicy i pasterze. Naturalnie nie można uogólniać. Trzeba jednak ostro dostrzegać wszystko to, co nie odpowiada Bożej wizji pasterzowania i coś z tym robić. Jest to bowiem szansa, byśmy bardziej przylgnęli do jedynego dobrego Pasterza. Czytaj więcej…

Podziel się z innymi

Synowie światłości (33. Ndz A – 201115)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Słyszymy tej niedzieli (33. Roku A) fragment z najstarszego pisma Nowego Testamentu, jakim jest 1 List do Tesaloniczan. Św. Paweł odnosił się wówczas do Paruzji, czyli ponownego i ostatecznego Przyjścia Jezusa. Spodziewano się mającego wkrótce nastąpić końca czasów.

Te słowa św. Pawła należy rozumieć szerzej, to znaczy jako aktualne w odniesieniu do każdej sytuacji i epoki niezależnie od „bliskości” mającego nastąpić Paruzji.

Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach,
aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej.

Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia.
Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności.

Co to znaczy być synami światłości a nie ciemności

Ogólnie to wiemy, że to są ci wszyscy, którzy spotkali i przyjęli Jezusa jako światło świata.Jezus powiedział: Kto za Nim idzie ten ma świtało życia, tzn. światło na życia czy la życia (zob. J 8,12; por. 9,5). A to dlatego, że życie, które było od zawsze w Jezusie jako Synu Bożym i które zostało wystawione na próbę śmierci, okazało się życiem „przechodzącym” przez kryzys śmierci i tym samy stało się światłością dla śmiertelnych ludzi (zob. J 1,4).

Oznacza to, że światłością (dla) życia skierowaną do ludzi będących w ciemności, jest życie, które w śmiertelności objawia życie. W ciemności są ci, którzy nie znają prawdy o życiu, które może przechodzić przez śmierć. Tej światłości żadne ciemności nie są w stanie pokonać.

Jak przedstawia to św. Paweł w 1 Liście do Tesaloniczan?

Odwołajmy się do kilku miejsc tego Listu. W pierwszym rozdziale dziękuje Boga za Tesaloniczan i pochwala ich, że przyjęli słowo Ewangelii i moc działania Ducha Świętego. Odwrócili się tym samym od bożków. Następnie precyzuje, że to dało im moc nowego życia, dzięki czemu mogli sprostać wszelkiego rodzaju przeciwnościom i uciskom znoszonym od swoich rodaków i okazywać miłość płynącą od Boga. Czytaj więcej…

Podziel się z innymi

Mądrość życia (32. Ndz A – 201108)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Mówimy zazwyczaj o różnych aspektach czy rodzajach mądrości. Tak wychwalamy mądrość filozofów i mądrość zdobywaną od innych oraz przekazywaną przez pokolenia. Bardzo często odwołujemy się do osobistej mądrości empirycznej, jaką zdobywamy przez nasze osobiste doświadczenia, z których wyciągamy wnioski życiowe. Jednym z przejawów zdobywania takiej mądrości jest powiedzenia „mądry X po szkodzie”. Czasem bowiem zdobywamy życiową mądrość odczuwając skutki błędów na własnej skórze. Niektórzy mówią o mądrości instynktownej, czyli pewnej zdolności samozachowawczej. To są wszystko mądrości zdobywane przez człowieka i służące jego życiu w przewidywalnym przez niego wymiarze.

Dar mądrości i przyjmowanie go

Słyszymy dzisiaj w Liturgii Słowa wychwalanie Mądrości, która jest darem

Mądrość jest wspaniała i nie więdnie,
ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują,
ci ją znajdą, którzy jej szukają,
uprzedza bowiem tych, co jej pragną,
wpierw dając się im poznać.

Mądrość, o której mowa w dzisiejszej Liturgii a właściwie w całej Biblii jest niezależna od człowieka, chociaż jest skierowana ku człowiekowi i chce w nim być, do niego należeć i przenikać jego życia. O tej mądrości autor księgi „mądrość Syracha, czyli Eklezjastyk” powie:

Cała mądrość od Boga pochodzi,
jest z Nim na wieki
(Syr 1,1).

Jednak Pan Bóg nie zachowuje (rezerwuje) swej mądrości dla siebie, lecz chętnie udziela jej ludziom. Naturalnie zawsze będzie to zależało od tego, czy ludzie zechcą ją przyjąć. Przyjąć można ją sercem prawym i pokornym (zob. Prz 2,6n; 3,34).

Czytany dzisiaj fragment Księgi Mądrości wskazuje na przedziwną zależność korzystania z tego daru od postawy człowieka. Ta Mądrość jest niezależna od człowieka, ale

  • tylko ten, kto ją miłuje może wejść w kontakt z nią, może ją dostrzec.
  • Znaleźć ją może tylko ten, kto jej szuka.

Pragnienie tej Mądrości przez człowieka jest też spowodowane przez samą tę Mądrość, która w te sposób daje się poznać i skłania człowieka do szukania jej i „zdobywania”.

Jak to rozumieć? Kiedy to się staje?

Pomoc do wyjaśnienia tej zależności mądrości jako daru Boga z otwartym nań i szukającym jej człowiekiem możemy widzieć w przypowieści o dziesięciu pannach wyczekujących spotkania z panem młodym, by wejść na uczt weselną. Te, które miały zapas oliwy, by ich lamy płonęły, weszły na gody weselne. Te, którym zabrakło, pozostały na zewnątrz – jako obce. Czytaj więcej…

Podziel się z innymi

Słowo biskupa legnickiego 201031

by bp Zbigniew Kiernikowski

Drodzy Diecezjanie!
Czcigodni Duszpasterze!
Wszyscy zaangażowani w kształtowanie życia wspólnot parafialnych!
Umiłowani Siostry i Bracia w Chrystusie!

W ostatnim czasie przeżywamy trudne sytuacje związane z protestami wywołanymi orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tzw. aborcji eugenicznej. Kieruję to słowo do Was jako wierzących członków Kościoła, pragnąc przyczynić się do powstrzymania zamętu, jaki powstaje m.in. z powodu braku jasności i właściwego rozumienia kompetencji władz świeckich i duchowej władzy oraz misji Kościoła.

