Dzisiaj mieliśmy spotkanie kilkunastu osób on line na temat obecnej sytuacji w naszym kraju. Chodzi przede wszystkim o protesty związane z orzeczeniem TK sprzed tygodnia. Chcemy na to spojrzeć – na ile to jest dla nas możliwe – w duchu Ewangelii i misji zleconej przez Jezusa Chrystusa Kościołowi. My dzisiaj tym Kościołem jesteśmy, go tworzymy i bierzemy na siebie jego misję. Nie utożsamiam się z żadną opcją polityczną. Natomiast prosimy Boga, abyśmy mieli właściwego ducha, by nie zdradzać tego, o zostało w nas złożone przez Chrzest i jest karmione i umacniane w Sakramentach oraz kształtowane przez posłuszeństwo Słowu Bożemu – przez posłuszeństwo Ewangelii.

W celu wprowadzenia treści, które stanowiły przedmiot naszej zdalnej, ale konkretnej i osobistej rozmowy, przedstawiam poniżej dwa moje teksty (każdy w oddzielnym wpisie blogowym).

Jeden z 2006 roku. Było to słowo wypowiedziane podczas Marszu Życia w dniu Świętych Młodzianków, kiedy został też poruszona sprawa pochówku dzieci utraconych.

Drugi to Słowo na Dzień Świętości Życia, na Niedzielę – Uroczystość Zwiastowania 25 marca 2007 r.

Obydwa teksty mogą być pomocne w refleksji nad dzisiejszą sytuacją w naszym kraju.

Pozdrawiam

Bp ZbK

 

Pierwszy tekst:

Słowo Biskupa Siedleckiego Zbigniewa Kiernikowskiego.
(Zapis wystąpienia Księdza Biskupa
w dniu 28 grudnia 2006 roku – Święto Młodzianków):

Jeśli jesteśmy wierzącymi chrześcijanami patrzymy na życie jako na największy w wymiarze ziemskim, dar Boży, a na każdy zgon – z jakichkolwiek przyczyn – jako na udział w tajemnicy Jezusa Chrystusa, czyli w Jego śmierci i zmartwychwstaniu do nowego życia. W przypadku pochówku zwłok dziecka, to trzeba zakładać, że każdy wierzący rodzic, świadom swojej relacji z Chrystusem, pragnie, aby jego dziecko miało chrześcijański pogrzeb. Jeśli jednak z jakiegokolwiek powodu dziecko nie było ochrzczone – dotyczy to przede wszystkim dzieci nienarodzonych – Kościół przewiduje formy pochówku, o których była mowa w przedłożeniu Ks. dr. Tomasza Czarnockiego.

Im więcej będziemy właściwie rozmawiać na te tematy, dobrze myśleć, a także modlić się, tym łatwiej wypracuje się pewne przepisy regulujące postępowanie w tej materii i przyjmie konkretne rozwiązania. Obecnie brak jest jasnego uregulowania i jednoznacznych wskazań dotyczących wszystkich przypadków pochówku nienarodzonych. Tam, gdzie z różnych przyczyn – także czasem z powodu szoku psychicznego, wskutek utraty dziecka nienarodzonego – rodzice nie są w stanie tego zrobić, potrzeba, aby przejmowały to inne osoby, czy to z ramienia szpitala, czy władz, czy też jako wolontariusze.

Treści przedstawione przez Ks. dr. Tomasza Czarnockiego są dla naszego środowiska przyczynkiem, byśmy w tej materii dojrzalej mówili i tworzyli odpowiednią atmosferę, ogólną i modlitewną. Jest to potrzebne, by w przypadkach, kiedy sytuacja będzie tego wymagała, wiedzieć jak zająć się zwłokami nieochrzczonych dzieci. Uczyć się postępować w sposób godny i z szacunkiem, zarówno wtedy, gdy ktoś bezpośrednio stanie przed taką sytuacją jako rodzic czy przedstawiciel służby medycznej, czy pośrednio, gdy – nawet wprost nie związany z danym przypadkiem – będzie miał możliwość okazać pomoc.

