W 18. Niedzielę roku C jest proklamowany fragment czytania z księgi Koheleta. Mędrzec Kohelet to bardzo swoisty kaznodzieja, który swoją egzystencję i mądrość odnosi do króla Dawida i króla Salomona. Działał on już pod koniec historii zbawienia Starego Testamentu (III wiek przed Chrystusem).

Przemijalność i doświadczenie marności

Przepowiadanie Koheleta jest przeniknięte realnym sceptycyzmem wobec rzeczywistości ziemskiej. Przebija w nim z jednej strony jakby nuta zwątpienia i poczucia marności, a z drugiej wiara, że wszystko pochodzi od Boga i że Bóg prowadzi z ludzkością i z każdym człowiekiem swój plan. Wobec wszystkich dywagacji na temat znaczenia i wartości rzeczy ziemskich oraz osiągnięć czy potknięć człowieka Kohelet w zakończeniu swojej księgi daje taką radę.

Boga się bój i przykazań Jego przestrzegaj,
bo cały w tym człowiek!
Bóg bowiem każdą sprawę wezwie na sąd,
wszystko, choć ukryte: czy dobre było, czy złe (Koh 12,13-14)

Jest to prosta i zawsze aktualna recepta na właściwe życie człowieka wierzącego i mającego odniesienie do Boga szczególnie wtedy, gdy doświadcza trudności czy zwątpienia. Jest to drogowskaz życia, który zawsze jest prawdziwy i prowadzi do prawdy i dobra.

Psalm 90

W czasie dzisiejszej liturgii jako odpowiedź na czytanie fragmentu z księgi Koheleta śpiewamy Psalm 90. Ten Psalm nie mówi o łatwych sprawach. Mówi o przemijalności życia człowieka. O przeżyciu ucisku, poniżenia i niedoli (ten fragment jest w niedzielnej liturgii opuszczony).

Znamienna jest jednak końcowa część tego Psalmu, na którą chcemy zwrócić uwagę:

Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami †
i wspieraj pracę rąk naszych, *
dzieło rąk naszych wspieraj!

W szczególności warto zatrzymać się nad wyrażeniem „Dobroć Pana”. Hebrajskie sformułowanie (noam) zawiera w sobie wiele aspektów, które niejako uzupełniają czy rozszerzają rozumienie tej „dobroci”. Termin hebrajski wyraża wszystko to, co jest dobre, wspaniałe, przepełnione światłem, Wszystko to, co powodujące przyjemność i radość z powodu tego, czego się doświadcza.

Warto zauważyć, że Biblia Gdańska (przekład ewangelicki z pierwszej płowy XVII wieku) przekłada ten werset: Niech będzie przyjemność Pana, Boga naszego, przy nas. Natomiast przekład łaciński, Wulgata ma: Et sit splendor Domini Dei nostri super nos. A więc jest mowa o „splendorze” Pana Boga naszego nad nami. Nie chodzi więc dobroć pojmowaną przez nas i z naszego punktu widzenia, lecz taką dobroć, który jest niejako przyjemnością Boga i okazaniem Jego splendoru nad człowiekiem.

Światło i oświecenie, które zmienia życie człowieka

Dla pełniejszego obrazu warto jeszcze zauważyć, że grecki przekład tego Psalmu używa tutaj rzeczownika lamprotes, który oznacz jasność, blask, światłość. Ten rzeczownik jest użyty w greckim tekście Dziejów Apostolskich przez św. Pawła, kiedy w Cezarei Nadmorskiej przed prokuratorem Festusem i Królem Agrypą  mówi o wydarzeniu pod Damaszkiem. Wypowiada wówczas takie oto słowa:

W południe podczas drogi ujrzałem,
o królu, światło z nieba,
jaśniejsze od słońca,
które ogarnęło mnie i moich towarzyszy podróży (Dz 26,13).

Paweł mówi więc, że w południe ogarnęła go światłość jaśniejsza od blasku (lamprotes) słońca. To światło, które objawiło się nad Szawłem, tak go oświeciło, że zmieniło się całkowicie jego życie. Otrzymał łaskę poznania Jezusa Chrystusa i dzięki temu jego życie stało się nowym życie, życiem w Chrystusie Jezusie. Wtedy to okazała się prawdziwa dobroć Boga nad Szawłem, która go wyrwała z jego faryzejskiej służby Bogu i go przemieniła oraz uczyniła nosicielem prawdy Jezusa Chrystusa.

Nasz śpiew i nasze życie

Kiedy więc śpiewamy słowa Psalmu: Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami – niechaj w nas nie rodzi się myślenie tylko o tym, co my uważamy dla nas za dobre, ale niech nas przenika gotowość na to, aby w nas stawał się Boży plan, odpowiadający Bożemu upodobaniu wobec każdego z nas. Bowiem właśnie ten Boży plan i jego spełnianie się w nas jest przejawem wielorakiej Bożej „dobroci” nawet jeśli nie idzie po myśli naszej „dobroci”.

Potrzebne to jest, aby w naszym życiu przez dokonywanie się dzieł Boga okazywała się Jego chwała i Jego splendor. Abyśmy byli miłą wonią i przyjemnością dla Boga. Naturalnie te ostatnie określenia należy czytać jako antropomorfizm i przenośnie podobnie jak wszystkie sformułowania, w których jest mowa o upodobaniu Boga i o przyjemnej i miłej dla Niego woni płynącej z składanych ofiar i właściwego postępowania człowieka (zob. np. Rz 12,1).

Przeżywanie z wiarą i w mocy wiary trudnych i zwykłych a nawet pozornie bezsensownych momentów naszego życia może być okazją do poznania nad nami przedziwnej obecności Boga: Jego dobroci i chwały.

Bp ZbK

 

Tym skrótem myślowym: „pogrzebani i wskrzeszeni” można krótko ująć i wyrazić prawdę o życiu chrześcijańskim. Tak to słyszymy w dzisiejszym drugim czytaniu z Listu do Kolosan. Teologia tego Listu podkreśla aspekt dopełnienia się życia chrześcijańskiego. Przedkłada przed oczy chrześcijan to, co jest w ich życiu już otrzymaną łaską i udziałem w życiu Boga przez Jezusa Chrystusa. Czyni to, aby nie ulegali innym poglądom i praktykom, które na różne sposoby ukazują chrześcijaństwo jako przede wszystkim wysiłek ludzki i zdobywanie przychylności Boga przez stosowanie się do różnych przepisów i praktyk religijnych.

Z Chrystusem pogrzebani jesteście w chrzcie,
w którym też razem zostaliście wskrzeszeni
przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił.

