W 25. Niedzielę roku A w Liturgii Słowa słyszymy o zestawieniach, porównaniach i różnych miarach czy wielkościach w dokonywaniu oceny tego, z czym mamy na co dzień do czynienia.

Słyszymy najpierw słowa proroka Izajasza, że Bóg jest hojny w przebaczaniu i to jeszcze zostaje odniesione – jako domniemane – do ludzkiego sposobu oceny. Prorok Izajasz tak oto przytacza Słowo Pana Boga:

Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan.

Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi.

Mamy więc do czynienia jakby z dwoma odrębnymi systemami. Co jest uznane i ważne w jednym systemie, nie ma swego bezpośredniego odpowiednika w drugim. Ale czy są one całkowicie incompatibilne?

Jezus w drodze do Jerozolimy poucza uczniów

Fragment Ewangelii Mt, który proklamujemy tej niedzieli jest częścią, która następuje po tzw. mowie o wspólnocie kościelnej (Mt 18,1 – 19,1). Wydarzenia, jakie po niej następują i słowa, jakimi Jezus poucza uczniów, mają na celu przybliżyć treści i prawdy, jakimi Jezus określał życie i ducha we wspólnocie kościelnej, która żyje bliskością Królestwa Bożego.

Poruszane są w tej części ewangelii wg św. Mateusza (19,2 – 23,39) różne wątki i zachodzą różne wydarzenia. Dzieje się to wszystko w drodze do Jerozolimy, gdzie Jezus wygłosi swoją ostatnią mowę (tzw. eschatologiczną) i gdzie dokona się Jego Męka. Śmierć i Zmartwychwstanie.

W czasie tej drogi do Jerozolimy Jezus poucza uczniów ukazując im m.in. to, czym się charakteryzuje i czym będzie się odznaczać i wyróżniać ich wspólnota jako tych, którzy uwierzyli w Niego i przyjmą Jego sposób myślenia i wartościowania oraz będą Go naśladować. Mówił też im o tym, co Go czeka w Jerozolimie i co ich czeka jako Jego uczniów. Między innymi będzie to wszystko wiązało się z zupełnie innym spojrzeniem na życie.

W to wszystko wpisuje się czytana w tę niedzielę przypowieść.

Przypowieść o najemnika z różnych pór dnia

Jaka jest osnowa tej przypowieści. Zestawienie ludzkiej kalkulacji z inną, która nie pochodzi od człowieka, lecz objawia miarę Boga, która zaskakuje człowieka. Wzbudza w nim zdziwienie a nawet powoduje szemranie.

Robotnicy winnicy zostali zaproszeni o różnych porach dnia i w różnym wymiarze trudu pracowali w winnicy.

Gdy nadszedł wieczór,
rzekł właściciel winnicy do swego rządcy:

„Zwołaj robotników i wypłać im należność,
począwszy od ostatnich aż do pierwszych”.

Słusznie więc ci, którzy pracowali cały dzień, myśleli, że więcej dostaną niż ci, którzy zostali zatrudnieni w ostatnie godzinie dnia. Lecz i oni otrzymali tak jak tamci po denarze. Nie dziwi więc, że szemrali przeciw gospodarzowi, gdyż poczuli się potraktowani niesprawiedliwie.

Jeśli stosujemy ludzką miarę, musimy uznać, że mieli rację. Trzeba by stanąć po ich stronie i protestować razem z nimi oraz domaga się należnej sprawiedliwości. Tak jest urządzony świat i taki jest wymiar ludzkiej sprawiedliwości. Tego nie możemy negować. Jednak nie możemy tego absolutyzować i uważać z jedynie możliwą miarę.

Uzasadnienie ze strony gospodarza winnicy

Trzy grupy o zatrudnieniu od naszej godziny 6 rano przez dziewiątą, dwunastą, piętnastą aż do ostatnich zatrudnionych o 17.

  • Z pierwszymi umówił się o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
  • Robotnikom z trzech kolejnych grup obiecał, co będzie słuszne.
  • Z ostatnimi nie umawiał się ani nie proponował im żadnej zapłaty, lecz – wobec ich bezczynności, gdyż nikt ich nie najął – polecił im pójść do jego winnicy.

Spoglądając na to zestawienie kolejnych zangażowań do pracy w winnicy możemy powiedzieć, że jest pewien ciąg (sekwencję): od umowy o zapłatę za pracę, przez obietnicę otrzymania tego, co zostanie określone jako słuszne do „posłusznego” pójścia do winnicy z sytuacji bezczynności, w jakiej cały dzień z konieczności trwali i z której zostali wybawieni.

Dobra miara gospodarza winnicy

Gdy kolejno wszyscy otrzymywali po denarze, zatrudnieni jako pierwsi szemrali przeciwko gospodarzowi, że zostali zrównani z ostatnim. On jednak miał swoją miarą. Była to miara jego władzy nad wszystkim i jego dobroci.

Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy;
czyż nie o denara umówiłeś się ze mną?

Weź, co twoje, i odejdź.

Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie.
Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę?
Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?

Miara dobroci, jaką stosuje gospodarz winnicy zmierza do tego, by obdarować i obdarowanych uczynić zdolnymi do uznania dobra w innych i dla innych. Ostatecznie do składania siebie w darze.

Obdarowany łaską poznania Chrystusa św. Paweł wypowiada bardzo znamienne słowa, które wyrażają jego zaangażowanie w pracy w winnicy Pana:

Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele:
czy to przez życie, czy przez śmierć.

Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus,
a umrzeć – to zysk.

Przy takim poznaniu Pana winnicy nie liczy się ani czas pracy w niej, ani trud znoszenia przeciwności ani nic innego, co może kosztować nawet życie.

Jest to jedna miara poznania dobroci i łaski Pana, która uzdalnia do takiej pracy i do takiego zaangażowania, w których nie liczy się żadna zapłata, bo swoistą i całkowitą zapłatą jest możliwość oddawania swego życia w jedności z samym Panem – Jezusem Chrystusem. To wszystko po to, by uchronić od „bezczynnego stania na rynku”. Chronić przed takim pojmowaniem i organizowaniem życia, które jest pozbawione właściwego sensu, które nie realizuje w człowieku  obrazu Pana Boga, a więc nie prowadzi do życia w komunii. Tego „zatrudniającego nas Gospodarza – Jezusa stale słyszymy dzięki Ewangelii, stale poznajemy, wchodzimy w coraz ściślejszy związek z Nim i Jemu składamy całe nasze życie i wszystkie jego trudy, wydarzenia itd.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Bardzo proste i bardzo wymowne jest przesłanie Ewangelii z 24. Niedzieli roku. Jednak nie zawsze jest nam nie tylko właściwie rozumieć, ale przede wszystkim odnosić ją do własnej sytuacji życiowej. Oto słowa Jezusa zamykające tę przypowieść a mające swoje odniesienie do „kary” nałożonej na współsługę, który nie chciał przebaczyć swemu bratu i został wydany w ręce katów:

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski,
jeżeli każdy z was
nie przebaczy z serca swemu bratu.

Zanim jednak do tego doszło, wydarzyło się coś bardzo wielkiego, co miało uzdolnić owego współsługę do przyjęcia postawy przebaczenia i darowania długu.

Sytuacja wyjściowa

Punktem wyjścia do proklamowanej dzisiaj przypowieści jest pytanie Apostoła Piotra o to, ile razy przebaczyć bliźniemu. Jezus daje jasną i zdecydowaną odpowiedź, która oprócz konkretnego wymiaru „siedemdziesiąt siedem razy” ma też wymiar i wydźwięk symboliczny. Oznacza: w praktyce zawsze, w każdych okolicznościach i każdemu, kto zawini.

Przypowieść jest ilustracją. Jest ona tym bardziej wymowną, że podane w niej wielkości długu mają jakby skrajną „pojemność”. Od tego, co w jednym przypadku jest tak wielkie, że graniczy z wielkością, która dla przeciętnego człowieka graniczy z pewną jakby nieskończonością. Dziesięć tysięcy talentów – wg przyjmowanych obliczeń i relacji ówczesnych miar w odniesieniu do współczesnych – to jako waga mogłoby stanowić ponad 300 tysięcy kilogramów, czyli 300 ton. A jako miara pieniężna w przeliczeniu na dolary to ponad 60 milionów dolarów.

