Po schematycznym i z konieczności uproszczonym przedstawieniu dwóch zasadniczych typów kształtowania życia, mianowicie pogańskiego i faryzejskiego, przedstawiam istotne elementy i charakterystyczne cechy życia chrześcijańskiego, które wg św. Pawła można nazwać życiem w Jezusie Chrystusie, albo życie z mocy Ewangelii. Jest to życie, które ma za fundament i stały punkt odniesienia Jezusa Chrystusa, a więc naturalnie Jego nauczanie ale właściwie jeszcze bardziej wydarzenie Paschalne, czyli Jego Śmierć i Zmartwychwstanie. To właśnie stanowi dla św. Pawła najbardziej istotny moment. Święty Paweł bowiem mało odwołuje się do nauczania Jezusa, jakie mamy zasadniczo przekazane w Ewangeliach. Dla niego punktem odniesienia jest osobiste i osobowe spotkanie Jezusa Chrystusa. 

Spotkanie Tego, kto stanowi nadzieję życia

 Gdy mówiliśmy o pogańskim stylu życia powiedzieliśmy, iż jest to szukanie sensu życia i zapewnienie sobie pomyślności. Człowiek czyni to w oparciu o różnego rodzaju bożyszcza, bożki i idole, którym na różny sposób hołduje. Wszystko wówczas jest pojmowane tak, by zmierzało do potwierdzenia ludzkiego życia wg koncepcji człowieka. Chrześcijaństwo jest – w odniesieniu do tego rodzaju koncepcji życia – wyzwoleniem z tej zależności. Ewangelijne obwieszczenie Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego daje zupełnie inny punkt odniesienia co do koncepcji ludzkiego życia i kładzie zupełnie inny fundament do realizacji tej życiowej koncepcji. To widać szczególnie w Listach św. Pawła do Koryntian, kiedy nawiązując do pierwotnego przepowiadania (kerygmatu) Paweł przypomina im, co stanęło na początku ich drogi i jak zostali wyzwoleni z zależności od mentalności tego świata (zob. np. 1Kor 1,17 – 2,16; 12,1-3; 2Kor 4,7-18; Kol 2,8-23).  

Tego rodzaju doświadczenie było i jest możliwe dzięki przepowiadaniu Słowa o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Ci, którzy uwierzyli, mogą odtąd pokładać nadzieję w Chrystusie, a nie w tym co ludzkie i co człowiek spodziewa się uzyskać od wszelkiego rodzaju idoli. Tym samym ci, którzy uwierzyli Ewangelii, nie są skoncentrowani na „urządzeniu” własnego życia według swoich oczekiwań i przez odwołanie się do pomocy idoli tego świata, lecz – dzięki obwieszonej nadziei życia i mocą Chrystusa – mogą przyjmować nawet sytuacje przeciwne ich planom, gdyż odkrywają, iż Bóg prowadzi ich historię dla ich dobra (zob. Rz 8,28n). To wszystko jest możliwe dlatego, iż pośród świata dotkniętego cierpieniem i przeciwnościami, chrześcijanie przepełnieni Duchem Jezusa Chrystusa, mają w sobie moc nowego życia i nadają tym wszystkim doświadczeniom cierpienia sens – jako synowie Boży – gdyż noszą w sobie pierwociny Ducha (zob. Rz 8,18-27). 

Doświadczenie umierania i życia

 Obraz, który przewija się w pawłowym przedstawieniu sytuacji pogan i ich nowej sytuacji jako chrześcijan, to określenie, iż byli kiedyś umarłymi wskutek sposobu myślenia i postępowania, a teraz zostali przywróceni do życia przez pojednanie (zob. np. Ef 2,1-10; por. Kol ,1,21-23; Ef 4,17-24). U początku bowiem życia chrześcijańskiego stoi zaakceptowane w wierze doświadczenie złączenie swego życia z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. To właśnie tutaj ma swoje uzasadnienie zmiana perspektywy życia z owej pogańskiej na chrześcijańską.  

Bardzo jasno i z wielkim naciskiem jest to przedstawione w Liście do Rzymian: Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie (6,5 – zob. kontekst). Dzięki ogłoszonej i przyjętej przez człowieka Ewangelii może on w konkretnych sytuacjach akceptować w sobie jedność z Chrystusem ukrzyżowanym (na podobieństwo Jego śmierci). Możemy powiedzieć, że właśnie dzięki Ewangelii człowiek ma moc i władzę akceptować umieranie. Tekst grecki mówi o byciu kimś, kto rośnie razem z Chrystusem (jest symphytos) na podobieństwo Jego śmierci. Kto tę prawdę akceptuje, ma w sobie rację nadziei życia – także w kontekście umierania. 

Owoc działania Boga w człowieku – świątynia na Jego chwałę

 Krótko mówiąc (naturalnie jest to pewne uproszczenie), dla chrześcijanina nie jest więc istotne to, co on zrobi dla Boga – na podobieństwo tego, co czynią poganie w swoim działaniu wobec i dla bożków dla pozyskania ich przychylności – lecz to, na co on pozwoli, aby Bóg w nim dokonał, przemieniając jego myślenie i jego sposób postępowania oraz uzdalniając go do nowego życia – do życia w pojednaniu i komunii. Jest to przyjęcie postawy na podobieństwo Maryi, w której Bóg wielkich rzeczy dokonał (zob. Łk 1,49 i cały tekst Magnificat).

