W 19. Niedzielę roku A Liturgia Słowa koncentruje naszą uwagę na spotkaniu Boga jako Pana wszelkiego żywiołu. Zarówno w wymiarze zewnętrznym, jakim są zjawiska przyrody jak i tym wewnętrznym, czym są emocje i przeżycia człowieka.

Sytuacja Eliasza

Słowo z Pierwszej Księgi Królewskiej wprowadza nas w jeden z ważnych momentów życia proroka Eliasza. Jego spotkanie z Bogiem na górze Horeb. Eliasz po konfrontacji z prorokami Baala, prześladowany przez króla Achaba i jego żonę Izebel, uszedł na pustynię, gdzie podczas przeżywania swego wewnętrznego kryzysu, w którym prosił, by Pan Bóg zabrał jego życie, otrzymał przez Anioła Bożego pokarm i przesłanie, by iść w „długą drogę”. Przymiotnik hebrajski, który tutaj określa drogę, może być rozumiany nie tylko jako „długi” w przestrzeni, ale także jako „bogaty” w doświadczenie. Stąd mamy też przekłady tego wyrażenia, które wskazują na drogę jako tak wielką, że „przerastającą siły Eliasza”. Można więc widzieć w tym wyrażeniu– oprócz zapowiedzi rzeczywiście długiej drogi – zapowiedź szczególnego doświadczenia, jakie czeka Eliasza. Tak się stało na górze Horeb, gdzie Eliasz ukrył się w grocie.

Wtedy Bóg rzekł:
«Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!»

Wezwanie do wyjścia z groty to wezwanie do poznania prawdy o Bogu, który wzywa i o człowieku, który jest wzywany do wyjścia z miejsca, w którym ze względu na różne powody ukrył się.

Pan przechodzi

Wezwanie ma określony cel: stanąć na górze wobec Pana. Człowiek od moment grzechu był (i nadal jest) skazany na dominującą w nim logikę ukrywania się przed pełną prawdą. Tak było już z Adamem i Ewą. Ukryli się ze swoją zniekształconą „prawdą” z powodu lęku przed prawdą, który płynie z jednego źródła światła.

Nawet różne formy ekshibicjonizmu, z jakim spotykamy się nierzadko dzisiaj, trzeba widzieć jako pewien przejaw i sposób „ukrywania” swego prawdziwego wnętrza i ucieczką przed prawdą o sobie. Okazują się też formą narzucania jakiejś własnej nie w pełni dojrzałej i nie w pełni przeżytej formy własnej tożsamości innym – zewnętrznemu światu. Mogą stawać się też narzędziem jakiejś ideologii i prowadzić do niewłaściwej konfrontacji z innymi i różnych agresji.

Człowiekowi potrzebne jest wyjście na zewnątrz i potrzebna jest konfrontacja. Jednak powstaje pytanie: Jaka i z kim? Na jakim polu i gdzie ma się dokonać ta konfrontacja.

Prorok Eliasz otrzymał jasne plecenie: „stanąć wobec Pana”. Tego Pana, który przechodzi, by komunikować siebie człowiekowi. Pan nie był ani w trzęsieniu ziemi, ani w burzy czy wichrze, lecz w szmerze łagodnego powiewu. Eliasz został postawiony wobec pytania: Co ty tu robisz, Eliaszu?

Kiedy Eliasz wyznał swoje przywiązanego przymierza Pańskiego, otrzymał od Boga polecenie wrócenia do okoliczności, od których uciekał i wykonania Pańskich poleceń. Eliasz wracał przepełniony doświadczeniem Boga, który go uzdolnił do „wychodzenia” od siebie i przeżywania w sobie konfrontacji z Bogiem, by być gotowym stawania przed ludźmi i bycia sługą realizacji Bożego planu, pełnienia Bożej wizji relacji międzyludzkich.

Słowo Jezusa skierowane do Piotra

W Ewangelii mamy scenę przedstawiającą Jezusa kroczącego po wodzie, podczas gdy łódź apostołów była miotana falami z powodu przeciwnego wichru. W tej sytuacji jest zrozumiały lęk i obawy apostołów. Jezus mówi: Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się! Piotr – może dla pewnej weryfikacji prosi: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!

I tak rozpoczyna się kolejne wyjście. Nie chodzi tylko o wyjście Piotra z łodzi, by kroczyć po wodzie. Piotrowi została dana okazja, by niejako „wyszedł z siebie”, ze swojego rozumienia relacji z Jezusem. Gdy po pierwszych krokach zaczął tonąć, wyszło z niego jego przekonanie o umiejętności zaufania Panu. Można powiedzieć: przekonanie o tym, że jego sposób zaufania jest dobry, słuszny i okaże się potwierdzający i „zwycięski”. Tymczasem zaczął tonąć. To było potrzebne Piotrowi, by dokonało się w nim przesunięcie ośrodka całego życia z jego koncepcji na oddanie się Jezusowi.

Krzyk Piotra: «Panie, ratuj mnie!» nie jest już krzykiem „warunkowym” (jeśli to Ty), lecz bezwarunkowym, spowodowanym doświadczeniem całkowitego zagrożenia. Ratuj, jakkolwiek to ma się stać i cokolwiek to ma oznaczać.

Piotr został uratowany „od siebie” wyciągnięciem ręki przez Jezusa i uchwyceniem go oraz słowami Jezusa: Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?

Piotr przed wyjściem z łodzi niejako chciał umocnić czy potwierdzić (wypróbować) swoją wiarę w Jezusa i otrzymał doświadczenie, w którym okazało się, że zwątpił i że jest człowiekiem małej wiary. To było prawdziwmy ratunkiem, jakiego doświadczył wobec swego Pana i Mistrza – Jezusa.

W całym doświadczeniu formacyjnym, jakim Jezus kształtował Piotra, było to bardzo istotne doświadczenie, by uczyć Piotra właściwej wiary w odniesieniu do Osoby Jezusa i do całego Bożego planu działania Boga. Piotr musiał „wyjść” z siebie i stanąć w całej prawdzie swojej słabości wobec jedynego Pana.

Doświadczenie apostoła Pawła

Proklamowany dziś fragment Listu św. Pawła do Rzymian ukazuje jeszcze inny wymiar „wychodzenia” człowieka ze swoich planów i swoje sposobu patrzenia na bieg wydarzeń. Trudno tutaj w kilku zdaniach przedstawić tę przedziwną sytuację, który jest tak bardzo znamienna. Czynię to bardzo skrótowo.

Apostoł w części swego Listu bezpośrednio poprzedzającej czytany dzisiaj fragment mówi o nierozerwalnej łączności z Chrystusem, w którym objawiła się miłość Boga i której nic nie zdoła zaburzyć (koniec 8 rozdziału).

I oto ten Paweł, widząc brak jedności z Chrystusem (brak przyjęcia Chrystusa) przez swoich współbraci Żydów, mówi, że sam wolałby być pod klątwą, odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich.

Tak mocno jest zanurzony w tej miłości Boga i tak mocno zjednoczony z Chrystusem, że gotów jest być odłączony od Niego, byleby tylko inni (w tym przypadku właśnie ci, którzy nie akceptują Chrystusa) Go przyjęli i byli z Nim zjednoczeni. Jest to wielki paradoks i wielka tajemnicy wiary. Pozostawiam to osobistej medytacji i przemyśleniom.

Jest to właśnie ta wielka tajemnica „wychodzenia” z siebie, ze swego ukrycia, ze swej wizji życia i zbawienia, by uczestniczyć w jedynym darze zbawienia dokonanym przez Jezusa Chrystusa, który w swoim Człowieczeństwie dokonał jedynego i totalnego Wyjścia. Dokonał Paschy.

