W 25. Niedzielę roku A w Liturgii Słowa słyszymy o zestawieniach, porównaniach i różnych miarach czy wielkościach w dokonywaniu oceny tego, z czym mamy na co dzień do czynienia.

Słyszymy najpierw słowa proroka Izajasza, że Bóg jest hojny w przebaczaniu i to jeszcze zostaje odniesione – jako domniemane – do ludzkiego sposobu oceny. Prorok Izajasz tak oto przytacza Słowo Pana Boga:

Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan.

Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi.

Mamy więc do czynienia jakby z dwoma odrębnymi systemami. Co jest uznane i ważne w jednym systemie, nie ma swego bezpośredniego odpowiednika w drugim. Ale czy są one całkowicie incompatibilne?

Jezus w drodze do Jerozolimy poucza uczniów

Fragment Ewangelii Mt, który proklamujemy tej niedzieli jest częścią, która następuje po tzw. mowie o wspólnocie kościelnej (Mt 18,1 – 19,1). Wydarzenia, jakie po niej następują i słowa, jakimi Jezus poucza uczniów, mają na celu przybliżyć treści i prawdy, jakimi Jezus określał życie i ducha we wspólnocie kościelnej, która żyje bliskością Królestwa Bożego.

Poruszane są w tej części ewangelii wg św. Mateusza (19,2 – 23,39) różne wątki i zachodzą różne wydarzenia. Dzieje się to wszystko w drodze do Jerozolimy, gdzie Jezus wygłosi swoją ostatnią mowę (tzw. eschatologiczną) i gdzie dokona się Jego Męka. Śmierć i Zmartwychwstanie.

W czasie tej drogi do Jerozolimy Jezus poucza uczniów ukazując im m.in. to, czym się charakteryzuje i czym będzie się odznaczać i wyróżniać ich wspólnota jako tych, którzy uwierzyli w Niego i przyjmą Jego sposób myślenia i wartościowania oraz będą Go naśladować. Mówił też im o tym, co Go czeka w Jerozolimie i co ich czeka jako Jego uczniów. Między innymi będzie to wszystko wiązało się z zupełnie innym spojrzeniem na życie.

W to wszystko wpisuje się czytana w tę niedzielę przypowieść.

Przypowieść o najemnika z różnych pór dnia

Jaka jest osnowa tej przypowieści. Zestawienie ludzkiej kalkulacji z inną, która nie pochodzi od człowieka, lecz objawia miarę Boga, która zaskakuje człowieka. Wzbudza w nim zdziwienie a nawet powoduje szemranie.

Robotnicy winnicy zostali zaproszeni o różnych porach dnia i w różnym wymiarze trudu pracowali w winnicy.

Gdy nadszedł wieczór,
rzekł właściciel winnicy do swego rządcy:

„Zwołaj robotników i wypłać im należność,
począwszy od ostatnich aż do pierwszych”.

Słusznie więc ci, którzy pracowali cały dzień, myśleli, że więcej dostaną niż ci, którzy zostali zatrudnieni w ostatnie godzinie dnia. Lecz i oni otrzymali tak jak tamci po denarze. Nie dziwi więc, że szemrali przeciw gospodarzowi, gdyż poczuli się potraktowani niesprawiedliwie.

Jeśli stosujemy ludzką miarę, musimy uznać, że mieli rację. Trzeba by stanąć po ich stronie i protestować razem z nimi oraz domaga się należnej sprawiedliwości. Tak jest urządzony świat i taki jest wymiar ludzkiej sprawiedliwości. Tego nie możemy negować. Jednak nie możemy tego absolutyzować i uważać z jedynie możliwą miarę.

Uzasadnienie ze strony gospodarza winnicy

Trzy grupy o zatrudnieniu od naszej godziny 6 rano przez dziewiątą, dwunastą, piętnastą aż do ostatnich zatrudnionych o 17.

  • Z pierwszymi umówił się o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
  • Robotnikom z trzech kolejnych grup obiecał, co będzie słuszne.
  • Z ostatnimi nie umawiał się ani nie proponował im żadnej zapłaty, lecz – wobec ich bezczynności, gdyż nikt ich nie najął – polecił im pójść do jego winnicy.

Spoglądając na to zestawienie kolejnych zangażowań do pracy w winnicy możemy powiedzieć, że jest pewien ciąg (sekwencję): od umowy o zapłatę za pracę, przez obietnicę otrzymania tego, co zostanie określone jako słuszne do „posłusznego” pójścia do winnicy z sytuacji bezczynności, w jakiej cały dzień z konieczności trwali i z której zostali wybawieni.

