Usprawiedliwienie (30. Ndz C – 191027)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W ostatnią Niedzielę października w kościołach, które nie mają określonej daty poświęcenia, obchodzi się rocznicę poświęcenia. W pozostałych kościołach korzystamy z Liturgii Słowa przewidzianej na 30. Niedzielę roku C.

Słyszymy Ewangelię, w której Jezus ustosunkowuje się do odwiecznego problemu religijnego, jakim jest pielęgnowanie w sobie poczucia własnej sprawiedliwości i jednoczesne często mniej czy bardziej ostrej postawy pogardy wobec tych, którzy bywają oceniani jako grzesznicy.

Jezus opowiedział przypowieść o faryzeuszu celniku w świątyni.

Dwóch ludzi przyszło do świątyni,
żeby się modlić,
jeden faryzeusz, a drugi celnik.

Z tego krótkiego wprowadzenia spontanicznie rodzi się myślenie (opinia), że modlitwa faryzeusza winna uzyskać właściwą, to znaczy dobą ocenę, natomiast wartość modlitwy celnika – w oczach ludzi – pozostawała pod znakiem zapytania.

Zestawienie dwóch postaw

Powszechnie bowiem było wiadomo, że każdy faryzeusz – niejako ze swej natury – poświęcał dużą część swojego życia na formy i wyrazy pobożności i był niejako swoistym ekspertem w tej materii.

Celnik natomiast to w oczach ówczesnych człowieka grzeszny. Niejako zawodowo związany z grzeszeniem, z nieuczciwością, zdzierstwem i swoistą przemocą. Jego modlitwa nie miała według zwyczajowych opinii atutów do tego, by zyskiwać jakąś wartość i stanowić coś godnego uznania. Po prostu, jak to sformułuje niewidomy, któremu Jezus przywrócił wzrok:

Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje,
natomiast Bóg wysłuchuje każdego,
kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę
(J 9,31).

Uzdrowiony przez Jezusa niewidomy wyraził powszechną opinię. Ta opinia pozwalała gardzić tymi, którzy nie mieścili się w kategorii uznanej za właściwą, przykładną i poprawną. Poprawną bowiem w oczach ludzi była ta, która „wnosiła” przed Boga dokonania człowieka i stanowiła podstawę do chlubienia się oraz była ukierunkowana na jakieś uznanie ze strony Boga.

Celnik natomiast miał świadomość, że nie miał owych elementów do chlubienia się. Stanął jednak w prawdzie i ze swego wnętrza niejako „wyciągnął” na zewnątrz to, co stanowiło jego największy problem.

On z tym swoim problemem przyszedł do świątyni. Stosownie też do tego swego problemu zachował się przyjmując odpowiednią postawę i wypowiadając słowa odzwierciedlające jego sytuację:

stał z daleka
i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu,
lecz bił się w piersi, mówiąc:
„Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”

Zestawienie tych dwóch typów postaw jest bardzo znamienne i wielce pouczające. Dokonuje się przy tej okazji konfrontacja postaw i ocen ludzkich z Bożym światłem. Oczekiwań i przewidywań ludzkich z Bożą prawdą.

A jednak

Słowa Jezusa objawiają właściwą prawdę i jedynie słuszną ocenę wartościującą wszystko inaczej niż ludzkie przewidywania:

Powiadam wam:
Ten odszedł do domu usprawiedliwiony,
nie tamten.

Usprawiedliwienia może bowiem dostąpić ten , kto prawdziwie i szczerze się uzna za winnego i przyjmie stosowną (adekwatną) do swego stanu postawę. Natomiast ten, kto jest przekonany o swojej sprawiedliwości – i to na dodatek jeszcze przed Bogiem – nie jest w stanie przyjąć usprawiedliwienia, bo nie widzi w sobie takiej potrzeby. Pozostaje zamknięty w sobie i z piedestału przekonania o swojej sprawiedliwości (słuszności postępowania) będzie osądzał innych i innymi gardził.

Potrzebna jest nam ta przypowieść, by nas chronić przed fałszem i stawiać w prawdzie przed Bogiem i naszymi bliźnimi .

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

85 komentarzy

  1. W 7 rozdziale listu do Hebrajczyków możemy przeczytać w wersecie 26;”Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa,…”. Dzisiaj przedstawia nam się biblijnego Pana Jezusa, który jest bardzo blisko grzeszników, jest po stronie grzeszników jakiejkolwiek maści. Ukazuje się Chrystusa Pana który gardzi ludzką świętością a lgnie do ludzkiej grzeszności.
    Czytając powyższy wpis Księdza Biskupa takie odnoszę wrażenie. Pisze Ksiądz Biskup; „Zestawienie tych dwóch typów postaw jest bardzo znamienne i wielce pouczające. Dokonuje się przy tej okazji konfrontacja postaw i ocen ludzkich z Bożym światłem. Oczekiwań i przewidywań ludzkich z Bożą prawdą”. Na czy miało by polegać arcykapłaństwo Chrystusa Pana „oddzielonego od grzeszników”? Jak bardzo „oddzielonego” nie tylko od grzechu ale i od grzeszników? Czy Pan Jezus zasiadał w gronie szyderców?
    janusz

    #1 baran katolicki
  2. „…natomiast Bóg wysłuchuje każdego,
    kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę” – tak, ale jak to wollę Jego pełnić i co to oznacza?
    Nie wystarcza przyjść do kościoła, przyjąć komunie św. a później żyć ja świat każe [kłócić się o przysłowiową złotówkę, o miejsce parkingowe]. Tu bardziej potrzeba wprowadzać słowo w czyn a nie oszukiwać samego siebie. Trzeba oddać swój płaszcz biednemu, ubogiemu.
    Przecież Bóg jest obrońcą uciśnionych.
    I co znaczy czcić Boga w duchu i prawdzie?

    #2 chani
  3. Tekst na szóstkę /by pojąć/, i plus.
    /wg.szkolnej punktacji/

    #3 Ka
  4. # 1
    Janusz,
    czy faryzeusz jest święty?
    A może tylko nie widzi swojego grzechu?
    A czy ty widzisz grzech faryzeusza?

    #4 basa
  5. #1
    Janusz
    Odpowiedzi na Twoje pytania o arcykapłaństwo Chrystusa Pana „oddzielonego od grzeszników” odpowiada tenże list Hbr 4,15 Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu.
    Wcześniej Hbr 2,17 Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu

    #5 Bogumił
  6. #1
    Janusz pyta: Czy Pan Jezus zasiadał w gronie szyderców?
    Łk 7, 36- 50 i jedno zdanie werset 39 Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: «Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą».

    #6 Bogumił
  7. #4
    Basiu,
    tą przypowieść biblijny Jezus skierował do konkretnych faryzeuszy. Nie wszyscy faryzeusze „dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili”. Podobnie nie wszyscy celnicy byli tak pokorni jak wymieniony w przypowieści grzesznik. „Codzienne modlitewne zasady jakimi kierują się żydzi oparte są na gematrii słowa Cadyk (heb. צדיק, sprawiedliwy). Według żydowskich nauczycieli, żydzi winni odpowiedzieć „Amen” na nie mniej niż 90 błogosławieństw (90=צ), wyrecytować Kedusza („Święty, święty, święty…”) cztery razy (4=ד), powiedzieć Kaddisz dziesięć razy (10=י), oraz wyrecytować 100 błogosławieństw (100=ק) każdego dnia(sic!). (Berachot 60b)

    Przyjrzyjmy się jak wyglądają wybrane poranne błogosławieństwa:

    Baruch atah (Haszem) Eloheinu melech ha-olam, szelo asani goj.

    Błogosławiony jesteś (JHWH) Boże władco świata żeś nie uczynił mnie gojem (poganinem)

    Baruch atah (Haszem) Eloheinu melech ha-olam, szelo asani awed.

    Błogosławiony jesteś (JHWH) Boże władco świata żeś nie uczynił mnie niewolnikiem (idiotą)

    Baruch atah (Haszem) Eloheinu melech ha-olam, szelo asani isza

    Błogosławiony jesteś (JHWH) Boże władco świata żeś nie uczynił mnie kobietą

    Dziękuję Ci Boże żeś nie uczynił mnie jak ci tamci, goj, niewolnik czy kobieta – tak można sparafrazować poranna modlitwę żydów. Jak można ją ocenić z pozycji osoby wierzącej? Czy można dziękować że nie jest się jak inni? Czy Bóg naprawdę czeka na takie błogosławieństwo? Korci mnie aby się zapytać, jak goj, niewolnik czy kobieta może takiego Boga sławić i wielbić”? Basiu do dzisiaj tak modlą się ortodoksyjni i konserwatywni żydzi. Czy to ich wina, że Talmud tak ich prowadzi? Nie można tamtej przypowieści dosłownie przenosić na rzeczywistość modlitwy katolickiej. To nie są takie same parametry porównawcze. Katolicki faryzeusz w moim myśleniu to katolicki protestant, który zewnętrznie odprawia rytuały religijne, w które już dawno nie wierzy. Zobacz ilu dzisiaj mamy księży, biskupów, kardynałów, którzy sprawują Mszę Świętą bez osobistej wiary w transsubstancjację chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. Wielu „wierzących” katolików, dzisiaj się nie spowiada latami a i tak przystępują świętokradczo do Komunii Świętej. Współcześni faryzeusze to Ci, którzy wiedzą lepiej od samego Chrystusa jak modernizować święty Kościół. Katolicki faryzeusz to mentalny protestant w samym sercu Kościoła bardzo często ubrany w purpurę i stojący przy Ołtarzu eucharystycznym. Celnikiem katolickim jest współczesny katolicki polityk, przemysłowiec, artysta, dziennikarz, lekarz, robotnik, który „orze/kombinuje/ jak może” by zarobić godziwie na chleb powszedni dla siebie i swojej rodziny. Boję się pomyśleć co by powiedział Chrystus Pan gdyby zawitał na współczesną liturgię w katedrze rzymskokatolickiej.
    janusz

    #7 baran katolicki
  8. #5
    Bogumile,
    jeśli wiarę oprzemy na osobistym doświadczeniu Boga w swoim życiu to ni jak odnaleźć osobiste doświadczenie wiary biblijnego/historycznego/ Jezusa. Sam wiesz jak gorzkim i przykrym jest osobisty grzech, który nie tylko jest pogardą samego siebie ale i wyrazem pogardy Bogiem. Piszesz, że „Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu”. Nie pod każdym względem Chrystus Pan był taki jam my. W sensie natury ludzkiej był taki sam ale co do istoty/osoby/ nie był osobą ludzką lecz Osobą Bożą. Czy zdajesz sobie sprawę kim w rzeczywistości był i jest Pan Jezus Chrystus? Był i jest Bogiem wszechmogącym równym Ojcu i Duchowi Świętemu. Czy Bóg może zgrzeszyć? Absurd w świętej Wierze katolickiej. Czy Bóg może zasiadać w gronie grzeszników, którzy z Niego szydzą? Kolejny absurd dla Katolika trzeźwo myślącego. Na Hbr 7,26 trafiłem wczoraj i sam zaskoczony byłem „oddzieleniem od grzeszników”.
    janusz

    #8 baran katolicki
  9. # 7
    Janusz
    Ja pytałam o tego konkretnego faryzeusza, o którym mówił Pan Jezus.
    Pismo Święte mówi o nim, że był dufny w sobie, wywyższał się i gardził innymi.
    Moim zdaniem grzeszył pychą.
    A więc w świątyni modliło się dwóch grzeszników.
    Jeden „śpiewał” hymny na swoją chwałę, a drugi błagał Boga o litość.

