Brama owiec (4. Ndz Wlkn – 200503)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Czwarta Niedziela Wielkanocna jest zwana też Niedzielą Dobrego Pasterza. W liturgii Słowa w tle jest zasygnalizowany świat, który błądzi. Który nawet- jak powie św. Piotr we fragmencie swojej mowy – jest „przewrotny”. Prawda i rzeczywistość, jakie przyniósł ze sobą Jezus i które zostają udostępnione przez dar Ducha Świętego, są ratunkiem dla ludzi.

Pytanie i odpowiedź

Mowa Piotra i moc Ducha Świętego poruszył serca słuchających go wszystkich zebranych Żydów, którzy przybyli na Święto Pięćdziesiątnicy. Na ich bezpośrednie pytanie „Co mamy robić?” otrzymują odpowiedź:

Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr –
i niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa
na odpuszczenie grzechów,
a otrzymacie w darze Ducha Świętego.

Następnie Piotr daje bardzo ważne pouczenie przez przywołanie faktu obietnicy wypełnionej w Jezusie Chrystusie a teraz dostępnej dla wszystkich słuchających Piotrowego kerygmatu. Aby dostąpić tych obietnice konieczne jest przejście czy wyjście z jednej rzeczywistości, aby mieć udział w tej nowej.

Znamienne jest, że Piotr mówi, iż te obietnice są dla wszystkich. Są dla tych, którzy są blisko jako słuchający wówczas Żydzi (czyli, jak mówił: dla was i dla dzieci waszych) ale także dla tych, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła (stale powołuje). Rysuje się więc dynamika wezwania do „przejścia”, do swoistej Paschy. Ostatecznie sformułuje to wezwanie na podobieństwo „”wyjścia” z miejsca zagrożenia:

Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!

Jak się ma dokonać ten ratunek? W jakim kierunku konkretnie ma się dokonać owo „ratowanie?

Ratunek z przewrotnego pokolenia

Ten ratunek nie polega na przemieszczeniu z jakiegoś miejsca czy kraju zagrożenia. Nie określa też relacji między Izraelitami a poganami. Piotr mówił przecież do Żydów.

Bliższe określenie tego miejsca czy raczej pokolenia otrzymujemy w czytanym dzisiaj fragmencie Pierwszego Listu św. Piotra. Dotyczy to sytalu czy raczej całej koncepcji życia. Piotr przedstawia najpierw dzieł dokonane przez Jezusa Chrystusa jako bardzo specyficzny sposób bycia:

On grzechu nie popełnił,
a w Jego ustach nie było podstępu.

On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył,
gdy cierpiał, nie groził,
ale zdawał się na Tego, który sądzi sprawiedliwie
.

Obraz Jezusa, który wszedł w cierpienie paschalne stanowi wzór postępowania, który chrześcijanie przyjmują przez wiarą i sakramenty. Ten sposób życia jest zestawiony przez św. Piotra z poprzednim, w którym znajdowali się zanim weszli w światło wiary i łaski.

Był to stan, który Piotr określa bardzo dobitnie i wyraźnie jako przeciwstawienie temu wszystkiemu, co się staje (winno się stawać) w chrześcijaninie:

Błądziliście bowiem jak owce,
ale teraz nawróciliście się
do Pasterza i Stróża dusz waszych.

Pasterz

Kim jest ten Pasterz i Stróż dusz tych, którzy uwierzyli? Tym Pasterzem jest Jezus, który – w tej samej mowie zapisanej przez św. Jana – tak oto powiedział o sobie i o swoim „podejściu” (rozumieniu) życia:

Dlatego miłuje Mnie Ojciec,
bo Ja życie moje oddaję,
aby je potem znów odzyskać.

Nikt Mi go nie zabiera,
lecz Ja od siebie je oddaję.

Mam moc je oddać
i mam moc je znów odzyskać.
Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca
(J 10,17n)

Jezus, przez swoją Paschę, jaką sam dla nas przeżył, niejako wziął w swoje posiadanie klucz „wychodzenia” czy „przechodzenia”. A więc klucz Paschy czy klucz paschalny. To on jako Pierwszy i Ostatni i żyjący, który był umarły, a jest żyjący na wieki wieków, ma klucze śmierci i Otchłani (Ap 1,17n).

Korzystanie z władzy i mocy Pasterza

Jezus, jako ten, który ma tę przedziwną władzę jest Pasterzem i Stróżem. Tej władzy jednak nie „posiadł” i nie zachowuje dla siebie, lecz określa siebie i stawia siebie do dyspozycji każdemu jako Brama. Każdy, kto przyjmie prawdę i rzeczywistość Paschy Jezusa, postrzega Jezusa jako Bramę ratującą z „przewrotnego pokolenia i wprowadzającą do życia w Królestwie Bożym – do życia wiecznego. Tak oto Jezus mówi do nas w dzisiejszej Ewangelii:

Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie,
będzie zbawiony
– wejdzie i wyjdzie,
i znajdzie pastwisko

Ten Jezus jest blisko nas. Szczególnie jest w każdej sytuacji doświadczenia przeciwności, cierpienia, niesprawiedliwości. To On wprowadza nas na pastwiska, które nie koniecznie są przez nas wybierane czy przewidywane i planowane. To On sprawia, że wszystko może być dobrze, nawet jeśli jest całkowicie inaczej, niż nam się wydawało, że powinno być. To On sprawia, że niczego nam nie braknie, nawet jeśli brakuje tego, co nam się wydaje jako konieczne. On daje nam klucz (kod dostępu) do nowego życia.

