Usiąść i obliczyć (23. Ndz C – 190908)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Kolejna niedziela roku C stawia przed nami sprawę rozeznania naszej sytuacji ludzkiej z której jesteśmy powołani, aby wchodzić w rozeznawanie spraw wiążących się z zamysłem Bożym co do życia każdego z nas. Księga Mądrości mówi, że „mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi”. Co prawda z  trudem, ale jednak poznajemy wiele rzeczy i prawd, które rządzą naszym życiem na tej ziemi.

Jest jednak jeszcze inny wymiar naszego życia, co do którego nie mamy innego dostępu niż przez Boże objawienie. To objawienie nie jest jednak zazwyczaj jakąś bezpośrednią informacją. Ono dokonuje się jakby na granicy styczności naszych możliwości z tym, co przekracza całkowicie te nasze możliwości.

Trzeba decyzji przekroczenia własnego horyzontu

Wydaje się być paradoksem, ale jest to głęboka prawdą, że właśnie tam, gdzie dochodzimy do kresu naszych możliwości jest dawana nam szansa i okazja, aby wchodzić w ten zakres przekraczający nasz „widnokrąg”. Nie dzieje się to bez naszego wysiłku, podejmowania decyzji a nawet swoistego ryzyka co do obecnego stanu posiadania, znajomości, zabezpieczeń itp.

Autor Księgi Mądrości mówi: Któż poznał Twój zamysł, gdy nie dałeś Mądrości. Chodzi właśnie o przekroczenie naszego widnokręgu (horyzontu) i skorzystanie z tej Mądrości, która na różne sposoby przychodzi do człowieka. Staje się to zazwyczaj w momentach i sytuacjach krytycznych.

Słowa Jezusa do idących za Nim

W wydaniu św. Łukasza słowa Jezusa skierowane do tłumu, który szedł za Jezusem są bardzo radykalne i bardzo jednoznaczne.

Wielkie tłumy szły z Jezusem.
On odwrócił się i rzekł do nich:
«Jeśli ktoś przychodzi do Mnie,
a nie ma w nienawiści swego ojca i matki,
żony i dzieci, braci i sióstr,
nadto i siebie samego,
nie może być moim uczniem.
Kto nie dźwiga swego krzyża,
a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem
.

Gdy wejrzymy w różnego rodzaju komentarze biblijne, znajdziemy cały szereg interpretacji tego tekstu. Zapisane przez Łukasza słowa Jezusa są jednoznaczne: mieć w nienawiści to wszystko, co zdaje się zabezpieczać życie człowieka i to w różnych wymiarach: uczuciowych, społecznych, materialnych itp. Ostatecznie także dotyczy to własnego życia. Czy człowiek jest w stanie to uczynić?

Racjonalna odpowiedź na to pytanie będzie zawsze w jakiejś mierze czy pod jakimś aspektem negatywna. Nie można bowiem skutecznie znienawidzić siebie, swego życia. Nie można świadomie brać na siebie krzyża, czyli tego, co człowieka niszczy (przyprawia o śmierć, o umieranie) i być przekonanym (wierzyć), że właśnie w ten sposób realizuje się siebie jako ucznia Jezusa.

A więc, o co chodzi?

Jak więc jest możliwe wypełnić to Słowo Jezusa? Albo właściwej formułując to pytanie: Jak jest możliwe przyzwolić na wypełnienie się tego Słowa w człowieku?

W dwóch kolejnych obrazowych przypowieściach i w końcowym (rekapitulującym) słowie Jezus daje klucz do właściwej drogi, na której należy szukać rozwiązania, czyli sposobu podejścia do tego ewangelijnego wezwania.

Jezus mówi, że mający zamiar budować wieżę czy mający wyruszyć, by stoczyć bitwę, najpierw usiądzie, zastanowi się i obliczy, czy będzie w stanie sprostać zadaniom, którym zamierza stawić czoła. Trzeba więc usiąść, rozważać i podejmować stosowne decyzje. Ale jakie?

  • Jeśli widzi, że nie ma wystarczających środków, by zbudować wieżę, to zapewne nie będzie rozpoczynał budowy.
  • Jeśli widzi, że nie da rady stawić czoła silniejszemu wojsku, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

A Jezus konkluduje: Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

Co to oznacza?

