Kolejna Niedziela, której przesłanie Liturgii Słowa zmierza do wiązania nas w sposób szczególny z Osobą Jezusa. Św. Paweł wyraża to w słowach pouczenia i przypomnienia skierowanego do Tymoteusza: „Pamiętaj na Jezusa Chrystusa”. To szczególne odniesienie do Osoby Jezusa wyraża też fakt powrotu jednego z uzdrowionych do Jezusa, aby Mu podziękować za dar uzdrowienia. A co nam mówi wyznanie syryjskiego wodza Naamana, o którym słyszymy w pierwszym czytaniu?

Wyznanie Naamana

W wyznaniu syryjskiego wodza Naamana, jakie czyni przed Elizeuszem, a które odnosi się bezpośrednio do Jedynego Boga, Boga Izraela, też możemy widzieć pewne sygnały zapowiadające odniesienie do Osoby jedynego Boga – dającego się w pełni poznać przez Jezusa jako jedynego Pana:

Oto przekonałem się,
że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem!

To jego wyznanie uczynione przez Naamana po uzdrowieniu przy okazji zanurzenia w wodach rzeki Jordan, jest bowiem obrazem i zapowiedzią tego wszystkiego, co stanie się dostępne dla człowieka przez chrzest.

Znamienne jest to, że Naaman po uzyskaniu uzdrowienia z trądu chce się odwdzięczyć prorokowi Elizeuszowi. Ten natomiast nie przyjmuje żadnego daru. Wówczas uzdrowiony chce niejako utrzymać „kontakt” z tym wydarzeniem, które okazało się dla niego uzdrowieniem. Prosi

Niech dadzą twemu słudze tyle ziemi,
ile para mułów unieść może,
ponieważ odtąd twój sługa nie będzie składał ofiary całopalnej ani ofiary krwawej
innym bogom, jak tylko Panu.

Możemy widzieć w tym swoiste zabranie ze sobą i niesienie w swoim życiu znaku przywołującego pamięć doznanego dobrodziejstwa ale także znaku nadającego jego przyszłemu życiu pewnego ukierunkowania. Dla Naamana i ludzi z podobnych doświadczeniami czas niejako dzieli się na to, co było przed tym wydarzeniem, a co będzie działo sią od tego momentu. „Odtąd twój sługa nie będzie . . . ”.

Dlatego ważne jest pamiętanie o tym . . . Niesienie ze sobą znaku pamięci otrzymanego dobrodziejstwa.

Oczyszczeni z trądu

Zanim spotkali Jezusa nieśli na sobie znamię trądu. Nie tylko choroba, ale także znak wykluczenia ze społeczności. Po uzdrowieniu – zgodnie z przepisami Prawa Mojżesza – mieli pokazać się kapłanom. Stanowiło to oficjalną reintegrację społeczną – przyjęcie do wspólnoty. To mieli uczynić. Jeden z nich wrócił jednak do Jezusa, by Mu podziękować.

Nie wiemy, czy to było już po ukazaniu się kapłanom czy przed. Zapewne po stwierdzeniu w czasie drogi, że jest oczyszczony, wrócił do Jezusa. A może właśnie jako Samarytanin nie poszedł w ogóle do kapłanów – tak jak pozostali. Należał bowiem do innej społeczności religijnej niż pozostali. Możemy tutaj snuć różne przypuszczenia.

Tak czy inaczej Jezus docenia ten jego gest powrotu do Niego i podziękowania. Co więcej – jak referuje św. Łukasz – Jezus wypowiedział o tym uzdrowionym Samarytaninie, że to właściwie tylko on jeden wrócił i oddał chwałę Bogu. To pozwala domyślać się jakoby pozostałych dziewięciu, którzy – zgodnie z poleceniem i ze zwyczajem prawdopodobnie poszli, by pokazać się kapłanom i uzyskać od nich wspomniany „społeczny placet” – nie oddali w pełni chwały Bogu.

Chwałę Bogu oddaje bowiem właściwie ten, kto całą historię swego życia odnosi do Jezusa i ją Jemu podporządkowuje. Dlatego usłyszał słowa: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

On już przecież został uzdrowiony z trądu wcześniej, podobnie, jak pozostali. O to chodziło w pierwszej fazie wydarzenia. Teraz uzdrowienie, o którym mówi Jezus do tego, który został już wcześniej uzdrowiony, dotyczy niewątpliwie czegoś głębszego.

Możemy przypuszczać, że dotyczy to zachowania i niesienia w sobie owej pamięci, że wiara uzdrawia. Wiara człowieka, który doświadczył niedoli i umiał tę swoją sytuację właściwie odnieść do Jezusa – czyli wszedł w postawę wiary w Jezusa Chrystusa i w ten sposób wiązał z Jezusa swoje życie, prowadziła do pełnego uzdrowienia. Było to też świadectwo przedłożenia relacji z Jezusem nad legalistyczny wymóg pokazania się kapłanom.

Pamiętaj

W kontekście powyższych rozważań spoglądamy na wyznanie zapisane w czytanym dzisiaj 2. Liście do Tymoteusza a mówiące o naszej relacji do Jezusa – Potomka Dawida. On stał się jednym z nas, by przed nami otworzyć nową perspektywę życia. Łączy się z nami, byśmy my mogli łączyć się z Nim. Jego wierność wobec człowieka nie jest oparta na żadnej kalkulacji, lecz na Jego „wcielonej i ukrzyżowanej” naturze Syna Bożego. Żadna nasza niewierność nie może zniszczyć Jego wierności. Natomiast to my możemy się odwracać od Niego i wypierać się Go i nie korzystać z Jego wierności. Wtedy to On jako dochowujący wiary „będzie musiał” zapierać się nas: „nie znam was”.

Wniknijmy w to przepiękne wyznanie:

Jeżeli bowiem z Nim [Jezusem] współumarliśmy, z Nim także żyć będziemy.
Jeśli trwamy w cierpliwości, z Nim też królować będziemy.
Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze.
Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje,
bo nie może się zaprzeć siebie samego.

Niech to wyznanie podtrzymuje nas szczególnie w chwilach zwątpienia i doświadczenia naszych niewierności. Obyśmy właśnie wtedy od Niego sią nie odwracali i nie zapierali się przynależności do Niego.