To wszystko, co jest działaniem w życiu chrześcijanina, jest już niejako uprzednio przygotowane w zamyśle i w mocy Boga. To człowiek w posłuszeństwie, na wzór Maryi, przyjmuje w sobie to działanie Boga i nosi w swoim życiu owoc tego działania, jakim jest nowy człowiek (zob. Kol 3,10 por. Ef 4,24; Rz 6,4) i pełnione przez niego konkretne czyny, jak to pięknie wyraża List do Efezjan: Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili – dosłownie: w nich postępowali (Ef 2,10). 

Znamienne jest więc to, że dopiero z doświadczenia nowego życia w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, rodzą się uczynki, które są świadectwem mocy działającego w chrześcijaninie Ducha Świętego. Wówczas wszystko, co chrześcijanin czyni, nawet jego największe zaangażowanie i wysiłek, jest przez niego pojmowane jako łaska Boga, która w nim działa (zob. 1Kor 15,10) i doprowadza rozpoczęte dzieło do końca (por. Flp 1,6). Nie ma więc chrześcijanin powodów, aby się wynosić, lecz oddaje Bogu chwałę za to, do czego go uzdalnia. To jest elementem prawdziwie łączącym wierzących. Ci, którzy tę prawdę w sobie przeżywają, odkrywają – pod wpływem Ducha – że stanowią wspólnotę, czyli ciało, ciało Chrystusa i świątynię Boga (zob. 1Kor 3,16; por. 2Kor 6,16).

Dokonuje się przeniesienie akcentu ze świątyni, do której chodzi się, by oddawać Bogu (w pogaństwie bóstwom) cześć, na świątynię, którą się stają ci, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa i swoim życiem oddają cześć Boga. Proszę tego nie rozumieć w tym znaczeniu, że nie potrzebujemy kościołów jako domów modlitwy. Istotne jest jednak pytanie, czy i na ile dokonuje się w nich taka przemiana człowieka, by stawał się na obraz i podobieństwo Boga, a nie tworzył sobie Boga na swój obraz i stosownie do swoich oczekiwań i koncepcji życia. 

To stanowi zasadniczą różnicę chrześcijańskiego pojmowania życia w odniesieniu do pogańskiego.

O odniesieniu do faryzeizmu w następnym odcinku.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

41 komentarzy

  1. J 8,30 Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego. 31 Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami 32 i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».’

    I czytam:

    ‘Życie z Ewangelii (P 7)

    Po schematycznym i z konieczności uproszczonym przedstawieniu dwóch zasadniczych typów kształtowania życia, mianowicie pogańskiego i faryzejskiego, przedstawiam istotne elementy i charakterystyczne cechy życia chrześcijańskiego, które wg św. Pawła można nazwać życiem w Jezusie Chrystusie, albo życie z mocy Ewangelii. Jest to życie, które ma za fundament i stały punkt odniesienia Jezusa Chrystusa, a więc naturalnie Jego nauczanie ale właściwie jeszcze bardziej wydarzenie Paschalne, czyli Jego Śmierć i Zmartwychwstanie. To właśnie stanowi dla św. Pawła najbardziej istotny moment. Święty Paweł bowiem mało odwołuje się do nauczania Jezusa, jakie mamy zasadniczo przekazane w Ewangeliach. DLA NIEGO PUNKTEM ODNIESIENIA JEST OSOBISTE I OSOBOWE SPOTKANIE JEZUSA CHRYSTUSA.

    A rano pisalem:
    “…wlasnie wczoraj 11/11 ‚Remembers Day’ chyba o nawet 11 w nocy dlugo rozmawiajac o Bogu z Jakubem, Rosjaninem i jego zona i Nina z Ukrainy o tym mowilem. JAK TO BLISKO 11 LAT TEM SPOTKALEM (osobowego) JEZUSA MILOSIERNEGO.
    · ‚My nie panimajem, niczevo takowo o Bohu i pierwoj wojnie my nie uczilsja’.
    Wtedy Jakuba zona powtorzyla:
    · spotkal Boga;
    · I od tego czasu nie moge bez Niego zyc, On wszystko mi daje, jak wam ludziom to wylumaczyc, nie znacie angielskiego, biblii nie znacie, o Bogu nie slyszeliscie.

    #1 Jurek
  2. Dziękuję Księdzu Biskupowi za tę katechezę! 🙂 Wspaniała 🙂 Czasem mnie to zastanawiało, że święty Paweł mało odwołuje się do nauczania zawartego w Ewangeliach.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #2 Fasola
  3. Dzieki, pozniej zauwazylem, ze powinno byc: 11/11 ‚Remembrance Day’.
    Z Bogiem.

    #3 Jurek
  4. Z Jakubem, Rosjaninem, Zydem

    #4 Jurek
  5. „ci, którzy uwierzyli Ewangelii, (…) mogą przyjmować nawet sytuacje przeciwne ich planom, gdyż ODKRYWAJĄ, iż Bóg prowadzi ich historię dla ich dobra”
    Wspaniała perspektywa, marzenie…: „ODKRYWAĆ, że Bóg prowadzi moją historię dla mojego dobra”.
    Problem tkwi cały czas w tym, że w chwili dziania się mojej historii ja jeszcze NIE ODKRYWAM tej prawdy, że jest to dla mojego dobra. Odbieram ją (historię) jako dramat – czuję się wtedy „jak suchy pień” (jak mówi poeta), zamieram, umieram z żalu, bezsilności, nawet złości…
    A przecież mam doświadczenie tego, że sytuacje „przeciwne moim planom” okazały się dla mnie błogosławione. A mimo to, że wiem, że TAK WŁAŚNIE JEST – wciąż opieram się przed ich przyjęciem, buntuję się…
    Dlatego napisałam, że jest moim marzeniem już TU I TERAZ ODKRYWAĆ w każdej sytuacji, że Bóg mnie prowadzi dla mojego dobra…
    Wniosek: Jeszcze nie do końca uwierzyłam Ewangelii.
    To smutne – po tylu latach życia – jeszcze nie…
    To pocieszające – jeszcze mnie Chrystus zaskoczy…
    #1 Jurek
    Tak, jak Jakub, na Twoje słowa może odpowiedzieć bardzo wielu Janów (Tomaszów, Mateuszów, Marii, Julii…), Polaków, ochrzczonych: „Nic nie rozumiem, niczego takiego nie uczyłem(am) się o Bogu i pierwszej wojnie” – niestety…
    To chyba zadanie dla nas: dla Ciebie i dla mnie, i dla basy, Fasoli, Anny K., …
    Pozdrawiam 🙂