Co to praktycznie oznacza „pogrzebanie”

Mamy więc wyraźne odniesienie do chrztu jako zanurzenia w tajemnicy Chrystusa. Ta prawda zostaje podkreślona prze określenie: pogrzebani. Autor wyraża tym samym definitywny aspekt tego, co staje się w chrzcie, kiedy z racji wiązania się z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, zostaje przywołany także aspekt pogrzebania, czyli grobu.

To właśnie grób stanowi ów konieczny moment zerwania z tym co było przeszłością życia według własnej koncepcji, by wejść w nowy etap. W chrzcie ten udział w tym przejściu przez grób (przez pogrzebanie) dokonał si w sposób sakramentalny. Trzeba, aby chrześcijanie o tym pamiętali, e niejako stale żyją z pamiątką (pamięcią) tego grobu, a więc zamykania tego, co było owocem działania według koncepcji starego człowieka.

Wiadomo, że ten „stary człowiek” w praktyce codziennego życia stale się odzywa i chce dobierać się do głosu i wykazuje swoje działanie. Sakrament bowiem to nie magia, ale wprowadzania człowieka w świadome przeżywanie tajemnicy Jezusa Chrystusa. Trzeba więc, aby do tego wracał, co otrzymał na chrzcie. Aby sobie przypominał i korzystał z tego „zamkniętego grobu”, z tego grzebania. To zależy od pamięci i od woli. To zależy od tego, czy i na ile chrześcijanin pielęgnuje w sobie ten związek i chce w nim pozostawać.

Za tym pojęciem pogrzebanie kryje się wiele spraw i aspektów życia chrześcijańskiego. To nie tylko jakeś umartwianie się siebie – chociaż to jest także. Czasem jednak pewne formy ascetyzmu przeradzają się w jakież hołdowanie samemu siebie i skażoną pychą wyniosłość. Za tym obrazem „pogrzebania” stoi przede wszystkim gotowość chrześcijanina na to, by inni z nim czynili to, co z nim chcą czynić. Pogrzebu bowiem nikt nie wyprawia sobie samemu. Czyni to inni. Może to wydawać się trochę radykalne czy wprost brutalne. W tym jednak należy szukać istoty naszych prawdziwych umartwień, które mogą stać się okazją do powstawania z martwych, do wskrzeszania.

Kiedy i jak dokonuje się wskrzeszanie ?

Trzeba od razu i prosto powiedzieć: Tak jak grzebanie, czyli składanie do grobu dokonuje się przez działanie innych, tak też wskrzeszanie, czyli wychodzenie z grobu i wchodzenie w nowość życia dokonuje się też nie mocą samego pogrzebanego. Nie dokonuje się mocą samego siebie. zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił

Apostoł wyraża to dalej w słowach wskazując na działanie samego Boga właśnie przez Sakrament:

I was, umarłych
na skutek występków i «nieobrzezania» waszego grzesznego ciała,
razem z Nim [Chrystusem] przywrócił do życia.

W dalszej części Apostoł precyzuje to wskrzeszenie jako wprowadzenie w życie przeniknięta darem przebaczenia. Naturalnie chodzi o przebaczenie, które zostaje obwieszczone przez Ewangelię, Dobrą Nowinę i przyjęte w Sakramentach. Prawdziwość przyjęcia tego przebaczenia weryfikuje się w życiu chrześcijan przez niesienie przebaczenia właśnie tym, którzy okazali się na jakiś sposób i w jakieś mierze sprawcami doświadczenia grobu. Jest to krzyż czy niesprawiedliwość jakich się doświadcza i które chce się zazwyczaj jakby wyrównać przez przepisy prawa. Ta logika dochodzenia swego została w Jezusie Chrystusie przybita do krzyża:

Darował nam wszystkie występki,
skreślił zapis dłużny, przygniatający nas nakazami.
To właśnie, co było naszym przeciwnikiem,
usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.

Chrześcijanie korzystają z przebaczenia i niosą przebaczenie. Są świadkami życia płynącego z mocy Tego, który jako „Pierworodny spośród umarłych” żyje i udziela swej mocy tym ,którzy w Niego wierzą.

Życie wskrzeszonych

Życie wskrzeszonych mocą Jezusa Chrystusa przyjętą w sakramencie chrztu i stale przyjmowaną w pozostałych sakramentach i w uległości Słowu Boga to życie w przebaczeniu. Praktycznie oznacza to stałe doświadczenie godzenia się na „pogrzebania” własnego ja przez innych i wchodzenia w nowe życie przez przebaczenie dzięki mocy Zmartwychwstałego Pana.

Zmartwychwstanie bowiem, to złamanie wszelki „przepisów i przewidywań. Zmartwychwstanie to zaskoczenie i niespodzianka. To nowość dokonująca się w przełamywaniu siebie przy pomocy (przy okazji działania innych często nam obcego i nie po naszej myśli) i w przyjmowaniu mocy Boga, który Go wskrzesił Jezusa z martwych. Jest to stale zwycięski „dialog” dokonujący się wśród grzeszników, którzy poznają moc Boga działającą przez przebaczenie.

Bp ZbK

W 16. Niedzielę roku C otrzymujemy Słowo o Abrahamie. Przedstawia nam jeden z ważnym momentów historii zbawienia związany ze spełnieniem obietnicy, na co Abraham już czekał sporo czasu i nawet zaczął wątpić, co objawiło się zrodzeniem Izmaela z niewolnicy Hagar (zob. Rdz 16). Narodziny Izmaela nie były jednak spełnieniem Bożej obietnicy. Musiało się jeszcze wiele wydarzyć w życiu Abrahama, aby on sam i jego żona Sara doświadczyli, że to sam Bóg jest mocen wypełnić złożoną obietnicę. On jest Panem danej obietnicy i On wyznacza czas i okoliczności jej spełnienia.

W takich oto okolicznościach dokonuje się wydarzenie, o którym mówi czytanie tej niedzieli. Doniosłe i decydujące jest Słowo skierowane przez Boga do Abrahama podczas tego specyficznego nawiedzenia:

O tej porze za rok znów wrócę do ciebie,
twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna.

 

Nawiedzenie

Abraham nauczył się już spotykać Boga. Stało się to już jego doświadczeniem, że gdy dochodzi do jego spotkania z Bogiem jest to zawsze owocne nawiedzenie. Jest to jednak także doświadczenie ingerencji w życie Abrahama, która zmienia jego plany, jego myślenie i wpływa na jego decyzje. Kształtuje na nowy sposób, czasem nawet „nieprzewidywalny” czy nawet niewyobrażalny jego życie. Odkrywał stopniowo, że to jest dla niego dobre i potrzebne. Uczył się dlatego wyczekiwać tego nawiedzenia, a kiedy przychodziła ku temu „okazja”, wołał – jak to mamy w dzisiejszym czytaniu: Nie omijaj mnie proszę.