Bp ZbK

Informacja dla Blogowiczów (191002)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Od 1 października 2019 mój blog E-rozmowy o Dobrej Nowinie jest administracyjnie powiązany ze stroną internetową diecezji legnickiej (do tej pory funkcjonował na stronach Katolickiego Radia Podlasie).

Jednak zasadniczo nie zmienia to istoty działania blogu i posługiwania się nim w internecie. Na blog można wchodzić zarówno przez nową stronę, czyli: http://blog.diecezja.legnica.pl , jak też przez dawną (http://blogs.radiopodlasie.pl/bp), skąd zostaniemy automatycznie przekierowani na nową.

Wśród różnych elementów przesłania liturgii z 26. Niedzieli roku C uderza mnie sformułowanie św. Pawła zawarte w Liście do Tymoteusza. Jest ono w końcowej części listu. Ten List zawiera bardzo wiele szczegółowych wskazań skierowanych do Tymoteusza, ucznia św. Pawła i biskupa wspólnoty chrześcijańskiej Efezie.

List do Tymoteusza

Napisany przez Pawła (a może przez kogoś w jego imieniu) List do Tymoteusza należy do tak zwanych Lisów Pasterskich. Nie występuje w tym Liście, w odróżnieniu od wielu listów św. Pawła wyraźnie zaznaczająca się część doktrynalna i parenetyczna – jak to było zazwyczaj ówczesnej epistolografii. Mamy natomiast do czynienia z krótszymi lub dłuższymi wypowiedziami o charakterze doktrynalnym czyli przedstawiającym naukę apostolską odnoszącą się do Jezusa Chrystusa i dokonanego zbawienia a następni bezpośrednio z nimi związane konkretne wskazania dotyczące różnych stanów i grup osób czy też spraw, które wówczas były aktualne we wspólnocie.

Ogólnie mówiąc Apostoł nawołuje do zachowania zdrowej tradycji i nauki, jaką Tymoteusz otrzymał. Ostrzega też przed wszelkiego typu zagrożeniami i błędami, które z różnych powodów powstają i prowadzą do zniekształcenia właściwego przesłania wynikającego z Ewangelii Jezusa Chrystusa. Przede wszystkim ostrzega przed zanieczyszczaniem nauki chrześcijańskiej przez wszelkiego rodzaju spekulacje, różne interpretacje Prawa związane ze kontrowersjami judaistycznymi, czy wszelakiego rodzaju rygoryzmami moralnymi lub jakimś nieporządkiem moralnym itp.

Odniesienia

Dając te różne pouczenia odwołuje się do tego, co stanowiło krystalizującą się naukę chrześcijańską. Mamy więc w tym Liście kilka przepięknych miejsc (tekstów), które są inspirowane lub wprost zaczerpnięte z utrwalonej już formuł liturgicznych lub formuł przepowiadania. Np. 1,15.17; 2,5; 3,16; 4,9; 6,15n.

Jest też znamienne sformułowanie określające

Jezusa Chrystusa – Tego,
który złożył dobre wyznanie za Poncjusza Piłata

Wiadomo, że chodzi o wydarzenie krzyża Jezusa i Jego zmartwychwstanie.

Można w dosłownym przekładzie dopatrywać się pewnego specyficznego akcentu. Jezus Chrystus dokonał wobec Piłata (za czasu Piłata itp.) albo poświadczył na sobie wobec Piłata coś co stanowi „homologowanie” (homologia) stron. Sam termin homologia składa się z dwóch członów: homo (taki sam) i rdzenia log- (wyrażającego słowo, mówienie). Jest to więc jednoznaczne wyznanie czy wyznanie prowadzące do zgodności.

Nawiązując do sformułowań św. Pawła w Ef 2,14 (por. Kol 1,19) musimy rozumieć, że to „wyznanie” Jezusa złożone przed Piłatem, czyli przed władzą tego świata, polegało na dokonaniu pojednania między tym, co dotychczas nie stanowiło jedności. Nawet nie było możliwe, by była między nimi płaszczyzna porozumienia. To stało się skomunikowane przez krzyż i krew Jezusa. Takie świadectwo, takie wyznanie złożył Jezus.

Owoc tego wyznania Jezusa w nas

To dzieło Jezusa stanowi bazę do wszelkiego jednania i zaprasza do składania wyznania prze nas, uczniów Jezusa. Naturalnie nie chodzi o „słowne” wyznawanie, lecz o wchodzenie w tę samą prawdę, w jaką Jezus wszedł, gdy stanął przed Piłatem (podobnie też przed Sanhedrynem i w tylu innych okolicznościach).

O takim wyznaniu Tymoteusza powiedział św. Paweł chwilę przed odniesieniem się do świadectwa Jezusa. Mówi tam do swego ucznia:

Ty, o człowiecze Boży,
podążaj za sprawiedliwością, pobożnością,
wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością.
Walcz w dobrych zawodach o wiarę,
zdobywaj życie wieczne:
do niego zostałeś powołany
i o nim złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków
(6,11n).

Także my dzisiaj, w naszych warunkach życia i okolicznościach, jakie nas spotykają, a w szczególności, gdy znajdujemy się wobec „współczesnych Piłatów”, jesteśmy zaproszeni do tego, by składać takie wyznanie, by – dzięki wierze w Jezusa Chrystusa i Jego mocy – być skutecznym świadkiem jednania. Także w sytuacjach , które po ludzku wydają się niemożliwe i które zawsze w jakiejś mierze są związany z krzyżem i ofiarą.

Dobrze jest, byśmy pamiętali, że główną misją Kościoła i wszystkich nas w Kościele jest składanie takiego wyznania, które jednoczy. Jedność jest bowiem podstawowym znamieniem Kościoła.

Bp ZbK

Wymowne są słowa z Księgi Amosa, jakie nam podaje Kościół w 25. Niedzielę roku C. Prorok wypowiedział je około połowy 8. wieku przed Chrystusem. Chodzi więc o czas od nas bardzo odległy. Blisko 28 wieków temu. Był to czas, w którym w szczególności w Północnym Królestwie, czyli w Izraelu działo się wiele niesprawiedliwości społecznej.