Tym kluczem jest Jego Pascha. Jego śmierć i zmartwychwstanie. Ta właśnie prawda rzuca światło na całe nasze życie. Ona pozwala nam „chodzić” po wszystkich pastwiskach i odkrywać je jako „zielone”, korzystne dla nas – nawet jeśli prowadzą przez „ciemną dolinę” i są takim doświadczeniem, która zabiera coś (trochę, dużo, wszystko) z  tego naszego życia. Przemienia dolinę płaczu w źródło życia (Ps 84,7)

Jest to tak ważne szczególnie teraz, kiedy doświadczamy skutków pandemii i dotykają nas wszelkiego rodzaju ograniczenia i zagrożenia. Modlitwą, życzliwością obejmujemy wszystkich, którzy doświadczają czegoś z tej „koronawirusowej łąki”. Niechaj szczególnie na niej objawia się moc Pasterza przemieniającego wszystko „zagrażające i śmiertelne” w okazję poznawania Jego łaski i Jego życia.

Obyśmy korzystali z tej Bramy, z Misterium Paschalnego Jezusa

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Trzecia Niedziela Wielkanocna. Słyszymy dalszą część mowy św. Piotra z Dnie Pięćdziesiątnicy, czyli Zesłania ducha Świętego. Piotr przywołuje fakt niesprawiedliwego skazania Jezusa na śmierć. Stało się to przez działanie ludzi, ale stało się to także z woli, postanowienia i przewidzenia Boga. A więc musiało się dokonać to niesprawiedliwe skazania Jezusa, Jego przybicie do krzyża i brutalne zabicie.

Spotkanie się „zamysłu Boga i ludzkich planów”

Było to przewidziane jak konieczne, jako conditio sine qua non tego, co także z woli i postanowienia Bożego miało się dokonać i być wielką nowością przywarowującą wszystko, co w planach ludzkich.

Bóg wskrzesił Go,
zerwawszy więzy śmierci,
gdyż niemożliwe było,
aby ona panowała nad Nim …  

To obwieszczenie stanowi podstawową treść Ewangelii –Dobrej Nowiny. W przedziwny sposób spotkały się dwie rzeczywistości. Dwa typy planowania i działania.

Z jednej strony działanie człowieka, działanie ówczesnych przywódców ludu i wykonawców niesprawiedliwego wyroku. A z drugiej zamysł Boga „wykorzystujący” niejako te ludzkie plany, knowania i działania, by doprowadzić do celu odwieczny plan zbawienia człowieka czyli wybawienia go od przekładania nad wszystko swoich własnych planów.

Człowiek te swoje „plany” ma od czasu sięgnięcia po owoc drzewa poznania dobra i zła i próby układania sobie życia niezależnie od zamysłu Boga. Od tego „czasu” człowiek zamiast słuchać głosu Boga i realizować swoje życie zgodnie z Jego zamysłem, ma swoje plany. Widzi swoje życie i otaczającą go rzeczywistość na swój sposób.

Argumentacja św. Piotra

W swoim pierwszym orędzie św. Piotr posługuje się argumentacją skrypturystyczną, czyli sięga do tekstów Starego Testamentu. Przytacza długi fragment Psalmu 16. Śpiewamy go dzisiaj podczas liturgii. Piotr odwołuje się do tych słów Dawida i przy ich pomocy wyraża sens wydarzenia, jakim jest zmartwychwstanie Jezusa i przekazuje też przesłanie ponadczasowe.

Miałem Pana zawsze przed oczami,
gdyż stoi po mojej prawicy, abym się nie zachwiał.

Dlatego ucieszyło się moje serce i rozradował się mój język,
także i moje ciało spoczywać będzie w nadziei,
że nie zostawisz duszy mojej w Otchłani
ani nie dasz Świętemu Twemu ulec rozkładowi.

Dałeś mi poznać drogi życia
i napełnisz mnie radością przed obliczem Twoim

Te słowa oczywiści odnoszą się do faktu zmartwychwstania Jezusa jako Pomazańca Bożego. To On całe swoje ziemskie życie a w szczególności swoją Mękę przeżył jako Ten, kto wszedł w te wydarzenia całkowicie posłuszny zamysłowi Boga. To wyraża sformułowanie: mieć zawsze Pana przed oczyma. Oznacza to praktycznie podchodzenie do wszystkiego z perspektywy zamysłu Boga. Zawsze gotów ten zamysł poznawać i w nim trwać.

Obietnica i pewność

Z tego faktu wypływa pewność, że nawet jeśli cokolwiek się stanie i jakkolwiek będzie przebiegać historia życia, będzie to zawsze dobrze. Nawet jeśli dojdzie do doświadczenie grobu i otchłani, nie będzie oznaczało to końca. Z relacji do „Oblicza Pana”, czyli z gotowości odwracania się od wszystkiego, co nie jest objawiającym się człowiekowi Bogiem, wypływa pewność spełnienia się obietnicy życia ponad czasem i przestrzenią.

Dawid nazywa takiego człowieka „świętym”, który nie może ulec rozkładowi, zagładzie, unicestwieniu. Oczywiście tym Świętym jest najpierw Jezus. W Nim jednak – na ile przyjmujemy Jego postawę i robimy wszystko, by mieć Pana Boga przed swymi oczami – także możemy się znajdować my. Każdy z nas.

Wobec pandemii

Wszystkie doświadczenia, jakie na nas spływają i wobec których musimy stawać, otrzymują inny wymiar i znaczenie, jeśli mamy Pana przed oczami. Jest to szczególnie ważne w czasie, który przychodzi nam przeżywać z powodu pandemii i tego wszystkiego, co z nią się łączy. Wszystkie niedogodności, utrapienia. Wszystkie lęki i obawy. To pozwala też nam patrzeć inaczej na naszych bliźnich. Tych, którzy nam pomagają i tych, którzy oczekują od nas pomocy.