Druga wielkość to 100 denarów. Jest ona bardzo realnie wyobrażalna, bo można ją porównać z trzymiesięczną pensją. Dniówka bowiem wynosiła jednego denara.

Porównanie tych dwóch wielkości jest bardzo wymowne.

Zestawienie wielkości i zwyczajnych miar

Te dwie wielkości bardzo różnią się. Można nawet powiedzieć, że różnią się w sposób trudny do porównania. Oczywiście, tak jest, gdy zastosujemy do nich zwyczajne miary, jakich używamy do naszych rozliczeń i transakcji. Czy to te ze starożytnego świata czy te z dzisiejszego świata.

Gdybyśmy jakoś chcieli je zestawić i obliczyć stosunek między nimi, to będzie to w proporcjach, jak to niektórzy obliczają: jeden do kilku, a może nawet kilkunastu tysięcy. Można pobawić się w obliczenia i dojść do wniosku, że aby ten, kto zarabia jednego denara dziennie, mógł spłacić ten wielki dług, musiałby żyć i pracować około trzech tysięcy lat – pracując w dzieciństwie, młodości aż po starość.

A jednak te dwie tak trudno porównywalne wielkości
mogą być „zrównane” w stosunku 1:1.

Czy to możliwe?

Kiedy to tak może się stać?

W przypowieści oprócz miary tych wielkości wymiernych w liczbach istnieje bowiem jeszcze inna miara – jedna miara. Jest ona jakby ukryta, ale stale się przewija.

Są to określenia: wszystko albo: cały dług lub: ten dług.

W tych określeniach nie chodzi o wymierność według jakiejś powszechnie przyjętej skali, lecz o całość, o wszystko.

Pojemność (zawartość) tej całości jest w obydwu przypadkach tak bardzo różna co do wielkości, że aż trudno wyobrażalna w praktyce.

Przesłanie przypowieści, którą Jezus opowiada, chce jednak tę miarę przedstawić jako możliwą do zastosowania. Co więcej: proponuje ją jako jedną a właściwie jedyną do zastosowania przy rozliczaniu „długu” z bliźnimi w świetle naszej relacji dłużnika w stosunku do Pana Boga.

Jesteśmy zaproszeni do przewalutowania naszych miar na jedną uniwersalną miarę. Ma on zastosowanie w stosunku do każdej wielkości, do każdej sytuacji i do wszystkich osób. Funkcjonuje jednak tylko wtedy, gdy mamy właściwe odniesienie do Jedynego Pana.

Już to zostało obwieszczone w Księdze Mądrość Syracha:

Odpuść przewinę bliźniemu,
a wówczas, gdy błagać będziesz,
zostaną ci odpuszczone grzechy.

Oto jawi się więc przed nami bardzo korzystna „transakcja”. Trudna a nawet w pewnym sensie prowadząca do „bankructwa”, jeśli rozpatrywana tylko w kategoriach ludzkich. Jednak ostatecznie jest to miara jedynie prawdziwa i rozwiązująca wszystkie napięcia, nieporozumienia, pretensje itp., a tym samym wprowadzająca pokój i komunię. Obyśmy z niej korzystali i oddawali cześć Jedynemu Panu.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Stróż, strażnik (23. Ndz A – 200906)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Słyszymy w dzisiejszej liturgii wezwania do stawania w prawdzie i mówienia sobie prawdy, a więc upominania. W tych relacjach z upomnieniami nie może jednak zabraknąć postawy miłości, o której mówi św. Paweł w tym krótkim czytaniu z Listu do Rzymian.

Chcę przywołać uwagę ku słowie Proroka Ezechiela, które otwierają dzisiejszą liturgię i są w jakimś sensie ukierunkowaniem w szukaniu pełnego rozumienia wspomnianego upominania:

Ciebie, o synu człowieczy,
wyznaczyłem na stróża (
צֹפֶ֥ה) domu Izraela
po to, byś słysząc z mych ust napomnienia,
przestrzegał ich w moim imieniu

Prorok Ezechiel jest postawiony jako stróż w stosunku do domu Izraela. Hebrajski termin wyraża pewien szczególny aspekt tego stróżowania.

Jaki to termin?

Termin ten w pierwszym rzędzie nie wyraża treści związanych ze stróżowaniem jako pilnowaniem jakiegoś porządku. Natomiast ten termin (hbr. tsofeh) wyraża treści związane z czuwaniem, wypatrywaniem i ostrzeganiem. Chodzi więc o kogoś, kto patrzy, ostrzega, informuje. To jest funkcja „zwiadowcy” (czujki), który ma rozeznać teren, aby prowadzić innych.

Język włoski ma bardzo wyraźny i wymowny termin „sentinella”. W Wulgacie jest użyty termin „speculator” a w innych przekładach czy to „Wächter” czy „watchman”.

Czym się odznacza ów strażnik

Ten strażnik (zwiadowca, czujka) nie wypatruje czegokolwiek i zajmuje się wszystkim, co wokół niego się dzieje. Ma określone zadanie. Zwraca uwagę na to, co się dzieje i co jest przedmiotem jego obserwacji z określonego, uprzednio ustalonego punktu widzenia. Jego zadaniem jest informować, aby ci, których to, co się dzieje i co może się zdarzyć, wiedzieli, co ich może spotkać i jak powinni reagować. Jest to „docelowe” śledzenie i wypatrywanie w celu rozeznania i ewentualnego przekazania informacji.

W przypadku proroctwa Ezechiela tym punktem widzenia owego strażnika nie jest jego osobiste przekonanie, lecz to, co usłyszy z usta Pana. Właśnie to „usłyszane” i zlecone ma przekazywać członkom domu Izraela, by ich napominać i przestrzegać w imieniu Pana.

Delikatność i doniosłość posługi strażnika

Zadanie jakie stoi przed strażnikiem nie ma charakteru moralizatorskiego, lecz należy do kategorii obwieszczania. Można w tym widzieć coś z kerygmatu i niesienia światła, jakie jest rzucane w losy i życiowe koleje człowieka przez Boga.

Sam strażnik nie jest powołany do tego, aby on przekazywał coś sam z siebie i od siebie. Jest swoistym narzędziem i sługą. On jednak musi mieć dobre rozeznanie (dobrą percepcję) tego, co Pan mówi i musi z drugiej strony mieć rozeznanie w tym, co się wokół niego dzieje i co niewłaściwego dzieje się w ludzie (w całym narodzie i poszczególnych jego członkach) i co stanowi zagrożenie.

Ta jego posługa jest „obwarowana” odpowiedzialnością aż do ceny życia. Nie jest powołany do tego, by zmieniać drogę kogokolwiek, lecz by tak oświecać innym drogę, by mieli właściwe rozeznanie, co każdego czeka stosownie do tego, jak postępuje.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Na styku skrajności (22. Ndz A – 200830)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Liturgia Słowa 22. Niedzieli roku A wprowadza nas w kontakt z tym, co można nazwać życiowymi skrajnościami albo doświadczeniem przeciwności czy wystawieniem na pewne egzystencjalne rozdarcie. Chodzi o życie pojęte tak, jak je zazwyczaj pojmujemy, kiedy myślimy o naszym dobru, pomyślności, sukcesie itp. itd. A oto słyszymy słowa proroka Jeremiasza:

Uwiodłeś mnie, Panie,
a ja pozwoliłem się uwieść;

ujarzmiłeś mnie i przemogłeś.

Stałem się codziennym pośmiewiskiem,
wszyscy mi urągają.

Co prawda już przy powołaniu Bóg objawił prorokowi, że nie będzie to łatwa rola iść do ludzi, swoich współobywateli z przesłaniem od Boga. Prorok Jeremiasz podjął jednak to zadanie. Nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, co go czeka i jak będzie „wykorzystany” przez Boga dla komunikowania swoim braciom Bożych planów i Bożego zamysłu. Bóg będzie się chciał nim posłużyć.