Trzeba usiąść (naturalnie można uklęknąć czy nawet – jeśli sytuacja jest tak bardzo angażująca ­ –  leżeć krzyżem) i obliczyć, czy stać mnie na takie konkluzje, w których będzie jasno wynikało, że nie stawiam na żaden z przejawów i aspektów moich możliwości, lecz na umiejętność wyrzekania się wszystkiego, ze względu na związek z Jezusem.

Ten związek z Jezusem i intensywność tego związku poprowadzą mnie do „znienawidzenia” czyli odrzucenia wszystkich typów zależności (oparcia) od moich bliskich i od tego, co posiadam czy tego, co jest w mojej władzy (mam do swojej dyspozycji).

Co znaczy obliczyć w oparciu o Jezusa?

Efektem tych moich „obliczeń” musi ostatecznie być coś w rodzaju: w miarę tego, jak poznaję moc Jezusa, jestem gotów krok po kroku zostawiać wszystko, co jest w mojej mocy i co jest przejawem (tylko) mojej mocy, aby doświadczać mocy Jezusa. To On, czyli Jego moc płynąca z Jego „ukierunkowania” ku Jerozolimie  i Jego wejścia do Jerozolimy, gdzie podda się wydarzeniom Męki i Śmierci na krzyżu i ostatecznie zmartwychwstanie, pozwala mi zwyciężać silniejszego wroga (tego, który nadciąga z dwudziestoma tysiącami) czy tak wszystko rozpoczynać i budować, żeby (właściwa) wieża była ukończona.

Nadto, abym umiał się uczyć prawdy o tym, że czasem de facto będę budował tylko pozornie na Jezusie. To jednak jeszcze nie tragedia. Naturalnie, o ile wtedy też będę umiał przyjmować drwiny, podobne do tych, jakie i Jego spotkały: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”. To też mnie może a nawet musi spotkać. Jezus co prawda nigdy nie budował na siebie, tylko pełnił Wolę Ojca. W tym jednak nie był przez wielu zrozumiany a nierzadko wyśmiany i wydrwiony.

O tym muszę pamiętać, że tak wydrwiono mojego Pana, Jezusa, za którym decyduję się kroczyć: „zamierzał burzyć przybytek i w trzech dniach go odbudowywać”, „innych ratował, a samego siebie nie może zbawić” (zob. Mt 27,42: Mk 15,29-31; Łk 23,35). Jezus jednak stoczył inną walkę, niż te, których my ludzie oczekiwaliśmy. Była to walka zwycięska prze akceptację przegranej na krzyżu. W zmartwychwstaniu odbudował święty przybytek spotkania z Bogiem. Przegrywając na krzyżu w oczach świata ratował wszystkich, którzy niewłaściwie walczą o swoje życie i je budują na niewłaściwych fundamentach.

Jezus przestrzega mnie w dzisiejszej Ewangelii przed niewłaściwym podchodzeniem do realizowania czegokolwiek w Jego imię i daje mi szansę oraz wskazuje drogę, jak przeżywać skutki moich niewłaściwych decyzji – szczególnie tych, co do których byłem przekonany, że czyniłem je w Jego imię, ale de facto nie były całkowicie oparte na Nim.

Pozdrawiam

Bp ZbK


Rss Komentarze

109 komentarzy

  1. „Wydaje się być paradoksem, ale jest to głęboka prawdą, że właśnie tam, gdzie dochodzimy do kresu naszych możliwości jest dawana nam szansa i okazja, aby wchodzić w ten zakres przekraczający nasz „widnokrąg”.”
    Pamiętam ten moment, gdy dotarłam do kresu moich możliwości, gdy uzmysłowiłam sobie, że nie potrafię sama tej granicy przekroczyć. Nie potrafię być lepsza. Nie potrafię bardziej kochać. Nie potrafię być bardziej pokorna.
    „Nie dzieje się to bez naszego wysiłku, podejmowania decyzji a nawet swoistego ryzyka co do obecnego stanu posiadania, znajomości, zabezpieczeń itp”
    Tak ten proces wymaga wysiłku. 🙂
    Najpierw wysiłku, aby dotrzeć do kresu własnych możliwości, potem wysiłku przyjęcia swojej ograniczoności, a następnie codziennego wysiłku poddawania się woli i łasce Boga, wyrzekania się swojej woli. 🙂