    #9 basa
  10. #4
    basa
    Ale można powiedzieć, że jednak faryzeusze zauważyli swój grzech przy kobiecie złapanej na cudzołóstwie.

    #10 chani
  11. #8
    baran katolicki
    Ale wiesz, że Pismo powiada że Bóg uczynił Tego, który nie zna grzechu grzechem i na Niego zrzucił Pan nasze słabości, grzechy jak na zwierze ofiarne i dlatego On musiał umrzeć poza świątynią .
    Najwyższy Arcykapłan, którzy właśnie był oddzielony od grzeszników ale jednak został uczyniony grzechem dla swojego ludu.

    #11 chani
  12. #11
    chani,
    powiedz jeśli potrafisz; co to jest grzech? Czy Pan Jezus kiedykolwiek pogardził Bogiem Ojcem? Czy kiedykolwiek Jego ludzka wola była przeciwna Jego boskiej woli? Przedstawiając prawdy wiary, św. Paweł bardzo często posługuje się dwiema technikami oratorskimi – paradoksu oraz dwuznaczności. Dlatego też w listach św. Pawła spotkać możemy zdania, które brzmią dziwnie przy pierwszej lekturze, ale po ich przemyśleniu są wyrażone po mistrzowsku, jak np. stwierdzenie, że Abraham „wbrew nadziei uwierzył nadziei” (Rz 4,18). Podobną sytuację mamy w przypadku stwierdzenia dotyczącego tego, że Jezus stał się grzechem. Nie wiem dlaczego Ksiądz Biskup nie chce nam tego wyjaśnić po katolicku?
    janusz

    #12 baran katolicki
  13. #9
    Basiu,
    przy najbliższej okazji jaka Ci się wydarzy, zapytaj wierzącego żyda jak on rozumie „pychę” i na ile jest ona grzechem. Nie powinniśmy osadzać tak dawne pokolenia tą samą miarą grzechu jaką mamy dzisiaj w katolickiej wierze. Faryzeusz z przypowieści biblijnej jest całkiem z innej bajki kulturowej, wyznaniowej, gospodarczej, politycznej, itd.
    janusz

    #13 baran katolicki
  14. Czcigodny Ojcze Biskupie … jestem przekonana, że wszystko co w nas, jest Bożym Dziełem, a serca biją jedynie na Bożą Chwałę za Dobro jakim On Jest, tu.
    Trzeba mi dziękować Bogu za wrażliwość, która jak Pan Bóg sprawia różna jest w każdym w nas. Stając przed Bogiem w pokorze zapominać o wszystkim, co jest zewnętrzne, aby taką Duszą i sercem wolnym prosić … przyznawać się do błędu, złożyć wyznanie „Ojcze, jeśli lękam się, lub troszczę zbytnio o siebie, to Ciebie nie widzę, Ty, jednak nie pozwól zastygnąć bez Ciebie w myśli i w przekonaniach, w błędzie … w, osądach” … Człowiek/i ja też, poszukuje miejsca w Kościele . Dokonuję wyboru postawy.
    … „ Jesteś … Królem … ?” … mówi, Piłat.
    … Jezu, jesteś bez winy … a oni !… wybrali Barabasza …
    Wzorem jest Jezus, a także może to być, Jego Kapłan posiadający niezwykłą … niewidzianą dla drugiego relację z Bogiem. Na modlitwę wzywa Bóg Ojciec.
    Czy, przyjęłam zaproszenie na rozmowę?
    Jezu … co, chcesz mi powiedzieć? … bowiem, pozwalasz na Nadzieję, bo nauczyłeś mnie modlitwy przez Słowo … „Ojcze, nasz … odpuść … nie pozwól … ale, zbaw mnie grzesznego… Amen!
    Pełnienie Bożej Woli, to prosta uległość … cicha zgoda … chęć pokory … niewidzialna Miłość w Miłosierdziu … Pragnienie stawania się lepszym w życiu …
    Jak powiem, że jestem celnikiem, to nie po to, by siebie znowu stawiać we „właściwej” postawie, przecież jednak faryzejskiej. Byłam celnikiem, bowiem byłam w życiu Zacheuszem. Zacheusz, chce dobrze widzieć Jezusa. Słyszał o Jezusie. Jeszcze nie wie co go czeka. A Jezus, mówi przy wszystkich: „ … zejdź prędko … chcę, zatrzymać się … u, Ciebie”.
    A, Mateusz … ? … też, celnik ! …
    I także, ten celnik, który przyszedł się modlić … „stał skruszony …”
    Ksiądz Biskup wchodzi w problem, jak unikać takiej postawy … szczególnie zwraca uwagę, że on: … „miał świadomość, że nie miał owych elementów do chlubienia się. Stanął jednak w prawdzie i ze swego wnętrza niejako „wyciągnął” na zewnątrz to, co stanowiło jego największy problem.
    On z tym swoim problemem przyszedł do świątyni. Stosownie też do tego swego problemu zachował się przyjmując odpowiednią postawę i wypowiadając słowa odzwierciedlające jego sytuację:
    stał z daleka
    i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu,
    lecz bił się w piersi, mówiąc:
    „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”
    Zestawienie tych dwóch typów postaw jest bardzo znamienne i wielce pouczające. Dokonuje się przy tej okazji konfrontacja postaw i ocen ludzkich z Bożym światłem. Oczekiwań i przewidywań ludzkich z Bożą prawdą.
    A jednak
    Słowa Jezusa objawiają właściwą prawdę i jedynie słuszną ocenę wartościującą wszystko inaczej niż ludzkie przewidywania:
    Powiadam wam:
    Ten odszedł do domu usprawiedliwiony,
    nie tamten.
    Usprawiedliwienia może bowiem dostąpić ten , kto prawdziwie i szczerze się uzna za winnego i przyjmie stosowną (adekwatną) do swego stanu postawę. Natomiast ten, kto jest przekonany o swojej sprawiedliwości – i to na dodatek jeszcze przed Bogiem – nie jest w stanie przyjąć usprawiedliwienia, bo nie widzi w sobie takiej potrzeby. Pozostaje zamknięty w sobie i z piedestału przekonania o swojej sprawiedliwości (słuszności postępowania) będzie osądzał innych i innymi gardził.
    Potrzebna jest nam ta przypowieść, by nas chronić przed fałszem i stawiać w prawdzie przed Bogiem i naszymi bliźnimi .”
    Słowo to, jest bardzo ważne, każde rozważanie niesie naukę, jak umieć zachować właściwą postawę wnętrza poprzez głos z Duszy … wybrać miejsce … czas …
    … Bogu, wypowiedzieć swoje grzechy … prośbę … żal … niezrozumienie … odrzucenie, ale …ostatecznie zdać się na Jego Wolę.
    Z Modlitewnikiem Krzeszowskim, dziś modliłam się rozważaniami Różańcowymi do Krwi Przenajdroższej. Panu Jezusowi zachowam wdzięczność w sercu dla Jego dobroci, że mogłam odebrać Jego Nauczanie.
    Wszystko ma sens. Każda Droga i Modlitwa do Boga. Przepraszam. Ufam Tobie Jezu.
    Dziękuję.
    Błogosławię Ojcze Biskupie
    Wszystkich pozdrawiam
    danuta

    #14 miłosierna samarytanka
  15. Grzech faryzeusza nie polega na tym,że jest w porządku, ale na tym, że gardzi tymi, którzy takimi nie są.(grymas twarzy, przewracanie oczami, pogardliwy uśmiech, silna niechęć połączona z poczuciem wyższości, bo ktoś wyznaje inną religię …)
    Wszyscy jesteśmy grzesznikami.
    Bóg jednak wybacza tylko tym, którzy grzechy widzą w sobie.
    Najgorzej jak robię rachunek sumienia innemu człowiekowi.
    Celnik dojrzał, że ocalenie jest tylko w miłosierdziu Boga.

    #15 Mirosława
  16. Dotyczy poprzedniego rozważania.
    #27
    Janusz w swoich wypowiedziach np. #12,16,22 staram sie odpowiadać na Twoje komentarze do moich wpisów jednocześnie przedstawiając swój punkt widzenia.
    Dużą trudnością jest dla mnie rozmowa, kiedy nie odpowiadasz na moje pytania i opinie, trzymając się jedynie własnej narracji na temat wiary.
    Wygląda jakbyś ignorował trudne wątki, które zadają kłam Twoim teoriom

    #16 St(r)ach
  17. # 13
    Janusz
    Ale to Pan Jezus przez tą przypowieść dał do zrozumienia, że on się wywyższał. 🙂

    #17 basa
  18. Usłyszałam, że modlitwa faryzeusza nie była wyrazem osobistych osądów, tylko, że tak po prostu brzmiała formuła modlitwy faryzejskiej.
    Odmawiał on więc ją tak, jak nakazywało prawo. Spełniał dobrze obowiązek modlitwy. Czyli, że ta modlitwa sama w sobie była dobra. Była błogosławieniem Pana Boga za uchronienie przed konkretnymi grzechami.
    Okazuje się jednak, że nawet dobry akt religijny, jakąś formę pobożności możemy obrócić w zło.