Logika nawiedzenia stanie się jednym z elementów historii zbawienia. Tak powie o tym Zachariasz, kiedy dojdzie do tego, by nadać jego synowi, zrodzonemu mimo jego swoistej „niewiary”, nadać imię Jan. Powie wówczas: Błogosławiony Pan Bóg Izraela, bo nawiedził swój lud i go wybawił”. To nawiedzenie będzie kształtowała życie Jana Chrzciciela. Ten ostatni z Proroków ogłosi i wskaże na Jezusa jako Baranka, w którym dokonało się najpełniejsze nawiedzenie. To ten Baranek wziął na siebie grzech świata.

Konsekwencje Nawiedzenia w Jezusie i przez Jezusa

Abrahamowi podczas nawiedzenia Bóg zostawił obietnicę – zapewnienie. O tej porze za rok wrócę, twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna. I tak się stało. Nawiedzenie, jakie zostało wyrażone w słowach Zachariasza też stało się. Stało się to w męczeńskiej śmierci Jana Chrzciciela – Prekursora Jezusa. Ta śmierć Jana dokonała się w pewnym sensie w groteskowych okolicznościach. Była jednak wielkim świadectwem Prawdy.

Nawiedzenie, jakie dokonało się w Jezusie Chrystusie, było odkryciem prawdy o grzechu i słabości człowieka. Nie tylko ci, którzy podczas działalności publicznej Jezusa stawali przeciwko Niemu, okazali się skuteczni w skazaniu go na śmierć, ale także ci, którzy byli blisko Jezusa, z Nim chodzili, słuchali Jego nauczania i widzieli Jego cuda, opuścili Go.

W tych okolicznościach ludzkiego odrzucenia i opuszczenia Jezus dokonał najpełniejszego nawiedzenia człowieka. Sam – jako człowiek – wchodził z lękiem i bojaźnią w tę Godzinę Nawiedzenia. Jednocześnie jako posłuszny Ojcu Syn wiedział, że na tę Godzinę przyszedł i przyszedł po to, aby ją wypełnić, aby stał się owoc Nawiedzenia (zob. J 12,27).

Paweł dopełnia

Kto z uczniów Jezusa poznaje rolę i znaczenia tego Nawiedzenia, kto jak Paweł pod Damaszkiem przeżył takie nawiedzenia Boga w Jezusie Chrystusie, kto zna konsekwencje i owoc tego nawiedzenia, będzie na podobieństwo św. Pawła mówił i czynił jako ten, kto

raduje się w cierpieniach za wszystkich i dopełnia niedostatki udręk Chrystusa w swoim ciele dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół.

Obyśmy umieli odkrywać tajemnicę i jej służyć poznając czas nawiedzenia swego, dla dopełniania się zbawienia.

Panie, nie omijaj mnie, proszę . . .

Bp ZbK

Czytany w 15. Niedzielę roku C fragment Powtórzonego Prawa jest wielkim i znamiennym przesłaniem, które jednak nie zawsze jest łatwe do akceptacji przez nas i bardzo łatwo stosujemy wobec tej prawdy różnorakie wykręty lub uciekamy się do tłumaczenie się, że to wcale tak nie jest, że tego nie odczuwamy, że to jakaś teoria odległa od życia. Przesłanie dzisiejsze brzmi:

Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie:
w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić.

To przesłanie dotyczy słuchania Słowa. Słuchania poleceń i postanowień zapisanych w księdze tego Prawa. To Słowo – jak jest dalej powiedziane: nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem. Nie jest w niebiosach . . . Jakkolwiek to przesłanie jest zapisane w Księdze Prawa, korzysta ono z perspektywy doświadczenia babilońskiego. Jest „powtórzonym Prawem”, stale tym samym, ale ogłaszanym już z innej pozycji. Odnosi się do sytuacji, jakiej Izraelici doświadczyli na Wygnaniu Babilońskim. Dlatego jest mowa o doświadczeniu, gdy

spełnią dla ciebie wszystkie te słowa:
błogosławieństwo i przekleństwo, które ci obwieściłem;
jeśli rozważysz je w swym sercu, będąc między wszystkimi narodami,
do których Pan, Bóg twój, cię wypędzi –

jeśli wrócisz do Pana, Boga swego,
będziesz słuchał jego głosu we wszystkim,
co ja ci dzisiaj rozkazuję . . . (Pwt 30,1-2).

 

W tym kontekście zostaje wypowiedziane jedna z najważniejszych obietnic, jakie Bóg uczynił Izraelitom, która odnosi się do Nowego Przymierza. Ta obietnica jest wyrażona w przedziwnym obrazie i w następujących słowach:

Pan, Bóg twój, dokona obrzezania twego serca
i serca twych potomków,
żebyś miłował Pana, Boga swego,
z całego serca swego i z całej duszy swojej,
po to, abyś żył (Pwt 30,6).

Ta przedziwna zapowiedź i obietnica jest dalej przedstawiona, jako dana i gotowa do spełnienie się w wybranych, którzy na Wygnaniu Babilońskim doświadczyli swojej życiowej porażki i są gotowi uznać swój błąd i grzech oraz poddać się prowadzeniu i działaniu Boga.

Czas / okoliczności spełnienia się obietnicy

Perspektywa spełnienia się tej obietnicy nie zamykała się jednak w ramach historii Starego Testamentu. Powrót Izraelitów z Wygnania był tylko typem i zapowiedzią tego, co miało się dokonać już w stopniu pełnym i nieodwołalnym w Jezusie Chrystusie. Człowiek bowiem sam nie mógł w sobie dokonać owej przemiany swego serca (swego jestestwa).

Mogło się to dokonać tylko jako dzieło Boga w „takim” człowieku, który całkowicie uzna „wygnanie” i wróci do Boga, jako jedynego Źródła życia – czyli do Boga Ojca. Tego mógł dokonać tylko Syn Boży, który przyjął „wygnanie”. Tym było Jego wcielenie, Jego uniżenie (zob. Flp 2,6n). Zostało to zobrazowane w historii dzieciństwa Jezusa, gdy Ewangelista Mateusz odnosi do Jezusa słowa proroka Ozeasza: Z Egiptu wezwałem Syna mojego (Mt 2,15; por Oz 11,1).

Dla nas: potrzebne doświadczenie otwarcia oczu – czasem kryzysu

Prawda o bliskości Słowa Boga w stosunku do nas jest prawdą stale aktualną. Problem jest w tym, że my – jako ludzie zwiedzeni przez grzech – bardzo często tworzymy wokół siebie swoistą sferę obronną przed Słowem. Stajemy się w jakiejś mierze jakby zabezpieczeni przed tym Słowem i trzymamy je na odległość w odniesieniu do wydarzeń naszego życia. Wskutek tego to Słowo wydaje się nam odległe od naszego życia, albo jakby nie pasujące czy nie przystające do naszego życia. Mamy bowiem inną wizję życia. Jesteśmy zainteresowani innymi rozwiązaniami czy propozycjami.