Wszystkim, którzy są zaangażowani na polu bezpośrednich działań w walce z wirusem i niesieniu pomocy zarażonym i chorym należą się wyrazy głębokiego uznania i wdzięczności. Wspomagajmy ich, by mogli jak najlepiej nieść pomoc. Prośmy Pana Boga, by szczególnie w trudnych momentach mieli Pana przed oczami i w ten sposób doświadczali Jego bliskość i poczucia bycia w biegu wydarzeń i historii, która jest większa i ma dalej sięgające cele, niż tylko te trudne doświadczenia. A zmarli niechaj już mają Pana przed swoimi oczyma nieodwołalnie i na zawsze.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Kamień odrzucony (2 Ndz Wlkn – 200419)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Przeżywamy Drugą Niedzielę Wielkanocną. Zakończenie Oktawy Uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego. Jest to niedziela Miłosierdzia. Ta niedziela bywa też zwana Niedzielą Białą, gdyż neofici, po przeżyciu pierwszego tygodnia po przyjęciu chrztu, przychodzili w białych szatach.

Liturgia słowa ukazuje wspólnotę tych, którzy odrodzili się przez wiarę i chrzest. Jest to wspólnota tych, których Bóg Ojciec, przez Jezusa Chrystusa i przez posługę Kościoła

na nowo zrodził nas do żywej nadziei:
do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego,
które jest zachowane dla was w niebie
.

Oto przeznaczenie i perspektywa dana neofitom. Oni przypominają wszystkim nam ochrzczonym, co się z nami stało i jakie jest ukierunkowanie naszego życia.

Co się stało?

Spotkali ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana i Zbawiciela. Dokonało się to w przygotowaniu katechumenalnym, podczas którego otworzyły im się oczy na przedziwną prawdę, którą prosto i obrazowo wyraża Psalm śpiewany podczas dzisiejszej liturgii:

Głosy radości z ocalenia w namiotach sprawiedliwych: *
«Prawica Pańska moc okazała».

Kamień odrzucony przez budujących †
stał się kamieniem węgielnym. *
Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach.

Oto dzień, który Pan uczynił, *
radujmy się nim i weselmy.

Te słowa Psalmu odnoszą się do Jezusa. On sam na to wskazał. Uczynił to w kontekście swojego sporu z tymi, którzy stanowili ówczesny autorytet religijny (zob. Mk 12,10n i paral).

Oznacza to, że w budowaniu rzeczywistości wiary – królestwa Bożego zaszedł pewien paradoks. Ci, którzy mieli to czynić tego nie uczynili. Albo należy powiedzieć jeszcze inaczej i bardziej adekwatnie: Uczynili to, co im się wydawało korzystne a nie to, co było ich misją i zdaniem. Doprowadzili – jako budowniczy – do odrzucenia „właściwego kamienia”. Tym odrzuceniem było zgładzenie Jezusa przez ukrzyżowanie.

Ten właśnie fakt – przez działanie Boga  – stał się początkiem nowości (zob. np. Dz 13). Początkiem tej nowości zapowiedzianej od dawna i na którą ludzkość czekała, choć tego nie była świadoma. Aby się ta nowość stała potrzebne było to odrzucenie wybranego – Mesjasza. Tylko w ten sposób mogła zaistniała owa nowość, która jest czystym dziełem Pana i cudem w naszych oczach.

Potrzeba przejrzenia

Ta prawda jest stale do przeżywania przez nas. Pomaga nam w tym św. Tomasz – w pewnym sensie jeden z „bohaterów” wydarzenia opisanego w dzisiejszej Ewangelii.

On najpierw wobec pozostałych Apostołów, którym się ukazał Jezus podczas jego nieobecności,  twierdził z całą pewnością (uporem):

«Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ
i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ,
i ręki mojej nie włożę w bok Jego,
nie uwierzę».

Taka była „tomaszowa” koncepcja podejścia do „niezwykłej, Dobrej Nowiny”, jaką mu przekazywali jego towarzysze. Można powiedzieć: był gotów odrzucić wszystko, co mu przekazywano. Wszystko natomiast zmieniło się, kiedy „Odrzucony” stanął przed nim. Niebyły już mu potrzebne dalsze próby dochodzenia.

W naszym życiu

My w naszym życiu mamy wiele przekonań. Niektórym wprost hołdujemy. Twierdzimy z największym przekonaniem i stawiamy warunki. Uważamy, że nie możemy ustąpić i odstąpić od tego, co „my ….”.

Tak bywa i czasem przez długi czas tak się udaje i to funkcjonuje. Jednak czy to jest właściwe, czy prowadzi do celu, który jest przed każdym z nas, jako człowiekiem stworzonym na obraz i podobieństwo Boga i odkupionym przez Jezusa Chrystusa?

Bóg w swoim miłosierdziu staje czasem przed nami w sposób bardzo zaskakujący. Często staje właśnie jako „zraniony” czymś, co łączy się z jakąś naszą niewiarą, uporem czy grzechem. Bywa to jako wewnętrzne przeżycie a czasem jako jakieś zewnętrzne wydarzenie, spotkanie itp. Wtedy bywa, że w jednej chwili wiemy, doświadczamy z całkowitą pewnością: to jest działanie Pana Boga. Wyznajemy: Pan mój i Bóg mój.

Opadają wszystkie nasze „tezy”, stawiane warunki itp. Dzieje się to zazwyczaj w okolicznościach, które zaskakują i raczej są trudne, rzucające nas w jakąś niemoc.

