W trzydziestą trzecią Niedzielę roku A czytamy Ewangelię o talentach wg św. Mateusza (25,14-30). Jest to przypowieść znana i wielokrotnie komentowana. Bywa też bardzo często aplikowana do różnych sytuacji życiowych. W takich przypadkach myśli się też o różnych talentach. Naturalnie nie możemy wykluczyć możliwości takiego szerokiego zastosowania tej przypowieści do różnych czy wszystkich możliwych talentów, jakimi Bóg obdarza człowieka. Jeśli jednak uświadomimy sobie prawdę o tym, o co Jezusowi chodzi w Jego działalności wobec człowieka i w jakim kontekście swej działalności mówi o talentach, to wtedy musimy niejako zacieśnić zakres tych odniesień i wiedzieć przede wszystkim to, co dotyczy sytuacji potrzeby zbawienia człowieka, czyli darów Ducha Świętego. Spróbujemy w to wniknąć.

Najpierw przytoczmy istotne elementy dialogu „rozrachunku” dwóch pierwszych sług i trzeciego sługi z panem, który wcześniej powierzył im talenty.

Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! (…)Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem…

Odbierzcie mu ten talent… Tego nieużytecznego sługę wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności…

 Dla pełnego zrozumienia tej przypowieści, a w szczególności tych słów pochwały skierowanych do jednych sług i słów ostrej krytyki skierowanych do ostatniego sługi, dobrze jest pamiętać, że Jezus wypowiada tę przypowieść w ramach swej mowy eschatologicznej. Jest to ostatnia przypowieść przed proroczą wizją sądu ostatecznego. Zamiarem Jezusa jest zapewne to, by skierować myśl i ducha człowieka na końcowy i definitywny „rozrachunek” z życiem. 

Talenty – okazja do poznania mocy daru Pana

 W Ewangeliach wszystko odbywa się w kluczu zbawienia człowieka i ma odniesienie do realizacji tego zbawienia. To Bóg w Jezusie Chrystusie powierza owoce swego zbawczego dzieła człowiekowi, by człowiek mógł wejść do Jego Królestwa i cieszyć się tam szczęśliwym życiem. Z mniejszym czy większym podkreśleniem musimy zwrócić uwagę, że sam Jezus jest w sytuacji kogoś, kto znajduje się przed faktem swoistego opuszczenia kraju, w którym pracował, nauczał dokonywał cudów. Teraz oto stoi przed wielkim wydarzeniem „opuszczenia swego kraju” i to On powierzy owoce swego dzieła swoim sługom.Prawda o Jego odejściu nie jest jednak jedyną prawdą czy nie jest całą prawdą. On powróci. On powróci ze swej Męki jako zmartwychwstały. On też powróci na końcu czasów jako sędzia wszystkich i wszystkiego. Wtedy objawi się cała Jego prawda. Objawi się ona także w tych, którzy przyjęli Go, którzy przyjęli od Niego „talenty”, którzy te dary przeżyli swoim życiu jako skuteczne i przynoszące owoc nowego życia.

Pan powierza talenty swoim sługom, bo ma do nich zaufanie i chce wprowadzić ich w udział w swoich dobrach. Więcej, chce wprowadzić ich w doświadczenie, że Jego dary są skuteczne i mogą przynosić owoc.W człowieku, który nimi operuje powstaje doświadczenie prawdziwości i wierności tego, kto mu dary powierzył. To może być skuteczne i przynieść dobre rezultaty nawet, gdyby komuś wydawało się, że pan jest wymagający – chce żąć, gdzie nie posiał i zbierać, gdzie nie rozsypał. Nawet tego rodzaju przekonanie czy uprzedzenie nie może zniwelować prawdy o skutecznej operatywności powierzonych człowiekowi darów. Ich skuteczność może jednak okazać się prawdziwa tylko wtedy, gdy ten, kto je otrzymał, puści je w obrót, a nie zatrzyma ich dla siebie. Inaczej mówiąc, będzie wierzył, że pan go nie oszukał, że talenty od niego otrzymane nadają się do wpuszczenia w obrót i do przynoszenia zysku.

