Prorok prawdy (4. Ndz B – 210131)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Przeżywamy 4 Niedzielę roku B. Liturgia Słowa koncentruje nas przede wszystkim wokół mocy Słowa. Najpierw jako słowa prorockiego, a potem samego Słowa Wcielonego, Jezusa z Nazaretu, który przemawia i naucza, ale też dokonuje cudów.

W Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał.
Zdumiewali się Jego nauką:
uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę,
a nie jak uczeni w Piśmie.

Studiujących Pismo święte, w szczególności zajmujących się Nowym Testamentem określają te kilka wydarzeń, jakie miały miejsce na początku działalności Jezusa i są zapisane w pierwszym rozdziale ewangelii wg św. Marka jako „dzień w Kafarnaum”. Jest to jakby „określenie” postawy Jezusa wobec tego wszystkiego, co Go czeka i jaka jest Jego misja albo inaczej ujmując zarys całego Jego zbawczego dzieła.

Jezus uznany

Ludzie słuchający Jezusa uznają, że naucza jako ten, kto ma władzę i moc. Zły duch rozpoznaje Jezusa i zdaje sobie sprawę, że nastąpił czas ostatecznej konfrontacji. Wszyscy, którzy są świadkami tego i tego doświadczają są pełni zdumienia wobec nowej nauki. Później okaże się, że ta nauka nie jest jakąś teorią, lecz wydarzeniem. Jest obwieszczeniem Dobrej Nowiny o definitywnym pokonaniu złego ducha, który trzyma ludzi na uwięzi ze względu na oszukańczą wizją życia – jak to miało swój początek w raju, gdzie padła fałszywa obietnica i fałszywe zapewnienie: nie umrzecie (Rdz 3,4n).

Pierwszy etap nauczania Jezusa zasadniczo cechował entuzjazm przyjęcia. Szły za Nim tłumy gotowe słuchać i podziwiań. Szły też za nim tłumy dlatego, że czynił cuda i uzdrawiał. Jest to zrozumiałe, bo tak zazwyczaj dzieje się z w przypadkach, gdy ludzie wyczuwają, że ktoś nimi się interesuje, niesie im pocieszenie, daje obietnice. Ludzie łączą z takim działaniem przywódcy swoje nadzieje.

Misja Jezusa

Ostatecznym celem misji Jezus nie było jednak spełnienie ludzkich nadziei rozumianych w kluczu realizacji ich oczekiwań związanych głównie (a czasem jedynie) z życiem i pomyślnością ziemską.

Prawdziwa misja Jezusa to zwycięstwo nad złym duchem, który na różne sposoby i w różnej mierze trzymał ludzi w niewoli. Symbolem i wyrazem tego jest obecność opętanego w synagodze, o czym mowa w dzisiejszej Ewangelii. Jezus powiedział do ducha nieczystego: Milcz i wyjdź! Było to konkretne wydarzenie na początku działalności Jezusa. Było ono znakiem i wytyczeniem linii działania Jezusa jako Proroka pełnej Prawdy. Ostateczne zwycięstwo Jezusa nad złym duchem dokona się przez przyjęcie krzyża i zmartwychwstanie oraz udzielenie Jego uczniom i wszystkim wierzącym Ducha Świętego.

Ostateczne ukierunkowanie misji Jezusa

Jezus po etapie nauczania i gromadzenia wokół siebie zarówno uczniów jak i pełnych zdumienia tłumów, które szły za Nim, stopniowo i coraz to bardziej wyraźnie odkrywa cel swojej misji. Mówi o tym, co ma na Niego przyjść w Jerozolimie. Tam się okaże w pełni, na czym polega Jego misja prawdy. Naturalnie nie tylko prawdy wyrażalnej w słowach, lecz prawdy życia i śmierci. Jezus nie będzie mówił pochlebnych słów, jakich oczekiwali ludzie. Co też zdarzało się wśród uczniów Jezusa, jak tego przykład mamy z samy Piotrem (Mt 16,22).

Jezus będzie mówił całą prawdę o Bogu i o człowieku. On, jako Słowo Wcielone będzie realizował to, co zapowiadał Mojżesz przed wejściem do Ziemi Obiecanej. Mojżesz mówił wtedy w imieniu Pana Boga:

Wzbudzę im proroka spośród ich braci,
takiego jak ty,
i włożę w jego usta moje słowa,
będzie im mówił wszystko,
co mu nakażę.