Wobec epidemii

Przeżywana przez nas pandemia koronawirusa może być okazją do różnego rodzaju zabiegów, wątpliwości itp. Może też być okazją do wytwarzania w sobie postawy czy otwartości na to, że może coś się zdarzyć. Coś, co może rzucić światło na moje życie. Coś czego nie mogłem zobaczyć, kiedy wszystko szło po mojej myśli i ja stawiałem warunki – uważałem się za głównego rozgrywającego. Byłem gotowy odrzucać wszystko, co nie jest po mojej myśli. Może to też mi się udawało. Teraz natomiast może otwiera się przede mną blask odrzuconego światła. Może lepiej zobaczę swoje życie. Może też moje życie z innymi. Może łatwiej uwierzę w Dobrą Nowinę, która do mnie na różne sposoby dociera, a której w dniach pomyślnych nie słucham, bo jestem wpatrzony w siebie.

To Pan Bóg ma swój plan z każdym z nas i z nami wszystkimi. To jest największa pewność. We wszystkim musimy szukać odniesienia naszych pewności do tego jedynego planu, dokonanego w Jezusie Chrystusie – odrzuconym kamieniu …

W tym kontekście słowa otuchy, uznania i podziękowania dla wszystkich służb medycznych, organizacyjnych wolontariatu i władz. Niechaj Boża moc i światło tak Wszystkich wspomagają, aby mogli działać z jak największą ludzką i fachową skutecznością a jednocześnie być znakiem działania Opatrzności Bożej.

Niechaj nas ogarnia, Panie, Twoje Miłosierdzie szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy zrzucani z naszych planów, pewności itp.  Może też będziemy przeżywać niejedno zaskoczenie i „zdumienie” oraz dziękować za coś (może nie tylko za jedno) z tego, co się dzieje w kontekście tej epidemii. Dla wierzących w Tego, który zechciał być „Kamieniem Odrzuconym”, nie ma niczego, co nie miałoby znaczenia.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W trosce o ZOL w Jeleniej Górze (200413)

by bp Zbigniew Kiernikowski

ZOL_JelG_200413

Dziękuję za zainteresowanie

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Zyczenia – Pascha 2020

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dla Wszystkich Blogowiczów i Wszystkich, którzy tutaj zaglądają

Zyczenia Pascha 2020

Z pozdrowieniem

Bp ZbK

 

Podziel się z innymi

 

Dzisiejszej Niedzieli jest nam proklamowane Słowo z Trzeciej Pieśni o Słudze Pańskim (Iz 50,4-11). Słuchamy tego przesłania i przyjmujemy je.

Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym,
bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem
(Iz 50,4).

Program mesjański

Język, o którym mowa to dar samego Boga. Autorem jest, jak to mieliśmy w starym przekładzie „Jahwe Pan” (właściwe w tekście hebrajskim kolejność jest odwrotna). W tej Pieśni to zestawienie pojawia się czterokrotnie i zawsze na początku poszczególnych elementów przesłania. Wyraża to doniosłość Autora tego przesłania. Jest nim Pan, którego imię JEST. To On powierza swemu Słudze zadanie i to On go podtrzymuje i wspomaga (w. 9).

W przekładzie BT jest użyte określenie „język wymowny”. W tekście oryginalnym jest mowa o języku ucznia lub uczniowskim. O co chodzi? Nie chodzi o umiejętność nauczenia się podanej lekcji i wygłoszenia jej podczas odpowiedzi. Chodzi o wejście w treść Słowa. Właściwie o bycie Słowem, które się spełnia.

W przypadku Jezusa było o naturalne. W przypadku nas słuchających jest to proces stawania się „wsłuchiwania się” i przyjmowania tego Słowa, by ono stawało się rzeczywistością – czyli ciałem.

To Słowo wchodzi w sytuacje przeciwne. Na ile jest wcielane spotyka się z kontestacją a nawet z prześladowaniem, jak to jest wyrażone w dalszej części tej Pieśni.

Misją tego Wcielonego Słowa – Sługi Jahwe jest niesienie pomocy tym, którzy znajdują się w „krańcowych” sytuacjach, by mogli je przeżywać w nadziei, że jest rozwiązanie, gdyż jest Ktoś, kto podtrzymuje i nadaje sens także temu wszystkiemu, czym jest doświadczane cierpienie. Jest perspektywa życia niezależna od doświadczenia krańcowego (śmierci), bo jest Pan, który JEST. Sługa o tym świadczy.

Każdego ranka …

Ta prawda nie jest „jednorazowym doświadczeniem”. Dokonuje się to jako proces ciągły, każdego ranka.

Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie.
Pan Bóg otworzył mi ucho,
a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem
(Iz 50,4-5).

Zostaje podkreślony pewien ciągły proces, jaki przeżywa Sługa Pański. To znaczy na początku ludzkiego każdego działania Sługi musi dokonać się odniesienie do Boga przez słuchanie.

Boże działanie zazwyczaj ma swój początek w nocy, w ciemności w nicości. Sługa Pański jest natomiast w pewnej rzeczywistości, która jednak nosi na sobie i w sobie ową skazę czy zwichnięcie, jakim jest grzech. Dlatego na początku każdego ludzkiego działania, aby ono mogło być posłusznym i służebnym wyrazem działania Boga, musi stać słuchanie.

To otwieranie uszu to nie jest tylko „uzdolnienie do jakiegoś słuchania”. Jest to uzdolnienie do słuchania „trudnego”, gotowego podejmować zadania ponad ludzką miarę. Czasownik użyty w tym przypadku może w niektórych formach wyrażać gwałtowność rozerwania czy przebicia. Rzeczownik tego samego rdzenia może określać rzeźbę (zob. np. 2 Krn 2,13). Jest związany więc z cięciem, ryciem czy grawerowaniem. Oznacza to trud wchodzenia w Wolę Jedynego Pana i stawania się sługą.

Dlatego te dopowiedzenia: „ja się nie oparłem ani nie cofnąłem”. Jest to wejście w całkowitym posłuszeństwie ucznia, który wypełnia wolę Pana i Mistrza (zob. J 13,13n).