Bolesne doświadczenie

Doświadczenie, jakie go spotyka podczas pełnienia powierzonej mu misji prorockie, wpływa na niego tak dalece, że widzi siebie jako zwiedzionego i jakby oszukanego. To jego doświadczenie odnosi on sam do Boga, do Bożego wezwania i nadania mu misji.

W dalszej części przedstawienia swojej sytuacji prorok Jeremiasz posuwa się jeszcze dalej i wyraża się jeszcze bardziej kategorycznie aż do przeklinania dnia, w którym się narodził i stał się członkiem tego ludu, do którego teraz jest posłany.

Po co one jednak są

Jednocześnie też w tym doświadczeniu tak bardzo negatywnym przejawia się nić (wątek) nadziei i zaufania. To właśnie w takich trudnych sytuacjach Pan staje przy nim jak mocarz i niejako gwarantuje, że te wszystkie przeciwności zewnętrzne i wewnętrzne załamywanie się nie mają ostatniego zdania. Te bolesne doświadczenia, które niszczą „normalne” życie, mają jakiż cel.

Na tle właśnie tych doświadczeń i poczucia czy nawet uznania tej swoistej osobistej klęski prorok będzie mógł poznać moc działania Boga, Jego wierność i przede wszystkim Jego plany i ostateczny cel, który jest inny od ludzkich planów, oczekiwań itp.

Wyznanie Piotra i objawienie z nieba Bożego „zamysłu”

To, co przeżywał Jeremiasz, by poznawać zamysł Boży i jemu służyć musiał jeszcze bardziej boleśnie przeżyć Piotr. W ubiegłą niedzielę słyszeliśmy opowiadanie o pierwszej części wydarzenia pod Cezareą Filipową.

Wtedy to Piotr wyznał prawdę o Jezusie jako Mesjaszu i Synu Bożym. Otrzymał należną pochwałę. Dotyczyła ona jednak nie samego Piotra jako Piotra, lecz tego, że jemu ta prawda została objawiona, a on ją wyraził.

W scenie, którą dzisiaj słyszymy zostaje jeszcze bardziej wymownie ukazane, że owo objawienie było nie z ciała i krwi Piotra lecz od Ojca z nieba (Mt 16,17). Co więcej: widzimy, jak ta prawda objawiona z nieba Piotrowi i przez niego wypowiedziana, jeszcze w nim się nie zadomowiła. Nie stała się jego własną.

Jezus mówi o tym, że musi

iść do Jerozolimy,
gdzie zostanie wydany i wiele wycierpi
(…)
że będzie zabity
i trzeciego dnia zmartwychwstanie.

W ten sposób Jezus przedstawił swoją drogę jako Mesjasza i Syna Bożego, który przyszedł, by spełnić Wolę Boga dla bawienia człowieka. Piotr jednak miał inną, swoją.

„wyjście na jaw” zamysłu Piotra

Na te słowa Jezusa Piotr – stosownie do swego myślenia i swych religijnych oraz politycznych przekonań wypowiedział słowa, w który on sam się objawił

Panie, niech Cię Bóg broni!
Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.

Jezus od razu zdemaskował Piotra i jego sposób myślenia. Sposób, w jaki Jezus ocenia Piotra, jak go nazywa i jak charakteryzuje całą jego postawę musiał być dla Piotra druzgocący. Szczególnie w zestawieniu z pochwałą, jaką co dopiero otrzymał.

Zejdź Mi z oczu, szatanie!

Jesteś Mi zawadą,
bo nie myślisz po Bożemu,
lecz po ludzku.

Spójrzmy na całe wydarzenie pod Cezareą Filipową, a więc wyznanie Piotra uznające Jezusa za Mesjasza i Syna Bożego a następnie jego reakcja na przedstawienia się Jezusa jako tego, które idzie drogą Mesjasza, a więc do Jerozolimy. Jezus idzie, aby być wydanym i ponieść śmierć krzyżową. To jest Jego droga spełnienia misji mesjańskiej. Gdy to zestawiamy z reakcją Piotra na tę prawdę Jezusa widzimy, że w Piotrze spotykają się i są boleśnie konfrontowane dwie rzeczywistość, dwa sposoby myślenia i spojrzenia na życie, na relację do samego Boga. To, co mu zostaje objawione z nieba i to co on sam ma w sobie, w swoim wnętrzu jako swoją koncepcję życia i rozumienia roli Mesjasza. Jest to – jak możemy ująć – radykalny konflikt interesów. Ten konflikt musi być rozwiązany i to najpierw w samym Piotrze, aby on rzeczywiście mógł być „opoką” na której Jezus buduje swój Kościół.

Moment pełnego objawienia – dla Piotra i dla nas

Do moment pełnego objawienia i otwarcia nowej drogi, na które będzie dokonywało się scalenie tych dwóch skrajności i prawdziwe zwycięstwo objawienia, dojdzie w dalszych wydarzeniach, jakim będzie zaparcie się Piotra i uznanie przez niego jego winy i jego kruchości oraz wyznanie nad jeziorem Galilejskim po zmartwychwstaniu Jezusa.

Św. Paweł w czytanym dzisiaj fragmencie Listu do Rzymian wzywa do tego, aby chrześcijanie

dali ciała swoje na ofiarę żywą,
świętą, Bogu miłą,
jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej.

Co to znaczy dać (przedstawić, dać do dyspozycji) swoje ciało na ofiarę żywą?

To nic innego jak poddać się procesowi przemiany naszego życia (życia według naszej koncepcji, jak to też było w tej ważnej dziedzinie relacji do Jezusa u Piotra), aby dokonywał się proces ostawiania naszego życia i wchodzenia w doświadczenie życia według ducha (koncepcji) Jezusa.

Jezus skierował się i konsekwentnie szedł do Jerozolimy. Piotr natomiast zmierzał do tego, aby Go przed tym uchronić i niejako zatrzymać dla „swoich celów, dla swojej koncepcji.

Rozumna służba, która jest miła Bogu

Rozumna służba (logike latreia), która jest miła Bogu (w której Bóg ma upodobanie), to właśnie stały proces odchodzenia od własnej koncepcji życiowej i stałe ukierunkowanie się na Jezusa, który oddaje swoje życie, by być z Nim zjednoczonym.

On pojednał w sobie to wszystko, co było „skrajnościami”: odejście od Boga przez grzech i miłość Boga ku człowiekowi, który zgrzeszył. On stał się Pokojem (Ef 2,13-18).

Gdy Jezus doświadczał krzyża nie było to „zwiedzeniem” czy oszukaniem Go przez Boga, lecz doświadczeniem obecności Boga, przedziwnego mocarza, który JEST. Jest nawet wtedy, gdy wyrywa się wołanie: Boże, czemuś Mnie opuścił.

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani na tę drogę przeżywania w sobie owego styku skrajności. Mocą Jezusa i na wzór Piotra oraz tylu, tylu świadków zwycięstwa życia nad śmiercią.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Obietnica (21. Ndz A – 200823)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dzisiejsza, 21. Niedziela roku A stawia nas wobec prawdy obietnicy. Właściwie sposobu spełniania się Bożej obietnicy w człowieku i przez człowieka. Jest wielka tajemnica mądrości Boga, który się objawia ze swoim planem – jak to ujmie św. Paweł w Liście do Rzymian w czytanym dzisiaj fragmencie. Apostoł wypowiada te słowa swoistego zadziwienia i zadumania na zakończenie swojej długiej refleksji (rozdziały 9-11) na temat wybrania i specyficznego „odrzucenia” wybranych (chodzi o naród wybrany i jego rolę w historii zbawienia całej ludzkości).

Mądrość Boga

Czytany dzisiaj fragment Listu do Rzymian jest właśnie zakończeniem tej refleksji

O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga!
Jakże niezbadane są Jego wyroki
i nie do wyśledzenia Jego drogi!