W tę tajemnicę zostaliśmy wprowadzani przez chrzest i stale jesteśmy wprowadzani. W tej tajemnicy uczestniczymy słuchając Słowa i przeżywając Sakramenty. Ta tajemnica spełnia się w naszym życiu, gdy oddajemy swoje życie i pozwalamy się chwytać przez „ratującą rękę” naszego Zbawiciela, a nie obstajemy przy tym, by forsować naszą wizję życia – każdy swoją.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Działo się to w Gibeonie. Starożytnym mieście kananejskim znanym w Biblii z wielu wydarzeń, szczególnie związanych ze zdobywaniem Kanaanu przez Jozuego, później z działalnością proroka Samuela. Miasto było widziane jako dobrze zorganizowane. Słynny jest wielki zbiornik na wodę. Znane było w starożytności z produkcji i przechowania wina. W czasie podboju Kanaanu przez Jozuego jako jedyne uniknęło zniszczenia, gdyż Gibeończycy podstępem doprowadzili do zawarcia pokoju z pokoleniami Izraela (NB. historia jest tutaj dość złożona). Możemy – przy pewnym uproszczeniu – nazwać Gibeon miastem sukcesu i osiągnięć.

Prośba Salomona

Oto Salomon, młody król, Syn Dawida, udał się do Gibeonu. Tekst biblijny w zdaniach poprzedzających czytany dzisiaj fragment z Księgi Królewskiej, charakteryzuje / zarysowuje postawę króla, jako tego, który nie w pełni szedł drogą swego ojca Dawida i wzorem bałwochwalców składa ofiary i palił kadzidła na wyżynach. To wskazuje na bałwochwalstwo. Do Gibeonu też udał się, aby złożyć ofiarę, gdyż była tam wielka wyżyna. Złożył tam tysiąc ofiar całopalnych (1Krl 3,4).

Możemy powiedzieć, że taka postawa Salomona nie była „najlepszym punktem wyjścia” do tego, co miało się zdarzyć. A jednak. Gdy Pan ukazał mu się w śnie i stawił mu propozycję, by prosił o to, co chciałby otrzymać od Boga, Salomon potrafił dać „celującą” odpowiedź, która wyrażała jego prośbę:

Racz więc dać Twemu słudze
serce rozumne do sądzenia Twego ludu
i rozróżniania dobra od zła,
bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?

Trudno nam wyrokować na temat zamysłu i intencji tej prośby. Sam Salomon mówi o tym, że ma na względzie aspekt praktyczny, jakiem jest prowadzenie powierzonego mu ludu. Jednak w tej prośbie Salomona jest zawarte coś bardzo głębokiego.

Serce, które słucha

W przekładzie polskim BT jest mowa o „sercu rozumnym” do sądzenia. Tekst hebrajski mówi o „słuchającym sercu” czyli o sercu, które słucha Boga, a nie polega na „swoim rozumie” czyli nie jest sercem (ośrodkiem decyzji i rozeznania), które działa rozumnie według swojej miary i perspektywy. Chodzi więc o taki sposób sprawowania władzy nad ludem, by on był zgodny z zamysłem samego Boga. Serce, które stale słucha tego, co Bóg mówi do samego króla a także pośrednio do całego ludu (zob. też Ps 16,6nn – zwróć uwagę na przekład).

W dalszej części prośby Salomon precyzuje na czym ta „słuchająca mądrość” (mądrość ze słuchania) polega. Na rozróżnianiu dobra i zła. Pierwszy raz pojęcie poznania dobra i zła i w konsekwencji rozróżniania tego pojawiło się już w ogrodzie rajskim na początku historii ludzkości. Wtedy to człowiek sięgnął po tę „mądrość rozróżniania” na własną ręka i wbrew zakazowi Boga (Rdz 2,9.17; 3,22). Był to jakby pierwotny akt (a nawet swoisty „sakrament”) niesłuchania i wejścia na drogę życia w stałym „próbowaniu” (zmaganiu się) by potwierdzać siebie jakby w niezależności od Boga i od Jego przykazań.

Skutki tego wszyscy nosimy w sobie i wszyscy to przeżywamy, z tym się zmagamy. Z drugiej strony otrzymujemy natchnienia i wszelkiego rodzaju impulsy, by na wzór Salomona prosić o serce, które umie i chce słuchać. Salomon, mimo tak wyrażonej prośby oraz zapewnienia ze strony Pana Boga: oto daję tobie „serce mądre i pojętne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie”, odszedł od tej Bożej koncepcji życia. Jednak to nie oznacza, że tym samym do nas nie przemawia. Jest bowiem jedną z postaci, do których można się odwoływać, gdy mówimy o mądrości. O życiowej mądrości. Ta jednak się objawia w „innym i właściwym Synu Dawida”.

Coś więcej niż Salomon – Pierworodny

Pełna Mądrość objawiła się w Jezusie Chrystusie. Nie tylko w Jego słowach i całym nauczaniu, ale przede wszystkim „stała się” i ucieleśniła się w Jego Tajemnicy Paschalnej: śmierci krzyżowej i Zmartwychwstaniu.

Już podczas nauczania Jezusa podziwiana Jego mądrość większą ponad wszystkich. Skąd Mu ta mądrość (zob. Mt 13,54; Mk 62). Sam dawał też do zrozumienia i o tym mówił wprost: Królowa z południa przybyła z krańców ziemi, by słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon (Mt 12:42).

W podjęciu tajemnicy krzyża przez Jezusa nastąpiło właściwe rozeznanie Woli i Zamysłu Boga Ojca wobec człowieka. Spełniło się to, co Bóg zapowiedział w raju po grzechu człowieka, kiedy człowiek sięgnął po „swoje, jakby niezależne” poznanie dobra i zła. Jezus, w swoim Człowieczeństwie nie tylko potrafił rozeznawać dobro i zło i kierować się zgodnie z tym rozeznaniem, do kresu swego „cielesnego i poddanego cierpieniu” życia.

Św. Paweł w czytanym dzisiaj fragmencie Listu do Rzymian kreśli obraz człowieka, który poznaje mądrość Bożą i otrzymuje w niej udział. Takim jest każdy, kto daje się objąć przez miłość Boga i odpowiada tej miłości w posłuszny sposób. Można powiedzieć: uczy się mieć serce, które słucha. Stopniami tego stawania się jest odkrywanie dzięki Ewangelii Jezusa Chrystusa faktu, że Bóg Ojciec poznaje nas w swoim Synu i przeznacza, „by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi”.

Ten proces dokonuje się przez wybranie, które człowiek „musi” zaakceptować swoją wolą to, by w nim stawała się Wola Boża (zamysł Boży) i w ten sposób wchodziła weń Mądrość Boża. W miarę tego jak człowiek to przyjmuje, dokonuje się w nim usprawiedliwienie przez łaskę.

To usprawiedliwienie wyprowadza człowieka z niewoli grzeszenia, czyli szukania własnego   rozeznania dobra i zła i zabiegania o siebie. Taki człowiek, jak na innymi miejscu powie św. Paweł, zostaje uwolniony z potrzeby grzeszenia (zob. Rz 6,6n). W ten sposób człowiek wierzący i zanurzony w Tajemnicy Mądrości Jezusa Chrystusa zostaje obdarzony chwałą i staje się chwałą Boga.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Słyszymy dzisiaj w Ewangelii słowa gospodarza roli, na której posiał on dobre ziarno, a na którą w nocy jego nieprzyjaciel, między pszenicę nasiał chwastu i odszedł. Gdy słudzy gospodarza widzieli, co wyrasta na tej roli, chcieli pójść i wyrywać to, co wyrosło jako chwast – owoc działania nieprzyjaciela. Wtedy gospodarz powiedział:

Nie,
byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy.

Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa;
a w czasie żniwa powiem żeńcom:

Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie;
pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.

Te słowa gospodarza z przypowieści Jezusa mogą w pewnym sensie na dziwić a nawet bulwersować. Nie tylko teoretycznie, ale także powodować swoisty bunt i prowadzić do działania na własną rękę przez tych, którzy chcą po swojemu uporządkować świat.

Myślenie powodowane interesem

Według myślenia człowieka tej ziemi, człowieka interesu, te słowa gospodarza roli nie biorą w wystarczający sposób pod uwagę normalnej ekonomii oraz prawideł wzrostu i przynoszenia zysku. Łatwo przyznać słuszność sługom, którzy chcą uporządkować pole.

Słowa gospodarza roli stoją też – jak się wydaje – w pewnej sprzeczności ze słowami innego gospodarza, który zamierzał wyciąć drzewo figowe, które nie przynosiło owocu a tylko wyjaławiało ziemię (zob. Łk 13,7). Lub też ze słowami z przypowieści o ziarnie, które wpadłszy między cierpnie, zostało zagłuszone (Mt 13,7 paral.).

Tymczasem ten gospodarz mówi:

pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa.

Wtedy to on podejmie decyzję, co zrobić zarówno z chwastem jak i z pszenicą.

Okazanie pełnej sprawiedliwości

Słowa czytanego dzisiaj fragmentu Księgi Mądrości wskazują nam zupełnie inne rozumienie sprawiedliwości i podejmowanie decyzji, niż to, jakim zazwyczaj kieruje się człowiek. Nie jest to jakikolwiek interes, lecz prawda pełnej i odpowiedzialnej władzy nad wszystkim. Możemy powiedzieć nad dobrem i złem. Może tak czynić, bo nie oczekuje i nie potrzebuje dla siebie korzyści i owoców dobra ani nie lęka się (nie zaszkodzą Mu) działań zła i złego. Wie też, kiedy nagrodzić dobrych i kiedy ukarać złych.

Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie
i rządzisz nami z wielką oględnością,
bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz.

Tak może czynić tylko ten, kto ma pełną absolutną i suwerenną wadzę nad wszystkim a sam jest dobrem. Jest On sprawiedliwy według miary dobra swej potęgi. Takim jest Bóg Stwórca i Zbawca człowieka.

Objawią w pełni swoją sprawiedliwość przez dzieło dokonane w swoim Synu – prawdziwym Słudze Pańskim, który będąc „dobrym nasieniem”, prawdziwym ziarnem pszenicznym, wzrastał między chwastami – skutkiem działania nieprzyjaciela. Nie powyrywał „chwastu” i nie pousuwał tych, co czynili i czynią zło na widnokręgu ludzkości (właściwej roli życia), lecz ofiarował samego siebie, aby przynajmniej niektóre „chwasty” zobaczyły i zrozumiały co to, jest sprawiedliwości Boża i do Niego się zwróciły.

Tak działo się na przykład z łotrem na krzyżu (Łk 23,41nn), z centurionem wobec sposobu umierania Jezusa (Mk 15,39), z Szawłem (Dz 9; por. Ga 1,13-16; 1Kor 15,8nn). A później można wskazywać na św. Augustyna i tylu, tylu innych, którzy poznali sprawiedliwość Bożą i z niej korzystali patrząc na Jedynego Sprawiedliwego pośród tylu „chwastów” tego świata

Duch, który przychodzi z pomocą w słabości

Tego nie można pojąć ludzkim rozumem i nie jest to możliwe do wydedukowania z jakiejkolwiek innej sprawiedliwości niż ta, która objawia się w Potędze i Chwale Boga, jakie zajaśniały na Obliczu Jezusa Chrystusa” (zob. 2 Kor 4,6).

To właśnie Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa pozwala nam to rozumieć i odpowiednio do tego przyjmować właściwą postawę. Dzieje się to właśnie szczególnie wtedy, kiedy – jak mówi św. Paweł w czytanym dzisiaj fragmencie Listu do Rzymian:

Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości.
Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba,
sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach,
których nie można wyrazić słowami.

Wynika z tych słów św. Pawła, że Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa w szczególny sposób przychodzi nam z pomocą wtedy, kiedy doznajemy wszelkiego rodzaju słabości, w których nie wiemy o co prosić i jak się modlić.

Dzieje się to szczególnie wtedy, gdy nas przyciskają, utrudniają nam życie różnego rodzaju chwasty i przeciwności. Wtedy najchętniej prosimy o uwolnienie od tych trudności i oczekujemy pomocy, by dokonać „naszego” pokonanie ich – czyli wyrwania i usunięcia tych chwastów.

Tymczasem – jak uczy nas dzisiejsza przypowieść i cały sposób działania Boga objawiony w Jezusie Chrystusie – może jest potrzebne nasze cierpliwe i wytrwałe rośnięcie (specyficzne wzrastanie w doświadczaniu słabości) pośród tych przeciwności – z niewiedzą o co mamy prosić – byśmy, dzięki wspomaganiu przez Ducha Świętego, poznawali Boży plan działania, do którego jest przypisane ostateczne zwycięstwo, które bez wątpienia okaże się w pełni, ale dopiero po doświadczeniu krzyża.

Stąd prośba, modlitwa  – parafraza słów Księgi Mądrości:

Naucz, Panie, lud swój tym postępowaniem,
że sprawiedliwy powinien miłować ludzi.
I wlej synom swym wielką nadzieję,
że po występkach dajesz nawrócenie.

To wszystko jest możliwe dzięki mocy i działaniu Ducha Świętego w tych, którzy nie boją się wzrastać poród „chwastu” –  wszelkiego rodzaju przeciwności na wzór Jedynego Sprawiedliwego Jezusa Chrystusa dla objawienia chwały Boga Ojca.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Sianie ziarna (15. Ndz A – 200712)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Ewangelia 15. Niedzieli roku A przedstawia nam przypowieść Jezus o siewcy. Przypowieść o sianiu ziarna i różnych konsekwencjach a właściwie to skutkach czy owocach tego siania.

Siewca i okoliczności

Najpierw ważne jest stwierdzenie faktu, że jest siewca, który sieje. Czyni to jakby niezależnie od wszystkiego, co stanowi okoliczności itp.:

Oto siewca wyszedł siać.

Gdy patrzymy z dzisiejszego „ekonomicznego” punktu widzenia, uderza jakby „beztroska” tego siewcy. Powstaje w naszj myśli obraz jakby ten siewca nie zważał na to, na jakie miejsce pada ziarno.

Oczywiście mamy do czynienia z językiem przypowieści. Nie wszystkie szczegóły tego ilustracyjnego opowiadania są jednakowo ważne. Niemniej uderza, że są wymienione aż trzy „środowiska” niesprzyjające wzrostowi, w które pada ziarno:

jedne ziarna padły na drogę,
inne padły na grunt skalisty,
inne znowu padły między ciernie
.

Te wszystkie ziarna miały swoją żywotność, lecz okoliczności i warunki, w jakich przyszło im wzrastać uniemożliwiły przyniesienie spodziewanego plonu. Czy to z powodu ptaków, które wydziobały ziarna czy to z powodu niewłaściwego gruntu.

Tylko w czwartym przypadku jest mowa o dobrej, żyznej glebie, w które ziarno przyniosło plon. Ten plon jest też zróżnicowany:

jedno stokrotny,
drugie sześćdziesięciokrotny,
a inne trzydziestokrotny.

Przychodzi myśl, by wnioskować o wielkiej „nieracjonalności” siewcy i jego jakby brakiem zainteresowania tym, aby siane przez niego ziarno przyniosła jak największy plon.