Sytuacja w Królestwie Północnym

Niesprawiedliwość społeczna była w jakiś sposób związana z systemem władzy. Było to też w jakoś zależne od utworzenia ośrodka kultu w Betel – niezależnego od Jerozolimy będącej w państwie Południowym. Stąd rodziły się antagonizmy i wojny między jedną a drugą częścią Narodu Wybranego.

Ogólnie mówiąc prowadzenie wojny zawsze sporo kosztuje. A każde sanktuarium jest zazwyczaj okazją i pretekstem do umacniania siebie i swojej pozycji. Władza szuka często swego umocnienia w jakiejś religii czy religijności i to nierzadko wprost bez Boga albo z jakimś interesownym a nawet wręcz zwichniętym odniesieniem do Boga.

Zresztą to zapowiadał Izraelitom już prorok Samuel wtedy, kiedy reagował na dążenia starszyzny ludu, by mieć króla i stać sią państwem organizowanym na podobieństwo innych narodów (zob. 1Sm 8,4-22).

Prorok Amos

Wobec sytuacji moralnej naznaczonej niesprawiedliwością społeczną i bałwochwalstwem Bóg posyła do tego Północnego Królestwa, północnej części Narodu Wybranego proroka Amosa. Prorok Amos nie należał do żadnej szkoły prorockiej i nie był prorokiem urzędowym tzn. działającym w kręgu świątynnym czy w otoczeniu królewski. Był po prostu niezależnym od ludzi i od wszelkich układów. Miał świadomość tego, że jest posłany przez Boga i rzeczywiście czuł się jako prorok niezależny i działający w imieniu Boga.

Naturalnie Prorok Amos nie był mile widziany w Królestwie Północnym, dokąd posłał go Bóg. Ostatecznie został stamtąd przepędzony. Zostawił jednak znamienne przesłanie.

Dzisiaj słyszmy jego fragment przesłania, w którym przytacza słowa ludzi uprawiających niesprawiedliwość

Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże,
i kiedy szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz?
A będziemy zmniejszać efę, powiększać sykl
i wagę podstępnie fałszować.
Będziemy kupować biednego za srebro,
a ubogiego za parę sandałów,
i plewy pszeniczne będziemy sprzedawać

Znamienne jest nastawienie ludzi, które poznajemy z przytoczonych słów proroka. Są to niewątpliwie ludzie mających różne zasoby i szerokie możliwości działania. Konkretnie jest to ujęte w obrazie handlu i to nie tylko rzeczami materialnymi ale także ludźmi.

Kryterium

Tym, co w szczególny sposób uderza w postawie tych niesprawiedliwych jest to, że zmieniają miarę. Nie akceptują pewnych określonych czy przyjętych kanonów. Ich nastawienie jest takie, by fałszować kryteria relacji jakie zachodzą w stosunkach międzyludzkich. Po prostu wprowadzać różne kryteria: miary zmniejszać lub zwiększać, w zależności od tego po czyjej stronie coś czy ktoś się znajduje.

Jeśli ktoś ma władzę i zmienia kryteria postępowania wobec innych a zwłaszcza słabszych, nie tylko wyrządza im niesprawiedliwość, ale wzbudza pozory prawdziwości. Jest to oszukiwanie większe niż tylko jakaś krzywda materialne.

Władza i religijność na usługach interesów

Możemy bardzo krótko ująć naukę wynikający z działalności proroka Amosa i tylu innych podobnych jemu proroków – niezależnych od wszelkiej władzy ziemskiej (świeckiej czy religijnej) a słuchających głosu Boga. Wizja Amosa jest bowiem powszechna i zmierza do tego, by wskazywać na odniesienie do Jedynego Boga i wolność wobec wszystkich innych „władz” i „potęg”, jakie na różne sposoby uzurpują sobie rolę w społecznościach i to czasem przez promowanie jakiegoś odniesienia do Boga czy do bóstw.

Kto otwarcie i bez uprzedzeń zagłębia się w meandry historii do często dostrzega, jak nierzadko zastępowano prawdziwe święta, zwyczaje i symbole religijne uświęcone zdrową tradycją, nowymi – często jakoś wzorowanymi na religijnych, ale w rzeczywistości będącymi na usługach aktualnej władzy świeckiej.

Wielkie rewolucje zmierzały do tego, aby tworzyć wszelkiego rodzaju formy kultu, które ostatecznie łatwo przybierały postać „kultu jednostki” czy jakiejś partykularnej grupy. Pokłosie Rewolucji Francuskiej owocowało i owocuje do dziś tworzeniem jakichś form religii urzędowej a w zasadzie pozbawionej obecności Boga w życiu człowieka. Redukującej ludzi do numerów czy jednostek gospodarczych. A formy kultu do pewnych zewnętrznych obrzędów.

Niebezpieczne dla każdej społeczności jest pomniejszanie poczucia obecności Jedynego Boga i zmniejszanie kryteriów regulujących w Jego Imię wszelkie relacje międzyludzkie. Gdy tak się dzieje, łatwo dochodzi do powiększenia przestrzeni i władzy wszelkiego rodzaju uzurpatorów krzywdzących człowieka.

Bp ZbK

Zadziwiający i wprost uderzający jest proklamowany dzisiaj fragment Listu, jaki kiedyś napisał św. Paweł do swego ucznia, później biskupa Tymoteusza. Św. Paweł traktował Tymoteusza jako swoje umiłowane dziecko, zrodzone przez Ewangelię. Łączyły więc ich bliskie więzy przyjaźni i doświadczenia łaski w Jezusie Chrystusie. Apostoł napisał do Tymoteusza jako biskupa Efezu dwa listy. Pisał do niego z całą serdecznością przekazując mu to, co uważał za najistotniejsze. Ważne jest już to, jak w pierwszym z tych listów przedstawia się. Właśnie to słyszymy podczas liturgii 24. Niedzieli roku C.

Najpierw, nawiązując do faktu powołania do misji apostolskiej, św. Paweł mówi z wdzięcznością, którą w szczególny sposób motywuje wspomnieniem tego, kim on był w momencie powołania. To wtedy – niewątpliwe odniesienie do wydarzenia pod Damaszkiem – jak pisze Jezus Chrystus:

uznał mnie za godnego wiary,
skoro przeznaczył do posługi sobie mnie,
dawniej bluźniercę, prześladowcę i oszczercę.