Dobra miara gospodarza winnicy

Gdy kolejno wszyscy otrzymywali po denarze, zatrudnieni jako pierwsi szemrali przeciwko gospodarzowi, że zostali zrównani z ostatnim. On jednak miał swoją miarą. Była to miara jego władzy nad wszystkim i jego dobroci.

Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy;
czyż nie o denara umówiłeś się ze mną?

Weź, co twoje, i odejdź.

Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie.
Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę?
Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?

Miara dobroci, jaką stosuje gospodarz winnicy zmierza do tego, by obdarować i obdarowanych uczynić zdolnymi do uznania dobra w innych i dla innych. Ostatecznie do składania siebie w darze.

Obdarowany łaską poznania Chrystusa św. Paweł wypowiada bardzo znamienne słowa, które wyrażają jego zaangażowanie w pracy w winnicy Pana:

Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele:
czy to przez życie, czy przez śmierć.

Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus,
a umrzeć – to zysk.

Przy takim poznaniu Pana winnicy nie liczy się ani czas pracy w niej, ani trud znoszenia przeciwności ani nic innego, co może kosztować nawet życie.

Jest to jedna miara poznania dobroci i łaski Pana, która uzdalnia do takiej pracy i do takiego zaangażowania, w których nie liczy się żadna zapłata, bo swoistą i całkowitą zapłatą jest możliwość oddawania swego życia w jedności z samym Panem – Jezusem Chrystusem. To wszystko po to, by uchronić od „bezczynnego stania na rynku”. Chronić przed takim pojmowaniem i organizowaniem życia, które jest pozbawione właściwego sensu, które nie realizuje w człowieku  obrazu Pana Boga, a więc nie prowadzi do życia w komunii. Tego „zatrudniającego nas Gospodarza – Jezusa stale słyszymy dzięki Ewangelii, stale poznajemy, wchodzimy w coraz ściślejszy związek z Nim i Jemu składamy całe nasze życie i wszystkie jego trudy, wydarzenia itd.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

24 komentarze

  1. Dla mnie jest to jasne, że bez pracy nie ma kołaczy. Kto nie pracuje nich też nie je. Królestwo niebieskie to winnica Pana Jezusa. Królestwo Niebieskie to również Kościół ten z credo. Jeden, święty, apostolski i katolicki/powszechny/. Powołani do pracy w Kościele są wszyscy ludzie do różnorakich posług. Jedni są biskupami, inni sprzątają. Są i tacy, którzy jak wierne pieski domowe kąsają obcych/nie swoich/. Nieważne kto do czego jest powołany ale liczy się jak swoją pracę wykonuje/jakie owoce tej pracy/. Komu więcej dano od tego więcej wymagać się będzie. Znamy przypowieść o talentach i wiemy jak wynagradza Pan Jezus za rozdane przez siebie łaski Boże/talenty/. Jako prawowierni katolicy znamy również prawdy wiary katolickiej. Jedna z nich mówi, że Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za zło karze. Wielu katolików już się z tym nie zgadza a jednak jak na razie jest prawdą naszej wiary. Wierzący katolik zawsze pracuje sumiennie. Temu, kto pragnie być świętym, nie wystarczy pracować – powinien jeszcze pracować dobrze, nie szczędząc wysiłku, akceptując porażki oraz ucząc się podczas swoich codziennych zajęć praktykowania cnót, takich jak cierpliwość czy miłość. Dużo się dzisiaj mówi o kryzysie w Kościele/winnicy Pana Jezusa/. Wychodzi na to, że każdy sobie rzepkę skrobie zamiast pracować jak należy. Proszę wybaczyć ten „mentorski” ton ale tak ja to widzę w ogólności. Pisze Ksiądz Biskup, że „miara dobroci Gospodarza/Pana Boga/zmierza do tego, by obdarować i obdarowanych uczynić zdolnymi do uznania w innych i dla innych. Ostatecznie składania siebie w darze”. Nie odbędzie się to bez realnej i obiektywnej Ofiary Pana Jezusa składanej nieustanie na ołtarzach swojego Kościoła. Ta bezkrwawa Ofiara daje mi moc pracy w winnicy Pana Boga na każde pozycji. Mogę powiedzieć za świętym Pawłem, dla mnie bowiem żyć-to Chrystus/Kościół/. W nim żyć umierać pragnę. janusz

    #1 baran katolicki
  2. „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” – powiedział kiedyś Jezus i jak tak patrzę, to ta mamona zawojowała cały świat. Ja wiem, bez niej nic kupić nie można i godnie żyć, ale trochę ludzie przesadzają z gonitwą za pieniędzmi.
    To kto w takim razie komu służy?
    Pieniądz tobie czy ty pieniądzu?
    Pieniądz powinien dać przeżycie a my zrobiliśmy niewolników z siebie.
    Kłócimy się o parę złotych, a przecież my jesteśmy dla Boga ważni niż wróble, które sam karmi.