Dzisiaj dla nas

Potrzebne jest nam wszystkim uczenie się słuchania wbrew sobie samemu. To znaczy wbrew temu, co do nas dociera jako „zwodzące dobro” proponujące rozwiązania niezależne od zamysłu Boga. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nie jest to łatwe; wręcz przeciwnie bardzo ograniczają i to nie tylko w wymiarze zewnętrznym, lecz w naszym myśleniu, projektowaniu itp.

Okoliczności, w których przyszło nam obecnie żyć – związane z epidemią – też stawiają przed nami wszelkiego typu okazje. Możemy je próbować przeżywać na różne sposoby. Możemy też w jakiejś mierz korzystać z tego przesłania.

Język, który może być nam darowany jako słuchającym uczniom, będzie w miarę słuchania  językiem „wymownym” – pochodzącym, nie od nas lecz nam darowanym, stale darowanym ku pokrzepieniu innych, dla przychodzenia z pomocą tym, którzy jej potrzebują. Tak potrzeba dzisiaj „języka uczniów Sługi Jahwe”. Jeśli coś z tego w nas się staje, to wchodzimy w prawdę „Sługi Pańskiego”. Jest to ważny aspekt naszego chrześcijańskiego powołania. W takim duchu chcemy przeżywać dzisiejszą Niedzielę, cały Wielki Tydzień a w szczególności Święte Triduum Paschalne.

Bp Zbk

Podziel się z innymi

Liturgia Słowa w 5. Niedzieli Wielkiego Postu roku A daje nam możliwość głębszego wniknięcia w Ducha Bożego, w Ducha Jezusa Chrystusa.

Otwarcie grobu i dar Ducha

Zauważamy, że otwarcie grobów i udzielenie Ducha Bożego stanowią dwie strony jednego medalu, czyli takiego działania Boga, które prowadzi do nowego życia

Oto otwieram wasze groby
i wydobywam was z grobów, ludu mój,
i wiodę was do kraju Izraela,
i poznacie, że Ja jestem Pan

Udzielę wam mego ducha, byście ożyli,
i powiodę was do kraju waszego,
i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam.

Jedna i druga są tymi, które prowadzą wejścia do obiecanego „kraju” (Izraela czyli waszego, tzn. wam obiecanego) oraz do wejścia w znajomość Pana. Poznanie Boga, który zapowiada czyli daje obietnice i je spełnia.

 

Groby i ich znaczenie

Groby są stałym elementy życia ludzkości. Mają znaczenie symboliczne. Są groby różnego rodzaju. Od tych, nad którymi stawia się pomniki i stają się miejscem kultu i są po groby masowe, zapomniane. Oraz takie, które chce się likwidować i niejako unicestwić.

Grób jest znakiem zamknięcia. Jest też symbolem pozytywnym lub negatywnym pewnej ideologii, pewnej koncepcji życia. Może stawać się symbolem – pieczęcią pewnej myśli, pewnej strategii życiowej.

Można sformułować to tak: Grób mówi ze swego zamknięcia. Jest znakiem czegoś, co świadczy o przynależności do takiej czy innej koncepcji życia.

Grób Jezusa Chrystusa

Ten grób był znakiem niepewności i niepokoju dla arcykapłanów. Prosili Piłata o straże, o możliwość opieczętowania grobu. Chcieli mieć pewność o „zakończeniu tego całego epizodu, jakim była sprawa Jezusa z Nazaretu”.

Tymczasem ten grób „został otwarty”, okazał się pusty. Sprawa tak zaniepokoiła arcykapłanów do tego stopnia, że przekupili straże, aby rozpowiadali to, co było oszustwem i nadal jest oszustwem „wleczącym” się przez pokolenia (zob. Mt 27,62 – 28,15).

Otwarty grób ze swoją „(nie-)zawartością” czyli znakiem czegoś innego, niż zazwyczaj należy się spodziewać, jest dla wielu tego świata, w szczególności dla władców tego świata bardzo niewygodną prawdą.

Tak mówi Pan Bóg: «Oto otwieram wasze groby …

Jest to wiadomość i przesłanie, które może wzbudzać różne uczucia: począwszy od lęku do nadziei i radości. Wiadomo,  że przesłanie zapisane u proroka Ezechiela nie może być ograniczone do „grobów cielesnych”. Ma ono wymiar szerszy. Dotyczy także grobów duchowych. Zamknięcia się człowieka w sobie. Uczynienia ze siebie swoistego „monumentu”, który ma tak zostać, bo ma ku temu swoje racje itp.

Otwarcie grobu, to otwarcie wnętrza człowieka, by zobaczyć i stwierdzić, kim on jest, do kogo ostatecznie należy. Jaki jest w tym grobie duch (albo zaduch – zob. J 11,39). Wobec tego zachodzi obawa – jak u Marty, Siostry Łazarza.

Trzeba było jednak tego otwarcia, żeby okazało się, że Jezus jest prawdziwym przyjacielem Łazarza i że prawdziwie go miłował. Po wyjściu Łazarza z grobu zmieniły się zapewne relacja Sióstr Łazarza i samego Łazarza do Jezusa. Podobnie też całego otoczenia, które było świadkiem tego wydarzenia.

Wtedy też i to właśnie w związku z ty wskrzeszeniem Łazarza i obawą przed nowym impulsem do tego, by tłumy szły za Jezusem, postanowiono Jezusa zgładzić i ostatecznie zamknąć w grobie (zob. J 11,45-53).

Chrzest – zmiana przynależności

Właśnie dzięki temu wydarzeniu okazało się to, jak „grób został otwarty” i jak przy okazji tego pustego grobu gromadzi się nowa społeczność. Jednak już nie tylko dla „zachowania grobu”, lecz ze względu na przynależność do Ducha tego, który zmartwychwstał. Ta prawda i to doświadczenie zmienia całkowicie życie ludzi, którzy uwierzą, przyjmą chrzest jako zanurzenie w śmierci (grobie) Jezusa i swoim. Żyją mocą Ducha ożywiającego. Żyją przynależnością do Jezusa, który przeszedł przez śmierć.