    #5 michael
  6. Wszystkich zainteresowanych codziennymi komentarzami liturgicznymi chcę zachęcić do zamówienia nowego Newslettera serwisu Liturgia (portalu wiara, oczywiście :)), który będzie działał od 14 listopada.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #6 julia
  7. Poganin, ja, nie tworzę Boga takiego jaki mi pasuje. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Postrzeganie samego siebie może być obarczone błędem braku obiektywizmu. Jednak obraz Boga jest (nie tworzy się, przemienia, czy staje) w każdym człowieku. Myślę, że odczytanie Boga w bliźnim jest prostsze i bardziej zasadne z uwagi na przekaz biblijny. Przykazania miłości wprost to nam oznajmiają.
    Manipulowanie człowiekiem, zazwyczaj źle się kończyło w historii człowieka (skąd ci Rosjanie chciałoby się zapytać -retorycznie). Byłem ciekaw Ontologii nowego człowieka właśnie z tego powodu.
    Kościół nie akceptujący człowieka takiego, jakim jest – chce go zmienić(?) – a to już raczej nie jest domena ludzka-ludzka, ale ludzka-boska. Może się mylę.
    Niepokoi mnie to, że Katolicy, którzy przystąpili do ideologii zmiany w lepszego człowieka, dostają w ręce argumenty (parasolki najczęściej, ale i poczucie lepszości, to jest niebezpieczne), i ich używają przeciwko człowiekowi (Bogu).

    #7 człowiek bez imienia
  8. Wnioski, cd:
    nie na wszystko Panu Bogu pozwalam…,
    nie pełnię wszystkich czynów, które Bóg dla mnie przygotował…

    Natomiast obserwuję z radością, że coraz częściej (zawsze?) myślę o Bogu z wdzięcznością za to, jaką mnie stworzył, jak prowadził moją historię od poczęcia do dziś, do czego mnie uzdalnia… , nie czuję potrzeby „wynoszenia się”…

    Pisząc tak, czuję, że narażam się na to, że sgg może napisać, iż „zbieram punkty” 😉
    Nie taki jest mój zamiar – przelewam po prostu moje myśli na ekran – poddaję je ocenie – godzę się na nią – nawet jeżeli jej nie ma – ale to też jest przecież jakaś ocena…

    #8 michael
  9. Drogi Księże Biskupie!
    Dzisiaj doświadczyłam, jak chrześcijanie nie mają ochoty nawet słuchać o „współrośnięciu” z Jezusem Chrystusem w Jego Paschalnym Misterium. Przykro to pisać, ale na spotkaniu katechetycznym w jednej z diecezji, grupa kapłanów ze zgryźliwym uśmiechem mówiła, że refleksje Ks. Biskupa są „smęceniem”… Dobra Nowina budzi sprzeciw…

    #9 dora
  10. człowieku bez imienia,
    jesteś poganinem? co to wg Ciebie znaczy? piszesz że nie tworzysz Boga takiego który Ci pasuje – skąd czerpiesz swoją wiedzę o nim? jak z tym wszystkim wiąże się „odczytanie Boga (…) z uwagi na przekaz biblijny”? skąd twierdzenie o nieakceptowaniu człowieka takim jakim jest przez Kościół? co to znaczy akceptować człowieka takim jaki jest? co rozumiesz przez chęć zmiany człowieka (przez Kościół)? gdzie katolicy przystąpili do zmiany człowieka? jakie parasolki dostali?
    Pozdrowienia
    Zbyszek

    #10 Zbyszek
  11. Michael, właśnie do takiego wniosku doszłam, jak ty napisałaś. Ja nic nie rozumiem.
    Chociaż może z jednym wyjątkiem – odkrywam, że Bóg prowadzi historię mojego życia. Widzę, że prowadzi. Widzę, jak pewne rzeczy układają się w pewien ciąg bez mojego udziału, a inne pryskają jak bańki mydlane mimo wielkiego zaangażowania. Widzę do tyłu, gdy już się zdarzyły. Nie widzę do przodu. Wiem, dokąd idę, chcę tam iść, znam (?) Drogę, ale nie wiem, w jaki sposób.
    Tylko tyle rozumiem.
    I właśnie odkryłam jeszcze jedną rzecz: I mam nadzieję, że P. Bóg zaprowadzi mnie, nas wszystkich do siebie.