Oczywiście po Mojżeszu było wielu proroków, którzy mówili to, Bóg im nakazywał i co im wkładał w ich usta. Głosili to z całą pasją i ponosząc niejednokrotnie bolesne konsekwencje tej ich wierności otrzymywanym słowom. Oni byli jednak tylko prorokami, którzy byli prekursorami właściwego Proroka.

Dopiero przypadku Jezusa i przez Niego spełnia się ostatecznie i definitywnie zapowiedź Mojżesza. On, Jezus z Nazaretu stanął między ludźmi jako między braćmi. W jego przypadku już nie chodziło o to, by Bóg wkładał w Jego usta swoje słowa. On był i na zawsze pozostaje Słowem Boga Ojca. On będzie mówił i zawsze mówi wszystko, co pochodzi od Ojca (zob. J 5,19).

W jaki sposób?

Jezus nauczał przez trzy lata a następnie w Jerozolimie przyjął proces religijny i świecki skierowany przeciwko Niemu, który skazał Go na śmierć krzyżową. Przez przyjęcie tego wyroku w poddaniu się całemu zbawczemu zamysłowi Boga Ojca, wyrażonemu zaraz po grzechu, Jezus dokonał objawienia całej prawdy o Bogu i człowieku.

Tego „prorockiego” i definitywnego objawienia całej prawdy dokonał Jezus przez to, że z jednej strony wobec ataku na Niego milczał (zob. Mt 26,62n; 27,12nn) i pozwolił niejako „dojść do głosu” całej sile i wszelkiemu przewrotnemu zamysłowi złego ducha (zob. np. Łk 22,53) a z drugiej zaś strony przez moc świadectwa, które polegało właśnie na przyjęciu niesprawiedliwego wyroku krzyża i miało się okazać w pełnym blasku w Jego zmartwychwstaniu, zamknął definitywnie wszelkie racje złego ducha. Było to ostateczny „rozkaz” skierowany do złego ducha: milcz, twoja „władza” jest skończona! (zob. J 12,31; por. Łk 10,18). Została unicestwiona cała przewrotna logika złego ducha (zob. Hbr 2,14n).

Co to oznacza dzisiaj dla nas

Wobec zamętu panującego w wielu kręgach naszej społeczności trzeba odnosić się do Proroka Prawdy, Jezusa Chrystusa i Go słuchać. Jest to ważne, gdy dzisiaj niejednokrotnie człowiek czuje się niejako panem wszystkiego i mówi, że ma prawo decydować o sobie w sposób niemalże absolutny.

W rzeczywistości nierzadko człowiek jako jednostka i jako zorganizowana grupa uzurpuje sobie prawdo decydowania o losie innych, nawet o ich życiu i istnieniu innych, jak to jest propagowane przez domaganie się aborcji zwanej „na żądanie” czy różnych formach eutanazji. Dostrzegamy, z jakim zamętem i pomieszaniem wartości i rozumienia relacji międzyludzkich mamy do czynienia. Walka o prawa „niby swoje” i możliwość decydowania o sobie, niby o swoim ciele, podczas gdy obejmuje ono inne ciało, ciało poczęte, choć jeszcze nienarodzone.

Jako ochrzczeni i tym samym wszczepieni w zbawczą tajemnicę Jezusa: Proroka-Zbawiciela nie możemy ulegać temu zamętowi. Jakże potrzebne jest też świadome wyznanie przynależności do nauczania i całego dzieła Jezusa przekazywanego nam w sakramentach. Dlatego też przed przyjęciem każdego sakramentu jest pytanie (wprost czy domyślnie): czy wyrzekasz się złego ducha i wszystkich jego spraw? Odpowiedź: wyrzekam się! Jest równoznaczna z Jezusowym: Milcz! skierowanym do szatana zarówno słownie jak i egzystencjalnie.

Potrzebne jest w posłudze i praktyce duszpasterskiej jaśniejsze ustawienie tej prorockiej prawdy. Ze świata podnoszą się głosy oburzenia, gdy takie pytania przy okazji udzielania sakramentów czy dopuszczania do nich zostają postawione. To oburzenie jest do porównania z krzykiem buntu złego ducha: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boga.

Obyśmy nie wpadali w zamęt. Obyśmy nie pozostawali na płaszczyźnie i etapie jakiegoś podziwu wobec dzieła Jezusa, lecz żebyśmy – przez słuchania Jezusa Proroka – mieli odwagę mówić złemu duchowi: Milcz, wyjdź. Wyrzekam się ciebie, duchu kłamstwa.