Apostoł Paweł mówi nam dzisiaj:

Żyjecie nie według ciała, lecz według Ducha,
jeśli tylko Duch Boży w was mieszka.

Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego,
ten do Niego nie należy.
Skoro zaś Chrystus w was mieszka,
ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu,
duch jednak ma życie na skutek usprawiedliwienia.

Ta prawda i wynikająca zeń wiara pozwala też nam spokojniej i bardziej spójnie spojrzeć na nasze śmiertelne życie i na nasze przyszłe i obecne groby – czyli wszelkiego rodzaju zamknięcia i ograniczenia. Wierzymy, że dokonuje się proces otwierania grobów. Wierzymy, że ten proces dokonuje się – za naszym przyzwoleniem – w konkretnych warunkach, gdy ujawnia się nasze opowiadanie się co do przynależności.

Czy jesteśmy ludźmi, którzy „trwają i obstają” przy swoich zamkniętych grobach, czy też godzimy się na ich otwierania. To dokonuje się zazwyczaj w niezbyt przyjaznych okolicznościach z punktu widzenia „starego człowieka”, który jest zapatrzony w siebie i chciałby, żeby Jezus, Pan Bóg był swoistą „karetką pogotowia”, jak to wyraziły siostry Łazarza: gdybyś tu był, nie umarłby nasz brat.

Chrzest jest wejściem do wody śmierci. Jest akceptacją faktu grobu i zapoczątkowaniem procesu jego otwarcia.

Obecnie – pandemia

Tymczasem ta śmierć Łazarza, a potem Jezusa była potrzebna, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. Ta śmierć (każde ograniczenie) jest także nam na potrzebna. Każda śmierć, każde ograniczenie jest nam potrzebne jak szansa wejścia w nowość. Aby to się stawało domaga się to od nas akceptacji, abyśmy mogli zostać wprowadzeni do chwały.

Niechaj świadomość tego i wiara w zmartwychwstanie oraz wola przynależności do Jezusa i życia Jego Duchem, pomagają nam właściwe przeżywa ten czas próby związany z aktualną pandemią – koronawirusa. Jest to wyzwanie i szansa pogłębienia i umocnienia więzi przynależności do Chrystusa. Nic innego nie jest bowiem ważniejsze od tego, byśmy odkrywali naszą przynależność do Jezusa i bliskość Jego Ducha. Wtedy stajemy się wolni wobec wszystkich wyzwań, układów, zależności od osób i rzeczy. Odkrywamy, że nie potrzebujemy wiele, a może w nas stawać się wszystko.

Możemy za Martą i razem z Martą oraz całym Kościołem wyznawać: Teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko…  (zob. J 11,22nn). Te słowa skierowane kiedyś przez Martę do Jezusa są wołaniem Kościoła – Ciała Chrystusa. Ważne, abyśmy byli gotowi z wiarą wchodzić w to wszystko i to wszystko przyjmować i poddaniem się Jedynemu Panu dziejów ludzkości i każdego człowieka.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

W dzisiejszej Ewangelii, która przedstawia wydarzenie uzdrowienia człowieka niewidomego od urodzenia pojawia się wielokrotnie motyw grzechu i zgrzeszenia. Pytanie o grzech jest niejako stale w tle całego wydarzenia.

Najpierw uczniowie – widząc człowieka niewidomego od urodzenia – pytają, kto zgrzeszył, że ten człowiek urodził się niewidomy. Można pytać się, jak to spostrzegli, skąd wiedzieli, że ten brak widzenia był od urodzenia. Taka jest narracja tego wydarzenia. Można też postawi pytanie: Jak mógł ów niewidomy zgrzeszyć „przed swoim  narodzeniem”. To są pytania, które nas nie prowadzą do celu.

Jezusowa odpowiedź wprowadza nas w inny sposób rozumienia:

Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy
– on czy jego rodzice?»

Jezus odpowiedział:
«Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego,
ale stało się tak,
aby się na nim objawiły sprawy Boże
»

Jak mają się objawić te sprawy Boże?

Co się stanie ?

Jezus mów o chodzeniu w światłości, o wypełnianiu dzieła, które Bóg Ojciec Mu zlecił do wykonania. Mówi o dniu i o świetle, które jest, ale które nie zawsze będzie. Zapowiada więc jakieś wydarzenia, które w owej chwili nie są dostrzegane i nie są rozumiane. Nie są brane pod uwagę przez ludzi. A chodzi o coś więcej niż tylko ludzki fizyczny wzrok.

Wydarzenia , które mają nastąpić, są niejako zaanonsowane w stwierdzeniu faryzeuszów:

Człowiek ten nie jest od Boga,
bo nie zachowuje szabatu.

Oto niektórzy stają się wyrocznią i deklarują, co czy kto jest od Boga a co nie. W tym konkretnym przypadku chodziło o to, że Jezus w dzień szabatu uczynił błoto i tym błotem pomazał oczy niewidomego. To było uznawane za wykroczenie przeciwko Prawu. Jezus zostaje więc zaraz zaklasyfikowany – przynajmniej przez niektórych – jako człowiek grzeszny. Powstał wśród nich rozłam. Jezus stał się znakiem, który wszedł w tę sytuację ciemności (grzechu, rozłamu).

Swoisty sąd nad Jezusem i sąd dokonywany przez Jezusa

Faryzeusze, jako obrońcy Prawa, wypowiedzieli swój osąd. Próbowali w to wciągnąć także tego człowieka, który – w sposób cudowny przez działanie Jezusa w szabat – odzyskał wzrok:

«Oddaj chwałę Bogu.
My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem».