    #11 basa
  12. dora,
    musimy pilnować się by nie popaść w pychę. Może mają w czymś rację ci kapłani? czy możesz powiedzieć coś dokładniej
    🙂

    #12 Zbyszek
  13. Ja może dorzucę małą refleksję nad owym „sensem”. Jest to niesłychanie ciekawe, że kiedy człowiek stara się szukać sensu na swoją miarę, wikła się w zależność od swoich planów, wyobrażeń, pragnień… Rodzi to wielkie napięcia i dramaty (jak choćby w przypadku umierania) lub ciągłe nienasycenie (w przypadku powodzenia i realizacji swoich planów). A kiedy jest odwrotnie – kiedy „wikła się” w zależność od planów Boga, od Jego „wyobrażeń”, pragnień… okazuje się, że jest wolny i może każdemu wydarzeniu nadawać sens – imię (od razu przychodzi mi na myśl opis stworzenia). Rodzi to wielki pokój, zaufanie i choć jest to rzeczywistość dynamiczna, wymagająca nieraz walki, żeby to oddanie się utrzymać, to rodzi niesamowite spełnienie… Przedziwny paradoks…
    Żeby nie być gołosłowną: Dopóki choć trochę martwię się, co będzie z moimi talentami artystycznymi w życiu zakonnym, dopóty cierpię straszliwie, widząc, jak bardzo jestem niezrozumiana, jako artysta… Bóg zaś w zaskakujący i całkowicie nowatorski (artystyczny? 😉 ) sposób używał ich i używa do dziś…
    Przyjęcie choroby jako daru pozwoliło mi nadawać „imię” modlitwy kapiącej kroplówce; ale dopóki martwiłam się, że nie potrafię przekazać innym chorym na raka choć trochę danej mi perspektywy wiary i nadziei na życie wieczne, dopóty także cierpiałam straszliwie. Bóg jednak dla każdej z moich szpitalnych koleżanek miał osobny scenariusz, który o niebo (dosłownie) przewyższał moje starania… i zrealizował je!
    Można by tak mnożyć i mnożyć. Na ostatek powiem jeszcze, że człowiek w Chrystusie (w świetle powyższych słów) nie tylko nie lęka się śmierci (nie ucieka, nie demonizuje, nie jest nią zniewolony) – on ma nad nią władzę – może jej nadać „imię”, jakby to powiedział abp Nossol: uchrystokształtnić 😉 (tu ażby się chciało zatrzymać nad nieprawdopodobnymi konsekwencjami Wcielenia, ale ten komentarz stałby się nieznośnie długi 😉 )
    Dlatego wtedy można powiedzieć „dla mnie umrzeć, to zysk”. Święci są na to dowodem.

    #13 Małgorzata fmm
  14. Małgorzato fmm,
    dziękuję Bogu za takich ludzi jak Ty. Będę się modlił za Ciebie!
    🙂

    #14 Zbyszek
  15. #13
    Ale to Siostra wspaniale opisała… 🙂
    „Rodzi to wielki pokój, zaufanie i choć jest to rzeczywistość dynamiczna, wymagająca nieraz walki, żeby to oddanie się utrzymać, to rodzi niesamowite spełnienie… Przedziwny paradoks…”
    Szczególnie te zdania dodają mi otuchy, bo okazuje się, że „utrzymanie oddania się” planom Boga wymaga (czasami) walki ze strony Siostry…
    Pozdrawiam Siostrę serdecznie 🙂
    p.s. Księże Biskupie, przepraszam za śmiałość, ale proponuję zmienić kategorię komentarza na: św. Paweł wobec Ewangelii 😉

    #15 michael
  16. Droga Michael,
    Masz racje, wydaje mi sie ze wlasnie my, dzialajac I mjac dostep od strony podworka i nie‘zawodowo’ mozemy uzupleniac, a nawet uwierzytelniac gloszenie Ew. sw przez ksiezy, biskupow. Wrecz, szczegolnie w dzisiejszym klimacie tzw skandalu kleru, mozemy byc moze bardziej wiarygodni, gdyz oficjalnie wydawac mozemy sie byc raczej bezinteresowni. W Stanach katolicy zignorowali nawolywanie biskupow do nie glosowania na kanadydata na prezydenta, ktory popiera aborcje. Paradoks, dzieki katolikom, ktorzy juz nie ufaja klerowi, Obama, czlowiek ‘znikad’, wygral tak decydujace sie o losach swiata wybory.

    Dzis wlasnie czytam:
    “ …Czego sie boimy? Wydaje sie prawdy. Lawler przytacza, podczas gdy mniej niz 5% amerykanskich ksiezy bylo oskarzonych za seksualne przestepstwa, okolo dwie trzecie naszych biskupow wydaje sie bylo wmieszanych w ukrywaniu ich. Prawdziwy skanadal nie jest rozmach choroby kilku tuzinow pedofiliakow, albo nawet setki ksiezy, ktorzy uwiklali sie z mlodymi chlopcami – wiekszosc przestepstw. Nie, wg Lawler, nie stanie na wysokosci zadania bogatych, pelnych wladzy, ewidentnie swiatowych mezczyzn, ktozry zajmuja trony – ale nie sandaly – apostolow…’
    Kneeling Before the World – Kleczac przed Bogiem by John Zmirak 11/11/08
    http://insidecatholic.com/Joomla/index.php?option=com_content&task=view&id=4873&Itemid=48