Bluźnierca uznany z godnego wiary

Zaskakujące jest to zestawienie: ktoś, kto był bluźniercą, prześladowcą i oszczercą, zostaje wybrany na świadka godnego wiary. Między jednym a drugim stanem (sytuacją życiową i koncepcją życia) musiała dokonać się totalna przemiana.

W swoim Liście św. Paweł – zanim napisze przytoczone wyżej słowa – nie omieszkał wcześniej wyrazić swego stosunku do Prawa oraz do tych, którzy nie zachowują Prawa i postępują jako bezbożni i grzesznicy (1Tm 1,6-11). To jednak nie przeszkadzało mu określić siebie samego jako bluźniercę, prześladowcę oszczercę. W ten sposób też jakby poddał się wyrokowi, jaki czeka wszystkich przestępców.

A jednak

A jednak św. Paweł ma świadomość, że w nim dokonała się przedziwna przemiana. Przestępca został uznany za wiarygodnego świadka. Stało się to za łaską samego Boga przez Jezusa Chrystusa.

Dostąpiłem jednak miłosierdzia,
ponieważ działałem z nieświadomością, w niewierze.
A nad miarę obfita okazała się łaska naszego Pana,
wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie
.

Jako Apostoł pisze list do swego umiłowanego ucznia, z którym łączyły go nie tylko więzy przyjaźni w Chrystusie, ale także poczucie odpowiedzialności, jaka spoczywała na Tymoteuszu jako biskupie. W ten sposób daje mu wskazania, jak patrzeć na przemianę człowieka dokonującą się w Chrystusie. Paweł wysuwa niejako na pierwszy plan właśnie to swoje doświadczenie przemiany z bluźniercy na wiarygodnego świadka.

Nie wydobywa na pierwszy plan innych swoich cech czy zasług, lecz to ze swej przeszłości, co mogłoby go dyskredytować, gdyby mu zależało na jego dobrym imieniu. Wprost przeciwnie: właśnie to eksponuje i tym samym pośrednio poleca swemu uczniowi – biskupowi, żeby też podobnie myślał o sobie.

Nie zapomina, kim jest

Jest uderzające to, co Paweł już jako Apostoł, który zwraca się do swego ucznia Tymoteusza – biskupa, a więc odpowiedzianego za kierowanie powierzonymi sobie chrześcijanami. Mówi o wielkości i godności tego, co głosi i co przekazuje Tymoteuszowi:

Nauka to godna wiary i zasługująca na całkowite uznanie,
że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników,
spośród których ja jestem pierwszy.
Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to,
by we mnie pierwszym
Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność
jako przykład dla tych,
którzy w Niego wierzyć będą na życie wieczne.

Trudno o bardziej wymowne a w pewnym sensie prowokujące przesłanie i świadectwo tego, co stanowi rdzeń chrześcijańskiej nauki. Apostoł i nauczyciel wiary przedstawia siebie jako grzesznika, który doświadczył miłosierdzia Bożego. To doświadczenie nie zdejmuje z niego prawdy o jego grzeszności, która została oświecona wielkodusznością przygarnięcia przez Jezusa Chrystusa.

Perspektywa

Tę swoją sytuację św. Paweł przedstawia jako przykładową dla wszystkich grzeszników. Jest to też wezwanie i propozycja dla każdego z nas: zbawionych grzeszników. Grzeszników przeżywających swoje zbawienie i tak – dzięki łasce Boga – mającymi udział w świętości Boga.

Na ile to pojmujemy, zostawiamy za sobą i zwlekamy z siebie to wszystko, co bezbożność i bezprawie oraz wszelkie zniewolenie grzechem. Za łaską Boga przeżywamy nawrócenie i wyzwolenia. To jest chrześcijańska perspektywa życia. To też jest pomoc w takim pojmowaniu i przeżywaniu siebie, by właściwie spotykać drugiego, bliźniego i w pokorze oraz wdzięczności za wielkoduszność Boga z tym bliźnim wchodzić w jedność i komunię tworząc Kościół jako wspólnotę odkupionych grzeszników, którzy doświadczają daru świętości od Boga.

Tego sobie życzymy i w tym się wspieramy jako grzesznicy, którzy poznali łaskę Boga i cieszą się komunią i jednością na drodze wyzwolenia i świętości.

Bp ZbK

Usiąść i obliczyć (23. Ndz C – 190908)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Kolejna niedziela roku C stawia przed nami sprawę rozeznania naszej sytuacji ludzkiej z której jesteśmy powołani, aby wchodzić w rozeznawanie spraw wiążących się z zamysłem Bożym co do życia każdego z nas. Księga Mądrości mówi, że „mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi”. Co prawda z  trudem, ale jednak poznajemy wiele rzeczy i prawd, które rządzą naszym życiem na tej ziemi.

Jest jednak jeszcze inny wymiar naszego życia, co do którego nie mamy innego dostępu niż przez Boże objawienie. To objawienie nie jest jednak zazwyczaj jakąś bezpośrednią informacją. Ono dokonuje się jakby na granicy styczności naszych możliwości z tym, co przekracza całkowicie te nasze możliwości.

Trzeba decyzji przekroczenia własnego horyzontu

Wydaje się być paradoksem, ale jest to głęboka prawdą, że właśnie tam, gdzie dochodzimy do kresu naszych możliwości jest dawana nam szansa i okazja, aby wchodzić w ten zakres przekraczający nasz „widnokrąg”. Nie dzieje się to bez naszego wysiłku, podejmowania decyzji a nawet swoistego ryzyka co do obecnego stanu posiadania, znajomości, zabezpieczeń itp.

Autor Księgi Mądrości mówi: Któż poznał Twój zamysł, gdy nie dałeś Mądrości. Chodzi właśnie o przekroczenie naszego widnokręgu (horyzontu) i skorzystanie z tej Mądrości, która na różne sposoby przychodzi do człowieka. Staje się to zazwyczaj w momentach i sytuacjach krytycznych.

Słowa Jezusa do idących za Nim

W wydaniu św. Łukasza słowa Jezusa skierowane do tłumu, który szedł za Jezusem są bardzo radykalne i bardzo jednoznaczne.