    #1 basa
  2. Nie mieć w nienawiści swego ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i sióstr a przede wszystkim siebie samego to zgadzać się na ich i swoją grzeszność. Grzeszność trzeba znienawidzić i jak najdalej od niej uciekać. Nienawiść do cudzej i własnej grzeszności jest początkiem zbawienia/uświęcenia/.
    Pisze Ksiądz Biskup: „Racjonalna odpowiedź na to pytanie będzie zawsze w jakiejś mierze czy pod jakimś aspektem negatywna. Nie można bowiem skutecznie znienawidzić siebie, swego życia. Nie można świadomie brać na siebie krzyża, czyli tego, co człowieka niszczy (przyprawia o śmierć, o umieranie) i być przekonanym (wierzyć), że właśnie w ten sposób realizuje się siebie jako ucznia Jezusa”.
    Księże Biskupie, można i trzeba pod warunkiem, że mam świadomość własnej i cudzej grzeszności, która tylko na krzyżu ustępuje. Święta Wiara rzymskokatolicka jest racjonalna tylko dla świętości w człowieku.
    Pozdrawiam
    janusz

    #2 baran katolicki
  3. Pamiętam ten moment, gdy dotarłam do kresu moich możliwości. 🙂
    Poznanie własnej bezsilności i ograniczoności otworzyło mnie na łaskę i prowadzenie przez Boga. I Bóg podarował mi wtedy katechezy Ks. Biskupa i program „Chrzest w życiu i misji Kościoła”.
    Trafnie tą zmianę logiki kiedyś Ks. Biskup ujął w słowach:
    „Nie potrzebujesz być lepsza. Pozwól, aby Bóg czynił cię dobrą” . 🙂

    #3 basa
  4. Tak, wyrzec się wszystkiego co się posiada. Trudne albo bardzo trudne.
    Mnie jakoś nie cieszą rzeczy materialne. Owszem kupuje fajne gadzety. Teraz planuje remont mieszkania bo trzeba przecież gdzieś mieszkać ale to wszystko nie może mi przysłonić Boga i Jego nauki.
    Ale czy On może mi nawet pomóc w remoncie na swój sposób.
    Myślę, że tak.

    #4 chani
  5. …..
    …Wydaje mi się ,że Pan Bóg usprawiedliwiając nas przez wiarę, również usprawiedliwia nas przez okazywanie drugiemu bezinteresownej miłości i kiedy właśnie miłością się kieruje , chociaż –
    …-są sytuacje kiedy należy skarcić, poczynić uwagi czy pouczyć jak też, umieć to przyjmować z pokorą…
    …..
    …tak jak mówił św.Augustyn :
    ” Kochaj i rób , co chcesz”
    …znana jest piosenka o wolności :”wolność kocham i rozumiem , wolności oddać nie umiem” – dokonując pewnej parafrazy „Miłości oddać nie umiem – w wolności kocham lub nie jestem jeszcze w stanie kochać każdego wroga gdy nie dana mi
    taka mądrość…
    ……nie potrafię uwolnić się od sądzenia totalnej opozycji czy lgbt i powiem ze smutkiem – nie potrafię ich kochać…

    #5 niezapominajka
  6. #3
    Basiu,
    jestem bezsilna i ograniczona w okazywaniu miłości do lgbt i totalnej opozycji – żal mi ich i jednocześnie nie rozumiem takiej mentalności…
    …to tak jakby widzieli i mówili na czarne – białe czy na białe – czarne…

    #6 niezapominajka
  7. Ad 1
    Też kiedyś dotarłem do kresu możliwości poznania.
    Przez lata zastanawiałem się nad pytaniem: dlaczego Pan nie objawił wszystkiego w całości i jednoznacznie?
    Dzisiaj rozumiem jego decyzję. Pozbawiłby każdego z nas radości z odkrywania poznawania Jego, a także błądzenia i ponownego odkrywania.

    #7 lemi
  8. Ad 2
    Myślę, że w swoich rozważaniach pominąłeś bardzo ważną wskazówkę podaną przez Pana. Łk 13;27 Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości!” Słowem klucz jest niesprawiedliwość a nie grzech.
    Niesprawiedliwość:
    1. «niezgodność z zasadami sprawiedliwości»
    2. «niesprawiedliwy czyn, postępek, niesprawiedliwe słowa»

    #8 lemi
  9. #6
    niezapominajka
    A więc otwórz się na łaskę Boga. 🙂
    Ludzkimi siłami ich nie pokochasz.