Sytuacja i wyzwanie

Jako wierzący dajemy świadectwo prawdzie o świętości życia ludzkiego – prawda ta wypływa nie tylko z Ewangelii, ale jest dostępna ludzkiemu rozumowi w oparciu o prawo naturalne. Patrzymy też na życie ludzkie jako odkupione przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W świetle tej Tajemnicy nasze życie i nasze umieranie jako ludzi ochrzczonych, czyli zanurzonych w tej Tajemnicy, otrzymują nowe znaczenie. Co więcej: stają się elementami chrześcijańskiej misji wobec świata – bycia świadkami Jezusa Chrystusa. Taki jest Kościół i taka jest jego misja wobec wszystkich ludzi: nieść nadzieję życia tam, gdzie w oczach ludzkich dominuje śmierć i gdzie lęk przed śmiercią trzyma ludzi w niewoli. Zmusza ich niejako do działania dla obrony siebie bez odniesienia do Boga jako jedynego Dawcy Życia i Zbawiciela śmiertelnego człowieka.

Jesteśmy świadomi tego, że ludzkie ustawodawstwo winno respektować w pełni szacunek wobec każdego ludzkiego życia. Każdy akt przeciwko życiu jest złem. Z drugiej strony doświadczenie życiowe mówi, że żadne prawo nie chroni do końca przed złem. Ułomność ludzka zaś sprawia, że niejednokrotnie uporczywa postawa obrony życia ze względu na różne partykularne racje może powodować inne śmiertelne zniszczenia.

Odpowiedź oparta o wiarę

Jedyną odpowiedź na ten impas znajdujemy w Tajemnicy Jezusa Chrystusa. Ewangelia o Nim ukazuje nam sposób właściwego pojmowania życia dzięki akceptacji umierania. Chrystus umarł i zmartwychwstał. Jako wierzący uczestniczymy w tej prawdzie. Została ona zainicjowana w każdym z nas przez chrzest, który zanurza nas w śmierci Chrystusa, abyśmy mogli korzystać z daru nowości życia (zob. Rz 6,4-6). Czytaj więcej…

Podziel się z innymi

Dzisiaj mieliśmy spotkanie kilkunastu osób on line na temat obecnej sytuacji w naszym kraju. Chodzi przede wszystkim o protesty związane z orzeczeniem TK sprzed tygodnia. Chcemy na to spojrzeć – na ile to jest dla nas możliwe – w duchu Ewangelii i misji zleconej przez Jezusa Chrystusa Kościołowi. My dzisiaj tym Kościołem jesteśmy, go tworzymy i bierzemy na siebie jego misję. Nie utożsamiam się z żadną opcją polityczną. Natomiast prosimy Boga, abyśmy mieli właściwego ducha, by nie zdradzać tego, o zostało w nas złożone przez Chrzest i jest karmione i umacniane w Sakramentach oraz kształtowane przez posłuszeństwo Słowu Bożemu – przez posłuszeństwo Ewangelii.

W celu wprowadzenia treści, które stanowiły przedmiot naszej zdalnej, ale konkretnej i osobistej rozmowy, przedstawiam poniżej dwa moje teksty (każdy w oddzielnym wpisie blogowym).

Jeden z 2006 roku. Było to słowo wypowiedziane podczas Marszu Życia w dniu Świętych Młodzianków, kiedy został też poruszona sprawa pochówku dzieci utraconych.

Drugi to Słowo na Dzień Świętości Życia, na Niedzielę – Uroczystość Zwiastowania 25 marca 2007 r.

Obydwa teksty mogą być pomocne w refleksji nad dzisiejszą sytuacją w naszym kraju.

Pozdrawiam

Bp ZbK

 

Drugi tekst

Słowo Biskupa Ordynariusza
na Dzień Świętości Życia (2007)

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego obchodzona jest w Kościele jako Dzień Świętości Życia. Jego ustanowienie jest odpowiedzią na wezwanie Ojca Świętego Jana Pawła II, zawarte w encyklice Evangelium vitae. W tekście encykliki czytamy, że podstawowym celem Dnia Świętości Życia jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i społeczeństwie świeckim wrażliwości na wartość i sens ludzkiego życia w każdym momencie i w każdej sytuacji. Jest to zawsze aktualne, ale szczególnie wtedy, gdy problematyka pojawia się w dyskusji publicznej i ma odniesienie do ewentualnych zmian ustawodawczych.

Mamy świadomość, iż życie ludzkie jest najwyższym dobrem w wymiarze ziemskim. Jako wierzący w Boga Stwórcę, Dawcę wszelkiego życia, patrzymy na ten dar z poszanowaniem, a jednocześnie bez absolutyzowania go, tak by nie stawiać życia ponad jego Dawcę i Pana. Chrześcijański stosunek do życia ma swoje najgłębsze uzasadnienie właśnie w odniesieniu do Stwórcy, co ukazuje się w całej pełni w świetle odkupienia, którego dokonał Jezus Chrystus. Poddanie się Jezusa niesprawiedliwej śmierci na krzyżu ukazało tragedię sytuacji człowieka po grzechu i otworzyło nowe spojrzenie na życie oraz na wartość niewinnej śmierci. Ukazała się więc nowa perspektywa życia, które ma moc przechodzenia przez śmierć, nadając również śmierci, także niewinnej, nowe znaczenie – znaczenie odkupieńcze.

Właśnie te fakty nie pozwalają wierzącemu nigdy i w żaden sposób uzurpować sobie panowania nad życiem w oderwaniu od Pana Boga. Stąd płynie uzasadnienie i moc dla stawania w obronie każdego życia od jego poczęcia do naturalnej śmierci, a więc życia, które ma wartość nie tylko samo w sobie, ale także dlatego, że w nim można łączyć się z Tajemnicą śmierci Jezusa i z nadzieją nowego życia. To nadaje sens także trudnym i bolesnym wymiarom i przejawom ludzkiego życia w społeczeństwie i rzuca światło na spory wokół obrony życia.