Wielkie tłumy szły z Jezusem.
On odwrócił się i rzekł do nich:
«Jeśli ktoś przychodzi do Mnie,
a nie ma w nienawiści swego ojca i matki,
żony i dzieci, braci i sióstr,
nadto i siebie samego,
nie może być moim uczniem.
Kto nie dźwiga swego krzyża,
a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem
.

Gdy wejrzymy w różnego rodzaju komentarze biblijne, znajdziemy cały szereg interpretacji tego tekstu. Zapisane przez Łukasza słowa Jezusa są jednoznaczne: mieć w nienawiści to wszystko, co zdaje się zabezpieczać życie człowieka i to w różnych wymiarach: uczuciowych, społecznych, materialnych itp. Ostatecznie także dotyczy to własnego życia. Czy człowiek jest w stanie to uczynić?

Racjonalna odpowiedź na to pytanie będzie zawsze w jakiejś mierze czy pod jakimś aspektem negatywna. Nie można bowiem skutecznie znienawidzić siebie, swego życia. Nie można świadomie brać na siebie krzyża, czyli tego, co człowieka niszczy (przyprawia o śmierć, o umieranie) i być przekonanym (wierzyć), że właśnie w ten sposób realizuje się siebie jako ucznia Jezusa.

A więc, o co chodzi?

Jak więc jest możliwe wypełnić to Słowo Jezusa? Albo właściwej formułując to pytanie: Jak jest możliwe przyzwolić na wypełnienie się tego Słowa w człowieku?

W dwóch kolejnych obrazowych przypowieściach i w końcowym (rekapitulującym) słowie Jezus daje klucz do właściwej drogi, na której należy szukać rozwiązania, czyli sposobu podejścia do tego ewangelijnego wezwania.

Jezus mówi, że mający zamiar budować wieżę czy mający wyruszyć, by stoczyć bitwę, najpierw usiądzie, zastanowi się i obliczy, czy będzie w stanie sprostać zadaniom, którym zamierza stawić czoła. Trzeba więc usiąść, rozważać i podejmować stosowne decyzje. Ale jakie?

  • Jeśli widzi, że nie ma wystarczających środków, by zbudować wieżę, to zapewne nie będzie rozpoczynał budowy.
  • Jeśli widzi, że nie da rady stawić czoła silniejszemu wojsku, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

A Jezus konkluduje: Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

Co to oznacza?

Trzeba usiąść (naturalnie można uklęknąć czy nawet – jeśli sytuacja jest tak bardzo angażująca ­ –  leżeć krzyżem) i obliczyć, czy stać mnie na takie konkluzje, w których będzie jasno wynikało, że nie stawiam na żaden z przejawów i aspektów moich możliwości, lecz na umiejętność wyrzekania się wszystkiego, ze względu na związek z Jezusem.

Ten związek z Jezusem i intensywność tego związku poprowadzą mnie do „znienawidzenia” czyli odrzucenia wszystkich typów zależności (oparcia) od moich bliskich i od tego, co posiadam czy tego, co jest w mojej władzy (mam do swojej dyspozycji).

Co znaczy obliczyć w oparciu o Jezusa?

Efektem tych moich „obliczeń” musi ostatecznie być coś w rodzaju: w miarę tego, jak poznaję moc Jezusa, jestem gotów krok po kroku zostawiać wszystko, co jest w mojej mocy i co jest przejawem (tylko) mojej mocy, aby doświadczać mocy Jezusa. To On, czyli Jego moc płynąca z Jego „ukierunkowania” ku Jerozolimie  i Jego wejścia do Jerozolimy, gdzie podda się wydarzeniom Męki i Śmierci na krzyżu i ostatecznie zmartwychwstanie, pozwala mi zwyciężać silniejszego wroga (tego, który nadciąga z dwudziestoma tysiącami) czy tak wszystko rozpoczynać i budować, żeby (właściwa) wieża była ukończona.

Nadto, abym umiał się uczyć prawdy o tym, że czasem de facto będę budował tylko pozornie na Jezusie. To jednak jeszcze nie tragedia. Naturalnie, o ile wtedy też będę umiał przyjmować drwiny, podobne do tych, jakie i Jego spotkały: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. To też mnie może a nawet musi spotkać. Jezus co prawda nigdy nie budował na siebie, tylko pełnił Wolę Ojca. W tym jednak nie był przez wielu zrozumiany a nierzadko wyśmiany i wydrwiony.

O tym muszę pamiętać, że tak wydrwiono mojego Pana, Jezusa, za którym decyduję się kroczyć: „zamierzał burzyć przybytek i w trzech dniach go odbudowywać”, „innych ratował, a samego siebie nie może zbawić” (zob. Mt 27,42: Mk 15,29-31; Łk 23,35). Jezus jednak stoczył inną walkę, niż te, których my ludzie oczekiwaliśmy. Była to walka zwycięska prze akceptację przegranej na krzyżu. W zmartwychwstaniu odbudował święty przybytek spotkania z Bogiem. Przegrywając na krzyżu w oczach świata ratował wszystkich, którzy niewłaściwie walczą o swoje życie i je budują na niewłaściwych fundamentach.

Jezus przestrzega mnie w dzisiejszej Ewangelii przed niewłaściwym podchodzeniem do realizowania czegokolwiek w Jego imię i daje mi szansę oraz wskazuje drogę, jak przeżywać skutki moich niewłaściwych decyzji – szczególnie tych, co do których byłem przekonany, że czyniłem je w Jego imię, ale de facto nie były całkowicie oparte na Nim.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Choroba pyszałka (22. Ndz C – 190901)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Liturgia 22 Niedzieli roku C stawia nas przed wezwaniem o prostotę, pokorę prawdę w naszym życiu. Autor księgi „Mądrość Syracha” takie oto daje nam rady:

Synu, z łagodnością prowadź swe sprawy,
a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował.
Im większy jesteś, tym bardziej się uniżaj (. . . ),

Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa,
albowiem nasienie zła zapuściło w nim korzenie

Wizja niebieskiego zgromadzenia

Naturalnie, jako wierzący, wiemy, że nie chodzi tylko o przymioty jakoś wypracowane przez człowieka, ale także – a właściwie przede wszystkim – o to, jak te i podobne przymioty mogą powstawać w wierzących dzięki ich odniesieniu do Tajemnicy Jezusa Chrystusa: Dzięki przystąpieniu do Pośrednika Nowego Testamentu /Przymierza – jak to ujmuje List do Hebrajczyków.