    #2 chani
  3. Jest też kwestia, że często słyszy się stwierdzenie „godne życie”. Co to takiego jest?
    Ja za św. Pawłem mogę śmiało powiedzieć:
    „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” [Flp 4,12-13]
    Mnie starczy to co mam. Nie zabiegam bardzo o mamonę, o chwałę tego świata. Czasami wtedy ze mnie się śmieją, bo według nich tylko kasa w życiu się liczy.
    Tak gonią za kasą, że nie wiedzą, ile mają.
    Miałem ciotkę, która tak chytrzyła, na każdym kroku oszczędzała, że wpadła w alkoholizm.
    A to władcą mamony jest szatan i mu na rękę, że ludzie pójdą na Mszę św, pomodlą się, nawet pójdą do spowiedzi, a później kłócą się o pieniądze, o miedzę tak jak Kargul z Pawlakiem.
    Trzeba umiejętnie zarządzać niegodziwą mamoną.

    #3 chani
  4. #1
    Abp Ryś kiedyś zwrócił uwagę, że w Piśmie Świętym jest napisane: „Kto NIE CHCE pracować, niech też nie je” (2Tes 3, 10b)
    Jest w tym zasadnicza różnica. 🙂
    Bo weźmy na przykład twojego Piotra – nie pracuje. Niech też nie je?
    Ale Bóg jest miłosierny i dzięki takim osobom jak Piotr nas także czyni miłosiernymi. 🙂

    #4 basa
  5. #4 Basiu, wiem, że nie cierpisz moich „wykładów” ale nie Ty sama tak masz. Ja również ostatnio zacząłem przeglądać swoje posty z ostatnich trzech lat. Sporo tego było, aż sam się zdziwiłem swoją pracowitością na blogu Księdza Biskupa. Czytając sam siebie z czasowym dystansem muszę się przyznać do natarczywej gorliwości. W niektórych przypadkach zadziwiam sam siebie. Ciekawe doświadczenie samoweryfikacji. Jedno co mnie ucieszyło to wytrwałość i cierpliwość w sumiennym szukaniu obiektywnej prawdy. Nie dałem zaspokoić się subiektywnym odczuciom prawdy o Bogu, Kościele, człowieku i samym sobie. Przez ostatnie lata napracowałem się jak nikt z was. Chodzi o ilość wpisów a nie koniecznie o ich jakość. Za taką pracę dostałem „żółtą kartkę” od Księdza Biskupa. Ok. Jak powiadają mądrzy ludzie nie ma tego złego co by na dobro nie wyszło. Mam również prośbę do innych bogowiczów o przyzwoite czytanie ze zrozumieniem tego co próbuję przekazać z siebie. Bywało często i tak, że obrywałem i to dość solidnie a pytając o powód „bicia” dobijany byłem milczeniem. Nie o tym jednak zamierzałem pisać odpowiadając na Twój #. Jest w Słowie Bożym jak piszesz. Poprzednio cytowałem z pamięci i uleciało mi owo chcenie. Pytasz co z pracą Piotra, który nie jest zdolny do zarobkowania na swoje utrzymanie. Robotnicy z dzisiejszej przepowiedni to pracownicy zawodowi, znaczy tacy którzy mogą pracować na swoje jedzenie. Z Piotrem jest inna sprawa jeśli chodzi o jego wykarmienie, ubranie, doczesne bytowanie, itd. Od tego my jako rodzice jesteśmy aby zarobkować na jego utrzymanie. To co państwo daje to śmiechu warte. Na zachodzie Europy takich ludzi przymusza się do humanitarnej eutanazji. Piotr chce pracować ale nie może. Nie ma łaski pracy rozumianej zawodowo. Jest jak duże dziecko, które trzeba zaspokoić na tyle ile jest to możliwe. Piotr na swoim krzyżu jest dla mnie niedocenionym robotnikiem w Winnicy Pańskiej. Niedocenionym przez ludzki katolicyzm. W pracy w Winnicy/Kościele/ generalnie chodzi o sumienne wejście w kooperację z pracującym Stwórcą. Tym, który tak na prawdę pracuje/stwarza/ jest tylko Stwórca. Człowiek stworzony został do współpracy ze Stwórcą i za taką pracę/pomoc/ zostanie wynagrodzony życiem wiecznym. Szósta prawda katolickiej wiary mówi o łasce Bożej, która jest koniecznie do zbawienia potrzebna. Sama łaska Boża katolika nie zbawi. Musi być ta owa gotowość, dobra wola, chęć współpracy ze strony człowieka. Każda łaska Boża ta uświęcająca i ta uczynkowa sama z siebie nie ma mocy zbawczej. Nie uświęci na siłę grzesznika jeśli takowy nie wyrazi osobistej zgody na współpracę. Łaska Boża zbawia nie sama siebie ale konkretnego człowieka. W takim rozumieniu pracy Piotr jest mistrzem dla mnie jeśli chodzi o pełnienie Woli Bożej/współpraca z łaską Bożą/. Już prawie ćwierć wieku pokazuje mi jak małymi kroczkami iść ku Niebu z własnym krzyżem. Człowiek naprawdę może nieść niesamowicie ciężki krzyż z uśmiechem w sercu. Jarzmo Pana Jezusa dla wierzących/współpracujących z łaską Bożą/ jest rzeczywiście słodkie a brzemię lekkie. Basiu, miłosierdzie Boże jest tylko dla tych, którzy o te miłosierdzie proszą. Proszą bo rozumieją jakie są skutki własnych grzechów. Miłosierdzie Boże jest dla tych, którzy sami są miłosierni. Katolickim kluczem do Miłosierdzia Bożego jest CHCENIE grzesznika. Pan Bóg nikogo na siłę swoim miłosierdziem nie obdarzy. Podobnie jest z miłością Bożą. Grzesznikowi musi się chcieć poprosić o każdą łaskę Bożą. Pozdrawiam janusz