Wobec przewrotnych ataków złego ducha konieczne jest więc byśmy słuchali Jezusa – Proroka urzeczywistniającego Prawdę w naszym życiu.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

32 komentarze

  1. 1) Wczoraj w innym watku cytowalem:
    “1) 28 Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?» 29 JEZUS ODPOWIADAJĄC RZEKŁ DO NICH: «Na tym polega DZIEŁO [ZAMIERZONE PRZEZ] BOGA, ABYŚCIE UWIERZYLI W TEGO, KTÓREGO ON POSŁAŁ»./…/
    32 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba4. 33 Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu»…”
    2) Dzis czytam:
    “Mojżesz mówił wtedy w imieniu Pana Boga:
    Wzbudzę im proroka spośród ich braci,
    takiego jak ty,
    i włożę w jego usta moje słowa,
    będzie im mówił wszystko,
    co mu nakażę.
    Oczywiście po Mojżeszu było wielu proroków, którzy mówili to, Bóg im nakazywał i co im wkładał w ich usta. Głosili to z całą pasją i ponosząc niejednokrotnie bolesne konsekwencje tej ich wierności otrzymywanym słowom. Oni byli jednak tylko prorokami, którzy byli prekursorami właściwego Proroka.
    Dopiero (w) przypadku Jezusa i przez Niego spełnia się ostatecznie i definitywnie zapowiedź Mojżesza. On, Jezus z Nazaretu stanął między ludźmi jako między braćmi. W jego przypadku już nie chodziło o to, by Bóg wkładał w Jego usta swoje słowa. ON BYŁ I NA ZAWSZE POZOSTAJE SŁOWEM BOGA OJCA. ON BĘDZIE MÓWIŁ I ZAWSZE MÓWI WSZYSTKO, CO POCHODZI OD OJCA (zob. J 5,19).” Bp ZbK.

    #1 Jurek
  2. Kłopot polega na tym, że kłamstwo i oszustwo bywa nagradzane /ludzie umieją obserwować i wyciągać korzystne im wnioski/ a prawda, ludzkim lękiem przed hasającą rzeczywistością wyzuta i stłumiona.
    Gdyby większość kierowała się prawdą /jakakolwiek by nie była/ mielibyśmy Jezusowi wiernych i nie byłoby tak społecznego jak i duchowego tego typu problemu. Grzech pierworodny nie wszystko usprawiedliwia / o czym zapewne nie wiedzą/.

    #2 Ka
  3. W Internecie znalazłem:
    „CZŁOWIEK OCZEKUJĄCY NA PRZYJŚCIE PANA MUSI LICZYĆ SIĘ Z KONSEKWENCJAMI. ELIASZ, PROROK BOGA. NIE CZARODZIEJ, NIE CUDOTWÓRCA, ALE PROROK, A WIĘC CZŁOWIEK, KTÓRY CAŁE SWOJE JESTESTWO, ŁĄCZNIE Z KRYZYSEM, OPARŁ NA BOGU.

    Proroka, który przychodzi, nie można rozpoznać. Ani proroka, który przychodzi w drugim człowieku, ani proroka, który jest we mnie.

    Prorok to wojownik, który walczy o Boga w życiu swoim i swojego narodu. Bez owijania w bawełnę, ewangelia pokazuje, że los człowieka, który chce iść drogą Eliasza, to los człowieka niepoznanego, czyli odrzuconego, a w konsekwencji samotnego.
    To ten rodzaj samotności i niezrozumienia, który trzeba przyjąć, bo jest dobry. Dlaczego? Nie wiem.

    Każdy, kto Bogiem próbuje żyć na serio, dochodzi do takiego momentu, gdy wydaje mu się, że nikt, nawet najbardziej kochana osoba, przyjaciel, nie jest w stanie go zrozumieć. Dochodzi do takiego momentu, gdzie zostanie przy Bogu jest związane z cierpieniem, ale i odejście od Niego, od drogi, byłoby cierpieniem niemniejszym.

    I jeszcze jedna sprawa. Eliasz jest zachowany, by „zwrócić serce ojca do syna”. Zwracam uwagę, starszym Czytelnikom na kolejność. Nie dzieci ku ojcom, ale na odwrót. Mamy w sobie – my starsi – taki schemacik, że to młodzi mają słuchać, bo przecież my jesteśmy doświadczeni. Warto zobaczyć, że człowiek idący za Panem, jak Eliasz, widzi także możliwość, by odbywało się to w drugą stronę, że i starsi mogą się czegoś nauczyć od młodszych.