To dzięki postawie nacechowanej tymi przymiotami może realizować się prawdziwe gromadzenie ludzi. Nie tylko w wymiarze społecznym i teraźniejszym, ale także ponad czasowym i wiecznym. Przed nami wizja społeczności, którą stanowi niebieskie Jeruzalem, na uroczyste zgromadzenie, Kościół pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach.

Tu i teraz

Zanim jednak dopełni się ta rzeczywistość nakreślona przez świętych Autorów, żyjemy tu i teraz w tej rzeczywistości, która zazwyczaj nie przedstawia sama sobie wspomnianych cech i przymiotów. Czasem wręcz przeciwnie.

Nasz sposób przeżywania relacji wspólnotowych nierzadko jest nacechowany innymi przymiotami: wpatrzeniem w siebie, zabieganie o własną korzyść i stosowną pozycję, takie włączanie się we wspólnotowość, które tchnie indywidualizmem i partykularnym interesem. Wskutek tego łatwo dochodzi do faworyzowania postaw obłudnych, przewrotnych, aroganckich i nacechowanych fałszem, egzystencjalną nieprawdą.

Tak może dziać się w wymiarze dużych społeczności ale także tych najmniejszych, jaką jest rodzina. Zachodzi to w przeżywaniu tego, czym jest poczucie patriotyzmu i interes społeczny, edukowanie dzieci i młodzieży i tworzenie środowiska kulturalnego – szeroko pojętego. Zachodzi to w przeżywaniu przez małżonków i rodziny wspólnoty dóbr, wspólnoty stołu, wspólnoty łoża, koniecznej troski o słabszego członka rodziny itp.

Jak to jest w nas

Wszyscy – chociaż zapewne na różne sposoby i nie jako z różnych pozycji – odczuwamy jak jesteśmy w taki sposób myślenia i działania uwikłani. Jest to w jakeś mierze nasze choroba, nasze zniekształcenie, zaburzenie, jakaś nasza dewiacja.

Wszystko to wynika z faktu naszego grzechu: Grzechu pierworodnego. Naszego sięgania po owoc z drzewa poznania dobra i zła. Każdy widzi po swojemu; każdy myśli o dobru, lecz zazwyczaj z własnego punktu widzenia. To zniekształcenie i ta choroba jest w każdym z nas – chociaż niewątpliwie w różnym stopniu natężenia i skuteczności.

Mądrość Syracha

Wracamy do jednego ze szczegółów przesłania Księgi Mądrości Syracha:

Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa,
albowiem nasienie zła zapuściło w nim korzenie

Chcę zwrócić uwagę na treść terminu, który jest przełożony przez polski „choroba”. Ten grecki termin (epagoge) jest wieloznaczny. Szerokie jest też jego znaczenie w przekładach Biblii greckiej z Biblii hebrajskiego. Nie jest tutaj miejsce, by wchodzić w detale. Biblia łacińska przekłada ten termin przez plagi albo synagogi. Współczesne przekłady mają cały wachlarz terminów: m.in: rany, zadufanie, nieszczęście itp. W grece pozabiblijnej ten termin może mieć znaczenie wyrażające: sprowadzenie (razem), natarcie, atak, nęcenie, wabienie, czary, zaklęcia, uprowadzenie, indukcja (logika).

Uważam, że dla naszego użytku, gdy wnikamy w przesłanie tego fragmentu tekstu, będzie dobrze, gdy ten termin rozumiemy jako choroba (jak przekłada BT). Nie jest to jednak jakakolwiek choroba, ale jest to choroba jakby samonakręcania się, zwodzenia siebie, wchodzenie w sferę jakiegoś odrealnienia. To zresztą precyzuje drugi termin: „pyszałek” (gr. hyperefanos), wynoszący się, dumny, itp.

Każda wojna ma zazwyczaj coś z tego nakręcenia się wokół siebie, które wywołuje jakiś „przywódca” czy jakaś grupa. Obchodzimy 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Ileż tam było nakręcania się, buty i arogancji. Zostały pociągnięte tłumy, w tym uczestniczyć. Przeniosło się to także w przestrzeni i czasie jako niszcząca fala. Leczyć może tylko przebaczenie i szukanie sprawiedliwości.

Refleksja

To prowadzi nas do refleksji: jeśli ktoś ma w sobie tę chorobę „samonakręcania się”, tej wewnętrznej indukcji siebie w swoich sprawach, tego zaczarowania sią samym sobą itp., to jest to choroba nieuleczalna, jak długo on zachowa swoją „tożsamość”. Jest to w jego wnętrzu jak nasienie, które stale się rozrasta, bo na dobre zapuściło swe korzenie. Trzeba radykalnej ingerencji, trzeba wymiany wnętrza, trzeba nowego stworzenia. To może stać się jedynie za sprawą działania Boga, na które „musi” przyzwolić człowiek. Tylko w ten sposób może zostać starta głowa przewrotnego węża (zob. Rdz 3,15).

Propozycja skorzystania z procesu leczenia została dana w jedynym Pośredniku Nowego Testamentu / Przymierza – Jezusie. Przystępujemy do Niego z gotowością na przemianę serca i przyjęcie Bożego Prawa (Mądrości) jaka objawiła się w Nim. Zapowiadał to już m.in. prorok Jeremiasz (31,31-34).

Pozdrawiam

Bp ZbK

Nie znam was . . . (21 Ndz C – 190825)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W proklamowanej dzisiaj Ewangelii padają mocne słowa Jezusa. Są one związane z sytuację Jezusa, który kontynuuje swoją drogę do Jerozolimy. Wiemy, że to oznacza Jego mękę i śmierć. To właśnie w Jerozolimie ma się dokonać dzieło zbawcze. W tym kontekście pada pytanie ze strony kogoś o to, czy tylko nieliczni będą zbawieni?

Odpowiedź Jezus jest kilkustopniowa. Jezus najpierw mówi o wchodzeniu przez ciasną bramę, o zamkniętych drzwiach i kołataniu do zamkniętych drzwi z prośbą, by je otworzono – by Pan domu otworzył drzwi i umożliwił wejście do środka.