    #16 Jurek
  17. #7 człowiek bez imienia
    Lubisz wymieniać myśli – ja też. Podejmując Twoje pierwsze zdania, widzę w nich pewną małą lukę, mianowicie to, że człowiek stworzony przez Boga dobrze – zgrzeszył. Grzech ma konsekwencje,(już nie ma życiodajnego zjednoczenia z Bogiem) dlatego powrót do obrazu Boga w człowieku wymaga przemiany, która staje się w nim. Tak rozumiem.
    Co myślisz o tym?
    Przykazania miłości nie oznajmiają tego, (że człowiek jest dobry) moim zdaniem, lecz pokazują, że człowiek po grzechu nie może ich wypełnić. Bo bliźni też grzeszy, czyni zło które człowieka niszczy.
    Kochać bliźniego to pozwolić siebie niszczyć (a bez życia od Boga musi bronić siebie sam) Takie miłosierdzie,taką miłość daje Jezus Zmartwychwstały, aktualnie, On żyje.
    W tym widzę pewną trudność do przyjęcia z Twoim „światopoglądem o niepokładaniu działań w wierze o aktualnej interwencji Boga na Ziemi”. A tu właśnie leży poszukiwana przez Ciebie ontologia.
    Teraz ja bym chciała powiedzieć pewną myśl od siebie.
    Człowiek uczy się przez patrzenie na reakcje innych. Dzieci czasem biją bardzo mocno i dopiero gdy słyszą głośne „Ajj!!!” wiedzą, że to bolało, uczą się. Twoje słowa dla mnie są bolesne i ranią, kiedy krytykujesz cały Kościół, wszystkich Katolików, podważasz prawdy fundamentalne, ważne dla mnie. To jest reakcja, nie oznacza ona gniewu. Kościół daje mi oparcie, jak matka, a ta choćby była grzesznicą – zawsze to matka. Rozumiesz mnie? Chciałabym, żeby tak było.
    Inna rzecz, że jesteśmy grzesznikami i zawsze warto konkretne błędy demaskować, dlatego podoba mi się, że Zbyszek stawia Ci tak wiele szczegółowych pytań.
    Pozdrawiam

    #17 AnnaK
  18. a nigdy nie przyszło Wam do głowy, że to „wszystko” może być fikcją?

    #18 Agnieszka
  19. #16 Drogi Jurku 🙂
    właśnie o to mi chodziło, żeby nie zrzucać odpowiedzialności za głoszenie Ewangelii na biskupów i księży. To jest nasze (chrześcijan) zadanie, szczególnie w środowiskach nam najbliższych.
    p.s. z zainteresowaniem przeczytałam komentarz Johna Zmiraka. A wczoraj ukazała się informacja, że prezydent-elekt chce w pierwszej kolejności:

    – znieść ograniczenia w finansowaniu z budżetu federalnego badań medycznych z zastosowaniem komórek macierzystych pochodzących z ludzkich embrionów;

    – zezwolić międzynarodowym organizacjom proaborcyjnym, otrzymującym pomoc finansową z USA, na informowanie kobiet o możliwościach dokonywania aborcji (dotychczas, w zamian za dalsze finansowanie z budżetu, miały zakaz prowadzenia kampanii informacyjnej odnośnie do możliwości przeprowadzania aborcji)…

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #19 michael
  20. Zauważyłam, że wątek „wróżenia” rozwija się, dlatego postanowiłam opisać mój kontakt z „wróżbą”.
    Pewnego dnia, dawno temu, gdy byłam uczennicą szkoły średniej, stałam z przyjaciółką przed wystawą sklepu. Jak to bywa z osobami w młodym wieku – śmiałyśmy się, chyba bez powodu. W pewnym momencie do sklepu podeszła kobieta. Spojrzała na nas uważnie i powiedziała:
    „Jesteście przyjaciółkami, obie śpiewacie, ale ty lepiej. Ja przewiduję przyszłość – ty będziesz miała dwóch mężów” (to było do mnie).
    Weszła do sklepu, my trochę jeszcze postałyśmy, porozmawiałyśmy o tej kobiecie – kto to jest, skąd o nas wie (że śpiewamy – bo to była prawda) i rozstałyśmy się.
    Ale najdziwniejsze jest to, że te słowa tej kobiety pamiętam do dziś. Chodziły za mną i mnie prześladowały. Gdy wychodziłam za mąż i potem wiele razy – myślałam: to znaczy, że będę wdową i wyjdę drugi raz za mąż (ciekawe, kiedy on umrze…), albo powtórzę historię moich rodziców i rozwiodę się ze swoim mężem.
    Te myśli miały wpływ na moje różne zachowania wobec męża. No bo skoro i tak i tak mam mieć dwóch mężów, to ciekawe, kto to będzie – może Jarek…, albo Maciek…
    Usłyszałam kiedyś takie zdania, które chyba tu pasują: „Mamy wolną wolę i wybieramy to, czego (kogo) chcemy słuchać. Ale nie mamy już wolnej woli, żeby coś, co usłyszeliśmy wyrzucić z naszej pamięci”.
    Pozdrawiam!

    #20 julia
  21. Tak jak AnnaK uważam ,że błędne jest założenie w rozumowaniu „człowieka bez imienia”.W czlowieku nie ma obrazu Boga w rozumieniu posiadania np.umysłu,ręki itp.Ten boski pierwiastek w nas to zdolność do zawiązywania relacji .Jest to zdolność potencjalna tzn. nie automatyczna.Istota ludzka, bez nawiązania relacji z Bogiem jest martwa.Stwierdzamy w czasie Eucharystii, że „mocą Ducha Świętego Bóg ożywia i uświęca wszystko”, To,że człowiek został stworzony i stworzony z materii oznacza że w żadnym wymiarze jako byt nie jest obrazem Boga.Pisał o tym Sw.Tomasz z Akwinu rozróżniając istotę (np.człowieka jako byt) i istnienie ( można by określić życie).Człowiek postrzega po grzechu siebie jako istotę i istnienie zarazem(mówimy że przypisuje sobie życie sam z siebie), gdy tymczasem jedynym którego istotą jest istnienie jest Bóg.