By mogło stać się inaczej musimy przeżyć jakiś kryzys naszych planów i działań. To może dziać się na różnych płaszczyznach i w różnych dziedzinach naszego życia. Obrazowo mówiąc: „musi” dojść do tego, że wydarzenia i doświadczenia, jakie nas spotykają, niejako „podziurawią” ów swoisty nasz pancerz immunologiczny przez nas wytwarzany. Dlatego mowa: kiedy spełnią dla ciebie wszystkie te słowa: błogosławieństwo i przekleństwo . . .

Używając innego obrazu może tak to sformułować: Słowo Boga jest blisko nas podobnie jak otaczające nas powietrze, my jednak łatwo próbujemy korzystać i z innego powietrza, z innej atmosfery, z ideologii, jaka nam z różnych względów w daje chwili odpowiada.

Obyśmy nie ulegali rodzącym się w nas złudzeniom, że sami potrafimy, lecz byli gotowi słuchać Słowa, które jest blisko nas, w zasięgu naszej ręki. Prawda, że to Słowo nierzadko jawi się jako twarda mowa i łatwo bywa przez nas odrzucane na dużą odległość. Obyśmy umieli doceniać różnego rodzaju doświadczenia, które „przebijają i dziurawią” nasze przysłowiowe pancerze, dzięki czemu Słowo może bliżej docierać do nas. Nas dotykać w słabych punktach naszego życia. Może być przez nas dostrzegane i przeżywane jako nam bliskie i sprawiające w nas Boże dzieło.

Bp ZbK

Jezus wielokrotnie mówił o sobie, że jest posłany przez Ojca. Szczególnie widzimy to w Ewangelii wg św. Jana, ale nie tylko. W Ewangeliach synoptycznych Jezus mówi tak o sobie w przypowieściach. Mówi o synu, którego gospodarz posłał do dzierżawców, przekonany, że go uszanują, a tymczasem go zabili (zob. Mk 12,6). Świadomość i prawda bycia posłanym była stale obecna w życiu Jezusa i kształtowała to Jego ziemskie życie oraz wyznaczała rytm Jego misji.

Jezus – posłany przez Ojca – sam też posyła swoich

W tej prawdzie i świadomości Jezusa jako posłanego przez Ojca jest zakorzenione posłani uczniów. Miało to miejsce już za czasów Jego ziemskiej działalności, jak to właśnie słyszymy w dzisiejszej Ewangelii.  Stało się to ukoronowaniem Jego misji, jak to wypowiedział przed swoim Wniebowstąpieniem: Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam (J 20,21).

Dzisiejsza Ewangelia opowiada jak to Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał.

Powiedział też do nich:

Idźcie!
Oto posyłam was jak owce między wilki.  

To posłanie, o jakim mowa w dzisiejszej Ewangelii, jest specyficzne. Historia zna wprost niezliczoną liczbę emisariuszy. Ludzi wysyłanych w różnych celach i z bardzo różnych powodów. Wskutek ich misji dokonywały się różne wydarzenia i bywały podejmowane różne decyzje. Zazwyczaj dla jednych korzystne dla innych czasem wprost tragiczne. Wiązało się to i wiąże się najczęściej z jakąś penetrację sytuacji przeciwnego obozu, by stworzyć dla siebie korzystne warunki i możliwości dalszego działania.

Dlaczego owce między wilki ?

Człowiek po grzechu stał się nie tylko „obcy” w stosunku do Boga, ale w jakiejś mierze także Jego „przeciwnikiem” (zob. np. Rz 5,10; Kol 1,21). W takiej sytuacji oczekiwałoby się takiej interwencji Boga wobec człowieka, wskutek której Bóg zmierzałby do pokonania człowieka. Do unieszkodliwienia go i podyktowania mu „warunków kapitulacji”. Bóg jednak nie traktował i nie traktuje człowieka jako swego konkurenta czy przeciwnika bądź wroga. Widzi, jak człowieka uwikłał się w swoje zabłądzenie. To w człowieku powstała owa „wrogość” wskutek podszeptu złego ducha, przeciwnika Boga, jaki jest szatan.

Jezus wszedł do naszego „obozu wrogości” wobec Boga i Jego zamysłu. Uczynił to dla zbawienia człowieka, aby niejako rozbroić w nas ową wrogość w stosunku do Boga. Dlatego wydał się w ręce ludzi i my zrobiliśmy z Nim to, co chcieliśmy (zob. Mt 17,10-13; por. Mk 9,11-13). Okazało się jednak, że to, co my – ludzie uczyniliśmy Bogu, stało się dla Niego okazją do tego, aby nam obwieścić przebaczenie i pokój.

Niesienie pokoju i nowy świat

Jezus wysyła swoich uczniów jako „owce” do „wilków”. Należy to do strategii zbawienia. Najpierw stało się to bowiem w pewien sposób w Nim samym. Teraz Jego uczniowie niosą w sobie Jego misję, czyli skierowanie do wilków, aby objawiać pokój. Jest to zbawcza logika zmierzająca ku temu, aby wilki mogły poznać, że owce w swojej bezbronności, opartej na związku ze swym Pasterzem, nie zostały posłane, by ukazywać jak się ratować przed wilkami, lecz by wilki mogły poznawać błąd swego wilczego działania i wchodzić w nawrócenie. Nie jako nakaz, lecz uległość mocy światła i pokoju.

Zadanie postawione przed uczniami Jezusa to misja, której celem jest spełnianie się tego, co prorok Izajasz kreślił w swojej wizji (zob. Iz 11,1-16 w szczególności 11,6).

Możemy sobie stawiać pytanie, na ile jest o realistyczne. Jako przyznający się do tego, że jesteśmy uczniami Jezusa, nie widzimy innego sposobi i innej możliwości realizacji świata sprawiedliwego, w którym żyje się prawdziwym pokojem.

Jezus, jak słyszymy dalej w Ewangelii, jest realistą i sam mówi, że ten świat nie zawsze i nie wszędzie przyjmie takich emisariuszy pokoju. Nie przyjął bowiem Jego samego. A jednak Jego misja spełniła się. Po to też wysyła On teraz swoich uczniów.

Fakt odrzucenia nie oznacza klęski i niepowodzenia, lecz – jeśli uczniowie sami zachowają pokój płynący od swego Mistrza i Pana (zob. J 14,27) – będzie to zawsze szansą dawaną ludziom zagubionym w tym świecie.

O to modlimy się i prosimy, byśmy umieli być uczniami posyłanymi w Jego imię i korzystającymi z Jego przedziwnego planu i przedziwnej mocy . . .