Można powiedzieć, że chodzi o coś jeszcze większego. Ryzykując wpuszczenie w obrót otrzymanych talentów sługa wchodzi w relację bliskości ze swoim panem. To się okaże na końcu, gdy usłyszy słowa: „Wejdź do radości twego pana”  i otrzyma obietnicę bycia postawionym nad wieloma dobrami. Jest to wyraz udziału w dobrach pana. 

Lęk przed ryzykiem i brak zaufania wobec Pana

Nie zawsze jednak dar Pana spotka się z przyjęciem takim, które otwiera samego sługę na stosowne puszczenie daru w obrót i na zaryzykowanie. Przykład ostatniego sługi na to wskazuje. Jego słowa wypowiedziane przy oddawaniu otrzymanego talentu są wymowne. Po określeniu pana jako człowieka twardego, niejako usprawiedliwiając samego siebie ale jednocześnie odcinając się od swego pana przez brak zaufania, mówi: Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!

Warto zapamiętać następujące elementy rozumowania i postawy tego sługi: Uważa on swego pana za twardego, który chce żąć gdzie nie posiał i zbierać, gdzie nie rozsypał. Postrzega swego pana jako kogoś, wobec kogo nie można mieć zaufania i przed kim trzeba mieć lęk, aby nie zostać wykorzystanym. On z takim panem nie chce mieć nic wspólnego: „ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!” To sam sługa niejako wydał na siebie wyrok, że nie ma nic wspólnego ze swoim panem. Ob. przechował własność Pana, ale z niej nie skorzystał. Szansa poznania mocy daru Pana, jaką otrzymał, okazała sił zmarnowana. Nie tylko dlatego że niczego nie zyskał, ale przede wszystkim dlatego, że nie poznał Pana i z Nim się w swoim życiu rozminął.

 

Chrześcijaństwo to przede wszystkim odkrywanie relacji z Panem

Gdy spojrzymy całościowo na wydźwięk tej przypowieści, to widzimy, iż przez nią Jezus chce wzbudzić poczucie pewności i zaufania u tych, którzy będą mieć udział w znajomości Jego misterium Paschalnego. Powierza On swoim sługom cząstkę tajemnicy siebie i chce, by ona w nich wzrastała i przynosiła owoc. Będzie ona wzrastała tylko pod warunkiem, że oni zaryzykują, czyli wpuszczą otrzymaną tajemnicę w obrót. Będzie to oznaczało dla nich korzystanie w ich życiu z Jego mocy umierania i zmartwychwstania. Korzystania z Jego odejścia i powrotu. To będzie dokonywać się w ich życiu mocą Jego Ducha. Możemy nawet powiedzieć, że pod znakiem owych talentów jest ukryty dar Ducha Świętego, który chce skutecznie działać w człowieku i przynosić obfity owoc.

Konieczne jest jednak, aby człowiek nie postrzegał owych „wymagań” ewangelijnych, jakie są ukazane w sposób najbardziej dobitny w Kazaniu na Górze, jako wymagań Pana, który chce żąć, gdzie nie posiał i zbierać gdzie nie rozsypał , lecz jako obietnicę i dar Pana, który siebie udziela, aby w człowieku spełniło się to, co spełniło się w Nim samym. Ty wymagania jawią się bowiem jako zbyt wielkie a czasem wprost niesprawiedliwe dla człowieka myślącego tylko swoimi kategoriami, według swojego ducha; dla człowieka myślącego kategoriami swojego dobra. Takimi, przeciwnymi myśleniu człowieka, są np. nadstawienie drugiego policzka, miłość nieprzyjaciół, nieopieranie się złu (zob. Mt 5,20-48). Te prawdy i te  rzeczywistości mogą się spełnić w człowieku tylko mocą Ducha Jezusa Chrystusa. On zaś Go daje wszystkim, którzy są gotowi przystąpić do Niego i pozwolić Mu w sobie działać.