Jesteśmy też świadomi tego, iż ludzkie ustawodawstwo winno w pełni respektować i odzwierciedlać szacunek do ludzkiego życia. Nikt z wierzących nie może mieć co do tego wątpliwości. Jest więc naszym chrześcijańskim obowiązkiem zabiegać o ustawodawstwo, które będzie chronić życie od jego poczęcia aż do naturalnej śmierci, i popierać wszelkie inicjatywy broniące jego godności przez zagwarantowanie tego, aby żadna ludzka świadoma i wolna ingerencja nie była skierowana przeciwko niemu. Zdajemy sobie jednak także sprawę z tego, że ustawodawstwo nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów i zabezpieczyć przed zagrożeniem życia we wszystkich sytuacjach i przypadkach.

Prawdą jest, że żadne prawo nie uchroni przed złem, jeśli nie będzie respektowane i egzekwowane. Potrzebne jest więc przede wszystkim formowanie ludzkich sumień, które będą respektowały prawo Boże i ustawodawstwo ludzkie (państwowe), zgodne z Bożym prawem. Właśnie należycie uformowane sumienie jest najistotniejsze, gdyż to, co dokonuje się w sanktuarium ludzkiego sumienia stanowi o godności ludzkiego działania. Wiadomo, że sumienia mogą być niepoprawnie uformowane i prowadzić do moralnie złych czynów. W dziedzinie obrony życia mamy na tym polu bardzo wiele do zrobienia. Dobre ustawodawstwo będzie wspierać te wysiłki, jednakże nigdy ich nie zastąpi. Nie jest dobrze, gdy publiczny spór o dar, jakim jest życie dzieli ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego i niejako wchodzi w miejsce dawania świadectwa o prawdzie Ewangelii.

W tej materii również niezmiernie ważne jest wspomaganie rodziców przez stwarzanie odpowiednich warunków, które ułatwiałyby czy wprost umożliwiały przyjęcie życia (dziecka) wtedy, gdy przedstawia ono jego rodzicom szczególne trudności. Zapewne nie zawsze i nie wszyscy rodzice stający wobec takich konkretnych decyzji przyjęcia poczętego życia w trudnych okolicznościach spotykają się z odpowiednią czy należytą pomocą, zarówno pod względem materialnym jak i duchowym. Staje więc przed nami wszystkimi zadanie niesienia pomocy. Nadto, a może przede wszystkim, wytworzenia pozytywnej atmosfery wokół przyjmowania i respektowania życia. Jednym z wyrazów tego jest dzieło duchowej adopcji. Nie uchylajmy się więc od niesienia pomocy – według możliwości – zagrożonemu nienarodzonemu życiu i borykającym się z różnymi trudnościami rodzicom czy matkom, a także osobom, które stają wobec utraty sensu swego życia ze względu na starość i stany terminalne.

Maryja Matka, która zrodziła przez przyjęcie Słowa i przez stanie pod krzyżem niech będzie dla nas pomocą we wszystkich pytaniach i zadaniach.

Z pasterskim błogosławieństwem
bp Zbigniew Kiernikowski

Siedlce, 17 marca 2007
Do duszpasterskiego wykorzystania w niedzielę 25 marca przed Uroczystością Zwiastowania Pańskiego

 

 

 

 

Podziel się z innymi

Dzisiaj mieliśmy spotkanie kilkunastu osób on line na temat obecnej sytuacji w naszym kraju. Chodzi przede wszystkim o protesty związane z orzeczeniem TK sprzed tygodnia. Chcemy na to spojrzeć – na ile to jest dla nas możliwe – w duchu Ewangelii i misji zleconej przez Jezusa Chrystusa Kościołowi. My dzisiaj tym Kościołem jesteśmy, go tworzymy i bierzemy na siebie jego misję. Nie utożsamiam się z żadną opcją polityczną. Natomiast prosimy Boga, abyśmy mieli właściwego ducha, by nie zdradzać tego, o zostało w nas złożone przez Chrzest i jest karmione i umacniane w Sakramentach oraz kształtowane przez posłuszeństwo Słowu Bożemu – przez posłuszeństwo Ewangelii.

W celu wprowadzenia treści, które stanowiły przedmiot naszej zdalnej, ale konkretnej i osobistej rozmowy, przedstawiam poniżej dwa moje teksty (każdy w oddzielnym wpisie blogowym).

Jeden z 2006 roku. Było to słowo wypowiedziane podczas Marszu Życia w dniu Świętych Młodzianków, kiedy został też poruszona sprawa pochówku dzieci utraconych.

Drugi to Słowo na Dzień Świętości Życia, na Niedzielę – Uroczystość Zwiastowania 25 marca 2007 r.

Obydwa teksty mogą być pomocne w refleksji nad dzisiejszą sytuacją w naszym kraju.

Pozdrawiam

Bp ZbK

 

Pierwszy tekst:

Słowo Biskupa Siedleckiego Zbigniewa Kiernikowskiego.
(Zapis wystąpienia Księdza Biskupa
w dniu 28 grudnia 2006 roku – Święto Młodzianków):

Jeśli jesteśmy wierzącymi chrześcijanami patrzymy na życie jako na największy w wymiarze ziemskim, dar Boży, a na każdy zgon – z jakichkolwiek przyczyn – jako na udział w tajemnicy Jezusa Chrystusa, czyli w Jego śmierci i zmartwychwstaniu do nowego życia. W przypadku pochówku zwłok dziecka, to trzeba zakładać, że każdy wierzący rodzic, świadom swojej relacji z Chrystusem, pragnie, aby jego dziecko miało chrześcijański pogrzeb. Jeśli jednak z jakiegokolwiek powodu dziecko nie było ochrzczone – dotyczy to przede wszystkim dzieci nienarodzonych – Kościół przewiduje formy pochówku, o których była mowa w przedłożeniu Ks. dr. Tomasza Czarnockiego.

Im więcej będziemy właściwie rozmawiać na te tematy, dobrze myśleć, a także modlić się, tym łatwiej wypracuje się pewne przepisy regulujące postępowanie w tej materii i przyjmie konkretne rozwiązania. Obecnie brak jest jasnego uregulowania i jednoznacznych wskazań dotyczących wszystkich przypadków pochówku nienarodzonych. Tam, gdzie z różnych przyczyn – także czasem z powodu szoku psychicznego, wskutek utraty dziecka nienarodzonego – rodzice nie są w stanie tego zrobić, potrzeba, aby przejmowały to inne osoby, czy to z ramienia szpitala, czy władz, czy też jako wolontariusze.