    #18 Karina
  19. #16
    Stachu,
    pytaj śmiało jeszcze raz. To nie jest tak, że ignoruję twoje pytania. Czasami potrzeba kilkakrotnie pytać przy różnych okazjach i cierpliwie czekać na rzeczową odpowiedź.
    Mam to przerobione nie tylko tu na blogu Księdza Biskupa. Nie raz skierowałem do szanownego Gospodarza konkretne pytania i do dziś nie uzyskałem odpowiedzi.
    Stachu, proszę również o wyrozumiałość. Nie zawsze jestem w stanie sensownie odpowiedzieć na szybkiego. Jeśli widzisz, że jestem w błędzie to proszę jak najszybciej wyprowadzić mnie z błędu. O jakie pytania Ci chodzi. Napisz konkretnie.
    janusz

    #19 baran katolicki
  20. Januszu,
    Karina pisze: „Okazuje się jednak, że nawet dobry akt religijny, jakąś formę pobożności możemy obrócić w zło.”
    Nie odmawiam Tobie jakiejś dobrej woli, czy chęci pobożności. Nie brnij jednak w zarzuty do biskupów, współczesnej liturgii, Kościoła posoborowego, bo się gubisz, wyszukujesz sztuczne niezgodne z sobą argumenty,
    W #7 piszesz: ” Zobacz ilu dzisiaj mamy księży, biskupów, kardynałów, którzy sprawują Mszę Świętą bez osobistej wiary w transsubstancjację chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa.”
    Ale przecież sam w taka obecność nie wierzysz bo kilka zdań potem piszesz: „Boję się pomyśleć, co by powiedział Chrystus Pan, gdyby zawitał na współczesną liturgię w katedrze rzymskokatolickiej.”
    Nie musisz więc bronić swoich racji, bo Twoim obrońcą jest Bóg. Nie musisz bronić świętości człowieka, bo Bóg jest naszą ucieczką.
    Przyjmij Go takiego w Eucharystii i głoś innym, że jest dobry. Tego potrzebuje i celnik i faryzeusz a więc my wszyscy, bo przypowieść ta jest ilustracją wnętrza każdego z nas. 🙂

    #20 grzegorz
  21. #17
    Basiu,
    biblijny Pan Jezus skierował ową przypowieść do konkretnych odbiorców a byli nimi faryzeusze dufni w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili.
    Do dzisiaj każdy talmudyczny żyd się wywyższa i jest dufny w sobie z racji swojego wybraństwa. Czasy się zmieniły a my dzisiaj już dawno nie jesteśmy Synagogą lecz Kościołem.
    Dzisiejszy Pan Jezus już nie jest pod postacią człowieka, lecz pod postacią chleba i wina. To jest ten sam Bóg i człowiek zarazem.
    Wyobraź sobie, co myśli Pan Jezus ukryty w Świętej Hostii, kiedy przyjmują Go ci, którzy Nim gardzą i trwają z świadomym uporem w grzechu ciężkim. Ileż to razy w ciągu dnia i na różne sposoby bezczeszczony jest Przenajświętszy Sakrament.
    Dzisiejszy faryzeusz to ten, który dufny jest swoją grzesznością i gardzi świętymi. Role się odmieniły bo szatan odwraca wszystko co prawdziwe, święte i boże. Dzisiejszy grzesznik jest gloryfikowany nie tylko w tym świecie ale co gorsze wywyższa się go również w Kościele na różne sposoby.
    Wyobraź sobie aktywnego grzesznika, który podchodzi do Świętego Boga i z dumą oznajmia Mu, że wciąż jest grzesznikiem. Nadchodzą czasy, kiedy to dla świętych zabraknie miejsca w Kościele. Będziemy zmuszeni być na zewnątrz własnego domu.
    janusz

    #21 baran katolicki
  22. #20
    Grzegorzu,
    pisząc w #7 do Basi:
    „Boję się pomyśleć co by powiedział Chrystus Pan gdyby zawitał na współczesną liturgię w katedrze rzymskokatolickiej”, miałem na uwadze obecność Pana Jezusa pod postacią człowieka, takiego jakim jest opisany w Ewangelii. Nie do końca jasno się wyraziłem, co nie znaczy, że nie wierzę w realną i substancjalną obecność Jezusa Chrystusa pod postacią chleba i wina.
    Jeśli chodzi o dojrzałą wiarę naszych księży, biskupów i kardynałów, to sam wiesz, jak jest w katolickiej rzeczywistości.
    Piszę o przylgnięciu do wiary świętego i apostolskiego Kościoła katolickiego w dogmatach zdefiniowana dla wszystkich pokoleń. Nie chodzi o uczucie wiary. To co kto odczuwa, doświadcza, przeżywa to jest jego prywatna/subiektywna/ wiara.
    Piszesz, że nie muszę bronić swojej świętości, bo moim obrońcą jest Bóg. Czy wiesz, co to znaczy trwać w Łasce uświęcającej?
    Świętość to duchowa higiena, o którą koniecznie trzeba zabiegać i o nią się troszczyć. Nie można wszystkiego zwalać na Boga.
    janusz

    #22 baran katolicki
  23. #22
    Januszu,
    Piszesz: ” miałem na uwadze obecność Pana Jezusa pod postacią człowieka, takiego jakim jest opisany w Ewangelii.”
    Rzecz jest w tym, że Ewangelie nie opisują postaci Jezusa Chrystusa, ale opisują Go jako Tego, który zbawia. Jego obecność w Eucharystii jest dokładnie taka sama. Nie zależy ona od dyspozycji księży, biskupów czy kardynałów, bo Bóg nie ma względu na osoby.
    Natomiast księżom, biskupom i kardynałom, można i należy głosić Chrystusa żywego, bo Słowo zapładnia i rodzi wiarę, a nie tylko wieszać na nich psy.

    #23 grzegorz
  24. #22
    Januszu,
    Piszesz: „To co kto odczuwa, doświadcza, przeżywa to jest jego prywatna/subiektywna/ wiara”
    Ja wierzę, że Jezus Chrystus prawdziwie żyje. Wierzy w to również Kościół.
    Z tego co piszesz rozumiem, że sprowadzasz prawdziwego Boga do subiektywnych odczuć.
    Wg tego poglądu, Boga nie ma, bo istnieje on tylko jako indywidualne odczucie konkretnego człowieka.
    I ja tak czasem myślę, zwłaszcza gdy stawiam siebie na miejscu Boga i trwam przy swoim. W swoich pomysłach, zabezpieczeniach samego siebie w pracy, wygodnictwie w domu itp. Wtedy jest to odczucie subiektywne, widzę Boga po mojemu.
    Po to są jednak moi bliscy, współpracownicy ci, których Pan Bóg stawia na mojej ścieżce, aby mnie z tej pychy wytrącać. Po to jest Eucharystia, abym to rozumiał, akceptował i pozwalał się nawracać.
    Bóg, Januszu, nie jest subiektywny, daje się poznawać taki, jaki jest. Ogłosił to Mojżeszowi przy krzaku ognistym, potem prowadząc Lud przez Morze Czerwone i pustynię do Ziemi Obiecanej, tam w znakach towarzyszył w doli i niedoli, aż wreszcie dał się poznać przez Swojego Syna.
    Są tacy, którzy to uważają za bajkę, subiektywne uczucia i doświadczenia prywatnych ludzi. Rozumiem, że wpisujesz się w takie poglądy.

    #24 grzegorz
  25. #22
    Januszu
    Piszesz: „Świętość to duchowa higiena, o którą koniecznie trzeba zabiegać i o nią się troszczyć. Nie można wszystkiego zwalać na Boga”
    Co do zabiegań i troski o własną świętość to przychodzi mi do głowy trafna sentencja z branży budowlanej:
    „Przycinam, przycinam i dalej za krótko” 🙂

    #25 grzegorz
  26. # 21
    Janusz
    Napisałeś:
    „biblijny Pan Jezus skierował ową przypowieść do konkretnych odbiorców a byli nimi faryzeusze dufni w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili.”
    Czy te słowa nie są także aktualne dla współczesnych katolików?
    Czy nie ma katolików, którzy są „dufni w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzą”?

    #26 basa
  27. #21
    Januszu,
    Piszesz: „Dzisiejszy Pan Jezus już nie jest pod postacią człowieka, lecz pod postacią chleba i wina.”
    My zaś słyszymy:
    „37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? 38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? 39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?” 40 A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”Mt 25,37-40
    Spójrz, Januszu, wokół siebie i słuchaj Słowa. Może Jezus przychodzi do Ciebie właśnie pod postacią talmudycznego Żyda , który jest głodny, spragniony Dobrej Nowiny, może pod postacią papieża Franciszka uwikłanego w watykańskie układy , może najmniejszego w wierze biskupa trwającego z uporem w grzechu ciężkim…
    Tak jak Jezus grzesznika nie wywyższa, ale uniża samego siebie, tak i my bądźmy sługami nieużytecznymi jak prosił Jezus , a więc czyniącymi wszystko nie z mocy naszej świętości ale z Jego polecenia.