Nie wszyscy jednak chcemy takie talenty otrzymywać i nie wszyscy chcemy takimi talentami operować, tzn. wpuszczać je w obrót tak, by one na nas przynosiły owoc. Nie wszyscy chcemy poddać się logice tych talentów, byśmy któregoś dnia mogli stanąć przed Panem i powiedzieć: Twoje talenty we mnie sprawdziły się, sprawiły we mnie podobne rzeczywistości, o jakich Ty, Panie, mówiłeś, jakie stały się w Tobie. Czasem wolimy zakopać ten talent i żyć do przyjścia Pana tak, jak byśmy go nie otrzymali. Jednakże wtedy choćbyśmy robili nie wiadomo co i dokonali nie wiadomo jakich dzieł, to wszystko nie będzie owocem z owego daru Pana. Jego talent nie został bowiem w nas dopuszczony do działania. Nie będziemy mieć relacji z Nim. Jeśli więc w czas się nie nawrócimy, może nas spotkać wyrzut i odrzucenie, jak w przypadku owego sługi złego i gnuśnego. Musimy jednak sobie przypominać i do tego się nawzajem zachęcać, byśmy byli świadomi, że dar Pana jest zawsze aktualny i zawsze, jak długo żyjemy, możemy go przyjmować i puszczać w obrót. Czasem jest też nam dana łaska zadziwienia, co ten dar w nas może sprawić i czasem jest nam też dawany udział w radości naszego Pana.

Ta przypowieść ma szczególny walor i znacznie, gdy ją odczytamy w kluczu katechumenalnym, czyli jako swoisty sprawdzian tego, czy Duch Jezusa Chrystusa przynosi owoce w życiu tych, którzy – przygotowując się do Chrztu – otrzymali zadatek mocy Jezusa Chrystusa, by doświadczyć w sobie owoców tej mocy.

Zakończę modlitewnym wezwaniem:

Panie, daj nam ducha zawierzenia Tobie, byśmy pozwalali działać Twojemu Duchowi w nas.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

38 komentarzy

  1. Il Vangelo di domani (16/11/08) é quello dei talenti. Si somilia alla parabola del seminatore che gioca il seme sulla terra. Sembra che da parte di Dio, Egi voglia che la sua creatura faccia scaturire dal di dentro di se segni del amor che ci fá essere figlio Suo. É l’amore del Padre che fá si’ che siamo suoi figli.
    La parábola dei talenti per il cristiano di oggi ci fa prendere coscenza del dovere di donarsi alle persone che hanno bisogno di aiuto. I doni che Dio ci ha donato sono per fare il bene. Per vivere e fare vivere in plenitudine. Penso anche che Dio ci chieda di essere responsabili dinazi alla vita, ai talenti, di farli crescere come risposta di amore per il suo Amore incondizionato.

    #1 S. Albina - Brasile
  2. To prawda.Duch zawierzenia jest duchem działania Boga w nas.Można bez problemu to sprawdzić.Byle szczerze wewnątrz i czysto.

    #2 K.
  3. Co znaczy:”nieopieranie się złu”?
    pokój,
    agnieszka CS

    #3 agnieszka CS
  4. Pan Jezus powierza mi talenty, bo ma do mnie zaufanie,chce,żebym przez to miała udział w Jego dobrach. Robi to wszystko za darmo, bezinteresownie. Czyż to nie wspaniałe?!
    „Wystarczy zaryzykować”, zaufać Mu bezgranicznie i-jak napisał Ks. Biskup „puścić w obrót” otrzymane dary, by kiedyś mieć udział w radości wiecznej.Trudne to zadanie, a nawet można powiedzieć „duże wyzwanie”,lecz, z Bożą pomocą,WYKONALNE. A zatem wołam:
    ” Ty tylko mnie poprowadź
    Tobie powierzam mą drogę.
    Ty tylko mnie poprowadź
    Panie mój!”

    #4 Justyna
  5. Dziękuję Księdzu Biskupowi za tę katechezę. To największy komplement dla człowieka, że Bóg ma do człowieka zaufanie. 🙂 Co do ryzyka – o ileż bardziej ryzykuje Bóg ufając nam, niż my ryzykujemy ufając Mu! 🙂
    Przyjęło się rozumieć, że owe talenty, to indywidualne predyspozycje każdego człowieka, tymczasem każdy sługa otrzymał talenty „według swoich zdolności”.
    Co do zadziwiających przemian, jakich Bóg w nas dokonuje, to przeczytałam ostatnio bardzo pokrzepiające słowa w jednym z listów św. Matki Teresy z Kalkuty:
    „Przedtem krzyże na ogół mnie przerażały – zwykle dostawałam gęsiej skórki na myśl o cierpieniu – ale teraz przyjmuję cierpienie, zanim jeszcze się rzeczywiście pojawi”
    Pozdrawiam 🙂