Bp ZbK

Ewangelia proklamowana w 13. Niedzielę roku C odnosi nas do decydującego momentu w publicznym życiu Jezusa i w ogóle w Jego misji. Ewangelista Łukasz widzi w słowach Jezusa, w których Jezus wyraża swoją zdecydowaną wolę udania się do Jerozolimy, przełomowy moment w całej misji Jezusa. Właściwie dokonuje się uzewnętrznienie tego momentu i konsekwentne jego rozwijanie. Taka jest ogólnie mówiąc koncepcja Ewangelii, którą przedstawia ten Ewangelista. Do tej chwili Jezus chodził po Galilei, nauczał, działał cuda. Teraz, gdy czas się wypełnił, idzie, by dokonać tego, po co przyszedł. Tak oto formułuje św. Łukasz swoją relację o tym momencie:

Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata,
postanowił udać się do Jeruzalem,
i wysłał przed sobą posłańców.

Ci wybrali się w drogę
i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego,
by przygotować Mu pobyt.
Nie przyjęto Go jednak,
ponieważ zmierzał do Jeruzalem.

Czas wzięcia z tego świata

Życie Jezusa miało określoną dynamikę. Jezus nie przyszedł na ziemię po to, aby sobie jakoś pożyć i cieszyć się tym życiem. On przyszedł, aby dokonać PRZEJSCIA – Paschy. To miało się stać w Jerozolimie. To miało też otworzyć nowe spojrzenie na życie. Nową koncepcję życia. Jezus więc „postanowił udać się do Jeruzalem”. Dosłownie: zwrócił / skierował swoją twarz (swoją osobę) w sposób zdecydowany /zafiksowany ku Jeruzalem.

Co miało się dokonać ?

Miało się dokonać „wzięcie” (zabranie) Go z tego świata. Oznaczało to otwarcie drogi życia przez to czym jest śmierć. Otwarcie drogi, której wszyscy ludzie po grzechu (jako grzesznicy) potrzebują, ale na którą nikt sam z siebie nie chce wejść a nawet nie jest w stanie tego uczynić.

Ludzkie „drogi” są bowiem tak kształtowane przez ludzi, w jakiejś mierze pod wpływem złego ducha. Stąd łatwo dominantą czyli myślą przewodnią staje się to, by zyskiwać, by promować siebie, by stanowić o swoim życiu według własnego uznania i dążyć do tego, by być panem swego życia a czasem także panem życia innych. To prowadzi do tego, czego obrazem jest wieża Babel. Wszyscy chcą „jakiegoś dobra”, ale zawsze to „dobro” jest naznaczone własnym szukaniem siebie. Mimo że w takim działaniu dzieje się wiele dobra partykularnego, nie jest to dobro, które sięga wnętrza człowieka i prowadzi do tworzenia dobra dla każdego człowieka. Taka jest sytuacja ludzkości – mimo wielu wysiłków i osiągnięć. Widzimy i doświadczamy, jakie powstają konflikty, niesprawiedliwość, krzywda, niszczenie życia . . .

Dla kogo Jezus to uczynił ?

Jezus podjął drogę do Jeruzalem ze względu na nas. My bowiem, zwiedzenie przez grzech (własną koncepcję życia), nie chcemy ani wchodzić ani przechodzić perz to co oznacza Jeruzalem. Tam bowiem ma się dokonać Pascha, przemiana. Odniesienie nas do jedynego Boga i Pana, które z konieczności domaga się właśnie wejścia w to, co jest inne od naszych planów. Pójścia za Nim . .  . Bezwarunkowego pójścia.

Okazuje się jedna, że rodzi się opór i sprzeciw. Znakiem tego oporu jest wzmianka, która mamy w Ewangelii, że wysłanników Jezusa nie przyjmowano i nie pozwalano im „przygotować” miejsca dla Jezusa, dlatego, że zmierzał do Jeruzalem.

Szansa i wybór dla każdego z nas

Obyśmy korzystali z „posługi” Jezusa, który sam idzie ku Jeruzalem i otwiera przed każdym z nas, kiedy słuchamy Jego Słowa, właśnie tę drogę.

Nie dziwmy się, że spotka nas niejednokrotnie opór i sprzeciw właśnie z powodu tego „szczęśliwego” ale często niezrozumianego i nieakceptowanego „zafiksowania” ku Jeruzalem. Ten opór i sprzeciw nie będzie pochodził tylko zewnątrz, ale będzie odzywał się on także wewnątrz nas samych.

Obyśmy jednak tego szczęśliwego i zbawczego „zafiksowania” trzymali się. Zaczątek czy klucz do tego otrzymaliśmy w Chrzcie świętym i umacniamy się w tym w Eucharystii.

Do Jeruzalem prowadzi nas Pan. Czasem mówimy, że jesteśmy za Nim iść dokądkolwiek On się uda. Bywa jednak też często, że zaraz stawiamy warunki: Pozwól mi najpierw . . . Spraw, aby się stało to i tamto . . . itp.

Łatwo tracimy z naszego horyzontu właściwy cel naszego chrześcijańskiego życia na rzecz naszych doraźnych celów, potrzeb oczekiwań itp.

A jednak, jesteśmy w drodze do Jerozolimy . . .

Bp ZbK

Dwunasta Niedziela w cyklu C koncentruje się na prawdzie i osobie Mesjasza. Stanowi też okazję do głębszego pojmowania mesjańskiej drogi i jest zaproszeniem, by bardziej świadomie na nią wchodzić.

Prorok Zachariasz w pierwszym czytaniu oznajmia bardzo znamienną i poruszającą prawdę.

Będą patrzeć na tego, którego przebili,
i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem,
i płakać będą nad nim,
jak się płacze nad pierworodnym.

Niezależnie od tego, jak będziemy interpretować ten tekst w kontekście historycznym jego powstania (fragmenty z okresu przed wygnaniem babilońskim a ostateczna redakcja późniejsza), będzie on zawsze miał odniesienie do Jezusa Chrystusa jako Mesjasza wywodzącego się z Narodu Wybranego. Potwierdza to przytoczenie fragmentów tego tekstu w Nowym Testamencie właśnie jak przedstawienie wydarzenia pasyjnego Jezusa (zob. J 19,37; Ap 1,7).

Pytanie Jezusa o Jego tożsamość

Ewangelia dzisiejsza obwieszcza moment, w którym Jezus zaczyna bezpośrednio przygotowywać uczniów do tego, co ma Go spotkań w Jerozolimie. Pyta uczniów o opinię co do Jego tożsamości. Najpierw pyta uczniów o opinię tłumów a następnie wprost stawia to pytanie uczniów.