    Można to rozumieć szerzej, nie tylko w kwestiach wieku, ale i wiedzy, doświadczenia czy znajomości duchowości. Zwróć na to uwagę, byś nie stał się tym, który zawsze wie lepiej. Nie wiesz!

    Jeśli zawsze będziesz wiedzieć lepiej, grozi to tym, o czym mówi Jezus – możesz nie rozpoznać Proroka. „Eliasz już przyszedł, a nie poznali go”.

    Proroka, który przychodzi nie rozpoznaje się. Ani proroka, który przychodzi w drugim człowieku, ani proroka, który jest we mnie.

    Człowiek ma władzę zabić nawet Syna Bożego. Człowiek może wiele zła uczynić. Człowiek może postąpić, tak jak chce.

    Mam też jednak władzę czynienia dobra. Mam też zdolność (jeśli chcę) zobaczyć proroka (również w sobie). Co to mi daje? Szczęśliwi, którzy cię widzieli Eliaszu. Tu nie chodzi o szczęśliwość mistyczną dostępną dla nielicznych. Każdy, Ty i ja, decydując się zobaczyć w drugim i w sobie Proroka, a więc człowieka, który przychodzi do mnie z Dobrym Słowem (dobrym nie znaczy zawsze przyjemnym), może stać się szczęśliwym.

    – Chcesz być prorokiem?
    – Chcę, ale się nie nadaje, bo moje życie jest przeciętne.
    – Aha… Więc posłuchaj o Wielkim Proroku Eliaszu. Na karkołomnej ścieżce, którą prowadzi go Bóg, Eliasz ujrzy widmo wojny, śmierć, zgliszcza, utraci wiarę i pokłóci się z Bogiem. Ale i odkryje, że każda tragedia, która wtargnęła znienacka w życie człowieka, nie jest wcale karą, jedynie wyzwaniem, próbą, której każdy musi stawić czoło…. (P. Coelho, Piąta góra)”
    Żródło: deon.pl
    Od siebie dodam, że na pewno są prorocy Boga rozsiania po całym świecie.
    Pewnie nie uwierzycie ale ja tam myślę, że są w każdej religii ukryci i się nie ujawniają aż do czasu. Przecież Bóg pragnie zbawić każdego człowieka nie tylko katolika. To „Pragnę” wypowiedział na krzyżu Jezus.4
    Ale czy katolicy to rozumieją? Czy zachowują się jak Szaweł, który zwalczał chrześcijan?

    #3 chani
  4. #2 Ka, czy znasz definicję słowa „prawda”? https://sjp.pl/prawda Tak ujmuje „prawdę” Słownik Języka Polskiego. Dzisiaj słowo „prawda” jest słowem martwym bo mało kto z polskich katolików tak właśnie rozumuje. Prawda zawsze jest obiektywna. Nie ma prawdy subiektywnej. Kierować się prawdą może tylko ten, kto prawdę poznał/zaakceptował/ swoim rozumem. Dawno temu za czasów mojej młodości mieliśmy w szkole obowiązek zapoznać się z „Prawdą” drukowana na kredowym papierze w Moskwie. Cóż to była za kolorowa „Prawda”. Wspaniałe fotografie, grafika, i socjalistyczny styl marksistowskiej prawdy. Możemy dzisiaj tomy pisać o prawdzie, która jest produktem ludzkiej wyobraźni, ludzkich odczuć, ludzkich tęsknot, ludzkich ideologii. Nawet prawda o Osobie Pana Jezusa została skutecznie rozwodniona, dostosowana do współczesnych czasów. Utarło się przekonanie, że Prawdą Objawioną jest to co powstaje w umyśle indywidualnego człowieka. Tyle jest prawd ilu ludzi na świecie. Każdy ma swoją prawdę. Piszesz o „prawdzie jakakolwiek by nie była”. Co to za „prawda”, która by miał być jakakolwiek? Czy prawda może być jakakolwiek? Ka, masz swój rozum. Powiedz, co to jest według Ciebie „prawda”? Spróbuj zdefiniować prawdę. 🙂 janusz

    #4 baran katolicki
  5. #4 Janusz
    Widzę, że wszystkich porównujesz do siebie.
    Ktoś cię skrzywdził w dzieciństwie?

    #5 chani
  6. Można śmiało powiedzieć że modlitwą Proroka, takim jego mottem życiowym powinny być słowa „mów Panie bo sługa Twój słucha”.

    #6 chani
  7. Księże Biskupie gdzie możemy znaleźć informację w Piśmie Świętym o tym, że Pan Jezus został ofiarowany w świątyni 40 dni po Narodzeniu?
    Czy zwyczaj żydowski mocno akcentował tę zasadę czy nie ?