Czy jednak opowiadanie tej przypowieści może koncentrować się tylko na motywie przynoszenia plonu przez to ziarno, które wpadło na ziemię żyzną? Czy te inne sposoby „padania ziarna” nie niosą też jasnego przesłania – wyzywającego nas do refleksji?

Wyjaśnienie Jezusa

Do uczniów, którzy na osobności Go pytali o znaczenie przypowieści, Jezus powiedział:

Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego,
im zaś nie dano.
Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie;
kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma.

Mamy więc do czynienia z różnymi stopniami poznawania tajemnicy królestwa. Tajemnica pozostanie zawsze tajemnicą. Będzie to tak długo i w takiej mierze, jak długo – z łaski i daru Bożego – nie odnajdziemy siebie we „wnętrzu” tajemnicy.

W Wyjaśnieniu, jakie Jezus daje uczniom, na pierwszy plan wysuwa się oczywiście przynoszenie plonu i to jak najbardziej obfitego. Czy można jednak na tym zakończyć wyjaśnianie przypowieści?

Po co te trzy inne „sposoby” padania ziarna? Oczywiście nie ma w nich mowy o przyniesieniu plonu. Czy jednak dla słuchaczy przypowieści nie mają one też jakiegoś sensownego przesłania?

Najpierw niewątpliwie jest w tym pewne ostrzeżenie: aby nie być „drogą”, „skałą” czy tym, który daje się zagłuszyć wszystkim innym czynnikom, a nie zwraca wystarczającej uwagi na Słowo. Jest to ważna nauka. Trzeba ją wielokrotnie i na różne sposoby powtarzać. Siewca bowiem stale sieje.

Wielkim odkryciem może być także to, że u tego siewcy ma jakiś sens nawet sianie ziarna ze świadomością, że przylecą ptaki i wydziobią, albo że ziarno nie znajdzie odpowiednich warunków do wzrastania.

Jest więc szansa, że te „negatywne” sposoby ustosunkowania wobec Słowa mogą ulec przemianie. Za nimi bowiem stoi nie sama „skała”, „droga”, „przeciwności”, lecz zawsze stoi człowiek. Słuchając może przeżywać przemianę. Może stawać się żyzną glebą. Potrzebne jest więc ukazywania niewłaściwego stosunku do Słowa, aby zaszła przemiana w samym człowieku.

Przypowieści są stale do przepowiadania. Można powiedzieć: aż do skutku.

Słowo Pana i jego moc

Z pomocą przychodzi nam dziś słowo wypowiedziane przez proroka Izajasza, który słyszymy w pierwszym czytaniu, które odnosi działanie Słowa Bożego do procesu nawadniania ziemi przez deszcz i śnieg:

tak słowo, które wychodzi z ust moich,
nie wraca do Mnie bezowocne,
zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem,
i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa
.

Za tym przesłaniem stoi prawda o niewyczerpującej się nigdy mocy Słowa. O swoistej wytrwałości lub wręcz nieustępliwości działania Pana Boga przez swoje słowo. Ten „odwieczny Siewca” stale sieje i to sieje bardzo obficie, a nawet czasem – oceniając z punktu widzenia ludzkiej tylko ekonomii – rozrzutnie.

Tajemnica Bożego działania i Bożego Królestwa

Pan Bóg nie przestaje posyłać swego słowa na te wszystkie „negatywne” sytuacje (droga, skała, przeciwności). Nie „kalkuluje” bowiem według bezpośredniej czy natychmiastowej „efektywności” działania słowa.

Naturalnie Słowo może powodować bezpośrednio obfity plon. Tak jednak może być, ale nie zawsze tak „musi” być. Bóg w swojej cierpliwości i wielkoduszności:

Sprawia to, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi,
i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych
(Mt 5,45).

U Boga bowiem nie ma nic niemożliwego (Jr 32,27; Łk 1,37). Możliwa jest przemiana każdej sytuacji „niepłodnej”, każdej skały, każdej drogi, każdej zduszonej przeciwnościami sytuacji w glebę żyzną.

Jest to dla nas wielkie pocieszenie. Jest to także mocne i zdecydowane wezwanie do stałej służby Słowu we wszystkich warunkach i okolicznościach. Takie rozumienie tajemnicy stawia nas we właściwej pozycji wobec wszystkich sytuacji – także tych „negatywnych”. Uwolnienia nas również z zależności od oczekiwania zawsze i wszędzie bezpośredniego efektu naszej posługi i uzależnienia naszych decyzji od spodziewanego przez nas (wykalkulowanego) obfitego plonu.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W Liturgii Słowa 14 Niedzieli roku A słyszymy fragment proroctwa Zachariasza. Jest to właściwie druga część księgi znanej pod tym imieniem. Bywa nazywana też Deutero-Zachariaszem. Jest to sześć ostatnich rozdziałów tej księgi (9 -14).

Sytuacja i czasy Deutero-Zachariasza

Proroctwo tej części księgi Zachariasza umiejscawia się w czasie po wygnaniu babilońskim – i to prawdopodobnie dość sporo. Najprawdopodobniej powstała w kontekście wielkich zwycięstw Aleksandra Wielkiego (druga połowa IV wieku przed Ch.). Powstały w związku z tym (po około 200 latach zależności od władców Persji) pewne nadzieje odbudowy odzyskania większej niezależności Izraela. Aleksander miał obiecać Żydom większe swobody.

Wszystkie oczekiwania związane z tym władcą prysły jednak z jego śmiercią. Zmarł czy to wskutek choroby, czy otrucia czy innych przyczyn w wieku trzydziestu kilku lat. Nastąpiły dla Jerozolimy trudniejsze czasy z powodu wewnętrznych walk o władzę w imperium. Przez tereny Judy przemieszczały się różne wojska. Nadto zmieniało się podejście wielu Żydów do kultury helleńskiej. W obliczu zmian wielu było gotowych przyjmować tę kulturę i zwyczaje. Tracili swoją właściwą tożsamość członków narodu wybranego i skłaniali się do kosmopolityzmu. To wszystko spotęguje się w następnych wiekach (Antioch IV Epifanes).

Na tym tle prorockie przesłanie tej części Księgi Zachariasza uzyskuje szczególny wydźwięk. Prorok z całą intensywnością ukierunkowuje członków Narodu Wybranego na wymiar mesjański i eschatologiczny właśnie przez odniesienie do działania Pana Boga jako tego, który w odpowiednim czasie da Pasterza i Mesjasza – niezależnie od sytuacji politycznej i planów ziemskich władców i ich osiągnięć.

Obraz właściwego władcy

Prorok prowadzi do zrozumienia tej wielkiej prawdy.  Ważnej wówczas i aktualnej dzisiaj, że dzieje ludzkości – a szczególnie wybranych do pełnienia misji wobec narodów – nie zależą od władców tego świata, lecz od wiernego i konsekwentnego przyjmowania przez wybranych działania Pana Boga. To działanie realizuje się właśnie przez Mesjasza.

Pamiętając o takim kontekście wypowiedzianego wówczas słowa i kontekście, w jakim my się dzisiaj znajdujemy słuchamy tego proroctwa – tej obietnicy. Im bardzie widzimy, że wciskają nam się ziemskie nadzieje i promocje, tym bardziej musimy być ostrożni, aby nie ulec ich powabom i płonnym obietnicom. Natomiast konieczne jest, abyśmy coraz to mocniej odnosili się do słowa – obietnicy dawanej nam od Boga za pośrednictwem proroctwa, które oświeca nasze życie.

Prorok natomiast kreśli zupełnie inny obraz właściwego władcy. Zupełnie inny od tych wszystkich, którzy zdobywają władzę przez walki, przemoc itd.

