Po przeżyciu czasu liturgicznego skoncentrowanego na celebrowaniu Misterium Paschalnego Jezusa Chrystusa i Daru Ducha Świętego Kościół proponuje w Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Jest to Uroczystość dająca nam szansę głębszego wnikania w Tajemnicę samego Boga, który objawił się w Jezusie, Wcielonym Synu Bożym i udziela się jako Dar Ducha Bożego, by człowiek – stosownie do swojej stworzonej sytuacji (kondycji) mógł mieć jakiś udział nie tylko w poznaniu wewnętrznego życia samego Boga, ale także udział w uczestniczeniu w tym Bożym życiu i korzystaniu z tego życia. Można w powiedzieć, że jest to zaproszenie do udziału w wewnętrznym życiu Trójcy Przenajświętszej.

W czytanej na tę Uroczystość Ewangelii w roku C (J 16,12-15) słyszymy słowa, jakie Jezus mówi o Duchu Świętym: 

On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje.
Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi
 (J 16,14n).

Widzimy z tych słów Jezusa, że Duch Święty jest tym, który sprawia czy „organizuje” relacje między Ojcem i Synem. Między Ojcem i Synem jest jedność i równość „posiadania” wszystkiego. Syn wie, że wszystko, co jest Ojca jest jednocześnie także i Jego, to jest Syna. Ojciec, który zrodził Syna wszystko Jemu daje, a Syn przyjmując wszystko, niczego dla siebie nie zatrzymuje. Jest Synem, który stale żyje z daru życia Ojca. Jest Synem, który życia nie zatrzymuje dla siebie, lecz je stale daje tym, którzy życia potrzebują. 

1. Jezus wskazuje na coś, czego człowiek „jeszcze” nie może znieść

Te słowa Jezus mówi czyniąc jakby „przedtakt” (uwerturę) do tego, co powie o Duchu Świętym, który – gdy przyjdzie – wszystkiego nauczy. I doprowadzi do całej prawdy. Są rzeczy i prawdy, których człowiek sam z siebie nie jest w stanie ani pojąć ani znieść. 

Odpowiadając krótko na pytanie o jaką „całą prawdę tutaj chodzi, możemy powiedzieć, że chodzi o prawdę relacji i prawdę życia. Albo inaczej: o zasadę życia. Czyli czy życie to proces skoncentrowania się na sobie, zatrzymywania życia dla siebie, zabezpieczania swego życia itp., żeby być według siebie dla siebie.

Tak odczuwa człowiek po grzechu i pod wpływem takiej logiki siebie „auto-kreuje”, samo-stwarza dla siebie, dla realizacji swojej wizji życia. Zycie bowiem jawi mu się jako coś co mu stale ucieka i co musi zdobywać i czego musi bronić. Taki człowiek nie ma innego ducha, jak tylko swojego. Nie ma innej koncepcji życia, jak tylko swoją. Krótko i popularnie mówiąc, taki człowiek jest egoistą.

Wyrażając zaś tę prawdę refleksyjnie i w jakiś sposób filozoficznie, taka koncepcja życia, stawiając człowieka po środku wszystkiego i dla niego samego, prowadzi do destrukcji i martwoty życia. Deprawuje wszystkie relacje między osobami czy to w małym czy szerokim wymiarze. Przeniesiona na płaszczyznę zarządzania społecznościami prowadzi do powstania totalitarnych systemów, które w założeniach miałyby służyć człowiekowi, a w rzeczywistości prowadzą do niszczenia tego, co stanowi o człowieczeństwie: wolności relacji w oddawaniu siebie. Takimi były w ostatnim stuleciu przede wszystkim hitleryzm i stalinizm. Warto przeczytać książkę Krzysztofa Dorosza, Bóg i terror historii.

2. Duch, który doprowadza do całej prawdy

Duch, o którym mówi Jezus to całkowicie inny Duch. Jest to Duch, który sprawia i objawia zupełnie inne relacje między Osobami. Najpierw między Ojcem i Synem a potem  między tymi, którzy uwierzą w Syna i dzięki temu będą mogli poznać także Ojca. Ten Duch – według słów Jezusa –  otoczy Jezusa chwałą, gdy weźmie z tego, co ma Jezus i objawi ludziom – nam wierzącym w Jezusa. Co ten Duch weźmie z tego, co „jest” Jezusowe?

Wyrażając krótko i patrząc niejako z naszego ludzkiego punktu widzenia, trzeba to sformułować jako „zabranie życia” Jezusowi. Duch doprowadza do tego, żeby Jezus, jako namaszczony tymże Duchem, jako Mesjasz, nie bronił swego życia, lecz je oddał i to w najbardziej „niekorzystnych” okolicznościach (zdradzony, zaparty, opuszczony wzgardzony itp.), by się okazało, że nawet tak potraktowany i – w oczach ludzkich – całkowicie pozbawiony życia, będzie otoczony chwałą nowego życia, życia w zmartwychwstaniu. Będzie świadkiem życia pochodzącego od Ojca.