Trzeba też, byśmy jako wierzący nie dokonywali niewłaściwych sądów w odniesieniu do osób, które nie staną na wysokości zadania i zachowają się inaczej, niż tego byśmy oczekiwali. Chodzi zarówno o rodziców, którzy nie chcą czy nie są w stanie zająć się zwłokami dziecka nienarodzonego, jak i o przypadki aborcji. Łatwo jest bowiem dzisiaj coś manifestować czy kogoś potępiać wykorzystując czyjąś słabość czy niepoprawność. Czymś o wiele trudniejszym, ale za to bardziej koniecznym, jest wypracowywanie w nas samych właściwych postaw i przeżywanie ich w duchu wiary, by dawać pozytywne świadectwo. Jest potrzebne działanie jakby od wewnątrz, żebyśmy rozumieli, o co w naszym życiu i umieraniu chodzi, byśmy umieli właściwie, w duchu Chrystusowym odnajdywać sens wydarzeń. Wtedy łatwiej będzie formułować wszelkie przepisy dotyczące zarówno życia człowieka jak i związane z jego śmiercią. Jeśli trudne sprawy będziemy regulować tylko przepisami, napiętnowaniem, a nie będziemy się troszczyć o naszą wewnętrzną przemianę, o nasze nawrócenie, to będziemy tworzyć pewną atmosferę, w której zabraknie czegoś istotnego.

Jezus Chrystus przyszedł nie po to, by potępiać. Nazywał zło złem, ale dawał ludziom szansę nawrócenia, nawet w ostatniej chwili życia, jak to było w przypadku łotra na krzyżu. Zło trzeba nazwać złem, tam gdzie ono ma miejsce, myślę tu m.in. o aborcji i wszystkim, co wokół tej spawy się dzieje. Sami jednak nie usuniemy zła z życia społecznego, z naszych rodzin i z naszego życia osobistego, jak długo nie będziemy mieli właściwie uformowanych postaw wynikających z żywej wiary. Jezus Chrystus wskazał nam drogę zupełnie inną, niż potępianie tych, którzy zła się dopuścili. On przyjął to zło na siebie, przyjął śmierć. To jest przedziwne misterium, przedziwna tajemnica. Tym samym Jezus wskazał nam drogę. Jeśli jesteśmy związani z Panem Życia, wówczas jesteśmy gotowi cierpieć i znieść takie czy inne trudności i przeciwności; nie będziemy siłą i za wszelką cenę bronili jednego życia kosztem drugiego życia itp. Mysterium iniquitatis trwa i Pan Bóg stale dokonuje odkupienia. Musimy robić to, co w naszej mocy, ale nie możemy używać przemocy.

Pan Jezus nie uporządkował świata przez prawne zlikwidowanie zła, lecz przez to, że dał się dotknąć się złu biorąc je na siebie, i tym samym, czyniącym zło (to znaczy nam wszystkim), dał szansę i możliwość nawrócenia. Rozumiejąc coś z tego, będziemy mieli świadomość, że nawet to niszczone życie też jest jakimś udziałem w tajemnicy Jezusa Chrystusa i ma jakiś sens. Jest to tajemnica zła i winy, które w świetle Tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa otrzymują zupełnie nowe znaczenie.

Jezus Chrystus przyszedł, by zbawić nas przez tak okrutną rzecz, jaką jest niesprawiedliwa śmierć na krzyżu. Kiedy myślimy dzisiaj o męczeństwie małych dzieci, wspominając wydarzenie rzezi niemowląt, możemy się zastanawiać, jak to możliwe, że Pan Jezus, będąc Bogiem dającym życie, broniącym życia, przez swoją ucieczkę do Egiptu niejako przyczynił się do skazania na śmierć owych niewinnych dzieci. Nie odtworzymy dzisiaj, jak to wydarzenie historycznie przebiegało, ale fakt, że Ewangeliści przekazali nam to opowiadanie, że zostało ono zapisane i zachowane w Kościele jako związane z narodzeniem Jezusa Zbawiciela, jest znakiem, że śmierć niewinnych niemowląt miała odniesienie do późniejszej śmierci niewinnego Jezusa. Ale żeby On mógł niejako „dojrzeć” do tego, by umrzeć na krzyżu, trzeba było tego wstępnego aktu męczeństwa niewinnych Młodzianków.