Raduj się wielce, Córo Syjonu,
wołaj radośnie, Córo Jeruzalem!
Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski.
Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy.

Wobec wszystkich tendencji i rozgrywek, jakie dominują w świecie i w kluczu których „władcy” tego świata układają relacje społeczne i ustanawiają prawa a czasem toczą wolny, Pan Bóg stawia ludziom zupełnie innego Władcę, Mesjasza, Króla, Pasterza.

 

W jaki sposób osiągnie swoje panowanie

Ten zapowiadany Władca – Mesjasz jest określony trzema przymiotnikami: sprawiedliwy, zwycięski i pokorny. Jego sprawiedliwość to jego jednoznaczne i całkowite odniesienie do Boga i Bożego Prawa. Tak mocne i tak jednoznaczne, że odda swoje życie za tę prawdę. Uczyni to wobec (w konfrontacji z) władzy religijnej (Sanhedryn) i wobec władzy państwowej (Piłat).

To, że będzie zwycięzcą, nie zależy od jego zdolności wojowniczych, organizacyjnych czy przebiegłości w uzyskiwaniu władzy. Jego zwycięstwo polega na pełnym uznaniu działania Boga, który prowadzi swoje dzieło wobec człowieka. To działania Boga „na Nim” okaże się w pełni, gdy – ukrzyżowany i złożony do grobu – zmartwychwstanie i da Ducha Świętego na przebaczenie wszystkim, którzy zawinili (są winni Jego śmierci). Prowadzi je innymi drogami niż ludzkie prawa dyplomacji i sztuki wojennej. Prowadzi je głównie przez przebaczenie.

Na tym też polega jego pokora. Nie stawia się w roli pana, lecz przyjmuje postawę i rolę sługi. Użyty tutaj termin to rdzeń tego wszystkiego, co mamy w określeniu anawim, a w dzisiejszej ewangelii oddane polskim określeniem prostaczkowie (gr nepioi)

Szczególny rys tej jego „władczej posługi” wyrazi się w tym, że wbrew wszystkiemu, co podpowiadają ludzkie doświadczenie zdobywania władzy i panowania nad narodami, On nie przyjmie logiki konfrontacji, która miałaby doprowadzić do zwycięstwa nad drugim, lecz „rozbroi” samego siebie. Uczyni to po to, aby zwycięstwo dokonało się prze przebaczenie i zjednoczenie – komunię i wspólnotę życia tych, którzy w sobie samych zniszczą „oręż wojenny”, oręż supremacji itp. Wyraża to poniższe sformułowanie prorockie:

On usunie rydwany z Efraima,
a konie z Jeruzalem;
łuk wojenny zostanie złamany.

Działanie mające doprowadzić do prawdziwego zwycięstwa rozpoczyna się w samym podmiocie, który to działanie podejmuje. Tym „podmiotem” jest Jezus i ci, którzy do Niego przychodzą i od Niego się uczą – przyjmują Jego logikę życia.

Jezus – Jego mesjańskie wołanie – propozycja dla naszego życia

Właśnie tę prawdę i tę tajemnicę Jezus wyraża w swoim zawołaniu wielbiącym Boga Ojca:

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi,
że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
a objawiłeś je prostaczkom.

Jest to tajemnica, do której dostęp jest możliwy tylko przez Jezusa i w oparciu o Niego. Konieczne jest zostawienie wszystkich „własnych koncepcji” układania relacji z drugimi. Bardzo trudno (czy nawet wręcz niemożliwe) jest to do pojęcia wszystkim przenikniętym własną mądrości i własnymi kalkulacjami.

Ci natomiast którzy z różnych racji i powodów są „pozbawieni” tych ludzkich prestiżowych atutów, mają jakby „łatwiejszy” dostęp do tej prawdy i tajemnicy Jezusa. Czasem są wręcz „zmuszeni” przez okoliczności i nie mają dokąd się udać, by uzyskać pomoc. Wtedy bardzo ważne jest to, czy im zostanie obwieszczona prze Ewangelię prawda i tajemnica Jezusa.

Dlatego Jezus woła:

Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię.

Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokornego serca,
a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie.

Prosimy Pana Boga, byśmy właściwie umieli wykorzystać wszystkie sytuacje naszego „rozbrajania” (bycia rozbrajanym, czasem wbrew naszej woli) z rydwanów Efraima i koni z Jeruzalem – to znaczy z „mocnych ośrodków” naszych przekonań, w których brniemy (czasem uciekając się do przemocy) i na różne sposoby kultywujemy samych siebie. Łatwo wtedy stajemy się bałwochwalcami. Działamy używając niejednokrotnie do tego nawet pewnych elementów religijnych. Bałwochwalstwo to powoduje rozdźwięki, napięcia, spory i wojny. Bóg stworzył nas natomiast do jedności i komunii.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Słyszymy dziś słowa Jezusa o stosunku do Niego i stosunku do bliskich, do bliźnich oraz do wszystkiego, co nas otacza, a czego wyrazem jest stosunek do krzyża.

Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie,
nie jest Mnie godzien.
I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie,
nie jest Mnie godzien.
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną,
nie jest Mnie godzien.

Spróbujmy wniknąć w wymowę tych słów Jezusa i odnieść je do siebie, do swojej konkretnej sytuacji, w jakiej nam przychodzi żyć i w relacjach z kim to się dzieje. Chcę przywołać tutaj dwa aspekt. Najpierw to, co wiąże się z przysłówkiem „więcej” czy „bardziej” a następnie z przymiotnikiem „godny”, być godnym.

Kochać bardziej / więcej

Kochać bardziej niż. W tekście greckim mamy użyty przysłówek wskazującego bezpośrednio na relację „ponad” (hyper). Naturalnie przekład polski „bardziej czy więcej oddaje też istotną myśl. Jednak zwrócenie uwagi na stawianie priorytetu, czyli przedkładanie czegoś ponad coś, jest obrazowo bardzo wymowne.

Użyty tutaj czasownik kochać (gr phileo) oznacza konkretną relację bliskości, przyjaźni. W Ewangelii św. Jana pojęcie miłości uzyskuje nawet ukonkretnienie w określeniu „oddać życie za kogoś, kogo się miłuje” (J 15,13).

Chodzi więc o przedkładanie miłość do swego ojca czy matki, syna czy córki ponad relację (miłości) do Jezusa. Oznacza to nie tylko (czy może nie tyle) miłość do konkretnego ojca, matki itd., lecz wejście w tego samego ducha i ten sam „typ” miłości, którą kierował się Jezus, oddając życie za tych, których umiłował. Jest to miara pełna, ostateczna. Możliwa jest ona w pełni tylko w odniesieniu do miłości (czyli w oparciu o miłość) Boga objawionej w Jezusie

Jaka jest rodzaj miłości Jezusa i do Jezusa

Miłość Boga objawiona w Jezusie, jako Synu miała i ma swoje uzasadnienie /zakotwiczenie w tym, że był i jest całkowicie miłowany przez swego Ojca i oddaje życie po to, aby nas wprowadzać w doświadczanie takiej samej miłości. Jest to wielka i bardzo specyficzna tajemnica.

Syn tak czuje się kochany przez Ojca i tak kocha Ojca, że oddaje życie za swoich przyjaciół, którzy realnie przez grzech stali się „nieprzyjaciółmi” Boga i Jego zamysłu (zob. np. Rz 5,10; 11,28). To dzięki tej przedziwnej miłości daje możliwość przemiany „nieprzyjaciół” w kochających na jego podobieństwo.

Pewną ilustracją tej przedziwnej tajemnicy może być powiedzenie:

Pan Bóg kocha wszystkich,
niektórych kocha więcej,
nikogo nie kocha mniej
.