Wtedy to padają słowa Jezusa:

Nie wiem, skąd jesteście
( . . . )
Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście.
Odstąpcie ode Mnie wszyscy,
którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości!

Wyrażenie „Nie wiem, skąd jesteście” wskazuje na brak wzajemnej znajomości. Krótko ujmując: wasze myślenie i wasze spojrzenie na życie jest inne niż moje. Pochodzimy jakby z dwóch odrębnych światów.

Niesprawiedliwość

Gdy proszący o otworzenie drzwi powołują się na wcześniejszą znajomość: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś, wtedy pan domu powtórnie wrazi brak znajomości i określi, na czym ten brak znajomości polega. Jest to niesprawiedliwość.

Każdy z proszących, zapewne na różny sposób jest przekonany, że mniej lub więcej kierował się w swoim życiu poczuciem sprawiedliwości. Wszyscy odwołują się do jakiejś znajomości i wspólnoty z Panem domu. Byłeś przecież z nami i my z tobą. Tak, to może prawda. Ale Pan powie: każdy z was patrzał na mnie po swojemu. Interpretował moją obecność dla swojej wygody i realizacji swoich planów. Każdy miał koncepcję własnej sprawiedliwości. Czasem demokratycznie ustalonej i w danej społeczności powszechnie przyjętej.

A jednak każdy z tych proszących i wszyscy razem usłyszą skierowane do nich, każdy do siebie, słowa: Odstąpcie ode Mnie wszyscy, wy czyniący niesprawiedliwość.

Sprawiedliwość Jezusa a nasze ludzkie „sprawiedliwości”

Wśród tych kłaczących do drzwi i proszących o umożliwienie wejścia znajduje się zapewne nie tylko przestępcy wobec prawa, ale wielu takich, którzy mają swoje osiągnięcia i sukcesy. Mają dyplomy uznania i odznaczania przyznawane w różnych systemach i przy zastosowaniu różnych kryteriów wartościowania i sprawiedliwości. Może są tacy, którzy zdobyli uznanie i podziw ze strony ludzi. Tylekroć stawali na różnych pierwszych i zaszczytnych miejscach. I tak dalej.

Teraz słyszą: Odstąpcie ode mnie! Jesteście mi obcymi. Kierowaliście się bowiem innymi prawidłami i kryteriami życiowymi niż moje.

Przesłanie Jezusa jest takie: Ja szedłem do Jerozolimy, by tam oddać swoje życie i w ten sposób usprawiedliwić winnych (zob. np. Rz 4,25). Wy robiliście wszystko, by pełnić i czasem narzucać innym swoją sprawiedliwość. Była to zawsze taka sprawiedliwość, która kierowała się własnym (indywidualnym czy wspólnotowym, ale partykularnym) interesem. Stawialiście na piedestale waszego życia swoje prawa z pominięciem mojego prawa i mojego zbawczego działania, które przechodzi przez Jerozolimę (mękę, śmierć i zmartwychwstanie). Na innym miejscu Jezus powiedział: Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować (Mk 7,9). Jakże jest to dzisiaj często aktualne!

Naszą troską winno być to, aby wchodzić w bliską znajomość Jezusa, który idzie do Jerozolimy, aby tam objawić Bożą sprawiedliwość w tajemnicy krzyża przez przebaczenie. Być z Nim w bliskości i prawdziwej znajomości. Dokonuje się to przez postawy szukające nie własnej sprawiedliwości, lecz okazujące Bożą sprawiedliwość głównie przez przebaczenie

Bp Zbk

 

 

 

W Ewangelii 20. Niedzieli roku C słyszymy radykalne słowa Jezusa, które – jak może się wydawać – w pewnym sensie kontrastują z Jego ogólnym nauczaniem i z Jego postawą. Zazwyczaj bowiem Jezus nawołuje do jedności, szukania porozumienia i pokoju. Tymczasem dzisiaj wypowiada słowa, które zaskakują a nawet bulwersują.

Przyszedłem ogień rzucić na ziemię
i jakże pragnę, ażeby już zapłonął.
Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój?
Nie, powiadam wam, lecz rozłam.

Ogień

Jezus mówi o ogniu, który rzuca na ziemię. O jaki ogień chodzi? Ogień jest widziany jako żywioł trawiący, konsumujący i niszczący. Jednocześnie także jako siła i środek oczyszczający. To w ogniu metale otrzymują swoje oczyszczenie i zostają odpowiednio konsolidowane.

Ogień jest często wiązany z objawieniem się Boga. Tak było w przypadku płonącego krzewu na pustyni, z którego Bóg objawił się Mojżeszowi. Takiego obrazu używają Psalmy i inne Księgi Pisma mówiąc objawiającym się Bogu i Jego potędze. W Dzień Zesłania Ducha Świętego, kiedy to nad Apostołami ukazały się języki jakby z ognia i rozdzieliły się nad nimi.

Gdy więc Jezus mówi o tym, że przyszedł ogień rzucić na ziemię, wyraża tym samym swoją misję objawienia się w Nim i przez Niego Boga. Będzie to objawienie gwałtowne i oczyszczające. Będzie niosło ze sobą niszczenie i konsolidowanie. To się stanie w Jego Męce i Zmartwychwstaniu. Jezus wyraża to także w obrazie chrztu, który ma przyjąć, czyli wypełnieniu Tajemnicy Paschalnej – gwałtownej, bolesnej Śmierci i zaskakującego wszystkich Zmartwychwstania.

Tymi wypowiedziami Jezus wskazuje na to, że zbawcze dzieło, które podejmuje, będzie związane z wielką ofiarą i będzie stanowić radykalną przemianę. Będzie Go kosztowało wiele – a właściwie „wszystko”. Będzie to ofiara „całopalna” (holokaust). Ta Jego ofiara będzie na ziemi i dla ziemi, dla ludzi tej ziemi. Zgadza się to z obrazem ziarna, które wpadłszy w ziemię obumiera i przynosi owoc. Dzieło zbawienia nie mogło bowiem być dokonane z jakąś błahą cenę. Domagało się ofiary całkowitej. W tym „rzuceniu ognia na ziemię” objawia się człowiekowi Bóg, który zbawia i ratuje człowieka.