Ten Duch sprawił to, że ziemski Jezus, żyjąc tak jak każdy z nas (oprócz grzechu), oddał życie, gdyż miał (otrzymywał) życie od Ojca. To właśnie ten Duch bierze z Jezusowego i sprawia, że Jezus nie broni swego życia według logiki świata – podpowiadano Mu: zejdź z krzyża, wybaw samego siebie itp. Jezus pozostał na krzyżu. Uczynił to w mocy Ducha Świętości, czyli w mocy prawdziwości relacji jaki zachodzą i stale trwają między Ojcem i Synem, nawet wtedy, gdy na krzyżu w naszym imieniu wołał: Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił. Jezus nie zszedł z krzyża. Pozostał w prawdzie śmiertelnego człowieka i w prawdzie Boga, który wynosi upadłego człowieka z grobu śmierci. Jest to dzieło Ducha sprawiającego relacje prawdy między Osobami Bożymi i udzielającego się człowiekowi by w te relacje mógł wejść jako przybrane dziecko Boże. Objawienie całej prawdy to z jednej strony uznane śmiertelności i ograniczoności ludzkiej (condtio post peccatum) a z drugiej objawienie prawdy o wskrzeszającej śmiertelnego człowieka mocy Boga.

3. Wspólnota życia dzięki poznaniu całej prawdy

Duch Święty, o którym Jezus mówi, że doprowadzi nas ludzi do całej prawdy, to właśnie ten Duch, który pozwolił Jezusowi przetrwać krzyż i śmierć i objawił Go na nowo ludziom jako zmartwychwstałego i dającego swego Ducha od Ojca, by ludzie mogli wierzyć i mieć przebaczenie grzechów. To znaczy my mogli zostać wyprowadzani z owej autokreacji podpowiedzianej przez szatana – kusiciela w raju – i stale dokonującej się przez człowieka, który sam siebie chce zrealizować dla siebie i dla swoich ideałów i ideologii.

Wszystko to, co z siebie produkuje człowiek, a więc jego plany, ideały, koncepcje życia itp., kiedy są pozbawione pokornego odniesienia do Boga i wiary, stają się prędzej czy później zabójcze dla człowieka czy to w wymiarach jednostkowych czy społecznych.

Trzeba nam, patrząc na krzyż Jezusa Chrystusa oświecony blaskiem Jego zmartwychwstania, być otwartym na Ducha, którego On daje, by nas prowadził do egzystencjalnej prawdy a nie do wydumanych i skonstruowanych przez człowieka ideologii bez prawdziwego Boga a działających czasem nawet w różnych formach religijności. Zycie Trójcy Przenajświętszej, to stałe udzielanie się Osób, które jest „kształtowane” prze Ducha Świętego, uzdalniającego do oddawania i wydawania siebie, co historycznie stało się w Jezusie Chrystusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym. Udział w tym życiu to stałe odkrywanie przez człowieka, że to nie on siebie realizuje, lecz czyni to Duch Boży, gdy człowiek mu na to pozwala przyjmując krzyż. Tem udziaą to wspólnota życia rodząca się mocą Bożą z tego wszystkiego, co w oczach ludzkich bywa widziane jako przegrana, jako słabość itp. Mamy szansę być otoczonym chwałą i mieć udział w życiu Najświętszej Trójcy.

Na koniec nawiążę jeszcze raz do kiedyś już tutaj wspomnianej książki W.P Younga, Chata. Warto skorzystać z zaproszenia i wejść do owego domu Trójcy i zobaczyć świat i wszystko, a nadto i przede wszystkim samego siebie, w innym świetle, niż tylko ludzkie doświadczenie. Naturalnie trzeba pamiętać, że nie jest to książka teologiczna, lecz literacka forma, która – w obranej konwencji i języku – daje bardzo dobry obraz (wgląd) w życie Boga i Jego miejsce w życiu człowieka oraz ukazuje miejsce człowieka w życiu Boga.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

59 komentarzy

  1. Każdej wspólnocie /nawet dwuosobowa ja-Duch/konieczna współpraca.Egoizm w człowieku niszczy ją.

    #1 Ka
  2. Czy to nie wspaniale
    „Mamy szanse byc otoczonym chwala i miec udzial w zyciu Najswietszej Trojcy”/Ks Bp/
    Wierze i ufam ,ze to sie stanie w moim zyciu, bo poddalam sie w swojej niemocy , a dzisiaj doswiadczylam ,ze to co wydawalo sie niemozliwe -stalo sie mozliwe.
    Chwala Ojcu i Synowi i Duchowi Swietemu

    #2 Tereska
  3. Ka pieknie o ujelas ,tak rzeczywiscie ostatnio doswiadczylam tez ,ze malo Go slucham-to bylo przebudzenie

    #3 Tereska
  4. „ZAMIESZKAJ WE MNIE NA ZAWSZE

    W naczyniu z kruchej gliny
    my ludzie nosimy Najświętszego,
    ale Ty, Duchu Święty,
    kiedy mieszkasz w człowieku,
    przebywasz w czymś
    nieskończenie mniejszym;
    Ty, Duchu świętości,
    mieszkasz pośród skażenia;
    Ty, Duchu mądrości,
    mieszkasz pośród głupoty;
    Ty, Duchu prawdy,
    mieszasz pośród kłamstwa!
    O zamieszkaj we mnie na zawsze!
    I Ty, który nie szukasz wygód
    komfortowego mieszkania,
    gdyż z pewnością byś szukał na próżno,
    Ty, który stwarzasz i odradzasz,
    i sam dla siebie przygotowujesz mieszkanie,
    zamieszkaj we mnie na zawsze!
    Abyś pewnego dnia spostrzegł,
    że podoba Ci się to mieszkanie,
    które sobie sam przygotowałeś
    pośród brudu i złości,
    pośród zakłamania mojego serca.”