    #7 Ciekawy
  8. Ad #7 Ciekawy
    W Ewangelii wg św. Łukasza (2,22), co odnosi się do Kpł 12,1-8, gdzie był określony dla kobiety czas po urodzeniu dziecka: 40 dni. Takie było prawo i taki był zwyczaj (zob. też Wj 3,2-11). Więcej na temat przepisów dotyczących czystości i oczyszczeń rytualnych w Kodeksie czystości (Kpł rozdziały 11 -16). Te prawa i zwyczaje były po porostu zachowywane. Naturalnie nie zawsze i nie wszędzie z jednakową intensywnością. Z opracowań na ten temat zalecam m.in.: R. de Vaux, Instytucje Starego Testamentu, Pallottinum 2004, II wydanie, strony 472 – 476.
    Pozdrawiam
    Bp ZbK

    #8 bp Zbigniew Kiernikowski
  9. #4
    Baran katolicki
    Owszem. Prawda może być „jakakolwiek by nie była” /smutna, wstydliwa, obrzydliwa jak i radosna, piękna, budująca czy szczęśliwa/.
    Prawda to nie ubarwiający zaistniały fakt.
    W mojej szkole obowiązkowo trzeba było prenumerować lub kupować tygodnik Kraj Rad. Ciekawe że zupełnie nie pamiętam nic z owego tygodnika, choć np. doskonale pamiętam niektóre bajki czy wydarzenia z czasów przedszkolnych.

    #9 Ka
  10. #9
    Prawda to nie ubarwiający, to realny zaistniały fakt.

    #10 Ka
  11. Trwajcie we mnie, a ja w was…(J 15,4-5)
    Będąc połączeni z Jezusem, przynosimy owoc dzięki Niemu, dzięki zasilaniu, które On nam daje.
    Jeśli odłączymy się od winnego krzewu i zaczniemy żyć po swojemu, nie przetrwamy.
    Wtedy, nawet najgłośniej wypowiadane słowo „milcz szatanie”, nie odniesie żadnego skutku.
    On musi czuć nad sobą autorytet Jezusa, musi wiedzieć z kim ma do czynienia. W przeciwnym razie, będzie się powtarzać sytuacja jak ta, opisana w 19 rozdz. Dziejów: Jezusa znam, wiem o Pawle, a tyś co za jeden?
    Jezus rozkazywał diabłu, nie bał się… więc, dlaczego dziś, tylu wyznawców Jezusa boi się diabła?
    Kiedy patrzę na siebie, na moje walki z diabłem, odpowiedź wydaje się prosta.
    Po części dlatego, że dość często spotyka się nauczania/rozważania skupiające się na tym, co może zrobić diabeł, zamiast na tym co zrobił Jezus Chrystus. Ale też dlatego, że nie słyszałem przekonującego nauczania/świadectwa, dlaczego mam się go nie bać. Ot, zdarzyła się taka luka w nauczaniu ucznia.
    Tak więc, zgodnie z tradycją ludowo kościelną, – której byłem ofiarą – przez kilkanaście lat po moim nawróceniu, uważałem, że diabła należy się bać, bo jest potężny.
    Toczyłem z nim nie raz zaciekłe boje, m.in. za pomocą różańca- który jest polecany jako niezawodny oręż- ale on ciągle powracał, jak ten osławiony lew ryczący.
    Aż wreszcie, dzięki kilku dniom spędzonym z pewnym księdzem misjonarzem, kiedy diabeł został oświecony światłem Słowa, okazało się, że to nie lew, tylko mysz z megafonem; że może zdziałać tylko tyle, na ile ja dam przyzwolenie.
    I przestałem bać się diabła- od tamtej pory, to on boi się mnie.
    Prawdziwym lwem, jest Lew Judy, który trwa w nas, abyśmy byli Jego ciałem i egzekwowali odniesione przez Niego zwycięstwo nad piekłem, śmiercią i szatanem.
    Kto uwierzy będzie zbawiony- mówi Pan. W Kościele stosuje się różne kryteria weryfikacji stanu „uwierzył”, oparte na odpowiednich fragmentach Nowego Testamentu i ich interpretacji. Jednak powinniśmy też dostrzec, że Pan Jezus dał Kościołowi swoje kryteria. Są one bardzo ostre, nie pozostawiające pola do dyskusji, i może właśnie dlatego pozostają jakby niezauważone.
    „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą;węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.” (Mk 16,17-18)
    Nie przypadkowo Jezus na pierwszym miejscu wymienia to, co wymienia, albowiem właśnie władza nad złym duchem, uwalnia Słowo do pełnego życia w nas, a wtedy istnienie Kościoła ma sens i cel.