Na to odpowiedział:
«Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem.
Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę».

Ja widać faryzeusze obstawali przy swoim: „my wiemy …” Uzdrowiony nie wydawał osądu, lecz przywoływał fakt: byłem niewidomy, a teraz widzę.

Jezus przyszedł na świat i po to wszedł między ludzi, aby przez Jego posługę i życie dokonał się właściwy osąd.

Aby ten sąd Jezusa mógł się dokonać, Jezus poddał się wszelkim osądom ludzkim. Na Jego temat zostały wypowiedziane wszystkie możliwe sądy i osądy. Za Jego życia i przez wieki. On zaś poddał się i poddaje się temu wszystkiemu. Poddał się wówczas przez sądzeniu przez ówczesną władzę (Piłata), przez najwyższą instytucję religijną (Sanhedryn).

Po co to wszystko ?

Jezus wziął na siebie „osąd grzechu”. On, zrodzony bez grzechu – dla wypełnienia zbawczej Woli Boga Ojca – stał się w oczach ludzi grzechem i przekleństwem. Tak to sformułuje św. Paweł (2Kor 5,21; Ga 3,13). Bóg tego dokonał w Jezusie – światłości świata, aby nas grzesznych uczynnić sprawiedliwością Bożą, to znaczy noszących w sobie i na sobie tajemnicę przemiany.

Przyszedłem na ten świat,
aby przeprowadzić sąd,
żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli,
a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi
.

Ta przemiana to przejrzenie. Inne spojrzenie na życie, na grzech, na śmierć i ostatecznie na objawienie się w człowieku „spraw / dzieł Boga”

Czym jest dzisiejsza ślepota człowieka ?

Najkrócej można to ująć tak: my wiemy, my potrafimy, ma sami sobie wystarczymy (jako jednostka czy społeczność), bez świtała Bożego widzimy i damy radę. Nie potrzebujemy odniesienia do Boga. To jest nasza ludzka ślepota od urodzenia. Dzisiaj duża część ludzkości jest takim myśleniem ogarnięta.

Takie myślenie ma swój początek w raju, w grzechu pierwszych rodziców, w sięgnięciu po owoc poznania dobra i zła na własną rękę.

Z tej ślepoty przyszedł nas wyprowadzić (doprowadzić do przejrzenia) Jezus. Dokonał tego przez to, że nie wybrał dla siebie niczego, co by mogło Go po ludzku budować i prowadzić do sukcesu, lecz wręcz przeciwnie: wybrał krzyż, niesprawiedliwą śmierć, potraktowany jak grzesznik został stracony między przestępcami.

To było Jego wejście w ciemność (ślepotę) człowieka i  spowodowanie nowego, prawdziwego blasku światła. To było dokonanie owego ostatecznego i definitywnego sądu.

Dzisiaj przeżywamy wszyscy ogromne zagrożenie koronawirusem. Szukamy wszelkiego rodzaju wyjaśnień, tłumaczeń i ratujących środków. Przy tej okazji wyzwala się wiele dobra w różnych inicjatywach niesienia pomocy, ale także pojawia się wiele zła i niegodziwości. Oscylujemy stale między ciemnością i światłem.

Wobec zagrożenia wirusem

Przesłanie Jezusowe obwieszcza nam, że to wszystko musi się dokonać, aby objawiały się sprawy i dzieła Boga. Radykalnie można to tak ująć: Wąż kusząc człowieka w raju zapewniał: na pewno nie umrzecie (Rdz 3,4). Bez Boga możecie żyć jak Bóg. To było wprowadzenie w ciemność, w egzystencjalną nieprawdę, z której rodzą się wszystkie błędy i nieszczęścia człowieka. Bóg natomiast ostrzegał i ostrzegał i ostrzega: gdy spożyjesz z drzewa poznania dobra i zła, niechybnie umrzesz (Rdz 2,17).

Dzisiejszy świat w dużej mierze zapomniał te proste prawdy. Co więcej mniej lub bardziej świadomie wypiera je ze swej świadomości i praktyki życia.

Potrzebujemy powracania do tych podstawowych prawd. Potrzebujemy uczenia się przeżywania naszej śmiertelności, by nie dać się „oczarowywać”, że musimy tutaj żyć zawsze i za wszelką cenę. Tragedia epidemiczna czy pandemiczna nie polega tylko na tym, że ludzie masowo umierają, ale dzieje się to tak, jakby to była „jedyna tragedia”. Tak często na to patrzymy właśnie jako ślepi. Potrzebujemy więc światła, by rozumieć tę „ślepotę” jako okazję do przejrzenia. Do przyjęcia błota i do obmycia się, by właściwie widzieć.

Ta „tragedia” wynikająca z działania korona wirusa nie jest tylko „tragedią”, lecz jest także daną nam okazją do przejrzenia. Do odnalezienia właściwego wymiaru naszego życia. Oczywiście nie stanie się to ani magicznie, ani automatycznie. Potrzebna jest uniwersalna kwarantanna, aby uchronić się od wpływu mentalności świata (zob. Rz 12,1-2), to znaczy ulegania podpowiedziom szatana: ty musisz żyć, ty masz prawo żyć, ty masz prawo stanowić sam o sobie niezależnie od Boga itd. itp. Potrzebne jest nam słuchanie Ewangelii Jezusa Chrystusa i Jego sposobu podejścia do Prawa. To najważniejsze „antidotum” na wszelkie wirusy.