Kto bowiem poznał myśl Pana
albo kto był Jego doradcą?
(Rz 11,33n)

Tak z zadziwieniem wyznaje św. Paweł mądrość planów i działania Boga, gdy patrzy na historię Izraela, swoich braci, którzy nie przyjęli prawdy o spełnieniu obietnic w Jezusie Chrystusie. Odkrywa jednak w tym nie załamane się planu Bożego, lecz przedziwny sposób realizacji tego, co właśnie stanowi sedno obietnicy. Ta obietnice spełnia się jakby przez pośrednictwo tego, co może wydawać się i być odczytywane jako coś, co się nie udało. Wierność Boga jest większa od ludzkiego wyobrażenia sposobu spełniania się obietnicy. Jak do tego dochodzi?

Potrzebne doświadczenie pomyłki, braku itp.

Czytany dzisiaj fragment Listu św. Pawła wprowadza zdanie (którego nie ma w dzisiejszym czytaniu) podsumowujące całe rozważanie historii „odrzucenia” wybranych, by udostępnić spełnienie obietnicy wszystkim pozostałym:

Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu,
aby wszystkim okazać swe miłosierdzie
(Rz 11,32).

W naszym ludzkim odczuciu i jeszcze bardziej w poczuciu ludzkiej sprawiedliwości wydaje się to niesłuszne i niesprawiedliwe. Po co wybierać, by poddawać nieposłuszeństwu, aby to posłużyło okazaniu miłosierdzia wszystkim.

Nieposłuszeństwo

Gdy Apostoł mówi o poddaniu nieposłuszeństwie określa to terminem wskazującym na „zamknięcie pod kluczem”. Jak to rozumieć?

Wydaje się, że trzeba odnieść się do pierwszego nieposłuszeństwa, które przez Boga zostało niejako sankcjonowane. To był stan człowieka, który wybrał swój drogę i Pan Bóg mu pozwolił tą drogą kroczyć aż do swoistego absurdalnego punktu, który w ostateczności stał się punktem zwrotnym.

Zarówno poganie jak i później Naród Wybrany, każdy na swój sposób, mogli poznać wolę Boga i ją pełnić. Jednak nie uczynili tego i każdy na swój sposób szedł swoją drogą. Apostoł przedstawił to w pierwszych trzech rozdziałach swego Listu.

Pan Bóg tę drogę nieposłuszeństwa respektował i pozwalał na to aż do momentu przyjścia Jezusa. On to wszedł na drogą ludzkiego życia i na niej otworzył nowy sposób bycia. Stało się to nie w nieposłuszeństwie, lecz w posłuszeństwie.

Spełnienie obietnicy i przekazanie jej

Jezus wziął na siebie skutki nieposłuszeństwa zarówno pogan jak i Narodu Wybranego i został ukrzyżowany. W ten sposób zostało wszystkim zostało okazane zmiłowanie. Z niego korzystają ci, którzy wierzą, którzy przyjmują Jezusa Chrystusa.

Tę obietnicę jako już spełnioną Jezus przekazuje Kościołowi, a w szczególności Piotrowi, którego minuje skałą, czyli opoką.

Ty jesteś Piotr, czyli Opoka,
i na tej opoce zbuduję Kościół mój,
a bramy piekielne go nie przemogą
.

Gdy odwołamy się do całej sceny pod Cezareą Filipową i mamy w pamięci zaparcie się Piotra na dziedzińca Arcykapłana, kiedy to powiedział: Nie znam tego Człowieka (Mt 26,72nn), rozumiemy o jaką „opokę” chodzi. Nie jest to Piotr, który jest pewien swojej wierności, lecz Piotr, który się zaparł i się nawrócił. Lepiej: żył w nawróceniu. Przeżywał to z głębokim żalem i bólem, ale zapewne też z wdzięcznością, bo został uratowany od przekonania co do swojej wierności. Od tego czasu jego wierność była wiernością skruszonej doszczętnie skały, która otrzymała nowe spoiwo i nową konsystencją. Było to właśnie doświadczenie zmiłowania Boga.

Wszystko, co jest budowana na tej logice, na tej „opoce”, na tym doświadczeniu Piotra otrzymuje trwałość, której nic i nikt nie może pokonać.

Do spełnienia się obietnicy w całej rozciągłości i w Bożym wymiarze (wydaniu) potrzebne było doświadczenie niewierności człowieka. Tak jest ze wszystkimi, tak jest z Narodem Wybranym i z każdym wybranym. Tak jest z Piotrem – Opoką. Tylko w tej logice i tej koncepcji życia jest pełna prawda i prawdziwe zwycięstwo.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W 19. Niedzielę roku A Liturgia Słowa koncentruje naszą uwagę na spotkaniu Boga jako Pana wszelkiego żywiołu. Zarówno w wymiarze zewnętrznym, jakim są zjawiska przyrody jak i tym wewnętrznym, czym są emocje i przeżycia człowieka.

Sytuacja Eliasza

Słowo z Pierwszej Księgi Królewskiej wprowadza nas w jeden z ważnych momentów życia proroka Eliasza. Jego spotkanie z Bogiem na górze Horeb. Eliasz po konfrontacji z prorokami Baala, prześladowany przez króla Achaba i jego żonę Izebel, uszedł na pustynię, gdzie podczas przeżywania swego wewnętrznego kryzysu, w którym prosił, by Pan Bóg zabrał jego życie, otrzymał przez Anioła Bożego pokarm i przesłanie, by iść w „długą drogę”. Przymiotnik hebrajski, który tutaj określa drogę, może być rozumiany nie tylko jako „długi” w przestrzeni, ale także jako „bogaty” w doświadczenie. Stąd mamy też przekłady tego wyrażenia, które wskazują na drogę jako tak wielką, że „przerastającą siły Eliasza”. Można więc widzieć w tym wyrażeniu– oprócz zapowiedzi rzeczywiście długiej drogi – zapowiedź szczególnego doświadczenia, jakie czeka Eliasza. Tak się stało na górze Horeb, gdzie Eliasz ukrył się w grocie.

Wtedy Bóg rzekł:
«Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!»

Wezwanie do wyjścia z groty to wezwanie do poznania prawdy o Bogu, który wzywa i o człowieku, który jest wzywany do wyjścia z miejsca, w którym ze względu na różne powody ukrył się.

Pan przechodzi

Wezwanie ma określony cel: stanąć na górze wobec Pana. Człowiek od moment grzechu był (i nadal jest) skazany na dominującą w nim logikę ukrywania się przed pełną prawdą. Tak było już z Adamem i Ewą. Ukryli się ze swoją zniekształconą „prawdą” z powodu lęku przed prawdą, który płynie z jednego źródła światła.

Nawet różne formy ekshibicjonizmu, z jakim spotykamy się nierzadko dzisiaj, trzeba widzieć jako pewien przejaw i sposób „ukrywania” swego prawdziwego wnętrza i ucieczką przed prawdą o sobie. Okazują się też formą narzucania jakiejś własnej nie w pełni dojrzałej i nie w pełni przeżytej formy własnej tożsamości innym – zewnętrznemu światu. Mogą stawać się też narzędziem jakiejś ideologii i prowadzić do niewłaściwej konfrontacji z innymi i różnych agresji.

Człowiekowi potrzebne jest wyjście na zewnątrz i potrzebna jest konfrontacja. Jednak powstaje pytanie: Jaka i z kim? Na jakim polu i gdzie ma się dokonać ta konfrontacja.

Prorok Eliasz otrzymał jasne plecenie: „stanąć wobec Pana”. Tego Pana, który przechodzi, by komunikować siebie człowiekowi. Pan nie był ani w trzęsieniu ziemi, ani w burzy czy wichrze, lecz w szmerze łagodnego powiewu. Eliasz został postawiony wobec pytania: Co ty tu robisz, Eliaszu?

Kiedy Eliasz wyznał swoje przywiązanego przymierza Pańskiego, otrzymał od Boga polecenie wrócenia do okoliczności, od których uciekał i wykonania Pańskich poleceń. Eliasz wracał przepełniony doświadczeniem Boga, który go uzdolnił do „wychodzenia” od siebie i przeżywania w sobie konfrontacji z Bogiem, by być gotowym stawania przed ludźmi i bycia sługą realizacji Bożego planu, pełnienia Bożej wizji relacji międzyludzkich.