    #9 basa
  10. #3
    Basiu,
    Wtedy się właśnie poznaliśmy 🙂
    Tak nas gromadzi Bóg, z różnych stron geograficznych, ale też z różnych światów zawodowych, rodzinnych itd. Pokazał Tobie pokazał też i mnie klucz do przejścia tego co wtedy było (i może jeszcze jest) naszą trudnością, lepiej powiedzieć ścianą.
    Zwołuje poprzez konkretnych ludzi, posłanych (którzy się dali posłać) właśnie w tym celu. Tą osoba był i jest dla nas Ksiądz Biskup.
    Tam też, gdy podczas pracy w małych grupach bohatersko wypowiedziałem się o moim zapale wchodzenia na krzyż, otrzymałem od Księdza Biskupa dotkliwy, ale tak ważny strzał na ostudzenie:
    Grzegorz, sam na krzyż nigdy nie pójdziesz. Może jeszcze na jakiś mały, mniej istotny, ale gdy przyjdzie próba poważniejsza wymiękniesz (nie jest to cytat dosłowny, ale ja tak to zapamiętałem). Możesz się natomiast godzić, aby przeprowadzał cię przez krzyż Ten, który krzyża się nie boi.
    Od tego czasu minęło już dobrych parę lat i jest dokładnie tak, jak słyszałem.
    Najwięcej wiary przysparzają mi te okoliczności, te trudności, które dotykają moich własnych zabezpieczeń życiowych, gdy są mi one zabierane. Sam jednak nigdy nie miał bym na to odwagi.

    #10 grzegorz
  11. #8
    lemi,
    każdy grzesznik dopuszcza się nieprawości wobec Boga/Stwórcy/. Pluje Mu w Przenajświętszą Twarz. Zdeprawowany duch w człowieku jest owocem szatańskiej mentalności. „Deprawacja”, zobacz co znaczy po polsku. https://sjp.pl/deprywacja.
    Dzisiaj psychologia neomarksistowska próbuje zastąpić wiarę. „Deprawacja” według psychologicznej/zmysłowej/ religii to „pozbawienie możliwości działania, doprowadzenie do bezsilności”.
    Spójrz na Basię i na to, co pisze o sobie. „Deprawuje” się ku chwale czemu lub komu? Bezsilność dla zdrowego Katolika to grzeszność. Po co upierać się co do swojej grzeszności/bezsilności/ mając takiego „dopalacza” jakim jest uświęcająca Łaska Boża?
    Stanie Basia przed Przenajświętszym Obliczem Stwórcy i powie Mu: „jestem grzeszna” to znaczy Twoja Łaska była bezsilna wobec mnie. Tyle Łaski/Chrystusa/, a Basia nadal widzi się jako grzeszna/zdeprawowana/, dopuszczająca się niesprawiedliwości.
    Czy tego pragnie Stwórca od swojego stworzenia?
    Bądźcie świętymi bo JA JESTEM ŚWIĘTY.
    janusz

    #11 baran katolicki
  12. #6
    niezapominajko,
    lgbt jest psychologiczną ideologią, która żąda wiary w swoja utopię/fantazję/. Wielu się daje pociągnąć w stronę kolorowo zapakowanej neolewicy/neomarksizmu/. Jesteś bezsilna wobec akceptacji grzechu, ale zauważ, że za tą szatańską trucizną bezwolnie/na ślepo/ idzie wielu młodych Katolików. Miłuj ich z całego serca a nienawiść kieruj w stronę szatana, który jest sprawcą i pomysłodawcą lgbt.
    Człowiek jest święty, szatan przeklęty/potępiony/.
    janusz

    #12 baran katolicki
  13. #10
    Grzegorzu,
    szatan/grzesznik/ pod krzyż podejdzie bardzo blisko ale na krzyż wejdzie tylko święty. Dla grzesznika krzyż jest przekleństwem dla świętego błogosławieństwem. Tylko świętość, która jest w Twojej duszy mocą Łaski Bożej jest wstanie ukrzyżować Twoją grzeszność.
    Wszystko zależy, Grzegorzu, z jakim człowiekiem się utożsamiasz. Nie katolickie to porównanie ale niechaj będzie ku lepszemu zrozumieniu. „Stary człowiek” to grzesznik, „nowy człowiek” to święty. „Stary człowiek” czyli grzeszna mentalność nie pozwoli się w Tobie ukrzyżować.
    „Nowy człowiek” to mentalność świętego, która krzyż widzi w chwale Pana naszego Jezusa Chrystusa. Boga i Człowieka zarazem w jednej Osobie Syna Bożego.
    janusz