Odpowiedź Piotra, który zabiera głos w imieniu Dwunastu jest trafiająca w sedno sprawy, czyli objawia przekonanie o misji Jezusa jako Mesjasza.

W ujęciu Łukasza, podobnie jak u Marka, ale w odróżnienie od Mateusza nie ma pochwały Piotra za jego wyznanie. Potwierdzenie prawdziwości słów Piotra możemy widzieć w wypowiedzianej przez Jezusa zapowiedzi Jego męki. Jest to pierwsza z trzech zapowiedzi.

Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć:
będzie odrzucony przez starszyznę,
arcykapłanów i uczonych w Piśmie;
zostanie zabity,
a trzeciego dnia zmartwychwstanie.

To przedstawienie się Jezusa w zapowiedzi Jego męki jest potwierdzeniem drogi zapowiedzianego Mesjasza. On jest tym zapowiedzianym, który zostanie przebity i poniżony. To nad nim niektórzy będą płakać jak nad pierworodnym. Bo On właśnie w tej swojej śmierci i Zmartwychwstaniu stanie się Pierworodnym spośród umarłych.

Chrzest

Zapowiedziane wydarzenie Mesjasza otwiera nowy etap w historii ludzkości. Prawda i rzeczywistość tego nowego etapu urzeczywistniają się w tych, którzy pozwolą się pociągnąć przez Mesjasza. Wejdą za nim w to wszystko, co stanowi przemianę starego w nowe, ziemskiego w niebieskie, cielesnego w duchowe.

W owym dniu wytryśnie źródło,
dostępne dla domu Dawida
i dla mieszkańców Jeruzalem,
na obmycie grzechu i zmazy

Będzie to źródło całkowitej nowości. Źródło nowego życia. Takiego, które ratuje człowieka z jego grzesznej koncepcji życia dla siebie. Będzie to przyobleczenie w mesjańską nowość, czyli życie pod wpływem i działaniem Ducha Jezusa Chrystusa – Ducha Świętego.

Przyobleczenie

Święty Paweł powie o tych, którzy dają się zanurzyć w tej mesjańskiej (chrystycznej) rzeczywistości, że są synami Bożymi na wzór i dzięki Jezusowie Chrystusowi. Należąc przez chrzest do Chrystusa stają się dziedzicami obietnic danych Abrahamowi. Zostają przyobleczeni w chwalę Chrystusa. Ta jednak będzie zawsze objawiała się w tych wszystkich sytuacjach, o których mówił Zachariasz i co wyraził w zapowiedziach swojej męki sam Jezus i co przeżył.

Do przyobleczenia się w Chrystusa i Jego chwałę dochodzimy tylko z Jego łaski dzieląc w jakiejś mierze Jego los i przyjmując Jego Ducha. Jest to program mesjański. Jest to program wypełniony i sprawdzony i stale otwarty dla każdego z nas wierzących. Potrzebujemy stałego wprowadzania w tę Tajemnicę Mesjasza Bożego. Dokonuje się to zazwyczaj w różnych formach i sposobach inicjacji. Służy temu katechumenat prowadzący do chrztu i pochrzcielny.

Wolność przyjmowania przyobleczenia – programu

Ten mesjański program nie jest obowiązkowy – dla nikogo. Jest on jednak przedłożony wszystkim jako propozycja życia. Wchodzą w ten program ci, którzy zechcą. Wydaje się, że dzisiaj jest zbyt wielu takich, którzy formalnie są w tym programie, lecz wewnętrznie go nie akceptują. Co więcej: bywa, że są do niego wrogo nastawieni i go niszczą w sobie i próbują niszczyć w innych. Jest to problem świadomości tożsamości chrześcijańskiej w Kościele i w naszym społeczeństwie, które w znacznej mierze – przynajmniej formalnie – jest w tym chrześcijańskim, czyli mesjańskim programie życia, jednak go nie tylko rozumie, ale czasem nawet nie chce go poznawać i w niego wchodzić.

Bp ZbK

Dzisiaj Uroczystość Najświętszej Trójcy. Jest to święto, które zaprasza nas do wnikania w wewnętrzne życie Boga. Także zaprasza nas do lepszego pojmowania i rozumienia sposobu objawiania się Boga ludziom po grzechu człowieka.

Bóg Objawienia nie jest Bogiem statycznym, chociaż jest niezmiennym w sobie i zawsze tym samym. Ma jednak w sobie dynamikę życia i objawia życia. W szczególności objawia to życie wobec tego czym jest brak czy nawet negacja życia, jaką jest śmierć jako konsekwencja grzechu czyli oderwania się człowieka od Boga. W objawieniu się Boga człowiekowi dokonało się przywrócenie tej relacji przez wyjście Boga do człowieka w Synu Bożym i darze Ducha Świętego.

Słyszymy dziś słowa św. Pawła:

 

nadzieja zawieść nie może,
ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych
przez Ducha Świętego, który został nam dany

 

Dla przybliżenia tego wydarzenia i tego „procesu” objawienia sią Boga człowiekowi zatrzymam się na terminie określającym miłość Boga jako tę, która „rozlana jest w sercach naszych”. Posługuję się językiem obrazowym. Stawiam pytanie: Jak to się stało i jak to sią nada dokonuje.

Kiedy i jak ?

Kiedy w i jaki sposób „rozlewa się” ta miłość w naszych sercach, czy dociera do naszych serc, aby w nich byś obecna i pulsować?

Możemy powiedzieć i jakoś to pojmujemy, że jeśli chodzi o relacja Ojca i Syna w Trójcy Świętej, Syn jest „owocem” miłości Ojca. W Jego zrodzeniu zawiera się tajemnica Ojcostwa Boga. Żeby jednak ta tajemnicy relacji nie została zamknięta w sobie i dla siebie, objawia się – mówiąc językiem obrazowym – to COŚ/KTOŚ więcej. Jest to objawienie się Ducha Świętego.

W historii zbawienia człowieka po jego grzechu nie chodziło jednak, żeby ta Tajemnicy Trójcy Świętej, była dla niej samej. Chodziło, żeby wprowadzić człowieka w tę Tajemnicę życia. Człowiek bowiem od początku został stworzony na obraz i podobieństwo Boga i został mu dany udział w życiu Boga. Grzech to zaburzył.

Syn prowadzony przez Ducha

Potrzebne więc było taki objawienie życia Bożego człowiekowi, żeby na nowo mógł otrzymać udział w życiu Boga. W tym celi Syn oddaje się do dyspozycji Ojca, by – stając się człowiekiem i żyjąc na podobieństwo człowieka – „stworzyć” warunki do objawienia się Ducha Świętego człowiekowi. Przeżył to najpierw w sobie, jako namaszczony Duchem Świętym, pozwolił się wprowadzić w warunki (sytuacje) należne grzesznikowi i przyjął śmierć krzyżową. Dzięki temu przez Jego „rozbite” ludzkie ciało, objawiła się, rozlała się i została udostępniona miłość Boga. On wydał samego siebie dla urzeczywistnienia tej tajemnicy daru życia dla tych, którzy wpadli w „pułapkę” śmierci.