    Søren Kierkegaard

    #4 Małgorzata W.
  5. # Tereska więcej czytam jak sie wlanczam ale jesteś dla mnie ,,niesamowita,, z …ruiny człowieczeństwa eksplozja do cudu… CHWAŁA PANU

    #5 Ba
  6. Ba dziekuje
    Jemu Chwala , Czesc i Uwielbienie

    #6 Tereska
  7. …Są rzeczy i prawdy, których sam z siebie nie jestem w stanie ani pojąć ani znieść.Duch Święty przychodzi by zabrać moje życie a w zamian dać mi nowe życie,życie w zmartwychwstaniu.Czego mi więcej potrzeba?Wierzyć i mieć przebaczenie grzechów.Najtrudniej przebaczyć Bogu…Pozdrawiam…janusz f.

    #7 baran katolicki
  8. „On Mnie otoczy chwałą, PONIEWAŻ z mojego weźmie i wam objawi”
    Dzięki rozważaniu odkryłam właśnie, że Jezus pozwolił wziąć „ze swojego” po to, żebym i ja dawała sobie wziąć „ze swojego”…
    I jeszcze jedno. Gdy czytałam zdanie:
    „Trzeba nam, patrząc na krzyż Jezusa Chrystusa oświecony blaskiem Jego zmartwychwstania, być otwartym na Ducha, którego On daje, by nas prowadził do egzystencjalnej prawdy a nie do WYDUMANYCH i skonstruowanych przez człowieka ideologii bez prawdziwego Boga a działających czasem nawet w różnych formach religijności” przypomniał mi się tekst T. Mertona, że:
    „… fałszywe życie wewnętrzne pozwala pobożnym ludziom zachować pozory i dzięki temu chroni ich przed obnażeniem swego całkowicie nierealnego istnienia. WYOBRAŻAJĄ oni sobie, że są zdolni do miłości tylko dlatego, iż potrafią wzbudzić w sobie pobożne sentymenty”.
    Tak właśnie. Miłość to nie pobożne sentymenty, ale zgoda na „dawanie ze swojego”…
    Pozdrawiam 🙂

    #8 julia
  9. Drogi Januszu myślę że Pan Bóg nie jest tu winien. Mi jest najtrudniej wybaczyć samej sobie. Żywiłam tak wiele złudzeń co do samej siebie i wielu moich bliźnich i tak srodze się zawiodłam. Nie umiałam przyjąć że jesteśmy grzesznikami. Z perspektywy mojego dołu śmierci widzę dopiero jak wielkie jest Boże Miłosierdzie. Jak bardzo On mnie kocha i nie zostawia w najtudniejszych chwilach mego życia jakie teraz przeżywam. Dopiero teraz moje świadectwo o Jego mocy jest autentyczne, kiedy nikt z ludzi nie jest w stanie mi pomóc jedynie On.

    #9 Alicja
  10. „Byc otwartym na Ducha, którego On daje”

    Boze , jak dlugo czekaleś, abym zechciala Cię przyjać.
    „Ocal mnie ode mnie samej ,od mojego niemadrego dzialania ,przeinaczania wszystkiego co Ty zarzadziles /T.Merton/.Dlugo modlilam sie ta modlitwa , ale tez nie chcialam jej przyjac w swoim poboznym sentymentalizmie .
    Dziekuje Julio za komentarz
    Calym sercem pragne modlic sie slowami ,ktore zacytowala Malgosia
    pozdrawiam

    #10 Tereska
  11. Chcę się podzielić tym, co przeczytałam. W artykule Listu „Mistyk czy teolog” czytam:
    „Można zaryzykować stwierdzenie, że „szkolny teolog” myśli o Bogu, ponieważ chce poznać i opisać Jego atrybuty, zgłębić Jego naturę. Kiedy mistyk myśli o Bogu, kiedy z Nim rozmawia, chce jedynie, by Bóg go zmienił, by zniszczył w nim to, co jest nieczyste. Mistyk wie, że jeśli nie weźmie swego życia we własne ręce i jeśli nie zacznie go nieść pośród znoju i trudu, to nie będzie żył naprawdę”
    Nie chcę być „szkolnym teologiem”!
    Ten blog jest właśnie „mistyczny” i pomaga mi odchodzić od teologowania…
    Pozdrawiam Księdza Biskupa i wszystkich blogowiczów 🙂

    #11 katechetka
  12. Wspomniany przez Księdza Biskupa totalitaryzmu doświadczam w swojej rodzinie.W wyniku dążenia bycia jednym nad drugim doszło do stworzenia rodzinnego piekła.Jeśli zaś nie chce się doświadczać relacji tam panujących,trzeba z niej uciekać jak najszybciej.Dziękuję Bogu,że,poprzez swoiste Morze Czerwone wyprowadził mnie z dobrobytu piekła rodzinnego.Dziękuję Bogu,też za to,że to wszystko nie stało się bez swoistego krzyża,po którym to doświadczeniu jestem zupełnie inną osobą,inną niż ta jaką zamierzałam być u progu mej młodości.Trójca Święta całkowicie przebudowała moją mentalność życia i uratowała mnie przed byciem dla samej siebie i mojego,szeroko pojętego interesu własnego.