    #5 Fasola
  6. Dziekuje za katechezę. Bogu niech będą dzieki. Kazdy z nas otrzymal na chrzcie sw. talent, by byc chrzescijaninem. I na mocy chrztu mam obowiazek glosic dobrą nowinę. I wszysko zalezy ode mie, czy chce to robic, czy nie. Ja widze wiele razy, że nie jestem zdolny do tego. Ale w tym wszystkim pomaga i przynagla slowo Chrystusa o talencie a najbardziej slowo: Caritas Christi urget nos (2Kor 5,14) i biada mi, gdybym nie glosil ewangelii jako swiecki.

    #6 grzes
  7. „Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności /…/”
    Zastanawia jakie jest znaczenie owych „zdolności”, które są powodem różnego obdarowania talentami.
    Rzeczywiście, nie jesteśmy jednakowo uzdolnieni – ani co do rodzaju (i to jest akurat łatwe do przyjęcia), ani co do rozmiaru i różnorodności uzdolnień (a to już może być trudniejszą prawdą).
    Jeśli dobrze rozumiem, to z jednej strony bardzo uzdolniony człowiek potrzebuje dużo łaski (tj. Bożych talentów – darów Ducha Świętego) aby te zdolności przyniosły dobre i obfite owoce. Z drugiej strony kogo jak nie uzdolnionego człowieka Bóg powołał do życia aby powierzyć mu bogactwo swej łaski do wykonania różnorodnych dzieł dla dobra wszystkich ludzi.
    Same zdolności to tylko potencjalne możliwości drzemiące w człowieku. Talenty darów Ducha Świętego każdy z nas, ochrzczonych otrzymał w obfitości na miarę naszego życia.
    I nigdy nie zabraknie mi łaski Bożej abym nie zmarnował swego życia, abym osiągnął świętość … tą jaką przygotował mi Bóg – jedyną dla mnie specjalnie.
    Czy tak?

    #7 mały
  8. Wszyscy, którzy chcą pomóc Kongu za pośrednictwem polskich misjonarzy mogą to zrobić wysyłając SMS o treści „pomagam” na nr 72902.

    #8 michael
  9. Wczoraj brałam udział w Sympozjum liturgicznym naszej diecezji. („Brałam udział” to chyba za dużo powiedziane – powiedzmy, słuchałam wykładów i dyskusji). Kilkoma spostrzeżeniami chcę się podzielić z czytelnikami bloga Księdza Biskupa.
    Na początku – o tematyce. Poświęcone było obrzędom chrześcijańskiego wtajemniczenia sprawowanym w okresie Wielkiego Postu. Te obrzędy poprzedzają przyjecie sakramentów wtajemniczenia przez dorosłych. Ponieważ śledziłam przygotowanie dorosłego – Michała do tych sakramentów za pośrednictwem KRP dlatego tematyka była dla mnie bardzo interesująca.
    O prelegentach. Największe wrażenie zrobili na mnie: Ks. prof. dr hab. Roman Murawski SDB, którego wykład „Inicjacyjne aspekty Wielkiego Postu w starożytnym katechumenacie” był wg mnie perfekcyjnie skonstruowany i przedstawiony oraz Ks. prał. Zbigniew Czerwiński, który swój wykład w formie katechezy „Wymiar egzystencjalny obrzędów przekazania symbolu wiary i modlitwy Ojcze nasz oraz obrzędu oddania symbolu wiary” przedstawił w brawurowy sposób. O tym, że serce i umysł poruszył wykład Ks. Bpa Zbigniewa Kiernikowskiego nie muszę pisać 🙂
    Kilka słów osobistej refleksji.
    Zazdrościłam Pani Uli, która uczestniczyła w przygotowaniu Michała do przyjęcia sakramentów wtajemniczenia oraz jednocześnie swojego synka Jasia do chrztu. Wzruszyło mnie świadectwo Państwa Bielińskich, którzy opowiadali, że traktowali Michała, jak swojego syna.
    Zdałam sobie też sprawę z tego, że – niestety – popełniliśmy w naszej rodzinie wiele błędów wychowując nasze dzieci. Nie byliśmy najlepszym środowiskiem do przekazania im wiary. Może nie najgorszym, ale do ideału wiele brakowało…
    Ten smutny wniosek doprowadził mnie do wniosku, że jako grzesznicy zasługujemy na śmierć. A przecież żyjemy…
    Kłania się nauczanie Księdza Biskupa, że świadomość naszych grzechów jest ratunkiem dla nas, bo łatwiej jest znosić spotykające nas niesprawiedliwości. Wtedy każdy uśmiech, spotkanie, życzliwość jest darem, łaską niczym nie zasłużoną. I to sobie wczoraj uświadomiłam…
    Pozdrawiam 🙂