Tej „kwarantanny” potrzebujemy wszyscy. Dokonuje się ona tam, gdzie człowiekowi jest głoszona Ewangelia (kerygmat) i gdy człowiek ten kerygmat przyjmuje. Tylko wtedy dokonuje się właściwy osąd nad człowiekiem i nad światem. Jest to zbawczy i zbawiający człowiek osąd, jakiego Bóg dokonuje przez Jezusa Chrystusa.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Jesteśmy w Trzeciej Niedzieli Wielkiego Postu. Słuchamy Ewangelii o spotkaniu Jezusa z Samarytanką przy studni Jakubowej. Jest to jedno z tych wydarzeń, które przekazał nam Ewangelista Jan jako wydarzenie, które zawiera w sobie głęboką symbolikę i które stało się jednym z elementów chrześcijańskiego wtajemniczenia i w ogóle życia chrześcijańskiego.

Od zarania swego istnienia Kościół odwołuje się do tego wydarzenia w prowadzeniu do chrztu katechumenów. Przypomina też to wydarzenie przy różnych okolicznościach życiowych, zwłaszcza kiedy chodzi o wskazanie prawdziwego źródła życia zagubionemu człowiekowi (chrześcijaninowi, który się pogubił). To wydarzenie czytane indywidualnie a przede wszystkim proklamowane w zgromadzeniu stanowi wezwanie i ukierunkowanie człowieka na spotkanie t Tym, kto jest Prorokiem,    Mesjaszem, Zbawicielem i Panem wszystkiego.

Prośba Jezusa – pytanie o źródło życia

Ten Jezus, jako Człowiek z Nazaretu wędrował ze swymi uczniami po Ziemi Ojców, której Mieszkańcy pogubili się. Bądź to zapominając o obietnica danych ich ojcom bądź też przekręcając je stosownie do własnych aktualnych i bezpośrednich oczekiwań. Korzystali z darów i dobrodziejstw oraz sprawowali kult, ale nie znali jeszcze pełni objawienia się Boga i spełnienia się wszystkich obietnic. To się objawiło w spotkaniu Jezusa  Samarytanką. Gdy była przy studni, by czerpać wodę, Jezus skierował do niej, wyzywającą prośbę:

Daj Mi pić!     

Naturalnie nie chodziło Jezusowie o to, by ugasić Jego pragnienie. Była to prośba odnosząca się do prawdy życia. Krótko mówiąc: czy ktoś ma życie i może (jest w stanie) dzielić się nim z innymi. Była to więc także prośba niejako weryfikująca właściwą relację do Boga jako prawdziwego źródła życia.

Po wymianie kilku słów z Samarytanką wyrażających sytuację między Żydami i Samarytanami Jezus obwieszcza Samarytance:

O, gdybyś znała dar Boży
i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi:
„Daj Mi się napić”,
to prosiłabyś Go,
a dałby ci wody żywej.

Słowa Jezusa odwracają wyjściową sytuację. Kobiecie, którą przed chwilą prosił o to, by dała Mu pić, teraz obwieszcza, że to On ma w swojej władzy i w swoim ręku nie tylko to, o co wyzywająco poprosił Samarytankę, ale coś niewspółmiernie większego.

Czytaj więcej…

Podziel się z innymi

Czytany w dzisiejszej liturgii fragment Drugiego Listu św. Pawła do Tymoteusza obwieszcza wielkość darmowego zbawienia dokonanego w Jezusie Chrystusie według odwiecznego postanowienia Boga stosowne do „programu” łaski, jaki Bóg podjął po grzech człowieka (zob. Rdz 3,15). Ten „program” łaski został uskuteczniony i dany do dyspozycji ludziom „teraz” w Jezusie Chrystusie.

Ukazana zaś została ona teraz
przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa,
który zniweczył śmierć,
a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.

To „teraz” jest czasem zbawienia trwającym przez wszystkie czasy aż do skończenia świata. Wszędzie tam, gdzie jest głoszona i przyjmowana Ewangelia.

Co stało się ze śmiercią

Mamy przekład, według którego dokonało się „zniweczenie śmierci”. W jednym ze starszych przekładów BT mamy „przezwyciężył śmierć” (wyd. 4). Wujek w oryginalnym pierwszym przekładzie ma „skaził śmierć” a późniejsze wydania mają „zniweczył śmierć”. Można przytaczać jeszcze wiele różnych przekładów – także z innych języków. Jedne idą po linii „zniszczenia” śmierci a inne po linii „przezwyciężenia” śmierci. Faktem jest, że Jezus nie „zlikwidował” śmierci, lecz nadał nowy sens umieraniu.

O co właściwie chodzi?

Użyty przez św. Pawła czasownik grecki „katargeo” w swoim  podstawowym znaczeniu wyraża uczynienie czegoś / kogoś bezskutecznym, bez efektu, pozbawienie czegoś / kogoś jego mocy.

Panowanie śmierci to nie tylko fakt, że ludzie umierają. Przede wszystkim to także wszystko to, co objawia się i dochodzi do głosu przy okazji śmierci. To wszystko to, co powoduje określone postawy i działania u żyjących. Jednym z tych jest lęk i rodząca się z tego panika. Czasem to może prowadzić do jakiegoś sparaliżowania życia. Ten fakt zmienia układy i relacje między ludźmi. Moc i władza śmierci przejawia się właśnie w tym wzbudzaniu potrzeby reakcji obronnych i to czasem przesadnych i za wszelką cenę. W konsekwencji nierzadko niszczących prawdziwe życie. To jest skutek lęku przed śmiercią. To jest skutek „panowania” i władzy śmierci.

Właśnie to „panowanie” i tę moc śmierci przezwyciężył Jezus w swojej śmierci i zmartwychwstaniu. Pozbawił śmierć mocy. Uczynił ją bezskuteczną co do tego wzbudzania lęku i wywoływania paniki.

Czytaj więcej…

Podziel się z innymi
« Poprzednia stronaNastępna strona »

css.php