    #13 baran katolicki
  14. # 11
    Janusz
    Gdy czytam twoje posty, zastanawiam się, czy ty w ogóle czytałeś moje posty?
    Czy próbowałeś je zrozumieć?
    Przypisujesz mi takie rzeczy, że ciągle wprawiasz mnie w zdumienie.
    To jest o mnie? Czy on czytał, co ja napisałam?
    Wciąż mnie zadziwiasz tym, co mi przypisujesz. 🙂

    #14 basa
  15. # 11
    Janusz
    Tak na prawdę zrozumiesz mnie, gdy sam dotrzesz do granic swoich możliwości. I zobaczysz, że dopiero wtedy tak na prawdę będziesz w stanie przyjąć łaskę Boga. 🙂
    Na razie nie potrzebujesz łaski. Jedziesz na swoich zasługach. 🙂

    #15 basa
  16. # 12
    Janusz
    Słyszałam o pewnym wikarym, który moralizował tak jak ty. 🙂
    Niezapominajka napisała, że nie potrafi kochać tych osób.
    A ty jej na to: Kochaj ich.
    Czy ona tego nie wie? Ale nie potrafi tego.
    Proboszcz tego wikarego dał mu taką lekcję:
    Wikary miał dużego stopnia wadę wzroku. I proboszcz zabrał mu okulary i dał mu gazetę do przeczytania. I powiedział, aby ją przeczytał. Oczywiście wikary niezależnie jak się starał, nie potrafił przeczytać gazety. Potrzebował okularów.
    Dlatego niezapominajka sama z siebie nie będzie potrafiła kochać tych ludzi. Jednak jeśli przyjmie łaskę, Bóg ją do tego uzdolni. 🙂

    #16 basa
  17. #14
    Basiu,
    pisałaś, że nie żyjesz w grzechu ciężkim/śmiertelnym/. Nie pamiętam w którym #. Jeśli jesteś w Łasce uświęcającej to wa bank Twoja dusza jest świętą a nie grzeszną. Święta to prawdziwa Ty, bardzo dobra Ty i przepiękna Ty. Nie chodzi w „katolicyzmie” o widzenie Łaski Bożej jako swoją/Twoją/ świętość, swoją/Twoją/ dobroć i swoją/Twoją/ piękność. Łaska Boża jest dla Ciebie a nie Ty dla Łaski Bożej. To Łaska/Chrystus/ Cię uświęca.
    Basiu, bez Ciebie Łaska Boża jest bez sensu/niepotrzebna/. Bóg nie potrzebuje człowieka by być Świętym. To człowiek potrzebuje Boga by być świętym. Nie chodzi by podziwiać i zachwycać się Bożą Świętością ale idzie o to by odkryć w sobie swoje święte człowieczeństwo, które jest na obraz i podobieństwo Pana naszego i Boga naszego Jezusa Chrystusa.
    janusz

    #17 baran katolicki
  18. #15
    Basiu,
    granice mojej grzeszności/możliwości/ osiągnąłem czterdzieści lat temu. Grzesznik sam z siebie tonie i wcześniej lub później dotknie dna swoich możliwości/grzeszności/. Dzisiaj nie jestem już na dnie samego siebie, bo uratowała mnie Łaska Boża/Jezus Chrystus/, którego przed laty spotkałem u kresów własnych możliwości. Nie wiem jakbyś pojechała na moim miejscu mając i będąc to co mam i kim jestem?
    janusz

    #18 baran katolicki
  19. Ad 11
    Na szczęście nie jesteś Bogiem i nie wiesz, jak będzie wyglądał sąd. Opisujesz jedynie własną wizję. Co najgorsze, to nie chcesz zrozumieć i wczuć się w słowa Pana.