    #9 julia
  10. Michael #8, a może mogłabyś podać jakiś nr konta albo stronę, gdzie można je znaleźć?

    #10 basa
  11. Pan Bóg obdarza kazdego z nas talentami. Talenty te nie oznaczają pieniedzy,złota itp.,ale dary Boze,do kórych zaliczaja sie:slowo Boze,znajomosc tajemnic królestwa Bozego,laska Boza.Aby mógl pomnazac te dary,powinienem nieustannie współpracowac z Dawca darów,Bóg tego sie domaga od kazdego z nas.Nagroda za wierne wypełnienie Bozych polecen jest dar radosci,czyli dar prawdziwego zycia.Nacze czyny ida za nami i decyduja o naszym wieczynm przeznaczeniu:czeka nas wieczne potepienie albo wieczne zbawienie.A wiec liczy sie czyn,a nie piekne slowa,a priorytetem wsród wszystkich czynów jest milosc

    #11 M grzesznik
  12. Wiele lat słuchania słowa, bycia w kościele, abym zrozumiała, że mam postawę tego, który otrzymał jeden talent – brak wdzięczności ojcu za życie, za talent (czyli Chrystusa, Ducha Śiętego).Ta moja postawa to „ja sama i wszystko ode mnie zależy”. Ona blokuje bardzo i powoduje życie smutnym, małostkowym. Chcę się w związku z tym modlić, jak Ks. Biskup: Panie, daj nam ducha zawierzenia Tobie, byśmy pozwalali działać Twojemu Duchowi w nas.

    #12 matka5
  13. basa,
    oto numer konta i adres strony:
    konto: 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526
    http://info.wiara.pl/index.php?grupa=4&art=1226864908
    Pozdrawiam 🙂

    #13 michael
  14. Michael, dziękuję.

    #14 basa
  15. Ja mam pytanie: Czy jest możliwe, że Pan powie: „Za mało zarobiłaś.” ?
    Ja mam wrażenie, że ja ten dar Pana przyjmuję, ale czasami zakopuję go w ziemię, by za jakiś czas znowu wykopać. Czyli coś tam zarobię, ale pewnie nie tyle, ile mogłabym.
    Ale co zrobić, jeśli jest się tylko grzesznym człowiekiem ?
    A przecież, gdybym nie korzystała z tego daru nie zarobiłabym nawet tyle.

    #15 basa
  16. basa,
    miałem podobną myśl podczas Mszy wczorajszej. Ale myślę że nawet jak stracisz to nie jest źle, byle żeby próbować. A raczej zarobisz (stracisz) tyle ile Ci dano. Bóg dobrze wie na co Cię stać. Problem w tym by nie usiąść i nie zamknąć się w „małej stabilizacji”, nie być letnim.

    Pozdrowienia
    ZS

    #16 Zbyszek
  17. Początkowo wystraszyłam się, bo pomyślałam, że może być tak, że usłyszę twarde słowa. Jednak pragnienie poznawania Pana w Jego darach dla mnie, w relacji przewyższa to wszystko co mnie zatrzymuje. Ucieszyły mnie słowa, że zawsze możemy sięgać do podarowanego talentu, że jest aktualny i nie przemija, aby sprawiać w nas dobro. Jaki niepotrzebny jest ten lęk przed ryzykowaniem siebie. Wydaje się, że czymś innym jest szukanie ratunku i oparcia w Nim w sytuacji zagrożenia, przeżywanych trudności i wiara w życie silniejsze od śmierci, niż ryzykowanie siebie z własnej woli. Z drugiej strony ta Ewangelia przypomina, że jestem sługą Boga i daje właściwą perspektywę w której talenty nie wyglądają jak wymagania.
    Pozdrawiam