    #27 grzegorz
  28. Janusz
    Jakieś licho podkusiło mnie, żeby dodać komentarz, choć raczej nie powinienem, bo odczucia ( moja prywatna sprawa) mam tylko negatywne.
    Już zaraz po przeczytaniu wpisu ks. bp. sytuacja, w jakiej się kreujemy na tym blogu, skojarzyła mi się z stacją faryzeusza i celnika.
    Janusz znawca prawa i dogmatów świetnie posługujący się prawym rozumem, bez którego wiara nie istnieje, a doświadczenie (poznanie) mający za niewiele warte indywidualne odczucia i celnicy mało rozumiejący, opierający się na odczuciach i uznający swoje słabości, z czego wynika głośne walenie nie tylko we własne piersi.
    Nie wiem, skąd bierze się Twoja pewność, co myśli Bóg. Nie wiem skąd ta pewność, że jesteś stale w stanie łaski, i skąd przekonanie że doświadczenie nie może być źródłem wiary. Nie wiem (Ty pewnie tak) czy Maryja wszystko co się działo rozumiała?
    A „miecz”, który przeniknął Jej serce, to raczej nie była wiązka myśli, tylko odczucia których bardzo intensywnie doświadczała.
    Janusz, czy mimo tego że jestem w stanie łaski (mam nadzieję) a nie potrafię pojąć prawym rozumem, dlaczego Bóg mnie doświadcza to znaczy że jestem potępiony? Moje doświadczenia powodują, że dostrzegam swój grzech, płaczę, biję się w piersi i błagam o miłosierdzie licząc że odejdę „usprawiedliwiony”.
    Z drugiej strony słyszę „jestem w łasce” dbam o higienę wiary” (modlitwa, spowiedź), prawym rozumem ogarniam całą historię zbawienia, a tamci (moi oponęci) tylko grzeszą i nawet nie chcą się spowiadać.
    Kto odejdzie usprawiedliwiony? Czy ten, który nie potrzebuje usprawiedliwienia? W gruncie rzeczy Tobie, jak wynika z Twojej narracji Chrystus nie jest do zbawienia potrzebny. Co innego pozostali, bez Boga ani do proga. Jednak to ci pragną usprawiedliwienia, i zapewne jak mówi Pismo je otrzymają.
    Wybacz moją bezpośredniość, ale napisałeś „jeżeli jestem w błędzie to mnie z niego wprowadź „. Inaczej nie potrafię. Według mnie Twój błąd polega na zbyt silnym przywiązaniu do swego Ja. A powiedziane jest „wasze myśli nie są Moimi mmyślami ” nawet posiadając bardzo „prawy rozum”
    Pozdrawiam

    #28 St(r)ach
  29. #26
    Basiu,
    czy współczesny katolik, który wierzy w bezwarunkowe miłosierdzie boże nie jest dufnym katolikiem/faryzeuszem/. Zobacz postawę biblijnego celnika z przypowieści Pana Jezusa. On zdawał sobie sprawę ze swoich grzechów i na pewno był gotów je więcej nie popełniać. Wydaje się, że znienawidził swój grzech i chciał się od niego uwolnić.
    Dzisiaj w rzeczywistości katolickiej w ogromnym tempie tracimy poczucie grzechu. Wielu katolików potrafi latami się nie spowiadać a mimo to Komunię Świętą przyjmować. Wszystko zwalamy na Pana Boga licząc na boskie Miłosierdzie. Zapominamy o bożej Sprawiedliwości. Jak dobrze wiesz dzisiejsze rozumienie „sprawiedliwości” nie ma nic wspólnego ze „sprawiedliwością” biblijnych czasów.
    Sprawiedliwość, która wszystko usprawiedliwia. Sprawiedliwość, która usprawiedliwia każdy grzech.
    Dzisiaj bycie sprawiedliwym katolikiem to wszechstronna i niczym nie ograniczona tolerancja bardzo często nie mająca granic z akceptacją. Sam upór by nieustannie twierdzić o sobie, że jest się grzesznikiem pochodzi z faryzejskiego ducha, który szuka jedności z duchem tego czasu/duchem tego świata/.
    Basiu, obecnie przeżywamy w diecezji nagonkę na Księdza Arcybiskupa Leszka Głódzia. Szerokim echem odbiło się to co TVN puściło jako prawdę. Komu to służy i jaki ma cel dobrze wiemy? Czy Ksiądz Arcybiskup ponoć klnie, pije, gnoi innych jak przysłowiowy szewc na jarmarku. Zgorszenie totalne dla tych z „totalnej opozycji” jak mawia niezapominajka.
    Dla mnie nawet jeśli to w jakimś sensie prawda to na pewno powinna ta sprawa być załatwiona w sposób cywilizowany.
    Czy Ksiądz Arcybiskup jest dufny w sobie jako sprawiedliwy a innymi gardzi?
    janusz

    #29 baran katolicki
  30. #24
    Grzegorzu,
    w #24 pisałem: ” Piszę o przylgnięciu do wiary świętego i apostolskiego Kościoła katolickiego w dogmatach zdefiniowaną dla wszystkich pokoleń. Nie chodzi o uczucie wiary. To co kto odczuwa, doświadcza, przeżywa to jest jego prywatna/subiektywna/ wiara”.
    Źle mnie zrozumiałeś pisząc, że sprowadzam prawdziwego Boga do subiektywnych odczuć. Rozgraniczam wiarę dojrzałą od uczucia wiary. Wiara dojrzała to święta Wiara Kościoła, to święty Depozyt Wiary, to święta Tradycja, to również święta historia Kościoła, święta Liturgia. Jaka dzisiaj jest Wiara Kościoła? Czy wystarczy samo Credo bez dogmatów? Osobiste doświadczenie Boga zaliczam do uczucia wiary, owoców wiary a nie jako samą wiarę. Z tą duchową higieną jest tak samo jak z higieną cielesną.
    Codziennie się myję ale i tak się zabrudzę. Co by było gdybym przestał się myć chociażby kilka dni pod rząd? Czy poczułbym swój smród?
    janusz

    #30 baran katolicki
  31. #30
    Januszu,
    Czy więc Abraham, Mojżesz,Prorocy rozmawiali z Bogiem, czy byŁa to tylko subiektywna prywatna wiara?
    Czy PaweŁ, Apostołowie rozmawiali ze ZmartwychwstaŁym, czy byŁo to ich subiektywne doświadczenie a Kościół nas okłamuje?

    #31 grzegorz
  32. #21
    „Nadchodzą czasy, kiedy to dla świętych zabraknie miejsca w Kościele. Będziemy zmuszeni być na zewnątrz własnego domu.”
    Czy już przyjmujesz prośby o wstawiennictwo do Pana?

    #32 lemi
  33. #7
    „Zobacz ilu dzisiaj mamy księży, biskupów, kardynałów, którzy sprawują Mszę Świętą bez osobistej wiary w transsubstancjację chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa.”
    Nie możesz pisać w liczbie mnogiej, bo to by znaczyło, że wszyscy duchowni nie wierzą.
    Jeśli znasz taką osobę to upomnij brata na osobności, potem w obecności świadków, a następnie możesz podać publicznie nazwisko brata.
    Ty bezpodstawnie pomawiasz publicznie kapłanów. Nie masz zielonego pojęcia, jaką oni mają wiarę. Nie masz wglądu w ich duszę.

    #33 lemi
  34. Czy ks. arcybiskup Leszek Sławoj Głódź nie ma grzechów?
    O pewnych zdarzeniach z życia tego kapłana w diecezji Praskiej słyszałem.
    Jednak przedstawianie arcybiskupa przez TVN jest jawną zemstą za głoszone słowa prawdy.

    #34 lemi
  35. #30
    „Osobiste doświadczenie Boga zaliczam do uczucia wiary, owoców wiary a nie jako samą wiarę” .
    Suma osobistych wiar, składa się na wiarę kościoła. Bez doświadczenia Boga zostaje samo prawo (faryzeizm). Jezus założył Kościół nie po to, by wypełniać prawo (bo to niemożliwe), ale po to, aby spełnić obietnicę i dać poznać prawdziwego Boga.

    #35 St(r)ach
  36. Ja czytam komentarze i rozważam.
    Janusza nie przekonam, bo jest bardzo religijny.
    U niego religia to świętość. Dlatego są tak ważne Dogmaty dla Janusza.
    Każdy kto kieruje się rozumem to zrozumie. A nie religią.

    #36 Józef
  37. Ja nie wiem, czy Jezus jest teraz pod postacią Chleba i wina?
    I czy trzeba koniecznie modlić się do Maryji żebny być zbawiony?
    Przecież Jezus jest w tych najmniejszych, uciśnionych, zepchnniętych na margines, z tymi którzy nie uczestniczą w życiu danej religii [ten cytat przypomniał w #27 grzegorz].
    I skąd człowiek może widzieć, kto będzie zbawiony, bo się nie modli do np. do Maryji?
    Przecież myśli ludzi nie są myślami Boga.
    Człowiek może kogoś potępić już tu na ziemi, bo się nie modli, nie chodzi do kościoła, a jednak Bóg danego człowieka przygotował na coś wielkiego.
    Nie można nigogo potępiać nigdy, bo w przeciwnym przypadku sami zostaniemy potępieni.
    To sam Bóg zbawia

    #37 chani
  38. Abp Grzegorz Ryś w liście do młodych „Godzina dziesiąta”,komentując fragment J 1,35-42 pisze:
    „…Żeby wychwycić intensywną emocję ukrytą w tym opowiadaniu, trzeba sobie uświadomić, kiedy zostało ono spisane. Otóż samo wydarzenie miało miejsce na początku roku 27. Jan zaś spisał swoją Ewangelię po roku 90, a więc ponad sześćdziesiąt lat później.
    Po wszystkich tych latach ciągle jeszcze miał w pamięci tamtą godzinę: „Było to około godziny dziesiątej”. Co to musiało być za spotkanie?! Że zapamiętał jego godzinę! Aż do późnej starości!
    Ile w życiu mieliście takich spotkań?
    Zapamiętanych co do godziny!”
    Świadek jest przekaźnikiem wiary.
    „Bądźcie moimi świadkami” Dz1,8

    #38 Mirosława
  39. #36
    Baranek przede wszystkim kreuje siebie /i jest w tym mistrzem/.
    A potem tłum.
    #37
    Jezus jest wszędzie i przy każdym. Ludzkie potępienie /nagana/ma na celu wprowadzić porządek społeczny lub przymus.
    Z Bogiem nie ma wspólnej płaszczyzny, choć taką zasłonkę człowiek czasami przyjmuje.
    Bezzasadne rozprowadzanie potępienia jest grzechem /o skali grzechu księża powiedzą/.