Słowo Jezusa skierowane do Piotra

W Ewangelii mamy scenę przedstawiającą Jezusa kroczącego po wodzie, podczas gdy łódź apostołów była miotana falami z powodu przeciwnego wichru. W tej sytuacji jest zrozumiały lęk i obawy apostołów. Jezus mówi: Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się! Piotr – może dla pewnej weryfikacji prosi: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!

I tak rozpoczyna się kolejne wyjście. Nie chodzi tylko o wyjście Piotra z łodzi, by kroczyć po wodzie. Piotrowi została dana okazja, by niejako „wyszedł z siebie”, ze swojego rozumienia relacji z Jezusem. Gdy po pierwszych krokach zaczął tonąć, wyszło z niego jego przekonanie o umiejętności zaufania Panu. Można powiedzieć: przekonanie o tym, że jego sposób zaufania jest dobry, słuszny i okaże się potwierdzający i „zwycięski”. Tymczasem zaczął tonąć. To było potrzebne Piotrowi, by dokonało się w nim przesunięcie ośrodka całego życia z jego koncepcji na oddanie się Jezusowi.

Krzyk Piotra: «Panie, ratuj mnie!» nie jest już krzykiem „warunkowym” (jeśli to Ty), lecz bezwarunkowym, spowodowanym doświadczeniem całkowitego zagrożenia. Ratuj, jakkolwiek to ma się stać i cokolwiek to ma oznaczać.

Piotr został uratowany „od siebie” wyciągnięciem ręki przez Jezusa i uchwyceniem go oraz słowami Jezusa: Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?

Piotr przed wyjściem z łodzi niejako chciał umocnić czy potwierdzić (wypróbować) swoją wiarę w Jezusa i otrzymał doświadczenie, w którym okazało się, że zwątpił i że jest człowiekiem małej wiary. To było prawdziwmy ratunkiem, jakiego doświadczył wobec swego Pana i Mistrza – Jezusa.

W całym doświadczeniu formacyjnym, jakim Jezus kształtował Piotra, było to bardzo istotne doświadczenie, by uczyć Piotra właściwej wiary w odniesieniu do Osoby Jezusa i do całego Bożego planu działania Boga. Piotr musiał „wyjść” z siebie i stanąć w całej prawdzie swojej słabości wobec jedynego Pana.

Doświadczenie apostoła Pawła

Proklamowany dziś fragment Listu św. Pawła do Rzymian ukazuje jeszcze inny wymiar „wychodzenia” człowieka ze swoich planów i swoje sposobu patrzenia na bieg wydarzeń. Trudno tutaj w kilku zdaniach przedstawić tę przedziwną sytuację, który jest tak bardzo znamienna. Czynię to bardzo skrótowo.

Apostoł w części swego Listu bezpośrednio poprzedzającej czytany dzisiaj fragment mówi o nierozerwalnej łączności z Chrystusem, w którym objawiła się miłość Boga i której nic nie zdoła zaburzyć (koniec 8 rozdziału).

I oto ten Paweł, widząc brak jedności z Chrystusem (brak przyjęcia Chrystusa) przez swoich współbraci Żydów, mówi, że sam wolałby być pod klątwą, odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich.

Tak mocno jest zanurzony w tej miłości Boga i tak mocno zjednoczony z Chrystusem, że gotów jest być odłączony od Niego, byleby tylko inni (w tym przypadku właśnie ci, którzy nie akceptują Chrystusa) Go przyjęli i byli z Nim zjednoczeni. Jest to wielki paradoks i wielka tajemnicy wiary. Pozostawiam to osobistej medytacji i przemyśleniom.

Jest to właśnie ta wielka tajemnica „wychodzenia” z siebie, ze swego ukrycia, ze swej wizji życia i zbawienia, by uczestniczyć w jedynym darze zbawienia dokonanym przez Jezusa Chrystusa, który w swoim Człowieczeństwie dokonał jedynego i totalnego Wyjścia. Dokonał Paschy.

W tę tajemnicę zostaliśmy wprowadzani przez chrzest i stale jesteśmy wprowadzani. W tej tajemnicy uczestniczymy słuchając Słowa i przeżywając Sakramenty. Ta tajemnica spełnia się w naszym życiu, gdy oddajemy swoje życie i pozwalamy się chwytać przez „ratującą rękę” naszego Zbawiciela, a nie obstajemy przy tym, by forsować naszą wizję życia – każdy swoją.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Działo się to w Gibeonie. Starożytnym mieście kananejskim znanym w Biblii z wielu wydarzeń, szczególnie związanych ze zdobywaniem Kanaanu przez Jozuego, później z działalnością proroka Samuela. Miasto było widziane jako dobrze zorganizowane. Słynny jest wielki zbiornik na wodę. Znane było w starożytności z produkcji i przechowania wina. W czasie podboju Kanaanu przez Jozuego jako jedyne uniknęło zniszczenia, gdyż Gibeończycy podstępem doprowadzili do zawarcia pokoju z pokoleniami Izraela (NB. historia jest tutaj dość złożona). Możemy – przy pewnym uproszczeniu – nazwać Gibeon miastem sukcesu i osiągnięć.

Prośba Salomona

Oto Salomon, młody król, Syn Dawida, udał się do Gibeonu. Tekst biblijny w zdaniach poprzedzających czytany dzisiaj fragment z Księgi Królewskiej, charakteryzuje / zarysowuje postawę króla, jako tego, który nie w pełni szedł drogą swego ojca Dawida i wzorem bałwochwalców składa ofiary i palił kadzidła na wyżynach. To wskazuje na bałwochwalstwo. Do Gibeonu też udał się, aby złożyć ofiarę, gdyż była tam wielka wyżyna. Złożył tam tysiąc ofiar całopalnych (1Krl 3,4).

Możemy powiedzieć, że taka postawa Salomona nie była „najlepszym punktem wyjścia” do tego, co miało się zdarzyć. A jednak. Gdy Pan ukazał mu się w śnie i stawił mu propozycję, by prosił o to, co chciałby otrzymać od Boga, Salomon potrafił dać „celującą” odpowiedź, która wyrażała jego prośbę:

Racz więc dać Twemu słudze
serce rozumne do sądzenia Twego ludu
i rozróżniania dobra od zła,
bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny?

Trudno nam wyrokować na temat zamysłu i intencji tej prośby. Sam Salomon mówi o tym, że ma na względzie aspekt praktyczny, jakiem jest prowadzenie powierzonego mu ludu. Jednak w tej prośbie Salomona jest zawarte coś bardzo głębokiego.

Serce, które słucha

W przekładzie polskim BT jest mowa o „sercu rozumnym” do sądzenia. Tekst hebrajski mówi o „słuchającym sercu” czyli o sercu, które słucha Boga, a nie polega na „swoim rozumie” czyli nie jest sercem (ośrodkiem decyzji i rozeznania), które działa rozumnie według swojej miary i perspektywy. Chodzi więc o taki sposób sprawowania władzy nad ludem, by on był zgodny z zamysłem samego Boga. Serce, które stale słucha tego, co Bóg mówi do samego króla a także pośrednio do całego ludu (zob. też Ps 16,6nn – zwróć uwagę na przekład).

W dalszej części prośby Salomon precyzuje na czym ta „słuchająca mądrość” (mądrość ze słuchania) polega. Na rozróżnianiu dobra i zła. Pierwszy raz pojęcie poznania dobra i zła i w konsekwencji rozróżniania tego pojawiło się już w ogrodzie rajskim na początku historii ludzkości. Wtedy to człowiek sięgnął po tę „mądrość rozróżniania” na własną ręka i wbrew zakazowi Boga (Rdz 2,9.17; 3,22). Był to jakby pierwotny akt (a nawet swoisty „sakrament”) niesłuchania i wejścia na drogę życia w stałym „próbowaniu” (zmaganiu się) by potwierdzać siebie jakby w niezależności od Boga i od Jego przykazań.