Najbardziej ukochał swojego Syna. Uczynił to „wydając Go” za tych, którzy nie czują się kochani lub uważają się za mniej kochanych, aby poczuli się kochani pełnią ojcowskiej miłości. Dzięki temu, że kochany przez Ojca Jezus, oddał swoje życie z tych, którzy nie znali miłości – tego rodzaju miłości, która kocha bezwarunkowo. Dzięki temu idąc za Jezusem (na ile uznajemy Go jako Pana naszego życia) przedkładamy ten objawiony w Jezusie „typ” miłości ponad wszelkie inne „rodzaje miłości”. W ten sposób jesteśmy „leczeni” z niewłaściwych i w jakimś stopniu interesownych typów miłości.

Być godnym Jezusa

Jezus mówi wprost, że kto przedkłada miłość (do) ojca i matki, syna i córki i kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Nim, nie jest Go godzien. Przymiotnik „godzien” (gr aksios) wskazuje na relacje zachodzącą między podmiotami i ich odpowiedniość. Zawiera też w sobie element dążenia czy prośby, aby się stawało to, że ta relacja jest pełna, zrównoważona, wprowadzająca pokój.

Uwzględnia wysiłki zasługi jednej czy obydwu stron, aby taka relacja mogła być przeżywana w całej pełni i harmonii. Ze strony Boga w Jezusie został podjęty najpełniejszy krok ku a spełnieniu tego wszystkiego, aby stała się owa „godność”. On podjął wszystko, aby sam – będąc „godnym” – innych czynić godnymi przez otwarcie księgi życia (zob. np. Ap 5,9.12). Ten krok ku godności ze strony człowieka jest możliwy tylko w oparciu o Boga. Do tego jednak potrzebna jest wola człowieka i jego zwracanie się do Boga, aby On tego w człowieku dokonał (zob. np. 2Tes 1,11).

Jezus wyraźnie formułuje warunek, pod jakim to się może stawać:

Kto chce znaleźć swe życie,
straci je,
a kto straci swe życie z mego powodu,
znajdzie je.

Ostatecznie więc widać, że być godnym Jezusa oznacza być gotowym na tracenie swego życia z powodu Jezusa. Kto na to się godzi i kto o to prosi oraz to przyjmuje w konkretnych okolicznościach swego życia, ten też potrafi właściwe kochać swego ojca, swoją matkę itd. Nie będzie bowiem kochał ich ze względu na siebie (jakiekolwiek korzyści, układy itp.), lecz ze względu na poznaną miłość Boga Ojca, objawioną w Jezusie – Synu, który jako wyraz miłości Ojca wydał siebie w ręce ludzi przyjmując śmierć krzyżową.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Liturgia Słowa 12 Niedzieli roku A dotyka bardzo istotnego momentu życia człowieka, w szczególności życia kogoś, kto jest wezwany, by być świadkiem Bożego zamysłu i Bożych planów. Osobą, na której to się objawia, jest Prorok Jeremiasz. Czytany dzisiaj fragment jego proroctwa, daje wgląd w jego wnętrze: w jego rozterkę i zmaganie z jednej strony oraz jego pełne i całkowite zaufanie Bogu.

Sytuacja

Bóg powołał i posłał Jeremiasza, aby głosił sposób zachowania się wobec zagrażającego niebezpieczeństwa, który nie podobał się i nie odpowiadał przywódcom miasta. Dotyczy to czasu inwazji Nabuchodonozora na Judę i Jerozolimę (pierwsze dekady VI wieku przed Chrystusem). Z powodu tego, że głosił zamysł Boży, był ganiony i prześladowany.

Dlatego, że „inaczej” widział i mówił był prześladowany. W tym wszystkim sam przeżywał swoje wewnętrzne zmagania i swoisty „spór” z samym Bogiem (zob. np. 20,7n). Tak oto widzi swoją sytuację i to, co go otacza:

«Słyszałem oszczerstwo wielu:
„Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!”
Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku:
„Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy
i wywrzemy pomstę na nim!”

Można powiedzieć, że stał się „zakładnikiem” Bożej sprawy w rękach ludzi.

Jest coś więcej

W tej trudnej i tak krytycznej sytuacji ma jednak jedną pewność, która go umacnia i czyni prawdziwym świadkiem nie swojej mocy i przebiegłości, lecz uległości wobec planu Boga. To musi jednak najpierw przeżywać w sobie

Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz;
dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. (…)

Ty, który doświadczasz sprawiedliwego;
Ty który patrzysz na nerki i serce,
dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę na nich.

Jeremiasz ma świadomość, że to, co głosi, nie pochodzi od niego, lecz jest działaniem Pana Boga przez niego. To Pan jest „mocodawcą” i to on przeprowadzi swój plan. Potrzebuje tylko odpowiedniego narzędzia. Takim właśnie jest prorok. Wie, że to nie czyni go popularnym w oczach ludzi. Wręcz przeciwnie. Wystawia go na prześladowanie. Ostateczne zwycięstwo jest i zawsze będzie po stronie tego, który jest Wszechmocny.

On jednak potrzebuje „ludzkich narzędzi”, które są gotowe dać się użyć a czasem nawet „zużyć” do końca, do granic możliwości. To wyraża owo „badanie i doświadczanie” sprawiedliwego.

O jakiego „sprawiedliwego” chodzi? Chodzi o takiego, który nie będzie bronił sam swojej sprawy. Nie będzie ma swojej koncepcji „sprawiedliwości”. Nie będzie sam chciał przeprowadzać swoich planów. Może ważny jest ten szczegół o poście. Nie mów, że chciałby sam pomścić swoich prześladowców, lecz chce zobaczyć pomstę, jaka zostanie na nich dokonana. W tym jest zawarta wiara i przekonanie, że to Bóg w odpowiednim czasie wyjawia prawdę, dokonuje sądu i sprowadza konsekwencje ludzkiego postępowania.

Kto „rozgrywa ostatnią partię”

Wymowne jest dalsze stwierdzenie czy raczej oświadczenie:

Tobie bowiem powierzyłem moją sprawę.

Użyty czasownik tłumaczony jako „powierzyć” ma jako pierwotne i podstawowe znaczenie: odkryć, odsłonić, otworzyć. Dalsze znaczenia to objawić, powierzyć i jeszcze inne aż do wyrażenia takiej czynności, jaką jest „uprowadzenia w niewolę”.

To co bywa przekładanie jako „moja sprawa” zawiera w sobie coś ze sporu, z dochodzenia. Tak, jakby chodziło o „sprawę” do rozpatrzenia w sądzie.

Co to wszystko oznacza?

Prorok wobec tych przeciwności, jakie go spotykają z powodu tego, co mu zostało powierzone prze Boga, niejako „odkrywa wszystkie swoje karty, wszystkie swoje pociągnięcia i ruchy. Czyni to tak, aby wszystko było jasne, transparentne przed Bogiem i ludźmi.

Prorok sam nie chce wygrywać żadnej „swojej sprawy”. Sprawa, które została mu powierzona i która jest w jakimś sensie też jego sprawą. Jest całkowicie w ręku Boga. Co prawda on, jako prorok, wszystko przeżywa w sobie, jest wydany dla tej sprawy.

Prorok przeżywa w sobie zmaganie z powodu tej Bożej sprawy, która też stała się jego sprawą. Niemniej jednak niczego nie chce przeprowadzić po swojemu. Uznaje, że cały „spór” o prawdę, o słuszne postawy i właściwe decyzje ostatecznie jest w ręku Boga. To Bóg prowadzi swój plan.