    #11 Paweł
  12. #9 Ka
    Tak jest, że jak coś Tobie obowiązkowo każą to robić to zazwyczaj nic z tego się nie pamięta bo się to robi dla świętego spokoju albo ze strachu przed karą.
    Strachem nikt jeszcze nic nie zwojował bo albo będzie kojarzył się z tyranem albo ktoś całkowicie się odetnie.

    #12 chani
  13. #10 Ka, realny fakt może również swoim istnieniem być przeciwny prawdzie. Dla mnie prawda zawsze idzie w parze z dobrem i pięknem. Prawda nie może być zła. Prawda nie może być brzydka. Według mnie nie wszystko co stanowi o rzeczywistości ma znamiona prawdy. Tylko to co dobre i piękne może być prawdziwe. Gonią nas w pośpiechu anachronizując klasyczne pojęcia kultury łacińskiej. Uwspółcześniona prawda serwowana nam z katedr cywilnych i kościelnych zatraciła istotę swojego dobra i piękna. Dzisiaj prawdziwe staje się zło i brzydota. janusz

    #13 baran katolicki
  14. #9 Ka, proszę zapoznać się ze słowem „jakakolwiek”.
    https://sjp.pl/jakikolwiek Prawda jako prawda zawsze jest bardzo dobra i przepiękna. 🙂 janusz

    #14 baran katolicki
  15. #14 Januszu
    Ka zapewne chodzi o zaistniałe fakty, wygodne czy niewygodne dla nas, o istnienie piękna i brzydoty jako fakt, który jest rzeczywisty i prawdziwy…
    Prawda w twoim pojmowaniu to wartościowanie tych faktów i poddawanie ich normom etycznym i estetycznym , które one wszystkie są faktem czyli zaistniałą rzeczywistością czyli zaistniałą prawdą
    ….
    Co innego Prawda Boża….

    #15 niezapominajka
  16. #11
    Paweł,
    piszesz „Będąc połączeni z Jezusem, przynosimy owoc dzięki Niemu, dzięki zasilaniu, które On nam daje.
    Jeśli odłączymy się od winnego krzewu i zaczniemy żyć po swojemu, nie przetrwamy.”
    …..
    …właśnie w połączeniu z Jezusem Chrystusem, będziemy żyć w prawdzie – poznamy również siebie i staniemy w prawdzie również o sobie , chociaż jest to najtrudniejsze 🙂

    #16 niezapominajka
  17. Januszu,
    Powtarzasz za idealistami: „realny fakt może również swoim istnieniem być przeciwny prawdzie”
    co jest parafrazą heglowskiego „Jeśli moja teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów”.
    Ponieważ jesteś za słaby i nie możesz zmieniać faktów, żyjesz w poznawczym dysonansie. Dlatego Twoim ulubionym zawołaniem jest słowo”powinien”. Ci, którzy byli silniejsi od Ciebie usiłowali (i usiłują obecnie) zmieniać fakty.
    Zarówno sowiecki komunizm, jak niemiecki narodowy socjalizm ponieśli porażkę w dostosowywaniu faktów do piękna i prawdy.
    Oczywiście zadekretowanego piękna i jedynie słusznej prawdy. Za cenę tylu ludzkich tragedii.
    Dziwię się, że idziesz Januszu w tą stronę.

    #17 grzegorz
  18. #11 Pawle, modlitwa różańcowa polega nie na odmawianiu ale na słuchaniu. „Zdrowaśki” Panu Bogu możemy jak dziecko wierszyk recytować. Katolik, który dojrzał słucha tego co Pan Bóg ma mu do powiedzenia w konkretnym czasie, kiedy to recytuje „zdrowaśki”. Chodzi o to aby czytać Ewangelię ale aby ja SŁUCHAĆ. Słuchać w tym czasie czytania co Pan Bóg do mnie mówi. Tak samo jest z Mszą Świętą. Nie chodzi bynajmniej o jakieś tam uczestnictwo we Mszy Świętej ale o czas słuchania, o nastawienie się na słuchanie Pana Boga. Tak dzisiaj modna Eucharystii co znaczy dla dojrzałego w Wierze Katolika? Eucharystią jest żywy, realny i substancjalny Pan Jezus, który zaczyna wprowadzać życie/duszę/ Katolika w wieczną boskość Trójcy Przenajświętszej. Pawle, kiedy „ja” odmawiam z żoną i synami Różaniec Święty to skupiam się na słuchani Pana Boga a nie na mówieniu do Pana Boga. Tak też mam podczas audiencji/adoracji/ Najświętszego Sakramentu. Słuchać i usłyszeć przepiękny i bardzo dobry GŁOS Pana Jezusa Chrystusa, który nieustanie woła MIŁUJĘ CIĘ i PRAGNĘ abyś i ty umiłował MNIE. Odniosłem się tylko do twojego „Toczyłem z nim nie raz zaciekłe boje, m.in. za pomocą różańca- który jest polecany jako niezawodny oręż- ale on ciągle powracał, jak ten osławiony lew ryczący”. Pozdrawiam janusz