    #5 baran katolicki.
  6. #1 Janusz
    Pisze:” Jako prawowierni katolicy znamy również prawdy wiary katolickiej.Jedna z nich mówi, że Pan Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za zło karze”
    Moje doświadczenie jako pracodawcy wskazuje na wiele trudności z niewłaściwego rozumienia tego.
    Jak wiele jest wzajemnych pretensji o nierówności w zarobkach. Postrzeganie siebie, jako tych pracujących najlepiej,najdłużej, najciężej często przeszkadza im zaakceptować kolegę/koleżankę w pracy która wg nich im nie dorównuje, a wynagradzana jest podobne.
    Wytłumaczenie przyczyn w kluczu sprawiedliwości Janusza najczęściej sprawę na chwilę załatwia, jednak kolejna scysja przychodzi dość szybko.
    Wzajemne relacje między pracownikami , podział obowiązków między nimi , sumienność, cierpliwość , uczenie się na błędach o czym pisze Janusz nie da się wywieść z tego rodzaju sprawiedliwości.
    Owszem, proporcje wynagrodzenia na ile to jest możliwe są zachowane, ale najbardziej oddani pracownicy nie wychodzą z motywacji nagroda za dobre/kara za złe, ale z decyzji o podjęciu pracy. To jest zasadniczy i wystarczający motyw do wszelkich zobowiązań wobec pracodawcy i współpracowników, do sumienności, koleżeńskości, uczciwości.
    Tak jak pracownicy z przypowieści Jezusa. Wystarczyła ich decyzja – idę za takim Pracodawcą, do tego stopnia,że nikt o wynagrodzeniu nie wspomniał.

    #6 grzegorz
  7. #6 Grzegorzu, sprawiedliwość, która za dobro wynagradza a za zło karze jest powszechnie obowiązująca w cywilizowanym społeczeństwie. Nikt się nie dziwi jeśli morderca jest na wiele lat odseparowany od zdrowego społeczeństwa. Sensem wymiaru sprawiedliwości jest za zło karać. To, że nagradza się za dobro również jest powszechnie akceptowane w cywilizacji łacińskiej/zachodniej/. Dziwnym jest jeśli pracodawca zatrudnia młokosa a zwalnia starego pracownika tylko dlatego, że ten młody „konik” boi się bata a staremu już skóra na zadzie stwardniała. To tylko taka mała dygresja aby nie podchodzić do pracy tylko indywidualistycznie ale mieć wzgląd na społeczny/wspólnotowy/ wymiar pracy. Praca jak i zapłata za pracę nie może burzyć porządku społecznego. Chodzi o przyzwoitość w wynagradzaniu za pracę. Nie wiem czy zastanawiałeś się dlaczego lżej w biznesie jest pracodawcom protestanckim niż pracodawcą katolickim? janusz