    #12 Barbara
  13. sprostowanie #11…
    oczywiście ten blog jest mistyczny (zgodnie z tym, co zacytowałam), a nie „mistyczny”…

    #13 katechetka
  14. …#9Alicja,rozumiem ale pojąc nie mogę dlaczego mój syn ma być ukrzyżowany za moje grzechy.To prawda jestem grzesznikiem natomiast mój syn Piotr odn urodzenia jest bez grzechu a jednak to on wisi na krzyżu juz 13 lat.Dlaczego nie ja tylko on?Nie potrafie tego pojąć…Pozdrawiam Cie…janusz f.

    #14 baran katolicki
  15. # Janusz z pewnością wolalabym nie pisać tego tylko porozmawiać ale takie sa realia..Otóż nasz krzyż tu na ziemi wcale nie jest za grzechy nasze i w dodatku jeszcze jakoby za mo0je mialo cierpieć dziecko..my po prostu jesteśmy ludzmi deklarujacymi się na chrzescijan a z koleji kazdy chrześcijanin ma ,,wpisany,,krzyż ci co uwazają iż można przejść przez życie bez krzyża to ANCYCHRYST..a następnie jesteśmy tylko ludzmi ze wspanialym darem jakim jest rozum ale nigdy nie zrozumiemy nie pojmiemy zamiaru BOGA uważam,że ci ludzie ktorzy tu na ziemi niosą krzyże takie mocne są wybrańcami Pana ,że zostali wybranymi (Ty twoja Zona) z posród setek milionów , miliardów ludzi do zrealizowania Boskiego planu,ktory przewidywał aby urodził się Twoj syn z taką chorobą jaką ma bo własnie Panu jest to potrzebne … a do czego i dlaczego zobaczymy gdy przestąpimy ,,próg,, wieczności..Wiem,że to jest bardzo trudne ale musimy poddać się WOLI BOGA i z pewnością ON nas nie zawiedzie .GdybySmy mogli podpatrzeć co TAM i jak komu sie ,,powodzi,, z pewnościa dopatrzylibyśmy się tej ,,relacji,, im ciężej na ziemi to lżej w niebie.. J

    #15 Ba
  16. Jestem starszą osobą, może najstarszą z blogowiczów. Szczególnie w ostatnich latach wiązałam nadzieję na swoje nawrócenie ze świętem Zeslania Ducha Świętego i zrozumiałam jak bardzo pycha i egoizm nie pozwalają mi Go otrzymać.
    Bywają momenty w moim życiu gdy „tracę swoją twarz” gdy nie dochodzę swego. Czuję wtedy wielki pokój i radość. Chociaż pragnieniem moim jest tak właśnie żyć, to często walczę o swoje lecz zawsze gdy ostatnie słowo jest moje czuję się żle, czuję się pokonana. Wierzę że Duch Święty przyjdzie mi z pomocą.

    #16 Jozafata
  17. #14 Janusz
    Przecież to ty wisisz na krzyżu, nie on.
    On jest chory, ale uśmiecha się i śpiewa.
    To ty cierpisz z powodu jego choroby.
    A może się mylę?

    #17 basa
  18. Ad #4 Małgorzata W.
    Dziękuję Ci za ten wpis.
    Pozdrawiam

    #18 AnnaK
  19. …basa,ja jestem grzesznikiem i słusznie należy mi się cierpienie ale Piotr nie ma grzechu i dlatego jego cierpienie/choroba/jest krzyżem,który mnie co dziennie nawraca.To prawda,cierpię z powodu jego choroby,ale dlaczego on ma cierpiec za moje grzechy?..janusz f.

    #19 baran katolicki
  20. „Przebaczyć Bogu” #7. To chore.Jesteś chory Baranku,może z powodu cierpienia.Cierpienie musimy wypić – do cna.Nie da się uciec niestety.Taki los,lub karma jak inni twierdzą.A może takie oto to nasze /indywidualne/zbawienie.

    #20 Ka
  21. #19 Janusz
    Skąd wiesz, ze on cierpi za twoje grzechy?

    #21 basa
  22. Myślę, że Julia dała Ci niedawno odpowiedź na ten temat:
    Pan Jezus odpowiedział uczniom:
    “Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże” (J 9,2-3)
    Tak mówi Słowo. A ty, mam wrażenie, że ty wiesz lepiej jak jest „na prawdę”.
    Wiesz lepiej od samego Boga…

    #22 basa
  23. Moim zdaniem choroba nie jest karą za grzechy. Moze być następstwem, skutkiem grzechu jak np choroby przenoszone drogą płciową, ale nie jest karą.