    #19 lemi
  20. #16
    Basiu,
    chodzi o to, że to wciąż „niezapominajka” przy pomocy Łaski Bożej będzie miłowąć innych/obcych sobie/ ludzi. Nie po katolicku jest rozumienie, że to Łaska Boża/Chrystus/ kocha w „niezapominajce” ale prawdą świętej Wiary rzymskokatolickiej jest to, że to „niezapominajka” kocha. Miłuje całą sobą będąc w Łasce Bożej. Czy rozumiesz o co „walka”?
    janusz

    #20 baran katolicki
  21. #11
    Basia stanie przed Bogiem i pokornie poczeka na osąd.
    Nikt nie wie jak Bóg rozpatrzy każdego z nas /choć tak naprawdę to myślę że to własna dusza osądzi nas,bez jakichkolwiek wyroków ale w zgodzie z prawdą która w nas.I dusza zajmie należne jej miejsce/.
    Próba jakiegokolwiek kłamstwa /z nawyku?/, to koniec. Piekło.
    #19
    Lemi, to powyżej do #11 to oczywiście moje wyobrażenie. Tak czuję.

    #21 Ka
  22. #13
    Januszu
    Pytasz: „Wszystko zależy, Grzegorzu, z jakim człowiekiem się utożsamiasz”
    Nie wypada mi inaczej odpowiedzieć, że najbardziej tożsamy jestem sam z sobą. Wtedy bowiem, wszystkie moje opowiadania są w 100% wiarygodne.
    Jedno ze zdarzeń z ostatniego czasu.
    Jeden z naszych kierowców zagapił się na lekkim łuku, zjechał do rowu, przejechał tym rowem ok. 40m i zatrzymał się na przepuście.Pan Bóg miał go w Swojej opiece, bo po drodze minął 4 drzewa a samochód był kompletnie niesterowny.
    Kierowcy nic się nie stało, samochód – szkoda całkowita, towar zniszczony w 50%, co oznacza mimo pełnego ubezpieczenia znaczną dla nas stratę. Kilkanaście tysięcy w pół minuty, bo młody pół nocy grał w jakieś gry, przyszedł do pracy niewyspany i zmuliło go po godzinie jazdy. I bez tego jest nam bardzo trudno wiązać koniec z końcem, bo konkurencja, markety itd.
    Gdyby ten chłopak przyszedł wcześniej i poprosił o podarowanie mu takiej kwoty, na pewno bym mu nie dał.
    Domyślam się z tego co piszesz, że Ty jako już święty oddajesz ludziom dobrowolnie wszystko to, na czym bardzo Ci zależy a ktoś od Ciebie zażąda – a to pieniądze a to mieszkanie, samochód, czas wolny itp. A gdy włączysz – jak piszesz – „„dopalacza”, jakim jest uświęcająca Łaska Boża”, to może nawet uznasz protestantów i muzułmanów za ludzi godnych zbawienia (no może tu pojechałem za daleko).
    Masz u mnie w związku z tym wielki szacunek.

    #22 grzegorz
  23. Basiu i Januszu,
    kiedy zacznę kochać „wrogów”, powiem wam – wtedy Boża łaska dotknie mojej słabości 🙂

    #23 niezapominajka
  24. # 18
    Janusz
    Tylko, że my napisaliśmy o dwóch różnych granicach w dążeniu do …
    Ty napisałeś, że dotarłeś do granicy swojej grzeszności. 🙂
    Ja pisałam o dotarciu do granicy moich możliwości w dążeniu do doskonałości i bezgrzeszności. 🙂
    Z tego wynika, że dotarliśmy do granic zupełnie przeciwnych rzeczywistości.
    Porozmawiamy, jak dotrzesz do tej granicy co ja. 🙂

    #24 basa
  25. #24
    Basia,
    piszesz w #1, „Nie potrafię być lepsza. Nie potrafię bardziej kochać. Nie potrafię być bardziej pokorna”. Zapytam Cię, dlaczego nie potrafisz „być lepsza”?
    Dlaczego nie potrafisz „bardziej kochać”? Dlaczego nie potrafisz „być bardziej pokorna”?
    Czy pytasz samą siebie dlaczego chcesz być lepsza, bardziej kochać i być bardziej pokorna? Granicą/kresem/ mojego człowieczeństwa okazał się mój grzech, który jest przyczyną i powodem mojej bezsilności w miłowaniu osobistych/konkretnych/ nieprzyjaciół.
    Z tego co wiem nie da rady być bezsilnym w Łasce uświęcającej.
    janusz