    #7 baran katolicki
  8. Takie pytanie mamo do użytkowników bloga:
    Dlaczego mam modlić się za wstawiennictwem świętych?
    Dla mnie ci święci, o których mowa w Apokalipsie to ogół zbawionych w dniu ostatecznym a nie ci święci, którzy są uznani przez kościół.
    Przecież nawet modlić się do aniołów nie można.
    To dlaczego kościół głosi inaczej?
    Kogo słucha?
    Niektórzy podobno czują pomoc świętych ale w jaki sposób?
    Jak ja napisałem kiedyś, że czuje obecność Boga w moim życiu to niektórzy pisali, że to niemożliwe, że Boga nie da się czuć, że w Boga się tylko wierzy.
    Jak już napisałem szatanowi na rękę, że ludzie przyjmują komunię św. a potem o wszystko się spierają.
    A tu trzeba żyć Bogiem na co dzień.
    Trzeba nie tylko brać swój krzyż ale też Go naśladować a On jest cichy i pokorny.
    Według mnie tu trzeba pracy nad sobą a nie pomodlić się „Panie Jezu, uczyń mnie cichym i pokornego serca” a później wrzeszczeć na inny.
    Tak się nie da. To nie czary mary.
    Przyjąć komunię świętą trzeba ale bardziej trzeba pracować nad sobą.

    #8 chani
  9. Te dwa systemy są rzeczywiście niekompatybilne dopóki funkcjonują w różnych rzeczywistościach- jeden wg ciała, a drugi wg ducha. Dziś, w czasach ostatecznych, kiedy Duch Święty został posłany, otworzyły się nowe możliwości dla kazdego, kto pragnie kompatybilności. Ta kompatybilność jest niczym innym, jak spełnieniem tego, czego chce Jezus- abyśmy robili to, co robi Ojciec. Bądź wola Twoja, jak w niebie, tak na ziemi – Jezus nie zostawił nam modlitwy, która byłaby nierealna.

    #9 Paweł
  10. # 8
    chani
    Ale robisz problem z modlitwy za wstawiennictwem świętych. 🙂
    Jak sam napisałeś jest to modlitwa za wstawiennictwem świętych, czyli do Boga, a nie do świętych.
    Nikt cię nie zmusza, abyś tak się modlił.
    Niektórych jednak taka modlitwa do Boga prowadzi.
    Pozwólmy Bogu, aby nas prowadził do Siebie różnymi drogami. 🙂

    #10 basa
  11. #8
    Postawiłeś pytanie: Dlaczego mam modlić się za wstawiennictwem świętych? Odpowiedzią jest J 2;3 A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». 4 Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» 5 Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». To wydarzenie upoważnia nas do kierowania próśb do Jezusa za pośrednictwem jego i naszej Matki.

    #11 lemi
  12. #10 basa
    „Ale robisz problem z modlitwy za wstawiennictwem świętych” – no bo mam pewne wątpliwości czy dobrze robię.
    Przecież Bóg mnie zna całego i zna moją duszę i On zna moje myśli nim je wypowiem na głos, więc po co mi inni pośrednicy?
    Przecież Jezus przeszedł to samo co my. Cierpiał poniżenia, pokusy więc jest najlepszym orędownikiem przed Ojcem. Nie Maryja ale Jezus.
    „Nikt cię nie zmusza, abyś tak się modlił” – ale kościół chyba inaczej naucza?
    Są przecież Msze święte we wspomnienie świętych.
    ————————–
    #11 lemi
    Niech tak się stania ale czy myślisz, że taka modlitwa jest miła Bogu?