Skutki tego wszyscy nosimy w sobie i wszyscy to przeżywamy, z tym się zmagamy. Z drugiej strony otrzymujemy natchnienia i wszelkiego rodzaju impulsy, by na wzór Salomona prosić o serce, które umie i chce słuchać. Salomon, mimo tak wyrażonej prośby oraz zapewnienia ze strony Pana Boga: oto daję tobie „serce mądre i pojętne, takie, że podobnego tobie przed tobą nie było i po tobie nie będzie”, odszedł od tej Bożej koncepcji życia. Jednak to nie oznacza, że tym samym do nas nie przemawia. Jest bowiem jedną z postaci, do których można się odwoływać, gdy mówimy o mądrości. O życiowej mądrości. Ta jednak się objawia w „innym i właściwym Synu Dawida”.

Coś więcej niż Salomon – Pierworodny

Pełna Mądrość objawiła się w Jezusie Chrystusie. Nie tylko w Jego słowach i całym nauczaniu, ale przede wszystkim „stała się” i ucieleśniła się w Jego Tajemnicy Paschalnej: śmierci krzyżowej i Zmartwychwstaniu.

Już podczas nauczania Jezusa podziwiana Jego mądrość większą ponad wszystkich. Skąd Mu ta mądrość (zob. Mt 13,54; Mk 62). Sam dawał też do zrozumienia i o tym mówił wprost: Królowa z południa przybyła z krańców ziemi, by słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon (Mt 12:42).

W podjęciu tajemnicy krzyża przez Jezusa nastąpiło właściwe rozeznanie Woli i Zamysłu Boga Ojca wobec człowieka. Spełniło się to, co Bóg zapowiedział w raju po grzechu człowieka, kiedy człowiek sięgnął po „swoje, jakby niezależne” poznanie dobra i zła. Jezus, w swoim Człowieczeństwie nie tylko potrafił rozeznawać dobro i zło i kierować się zgodnie z tym rozeznaniem, do kresu swego „cielesnego i poddanego cierpieniu” życia.

Św. Paweł w czytanym dzisiaj fragmencie Listu do Rzymian kreśli obraz człowieka, który poznaje mądrość Bożą i otrzymuje w niej udział. Takim jest każdy, kto daje się objąć przez miłość Boga i odpowiada tej miłości w posłuszny sposób. Można powiedzieć: uczy się mieć serce, które słucha. Stopniami tego stawania się jest odkrywanie dzięki Ewangelii Jezusa Chrystusa faktu, że Bóg Ojciec poznaje nas w swoim Synu i przeznacza, „by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był Pierworodnym między wielu braćmi”.

Ten proces dokonuje się przez wybranie, które człowiek „musi” zaakceptować swoją wolą to, by w nim stawała się Wola Boża (zamysł Boży) i w ten sposób wchodziła weń Mądrość Boża. W miarę tego jak człowiek to przyjmuje, dokonuje się w nim usprawiedliwienie przez łaskę.

To usprawiedliwienie wyprowadza człowieka z niewoli grzeszenia, czyli szukania własnego   rozeznania dobra i zła i zabiegania o siebie. Taki człowiek, jak na innymi miejscu powie św. Paweł, zostaje uwolniony z potrzeby grzeszenia (zob. Rz 6,6n). W ten sposób człowiek wierzący i zanurzony w Tajemnicy Mądrości Jezusa Chrystusa zostaje obdarzony chwałą i staje się chwałą Boga.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Słyszymy dzisiaj w Ewangelii słowa gospodarza roli, na której posiał on dobre ziarno, a na którą w nocy jego nieprzyjaciel, między pszenicę nasiał chwastu i odszedł. Gdy słudzy gospodarza widzieli, co wyrasta na tej roli, chcieli pójść i wyrywać to, co wyrosło jako chwast – owoc działania nieprzyjaciela. Wtedy gospodarz powiedział:

Nie,
byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy.

Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa;
a w czasie żniwa powiem żeńcom:

Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie;
pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.

Te słowa gospodarza z przypowieści Jezusa mogą w pewnym sensie na dziwić a nawet bulwersować. Nie tylko teoretycznie, ale także powodować swoisty bunt i prowadzić do działania na własną rękę przez tych, którzy chcą po swojemu uporządkować świat.

Myślenie powodowane interesem

Według myślenia człowieka tej ziemi, człowieka interesu, te słowa gospodarza roli nie biorą w wystarczający sposób pod uwagę normalnej ekonomii oraz prawideł wzrostu i przynoszenia zysku. Łatwo przyznać słuszność sługom, którzy chcą uporządkować pole.

Słowa gospodarza roli stoją też – jak się wydaje – w pewnej sprzeczności ze słowami innego gospodarza, który zamierzał wyciąć drzewo figowe, które nie przynosiło owocu a tylko wyjaławiało ziemię (zob. Łk 13,7). Lub też ze słowami z przypowieści o ziarnie, które wpadłszy między cierpnie, zostało zagłuszone (Mt 13,7 paral.).

Tymczasem ten gospodarz mówi:

pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa.

Wtedy to on podejmie decyzję, co zrobić zarówno z chwastem jak i z pszenicą.

Okazanie pełnej sprawiedliwości

Słowa czytanego dzisiaj fragmentu Księgi Mądrości wskazują nam zupełnie inne rozumienie sprawiedliwości i podejmowanie decyzji, niż to, jakim zazwyczaj kieruje się człowiek. Nie jest to jakikolwiek interes, lecz prawda pełnej i odpowiedzialnej władzy nad wszystkim. Możemy powiedzieć nad dobrem i złem. Może tak czynić, bo nie oczekuje i nie potrzebuje dla siebie korzyści i owoców dobra ani nie lęka się (nie zaszkodzą Mu) działań zła i złego. Wie też, kiedy nagrodzić dobrych i kiedy ukarać złych.

Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie
i rządzisz nami z wielką oględnością,
bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz.

Tak może czynić tylko ten, kto ma pełną absolutną i suwerenną wadzę nad wszystkim a sam jest dobrem. Jest On sprawiedliwy według miary dobra swej potęgi. Takim jest Bóg Stwórca i Zbawca człowieka.

Objawią w pełni swoją sprawiedliwość przez dzieło dokonane w swoim Synu – prawdziwym Słudze Pańskim, który będąc „dobrym nasieniem”, prawdziwym ziarnem pszenicznym, wzrastał między chwastami – skutkiem działania nieprzyjaciela. Nie powyrywał „chwastu” i nie pousuwał tych, co czynili i czynią zło na widnokręgu ludzkości (właściwej roli życia), lecz ofiarował samego siebie, aby przynajmniej niektóre „chwasty” zobaczyły i zrozumiały co to, jest sprawiedliwości Boża i do Niego się zwróciły.

Tak działo się na przykład z łotrem na krzyżu (Łk 23,41nn), z centurionem wobec sposobu umierania Jezusa (Mk 15,39), z Szawłem (Dz 9; por. Ga 1,13-16; 1Kor 15,8nn). A później można wskazywać na św. Augustyna i tylu, tylu innych, którzy poznali sprawiedliwość Bożą i z niej korzystali patrząc na Jedynego Sprawiedliwego pośród tylu „chwastów” tego świata

Duch, który przychodzi z pomocą w słabości

Tego nie można pojąć ludzkim rozumem i nie jest to możliwe do wydedukowania z jakiejkolwiek innej sprawiedliwości niż ta, która objawia się w Potędze i Chwale Boga, jakie zajaśniały na Obliczu Jezusa Chrystusa” (zob. 2 Kor 4,6).

To właśnie Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa pozwala nam to rozumieć i odpowiednio do tego przyjmować właściwą postawę. Dzieje się to właśnie szczególnie wtedy, kiedy – jak mówi św. Paweł w czytanym dzisiaj fragmencie Listu do Rzymian:

Duch Święty przychodzi z pomocą naszej słabości.
Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba,
sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach,
których nie można wyrazić słowami.