    #25 baran katolicki
  26. #22
    Grzegorzu,
    święty człowiek to taki człowiek, który doskonale wie, że jest bardzo dobrym stworzeniem stworzonym a nie zrodzonym przez Przenajświętszego Stwórcę. Świętość moja jest moją normalnością a nie nadzwyczajnością.
    Bycie świętym dla mnie to nie bycie „idiotą” z tego świata, który nie wie kim jest, po co żyje, skąd pochodzi i do kąt zmierza. Nie wiem dlaczego świętość rozumiesz jako coś poza zasięgiem normalnego człowieka?
    janusz

    #26 baran katolicki
  27. Januszu,
    Możesz postrzegać świat jako zbiór rzeczy, substancji jak czasem piszesz, opisując je nazwami, rzeczownikami.
    Możesz również widzieć świat jako zbiór faktów, zjawisk opisując je czasownikami.
    Nawet nasz ludzki język wskazuje tą różnice w postrzeganiu świata.
    Można zapytać, który sposób patrzenia jest ciekawszy, który lepiej odzwierciedla to, co tworzy nasze życie.
    Nie ma żadnych wątpliwości, że bogatszy, bardziej interesujący, bardziej odzwierciedlający potrzeby wnętrza człowieka jest opis faktów, zjawisk. Kogóż zainteresuje bardziej opis fizycznych ludzkich postaci od opisu tego, co się między nimi dzieje?
    Można wałkować etykiety „święty”, „grzeszny”, „dobry”. Dużo bardziej interesująca jest dyskusja, co człowiek robi, jakie są jego wybory, decyzja itd.
    Jeśli w świecie szukamy odblasków Boga, podobne zjawisko dotyczy również Jego, a nawet o wiele bardziej Jego.

    #27 grzegorz
  28. # 26
    Janusz
    A więc jesteś grzesznikiem?

    #28 basa
  29. #27
    Grzegorzu,
    chodzi w wierze o rzeczywistość osobową/podmiotową/. Świat/kosmos/ jest rzeczywistością stworzoną dla osobowego stworzenia przez Osobowego Stwórcę. Zarówno aniołowie jak i ludzie mogą powiedzieć o sobie „ja jestem”. Ja kocham, ja istnieję, ja myślę, ja działam, ja jestem bardzo dobry, ja jestem przepiękny, ja jestem prawdziwy, itd. To osobowe „ja” jest obrazem i podobieństwem podarowanym każdemu aniołowi i każdemu człowiekowi przez Osobowego Stwórcę. Świat na który zwracasz uwagę w #27 nie jest li tylko zbiorem rzeczy, substancji. Nie jest li tylko zbiorem faktów, zjawisk. Świat/rzeczywistość/ stworzony jest przede wszystkim relacyjny osobowo. Miłowanie jest dostępne tylko dla osób wolnych/podmiotowych/. Człowiek to nie „rzeczownik” czy „czasownik” lecz „podmiot” w każdym zdaniu.
    Grzegorzu, można tu na blogu opowiadać o swojej cielesności/zmysłowości/ i tym się alienować. Można również a raczej trzeba zacząć opowiadać o swojej duchowości. Cielesność jest rzeczowa i czasowa. Duchowość jest osobowa/podmiotowa/ i dlatego wieczna/boska/.
    janusz

    #29 baran katolicki
  30. #27
    Grzegorzu.
    …”Jeśli w świecie szukamy odblasków Boga, podobne zjawisko dotyczy również Jego, a nawet o wiele bardziej Jego.”
    …czy możesz bardziej rozjaśnić to zdanie, o co ci chodzi?
    … ja zrozumiałam to , nie wiem czy dobrze jako :
    ….że Pan Bóg szuka swoich odblasków w człowieku ?- druga część zdania

    #30 niezapominajka
  31. #19
    lemi,
    człowiekowi/grzesznikowi/ nie wystarczy do szczęścia okrycie się sprawiedliwością chrystusową. Człowiek potrzebuje być chrystusowym do osobistego szczęścia. Dotykamy problemu czy Łaska Boża jest przypisana do grzesznika czy wlana w grzesznika. Czy odziani Łaską Bożą jesteśmy święci czy nadal grzeszni? Co z człowieczym „ja jestem”?
    janusz