Treści przedstawione przez Ks. dr. Tomasza Czarnockiego są dla naszego środowiska przyczynkiem, byśmy w tej materii dojrzalej mówili i tworzyli odpowiednią atmosferę, ogólną i modlitewną. Jest to potrzebne, by w przypadkach, kiedy sytuacja będzie tego wymagała, wiedzieć jak zająć się zwłokami nieochrzczonych dzieci. Uczyć się postępować w sposób godny i z szacunkiem, zarówno wtedy, gdy ktoś bezpośrednio stanie przed taką sytuacją jako rodzic czy przedstawiciel służby medycznej, czy pośrednio, gdy – nawet wprost nie związany z danym przypadkiem – będzie miał możliwość okazać pomoc.

Trzeba też, byśmy jako wierzący nie dokonywali niewłaściwych sądów w odniesieniu do osób, które nie staną na wysokości zadania i zachowają się inaczej, niż tego byśmy oczekiwali. Chodzi zarówno o rodziców, którzy nie chcą czy nie są w stanie zająć się zwłokami dziecka nienarodzonego, jak i o przypadki aborcji. Łatwo jest bowiem dzisiaj coś manifestować czy kogoś potępiać wykorzystując czyjąś słabość czy niepoprawność. Czymś o wiele trudniejszym, ale za to bardziej koniecznym, jest wypracowywanie w nas samych właściwych postaw i przeżywanie ich w duchu wiary, by dawać pozytywne świadectwo. Jest potrzebne działanie jakby od wewnątrz, żebyśmy rozumieli, o co w naszym życiu i umieraniu chodzi, byśmy umieli właściwie, w duchu Chrystusowym odnajdywać sens wydarzeń. Wtedy łatwiej będzie formułować wszelkie przepisy dotyczące zarówno życia człowieka jak i związane z jego śmiercią. Jeśli trudne sprawy będziemy regulować tylko przepisami, napiętnowaniem, a nie będziemy się troszczyć o naszą wewnętrzną przemianę, o nasze nawrócenie, to będziemy tworzyć pewną atmosferę, w której zabraknie czegoś istotnego.

Jezus Chrystus przyszedł nie po to, by potępiać. Nazywał zło złem, ale dawał ludziom szansę nawrócenia, nawet w ostatniej chwili życia, jak to było w przypadku łotra na krzyżu. Zło trzeba nazwać złem, tam gdzie ono ma miejsce, myślę tu m.in. o aborcji i wszystkim, co wokół tej spawy się dzieje. Sami jednak nie usuniemy zła z życia społecznego, z naszych rodzin i z naszego życia osobistego, jak długo nie będziemy mieli właściwie uformowanych postaw wynikających z żywej wiary. Jezus Chrystus wskazał nam drogę zupełnie inną, niż potępianie tych, którzy zła się dopuścili. On przyjął to zło na siebie, przyjął śmierć. To jest przedziwne misterium, przedziwna tajemnica. Tym samym Jezus wskazał nam drogę. Jeśli jesteśmy związani z Panem Życia, wówczas jesteśmy gotowi cierpieć i znieść takie czy inne trudności i przeciwności; nie będziemy siłą i za wszelką cenę bronili jednego życia kosztem drugiego życia itp. Mysterium iniquitatis trwa i Pan Bóg stale dokonuje odkupienia. Musimy robić to, co w naszej mocy, ale nie możemy używać przemocy.

Pan Jezus nie uporządkował świata przez prawne zlikwidowanie zła, lecz przez to, że dał się dotknąć się złu biorąc je na siebie, i tym samym, czyniącym zło (to znaczy nam wszystkim), dał szansę i możliwość nawrócenia. Rozumiejąc coś z tego, będziemy mieli świadomość, że nawet to niszczone życie też jest jakimś udziałem w tajemnicy Jezusa Chrystusa i ma jakiś sens. Jest to tajemnica zła i winy, które w świetle Tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa otrzymują zupełnie nowe znaczenie.

Jezus Chrystus przyszedł, by zbawić nas przez tak okrutną rzecz, jaką jest niesprawiedliwa śmierć na krzyżu. Kiedy myślimy dzisiaj o męczeństwie małych dzieci, wspominając wydarzenie rzezi niemowląt, możemy się zastanawiać, jak to możliwe, że Pan Jezus, będąc Bogiem dającym życie, broniącym życia, przez swoją ucieczkę do Egiptu niejako przyczynił się do skazania na śmierć owych niewinnych dzieci. Nie odtworzymy dzisiaj, jak to wydarzenie historycznie przebiegało, ale fakt, że Ewangeliści przekazali nam to opowiadanie, że zostało ono zapisane i zachowane w Kościele jako związane z narodzeniem Jezusa Zbawiciela, jest znakiem, że śmierć niewinnych niemowląt miała odniesienie do późniejszej śmierci niewinnego Jezusa. Ale żeby On mógł niejako „dojrzeć” do tego, by umrzeć na krzyżu, trzeba było tego wstępnego aktu męczeństwa niewinnych Młodzianków.

W to wydarzenie może też wpisywać się bolesny problem aborcji i wszystkie podobne problemy. U Pana Boga nie ma rzeczy, które byłyby bez sensu. Bezsensem jest jedynie odwrócenie się od Niego. Cierpienie, niesprawiedliwość, krzyż (czy to przez kogoś znoszony, czy też zadawany innym), uzyskuje zawsze swój sens w Jezusie, który przyjął krzyż i swoich uczniów wprowadza na tę samą drogę (zob. Mk 8,34 i paral.) To właśnie wobec śmierci Jezusa na krzyżu dokonało się wyznanie wiary setnika. Jako wierzący możemy świadczyć o tej tajemnicy jedynie w takim duchu. Jestem przekonany, że dla nas wierzących jest ważniejsze dawanie świadectwa o odkrywaniu i ukazywaniu zbawczego charakteru cierpienia, niż tylko próba prawnego uregulowania tych zagadnień. Chociaż niewątpliwie normy prawne są potrzebne i konieczne.