Prorok – jako narzędzie – w przeprowadzaniu tego Bożego planu musi na sobie przeżywać konsekwencje uczestniczenia w tym zmaganiu i sporze o prawdę. Będzie też to go wiele kosztowało. Nie tylko w wymiarze zewnętrznym, ale jako wewnętrzne zmagania się i „przemaganie” siebie.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W dzisiejszą Niedzielę przyjęliśmy uroczyście podczas liturgii sześć osób do katechumenatu. Te osoby przeżył prawie roczny czas prekatechumenatu. Rozpoczął się dla nich okres katechumenatu. Właściwie pierwszy etap, który potrwa do początku Wielkiego Postu.

Przygotowanie

Osoby te zostały przygotowane do dzisiejszego wydarzenia. Odbyło cały szereg spotkań począwszy od września 2019. Wcześniej były indywidualne spotkania z niektórymi osobami w miarę tego, jak się zgłaszały. W ostatnim czasie – z powodu pandemii – mieliśmy spotkania drogą internetową jako „telekonferencje”.

Stopniowo kandydaci otrzymywali pomoc ze strony przedzielonych dla nich poręczycieli (gwarantów). Dzięki czystszymi i bardziej osobistymi kontaktami z poręczycielami mogli przerabiać i odnosić do swego życia te treści, które otrzymywali w formie katechez wyznaczających kolejne etapy wzrostu na tej drodze przygotowania do chrztu, a najpierw wejścia do katechumenatu.

Postępowanie na tej drodze porównujemy często do karawany. Kto w niej się znajduje uczy się życia i postępowania w duchu Kościoła – stosownego na tym etapie.

Dzisiejsza liturgia

Obrzęd przyjęcia do katechumenatu tych przygotowanych osób odbyła się w czasie dzisiejszej niedzielnej liturgii. W przedsionku katedry odbył się dialog, w którym kandydaci wyrazili swoją prośbę o wkroczenie na ten etap przygotowani do wiary i chrztu. Poręczyciele zapewnili, że są gotowi im na tej drodze pomagać. Następnie otrzymali znak krzyża kreślony na czole przez biskupa i przez poręczycieli.

Do każdego z kandydatów biskup wypowiedział następujące słowa:

N, przyjmij krzyż na czole.
Sam Chrystus umacnia cię znakiem swojego zwycięstwa.
Ucz się Go poznawać i naśladować.

Otrzymali też krzyże, które stanowić będą dla nich znak przypominający im ten moment. Znak, który będzie ich też prowadził przez całe życie – tak jak każdego chrześcijanina

Następnie imiennie zostali wezwani do wejścia do zgromadzenia:

NN, wejdźcie do katedry,
aby razem ze zgromadzoną wspólnotą
uczestniczyć w modlitwie Kościoła i słuchać Słowa Bożego.

Tak zostali uroczyście wprowadzeni do katedry. Po śpiewie hymnu „Chwała na wysokości Bogu i modlitwie dnia miała miejsce liturgia słowa. Część czytań została dobrana z liturgii tego obrzędu a jedno czytanie z liturgii niedzielnej (Rodz 12,1-4a; Ps 33; Rz 5,6-11; J 1,35-42). Po homilii każdy z katechumenów otrzymał Ewangelię ze słowami:

Przyjmij Ewangelię Jezusa Chrystusa, Syna Bożego,
abyś Go lepiej poznał i wierniej naśladował
.

Na te słowa każdy z katechumenów odpowiadał:

Niech Bóg mi w tym dopomoże.

Po modlitwie za katechumenów zostali oni odesłani ze zgromadzenia wiernych. Zgromadzenie natomiast celebrowało liturgię Eucharystii. Katechumeni nie są bowiem jeszcze wprowadzeni w Credo, w wyznanie wiary i nie są uzdolnieni do uczestniczenia w Eucharystii.

Polecamy Panu Bogu wszystkich nowych Katechumenów naszej Diecezji i Kościoła na całym świecie. Obecność katechumenów we wspólnocie Kościoła to znak żywotności Kościoła. To czas brzemiennego przygotowania do narodzin owych członków.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Liturgię Słowa podczas 11. Niedzieli otwiera modlitwa, nad którą chwilę się zatrzymamy. Jest ona wypowiadana z pozycji nasze ludzkiej niemocy i jest świadectwem naszej wiary, że Bożej mocy i pomocy nic nie możemy uczynić. Oczywiście zakłada się, że chodzi o sposób myślenia i czyny, które wpisują się w realizację Bożego zamysłu w życiu człowieka. Dokonuje się to w człowieku, który ufa Bogu. Prosimy więc w tej modlitwie (kolekcie):

Boże, wysłuchaj nasze błagania
i wspomagaj nas swoją łaską,

aby nasza wola i nasze czyny
były poddane Twoim przykazaniom.

Świadomość własnej kondycji

Dla wyrażenia i zastosowania do siebie takiej modlitwy potrzebna jest w człowieku świadomość własnych możliwości i własnej niemocy. Wiadomo, że człowiek może wiele, ale nie wszystko pozostaje w harmonii z nim samym i nie wszystko, co sam potrafi powadzi do dobra i szczęścia jego samego i tych, którzy są w łączności z nim.

Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga winien oceniać i mierzyć dobro właśnie przez swoje odniesienie do Boga. Jest to aspekt bardzo ważny i stanowi o prawdziwości życia człowieka.

Z drugiej strony wiemy, jak wielka jest tendencja dochodząca stale do głosu w człowieku, by działał według własnej woli, według własnego poznania dobra i zła. Tak dzieje się w sercach i umysłach poszczególnych ludzi i tak przenosi się to na życie społeczne.

Potrzebna przemiana / przewrót

Wobec tej sytuacji zagubienia się człowieka w sobie samym Bóg otworzył drogę odnajdywania właściwego kierunku i podejmowania kroków odpowiadających. Stało się tak, gdy Jezus, wcielone Słowo Boga, a więc tak bardzo (maksymalnie) konkretne objawienie zamysłu Boga wobec człowieka, stanął między ludźmi. Żył, nauczał i umarł na krzyżu jako odrzucony przez ludzi.

Ten Jezus objawił zupełnie nową postawę wobec drugiego człowieka. Oddał życie za człowieka pełniąc wolę (zamysł) Boga, by człowiek mógł korzystać z Jego nauczania i z Jego Ducha. To w Nim dokonało się przezwyciężenie owej „tendencji” obecnej i aktywnej w człowieku, by działać według własnej woli. Dokonało się pojednanie człowieka z Bogiem.

Czytany dzisiaj fragment Listu do Rzymian ujmuje to w sposób bardzo skondensowany:

Chrystus umarł za nas, jako za grzeszników,
w oznaczonym czasie, gdy jeszcze byliśmy bezsilni (…).

Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to,
że Chrystus umarł za nas,
gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.

Ta objawiona miłość Boga w Jezusie Chrystusie i komunikowana nam przez Ducha Świętego jest prawdą (obwieszczeniem) i mocą podawaną w sakramentach, byśmy w wierze obierali tę drogę. Będzie to się działo na miarę naszej wiary i będzie znakiem dla świata.

Jezus zostawił nam tę Tajemnicę przemiany

Możemy też powiedzieć, że objawienie tej miłości Boga jest to wprowadzaniem (czy jak wolimy: przywracaniem) „porządku” czyli z zamysłu Bożego w nasze życie. W Jezusie stało się to w sposób radykalny i wymagający krzyżowej ofiary życia. Był to jednak jedyny sposób wyrwana człowieka z jego zagubienia się w sobie. Jakże jest to dzisiaj ważne wobec faktu wielkiego zamieszania co do sposobu pojmowania człowieka, jego wolności i jego szczęścia. Na prawdą Bożego zamysłu bywają nakładane wszelkiego typu ideologie, które tak bardzo radykalnie próbują zmienić objawioną i odkupioną wizję człowieka.