    #39 Ka
  40. Mój poprzedni wpis dotyczy #35 St(r)ach

    #40 Mirosława
  41. #21
    Januszu,
    Piszesz: „Nadchodzą czasy, kiedy to dla świętych zabraknie miejsca w Kościele. Będziemy zmuszeni być na zewnątrz własnego domu”
    Użycia słowa „zmuszeni” ma swoją przyczynę.
    Punktem wyjścia jest następujący obraz :
    „Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami” J 20,19n
    Nie było mowy o dobrowolnym wyjściu.
    dopiero gdy:
    „przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!»” J 20,19nn
    sytuacja drastycznie się zmieniła. Spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym usunęło obawy i lęki.
    Tak przygotowani mogli usłyszeć i wykonać Jezusowe polecenie:
    „A Jezus znowu rzekł do nich:” «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam».” J 20,21
    Wyjście na zewnątrz Kościoła nie musi wiązać się, Januszu, z przymusem, ale może z misją, posłaniem.
    Dlaczego nie ma obaw? Bo przyjęty Duch Święty obecny jest wszędzie tam, gdzie obecny jest Apostoł. Ty to nazywasz łaską uświęcającą. Jeśli jest obecna, nie ma obaw o zeświecczenie Kościoła podczas misji , czy to u Arabów, czy w pogańskiej Europie czy w autorytarnych Chinach.
    Po tym poznasz, odróżnisz subiektywne doświadczenie od rzeczywistego spotkania ze Zmartwychwstałym, że w tym drugim przypadku wyjdziesz z radością ze swojego własnego domu, ogrodzonego kościelnego podwórka, aby dzielić się otrzymanym Duchem Świętym.
    Będziesz Nim uświęcał innych, a Kościół będzie się w ten sposób rozrastał 🙂

    #41 grzegorz
  42. #36
    Józefie,
    zdrowa religijność jest owocem dojrzałej wiary. Nie może być na odwrót. Święta Wiara katolicka jest wiarą Kościoła katolickiego objawioną całej ludzkości w w Jezusie Chrystusie. Tylko boże Objawienie jest źródłem dojrzałej wiary „chrześcijańskiej”. Nie może być tak, że konferencje episkopatów wzajemnie sobie przeczą. Jedność Wiary katolickiej wymaga jedności Urzędu Nauczycielskiego w czasie i przestrzeni. Kiedy zostaje nam dane nowe nauczanie, zawsze trzeba je interpretować w spójności z wcześniejszym nauczaniem. Chodzi o linearność hermeneutyczną świętej Wiary Kościoła rzymskokatolickiego. Naszego Kościoła. Nie neguję osobistych doświadczeń/uczuć/ jako owoców dojrzałej wiary, lecz nie zgadzam się, by uczucie wiary nazywać wiarą. To tak jakbyś nazwał jabłko jabłonią. My katolicy XXI wieku powinniśmy odróżniać mleko od krowy.
    Pozdrawiam w Chrystusie
    janusz

    #42 baran katolicki
  43. #28
    Stachu,
    to nie licho Cię podkusiło, lecz Twoje sumienie nie daje Ci spokoju. Każdy człowiek ma w swoim duchu taki „telefon” za pomocą, którego może usłyszeć Głos Boga. Uważnie przeczytałem Twoje słowa. Dlaczego ustawiasz mnie w po stronie pysznych faryzeuszy a siebie po stronie pokornych celników? Świętość jest przeciwieństwem grzeszności. Jesteśmy święci wtedy i tylko wtedy gdy nie grzeszymy i mamy grzech wyspowiadany/przebaczony/.
    Z tego co piszesz osądzając mnie słowami: „Janusz znawca prawa i dogmatów świetnie posługujący się prawym rozumem, bez którego wiara nie istnieje, a doświadczenie (poznanie) mający za niewiele warte indywidualne odczucia i celnicy mało rozumiejący, opierający się na odczuciach i uznający swoje słabości, z czego wynika głośne walenie nie tylko we własne piersi”. Ani znawcą prawa nie jestem, ani dogmatów katolickich nie znam na pamięć, ani nie gardzę osobistym doświadczeniem/przeżyciem/ Boga żywego jako uczuciem wynikającym z wiary. Nie potrafię uczucia jakim jest protestanckie zaufanie nazwać wiarą dojrzałą.
    Stachu, „prawy rozum” w duszy katolickiej nie jest wiedzą umysłową. Rozumieć to nie znaczy koniecznie wiedzieć. Rozumieć to znaczy wierzyć. Wiara dla człowieczego rozumu jest jak boża latarka oświetlająca rzeczywistość, w której przyszło nam zaistnieć z pomysłu Stwórcy. Sam rozum naturalny potrafi się jakość poruszać w czasie i przestrzeni. Rozum naturalny poważnie uszkodzony grzechem pierworodnym sam z siebie nie ma możliwości poruszać się w wieczności/duchowości/.
    Rzeczywistość nadprzyrodzona jaką otwiera przed człowieczym rozumem łaska wiary jest rzeczywistością duchową a nie materialną. Pytasz:”czy Maryja wszystko co się działo rozumiała?”. Stachu, rozumiała wszystko ale nie wszystko wiedziała jak będzie. Wiedza nie idzie w parze ze zrozumieniem. Rozumieć to znaczy mieć ustawioną duszę/ducha/ na bożą Prawdę, bożą Wolę, bożą Dobroć i bożą Piękność.
    W „FIAT” Najświętszej Maryi Panny i pytaniu: „jak to się stanie, nie znam męża” widać to aż nadto. Błagam Cię, nie utożsamiaj rozumu z wiedzą. Rozum jest atrybutem człowieczego ducha a wiedza jest jakością człowieczego umysły. Jeśli mówię, że rozumiem to znaczy bardziej wierzę niż wiem. Wiara nie jest wiedzą lecz przylgnięciem do tego czego nie wiem, czego nie doświadczyłem, czego nie przeżyłem, czego nie poczułem. Wiara dojrzała nie zależy od mojej osobistej/subiektywnej/ predestynacji lecz zależy od osobistej zgody na ukierunkowanie swojego istnienia ku Prawdzie, o której dzisiaj bardzo mało wiem. Wiara jest przedsmakiem rzeczywistości nadprzyrodzonej, o której mogę powiedzieć „ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało”.
    Stachu, Twój rozum nie musi wiedzieć, ale musi wierzyć.
    janusz

    #43 baran katolicki
  44. Janusz
    Stawiasz tylko na Kościół Katolicki wiarę jako najlepszą. Można powiedzieć że jest nie omylną tak wnioskuje z twego powiedzenia.
    A co powiesz o Kościele Zielonoświątkowym, Protestanckim.
    Przecież oni też wierzą i Dogmatów nie mają. To co jak nie mają Dogmatów to nie będą zbawieni. Czyli wiara ich jest zła ?.

    #44 Józef
  45. #33
    lemi, nikogo z imienia i nazwiska nie pomawiam o brak wiary. Bezpodstawne jest Twoje: „Ty bezpodstawnie pomawiasz publicznie kapłanów. Nie masz zielonego pojęcia, jaką oni mają wiarę. Nie masz wglądu w ich duszę”. Chodzi o świętą i apostolską Wiarę Kościoła rzymskokatolickiego, która jest podarowana nam wszystkim do osobistego uwierzenia/zrozumienia/.
    janusz

    #45 baran katolicki
  46. #27
    Grzegorzu,
    Pan i Bóg nasz Jezus Chrystus gdy nastała pełnia czasu przyszedł realnie i substancjalnie do nas pod postacią/w naturze/ Człowieka. Wszyscy wiemy jak „skończył” tu na ziemi jako jedyny sprawiedliwy. Celem/końcem/ nie jest śmierć człowieka lecz życie/zbawienie/ wieczne. Pozostaje z nami pod postaciami chleba i wina aż do końca czasów/tych czasów/. Nie godzi się tej chrystusowej, substancjalnej obecności porównywać z duchową obecnością w każdym człowieku stworzonym na obraz i podobieństwo Boże. Grzegorzu, realnie i substancjalnie/cieleśnie/ możemy zasmakować jak dobry jest Pan nasz i Bóg nasz Jezus Chrystus tylko w przeistoczonym chlebie i winie w żywe Ciało i żywą Krew Boga i Człowieka. On stał się dla nas pokarmem i napojem na życie wieczne dla naszego zbawienia. Talmudyczny Żyd ma obowiązek przekląć i splunąć na Przenajświętsze Imię Jezusa Chrystusa wypowiedziane w jego obecności. Talmud jest jak Mein Kampf Adolfa Hitlera.
    janusz

    #46 baran katolicki
  47. #37
    chani,
    predestynacja ma zasięg tylko doczesny a nie wieczny. Stwórca chce by jedni byli biedni a inni bogaci. Chce by jedni byli mężczyznami a inni kobietami. Jedni chorzy inni zdrowi. Jedni Polakami a inni Żydami. Predestynacja nie dotyczy wiary ani nie wnika w duchowość człowieka. W wieczności wszyscy jesteśmy równi/święci/ w zamyśle Stwórcy.
    janusz

    #47 baran katolicki
  48. #41
    Grzegorzu,
    piszesz:”Wyjście na zewnątrz Kościoła nie musi wiązać się, Januszu, z przymusem, ale może z misją, posłaniem”. Czy jest sens iść do tego świata nie będąc w Kościele? Czy Kościół ma coś na zewnątrz siebie co by nie było we wnętrzu Kościoła? Doczekaliśmy czasów kiedy to Kościół utożsamia się ze światem natury. Człowieka zrównuje z każdym zwierzęciem, drzewem czy rośliną. Po co wychodzić na zewnątrz czegoś co nie ma granic kulturowych, religijnych czy moralnych? Czy warto wychodzić gdziekolwiek jeśli wszystko jest w Bogu? Czy warto jest kogokolwiek nawracać ?
    janusz

    #48 baran katolicki
  49. #41
    Grzegorzu,
    Duch Święty nie jest łaską uświęcającą lecz jest jednym z dawców łaski uświęcającej. Dzisiaj gubi się nam granica pomiędzy Duchem Świętym jako Osobą boską a duchem człowieczym jako osobą ludzką. Konieczną do własnego zbawienia jest łaska uświęcająca rozumiana jako duchowa rzeczywistość w człowieku bez grzechu ciężkiego/śmiertelnego/ ofiarowana stworzeniu przez Stwórcę. Jeśli utracimy w wierze moc rozeznania pomiędzy grzechem ciężkim a grzechem powszednim to ni jak iść poza Kościół do aktywnych grzeszników z ewangelią o Jezusie Chrystusie.
    Zgadzam się w pełni z Tobą, że nie sposób zatrzymać tylko dla siebie swojej świętości. Dziwi mnie tylko to szatańskie zauroczenie swoją grzesznością. „Jestem grzesznikiem” to jak „jestem zasrańcem”. Kogo tak nowina porwie ku słuchaniu i nawróceniu? Po co wciąż głosząc świadectwo wiary jak matnia powtarzać z obłędem „jestem grzesznikiem”.
    janusz

    #49 baran katolicki
  50. #42
    Januszu,
    Nikt oprócz Ciebie na tym blogu nie pisze o „uczuciu wiary”. Ty często wymieniasz to pojecie i zaraz po tym się z samym sobą nie zgadzasz. Jaki to ma sens?
    Doświadczenia to nie uczucia ( znów powtarzasz termin uczucia ???)
    Doświadczenie Boga nie jest owocem wiary, odwrotnie, to spotkanie z Jezusem do wiary prowadzi.
    Jeśli Konferencje Episkopatów ścierają się ze sobą i dają prowadzić Duchowi Świętemu to bardzo dobrze. Buduje On wtedy wartość dodaną.
    Gdy ścierają się dla załatwiania ludzkich interesów , ambicji i koncepcji – trzeba się za nie modlić podwójnie.