    #12 chani
  13. Krzysztofie, czy Kościół Katolicki jest Ci potrzebny do Twojego zbawienia? Z tego co wiem to katolicy zbawiają się w Kościele Katolickim. janusz

    #13 baran katolicki
  14. #7Januszu,
    Na czym polega sprawiedliwość obowiązująca w cywilizowanym społeczeństwie o której piszesz wytłumaczyła mi na moim przykładzie pewna sędzia.
    Otóż był czas w naszej firmie, gdy nie działo się najlepiej. Skutkowało to opóźnieniami w płatnościach również za podatek VAT.
    Mimo,że spóźnienia były niewielkie i odsetki zapłacone, należała się jeszcze kara za sam fakt spóźnienia. Odwołaliśmy się do sądu.
    Sędzia za pierwszym razem darowała nam karę. za drugim ukarała 1000zł. Za trzecim 3000zł. i wytłumaczyła, że będzie do tego momentu podnosiła karę aż nie będzie spóźnień ( Górna granica w tym przypadku była ok 30 000zł.)
    Funkcją kary bowiem jest to, aby wykroczenie nie miało już więcej miejsca.
    Dlatego owa sprawiedliwość o której piszesz jako kara za zło jest 100% nieskuteczna. Popełniamy bowiem nieustannie mniejsze lub większe wykroczenia , mimo kar.
    Cywilizacja łacińska wypracowała system sprawiedliwości, nie ma on jednak odniesienia do chrześcijaństwa. Jest odwrotnie, Kościół do swych struktur przysposobił niektóre rozwiązania prawa rzymskiego. Co mniej zorientowani przypisują więc owe zasady sprawiedliwości temu, co głosi Ewangelia.

    #14 grzegorz
  15. #9 Pawle, piszesz o „różnych rzeczywistościach”. Czy katolikowi wolno wierzyć w różne rzeczywistości, różne prawdy, itd.? Przecież jest rzeczywiste jest tylko to co jest zgodne z prawą obiektywną. Ciało i duch stanowią dla wierzącego katolika jedną rzeczywistość. Być może się mylę. Jeśli tak to proszę o wyprowadzenie mnie z błędu. janusz

    #15 baran katolicki
  16. Jeszcze takie moje spostrzeżenie, że psalmista wiedział, miał pewność że Bóg go wysłuchuje.
    A my podobno takiej pewności nie mamy?
    Czym różnimy się od Dawida?
    Ja na przykład taką pewność mam u wiem, że jak ufnie zbliżę się do Boga to On mnie nie odrzuci.

    #16 chani
  17. #8 Chani,
    Przywołujesz we wspomnieniach babcię, dziadka, może rodziców.Zdarzenia ze wspólnego życia, ich mądre rady, postępowanie itp.
    Korzystasz z ich pracy włożonej w Twoje wykształcenie, umiejętności , poglądy na świat.
    Być może korzystasz z wypracowanych przez nich majętności,mieszkania, domu działki.
    Przywołując św.Franciszka z Asyżu , otrzymujesz do dyspozycji wszystko to,co zostawił na świecie jako efekt swojej świętości.Np.Franciszkanie Jego styl życia,regułę itd. My świeccy znów skromność, posłuszny upór w sprawach Kościoła itd.
    Od Ananiasza uczymy się nazywać nieprzyjaciół braćmi i Podlasiu mamy Świętych Męczenników Podlaskich , klękających przed prześladowcami kto wie czy w przeddzień nie słyszeli Słowa o nawróceniu Szawła.
    Święci ogarniają całą materię naszego życia i nie teoretycznie, ale prawdziwie, własnym życiem, warto skorzystać bo jest to skarb 🙂

    #17 grzegorz
  18. …”Tego „zatrudniającego nas Gospodarza – Jezusa stale słyszymy dzięki Ewangelii, stale poznajemy, wchodzimy w coraz ściślejszy związek z Nim i Jemu składamy całe nasze życie i wszystkie jego trudy, wydarzenia itd.” za Ks. Biskupem

    …………
    Rozumiem , w jakiej rozpaczy można żyć bez Boga, w jakiej beznadziejności i pustce…
    —Dzięki Ci Panie Boże , za to ,że Jesteś na dobre i na złe chwile człowieka, za Twoje Słowo,Twego Syna i Ducha Świętego, Który oświetla to,
    co mroczne i błędne w ludzkim sercu…
    — dzięki Ci Panie za Eucharystię i Dar Nieba dla k a ż d e g o , kto tego pragnie szczerze, także dla tych ,którzy są dotknięci chorobą braku świadomości, kalekich i cierpiących dla których Jesteś Jedyną Nadzieją…
    ——-
    — dzięki Ci Panie za Kościół Powszechny,za dziadków,rodziców,męża , dzieci, wnuki, przyjaciół i ogólnie za piękny świat…:) 🙂 🙂