Wynika z tych słów św. Pawła, że Duch Święty, Duch Jezusa Chrystusa w szczególny sposób przychodzi nam z pomocą wtedy, kiedy doznajemy wszelkiego rodzaju słabości, w których nie wiemy o co prosić i jak się modlić.

Dzieje się to szczególnie wtedy, gdy nas przyciskają, utrudniają nam życie różnego rodzaju chwasty i przeciwności. Wtedy najchętniej prosimy o uwolnienie od tych trudności i oczekujemy pomocy, by dokonać „naszego” pokonanie ich – czyli wyrwania i usunięcia tych chwastów.

Tymczasem – jak uczy nas dzisiejsza przypowieść i cały sposób działania Boga objawiony w Jezusie Chrystusie – może jest potrzebne nasze cierpliwe i wytrwałe rośnięcie (specyficzne wzrastanie w doświadczaniu słabości) pośród tych przeciwności – z niewiedzą o co mamy prosić – byśmy, dzięki wspomaganiu przez Ducha Świętego, poznawali Boży plan działania, do którego jest przypisane ostateczne zwycięstwo, które bez wątpienia okaże się w pełni, ale dopiero po doświadczeniu krzyża.

Stąd prośba, modlitwa  – parafraza słów Księgi Mądrości:

Naucz, Panie, lud swój tym postępowaniem,
że sprawiedliwy powinien miłować ludzi.
I wlej synom swym wielką nadzieję,
że po występkach dajesz nawrócenie.

To wszystko jest możliwe dzięki mocy i działaniu Ducha Świętego w tych, którzy nie boją się wzrastać poród „chwastu” –  wszelkiego rodzaju przeciwności na wzór Jedynego Sprawiedliwego Jezusa Chrystusa dla objawienia chwały Boga Ojca.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Sianie ziarna (15. Ndz A – 200712)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Ewangelia 15. Niedzieli roku A przedstawia nam przypowieść Jezus o siewcy. Przypowieść o sianiu ziarna i różnych konsekwencjach a właściwie to skutkach czy owocach tego siania.

Siewca i okoliczności

Najpierw ważne jest stwierdzenie faktu, że jest siewca, który sieje. Czyni to jakby niezależnie od wszystkiego, co stanowi okoliczności itp.:

Oto siewca wyszedł siać.

Gdy patrzymy z dzisiejszego „ekonomicznego” punktu widzenia, uderza jakby „beztroska” tego siewcy. Powstaje w naszj myśli obraz jakby ten siewca nie zważał na to, na jakie miejsce pada ziarno.

Oczywiście mamy do czynienia z językiem przypowieści. Nie wszystkie szczegóły tego ilustracyjnego opowiadania są jednakowo ważne. Niemniej uderza, że są wymienione aż trzy „środowiska” niesprzyjające wzrostowi, w które pada ziarno:

jedne ziarna padły na drogę,
inne padły na grunt skalisty,
inne znowu padły między ciernie
.

Te wszystkie ziarna miały swoją żywotność, lecz okoliczności i warunki, w jakich przyszło im wzrastać uniemożliwiły przyniesienie spodziewanego plonu. Czy to z powodu ptaków, które wydziobały ziarna czy to z powodu niewłaściwego gruntu.

Tylko w czwartym przypadku jest mowa o dobrej, żyznej glebie, w które ziarno przyniosło plon. Ten plon jest też zróżnicowany:

jedno stokrotny,
drugie sześćdziesięciokrotny,
a inne trzydziestokrotny.

Przychodzi myśl, by wnioskować o wielkiej „nieracjonalności” siewcy i jego jakby brakiem zainteresowania tym, aby siane przez niego ziarno przyniosła jak największy plon.

Czy jednak opowiadanie tej przypowieści może koncentrować się tylko na motywie przynoszenia plonu przez to ziarno, które wpadło na ziemię żyzną? Czy te inne sposoby „padania ziarna” nie niosą też jasnego przesłania – wyzywającego nas do refleksji?

Wyjaśnienie Jezusa

Do uczniów, którzy na osobności Go pytali o znaczenie przypowieści, Jezus powiedział:

Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego,
im zaś nie dano.
Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie;
kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma.

Mamy więc do czynienia z różnymi stopniami poznawania tajemnicy królestwa. Tajemnica pozostanie zawsze tajemnicą. Będzie to tak długo i w takiej mierze, jak długo – z łaski i daru Bożego – nie odnajdziemy siebie we „wnętrzu” tajemnicy.

W Wyjaśnieniu, jakie Jezus daje uczniom, na pierwszy plan wysuwa się oczywiście przynoszenie plonu i to jak najbardziej obfitego. Czy można jednak na tym zakończyć wyjaśnianie przypowieści?

Po co te trzy inne „sposoby” padania ziarna? Oczywiście nie ma w nich mowy o przyniesieniu plonu. Czy jednak dla słuchaczy przypowieści nie mają one też jakiegoś sensownego przesłania?

Najpierw niewątpliwie jest w tym pewne ostrzeżenie: aby nie być „drogą”, „skałą” czy tym, który daje się zagłuszyć wszystkim innym czynnikom, a nie zwraca wystarczającej uwagi na Słowo. Jest to ważna nauka. Trzeba ją wielokrotnie i na różne sposoby powtarzać. Siewca bowiem stale sieje.

Wielkim odkryciem może być także to, że u tego siewcy ma jakiś sens nawet sianie ziarna ze świadomością, że przylecą ptaki i wydziobią, albo że ziarno nie znajdzie odpowiednich warunków do wzrastania.

Jest więc szansa, że te „negatywne” sposoby ustosunkowania wobec Słowa mogą ulec przemianie. Za nimi bowiem stoi nie sama „skała”, „droga”, „przeciwności”, lecz zawsze stoi człowiek. Słuchając może przeżywać przemianę. Może stawać się żyzną glebą. Potrzebne jest więc ukazywania niewłaściwego stosunku do Słowa, aby zaszła przemiana w samym człowieku.

Przypowieści są stale do przepowiadania. Można powiedzieć: aż do skutku.

Słowo Pana i jego moc

Z pomocą przychodzi nam dziś słowo wypowiedziane przez proroka Izajasza, który słyszymy w pierwszym czytaniu, które odnosi działanie Słowa Bożego do procesu nawadniania ziemi przez deszcz i śnieg:

tak słowo, które wychodzi z ust moich,
nie wraca do Mnie bezowocne,
zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem,
i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa
.

Za tym przesłaniem stoi prawda o niewyczerpującej się nigdy mocy Słowa. O swoistej wytrwałości lub wręcz nieustępliwości działania Pana Boga przez swoje słowo. Ten „odwieczny Siewca” stale sieje i to sieje bardzo obficie, a nawet czasem – oceniając z punktu widzenia ludzkiej tylko ekonomii – rozrzutnie.

Tajemnica Bożego działania i Bożego Królestwa

Pan Bóg nie przestaje posyłać swego słowa na te wszystkie „negatywne” sytuacje (droga, skała, przeciwności). Nie „kalkuluje” bowiem według bezpośredniej czy natychmiastowej „efektywności” działania słowa.

Naturalnie Słowo może powodować bezpośrednio obfity plon. Tak jednak może być, ale nie zawsze tak „musi” być. Bóg w swojej cierpliwości i wielkoduszności:

Sprawia to, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi,
i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych
(Mt 5,45).

U Boga bowiem nie ma nic niemożliwego (Jr 32,27; Łk 1,37). Możliwa jest przemiana każdej sytuacji „niepłodnej”, każdej skały, każdej drogi, każdej zduszonej przeciwnościami sytuacji w glebę żyzną.

Jest to dla nas wielkie pocieszenie. Jest to także mocne i zdecydowane wezwanie do stałej służby Słowu we wszystkich warunkach i okolicznościach. Takie rozumienie tajemnicy stawia nas we właściwej pozycji wobec wszystkich sytuacji – także tych „negatywnych”. Uwolnienia nas również z zależności od oczekiwania zawsze i wszędzie bezpośredniego efektu naszej posługi i uzależnienia naszych decyzji od spodziewanego przez nas (wykalkulowanego) obfitego plonu.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W Liturgii Słowa 14 Niedzieli roku A słyszymy fragment proroctwa Zachariasza. Jest to właściwie druga część księgi znanej pod tym imieniem. Bywa nazywana też Deutero-Zachariaszem. Jest to sześć ostatnich rozdziałów tej księgi (9 -14).