W to wydarzenie może też wpisywać się bolesny problem aborcji i wszystkie podobne problemy. U Pana Boga nie ma rzeczy, które byłyby bez sensu. Bezsensem jest jedynie odwrócenie się od Niego. Cierpienie, niesprawiedliwość, krzyż (czy to przez kogoś znoszony, czy też zadawany innym), uzyskuje zawsze swój sens w Jezusie, który przyjął krzyż i swoich uczniów wprowadza na tę samą drogę (zob. Mk 8,34 i paral.) To właśnie wobec śmierci Jezusa na krzyżu dokonało się wyznanie wiary setnika. Jako wierzący możemy świadczyć o tej tajemnicy jedynie w takim duchu. Jestem przekonany, że dla nas wierzących jest ważniejsze dawanie świadectwa o odkrywaniu i ukazywaniu zbawczego charakteru cierpienia, niż tylko próba prawnego uregulowania tych zagadnień. Chociaż niewątpliwie normy prawne są potrzebne i konieczne.

Stajemy przed tajemnicą. Im bardziej pokornie będziemy stawali wobec niej, także w naszej pewnej bezradności, tym bardziej wyrazimy naszą wiarę, że to zależy od Pana Boga. To jest w naszych możliwościach i stanowi nasze chrześcijańskie zadanie.

Bp Zbigniew Kiernikowski
biskup siedlecki

 

 

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

6 komentarzy

  1. Szanowny Księże Biskupie.
    Chciałbym polecić tekst, który stawia pewne wyzwanie m.in. przed Kiędzem Biskupem: http://wiez.com.pl/2020/10/31/kosciol-ktory-potrzebuje-policyjnej-ochrony-sam-nie-jest-potrzebny/?fbclid=IwAR0R8naSkJB_MfGpeUAWBLLySd-OZrZXZPAqC9-NQbweKATFMhIO3fhR2HQ

    #1 woland
  2. Ad #1 woland
    Dziękuję.
    Prawda, że Kościół nie potrzebuje policyjnej ochrony dla siebie samego, bo staje się wtedy solą bez smaku (zwietrzałą).
    Ma inną misję i inaczej winien i może przeżywać wszelkie ataki.
    Zależy to od wiary jego członków na wszystkich poziomach.
    Polecam mój list w dzisiejszym moim wpisie.
    Pozdrawiam
    bp ZbK

    #2 bp Zbigniew Kiernikowski
  3. #1 woland
    Jest to opis nieprawdziwy w części drugiej, życzeniowej.
    Owszem, jakaś część demonstrujących, wg mnie niewielka, odpowiedziałaby na takie wezwanie pozytywnie.
    Większa jednak część chętna jest realizować przewodnie hasło plakatowe demonstracji: „wy….ć”.
    Tzn. ów Biskup powinien mieć zawczasu spakowaną walizkę i być gotów na szybką wyprowadzkę z pałacu/mieszkania biskupiego.
    To jednak sytuacja optymistyczna.
    Drugie bowiem z kolei hasło demonstracji jest bardziej spersonalizowane i brzmi „j…ć”. Na taką ewentualność Biskup również powinien się przygotować.
    Czy masz propozycje jak?
    W naszym regionie modlimy się za wstawiennictwem Świętych Męczenników Podlaskich.
    Nie było wtedy antify ale były karabiny kozaków. Chłopi z Podlasia jednak nie byli naiwni i wychodząc przed kościół naprzeciw kozaków wiedzieli, że nie idą na herbatkę serwowaną przez siostrę zakonną, ale na śmierć.