W Ewangelii jest nam jest obwieszczana najbardziej podstawowa prawda o człowieku i jego przeznaczeniu, które wykracza poza tylko ziemskie (doczesne) pojmowanie człowieka. W sakramentach jest nam podawana moc do bycia w Bożym zamyśle i przeżywania swego człowieczeństwa w pełny spoób. W każdym sakramencie centrum stanowi bowiem tajemnica śmierci i zmartwychwstania Jezusa by dawać człowiekowi udział (korzystanie) z mocy Ducha Świętego.

Prosimy w modlitwie dzisiejszej niedzieli, aby nasza wola i nasze czyny były poddane Bożym przykazaniom. Te przykazania co prawda od nas czegoś wymagają i są zawsze w jakiś sposób związane z tajemnicą wyrzeczenia się siebie i krzyża. Jest to jednak jedyna droga, na której możemy wchodzić w prawdę spełniania się w nas i wokół nas zamysłu Boga. Jest to zawsze podporządkowywanie naszego myślenia i działania temu Duchowi, który promieniuje z Tajemnicy Paschalnej Jezusa Chrystusa

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Dzisiejsza Niedziela to Uroczystość Najświętszej Trójcy. Ta Uroczystość jest swoistym zebraniem i rekapitulacją (ukoronowaniem) procesu objawiania się Pana Boga w historii ludzkości. W tym procesie dostrzegamy objawienie się Jednego a właściwie dokonujące się stopniowo objawienie tego Jednego Boga jako Jedynego Boga.

Widzimy to na przykładzie przejścia od Abrahama przez świadectwo Deuteronomisty i modlitwę Salomona czy Judyty lub Tobiasza do najbardziej wymownego świadectwa u Proroków, w szczególności Izajasza (zob. kolejno Rdz 12; Pwt 4,35-39; 1Krl 8,60; Tob 3,15; Jdt 9,14; Dn 3,96; Oz 13,4; Jl 2,27 oraz rozdziały 45 i 46 Izajasza).

Objawia się wyznanie i wiara, że Bóg nie tylko jest Jeden, ale JEDYNY. Jest On nie tylko dla Wybranych, ale dla wszystkich narodów, chociaż objawia się przez wybranych świadków.

Objawianie się Ducha Bożego

Ten Jeden i Jedyny Bóg nie pozostaje jednak „zamknięty” w sobie i jakby wyizolowany to znaczy bez komunikowania siebie i bez dawania udziału życia w sobie samym.

Pierwsze znaki tego możemy widzieć już w pierwszych słowach Księgi Rodzaju, gdy w kontekście objawienia przedstawiającego stworzenie wszechświata jest mowa o Duchu Bożym, który unosił się nad bezmiarem wód (Rdz 1,2).

Szczególnym momentem jest też akt stworzenia człowieka – jak to mamy powiedziane – Uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobnego nam (Rdz 1,26). Bóg niejako „przedstawia się” w liczbie mnogiej. Stwarza też człowieka w liczbie mnogiej. Jest wprost powiedziane: Bóg stworzył go na swój obraz, ale jednocześnie jest to precyzowanie, że mężczyzną i niewiastą stworzył ich (Rdz 1,27).

Kogo możemy dopatrywać się pod tym boskim MY. To nie zostało jeszcze objawione w Starym Testamencie. Została jednak otwarta swoista droga i perspektywa do pojmowania tej szczególnej natury Boga.

I  jeszcze KOGOŚ

Wielokrotnie i na różne sposoby jest mowa przez cały Stary Testament o Duchu Bożym i o kimś – jako o Mesjaszu, o Synu Człowieczym, Słudze Pańskim. W tych zapowiedziach nie było jeszcze jasności, kim będzie ten Mesjasz. Nie znano jego natury, to znaczy, że będzie Synem Bożym i że jako Wcielone Słowo Ojca będzie też prawdziwym człowiekiem. Te treści były jak największą nowością – prawdziwym objawieniem. Stanowiły też jednocześnie największą trudność w przyjęciu Mesjasza Syna Bożego.

Mamy najbardziej skondensowane przesłanie tej prawdy w Liście do Galatów:

Gdy jednak nadeszła pełnia czasu,
zesłał Bóg Syna swego,
zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem,

aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu,
abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo
(Ga 4,4-5)

Oczekiwano „innego” Mesjasza. Bardziej na „miarę” i według przewidywań oraz „potrzeb”, z jakimi borykała się wówczas społeczność Narodu Wybranego. Głównym „zapotrzebowaniem” tej społeczności było wyzwolenie spod rzymskiej okupacji i podtrzymanie „funkcjonowania” królestwa Izraela.

Wobec tych oczekiwań przechodziły jakby na drugi plan i były niedoceniane wszystkie obietnice wskazujące na potrzebę przemiany ducha człowieka. Na odnowienie sposobu myślenia. Na otwarcie grobów i ożywienie wysuszonych kości oraz stwarzanie „nowej ziemi i nowego nieba”. Na obdarzenie człowieka Duchem Bożym, Duchem Świętym, aby kształtował swoje życie na obraz i podobieństwo Boga. Zniekształcenie wnętrza człowieka, jakie dokonało się w grzechu pierworodnym i które trwało, nie mogło być naprawione przez żadne formy kultu. Trzeba było Nowego Człowieka. Tym stał się Jezus – sprawca zbawienia.

Ojcowski zamysł ratujący człowieka

Jezus, Wcielone Słowo Ojca, spełnił cały zamysł Boga Ojca wyrażony już bezpośrednio po grzechu pierwszych ludzi. Podjął tę wielką misję pokonania „głowy węża” niejako za cenę doświadczenia ugodzenia „w piętę”.

Tę misję podjął jako prowadzony od poczęcia aż po krzyż przez Ducha Świętego będącego „wyrazem” miłości Ojca i przyjęcia doświadczenia łaski przez Syna. Syn stając się człowiekiem, wszedł niejako do obozu tych, którzy z powodu grzechu zostali pozbawieni chwały Bożej (Rz 3,23). Będąc sam objawieniem łaskawej miłości Ojca, nie uchronił siebie od bycia zrównanym z grzesznikami i w oczach ludzi niejako i przez ludzi pozbawionym wszelkiej łask. Został niesprawiedliwie skazany po to, by objawić i uczynić skuteczną łaskę wobec grzeszników – by mogli jej dostąpić za darmo  (Rz 3,24).

Wszystko stało się jako spowodowane miłością Boga Ojca. Stało się skutecznym objawieniem łaski w Synu, by doprowadzać ludzi do przeżywania pojednania – co wyraża koinonia (dar jedności, zdolność życia w jedności właśnie dzięki poznaniu łaski). Kto bowiem poznaje i przyjmuje łaskę objawioną w Synu i przez Syna, nie musi zabiegać o uzasadnienie (gwarancję swego życia według siebie, według własnego poznania dobra i zła). Nie musi walczyć o siebie i o „swoje”. W Synu, w łasce otrzymywanej na wzór Syna, może kochać, pokonując wszelkie bariery i mury wrogości, i żyć mocą obdarowania pokojem. To jest owa koinonia czyli jedność w Duchu Świętym.

W dzisiejszej Liturgii Godzin modlimy się antyfoną do jednego z Psalmów, która pięknie zbiera całe Boże dzieło: Ojciec jest miłością, Syn jest łaską, więzią jest Duch Święty, o błogosławiona Trójco.

Panie, Jedyny Boże w Trójcy Osób, udzielaj nam, świadomości własnej tożsamości samych siebie (zgodnie z Twoim zamysłem) i takiej jedności w naszych wzajemnych relacjach, jaka jest w łonie Trójcy Osób.

Bp ZbK

Podziel się z innymi
Następna strona »

css.php