Skoro to Jezus przewiduje dal siebie i pragnie, by to się spełniło, jest to też znak dla nas, że w odniesieniu do każdego z nas zbawienie dokonuje się właśnie w takim „ogniu”. Aby człowiek doświadczył zbawienia, musi też w sobie przeżyć coś z tego trawiącego i oczyszczającego ognia.

Rozłam

Drugie określenie, jakim Jezus przedstawia swoje dzieło między ludźmi, to rozłam. Jest to zadziwiające. Użyty termin grecki jest bardzo wymowny. Jest to termin diamerismos, czyli dosłownie rozczłonkowanie, spowodowanie braku jedności. Jak to rozumieć?

Wydaje mi się, że – upraszczając i przedstawiając w skrótowej formie –należy powiedzieć, że chodzi o dokonanie rozłamu czy rozczłonkowania wszystkich niewłaściwych więzadeł, spoiw czy zrośnięć, jakie zachodzą w społeczności (rodzinie itp.), a które są skuteczne tylko do pewnego stopnia i do pewnych granic. Co prawdą są i jakoś funkcjonują. Nie są jednak one w pełni według zamysłu Boga czyli na Jego obraz i podobieństwo.

Odwołuję się do obraz. Jeśli chirurg ortopeda widzi źle zrośnięte kości, to będzie musiał dokonać jakiejś procedury złamania, rozłączenia, aby dać szansę ku temu, by te – wcześniej źle zrośnięte części kości a teraz celowo rozłączone – mogły poprawnie się zrosnąć.

Jezus, jeśli więc mówi o rozłamie, to wskazuje na to, że wprowadzi w relacje międzyludzkie inny typ spoiwa. Trzeba najpierw złamania tego, co niewłaściwe łączy, aby mogło zostać wprowadzone to, co prawdziwie zjednoczy.

Tym spoiwem jest Jego Duch – Duch Jezusa. Jest to Duch, który uzdalnia do służenia drugiemu i kochania go nawet jeśli okazuje się w jakiś sposób nieprzyjacielem.

Tylko w takim kluczu możemy też właściwie rozmieć dalszą część wypowiedz Jezusa zapisaną przez św. Łukasza.

Właściwe rozumienie ognia, który Jezus rzuca na ziemię i rozłamu, którego dokonuje w naszych zwichniętych relacjach, pomaga nam i uzdalnia nas do przeżywania prawdziwego pokoju i jedności.

Bp ZbK

Podczas liturgii niedzielnej słyszymy takie oto słowa z Listu do Hebrajczyków:

Gdyby zaś tę [ojczyznę] wspominali,
z której wyszli,
znaleźliby sposobność powrotu do niej.

Teraz zaś do lepszej dążą,
to jest do niebieskiej.

Dlatego Bóg nie wstydzi się być nazywanym ich Bogiem,
gdyż przysposobił im miasto.

Padają one w kontekście głębokiej refleksji Autora Listu do Hebrajczyków na temat wiary. Jest mowa o Patriarchach – w szczególności o Abrahamie.

Abraham i Obietnica

To Obietnica dana Abrahamowi wyznaczała kierunek jego życiowej drogi. Z chwilą usłyszenia prze niego głosu Boga i uwierzenia w obietnicę Abraham kierował się już nie swoim doświadczeniem, lecz dał się prowadzić w to, co było dla niego nieznane, a co było obiecane i gwarantowane przez Słowo Boga.

Naturalnie takie pojmowanie życia nie odnosiło się tylko do wędrówki w przestrzeni ziemskiej. Odnosiło się to przede wszystkim do pojmowania życia. Zaszczepiony niejako w mentalności Abrahama głos Obietnicy powodował to, że był on niejako nakręcony, by wchodzić w sytuacje i okoliczności, w których to nie on był – i stale miał być – tym, kto miał decydować o przyszłości, o skutkach różnych wydarzeń. Po prostu nie „wracał” do tego, co mu było znane, lecz wchodził w nieznane. Zawsze gotów na zaskoczenie nowością przygotowaną przez Boga.

Znajdowanie sposobu – czy raczej . . .

Autor Listu do Hebrajczyków obdarowuje nas pięknym sformułowaniem „znaleźliby sposobność powrotu do niej”. Użyty tutaj polski termin „sposobność” oddaje grecki termin „kairos”. Taki jest w tekście oryginalnym. Wiadomo „kairos” to jest stosowny moment, dana okazja czy sytuacja, nadarzające się okoliczności, które ktoś umiejętnie potrafi wykorzystać, albo też sytuacja krytyczna, z której trzeba się ratować.

My jesteśmy ludźmi, którzy jesteśmy nastawieni na korzystanie z okazji a czasem nawet na wykorzystywanie i to niejednokrotnie z pominięciem przysłowiowych „reguł gry”. Nadarza się okazja, a więc . . . Mamy ukute powiedzeni: Okazja czyni złodzieja, lub też: Ratuj się, kto może i jak może.

Obietnica – trwanie i czekanie

Tymczasem aby dojść do spełnienia obietnicy, potrzeba innej postawy; innego sposobu postępowania. Trzeba wytrwałości do tego celu, który został nam przedstawiony i przez nas jakoś zaakceptowany. Aby do niego dotrzeć i aby on się spełnił w naszym życiu nie można „okazyjnie” wracać do spełniania swoich oczekiwań a tym bardzie jawiących się chwilowo propozycji.

Tego rodzaju świadomość jest nam potrzebna też w nasilających się ostatnio w naszym społeczeństwie sporach o tożsamość człowieka. Przejawia się to w manifestacjach i czasem w agresji. Trzeba poważnej refleksji nad „docelowością” naszej ludzkiej tożsamości. Nad tym, co stanowi o prawdzie człowieka i co prowadzi do przeżywania pełni człowieczeństwa.

Bez odkrywania w sobie przez każdego z nas złożonej w nas „obietnicy” to znaczy zamysłu Boga, nie dojdziemy do właściwego celu, szczęścia, pełni życia.

Bóg nie wstydzi się być nazywanym naszym Bogiem,
gdyż przysposobił nam miasto.

Tak jest, na ile do niego dążymy, a nie gubimy się na różnych naszych rozdrożach i nie utykamy w naszych meandrach życiowych.

Bp ZbK

Następna strona »

css.php