    #21 Grzegorz
  22. Potwierdzam to, co napisała Dora i chce napisac kilka słów do rozwazenia. Wszystkim znudzonym i innym, którzy drogi „nowego narodzenia ” nie uwazaja za droge na której powinni sie znalezć, a Katechezy ” Chrzest w zyciu i misji koscioła ” -traktują jako zło konieczne, chce przypomnieć:
    J 3,3 „… zaprawde, powiadam ci, jesli sie ktos nie narodzi powtórnie, nie moze ujrzeć Królestwa Bozego „.
    Niech sie zastanowia Ci, którzy szukaja innych dróg i odrzucaja Słowo Boze, nie biorac pod uwage wszystkiego co jst w Nim napisane.
    Mt 4,4 „… nie samym chlebem zyje człowiek, ale KAZDYM słowem, które pochodzi z ust Bozych „.
    J 1,1 ” Na poczatku było Słowo, a Słowo było u Boga i BOGIEM było SŁOWO „.
    J 1,12-13 ” A wszystkim tym, którzy Je przyjeli, dało moc, stania sie dziećmi Bozymi, tym którzy wierza w imie Jego, którzy ani z krwi ani z zadzy ciała, ani z woli meza, lecz z Boga sie narodzili”.
    J 1,14 ” A SŁOWO stało sie ciałem i zamieszkało wsród nasz „.
    Moze teraz jest ten czas, w którym Bóg daje Ci szanse poznania Siebie i wejscia na Boza droge.
    Mt 7,13-14 ” Wchodzcie przez ciasna brame, bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi na zatracenie. A tak wielu nia kroczy!
    Jakze ciasna jest brama i waska droga, która prowadzi do zycia, a mało jest takich, którzy ja znajduja!
    Ja to zrozumiałem trzy lata temu i chwała Panu za to! Wszystko nabrało nowego sensu. Cudnie jest być dzieckiem Bozym!
    Powodzenia. Pozdrawiam

    #22 Wojownik Pana nr 2
  23. #19 michael
    Bardzo ważne jest, uprzedzające w stosunku do głoszenia Ewangelii, pozwalanie, by działa się ta Ewangelia we mnie. Ojciec Biskup już pisał o tym: Rz 1,1 :” Paweł […] przeznaczony do Ewangelii Bożej”. Gdy ja poddaję się Ewangelii w moim życiu, w sytuacjach, które jawią się mi jako przeciwne, wtedy widzę, że najbardziej zostaje komunikowana Dobra Nowina. Najbardziej widzę, jest to widoczne wtedy, gdy przebaczam!!! Trudne to bywa, bo dotyczy coraz to głębszych spraw, relacji, ran. Ale wtedy sam Chrystus przychodzi i czyni jedno i mnie i tego, który przyjmuje moje wybaczenie.
    Tego samego doświadczyłam w szkole na praktyce: Dobra Nowina była najbardziej namacalna, gdy na katechezie doświadczali przebaczenia, darmowości, bo wynikały różne sytuacje, które posłużyły do zakomunikowania im Dobrej Nowiny.
    pozdrawiam 🙂
    pokój,
    agnieszka CS

    #23 agnieszka CS
  24. #23 agnieszko CS
    dziękuję za zwrócenie mi na to uwagi. Tak, nie napisałam o tym i można by sądzić, że chodziło mi tylko o głoszenie Ewangelii słowami…
    A przecież my – czytający bloga Księdza Biskupa – wiemy, że skuteczne jest tylko głoszenie sobą. To znaczy wcześniejsze jej przyjęcie i podda(wa)nie się jej.
    Ave 🙂

    #24 michael
  25. Przytoczę świadectwo o św. Frances Xavier Cabrini:
    Ona była bohaterską wielbicielka Boga. W jej misjach miłosierdzia, w jej osiągnięciu w rzeczach niemożliwych, to nie było geniusz; Jej tajemnica była Boza Miłość. To jest cudowna historia — romans, który chwyta i uderza. To jest historia kobiety, która żyła wśród nas, która widziała rzeczy, które my widzimy, kobieta, w ktorej duszy Boza Miłość zużyła ostatnią pozostałość siebie, kto poznał kochać tylko Boga i kto widzał Boga w każdym biednym człowieku, kobiecie i dziecku. Ona kochała nas. Ona była naszą dobroczynca. Ona poszla zebrac na naszych ulicach. Ona jezdziła naszymi tramwawajami. Przez aleje chodziła poszukujac małe głodne dzieci, które były bezdomne i bez przyjaciol. Nasza swieta WYDAJE SIE WYCHODZIC Z WYZWANIEM KAŻDEMU Z NAS, NIEZALEZNIE JAK BEZNADZIEJNIE ŚWIAT JEST MROCZNY O NAS; możemy uśmiechać się szczerym uśmiechem naszej swietej — Samuel Kardynal Stritch Chicago, Radio Adresu, 7 –go lipca, 1946, dzień kanonizacji Matki Cabrini.