    #23 basa
  24. „Jakże często myślenie na sposób ludzki nie pozwala patrzeć przez Boży pryzmat. W swoich prośbach ku Bogu kieruję się egoizmem, wygodą, chęcią szczęśliwego życia tu na ziemi. Owszem, Pan Bóg pragnie, bym i tu była szczęśliwa. Często jednak widzi, że to, czego chcę, może oddalić mnie od Niego, dlatego czasem odpowiada mi „nie”. Czy potrafię Mu wtedy zaufać? Czy jestem w stanie uwierzyć, że chodzi Mu przede wszystkim o moje szczęście wieczne?”

    #24 basa
  25. „…Duch doprowadza do tego, żeby Jezus, jako namaszczony tymże Duchem, jako Mesjasz, nie bronił swego życia, lecz je oddał i to w najbardziej „niekorzystnych” okolicznościach (zdradzony, zaparty, opuszczony wzgardzony itp.), by się okazało, że nawet tak potraktowany i – w oczach ludzkich – całkowicie pozbawiony życia, będzie otoczony chwałą nowego życia, życia w zmartwychwstaniu. Będzie świadkiem życia pochodzącego od Ojca….”
    Jakże często znajduję się w sytuacji przegranej w różnych okolicznościach…Jeśli Duch Święty
    w różnym stopniu oświeca mi trudne chwile i pozwala na przyjmowanie ich bez szemrania, na tyle
    jestem umacniana i mogę być świadkiem życia pochodzącego od Ojca…
    Pomimo doświadczania takich chwil, nie zawsze mam w sobie pokorę kiedy ktoś mnie „boksuje” słowem czy zachowaniem…
    Panie Boże, stwarzasz takie sytuacje w moim życiu, abym wychodziła ze swego egoizmu i życia dla siebie, by mi było dobrze, po mojej myśli…
    Wiem przecież, że „…Są rzeczy i prawdy, których człowiek sam z siebie nie jest w stanie ani pojąć ani znieść. ” Umacniaj mnie Panie w chwilach próby, w chwilach trudnych i niemożliwych po ludzku do przyjęcia i trwania bez buntu czy chęci wyjaśniania natychmiastowego…
    Modlę się o dobrego przewodnika duchowego,bo sama nie potrafię unieść pewnych ciężarów w moim życiu…

    Jestem na początku czytania „Chaty” i już czuję jej niesamowity klimat…
    Dzięki za to rozważanie Księdzu Biskupowi jak zwykle niesamowicie mocne…
    Kochani Blogowicze, swoimi wpisami jakże wspieracie mnie -również, kiedy jestem sama i potrzebuję umocnienia
    pozdrawiam serdecznie

    #25 niezapominajka
  26. …#20Ka,
    „przebaczenie Bogu” jest fundamentem i początkiem każdego innego przebaczenia.
    Trzeba być szczerym i uczciwym do bólu, zwłaszcza wobec siebie i Boga. Tutaj nic nie można udawać. Nieraz trzeba Bogu powiedzieć, że czujemy, iż nas zawiódł, że chcemy odpocząć od Niego, nawet odejść. Że wiara jest dla nas za trudna i zbyt boli…
    Pozdrawiam Cię…
    janusz f.

    #26 baran katolicki
  27. …basa,
    „Są rzeczy i prawdy, których człowiek sam z siebie nie jest w stanie ani pojąć ani znieść”.
    Sprawy Boże,które mają się objawić przez chorobę Piotra to niewątpliwie moje nawrócenie…
    Pozdrawiam Cię…
    janusz f.

    #27 baran katolicki
  28. Teresko i Aniu, cieszę się, że mój wiersz – modlitwa spodobał się Wam, że może się przydać. Kiedyś, pewien ksiądz, u którego się spowiadałam, zwrócił mi uwagę na Ducha Świętego – JEST W TRÓJCY a tak rzadko korzystamy z JEGO DARÓW… Wtedy w swoich książkach zaczęłam szukać modlitw, a raczej poezji o DUCHU ŚWIĘTYM…. Znalazłam m.in. powyższy i … często go czytałam. Zauważyłam, że zaczynał koić i uspokajać potargane myśli. Był pocieszeniem – jeśli DUCH ŚWIĘTY PRZYGOTOWUJE SOBIE MIESZKANIE w MOIM NĘDZNYM JA, to właśnie STWARZA i ODRADZA, to wtedy JESTEŚMY jeszcze BLIŻEJ BOGA i SYNA, to wtedy DUŻO MOŻNA (choć czasem bardzo trudno) z MOCĄ BOGA NA WZÓR CHRYSTUSA!