    #17 AnnaK
  18. Zawierzenie to nasza decyzja, byle szczerze i z pragnienia serca wyznac Jezusa Panem swojego zycia
    ( Rz. 10.8-13 ), a Bóg zacznie prostowac nasze sciezki. Dialog z Bogiem poprzez Słowo Boze nauczy nas Bozych dróg, wprowadzi w prawde o sobie i uzdolni do zycia dla innych.
    ” Kto szuka Boga znajdzie szczescie, kto szuka szczescia z daleka od Boga znajdzie egoizm i frustracje”

    #18 Wojownik Pana nr 2
  19. „Nie wszyscy jednak chcemy takie talenty otrzymywać…”. Dziękuję za tak jednoznaczne podsumowanie. Łatwo przywdziać najmodniejszy płaszczyk chrześcijaństwa niże pozwolić na pełne działanie Gospodarza i bezgranicznie Mu zaufać, bo tylko On ma rację.

    #19 zw
  20. Baso i Zbyszku, każdemu, kto jak św. Piotr mówi: „odejdź Panie, bo jestem człowiek grzeszny”, odpowiada Bóg to samo co Piotrowi: „nie bój się”; każdemu kto jak święty Paweł prosi Pana, by od niego odszedł, mówi Pan to samo co Pawłowi: „WYSTARCZY CI MOJEJ ŁASKI” 🙂
    Na dnie Waszych wątpliwości kryje się pytanie, czy jednak okazuje się, że na zbawienie trzeba sobie zapracować? W tej przypowieści (w moim rozumieniu) nie chodzi o zarabianie na zbawienie, o zasługiwanie na zbawienie, ale chodzi o odpowiedzialność za otrzymane dary (zob. np. Prz 11,26)
    Pozdrawiam 🙂

    #20 Fasola
  21. Kolejne dopowiedzenie/wyjaśnienie do ‚Talentów’, które dzisiaj usłyszałam to:
    (Łk 19,2.8) „ A /był tam/ pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty… Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie…”

    (Ap 3,17-18) „Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi.(18) Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego…”

    Jesteśmy obdarowywani ‚bez płacenia’ – czy cenię Bogactwo czy bogactwo?

    #21 ze
  22. Fasolo,
    mój punkt widzenia jest inny. Od dawna wiem że mam pewne talenty i właściwie zawsze wierzyłem że zostały mi dane po coś. Taki dar daje też inną możliwość – lekkiego życia. To tak jak w szkole: zdolny uczeń szybko rozwiązuje zadania i może w spokoju oddać się lenistwu. A i pycha rośnie („patrzcie jaki jestem dobry”). W życiu jest trochę trudniej – jak daleko trzeba posunąć się w „eksploracji” swoich talentów? Jest to trudne pytanie. Widziałem katolickich biznesmenów, którzy siadali na laurach. Z jednej strony mają co im potrzeba. Nie muszą przeć dalej. Z drugiej – czy po to powierzył im Pan talenty by dobrze i wygodnie im się wiodło?

    #22 Zbyszek
  23. I jeszcze jedno na co zwrócił mi uwagę Jurek w poprzednim temacie. JE napisał:
    „dla chrześcijanina nie jest więc istotne to, co on zrobi dla Boga –…- lecz to, na co on pozwoli, aby Bóg w nim dokonał, przemieniając jego myślenie i jego sposób postępowania oraz uzdalniając go do nowego życia – do życia w pojednaniu i komunii…”. Czy to nie jest dopełnieniem naszej dyskusji o talentach? Problem tylko w tym, że często mylimy nasze widzimisie z działaniem Ducha Świętego!

    #23 Zbyszek
  24. Fasola, boję się z tobą dyskutować, ale spróbuję.
    Być może masz rację, że na dnie jest to pytanie o zasługiwanie, ale mi nie o to chodziło. Życie niestety rzadko jest tak jednoznaczne, czarno-białe. Jest jeszcze ten środek. Czy ty zawsze w 100% obracasz talentami? Ja obawiam się, że ja czasami je zakopuję. Stąd moje pytanie: Co z tym środkiem?
    A tak w ogóle to tłucze mi się po głowie myśl, że nie można zarobić za mało. Bo to jest właśnie tyle co trzeba. To chciał mi chyba powiedzieć Zbyszek. Pan przecież nie stawia warunku, ile sługa ma zarobić. I być może nawet i ten trzeci sługa, gdyby wcześniej nie odrzucił Pana, może nadal mógłby korzystać z Jego łaski? Nie wiem.
    I nie mówię: „Panie odejdź, bo jestem grzeszna” Ja myślę w przeciwnym kierunku: Panie przyjdź, bo jestem grzeszna. Potrzebuję Ciebie, pomóż mi.
    Wiesz, że czuję się słaba i tylko od Niego czerpię siłę do życia.