Stajemy przed tajemnicą. Im bardziej pokornie będziemy stawali wobec niej, także w naszej pewnej bezradności, tym bardziej wyrazimy naszą wiarę, że to zależy od Pana Boga. To jest w naszych możliwościach i stanowi nasze chrześcijańskie zadanie.

Bp Zbigniew Kiernikowski
biskup siedlecki

 

 

Podziel się z innymi

Co stoi za etykietką? (29. Ndz A – 201018)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Na pieniądzach jako środku płatniczym – zarówno na monetach a później na banknotach bardzo często pojawiają się wizerunki władców a czasem stosowne do okoliczności napisy. Wskazuje to symbol władzy, a więc ostatecznie na to, kto jest panem na danym terytorium.

Znak panowania i władzy

W kilka dekad po wydarzeniu opisanym w dzisiejszej ewangelii zostały wbite monety z wizerunkiem cesarza Wespazjana i z napisem IUDEA CAPTA. Podobnie później czynili inni cesarze.

Pieniądz będący środkiem płatniczym, a więc w jakiś sposób środkiem komunikacji miał przy wszystkich transakcjach i relacjach przypominać o aktualnym systemie władzy i o władcy. Dlatego też na dziedzińcu świątynnym dokonywano wymiany różnych środków na walutę (zob. Mk 11,15), którą godziło się (należało) płacić podatek świątynny, aby nie dokonywała się profanacja tego wszystkiego, co jest związane ze świątynią i nie było przekrętów ekonomicznych.

W naszych nie tak dawnych dyskusjach przejawiała się myśl o tym, czy pieniądz ma narodowość. Ten problem nie jest dla nikogo, dla żadnego obywatela obojętny. Każdy bowiem – mniej lub bardziej świadomie – tym uczestniczy.

Pytanie skierowane do Jezusa

Oczywiście sprawa podatku płaconego na rzecz okupanta, czyli władzy rzymskiej była palącym problemem. Stąd pytanie do Jezusa skierowane jednocześnie z podstępną intencją:

Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny
i drogi Bożej w prawdzie nauczasz.
Na nikim Ci też nie zależy,
bo nie oglądasz się na osobę ludzką.

Powiedz nam więc, jak ci się zdaje?
Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?

Reakcja Jezusa jest tak prosta i tak zaskakująco przekonywująca. Najpierw demaskuje intencje pytających a następnie przywołuje to, co możemy nazwać materiałem dowodowym:

Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy?

Pokażcie Mi monetę podatkową!

W tak postawionej sprawie mają jasną odpowiedź niejako „wypisaną” na samej monecie podatkowej. Był to wówczas zapewne wizerunek cezara Tyberiusza.

Dla Jezusa, który otwierał właściwe rozumienie swego królowania między ludźmi, odpowiedź była oczywista. Naturalnie nie chodziło tylko o podatek, ale o władzę, o panowanie.

Jeden jest Pan – i nie ma innego poza Nim

Tak oto słyszymy w pierwszym czytaniu z proroka Izajasza. Ten jeden i jedyny Pan ustanawia Cyrusa wykonawcą swego planu. Jemu poleca dokonania czynów, które zaskakują innych. Tak ma się dziać, aby – jak sam mówi:

aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu,
że poza Mną nie ma nic.

Ja jestem Pan i nikt poza Mną

Możemy zestawić to z powiedzeniem o wizerunku na monecie. Są monety z wizerunkami różnych „czasowych” władców. Ale jeden jest Pan nad wszystkim i nad wszystkimi.

Sposób posługiwania się monetami noszącymi wizerunki różnych władców przez wyznawców tego jednego i Jedynego Pana jest bardzo specyficzny. Wymaga niezależności od tych władców i poczucia własnej tożsamości i wolności. Do tego prowadzi pielęgnowanie w sobie przez każdego posługującego się swojego wewnętrznego oddania się i uległości Jedynemu Panu. W myśl powszechnego powiedzenia: pieniądz jest dobrym sługą, ale złym panem i złym doradcą.

Etykietki mogą by kłamliwe i zmieniają się

Naturalnie, żyjąc w świecie nie możemy wyobcować się z obrotu tymi środkami noszącymi różne wizerunki i etykietki. Trzeba jednak wielkiej roztropności i rozwagi oraz mądrości serca i praktycznego rozeznania płynącego z wiary, aby umieć odpowiednio odczytywać owe etykietki i posługiwać się tymi środkami.

Bowiem sposób, w jaki je odczytujemy i nimi się posługujemy, zależy od nas „użytkowników”. Możemy starać się odczytywać je właściwie – traktując je jako „czasowych” panów i wyznaczając im rolę służebną. Dzięki temu działać w wolności i prawości. To znaczy tak, działać, aby – posługując się nimi– służyć ostatecznie jednemu i Jedynemu Panu.

Oczywiście grozi nam zawsze niebezpieczeństwo ulegania fascynacji tych etykietek – jeśli nie wszystkich to przynajmniej wielu. Jeśli nie zawsze to przynajmniej w pewnych okolicznościach. Wiemy, jak wielkie znaczenie ma dzisiaj tzw. „opakowanie” i reklama jakiegokolwiek produktu.

Jedna prawda i jedna treść

W tej materii nie możemy ulegać kompromisom, w których zacierałby się nasz jednoznaczny związek z Jedynym Panem. Możemy a nawet musimy się nimi posługiwać tak, aby było jednoznaczne to, co powiedział Jezus:

Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara,
a Bogu to, co należy do Boga
.

To nie jest etykietka. To jest prawda. To jest treść i zawartość, zadana nam stale do odkrywania. Tej umiejętności musimy się uczyć przy korzystaniu z każdej „etykietki”. Nie dokona się to bez naszego wewnętrznego odnoszenia się do Jedynego Pana. Do Tego, który jest komunikowaniem wszelkich relacji i budowaniem trwałej jedności całego życiowego sytemu człowieka.

Ostatecznie tą zawartością i treścią jest dar Ducha Świętego, w którym uzyskujemy pełną i doskonałą komunikację dóbr stale nam obficie przez Boga udzielanych.