Sytuacja i czasy Deutero-Zachariasza

Proroctwo tej części księgi Zachariasza umiejscawia się w czasie po wygnaniu babilońskim – i to prawdopodobnie dość sporo. Najprawdopodobniej powstała w kontekście wielkich zwycięstw Aleksandra Wielkiego (druga połowa IV wieku przed Ch.). Powstały w związku z tym (po około 200 latach zależności od władców Persji) pewne nadzieje odbudowy odzyskania większej niezależności Izraela. Aleksander miał obiecać Żydom większe swobody.

Wszystkie oczekiwania związane z tym władcą prysły jednak z jego śmiercią. Zmarł czy to wskutek choroby, czy otrucia czy innych przyczyn w wieku trzydziestu kilku lat. Nastąpiły dla Jerozolimy trudniejsze czasy z powodu wewnętrznych walk o władzę w imperium. Przez tereny Judy przemieszczały się różne wojska. Nadto zmieniało się podejście wielu Żydów do kultury helleńskiej. W obliczu zmian wielu było gotowych przyjmować tę kulturę i zwyczaje. Tracili swoją właściwą tożsamość członków narodu wybranego i skłaniali się do kosmopolityzmu. To wszystko spotęguje się w następnych wiekach (Antioch IV Epifanes).

Na tym tle prorockie przesłanie tej części Księgi Zachariasza uzyskuje szczególny wydźwięk. Prorok z całą intensywnością ukierunkowuje członków Narodu Wybranego na wymiar mesjański i eschatologiczny właśnie przez odniesienie do działania Pana Boga jako tego, który w odpowiednim czasie da Pasterza i Mesjasza – niezależnie od sytuacji politycznej i planów ziemskich władców i ich osiągnięć.

Obraz właściwego władcy

Prorok prowadzi do zrozumienia tej wielkiej prawdy.  Ważnej wówczas i aktualnej dzisiaj, że dzieje ludzkości – a szczególnie wybranych do pełnienia misji wobec narodów – nie zależą od władców tego świata, lecz od wiernego i konsekwentnego przyjmowania przez wybranych działania Pana Boga. To działanie realizuje się właśnie przez Mesjasza.

Pamiętając o takim kontekście wypowiedzianego wówczas słowa i kontekście, w jakim my się dzisiaj znajdujemy słuchamy tego proroctwa – tej obietnicy. Im bardzie widzimy, że wciskają nam się ziemskie nadzieje i promocje, tym bardziej musimy być ostrożni, aby nie ulec ich powabom i płonnym obietnicom. Natomiast konieczne jest, abyśmy coraz to mocniej odnosili się do słowa – obietnicy dawanej nam od Boga za pośrednictwem proroctwa, które oświeca nasze życie.

Prorok natomiast kreśli zupełnie inny obraz właściwego władcy. Zupełnie inny od tych wszystkich, którzy zdobywają władzę przez walki, przemoc itd.

Raduj się wielce, Córo Syjonu,
wołaj radośnie, Córo Jeruzalem!
Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski.
Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy.

Wobec wszystkich tendencji i rozgrywek, jakie dominują w świecie i w kluczu których „władcy” tego świata układają relacje społeczne i ustanawiają prawa a czasem toczą wolny, Pan Bóg stawia ludziom zupełnie innego Władcę, Mesjasza, Króla, Pasterza.

 

W jaki sposób osiągnie swoje panowanie

Ten zapowiadany Władca – Mesjasz jest określony trzema przymiotnikami: sprawiedliwy, zwycięski i pokorny. Jego sprawiedliwość to jego jednoznaczne i całkowite odniesienie do Boga i Bożego Prawa. Tak mocne i tak jednoznaczne, że odda swoje życie za tę prawdę. Uczyni to wobec (w konfrontacji z) władzy religijnej (Sanhedryn) i wobec władzy państwowej (Piłat).

To, że będzie zwycięzcą, nie zależy od jego zdolności wojowniczych, organizacyjnych czy przebiegłości w uzyskiwaniu władzy. Jego zwycięstwo polega na pełnym uznaniu działania Boga, który prowadzi swoje dzieło wobec człowieka. To działania Boga „na Nim” okaże się w pełni, gdy – ukrzyżowany i złożony do grobu – zmartwychwstanie i da Ducha Świętego na przebaczenie wszystkim, którzy zawinili (są winni Jego śmierci). Prowadzi je innymi drogami niż ludzkie prawa dyplomacji i sztuki wojennej. Prowadzi je głównie przez przebaczenie.

Na tym też polega jego pokora. Nie stawia się w roli pana, lecz przyjmuje postawę i rolę sługi. Użyty tutaj termin to rdzeń tego wszystkiego, co mamy w określeniu anawim, a w dzisiejszej ewangelii oddane polskim określeniem prostaczkowie (gr nepioi)

Szczególny rys tej jego „władczej posługi” wyrazi się w tym, że wbrew wszystkiemu, co podpowiadają ludzkie doświadczenie zdobywania władzy i panowania nad narodami, On nie przyjmie logiki konfrontacji, która miałaby doprowadzić do zwycięstwa nad drugim, lecz „rozbroi” samego siebie. Uczyni to po to, aby zwycięstwo dokonało się prze przebaczenie i zjednoczenie – komunię i wspólnotę życia tych, którzy w sobie samych zniszczą „oręż wojenny”, oręż supremacji itp. Wyraża to poniższe sformułowanie prorockie:

On usunie rydwany z Efraima,
a konie z Jeruzalem;
łuk wojenny zostanie złamany.

Działanie mające doprowadzić do prawdziwego zwycięstwa rozpoczyna się w samym podmiocie, który to działanie podejmuje. Tym „podmiotem” jest Jezus i ci, którzy do Niego przychodzą i od Niego się uczą – przyjmują Jego logikę życia.

Jezus – Jego mesjańskie wołanie – propozycja dla naszego życia

Właśnie tę prawdę i tę tajemnicę Jezus wyraża w swoim zawołaniu wielbiącym Boga Ojca:

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi,
że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
a objawiłeś je prostaczkom.

Jest to tajemnica, do której dostęp jest możliwy tylko przez Jezusa i w oparciu o Niego. Konieczne jest zostawienie wszystkich „własnych koncepcji” układania relacji z drugimi. Bardzo trudno (czy nawet wręcz niemożliwe) jest to do pojęcia wszystkim przenikniętym własną mądrości i własnymi kalkulacjami.

Ci natomiast którzy z różnych racji i powodów są „pozbawieni” tych ludzkich prestiżowych atutów, mają jakby „łatwiejszy” dostęp do tej prawdy i tajemnicy Jezusa. Czasem są wręcz „zmuszeni” przez okoliczności i nie mają dokąd się udać, by uzyskać pomoc. Wtedy bardzo ważne jest to, czy im zostanie obwieszczona prze Ewangelię prawda i tajemnica Jezusa.

Dlatego Jezus woła:

Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię.

Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokornego serca,
a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie.

Prosimy Pana Boga, byśmy właściwie umieli wykorzystać wszystkie sytuacje naszego „rozbrajania” (bycia rozbrajanym, czasem wbrew naszej woli) z rydwanów Efraima i koni z Jeruzalem – to znaczy z „mocnych ośrodków” naszych przekonań, w których brniemy (czasem uciekając się do przemocy) i na różne sposoby kultywujemy samych siebie. Łatwo wtedy stajemy się bałwochwalcami. Działamy używając niejednokrotnie do tego nawet pewnych elementów religijnych. Bałwochwalstwo to powoduje rozdźwięki, napięcia, spory i wojny. Bóg stworzył nas natomiast do jedności i komunii.

Bp ZbK

Podziel się z innymi
Następna strona »

css.php