    #18 niezapominajka
  19. Czytam Wasze komentarze i rozważam .
    Dla mnie najbardziej wypowiedzi mądre są chaniego.
    A dlatego że jedynym pośrednikiem między Panem Bogiem a człowiekiem Jezus Chrystus tak jest napisane w Piśmie Swiętym.
    Po drugie w chwili śmierci Jezusa na krzyżu zasłona Przybytku w świątyni rozdarła się od góry do dołu.
    To znaczy dla mnie że ja osobiście mogę mieć relacje z Panem Bogiem a nie przez pośrednictwo świętych czy Maryi.
    To co Jezus dokonał w Kanie Galilejskiej z winem uważam że chodziło o cud potwierdzenia że jest Synem Boga żywego.
    A nie jak pisze lemi o Maryi.
    A tak nawiasem że nie ma w ludziach Ducha Bożego tylko jest duch religii.
    Dlatego co niektórzy szukają pośrednictwa świętych.

    #19 Józef
  20. #14 Grzegorzu, sytuacja przez Ciebie opisana ukazuje rzeczywistość prawa karnego zbudowanego na fundamencie prawa Mojżeszowego/Tora/. Różnica polega tylko a może aż na tym, że lud Starego Testamentu/Prawa/ wierzył w Boga a współczesny lud/naród/ Polski już w większości zlikwidował Boga z przestrzeni publicznej/społecznej/. Polskie prawo karne rzeczywiście ma w sobie sprawiedliwość stada gdzie silniejszy zjada słabszego. Współczesne prawo cywilno-karne ma raczej charakter prawa Noego niż Dekalogu. Zasada podstawowa jest taka sama. Za dobro wynagradzać a za zło karać. Oko za oko ząb za za ząb. Dobrym absurdem obowiązującego w Polsce prawa jest kara za nie noszenie maseczek. Wszyscy wiedzą, że takie mandaty nie mają podłoża prawnego a jednak sądy karają za całkowitą aprobatą większości biskupów. Weźmy na przykład obowiązującą ustawę „antyaborcyjną”, która dopuszcza mordowanie dzieci podejrzane o chorobę nieuleczalną/eugenika/. Władze cywilne i władze kościelne zgrane/jednomyślne/ aż do absurdu. Większą ochroną prawną cieszy się przestępca/grzesznik niż człowiek najbardziej bezbronny bo jeszcze nienarodzony. Polskie prawo karne choć ma charakter naturalny to jednak daleko mu do sprawiedliwości Bożej objawionej w Pan Jezusie. Nie należy spodziewać się owej sprawiedliwości, która wszystko usprawiedliwia i za nic nie karze. Prawo pozbawione możliwości karania nie ma racji bytu w laickim stadzie. Grzegorzu, w katolickiej Polsce są dwie władze/rządy/. Ten świecki z premierem Mateuszem na czele i ten duchowy z arcybiskupem Gądeckim w sterów. Wszystko zależy od katolickiej woli/dobrej woli/ konkretnych osób piastujących konkretne funkcje społeczne w narodzie. Nic się nie zmieni na lepsze dopóty dopóki nie będzie sprawiedliwie karać wybrańców Bożych. Każda władza pochodzi od Boga. Kogo Pan Bóg miłuje tego krzyżuje/karze/. Średniowieczna świata Inkwizycja był bardziej sprawiedliwa/chrześcijańska/ niż dzisiejsza prokuratura. Odnosi się to zarówno do prawa świeckiego jak i prawa kanonicznego. janusz

    #20 baran katolicki.
  21. #13 Janusz
    A ja z tego co wiem to zbawienie jest z wiary w Jezusa i naśladowania go poprzez zaparcie się siebie.
    Samo chodzenie na Eucharystię i przyjmowanie komunii świętej nie wystarczy bez osobistego wysiłku życia zgodnie z Jego nauką.
    Popatrz na Jezusa. Został on włączony w Naród Wybrany ale według faryzeuszy powinien uczestniczyć w życiu religijnym jak mówił, że jest od Boga.
    A on nie bardzo pochwalał życie religijne Narodu Wybranego.
    I wiesz co? Zapewne wiesz, że Bóg bada serca nie tak jak patrzy człowiek. Człowiek sądzi z pozoru i nam może się wydawać, że dany człowiek będzie zbawiony bo ciągle się modli, taki „świętoszek” a tu może zostać zbawiony nie ten ale inny, który nie uczestniczy w Eucharystii ale jest skromny, nikomu nie wadzi i jest życzliwy dla innych.
    Dla Boga liczy się mały gest a nie ilość modlitw.
    Zapewne wiesz, że Bóg widzi w ukryciu i nic przed Nim się nie ukryje.
    On wie czy chodzisz na Eucharystię dla Niego czy żeby „zaliczyć ją”.
    On wie czy na prawdę wierzysz w Niego czy tylko chcesz zdobyć „przepustkę” do królestwa niebieskiego.
    On wie czy chcesz do tego królestwa się wkraść jak złodziej.
    ———————-
    #10 basa
    „Pozwólmy Bogu, aby nas prowadził do Siebie różnymi drogami” – no tak, masz rację. On najlepiej wie co się kryje w sercu człowieka. Czy uczciwość, czy przekręt. On przenika nas i nas zna.