Jeśli oddajemy się Bogu, gdyż uznajemy, że to Mu się należy, On nam udziela swego Ducha.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W liturgii Słowa 28. Niedzieli roku A mamy obraz uczty. Uczty wyprawionej przez kogoś o dużym znaczeniu: króla i samego Pana Boga jako Pana Zastępów. Ta uczta jest wyrazem dobroci i szczodrobliwość Zapraszającego. Jest też znakiem zapowiedzianej wcześniej nowości, z jaką będą miały się kształtowań w przyszłości relacje z ludźmi i wśród ludzi jako tymi, którzy zostali zaproszeni i korzystają z tej uczty.

Zaproszenie do korzystania z obfitości

Ta obfitość wyrażona jest w obrazach:

uczta z tłustego mięsa,
uczta z wybornych win,

z najpożywniejszego mięsa,
z najwyborniejszych win.

Oraz

Powiedzcie zaproszonym:
Oto przy­gotowałem moją ucztę;
woły i tuczne zwierzęta ubite
i wszystko jest gotowe.

Te obrazy stanowią zachętę wyrażoną stosownie do pojmowania pewnej promocji w relacjach międzyludzkich w owym czasie. Takie zaproszenie było swoistą promocją i okazją wejścia w krąg osób bliskich temu, kto zapraszał.

Jednak coś więcej niż uczta

W zapowiedzianej i przygotowanej uczcie widać znak nie tylko obfitości, ale także pewnego planu na życie. To szczególnie wyraża proroctwo Izajasza, który przedstawia Boga zapraszającego na ucztę jako tego, kto:

Zedrze On na tej górze zasłonę,
zapuszczoną na twarz wszystkich ludów,
i całun, który okrywał wszystkie narody;
raz na zawsze zniszczy śmierć.

Jest to zapowiedź działania Boga wobec zaproszonych. Nie chodzi więc tylko o to by zaproszeni nasycili się wybranymi potrawami, lecz aby otrzymali nową wizję życia. To wyobrażają obrazy zdarcia zasłony z twarzy i całunu wskazującego na działanie i moc śmierci. Zostanie pokonana i zniszczona moc śmierci, jako skutku grzechu wyrażającego się w odłączeniu od Boga. To śmiercionośne oddzielenie zostanie pokonane.

W przypowieści, która dzisiaj czytamy z ewangelii wg św. Mateusza, w wydaniu św. Łukasza występują bardzo charakterystyczne słowa gospodarza wysyłającego swoje sługi, aby nie tylko zapraszali, lecz wręcz przynaglali do przyjścia na ucztę. Są to słowa motywujące owo zaproszenie:

aby mój dom był zapełniony (Łk 14,23).

Z tą motywacją stoi prawda o woli gospodarza, aby wyciągać ludzi z ich zagubienia i wprowadzać ich do królestwa życia i prawdziwego ucztowania, czyli jedności z prawdziwym i jedynym Gospodarzem życia, jakim jest Bóg: Stwórca i Odkupiciel.

Okazali się niegodni

Wobec faktu odmówienia udziału w uczcie przez wcześniej zaproszonych, którzy poszli do swoich różnych spraw i zajęć, rozgniewany król wypowiada swój osąd o nich, o ich postawie:

zaproszeni nie byli godni.

W związku z tą wypowiedzią trzeba zauważyć po pierwsze, że w tekście oryginalnym nie ma zaimka „jej” odnoszącego do uczty – jak to mamy w przekładzie BT. Oczywiście można się domyślać, że taki mógłby być sens tej wypowiedzi. Jednakże trzeba wziąć też jeszcze pod uwagę drugą sprawę. Mianowicie znaczenie przymiotnika „godny” / „niegodny” (aksios / anaksios).

Ten termin ma dość bogaty wachlarz znaczeniowy. Wskazuje na relacje, na ich odpowiedniość (odpowiadanie sobie, na ich relację, związek, równowagę). Stąd też wynika aspekt bycia godnym jeden drugiego, bycia cennym, zasłużonym wobec kogoś i dla kogoś itd. Z tego pochodzą używane przez nas terminy: aksjomat, aksjologia.

W Biblii greckiej ten termin występuje wiele razy i oddaje różne terminy i wyrażenia hebrajskie. Zasadniczo wskazuje na relacje i ich odpowiedniość. Zawiera też w sobie element dążenia czy prośby, aby to się stawało. Jest to dynamika wskazująca na relację podobieństwa i odpowiedniości.

Jak rozumieć tę wypowiedź?

W kontekście przypowieści i w kontekście całej logiki całej historii zbawienia, która jest realizacją wielkiej obietnicy zapraszającej do udziału w planie Bożym (w uczcie królewskie, wyprawionej przez Króla swemu Synowi), możemy rozumieć tę wypowiedź zapraszającego króla, czyli osąd sytuacji tych odmawiających udziału w uczcie w następujący sposób:

Oni mieli inne relacje, inne zajęcia. To co było ich, było dla nich ważne. W czym innym upatrywali sens swego życia. Swoje życie opierali na innych przesłankach i wartościach. Wykluczali się ze zbawczego planu Boga wobec wszystkich. Uważali siebie za samowystarczalnych. Wzgardzili zaproszeniem do udziału w godach weselnych, czyli w zapoczątkowaniu życiodajnego dzieła jedynego Syna, w który Król usynawia wszystkich potrzebujących prawdziwego życia. Tymczasem oni, zaślepieni sobą, postawili na siebie samych: na swój potencjał i swoje perspektywy rozwoju. Nie skorzystali z zaproszenia. Nie skorzystali z darmowej obietnicy.

W każdym pokoleniu jest to prawdziwe. Także i podobnie dzisiaj grozi to każdemu z nas, jeśli przedkładamy siebie – całym naszym większym czy mniejszym „bogactwem” siebie i swoich możliwości – nad pokorne i osobiste odniesienie do Obietnicy i zaproszenia

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W proklamowanym podczas Liturgii Słowa w 27. Niedzielę fragmencie Listu św. Pawła do Filipian zachodzą dwa sformułowania, które są ze sobą związane i wyrażają ważne elementy (aspekty) chrześcijańskiego przesłania. Są to wyrażenia: Pokój Boży i Bóg pokoju.