    #18 baran katolicki
  19. #17 Grzegorzu, co faktami takimi jak nasze grzechy? Czy są one zgodne z Prawdą/Jezus Chrystus/? „Ja” Janusz kiedy grzeszę wchodzę w rzeczywistość szatańską a to znaczy mijam się z Prawdą/Jezusem Chrystusem/. Czy w moim grzechu jestem prawdziwy czy fałszywy? Oczywiście, że grzesząc działam przeciwko Prawdzie, przeciwko samemu sobie i przeciwko Stwórcy. Grzech jest iluzją rzeczywistości. Grzech zawsze stawia ochrzczonego Katolika w opozycji do Prawdy. Co do objawionej w Panu Jezusie Chrystusie. Idealizm Hegla jest owocem chrześcijaństwa protestanckiego. Proszę nie utożsamiać mnie z tą nacją w gruncie rzeczy anty katolicką. Nie wszystkie fakty stanowią o prawdzie jako Prawdzie. Takim faktem jest grzech. janusz

    #19 baran katolicki
  20. #14 niezapominajko, nie wszystkie fakty pochodzą od prawdy. Większość rzeczywistości, która nas otacza i która my sami tworzymy jest oderwana od prawdy jako Prawdy/Jezus Chrystus/. Ka w #9 wspomniała miedzy innymi, że prawda może być „obrzydliwa”. To tak samo jak powiedzenie, że Pan Bóg może być „obrzydliwy”. Nie ma prawdy w oderwaniu od Boskiego Kreatora. Prawda ma swoją osobowość w Panu Jezusie i tylko te fakty, które mają swoją przyczynę w Osobie Syna Bożego są prawdziwe. Spójrz na dzisiejsze ulice opanowane przez młodych aktywistów neomarksistowskiej rewolucji kulturowej ukrytych za „strajkiem kobiet”. Fakty tworzą „jakąkolwiek” rzeczywistość , która w gruncie rzeczy jest nie prawdziwa/grzeszna/.Każda ideologia jest próbą małpowania prawdy. Szatańskie kłamstwo przybiera kolorowe barwy LGBT i porywa naiwną młodzież do walki z prawdą. Brakuje nam dzisiaj prawego głosu naszych duszpasterzy. Prawda nie jest wartościowaniem zaistniałych faktów za pomocą etyki czy estetyki. Prawda jest przed faktami. Dotrzeć do prawdy człowiek może tylko przy pomocy własnego rozumu. Deficyt rozumu widać gołym okiem w młodym pokoleniu ochrzczonych Polaków/Katolików/ kreujących fikcyjną rzeczywistość nowego porządku. Niezapominajko, nie ma prawdy innej niż „Prawda Boża”. Źródłem prawdy jest zawsze i jedynie Stwórca/Pan Bóg/. Wszystkie fakty, które tworzą rzeczywistość bezbożną są grzeszne/mijają się z celem/. Celem każdego człowieka jest Stwórca. Caritas Dei. janusz

    #20 baran katolicki
  21. Ekscelencjo, pisze ks biskup o proroku prawdy aż się prosi by wspomnieć o współczesnym dla nas bł. Jerzym Popiełuszce, dlaczego nie nigdy ksiądz biskup nie odniósł się do niego ? Przecież brał ksiądz biskup udział w jego procesie beatyfikacyjnym…

    #21 Zainteresowany
  22. Mam takie pytanie:
    Od kogo pochodzą Rzymianie i Egipcjanie?
    Pismo przecież opowiada historię Izraela ale skąd te dwa narody się wzięły?
    Też od Adama i Ewy?