    #28 Małgorzata W.
  29. Alicjo!
    Cudownym darem jest ufność Bogu, umieć czerpać siłę ze Słowa Bożeg, być otwartym na Bożą Łaskę…
    Jednocześnie jakże pięknie mieć przyjaciół, móc dzielić się radością czy smutkiem z kimś bliskim i życzliwym…
    Żyjemy wśród ludzi i dla ludzi – rodzina, czy otoczenie przyjaciół, znajomych i danych nam na naszej drodze nieznajomych.
    Osobiście czerpię szczególną radość z faktu bycia potrzebną w danej mi chwili i relacji z ludżmi.
    Zyczę Tobie abyś wspierana mocą Ducha Świętego,
    czerpała radość z bycia potrzebną tam, gdzie Cię Pan Bóg posyła.
    ciepło Cię pozdrawiam i wszystkich Was

    #29 niezapominajka
  30. Zrobcie Mu miejsce, Pan idzie z Nieba ……….

    Łączę sie z Wami duchowo we wszystkich Procesjach Bozego Ciala aby z kazdym z Was kontemplowac Boga Zywego i prawdziwego .
    „Moja zagrode” przyjdzie zobaczyc w niecodziennej sytuacji ,gdzie chyba po raz pierwszy w zyciu nie bede uczestniczyc na zywo.

    pozdrawiam wszystkich i pozostaje w lacznosci modlitewnej

    #30 Tereska
  31. # 26,nie mogę pojąć tego „przebaczenia”Bogu.Co mielibyśmy Bogu np.przebaczać skoro każde doświadczenie,każdy ból był ukierunkowany na /nasz/rozwój?Duchowo-świadmomościowy rozwój.Myślę że i podobnie jest z Tobą,cierpienie dziecka napewno rozwinęło i rozwija.Mnie Bóg w niczym nie zawiódł,narobił jednak nieco zamieszania,wplątując mnie w swe /prawie/ nieznane Kapłanom tu sprawy.Cóż,one dopiero nabierając tempa rozwijały!Ja mogę Bogu tylko dziękować za kształtowanie mnie,za nieustanne rozwijanie.Przebaczać nie mam powodu.Bóg nic złego /dla Człowieka i Ziemi/nie czyni,a tym bardziej dla mnie.

    #31 Ka
  32. # Ad.24
    Chcę tylko dodać, ze to jest nie jest moja wypowiedź, ale cytat.

    #32 basa
  33. #27 Janusz
    Być moze…

    #33 basa
  34. #26 Janusz
    Moim zdaniem to nie „„przebaczenie Bogu” jest fundamentem i początkiem każdego innego przebaczenia.”
    To przebaczenie Boga dla mnie jest fundamentem mojego przebaczania.

    #34 basa
  35. …Oczywiście, obiektywnie nie mam Bogu nic do przebaczania. Bóg jest samą miłością, dobrocią, świętością i wszystko Jemu zawdzięczam.Jedyną moją postawą powinna być wdzięczność i uwielbienie. Jednak, z subiektywnego punktu widzenia, oskarżam Boga o cierpienie, chorobę, ból, zło, obojętność, pogmatwaną historię życia… Oskarżanie Boga jest zwykle argumentem do negacji mojego życia albo usprawiedliwianiem mojej bierności i egoizmu. W takiej sytuacji trzeba mi najpierw przebaczyć Bogu Jego „winę”, by móc nawiązać z Nim przyjazne, bliskie relacje…janusz f.

    #35 baran katolicki
  36. Chyba Januszu masz racje, przebaczyc Bogu, sobie i ludziom
    W moich przypadku poczucie krzywdy przemieniło się ostatnio za sprawa Ducha Swietego w poczucie winy, a tym samym swiadomosc grzechu /moja pogmatwana historia zycia to w wiekszości moje grzeszne wybory/.

    Zycze owocow Ducha Swietego

    #36 Tereska
  37. #35 Janusz, znowu z tobą się nie zgadzam. Tobie najpierw trzeba przyjąc, że Bóg cię kocha takiego jakim jesteś, razem z twoim żalem do Niego. Grzechami. Przyjąc Jego przebaczenie i wybaczyc sobie samemu.
    Twój problem polega na tym, że chcesz wybaczyc Bogu winę, której nie ma. Sam napisałeś to w cudzysłowie. Nie można wybaczyc winy, której nie ma. Problem jest ukryty gdzieindziej. Sam to zawsze podkreślasz. Problem jest w tobie.
    Byc może jest to konflikt między tym, jaki ty byś chciał byc, a tym jaki jestes. Szukasz winnego za ten stan rzeczy.
    Pan Bóg kocha cię takiego, jaki jesteś. Jestem tego pewna. 🙂

    #37 basa
  38. #35 Janusz
    Ten proces naszego wzrastania zakłada rozmowę, stawianie pytań. W Twoim położeniu dobrze byłoby gdybyś stawiał odważne pytania wprost Bogu. Zdziwisz się, jak precyzyjnie odpowiada nawet na bardzo zawiłe pytania.
    On objawia się przez słowo posłanych ludzi, potem oni w pewien sposób jakby „zawodzą”, więc człowiek – Ty, ja – zwraca się wprost do Niego.
    Powodzenia!