    #3 grzegorz
  4. #2 Ksiądz Biskup
    Oglądałem wczoraj program o losach rodziny carskiej od lata 1917, a więc ich aresztowania do lata 1918, a więc ich rozstrzelania.
    Wystarczyło, że wokół toczyła się sytuacja rewolucyjna, a Lenin uznał, że Car mógłby stać się znakiem sprzeciwu Białych wobec haseł rewolucji bolszewickiej, aby rozstrzelać i Cara, i kobiety, i dzieci. i ich służbę.
    Kościół, o którym Ksiądz Biskup pisze, jest tym znakiem sprzeciwu, z racji Chrystusa Jego Głowy.
    W ilu parafiach tak jest rzeczywiście?
    W ilu parafiach usunięcie Policji spowoduje ujawnienie tego znaku tak, jak zobaczył Go setnik?
    A w ilu była by to obrona murów kosztem świątyni Ciała Chrystusa-Kościoła o czym Ksiądz Biskup mówił na naszym spotkaniu?

    #4 grzegorz
  5. #4 Grzegorz
    Nie często docieramy do sedna sprawy. W tym rozważaniu wydaje się że dotykamy istoty naszego życia chrześcijańskiego. Z Twojej wypowiedzi wyłania się pytanie; na ile budujmy w sobie Ciało Chrystusa – Kościół, a na ile tylko jego imitację (mury, zasieki, świątynie itp).
    Przy takiej okazji zmuszony jestem zadać sobie samemu pytanie; na ile jestem Ciałem Chrystusa? Na ile jestem Jego świadkiem, a nie tylko atrapą szumnie nazywaną przez siebie samego katolikiem?
    Ile jestem w stanie z siebie oddać, aby pokazać światu, jaki jest Chrystus?
    Dostrzegać zagrożenia, pouczać, modlić się tak, ale czy ponieść śmierć w oczach świata też jestem gotów?
    I druga myśl wynikająca z tego pytania;
    na ile jesteśmy do takiej sytuacji przygotowywani.
    Ilu z nas żyje tylko z tradycji Kościoła, a ilu rzeczywiście pojmuje, że życie w Chrystusie to dobrowolne wchodzenie w śmierć. Ilu proboszczów z pasją kształtuje swoich wiernych, a ilu okopuje się w swoich warowniach wyruszając do boju tylko w wypadku zagrożenia swojego posiadania?
    W swoim mieście byłem jednym z małych przedsiębiorców, którzy przyłożyli rękę do organizacji demonstracji anty covidovej. Udostępniłem plakat na swoim fb, dwie godziny później miała być demonstracja kobiet w proteście przeciwko wyrokowi TK w sprawie aborcji eugenicznej. W wyniku zakulisowych działań feministki przejęły władzę nad duszami manifestantów i powstała jedna demonstracja i marsz protestacyjny. Pomimo że się z tego wycofałem i nie brałem udziału, media społecznościowe poniosły informację o moim poparciu dla protestujących. Zebrałem straszne cięgi zarówno od jednych jak i drugich. Próby tłumaczenia nic nie dały. Stawanie w sercu za Chrystusem niesie za sobą konsekwencje, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale obojętność buduje mur oddzielający nas od Niego i zasłaniający Jego światło.
    Czy głoszę Ewangelię swoim życiem czy raczej buduję tylko enklawę poczucia własnego bezpieczeństwa na bliżej nie określoną przyszłość.

    #5 St(r)ach
  6. Stasiu,
    Co do demonstracji nie jestem ich fanem, nie jestem w tym mocny. Zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidzianego, złego tak jak opisujesz. Jest to tłum, rządzi się swoimi prawami, trzeba je znać i umieć nad nimi panować. Są osoby, które to potrafią. Trudna sprawa, chyba nie polecam takiej aktywności.
    Jestem zwolennikiem pracy u podstaw, budowania środowisk, które Chrystus może skutecznie włączać właśnie do Swojego Ciała.
    W Parafii, Ty w Domowym Kościele, w pracy, wśród znajomych.
    Wśród moich przyjaciół jest wielu wrogów Kościoła, nawet bardzo zaciętych. Jednak między nami jest porozumienie ba, jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Właśnie przyjazne gesty, pomoc, tolerancja praktykowana jako branie na siebie ich ciężarów jest manifestacją tego jaki jest Chrystus. Szatanowi odbiera to argumenty, rodzi się miłość braterska. Tak widzę współczesne, tu i teraz w Polsce „umieranie” mocą Chrystusa.

    #6 grzegorz

Dodaj Komentarz






css.php