    #22 chani
  23. #18 Janusz
    Mówisz, że różaniec jest niezawodnym orężem ale jakoś tego nie widzę.
    Szatan się rozszalał po świecie i zwodzi ludzi znakami a ponoć się tak boi imienia Maryi/Marii.
    Dla mnie coś tu jest nie tak.
    Jak szatan się jej tak boi to dlaczego tyle nienawiści ludzi odmawiających różaniec do tych co go lekceważą?
    Aż się nasuwa tyle pytań w sprawie różańca i odmawiających go.

    #23 chani
  24. #22 chani,
    Przeczytaj/posłuchaj ciekawego wstępu do książki Daniela-Ropsa „Od Abrahama do Chrystusa” autorstwa ks. prof. Eugeniusza Dąbrowskiego.
    Ksiądz Profesor w interesujący sposób kreśli obraz cywilizacji bliskowschodnich poprzedzających oraz współczesnych Patriarchom. Również sama książka Daniela-Ropsa warta jest lektury.

    #24 grzegorz
  25. #23 Krzysztofie, Różańca Świętego nie widzisz, a czy widzisz Pana Boga? janusz

    #25 baran katolicki
  26. #25
    Baran katolicki
    „Gaszenie” rozmówcy odpycha i prowadzi do niczego.

    #26 Ka
  27. #25 Janusz
    Sam wiesz, że Bóg jest Duchem.
    Jak można ducha zobaczyć?
    No chyba, że Ty wiesz.

    #27 chani
  28. #23 Krzysztofie, zachwycasz się wiarą prehistorycznego/biblijnego/ Abrahama a lekceważysz wiarę współczesnych Świętych katolickich. Zainteresowany w #21 wspomina Błogosławionego Jerzego Popiełuszkę, który dał świadectwo prawdzie jako męczennik. Jak myślisz? Czy trwanie w wierze Abrahama nie jest anachronizmem wiary katolickiej? Jest to bardzo odległa w czasie dla nas epoka, kultura, religia, itd. Wiara Abrahama jest tylko prototypem boskiej Wiary katolickiej. Wiara biblijnego Abrahama ni jak ma się do współczesnej cywilizacji łacińskiej/katolickiej/. Co takiego pociąga Cię w wierze Abrahama? W tamtych czasach nagminnie składano dzieci w ofierze swojemu bogu. Ofiara z Izaaka jest tylko zapowiedzią Ofiary jaką złożył Bogu Ojcu Syn Boży ze Swojego Człowieczeństwa. Zobacz tam ojciec składa w ofierze syna a tutaj sam Syn składa się w Ofierze Ojcu. Czy widzisz różnicę? Dla mnie każdorazowa Msza Święta jest uobecnieniem nie biblijnej ofiary Abrahama lecz biblijnej Ofiary Pana Jezusa. Czy nie lepiej brać przykład z Ofiary Krzyżowej niż wciąż wspominać anachroniczny prototyp ofiary Abrahama? janusz

    #28 baran katolicki
  29. #26 Ka, czy Ty jesteś adwokatem Krzysztofa. O jakim „gaszeniu” myślisz? Co niby „gaszę” w Krzysztofie? janusz

    #29 baran katolicki
  30. #29
    Baran katolicki
    Myślę że w realu, ci obok Ciebie lepiej Ci to wytłumaczą.

    #30 Ka
  31. #28 Janusz
    Wisz co?
    Nie wiem co ci napisać więc przemilczę to wszystko.
    I tak uważasz mnie za niekatolika więc co napiszę będzie źle.
    Myślisz, że tylko katolicy będą zbawieni?
    Takim podejściem utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie znasz tak na prawdę Boga.
    Można sobie mówić, że ten chleb to prawdziwe Ciało Chrystusa ale jak jest to dowiesz się po śmierci.
    Teraz jesteś takim hojrakiem, w wierze bo tak ci ale po śmierci już nie będzie wymówek.
    I jak chcesz to powiem co mnie zachwyca w wierze Abrahama.
    Nie miał żadnego Prawa więc nie mógł do dowiedzieć o Bogu z żadnych książek.
    Nie miał żadnych wstawienników przed Bogiem, żadnych modlitw i żadnych dogmatów.
    A jednak zaczął wierzyć w jedynego Boga. W jaki sposób?

    #31 chani
  32. #29 Janusz
    We mnie nic nie gasisz bo jestem zaprawiony ale w innych, tych o nikłym płomyku gasisz ten płomyk.
    Może nie tutaj na blogu ale pomyśl czy widzisz belkę w swoim oku?

    #32 chani

Dodaj Komentarz






css.php