    #38 AnnaK
  39. …kurde, basa, jesteś romantyczką, tak jak moja żona, która obwinia mnie za wszystko, czego nie czuje. Wiem,że Bóg ma ze mną problem. Nie jestem po Jego myśli i nie mam Jego Ducha.
    Jestem na etapie buntownika i dlatego wygarniam Mu wszystko, co jest we mnie. Przecież po to przyszedł Jezus Chrystus, by wziąć na siebie moją winę. Tak, On chce być winny moją winą, bo to jest jedyna droga, by uwolnić mnie od samobójstwa. Nie broń swojego Boga, lecz zwal na niego wszystko, co cię zabija. On jest mocniejszy od naszej śmierci.
    Prawdą jest to, co pisze Ksiądz Biskup, że wszystko polega na oddaniu własnego życia. Ja w taki sposób oddaję wszystko Jezusowi, bo wiem,że On chce obarczyć się moją winą.
    Nie wiem, na ile jest to zrozumiałe dla Ciebie, ale jeśli Pan Bóg kocha mnie takim jaki jestem, to właśnie taki jestem… Pozdrawiam Cię w ten słoneczny/boży/weekend…
    janusz f.

    #39 baran katolicki
  40. …Tereska,
    dziękuję…
    janusz f.

    #40 baran katolicki
  41. …Ba, przemawia przez Ciebie mój Bóg…
    Pozdrawiam Cię…
    janusz f.

    #41 baran katolicki
  42. Januszu, pozwolisz,że dodam trochę od siebie, bo temat przebaczania jest mi bardzo bliski…osobiście często staję jako ta, której trzeba przebaczyć i jako ta, która powinna stale przebaczać…
    Nie jesteś odosobniony z takim ujęciem „przebaczania” Bogu. Spotkałam się z takimi osobami, które za wszelkie zło na świecie, obwiniają Stwórcę, jednocześnie zapominają, skąd wziął się grzech pierworodny i jakie są tego konsekwencje . Poznanie dobra i zła nakierunkowuje naszą wolę do ciągłego dokonywania
    wyborów, niekoniecznie tych dobrych, własciwych.
    Przebaczyć Bogu ?!!! Trzeba potrafić nieobwiniać Boga za doświadczenia, również i tragiczne.

    Jeśli chodzi o cierpienie, to głęboko przemyśl J.9,2-3 o czym pisała Julia i Basia.
    Matematyka Boża nie jest do pojęcia przez ludzi a jedynie święta pokora człowieka wobec Stwórcy
    i wejście w logikę Krzyża Syna Bożego, może każde cierpienie uczynić danym i zadanym do przeżycia godnie, tych ciężkich chwil.
    Modlę się o dar takiego rozeznawania, by bez buntowania się, mieć postawę pełną pokory w chwilach próby…
    Jest we mnie mnóstwo planów na rozwiązywanie swoich problemów i pomimo wielu doświadczeń, że najleprzym reżyserem dla mnie jest sam Pan Bóg- stale próbuję robić coś po swojemu…
    Uznaję taką znaną wszystkim zasadę, że próbuję robić coś w pewnych sprawach, wiedząc, że wszystko i tak zależy od Pana Boga.

    pozdrawiam i życzę wiecej wewnętrznego słońca, byś dawał go innym i synowi również

    #42 niezapominajka
  43. Drogi nam Księże Biskupie!
    Na wszelkie trudy dnia, wszelkie próby, życzymy
    całą rodziną, trwania w pewności przezwyciężenia
    ciężkich chwil, mocą Bożą, w sercu Księdza Biskupa.
    Serdecznie pozdrawiamy

    #43 niezapominajka
  44. # 39
    Janusz, no właśnie takiego cię kocha 🙂

    #44 basa
  45. I ja ciebie za nic nie winię. Sam ciągle się obwiniasz. Nie zwalaj winy na mnie ( i na żonę (?))

    #45 basa
  46. I to nie Bóg ma z tobą problem, tylko ty sam masz problem ze sobą. 🙂

    #46 basa
  47. Ja i Ty jestesmy różni. Mamy różna historię życia. Nie zawsze się rozumiemy, ale często ( przynajmiej ja zauważam, że często) aż tak bardzo się nie różnimy.
    Ponieważ jesteśmy inni, Pan Bóg dla każdego z nas ma swój orginalny plan. To, co jest dobre dla mnie, nie będzie dobre dla ciebie. I odwrotnie. Ja ufam, że Bóg różnymi drogami prowadzi nas do tego samego celu. 🙂

    #47 basa
  48. I przepraszam, ze cię zdenerwowałam.

    #48 basa
  49. I proszę nie pisz do mnie w ten sposób: „Nie broń swojego Boga” jakby to był tylko mój Bóg. Czyż nie wyznajemy tego samego Boga? Sugerujesz w ten sposób, że tworzę Go na swój użytek, że nie jest to prawdziwy Bóg, tylko mój wymysł.
    Kiedyś już to zrobiłeś, a ja bardzo się tym przejęłam. To byłoby w moim rozumieniu przestępstwo – tworzyć sobie boga na własny użytek. Wtedy Bóg bardzo szybko zadziałał.
    Bóg, ktorego wyznaję, nie jest moim wymysłem. On działa w moim życiu. I zapewniam Cię, że sama nie wymyślilabym takich scenariuszy, jakie On mi daje. Często też czyni nie po mojej myśli i wiele mnie kosztuje, aby Mu się poddać.
    I wciąż Go poznaję. A Jego wola jest dla mnie nieodgadniona. Dopiero wstecz ją widzę dobrze.