Święty. Paweł w proklamowanym dzisiaj tekście używa słowa, które – oprócz aspektu „rozlania się” ma także aspekt „wydania się”, „uzewnętrznienia” czy „rozpostarcia”. Miłość Boga „została wydana” w nasze serca. Stało się to w Jezusie Chrystusie – w Jego Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu. Stało się to przez Ducha Świętego, który w sposób uprzedzający jest nam dan i stale dawany. Tajemnica Syna jest nam przekazywana, byśmy i my nią żyli

Co to znaczy dla nas ?

Tylko w Duchu Świętym możemy pojmować i przyjmować przejaw miłości „wydającej się” i „rozlewającej się” w naszych sercach, czyli w naszym wnętrzu. Ten Duch Święty nie tylko objawia nam prawdą „historyczną” wydania się Jezusa, ale stale w nas potwierdza potrzebę tego, byśmy pod wpływem i dzięki działaniu Ducha Świętego przyjmowali wszystkie sytuacje i okoliczności życia, w których mamy możliwość uczestnictwa w tej tajemnicy „wydania się” Syna, a więc „rozlewającej się” miłości Boga Ojca. To wszystko zależy od tego, na ile zdajemy sobie sprawę, co to znaczy żyć „logice” wydawania siebie i na miarę tego, jak w tę logikę wchodzimy.

Miłość Boga nie może w nas być obecna i nie może się „zadomowić” bez gotowości na to, że w konkretach naszego życia będziemy – na podobieństwo Syna – przyjmowali okazje do tego, by zostawać „wydanym”. Oznacza to „wyprowadzanie” czy „wyciąganie” nas ze sfery naszej „zamkniętej miłości”, która zawsze w jakiś sposób jest ukierunkowana na nas samych a nie na to, by być dla innych, dla drugiego.

Jest to bardzo znamienne przesłanie wynikające z prawdy i życia Trójcy Świętej. Jest to obietnica i dar, które spełniają się w naszym życiu na miarę naszego poddawania się prowadzeniu Ducha Świętego, by mieć w sobie świadomość synostwa, dzięki któremu mamy w sobie życie dające się wydawać. Jest to szansa naszego udziału w życiu Trój-jedynego Boga, w którym ma rozproszeni przez grzech mamy możliwość powrotu do życia w jedności i komunii

Bp ZbK

Dzień Pięćdziesiątnicy. Dzień, w którym Izraelici przeżyli nadaniem im Prawa Bożego pod Synajem i stali się ukonstytuowanym Ludem Bożym. Do tego dnia oni „dochodzili” od momentu wyjścia z niewoli Egipskiej – aż doszli do Góry Synaj. Było to święto Przymierza Boga ze swym Ludem. Ten dzień świętowali i świętują każdego roku.

Święto to samo– a jednak inne

Pięćdziesiątnica nabiera jednak nowego znaczenie i nowej treści. Staje się dniem Nowego Przymierza Boga ze swoim Ludem. Jest to też dzień ukonstytuowania Nowego Ludu. Stało się to podczas trwania i obchodu święta Starego Przymierza. To, co staje się jako nowe, jest niejako wpisane w pierwotne święto i z niego wyrasta, a jednocześnie całkowicie je przerasta i jest nowym tchnieniem Boga wobec człowieka. Tchnieniem spełniającym się wobec wybranych, ale nie ograniczającym się do wybranych. Jest bowiem „utworzeniem” nowego znaku czy powołaniem nowego znaku Obecności Boga wśród ludzkości i dla całej ludzkości.

Możemy tak obrazowo próbować zestawić te dwa świąteczne wydarzenia, które wnoszą w ludzkość dar Obecności Boga. Powtarzam: przedstawiam zestawienie ich jako pewien i oczywiście nie w pełni wyczerpujący obraz.

Pod Synajem

Hebrajczycy po wyzwoleniu z niewoli egipskiej „dochodzili” do góry Synaj i tam za pośrednictwem Mojżesza otrzymali Torę. Otrzymali ją po wypowiedzeniu swojej gotowości, że będą czynić wszystko, co Bóg przykazał (Zob. Wj 19,8; 24,4.7). Tak zostało zawarte Przymierza Boga z Jego wybranym ludem. Stało się to wszystko na podstawie „wszystkich tych słów” (Wj 24,8).

W tym sformułowaniu o „wszystkich tych słowach” nie możemy widzieć tylko słów Boga, ale także słowa człowieka, zobowiązanie się wybranego Narodu do wypełnienia wszystkiego, co Bóg powiedział.

Tak się zobowiązali i w tym była zawarta cała ich gotowość. Byli przekonani, że tak będzie, że zdołają być wiernymi, że potrafią wypełniać. Ale już wobec pierwszej „trudności” i wątpliwości: „nie wiemy, co się stało z Mojżeszem, tym mężem, który nas wyprowadził z ziemi egipskiej” (Wj 24,1), skierowali się do kapłana Aarona z prośbą : „uczyń nam boga” (Wj 24,1). Możemy to sprecyzować: uczyń nam innego boga, boga według naszego pomysłu, stosownego do naszych oczekiwań i planów itp.

W tym wszystkim okazała się niemoc człowieka, by dochować wierności Bogu. Jeremiasz powie o tym wydarzeniu: „przymierze moje złamali” (Jr 31,32). Prorocy zapowiadali więc zawarcie nowego Przymierza. Właściwie całe Pismo czy wszystkie Pisma Objawienia Bożego to zapowiadały. Do tego też zmierzała cała historia tego wybranego Ludu prowadzona przez Boga.

W wieczerniku

Co stało się w Wieczerniku?

Wracając do obrazowego zestawienia, trzeba powiedzieć, że Apostołowie nie musieli „dochodzić” do góry Synaj, lecz mieli zostać w Jerozolimie i oczekiwać. Zostali w Wieczerniku na modlitwie i w oczekiwaniu wydarzenia, które miało ich ogarnąć i przemienić. Mieli oczekiwać, aż zostaną wyposażeni w moc, który uczyni ich świadkami wydarzenia, które całkowicie zmienia bieg rzeczy i rozumienie historii. Zarówno historii każdego poszczególnego człowieka jak i całej ludzkości. Tym wydarzeniem, o którym mają świadczyć jest fakt:

Jezus został niesprawiedliwie skazany na śmierć przez ludzi,
ale stało się to w sposób przewidziany przez Boga,
i ten Jezus zmartwychwstał i żyje.
Co więcej: jednoczy w przedziwny sposób tych, którzy w Niego wierzą.