Pokój Boży

Pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł,
będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

To sformułowanie następuje po wezwaniu o to, by nie ulec żadnemu zamartwianiu się czymkolwiek ze względu na pełne i ufne odniesieni do Boga wyrażane w modlitwie błagalnej i dziękczynnej. Konsekwencją będzie właśnie napełnienie pokojem Bożym.

Określenie tego pokoju jako Boży nie wyraża tylko ogólnego przymiotu tego pokoju, lecz oznacza osobową relację z Bogiem. Ten pokój jako pochodzący od Boga i będący darem Boga wprowadza w myślenie i całe życie człowieka nowy porządek. Przewyższa wszelki umysł, czyli wszelką ludzką koncepcję życia. Ponieważ pochodzi od Boga i jest przez Boga przeznaczony dla człowieka i przez Boga realizowany w człowieku, prowadzi człowieka do życia w jedność i harmonię z całym stworzeniem.

Specyfika pokoju Bożego

Tego i takiego pokoju człowiek nie zdobędzie przez jakiekolwiek swoje zabieganie i niewątpliwie też nie przez tzw. walkę o pokój – jak to było czasem w przeszłości formułowane.

W warunkach terytorialnych to wszelkiego typu straże graniczne bronią dostępu „obcym”, by nie zagroziły i nie zniszczyły pokoju na danym terytorium. Tak bywa w polityce i strategii obronnej tyku wojskowego.

Natomiast pokój Boży dokonuje się nie przez jego obronę, lecz przez to, że to ludzi ufając Bogu, otwarci na działanie Pana Boga, proszą Go, by ten Boży pokój strzegł ich wnętrza, ich myślenia i tym samym przekładał się na pokojowe relacje. Czasem własnym kosztem, ale zawsze w pełnym zaufaniu Bogu.

Oczywiście, to jest linia maksymalna prawdziwego „frontu” operatywności Bożego pokoju. W praktyce działań zewnętrznych będą czasem musiały zaistnieć różnego rodzaje walki. Niemniej jednak to nie zmienia prawdy o pokoju, który jedynie może strzegł serc i myśli wierzących w Chrystusie Jezusie.

Jezus stał się pokojem, w którym dokonuje się jednanie wszystkich zbliżających się do Niego i zanurzających się w Jego Tajemnicę pojednania (zob. Ef 2,14-22; por. Kol 1,19).

Bóg pokoju

Wspomniany pokój jest możliwy dzięki temu, że Bóg jest Bogiem pokoju. To nie oznacza jednak, że Bóg jest pacyfistą w ludzkim tego słowa znaczeniu. Od samego początku historii zbawienia, zaraz po grzechu człowieka, mówi o „nieprzyjaźni i starciu głowy” (zob. Rdz 3,15). A więc starciu i pozbawieniu mocy całej logiki jaka jest typowa dla węża zwodziciela (diabła).

Bóg „robi” wszystko, aby był pokój. Jednak nie czyni tego według ludzkiego schematu. Ma swoją „strategię” pokoju. Dokonuje tego przez to, że swoją logiką, swym zamysłem zrealizowanym w swoim Synu Jezusie Chrystusie – i to na Nim samym – „demonstruje” i objawia, że „przeciwnik”, czyli diabeł i szatan niczego nie może osiągnąć z tego, do czego w swoim buncie i przewrotności stale zmierza. Każde jego działanie zmierzające do oczekiwanego i „projektowanego” zwycięstwa kończy się dla niego przegraną, mimo niejednokrotnie odnoszonych chwilowych czy pozornych zwycięstw.

Tak jest we wszystkich jego atakach, na które Jezus nie odpowiada w kategoriach walki z nim, lecz przez przyjmowanie tego, co pozornie, w oczach ludzkich zdaje się być przegraną i zdaje się „niszczyć” Jezusa i realizowanych przez Niego zamysł Boga Ojca, Boga pokoju. Najbardziej widoczne jest to w przyjęciu krzyża. Tak otwiera się dla nas zbawienna droga przygotowana przez Boga pokoju.

Odrzucona winnica

W obrazie winnicy, jeśli kontemplujemy znaczenie tego obrazu w kontekście całej historii zbawienia, zostaje przekazany nam prawda, że dla jej ratowania, „gospodarz” musi ją wydać na przeciwności, niebezpieczeństwa. Na pozbawienie „zewnętrznego ogrodzenia” i wydanie na pastwę dzikich zwierząt, aż do rozgrabienia.

To wszystko ma posłużyć temu, aby „winnica” weszła w nawrócenie. Odwróciła się od siebie. Aby jej pracownicy nie szukali swego zysku, lecz przynosili owoc chwały Bożej i dobra dla bliźnich. Prawdziwy owoc dokonuje się według logiki, która przekracza wszelką koncepcję ludzkiego zysku, a jest oparta na przeżywaniu poniżenia, odrzucenia. Naturalnie nie dla tego samego, lecz w oparciu o Boga pokoju, który „musi” przeprowadzić nieprzyjaźń między logiką „zwodziciela” a swoim odwiecznym zamysłem. Czyni to swoją Boską władzą i własnym Boskim kosztem. Dokonuje się to w ofierze Syna Bożego.

Bóg pokoju oddaje siebie w ręce grzeszników. Tych, którzy przyjęli wobec niego przeciwną i wrogą postawę. Czyni to, aby przez swoją Ofiarę, dać szansę nawrócenia i przynoszenia właściwego owocu.

Święty Paweł życzył kiedyś Filipianom a dzisiaj życzy nam: Bóg pokoju niech będzie z wami. Pozwalajmy się wprowadzać w tę tajemnicę.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Deklaracje czy fakty (26. Ndz A – 200926)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Ewangelia 26. Niedzieli roku A ukazuje relacje, jakie zachodzą między deklaracjami dotyczącymi postępowania a faktami, które wynikają czy są związane z tymi deklaracjami lub nie wynikają.

Bardzo jasne zestawienie mamy w Ewangelii odpowiednio w postawach dwóch synów.

Dobre wrażenie i na tym koniec

U jednego był tak oto przebieg reakcji syna na polecenia ojca:

„Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”.
Ten odpowiedział: „Idę, panie!”,
lecz nie poszedł. 