    #49 basa
  50. #Tereska36 z wlasnego doswiadczenia moge cie zapewnić ze gdy Bog a tym samym i Duch Świety wybacza nigdy nie pozostaje poczucie winy ulga,radosc to od Pana poczucie winy to od złego,mozna dodac jeszcze niepewność brak wiary w miłość Jego że On mnie nie kocha… gdy piszesz ze to za sprawą DŚ dręczona jesteś poczuciem winy za swoje gtrzechy..ZASTANÓW się…od kogo to

    #50 Ba
  51. I tak sobie pomyślałam: właśnie podzieliłeś blogowiczów. basa ma swojego boga. Ty i Ba macie swojego. Pięknie…
    A tymczasem mamy co najwyżej tylko swoje poznanie Boga.
    Mam nadzieję, ze się ze mną zgodzisz? 🙂
    I powróci jedność…

    #51 basa
  52. Janusz,i na koniec jeszcze raz powtórzę – właśnie takiego cię kocha. 🙂

    #52 basa
  53. # och Basa proszę wczytaj sie uwaznie w moja odp i Janusza a z pewnością zauwazysz , ze jesteśmy wszyscy DZIEĆMI jednego i tego samego TATUSIA I CHWAŁA MU ZA TO, ze nas wszystkich KOCHA takimi jakimi jesteśmy, ze nas akceptuje,ze rozumie nasze,,rozterki,,co do przyjmowania JEGO darów bo krzyż jest zawsze DAREM,bez ktorego nie mozemy być JEGO DZIEĆMI a kto chce sie wyrzec tego???

    #53 Ba
  54. #53
    Nikt

    #54 basa
  55. I… Przecież ja uważam, że jesteśmy dziećmi tego samego Boga i ja myślę właśnie tak, jak napisałaś w poscie 53. To nie ja użyłam określeń „Nie broń swojego Boga” czy „przemawia przez ciebie mój Bóg”
    To mnie właśnie zabolało, to dzielenie Boga na mojego i nie mojego.
    Bóg jest jeden. I my wszyscy poznajemu Go na swój sposób.
    Ja wierzę, ze Bóg kocha nas takimi jakimi jestesmy. 🙂

    #55 basa
  56. Światłości naszych czynów i stanu duszy w nas nam trzeba.Tylko,czy naprawdę chcemy ?BÓG WIE.

    #56 Ka
  57. ‚Ojciec, który zrodził Syna wszystko Jemu daje, a Syn przyjmując wszystko, niczego dla siebie nie zatrzymuje. Jest Synem, który stale żyje z daru życia Ojca. Jest Synem, który życia nie zatrzymuje dla siebie, lecz je stale daje tym, którzy życia potrzebują.

    Jezus wskazuje na coś, czego człowiek „jeszcze” nie może znieść’
    Bozego blogoslawienstwa zycze ks. biskupowi w 39 rocznice święceń kapłańkich – jest to też dzisiaj dzień beatyfikacji ks Jerzego Popieluszki.
    Jurek

    Proces beatyfikacyjny ks. Jerzego Popiełuszki na etapie diecezjalnym rozpoczął się 8 lutego 1997 r. i trwał cztery lata. 3 maja 2001 r. w Watykanie rozpoczął się drugi etap procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Ks. Jerzego Popiełuszki.
    21 III 2001 – Arcybiskup Metropolita Warszawski Józef Kard. Glemp mianował Ks. prof. Zbigniewa Kiernikowskiego, rektora Papieskiego Instytutu Polskiego w Rzymie, postulatorem rzymskim procesu beatyfikacyjnego Ks. Jerzego Popiełuszki.
    Po nominacji ks. Zbigniew Kiernikowskiego na na biskupa siedleckiego funkcję postulatora przejął ks. dr Tomasz Kaczmarek. 19 grudnia 2009 r. papież Benedykt XVI podpisał dekret o męczeństwie ks. Jerzego Popiełuszki, co otworzyło drogę do beatyfikacji. Została ona wyznaczona na niedzielę 6 czerwca 2010 r.
    Jurek

    #57 Jurek
  58. Janusz
    Jeszcze jedno – ważne, co chciałam Ci powiedzieć, to uczestniczenie w liturgii, gdzie Bóg przechodzi pośród nas. Nie wiem, czy skorzystałeś z zaproszenia Księdza Biskupa, ale z tego co mówiłeś, masz problemy i warto je rozwiązać.
    Ludzie! Życie jest ważne i poświęcenie czasu na podróż czy trochę grosza na bilet jest niczym wobec pomocy kogoś, kogo słowo znacie i komu ufacie. A wiem, że tak jest.
    Pozdrawiam wszystkich, którzy walczą z życiem!

    #58 AnnaK
  59. …AnnaK,nie dojrzałem jeszcze do spotkania z Księdzem Biskupem.On to zrozumie…janusz f.

    #59 baran katolicki

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php