    #50 grzegorz
  51. #50
    Grzegorzu,
    w którym to miejscu zauważyłeś, że sam z sobą się nie zgadzam? Proszę wskazać sprzeczność we mnie. Dla lepszego rozjaśnienia samego siebie. Wiara moja jest decyzją rozumu a nie emocją. Moje emocje nie mają żadnych wartości moralnych. Jak ty rozumiesz „doświadczenie Boga”? Czy istnieje poza ludzkimi emocjami? Dlaczego jedni „doświadczają” Boga a inni nie „doświadczają” tego samego Boga?
    Powtórzę jeszcze raz. Dojrzała/katolicka/ wiara jest decyzją rozumu, która zapada bardzo często bez osobistych emocji, poza subiektywnym doświadczeniem.
    janusz

    #51 baran katolicki
  52. #44
    Józefie,
    nie ma czegoś takiego jak dobra i zła wiara jeśli zgodzimy się iż dawcą wiary jest Stwórca/Kreator/. Tu nie chodzi o kulturowe czy religijne wierzenia. Wiara w ujęciu katolickim jest bożą Łaską adresowaną do człowieczego rozumu w celu rozjaśnienia podejmowanych przez człowieka życiowych decyzji. Uczucia, które towarzyszą rozumowej decyzji mogą sprzyjać wierze lub szkodzić wierze. Uzielonoświątkowienie czy protestantyzacja świętej Wiary katolickiej mija się z celem/jest poważnym grzechem/. To tak jakby na siłę zamienić kamień w chleb i podać głodnemu Jezusowi kuszonemu na pustyni.
    janusz

    #52 baran katolicki
  53. Januszu,
    Cieszę się, że coraz więcej podpisywanych przez Ciebie wpisów jest rzeczywiście Twoje. Jednak nie zawsze jeszcze tak jest.
    Gdy piszesz od siebie, wypowiedź jest spójna i ma sens (nawet gdy merytorycznie się z nią nie zgadzam), gdy wklejasz zdania i frazy nieswoje wytwarza się jakaś nowomowa religijna.
    Unikaj tego proszę.

    #53 grzegorz
  54. #49
    Januszu,
    Piszesz:”Jeśli utracimy w wierze moc rozeznania pomiędzy grzechem ciężkim a grzechem powszednim to ni jak iść poza Kościół do aktywnych grzeszników z ewangelią o Jezusie Chrystusie.”
    Rozumiem, że Ty tego rozeznania nie utraciłeś. Idź więc śmiało, bo nie idziesz sam, ale idzie z Tobą Chrystus. On kocha aktywnych grzeszników, sam wielokrotnie z nimi jadał. To prawda,że wychodzisz poza Kościół, może się nawet trochę ubrudzisz (jak zwykł mówić Abp Ryś), nic nie szkodzi. Nieś błogosławieństwo nierozumnym, przygnębionym, niemotom, niesprawiedliwym, grzesznikom, pogubionym, zakapiorom, bo dla nich jest Ewangelia.

    #54 grzegorz
  55. #48
    Januszu
    Pytasz: „Czy Kościół ma coś na zewnątrz siebie co by nie było we wnętrzu Kościoła?”
    Śpiewamy dziś w psalmie:
    „Do Pana należy ziemia i wszystko, co ją napełnia,
    świat i jego mieszkańcy.”
    Na zewnątrz nie ma nic (tak właśnie rozumiem szatana), ale nie wszyscy o tym wiedzą. Na tym polega zagubienie człowieka, zagubienie Judasza.
    Po to jest Światło Ewangelii, aby te ciemności rozproszyć.

    #55 grzegorz
  56. #42
    Januszu,
    Piszesz:”
    Zgadzam się w pełni z Tobą, że nie sposób zatrzymać tylko dla siebie swojej świętości.”
    Nie pisałem absolutnie nic o swojej świętości, ale o dzieleniu się otrzymanym Duchem Świętym.
    Z Jego przyjęcia wynika m. in. dar rozumu, ale nie odwrotnie.

    #56 grzegorz
  57. #55
    Grzegorzu,
    pisząc; „Na zewnątrz/chodzi o Pana Boga/ nie ma nic (tak właśnie rozumiem szatana), ale nie wszyscy o tym wiedzą. Na tym polega zagubienie człowieka, zagubienie Judasza”. Czy według Ciebie, zgodnie z Twoją wiarą, szatan jest złą rzeczywistością w Bogu? Dla mnie szatan jest poza Bogiem. Duchowość nie zna granic. Duchowość jest poza czasem i przestrzenią. Bóg jako Duch Przenajświętszy nie może mieć w sobie szatana.
    janusz

    #57 baran katolicki
  58. Janusz
    kilka słów komentarza, wątpliwości i uściśleń do Twoich wypowiedzi. Zaznaczam, że moje przemyślenia nie są oskarżeniem, ocenianiem a raczej poszukiwaniem prawdy o samym sobie w kontekście Ewangeli w konkretnym momencie mojego życia.
    WIARA w #43 piszesz, „Stachu, „prawy rozum” w duszy katolickiej nie jest wiedzą umysłową. Rozumieć to nie znaczy koniecznie wiedzieć. Rozumieć to znaczy wierzyć. ”
    w #51 piszesz „Dojrzała/katolicka/ wiara jest decyzją rozumu,”. Tutaj mam problem. Co jest czym. Wiara jest decyzją rozumną a rozum jest wiarą . Takim masłem maślanym można opisać wszystko i wszystko negować.
    Chyba że dodamy wpis z #52 „Wiara w ujęciu katolickim jest bożą Łaską adresowaną do człowieczego rozumu w celu rozjaśnienia podejmowanych przez człowieka życiowych decyzji. ” z którym się w pełni zgadzam, choć w Twojej logice wiara byłaby łaską dla wiary. W mojej historii moja wiara zrodziła się w wyniku doświadczenia chwalebnego krzyża. Doświadczenie było jej początkiem i nie mówię tu o emocjach które oczywiście temu doświadczeniu towarzyszyły. Emocje opadły a doświadczenie wywołało decyzję przyjęcia łaski wiary. Nie wiem jak było u Ciebie. Czy Twoja wiara ( prawy rozum,rozumna decyzja) zrodziły się przed komputerem? Może latała wokół Ciebie i nagle zdecydowałeś o jej przyjęciu,a może jednak Twoje Tak było podjęte na podstawie doświadczeń życiowych lub wychowania? Odpowiedz proszę konkretnie skąd ją masz i jak to się stało że ją masz , a nie czym ona jest.
    #49 piszesz „Dziwi mnie tylko to szatańskie zauroczenie swoją grzesznością. „Jestem grzesznikiem” to jak „jestem zasrańcem”. Kogo tak nowina porwie ku słuchaniu i nawróceniu?” Według mnie nikogo nie porywa ani czyjaś grzeczność ani czyjaś świętość a zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią. Grzech to śmierć a zatem porywa zwycięstwo Chrystusa nad naszą śmiercią, którego wszyscy potrzebujemy.
    Podsumowując chcę powiedzieć że odbieram Twoje wpisy (być może całkowicie błędnie, jeśli tak to wybacz) jako stawianie się we własnej mocy człowieka oświeconego, radzącego sobie samemu ze swoją grzesznością i skoncentrowanego na wypełnianiu prawa które daje poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem myślę że chrześcijaństwo to zupełnie przeciwny kierunek polegający na uznaniu własnej niemocy i wejścia w nią w pełnym zaufaniu Panu Bogu i zwyciężania w Nim i Jego mocą nad własną śmiercią.

    #58 St(r)ach
  59. #45
    Dlaczego zaprzeczasz swoim słowom? Dlaczego traktujesz mnie jako niedorozwiniętego umysłowo, który nie rozumie tekstu?

    #59 lemi
  60. #46
    Talmud (hebr. ‏תלמוד‎ talmud – nauka) – jedna z podstawowych (choć nie jest uznawana za świętą) ksiąg judaizmu. Został napisany językiem judeo-aramejskim. Talmud jest komentarzem do biblijnej Tory, w którym wyjaśniono, jak przestrzegać prawa zawartego w Torze w warunkach, jakie zapanowały wśród Żydów wypędzonych z Palestyny w II wieku. Dla wyznawców tradycyjnego judaizmu Talmud jest czymś w rodzaju obowiązującego katechizmu.
    STANOWCZO PROTESTUJĘ !!!!!!!!!!!!! Nie masz prawa dokonywać takich porównań ! Możesz przekonywać, polemizować, nie zgadzać się, ale nigdy nie można dokonywać podobnych porównań.
    Trzymaj się tego co polecił Pan: Mt 28;19 Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. 20 Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata».