    #24 basa
  25. Ojcze Biskupie,
    chciałabym zadać pytanie dotyczące przebaczenia. Otóż mając Ducha Jezusa Chrystusa mogę wybaczyć (jestem w ciągłej dyspozycji), nawet jeśli ktoś nie widzi swej winy, nie przeprasza i nie prosi o wybaczenie. Można iść dalej i wyartykułować tę gotowość serca poprzez wypowiedzenie słowa: wybaczam, gdy nadal tamten nie widzi swej winy. Czy wypowiedziane w uniżeniu WYBACZAM jest rzucaniem pereł przed świnie? Ale przecież Jezus umarł za nas, gdy bylismy grzesznikami. Zatem, czy pożyteczne dla obojga może okazać się takie wystawianie na odrzucenie, gdy wiadomo, że ten drugi nie widzi jeszcze swojej winy?

    Subtelna to sprawa o którą pytam. Zdaję sobie sprawę, że taka sytuacja jest okazją wejścia w nawrócenia dla jednego i drugiego. Może mam za wysokie loty, jak to się mówi, ale jeśli ma się na to Ducha w danej sytuacji, to czy są jakieś przesłanki by tego WYBACZAM nie wyartykułować?
    Będziemy wdzięczni za jakikolwiek komentarz.
    pokój,
    agnieszka CS

    #25 agnieszka CS
  26. i jeszcze zakopane talenty
    Ap 3:1-6 „…Znam twoje czyny: masz imię, [które mówi], że żyjesz, a jesteś umarły. Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć, bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga…”
    Każdy dar mogę zakopać i zachwycać się, że żyję – czy jednak żyję. Umrzeć, by żył Dar Pana Boga. Prawdziwym staje się talent, któremu pozwolę umrzeć. Dopiero dar oddany staje się Darem…

    #26 ze
  27. Zbyszku, nie wiem, w jakim celu miałabym dyskutować o katolickich biznesmenach, którzy siedli na laurach. Piszesz, że „mają co im potrzeba”. Pytanie tylko, co ma do tego Bóg i przypowieść o talentach? Będę wdzięczna za rozwinięcie Twojej myśli, bo na tą chwilę nie widzę związku.
    Wart jest robotnik swojej strawy, więc nie ma w tym chyba nic złego (?), że się komuś dobrze i wygodnie wiedzie – w każdym razie dopóki to powodzenie, sukces nie staje się priorytetem.
    Pytasz (#15) Baso: „co zrobić, jeśli się jest tylko grzesznym człowiekiem?”. Odpowiem więc pytaniem: czy znasz kogoś, kto nie jest/był tylko grzesznym człowiekiem? (nie licząc oczywiście Jezusa i Maryi) Ta przypowieść o talentach jest także przestrogą przed kontemplowaniem własnej słabości.
    Czy ja zawsze w 100% obracam talentami? Nie mam pojęcia, jak mierzyć wydajność w korzystaniu z darów Ducha Świętego 🙂 Kiedy mogę powiedzieć: wykorzystałam łaski Ducha Świętego w 100%? Każdy z nas marnotrawi łaski od Boga. Przychodzimy do sakramentu pojednania jako ci, którzy zmarnotrawili łaski, roztrwonili talenty (Jk 4,17)

    #27 Fasola
  28. Fasolo,
    bo to o mnie, a właściwie moim dylemacie. Do prowadzenia biznesu potrzebny jest jakiś tam talent. Pochodzi on od Pana. Czy go dobrze wykorzystuje? Czy powinienem lepiej je wykorzystywać czy poprzestać na tym co już osiągnąłem? Daj znać czy wyrażam się jasno 🙂

    #28 Zbyszek
  29. Fasola, nie rozumiesz. Ja nie kontenpluję mojej słabości. Ja tak się czuję. I nawet cieszę się z niej, bo dzięki niej może się we mnie ujawnić moc Chrystusa: „Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.” (2K12,9-10)

    #29 basa
  30. P.S. Jeśli ci to przeszkadza, postaram się już nie wspominać o mojej słabości.