    #21 chani
  22. Ad. 15 Januszu
    Tak, wolno! Nie tylko wolno, ale powinien tego pragnąć, jeśli chce wejść do Królestwa Bożego.
    Co narodziło się z ciała pozostaje ciałem, a ciało jest ślepe na sprawy ducha. Dusza człowieka cielesnego „obrabia” wszystko wg informacji dostarczanych przez zmysły fizyczne, a te – choć są pomocne w obudzeniu ducha – raczej nie dają człowiekowi pewności w sprawach duchowych.
    Bóg jak wiesz jest duchem – nie można być z Nim w komunii pozostając w ciele.
    Oczywiście, światy materialny i duchowy oddziaływują na siebie wzajemnie, nie są całkowicie odizolowane. Niemniej jednak, tym nadrzędnym i wiecznym, pozostaje świat duchowy.
    Dlatego Jezus mówi: MUSISZ narodzić się na nowo, czyli z ducha. Dopiero wtedy można poznać sprawy ducha.
    Rozum zdobywający wiedzę, nawet najtęższy, w pewnym momencie dojdzie do granicy nieprzekraczalnej dla umysłu.
    Jezus nawet wychwala Ojca, że zasłonił sprawy duchowe przed mądrogłowymi.
    Człowiek obudzony w duchu, dopóki żyje jeszcze w ciele, doświadcza wprawdzie ograniczeń ciała, ale stosownie do wytrwałości swojej woli, może spotykać się z Prawdą, która jako Jedyna weryfikuje tzw. prawdy obiektywne, będzące niczym innym jak wiedzą w naszej głowie.
    Kto odda swoje życie za prawdę obiektywną ? Niewielu. Ale po spotkaniu z Prawdą, są to całe rzesze ludzi… tak w przeszłości, jak i obecnie.
    Zanurzenie w Duchu Świętym jest obudzeniem ducha człowieka, a tym samym początkiem nowego życia w Jezusie Chrystusie.
    Dla wierzącego katolika jest także ożywieniem otrzymanych sakramentów. Więcej na ten temat mówi kaznodzieja papieski o.Raniero Cantalamessa na filmie z 2008 roku: https://www.youtube.com/watch?v=MDxERNqJrSY

    #22 Paweł
  23. Józefie, Krzysztofie
    Wcale nie musicie modlić się przez wstawiennictwo Maryi, bo każdy ma swoją drogę do Boga.
    Ja mam jednak takie doświadczenie, że warto było, bo to Ona przyprowadziła mnie do Jezusa.
    Od dziecka wychowywana byłam w duchu Maryjnym /różance październikowe, majówki /. Dlatego jestem pewna, że to Maryja podała mi rękę, jak uległam wypadkowi i przyprowadziła mnie do Jezusa.
    Od tej pory zapragnęłam codziennie uczestniczyć w Eucharystii i trwa to już …dziesiąt lat.
    Uczestnicząc w Eucharystii nauczyłam się słuchać Słowa Bożego a tym samym poznawać Jezusa.
    Wciąż się uczę POSŁUSZEŃSTWA Słowu /tak jak mówi Maryja -zróbcie wszystko co powie mój syn/

    #23 Klara
  24. #21 Krzysztofie, oczywiście, zbawia/uświęca/ nas łaska uświęcająca/zbawiająca/. Problem polega na aby takową łaskę Bożą zaakceptować/przyjąć/ swoim rozumem i zacząć z nią współpracować. Sama/tylko/ wiara bez dobrych uczynków jest jałowa. Podobnie dobre uczynki bez łaski wiary nie zbawiają. janusz

    #24 baran katolicki

Dodaj Komentarz






css.php