    #60 lemi
  61. #59
    lemi,
    nic nie pisałem o Twoim rozwoju umysłowym ale jeśli czujesz się w czymś urażony to przepraszam. Czy zaprzeczam swoim słowom? Wskaż konkretnie o co chodzi a na pewno rozjaśnię to co nie zrozumiałe na tyle ile potrafię. Odnośnie niektórych treści Talmudu, a jest ich spora ilość nie trudno przeciętnemu czytelnikowi skwitować owe rady „mową nienawiści” w skrajnym wydaniu. Nie miejsce tu i czas na wskazanie Ci konkretnych cytatów.
    janusz

    #61 baran katolicki
  62. #58
    Stachu,
    piszesz;”Tutaj mam problem. Co jest czym. Wiara jest decyzją rozumną a rozum jest wiarą”. „… w Twojej logice wiara byłaby łaską dla wiary”. Stachu, „wiara” jest cnotą Boską. Wiara jest łaską Boską. Święta Wiara katolicka jest Bożym światłem, które rozjaśnia Prawdę Objawioną w celu jej poznania. Tak samo jak ciało człowieka ma zmysły, pozwalające poznawać Prawdę z rzeczywistości cielesnej/materialnej/ tak też każdy duch człowieczy ma rozum, pamięć i wolną wolę po to by mógł istnieć w rzeczywistości duchowej/nadprzyrodzonej/. Wiarę można również porównać do Bożych okularów za pomocą, których słabe oczy lepiej widzą.
    janusz

    #62 baran katolicki
  63. #58
    „W mojej historii moja wiara zrodziła się w wyniku doświadczenia chwalebnego krzyża. Doświadczenie było jej początkiem i nie mówię tu o emocjach które oczywiście temu doświadczeniu towarzyszyły. Emocje opadły a doświadczenie wywołało decyzję przyjęcia łaski wiary”.
    Stachu, tak może być w uczuciu jakim jest protestanckie zaufanie niesłusznie mylone z wiarą. Piszesz, że Twoja wiara zrodziła się po osobistym doświadczeniu chwalebnego krzyża. Wiara w znaczeniu katolickim jest Bożą cnotą wlaną w duszę człowieka, konkretnie w rozum człowieka. Wiara katolicka przychodzi do człowieka z zewnątrz jego człowieczeństwa i jest dziełem Bożym. W protestanckim zaufaniu jest jak piszesz; wiara jako łaska Boża jest przypisana człowiekowi. Niejako wiara jako zaufanie wypływa z człowieka. To w człowiek rodzi się wiara. Mam przeczucie, że właściwie rozumujesz ale nie bardzo to ujmujesz słownie. W tym co opisałeś widzę jak łaska chwalebnego krzyża poruszyła Cię nie tylko emocjonalnie ale co najważniejsze dotarła do Twojego rozumu, pomagając mu podjąć właściwą decyzję. Chodzi właśnie o to cudowne poruszenie Twojego ducha, który zaczyna panować nad emocjami/uczuciami/. Twój duch rozumuje, pamięta i w wolności wybiera/decyduje/.
    janusz

    #63 baran katolicki
  64. #60
    lemi,
    protestujesz bardzo mocno pisząc;”STANOWCZO PROTESTUJĘ !!!!!!!!!!!!! Nie masz prawa dokonywać takich porównań ! Możesz przekonywać, polemizować, nie zgadzać się, ale nigdy nie można dokonywać podobnych porównań”. DLACZEGO? Podaj choć jeden zdrowy/prawdziwy/powód.
    janusz

    #64 baran katolicki
  65. #57
    Januszu
    Pytasz:” Czy według Ciebie, zgodnie z Twoją wiarą, szatan jest złą rzeczywistością w Bogu?”
    Na tak postawione pytanie, nie mogę odpowiedzieć, gdyż zawiera założenie, z którym się nie zgadzam. Przyjmujesz bowiem w tym pytaniu, że między Bogiem a szatanem istnieje pewnego rodzaju koherencja.Tymczasem między tymi rzeczywistościami przebiega dramatyczna niespójność (patrz Rdz 2,17, Mk 3,22-30 Mt 8,28-34 i inne).
    Szatan każe nam szukać Boga tam, gdzie Go nie ma.

    #65 grzegorz
  66. #51
    Januszu,
    Bardzo zasadnie pytasz: „Dlaczego jedni „doświadczają” Boga a inni nie „doświadczają” tego samego Boga?”
    Jest tak dlatego, że to On wybiera, powołuje, gromadzi. Wybrał Abrahama, Izaaka, Jakuba. Wybrał Dawida aż w końcu Swego Syna, któremu to wybraństwu Żydzi tak dramatycznie się sprzeciwili.
    Mnie poruszają dwa wydarzenia powołania i związane z nimi odpowiedzi.
    Pierwsza to powołanie Samuela:
    „10 Przybył Pan i stanąwszy zawołał jak poprzednim razem: «Samuelu, Samuelu!» Samuel odpowiedział: «Mów, bo sługa Twój słucha».”1Sm 3,10
    Druga to powołanie niewidomego żebraka Bartymeusza:
    „37 Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. 38 Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!»” Łk 18,37-38
    Zauważ Januszu, że Pan Bóg nie pozostawia wybranych w osamotnieniu, w niepewności czy jest to prawda czy nie. Daje do pomocy innych, wspólnotę aby nie było wątpliwości czy jest to tylko wrażenie, odczucie, wyobrażenie.
    W pierwszym przypadku był to Helli w drugim Żydzi towarzyszący Jezusowi.
    Tak też jest ze mną i jestem przekonany,że również z Tobą.

    #66 grzegorz
  67. #65
    Grzegorzu,
    „koherencję” zostawmy na razie w spokoju. Z czym się nie zgadzasz? Co jest w Bogu a co poza Bogiem? Proste pytanie wymagające prostej odpowiedzi. Czy mentalność szatańska jest w jakim sensie mentalnością biblijnego Jezusa Chrystusa? Czy w Panu Jezusie Chrystusie, jakoby skoordynowane to co grzeszne z tym co święte? Pogodzone to co błogosławione z tym co przeklęte? Przeklęty krzyż niczym się nie różni od chwalebnego krzyża?
    Grzegorzu, koherencja dobra i zła to nie katolicki pomysł.
    janusz

    #67 baran katolicki
  68. #49
    Januszu
    Piszesz: „Duch Święty nie jest łaską uświęcającą lecz jest jednym z dawców łaski uświęcającej.”
    My czytamy:
    „Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! J 20,22
    a w innym miejscu:
    „22 I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. 23 Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.” J 17,22-23
    Nieładnie jest wyznaczać granice tam, gdzie Jezus Chrystus te granice zniweczył, gdyż stał się narzędziem jednania.

    #68 grzegorz
  69. #65
    Grzegorzu,
    „gdzie Boga nie ma”? Gdzie Bóg jest nie obecny?
    janusz

    #69 baran katolicki
  70. #68
    Grzegorzu,
    również nieładnie jest zacierać, zaciemniać, rozmydlać, granice pomiędzy dobrem a złem, grzesznością a świętością. Czy nasze zło, i nasza grzeszność jest w Panu Jezusie Chrystusie?
    janusz

    #70 baran katolicki
  71. #68
    Grzegorzu,
    „weźcie Ducha Świętego” ma swój dalszy ciąg ” Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Jak to rozumiesz/przyjmujesz w wierze jako prawdę/?
    janusz

    #71 baran katolicki
  72. #66
    Grzegorzu,
    pisząc; „Jest tak dlatego, że to On wybiera, powołuje, gromadzi” wchodzisz chcąco czy nie chcąco na grunt predestynacji/przeznaczenia/. Czy jest tak, że Stwórca jednych przeznaczył do zbawienia a innych do potępienia? Czy z góry człowiek już od samego poczęcia w zamyśle Stwórcy nie jest „wybrany” lecz tylko „powołany”? W denominacjach protestanckich oraz w religijności talmudycznej to normalka. W świętej Wierze katolickiej predestynacja jako wybranie przynależy tylko do rzeczywistości doczesnej. Wieczność jak doskonale pokazują nam cmentarze jest zrównana dla każdego człowieka. Tu leżą obok siebie mądrzy i głupi. Biedni i bogaci. Wielcy i mali. Młodzi i starzy. Mężczyźni i kobiety. Na cmentarzu wszyscy są równi i tacy sami. Wszyscy są umarli. W wieczności tylko Stwórca wie, kto kim jest.
    janusz

    #72 baran katolicki
  73. Dzisiaj jest wspomnienie wiernych zmarłych i taka refleksja mi się nasuneła mianowicie rodzimy się, żyjemy i… tak – umieramy.
    Boimy się słowa „śmierć”, wolimy o niej nie myśleć, ale ona czyha na nas. Jest kolejnym etapem naszego życia. Każdy z nas kiedyś umrze czy tego chce czy nie. Musimy pomyśleć już teraz jak wygląda moje/twoje życie i póki mamy czas czynić dobrze i to teraz a nie liczyć, że po śmierci będą się za nas modlić, bo skąd wiesz człowiecze, że będą?
    Możemy też stać się świętymi już tu na ziemi ale jak to zrobić?
    Proste – zaprzeć się samego siebie i swoje dotychczasowe życie oprzeć na Bogu.
    Ale czy się to da zrobić żyjąc w świecie pełnym nienawiści, który Boga ma tylko na ustach?

    #73 chani
  74. #69
    Januszu
    W piekle

    #74 grzegorz
  75. # 61,64
    Zapomniałem, że jesteś ŚWIĘTY.
    Tobie można wszystko. Możesz bezpodstawnie zarzucać kapłanom, biskupom brak wiary.
    Możesz porównywać Talmud do faszystowskiej bredni Hitlera. Oczywiście to wszystko nie jest grzechem.

    #75 lemi
  76. #75
    lemi,
    świętym być w dzisiejszych czasach to ciężki kawał „chleba powszedniego”. O wiele łatwiej mają grzesznicy, którzy chełpią się swoją grzesznością na wszystkie strony. Co łatwiej powiedzieć we współczesnej wspólnocie? Jestem grzesznikiem, czy jestem święty? Komu wspólnota uwierzy i kogo zaakceptuje od razu, a na kogo spojrzy z wrogim podejrzeniem?
    Nieustanne „jestem grzesznikiem” mieści się w mentalności ducha tego czasu natomiast „jestem święty” to mentalność Ducha Świętego, którego ten świat nie akceptuje.
    Moje „jestem święty” nie oznacza, że obcy jest mi grzech. „Jestem święty” to znaczy, że w grzechu nie trwam a gdy ulegnę pokusie jak najszybciej ów grzech pozostawiam w ściekach konfesjonału Sakramentu Pokuty i Pojednania. Bycie świętym wymaga nieustannej higieny ducha.
    janusz

    #76 baran katolicki
  77. #75,
    Grzegorzu,
    dlaczego istnieje „piekło”, w którym niejako Boga nie ma? Co myślisz o takim atrybucie Boga jak „wszechobecność” ?