    #30 basa
  31. Wyrażasz się Zbyszku jasno 🙂 Myślę, że dobrze sobie zadać pytanie o to, co motywuje do poprzestania na tym, co już osiągnięte? „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28), więc wierzę, że Bóg na Twoje wątpliwości odpowie Ci bardzo konkretnie. Niedawno przeczytałam taką wspaniałą sentencję: „Titanica zbudowali profesjonaliści, a arkę Noego zbudował amator”, warto się więc Bożych instrukcji trzymać 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    #31 Fasola
  32. Co znaczy:”nieopieranie się złu”?
    pokój,
    agnieszka CS
    +++++++++++++++++++++++++

    Proponuje lekturę:

    http://mateusz.pl/ksiazki/chpo/chpo4-06.htm

    #32 neon
  33. Zbyszku,
    Spójrz na to z innej perspektywy:Mamy właściwie jeden skarb,talent,dar lub jak by go nie nazwać a mianowicie zdolność życia poprzez wydawanie siebie dla innych,służenie innym,dystansowanie się od własnej interesowności.Jeśli nasze działanie opiera się na tym skarbie,wszystkie inne „talenty”ustawiają się same w odpowiednią formę.Np.składam ofertę dla kontrahenta na swoje produkty.Konkurent ma ofertę lepszą .Jeśli myślę jedynie o sobie i mam do tego odpowiednie umiejętności mogę przeforsować moją, gorszą obiektywnie ofertę aby dostać kontrakt.Traci na tym Klient oraz Konkurent, zyskuję finansowo ja.Jeśli potrafię przyznać się do porażki i pozwolę na zadziałanie we mnie mechanizmu umierania,będę się cieszył z tego że ktoś otrzymał lepszy produkt a ten kto go dostarczył otrzymał słuszne wynagrodzenie.Ja natomiast będę miał motywację do poprawienia swojej pracy aby moja następna oferta była jeszcze lepsza.
    Dla jasności nie nazywałbym jednym słowem daru życia nie-dla-siebie i psychofizycznych umiejętności człowieka.

    #33 Grzegorz
  34. Fasola,
    porównanie Tytanika z arką jest genialne!!!!
    Dziękuję!
    🙂

    #34 Zbyszek
  35. Zbyszku,
    Pytasz czy poprzestać na tym co jest ,co osiągnęliśmy.Dary lub też Dar wykorzystujemy codziennie , bo sytuacje do tego odpowiednie codziennie Pan Bóg nam daje.Każdy kontakt z drugim człowiekiem, każda podejmowana decyzja jest do tego okazją.Co ciekawe wystarczy „tylko” zauważyć a reszta dzieje się sama.Wtedy widać że ośrodek decyzyjny jest poza mną,że nie ja jestem autorem mojego działania.
    Czy zgodzisz sie ze mną iż właściwą płaszczyzną każdego działania biznesowego jest sfera relacji międzyludzkich a sfera materialna jest jedynie efektem być może niezbędnym ale drugoplanowym?

    #35 Grzegorz
  36. Grzegorzu,
    człowiek jest sednem dobrego biznesu. Z ciekawej strony naświetliłeś otrzymanie Daru. Coś mi się rodzi w nawiązaniu, ale jeszcze nie wiem co 🙂

    #36 Zbyszek
  37. Baso, nawet gdyby mi to przeszkadzało, że dużo piszesz o swoich słabościach, to jeszcze nie oznacza, że Twoje pisanie o tym jest złe i powinnaś tego zaniechać. Ja przecież nie jestem żadną wyrocznią. Mówiąc językiem współczesnej psychologii – trochę asertywności, Baso! 🙂

    #37 Fasola
  38. Fasola, to właśnie wg mnie jest asertywność. Ja chociaż mam prawo pisać o mojej słabości, mogę tego nie robić, jeśli ciebie to drażni. Ale to jest tylko rozważanie teoretyczne, bo ci to przecież nie przeszkadza.

    #38 basa

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php