    Mała młody zakonnica z pięknymi wielkimi granatowymi oczami wchodziła do podstarzałego Papieża Leona XIII. Ona uklekla przed i powiedziala, ze jej ambicja jest jechać do Chin. On potrząsł swoja głowa i , “Nie , nie na Wschodu, moja córko, ale na Zachod.” On rozstrzygnał, ze Matka Francis Cabrini miała iść do Stanów Zjednoczonych a nie do Chin. Tak zaczał sie misyjna służba, która spowodował największą liczbę missionarskich fundacji w Stanach Zjednoczonych.
    12- go marca, 1888, jej diecezjalny Instytut był zaaprobowany przez Watykan. Papież Leon XIII uznal ze zwyczajną formalnością i zaaprobował jej regułe. Podczas gdy Matka była w Rzymie, ona także dowiedzilała się od bikupa Scalabrini o sytuacji Włoskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych…’

    #25 Jurek
  26. Michael (#5), jest mi bardzo bliskie, to co napisałaś. 🙂 Dostrzegam jednak pewne niebezpieczeństwo czytania doświadczeń w takim kluczu – niebezpieczeństwo nadmiernego koncentrowania się na sobie. Nasze doświadczenia służą nie tylko nam, ale i naszym bliźnim. 🙂
    Czasem potrzeba dopiero spojrzenia z perspektywy czasu, żeby dostrzec właściwą wymowę doświadczeń (2 Mch 6,12-16). Śmierci Chrystusa dopiero Jego zmartwychwstanie nadało właściwą wymiar i ostateczny sens. Naszej śmierci towarzyszy obietnica naszego zmartwychwstania, że ostatnie słowo nie należy do śmierci, lecz do Chrystusa (1 Kor 15,26) Bez obietnicy zmartwychwstania śmierć jest rzeczywiście przerażająca. Bez tajemnicy zmartwychwstania „przyjmowanie krzyża” zakrawa na masochizm.
    Wojowniku Pana nr 2 (#22), podziwiam Twoją determinację 🙂 Myślę jednak, że problem może tkwić w pewnym „otrzaskaniu” ze Słowem Bożym. Jak powiesz kapłanowi, że Bóg jest miłością, to niejeden wzruszy ramionami – sam to przecież co niedzielę głosi na kazaniach 😉 Gdy człowiek ma tak intensywny kontakt ze Słowem Bożym, że bardzo łatwo o spowszednienie Słowa, o rutynę. Jeśli się do Słowa Bożego podchodzi krokiem eksperta, to można się rozminąć z Prawdą, którą cechuje pokora. Jak to śpiewał zespół Myslowitz: „upadamy wtedy gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem” 🙂
    Pozdrawiam

    #26 Fasola
  27. Jest,dokładnie jak Ks.Biskup był łaskaw to opisać.Dokładnie tak jest i TO JEST PRAWDĄ.Jestem pełna podziwu do doboru słów by to co tak proste a jednak trudne w przekazie,tak jasno ukształtować.

    #27 K.
  28. #20 Julio.Nie mamy woli o której napisałaś bo..,opieramy się na faktach od bliźniego doświadczenia.Brak nam tu tego /jak w stosunku do Boga/ pełnego zaufania.Wszak wszyscy wiemy że zło jest i jest w człowieku.

    #28 K.
  29. #17 AnnoK – chciałabym abym mogła w pełni MATCE ufać.Kiedyś jako mała dziewczynka,w pełni zaufałam.Brakło mi doświadczenia,że przecież TAM LUDZIE.Byłam pewna że ŚWIĘCI i za tą wiarę,ZAPŁACIŁAM.Chyba do dziś,płacę.Ukształtowana przez Boga,niezbyt pojmuję pewne zachowania.Ukształtowana,choć brak mi „czołobitności”.Wydaje mi się sztuczna i zbędna.Człowiekiem jestem,TYLKO.

    #29 K.
  30. Lubię „Człowieka bez imienia”.Po prostu Go lubię.Podobnie do niego,też stałabym się bezimienna 🙂

    #30 K.
  31. Dla innych.Brak TEGO imienia,była informacją dla Ks.Biskupa kto się wypowiada.Ks.Biskup zrozumiał i nie ma w tym nicku oprócz dobrej woli, nic złego.

    #31 K.
  32. # 11 basa,nie bij bliźniego a napewno zaprowadzi Cię.

    #32 K.
  33. #26
    Fasola, ja też lubię Myslowitz. Z której piosenki pochodzi cytat?
    Pozdrawiam 🙂

    #33 michael
  34. Il Vangelo di domani (16/11/08) é quello dei talenti. Si somilia alla parabola del seminatore che gioca il seme sulla terra. Sembra che da parte di Dio, Egi voglia che la sua creatura faccia scaturire dal di dentro di se segni del amor che ci fá essere figlio Suo. É l’amore del Padre che fá si’ che siamo suoi figli.
    La parábola dei talenti per il cristiano di oggi ci fa prendere coscenza del dovere di donarsi alle persone che hanno bisogno di aiuto. I doni che Dio ci ha donato sono per fare il bene. Per vivere e fare vivere in plenitudine. Penso anche che Dio ci chiede di essere responsabili dinazi alla vita, ai talenti, di fargli crescere come risposta di amore per il suo Amore incondizionato.

    #34 S. Albina - Brasile
  35. Michael, z kawałka „Mieć czy być”
    Pozdrawiam 🙂

    #35 Fasola
  36. #35 Fasola
    Grazie 🙂

    #36 michael
  37. Fasola, piosenkę znam, ale nie zwróciłam uwagi na słowa…
    Zawsze, gdy wchodzę na rynek w Krakowie – nucę piosenkę Myslovitz z ulubionym również M. Grechutą – „Kraków”… (choć sami też fajnie ten „kawałek” śpiewają)
    Pozdrawiam 🙂

    #37 michael
  38. “Mała młody zakonnica z pięknymi wielkimi granatowymi oczami wchodziła do podstarzałego Papieża Leona XIII. Ona uklekla przed i powiedziala, ze jej ambicja jest jechać do Chin…. Nasza swieta WYDAJE SIE WYCHODZIC Z WYZWANIEM KAŻDEMU Z NAS, NIEZALEZNIE JAK BEZNADZIEJNIE ŚWIAT JEST MROCZNY O NAS; możemy uśmiechać się szczerym uśmiechem naszej swietej.”
    „…punktem odniesienia jest osobiste i osobowe spotkanie Jezusa Chrystusa.”