    #77 baran katolicki
  78. #72
    Januszu,
    Pytasz:”Czy jest tak, że Stwórca jednych przeznaczył do zbawienia a innych do potępienia? Czy z góry człowiek już od samego poczęcia w zamyśle Stwórcy nie jest „wybrany” lecz tylko „powołany”?”
    1. Widzę,że rozumiesz już, że spotkania z Bogiem, spotkania z żywym Jezusem Chrystusem nie są tylko subiektywnym uczuciem, ale są prawdziwe (Chrystus zmartwychwstał-prawdziwie zmartwychwstał tak pozdrawiamy się w czas Paschy). Bardzo się z tego cieszę!
    2. Wybraństwo o którym rozmawiamy różni się jednak od tego, rozumianego w sposób ludzki.Jeśli chciałbyś widzieć w tym jakieś uhonorowanie, wywyższenie ponad innych, wyróżnienie, spójrz na Golgotę. Doświadczenie spotkania z Jezusem zmartwychwstałym, powoduje ukierunkowanie człowieka ku Jerozolimie, prowadzi do miejsca, do miejsc w których człowiek doświadczając krzywdy, niesprawiedliwości, porażki, choroby, spotykając nieprzyjaźń innych, świadczy o bezwarunkowym miłosierdziu Boga. Nazywasz to krzyżem chwalebnym, tak jak Paweł w Ga 6,14. W podobny sposób Ks.Biskup komentuje w następnym wpisie spotkanie Jezusa i Zacheuszem, gdzie uhonorowanie celnika wiąże się, skutkuje rezygnacją z jakichś osobistych apanaży.
    3. Tego rodzaju wybraństwo nie jest wykluczające innych, tylko jednające z innymi. Wybrani są nie po to przede wszystkim, aby mieć zapewnienie co do własnego zbawienia (chociaż to również, jak Kościół wierzy ma miejsce, uznając ich za świętych ), ale specyficznie po to, aby żyjąc dla innych – często nieprzyjaznych i wrogich czynili ich uczniami Ewangelii.
    4. Posłuchaj jeszcze raz proszę czytanego w minionym tygodniu fragmentu Apokalipsy Św. Jana. Obecni przed Tronem przychodzą z różnych okoliczności, jednak Bóg tworzy z nas wszystkich jedno zgromadzenie. Wobec tego faktu wszelkie ludzkie podziały powołany/wybrany/predestynowany /talmudyczny/protestancki stają się nieaktualne wobec królowania Boga.

    #78 grzegorz
  79. #77
    Januszu
    Piszesz w kluczu, który jest fałszywy:
    „dlaczego istnieje „piekło”, w którym niejako Boga nie ma? ”
    Pisał Jacek Kleyf :
    „Z piosenką z piosenką, tak jak z prostytutką
    zaczynasz wesoło a po wszystkim smutno”
    Zamiar jest niespójny ze skutkiem.
    Dyskusja o istnieniu Boga i piekła tak, jakby można było te rzeczywistości zestawić jest czynnością chybioną.
    Poczytaj o niekoherencji fal.

    #79 grzegorz
  80. #62,63
    Chyba już jestem zmęczony Twimi odpowiedziami, a właściwie ich brakiem.
    W swoim wpisie #58 zgodnie z Twją sugestią zapytałem: „Czy Twoja wiara ( prawy rozum, rozumna decyzja) zrodziły się przed komputerem? Może latała wokół Ciebie i nagle zdecydowałeś o jej przyjęciu, a może jednak Twoje Tak było podjęte na podstawie doświadczeń życiowych lub wychowania? Odpowiedz, proszę, konkretnie skąd ją masz i jak to się stało że ją masz, a nie czym ona jest.”
    Oczywiście nie otrzymałem odpowiedzi. Jedynie po raz kolejny rozprawkę na temat,,czym jest wiara”.
    W jednym się zgodziliśmy, że jest to ŁASKA.
    Przyjęcie łaski wymaga decyzji-zgoda,też to napisałem. Nie wiem tylko po co te komplikacje o prawym rozumie, rozumnej duszy i wciskaniu protestanckich teorii, z którymi nikt poza Tobą nie przejawia żadnych związków. Odpowiedz wprost jak to się stało, że masz wiarę. Bo Twoja teoria o wlaniu łaski wiary do duszy przez Boga i nic z naszej strony nie trzeba nie wytrzymuje próby osób niewierzących. Proste pytanie- prosta odpowiedź

    #80 St(r)ach
  81. #80
    Stachu,
    odpowiedź jest bardzo prosta. Jest to święta i apostolska Wiara Kościoła rzymskokatolickiego. Pytasz; „Odpowiedz, proszę, konkretnie skąd ją masz i jak to się stało że ją masz, a nie czym ona jest.” Wiara o której „rozprawiam” nie jest moja wiarą , nie wypływa ze mnie, z mojego doświadczenia, z moich przeżyć, z mojej religijności. Święta Wiara Kościoła, w którą sam uwierzyłem nie jest mojego autorstwa. Święty Kościół rzymskokatolicki również nie jest autorem swojej Wiary. Jest Jej depozytariuszem. Jedynym Autorem i Kreatorem świętej Wiary Kościoła rzymskokatolickiego jest Bóg/Stwórca/. Próbowałem to jasno rozróżnić w skierowanym do Ciebie #63 pisząc miedzy innymi „Wiara katolicka przychodzi do człowieka z zewnątrz jego człowieczeństwa i jest dziełem Bożym. W protestanckim zaufaniu jest jak piszesz; wiara jako łaska Boża jest przypisana człowiekowi. Niejako wiara jako zaufanie wypływa z człowieka. To w człowieku rodzi się wiara”. Nie wiem po której konkretnie jesteś stronie jeśli chodzi o źródło Twojej wiary. To, że jest Łaską Bożą jest oczywiste. Problem leży w umiejscowieniu źródła wiary w człowieku. Wiem, że dotykamy wzrokiem cudownych szczytów duchowości chrześcijańskiej, bez której wiara była by tylko zwykłą ideologią. Jak to się stało, że po tylu latach młodzieńczych poszukiwań wróciłem na starość do tego co było i jest bardzo blisko mnie. Jak koziołek Matołek błąkałem się po religijnym świecie szukając swojego Pacanowa. Okazało się, że wróciłem skąd wyruszyłem. Zrobiłem ogromne koło, nigdy się nie cofając wstecz. Mam za sobą mnóstwo osobistych doświadczeń bycia sam na sam z Bogiem. Wiele osobistych przeżyć, wspomnień, wzruszeń, emocji, itd. Z czasem moich poszukiwań własnej wiary worek sumienia się napełniał różnymi pomysłami. Całkowita nowość, otwartość, parcie do przodu, pozostawiły po sobie cenne pamiątki na starość. Najcenniejszy jest „mój” chwalebny krzyż w osobie 22 letniego Piotra z głębokim porażeniem mózgowym. Zapewne to jego nieustanna obecność bardzo mocno odbiła się na tym kim dzisiaj jestem o ile jestem.
    Stachu, wiem, że powinienem od razu Ci odpowiedzieć ale zważ, że mój czas ma też swoje ograniczenia i czasami nie daję rady wszystkiego ogarnąć. Przepraszam, za opóźnienie tych słów. Pytasz skąd mam wiarę? Od świętego i apostolskiego Kościoła rzymskokatolickiego, który jest moją matką w wierze. Niejako wyssałem ją z mlekiem matki od momentu, kiedy ta Wiara mnie ochrzciła.
    janusz

    #81 baran katolicki
  82. #79
    Grzegorzu,
    w #57 pisząc; ” Bóg jako Duch Przenajświętszy nie może mieć w sobie szatana”. Czy to fałszywy klucz? Piszesz teraz; „Dyskusja o istnieniu Boga i piekła tak, jakby można było te rzeczywistości zestawić jest czynnością chybioną”. Jednak Martin Luther i denominacje protestanckie obecnie tak agresywne w rzeczywistości katolickiej utożsamiają Pana Jezusa Chrystusa z każdym grzechem. Ostatnio o tym wspominał bodajże chani.

    #82 baran katolicki
  83. #82
    Januszu,
    Sorki, ale na tym blogu jedynie ty tak często i agresywnie przywołujesz Lutra i protestantyzm.
    Nikt z nas tego nie robi.
    W przestrzeni publicznej jest podobnie:
    Paweł Lisicki (pożal się Boże teolog), środowisko z PCH24, ks.prof.Tadeusz Guz, kilku biskupów dzielą Kościół na prawdziwy i nieprawdziwy, prawowierny i protestancki, niby uznają Papieża, ale nie do końca a twierdzą, że szanują Tradycję.
    Nie wiem, co myślał Luter o piekle. Wiem, że zagubił się w pewnym momencie idąc „w politykę”. Nie umniejsza to jego zasług i wkładu w reformę struktury Kościoła, której narzędziem był przecież Sobór Trydencki, na który tak chętnie się powołujesz.
    Lepiej rozmawiać o zagadnieniach niż przylepiać łatki. 🙂

    #83 grzegorz
  84. #83
    Grzegorzu,
    grubo się mylisz w ocenie osób, które wymieniasz po nazwiska. Zapewniam Cię, że owe osoby widzą święty Kościół rzymskokatolicki takim jaki był jest i pozostanie aż do czasu powtórnego przyjścia naszego Pana Jezusa Chrystusa w anielskiej chwale. Nie ma znaczenia ilość lecz jakość. Duch Święty nie jest duchem demokracji. To nic, że większość popłynie z falą nowoczesności, otwartości, fałszywego miłosierdzia. To nic, że zostanie nas mała garstka wyrzucona poza swój własny dom. Prawda zwyciężyła i będzie zwyciężać w sumieniach prawych. Dziwi mnie tylko wasz faryzeizm i diabelskie przekonanie, że jest sens być katolikiem z protestancką mentalnością. Czy nie było by uczciwiej ujawnić swoje niecne zamiary i jasno być w wierze tym kim się jest. Dla przykładu; czy Polak, który zapomniał polskiego języka jest nadal Polakiem? Czy Katolik, który wierzy po protestancku nadal jest Katolikiem?
    janusz

    #84 baran katolicki
  85. #84 Januszu
    WysŁuchaŁem i staram się na ile okoliczności i czas pozwalają sŁuchać bodaj wszystkich dostępnych audycji, wykŁadów, wywiadów wymienionych przeze mnie osób. Słucham z ciekawością i zrozumieniem. Moją opinię sformuŁowaŁem nad wyraz ostrożnie i co do materii ich wypowiedzi jestem w stanie podją merytoryczną dyskusję. Może z wyjątkiem Pana PawŁa Lisieckiego, któremu trudno by mi byŁo przypisać jakiekolwiek dyskutowalne poglądy. On wg mojego rozeznania promuje po prostu swoje książki oraz swoją osobę używając przy tym religiopodobnych zwrotów i sformuŁowań.

    #85 grzegorz

Dodaj Komentarz






css.php