Apostołowie, a przez nich wszyscy uczniowie wierzący w Jezusa otrzymali moc, Jego moc, jako Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, otrzymali Jego Ducha. Jest to moc z wysoka, czyli od Boga, a nie z działania i zakładanej wierności człowieka. Tę moc otrzymuje się „czekając” na spełnienie się obietnicy. Kiedy ktoś przyjmuje spełnienie się tej obietnicy, jest gotów sam w nią być wprowadzany, jest gotów wchodzić w podobne sytuacje do tego, co spełniło się w Jezusie Chrystusie. Jest gotów wchodzić w przyjęci niesprawiedliwości aż po śmierć i być świadkiem zmartwychwstania.

Moc z wysoka dla życia w codzienności

Zesłanie Ducha Świętego to nie owoc „ludzkiego dochodzenia” do góry Synaj, lecz posłuszne trwanie w oczekiwaniu na Dar Ducha, który uzdalnia do wchodzenia w Tajemnicę Jezusa. Nie jest to jakiekolwiek działanie człowieka, według jego nawet tzw. „najlepszych” projektów i oczekiwań, lecz posłuszne wchodzenie w historię życia – w wydarzenia, które krzyżują, a w których okazuje sią moc Boża.

Wołamy: niech zstąpi na nas Twój Duch, o Panie. Niech nas odnawia stosownie do Twego Oblicza, stosownie do Twego zamysłu i zamiaru. Byśmy byli na Twój obraz i podobieństwo wszędzie tam, gdzie jesteśmy. Byśmy nie próbowali zmieniać rzeczywistości na nasz obraz i nasze podobieństwo.

Dla nas wierzących w Jezusa stale „nadchodzi” ten dzień i stale staje się ten dzień, na miarą naszego posłuszeństwa wszystkiemu, co On powiedział i trwaniu w tym, gdzie On nas stawia. Stosownym Wieczernikiem może okazać się każde miejsce . . . .

Bp ZbK

Takie oto pytanie padło z ust uczniów Jezusa, gdy On zamykał swój ziemski etap swego działania i wstępował do nieba. Odpowiedź Jezusa nie jest bezpośrednią odpowiedzią, lecz obwieszczeniem nowości, jak ma nastąpić w związku z Jego odejściem i jako owoc całego Jego dzieła w czasie jego ziemskiej obecności i ziemskiego działania.

Obwieszczenie nowości

Można też powiedzieć, że to, co miało nastąpić, to było ukoronowanie całego dzieła Boga, jakie dokonało się w Jezusie Chrystusie i przez Niego. To była zapowiedź, że to dzieło Boga nie zakończy się z odejściem Jezusa z rzeczywistości ziemskiej lecz będzie miało przedłużenie. Można nawet powiedzieć, e nastąpi nowe wcielenie tego dzieła Bożego. Nastąpi nowe wcielenie mocy i działania Boga w życie poszczególnych ludzi i całej ludzkości.

Jezus wypowiada takie oto słowa:

«Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile,
które Ojciec ustalił swoją władzą,
ale gdy Duch Święty zstąpi na was,
otrzymacie Jego moc
i będziecie moimi świadkami
w Jeruzalem i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi».

Na czym polega ta nowość ?

Oczywiście słowa Jezusa są bogate w treści, których tutaj nie jesteśmy w stanie przedstawić. Niech nam będzie wolno skoncentrować się na kilku aspektach.

Najpierw: nie wasza to rzecz … Jest to zwrócenie uwagi ma to, że „dotychczasowe” spoglądanie uczniów Jezusa na wydarzenia musiało ulec zasadniczej zmianie. Oni jeszcze nie pojęli pełni wydarzenia, jakie stało się w Jezusie i skutków, jakie to wydarzenie ze sobą niesie. Jest to zapowiedź – w a właściwie wezwanie do tego, aby odwrócili swoje myślenie od tego, czym jest „ludzka władza” i próba ludzkiego panowania nad historią. Przez wydarzenie paschalne rozpoczął się inny sposób pojmowania i uznawania władzy. Bóg Ojciec „ustala” swoją władzą objawioną w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym zupełnie inny rytm i inną jakość spełniania się historii.

Dalej: Zstąpi na was Duch Święty . . . Jest to zapowiedź obecności tego samego Ducha, który prowadził Jezusa i uzdalniał Go w Jego ziemskim życiu do sposobu działania odmiennego od tych wszystkich postaw i sposobów organizowania życia, które mają na celu jakiś interes partykularny czy to poszczególnych osób (jednostek) czy szerszych społeczności. Nie są jednak w stanie (nie mają mocy) tworzenia prawdziwej jedności i wspólnoty, bo ulegają temu, czym jest lęk przed nieznanym, przed śmiercią (zob. Hbr 2,14n). Jezus daje obietnicę, pe ten Duch zstąpi na wierzących Niego

Następnie: otrzymacie Jego moc . . . To zapowiedź, że będziecie wyposażeni w to, co pozwoli wam być narzędziami działania Boga. Będziecie spełniać dzieła, które Bóg przewidział i przygotował (por. np. Ef 2,10). Skoro jest to moc Ducha Świętego, będą to dzieła, których spełnianie wykracza poza ludzkie możliwości, ale jednocześnie wpisuje się w pierwotny zamysł Boga, jakim było stworzenie człowieka na obraz i podobieństwo Boga. Jest to nowe stworzenie. Jest to egzystencja nowego człowieka, który potrafi być jednością i komunią na wzór Trójcy Świętej. Który potrafi kochać wydając samego siebie dla drugiego – aż do miłości nieprzyjaciół.

Wreszcie: będziecie moim świadkami . . . Nie chodzi więc o jakiś przejaw bohaterstwa człowieka, lecz dawania świadectwa, że w człowieku – nawet najsłabszym i może doświadczającym swoich błędów (takimi byli uczniowie Jezusa), może dziać Duch Święty i to On może każdego uzdalniać do dawania Jezusowi świadectwa przez niesienie prawdy o zbawieniu polegającym na wydaniu siebie za drugiego w imię poddania siebie prowadzeniu Ducha Świętego.

To jest program, przez który dokonuje się stale urzeczywistnianie Królestwa Bożego. To stale się dzieje i będzie się dziać wszędzie i aż do skończenia świata. Bramy piekielne tej prawdy i tej rzeczywistości nie przemogą. Nie odniosą nad tą prawdą zwycięstwa – nawet jeśli czasem będą przeżywać chwile jakiejś swojej dominacji.

To nas utrzymuje w wierze Kościoła

Bp ZbK

« Poprzednia stronaNastępna strona »

css.php