    Gdy zmeczony wrocilem o 3-ciej do Hampton w nocy modlilem sie i przyszla mi na mysl ‘Cabrini’, dopiero wtedy skojarzylem sobie, ze szpitalem w Malvern http://www.hotfrog.com.au/Companies/Cabrini-Hospital_98127
    2 miesiace temu ‘Alfred Hospital’ skierowal mnie na badania specjalistyczne do ‘Cabrini Hospital’. Gdy czekalem tam w recepcji, zauwazylem krzyz i portret zakonnicy na scianie. Spytalem siw opiekujacej sie mna pielgniarki:
    · To dziwne, ze w publicznym miejscu macie krzyz w szpitalu?
    · Tak, bo to jest katolicki szpital;
    · A kto to jest ta siostra? – nie pamietam, ale chyba nie bardzo mogla mi wytlumaczyc.
    Co mnie pozniej dalej zaskoczylo to grzeczna i trosliwa osobowa obsluga. Dziwilem sie, choc o nim slyszalem i czasem obok przejezdzalem, ale nigdy przedtem tam nie bylem, a jest w podobnej odleglosci 10 km, tak jak Alfred, panstwowy, do ktorego od lat jezdze i wciaz narzekam, skladam zazalenia na beztroska arogancka obsluge, gdzie trzeba czekac godzinami.
    Wlasnie przedwczoraj napisalem dlugi komentarz n/t biednych, ks bp z tego umiescill tylko “Przytoczę świadectwo o św. Frances Xavier Cabrini:..”

    Przypomnialo mi sie to dzis, gdy na zakonczenie I –szej Mszy sw spiewalismy wlasnie:
    ‘Go Tell Everyone
    God’s spirit is in my heart
    He has called me and set me apart
    This is what I have to do
    What I have to do
    Ch:
    He sent me to give good news to the poor
    Tell prisoners that they are prisoners no more
    Tell blind people that they can see,
    And set the downtrodden free
    And go tell everyone
    The news that the kingdom of God has come
    Just as the Father sent me
    So I’m sending out to be
    My witnesses throughout the world
    The whole of the world
    Don’t worry what You have to say
    Donn’t worry because on that day
    God’s spirit will speak in your heart
    Will speak in your heart.’

    Idz powiedz wszystkim

    Duch Boga jest w moim sercu
    On wezwal mnie i umiescił mnie osobno
    To jest to, co ja musze robić
    Co ja musze robić.
    Ref:
    On posyłał mnie dawać Dobre Nowine biednym
    Powiedz wiezniom, ze juz nie są wiezniami więcej
    Powiedz ślepym ludziom, że mogą widzieć,
    I zalamanych uwolnij
    I udaj się i mów wszystkim
    Wiadomośc, że Królestwo Boga przybyło.

    Jak Ojciec posyłał mnie
    Tak Ja was posylam
    Abyscie byli Moimi świadkami w całym świecie
    W całym świecie
    Nie niepokoj sie co masz mówić
    Nie martw, dlatego że tego dnia
    Duch Boga będzie mówić w twoim sercu
    Będzie mówić w twoim sercu.’

    #38 Jurek
  39. #17#21

    Nie wyciągajcie mi, proszę, belki z oka. Nie orzekam o Bogu, nic o nim wiedzieć nie mogę, jak pisałem. Cośkolwiek wiem nt. ludzi, to piszę, ludźmi staram się interesować.

    Też Cię lubię. Lubię ludzi.
    Nie mogę nie dopisać, brzydzę się kłamstwem – proszę mi wybaczyć tą osobistą, ogólną, dygresję.

    Interesujący wykład i sam temat, postępowania z Talentami. Następny…

    #39 człowiek bez imienia
  40. K. dziękuję.

    #40 basa
  41. “ Obraz, który przewija się w Pawłowym przedstawieniu sytuacji pogan i ich nowej sytuacji jako chrześcijan, to określenie, iż byli kiedyś umarłymi wskutek sposobu myślenia i postępowania, a teraz zostali przywróceni do życia przez pojednanie…
    dla chrześcijanina nie jest więc istotne to, co on zrobi dla Boga –…- lecz to, na co on pozwoli, aby Bóg w nim dokonał, przemieniając jego myślenie i jego sposób postępowania oraz uzdalniając go do nowego życia – do życia w pojednaniu i komunii…”

    Wczoraj pisalem: “…Przypomnialo mi sie to dzis, gdy na zakonczenie I –szej Mszy sw spiewalismy wlasnie:
    “…On posłał mnie dawać Dobra Nowine biednym,
    Powiedz wiezniom, ze juz nie są wiezniami więcej,
    Powiedz ślepym ludziom, że mogą widzieć,..”
    A dzis moje (ulubione) uzdrowienie wlasnie:
    Lk 18, ‘35 Kiedy zbliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. 36 Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. 37 Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. 38 Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” 39 Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” 40 Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go: 41 „Co chcesz, abym ci uczynił?” Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”. 42 Jezus mu odrzekł: „PRZEJRZYJ, TWOJA WIARA CIĘ UZDROWIŁA”. 43 Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. TAKŻE CAŁY LUD, KTÓRY TO WIDZIAŁ, ODDAŁ CHWAŁĘ BOGU.’

    #41 Jurek

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php