Widzimy, że stosunek syna wobec ojca i pana winnicy, pozostał sprowadzony do pustej deklaracji. Być może miała ona jakąś wartość w momencie jej wypowiedzenia. Mogła zrobić dobre wrażenie. Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć, że udało się coś z PR. Na tym jednak koniec.

Wszyscy wiemy, że w ten sposób nie uda się zrobić czegokolwiek. Niezależnie od tego, jakie były motywy takiej deklaracji i ewentualne powody późniejszej decyzji, faktem pozostanie nie tylko brak wykonania polecenia, ale także zakwestionowanie prawdziwości odniesienia i więzi między ojcem a synem. Nie można już mówić o jedności myślenia i o konstruktywnym współdziałaniu dla jakiegoś wspólnego celu i dobra.

Nie chcę, ale …

W przypowieści mamy przedstawioną jednak i drugą sytuację.

Ojciec zwrócił się do drugiego
i powiedział to samo.
Ten odparł: „Nie chcę”.
Później jednak opamiętał się i poszedł.

Bardzo wyraźnie sformułowana odmowa. Nie chcę. Ujawnia się więc wola jako negująca gotowość czynienia czegokolwiek po myśli ojca. Też nie wiemy, jakie motywy stały za tego rodzaju odpowiedzią.

Mocna jest jednak sama czysta negacja woli ojca. Następuje jednak opamiętanie, czyli zmiana podjętej decyzji. W konsekwencji wypełnienie woli ojca.

Odniesienie do grzeszników i ludzi kultu religijnego

Jezus opowiadając tę przypowieść ma na myśli dwie grupy ludzi. Z jednej strony grzeszników (Celników i nierządnice) a z drugiej arcykapłanów i starszych ludu. Wszystko dzieje się w ostatnich dniach przed Męką Jezusa. Dzieje się w świątyni. Dzieje się po uroczystym wjeździe Jezusa do Jerozolimy i po wypędzeniu przekupniów ze świątyni. Ma wtedy też wymowne wydarzenie z uschłym drzewem figowym.

Wtedy to Jezus – na pytanie arcykapłanów i starszych ludu o władzę, na podstawie której czyni to wszystko – zapytał ich o chrzest janowy. Czy ten chrzest był na polecenie z nieba czy od ludzi. Starsi ludu, nie chcą wejść w tarapaty w tłumaczeniu swej opinii, powiedzieli, że nie wiedzą. Jezus wówczas opowiedział, że na ich pytanie też im nie odpowie. Powiedział im jednak tę wymowną przypowieść. Zakończył ją konkretnym odniesieniem:

Zaprawdę, powiadam wam:
Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.

Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości,
a wy mu nie uwierzyliście.
Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice.

Wy patrzyliście na to,
ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.

 

Syn Człowieczy, który wziął na siebie ludzkie „NIE” i wypełnił wolę Ojca

Jezus, który wypowiada te słowa, wkrótce zostanie ukrzyżowany między złoczyńcami. On już w czasie swojej publicznej działalności był określany różnymi epitetami, które zrównywały Go z najgorszymi. Mówiono o nim, że jest grzesznikiem a także przyjacielem grzeszników i celników. Przypisywano mu nawet, że czyni cuda mocą Belzebuba.

Jezus był więc w oczach wielu Mu współczesnych, zwłaszcza przywódców ludu, jakby zrównany z tym synem, który ojcu powiedział swoje „NIE”. Naturalnie Jezus nie potrzebował czasu na opamiętanie. On o początku przyszedł, by pełnić Wolę Ojca. Jednak ci wszyscy, którzy mieli swój obraz Boga, uważali Go za „niewiernego” i przekraczającego Boże przykazania.

Jednak to właśnie Jezus jako ten, który

w zewnętrznej postaci był uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stając się posłusznym aż do śmierci
– i to śmierci krzyżowej.

To właśnie On wypełnił wszystko, co było wolą Ojca. Uczynił to dla wszystkich, którzy tego nie rozumieli. Uczynił to po to, aby wszyscy mogli przeżywać swoje nawrócenie. Jest to przedziwna tajemnica.

Jak to rozumieć?

Mamy oto zestawienie: z jednej strony wiarę celników i nierządnic, dzięki której wobec wezwania Jana Chrzciciela wchodzili do królestwa niebieskiego. Z drugiej zaś „praktykujących religijność” przywódców ludu, którzy nie uznali tego faktu skuteczności przepowiadania Jana Chrzciciela, mimo że działo się to na ich oczach, i w konsekwencji ich brak opamiętania się, by uwierzyć.

Możemy porównać sytuację tych zdeklarowanych religijnych przywódców ludu (arcykapłanów i starszych) do owego syna, który deklarował wolę wypełnienia woli ojca, ale faktycznie tego nie uczynił. Cały kult świątynny i deklarowana pobożność nie spowodowały w nich tego, by wejść w postawę wypełnienia woli i zamysłu Boga. Trwali przy koncepcji swojej wierności a nie byli gotowi wejść w odkrywanie i pełnienie Woli Boga. Uważali się za tych, którzy nie potrzebowali nawrócenia i opamiętania.

Natomiast celnicy i grzesznicy swoim życiem „powiedzieli” kiedyś – i to z różnych powodów i na różne sposoby swoje NIE wobec woli Boga. W konsekwencji znaleźli się sytuacji, w której ich grzech był jak na dłoni. Nie mieli nic dla swego usprawiedliwienia. Nie mieli nic do stracenia ani czegokolwiek dla swojej obrony. Pozostało im tylko uwierzyć.

Nie chodzi więc o żadną deklaratywną pobożność i praktykowanie kultu dla jakkolwiek rozumianego dobrego wrażenia i zwyczaju. Chodzi o fakt uznania swojej ludzkiej grzeszności. Chociaż nie każdy musi być celnikiem czy nierządnicą. Każdy jednak może uznać w sobie – dzięki docierającemu do niego przesłaniu Bożego orędzia – wystarczająco dużo „materii”, by uwierzyć.

Liczą się ostatecznie fakty wynikające z wiary, dokonujące się w życiu człowieka, a nie pobożne deklaracje, które niejednokrotnie bardzo łatwo przykrywają brak woli i gotowości wejścia w pełnienie Woli Boga.

Bp ZbK

Podziel się z innymi
Następna strona »

css.php