    #31 baran katolicki
  32. #28
    Basiu,
    „ja jestem” święty. W grzechu i po grzechu „nie jestem” święty. Moja świętość to moja tożsamość. Na tyle „jestem człowiekiem” na ile jestem święty. Dzisiaj mówić o swoim „ja” w pozytywny/święty/ sposób to pycha. Dzisiaj odziera/okrada/ się człowieka z osobowego „ja”. Tak jak Stwórca/Bóg/ mówi o Sobie „Ja Jestem, który Jestem” tak też każdy człowiek z racji swojego człowieczeństwa może powiedzieć o sobie „ja jestem, bo Ty Jesteś”. Jeśli On Jest Święty to i ja jestem święty.
    Basiu, tylko w mentalności szatana, który nieustanie oskarża Cię przed Stwórcą „jesteś grzesznikiem”. Jest to protestanckie zwiedzenie nie mające nic wspólnego z świętą Wiarą rzymskokatolicką. W świętej Wierze, która Cię ochrzciła „JESTEŚ ŚWIĘTA”.
    janusz

    #32 baran katolicki
  33. #23 niezapominajka
    A ja mam pytanie; co to znaczy kochać wrogów?

    #33 chani
  34. Ad 31
    Chyba odpłynąłeś

    #34 lemi
  35. #33 chani,
    ja też mam z tym problem bo:
    …kochać to wybaczać, kochać to przepraszać, kochać to służyć drugiemu ,czy życzyć każdemu dobra i Bożego błogosławieństwa…
    … co to znaczy kochać wrogów ?- może ktoś z was podpowie nam 🙂

    #35 niezapominajka
  36. Skoro wszyscy święci,dlaczego narodów nie kanonizuje się?

    #36 Ka
  37. #35
    Chyba chcemy Panu Bogu coś siłowo wcisnąć.
    Nie Bóg już decyduje ale my. Bogowie z małego b.
    Poplątane, splątane i obarczone małe szaraczki.

    #37 Ka
  38. #12
    Janusz,
    nie wiem jak Twoja świętość ma się do jawnie dyskryminujacej postawy wobec Stworzenia Bożego jakim jest człowiek dotknięty odmienną orientacją seksualną. Piszesz „lgbt jest psychologiczną ideologią, która żąda wiary w swoja utopię/fantazję/. Wielu się daje pociągnąć w stronę kolorowo zapakowanej neolewicy”
    Jasnym dla wielu jest, że nie ma ideologii LGBT tylko stojący za tymi znaczkami poranieni ludzie szukający swojej drogi. To my bojący się odmienności utożsamiamy Tych ludzi z jakąś ideologią skrojoną na potrzeby fikcyjnej walki z szatanem, zamiast pomóc Im znaleźć miejsce w kościele. Przypomnę nieśmiało, że odmienność orientacji seksualnej nie jest kwestią ich własnego wyboru a raczej prezydentem od nas (świata) którego nie mogli odrzucić. Nikt się nie da pociągnąć w w kolorową fantazję jeśli nie dostał tego prezentu. Z własnego doświadczenia widzę (może się mylę),że jedynym lekarstwem na wszelkie rany jest balsam z prawdziwej miłości. Dajmy Im ( jako zrodzeni do świętości-miłości) ten balsam. Odtrącając Ich tak naprawdę pokazujemy miłość do samych siebie, a raczej nie o to idzie w chrześcijaństwie.

    #38 St(r)ach
  39. # 32
    Janusz
    To kim jesteś „w grzechu i po grzechu”?

    #39 basa
  40. #31
    Janusz
    Czy ty nie jesteś człowiekiem?
    Napisałeś do lemiego: „człowiekowi/grzesznikowi/”?

    #40 basa
  41. #33,35
    Większość ludzkich „wrogów” to nasz własny,w naszym osobistym wnętrzu, wielki tłukący nas i innych, wróg.
    Kochać go tzn. podtrzymywać jego istnienie.
    Nie ma wrogów. To my tworzymy sobie wrogów, albo /by było jaśniej/ nasza mentalność.
    Człowiek z natury jest dobry, reszta to choroba albo świadome przyjęcie zła.

    #41 Ka
  42. #30 niezapominajko, #29 Januszu
    Janusz pisze: „Zarówno aniołowie jak i ludzie mogą powiedzieć o sobie „ja jestem”.
    i później:”To osobowe „ja” jest obrazem i podobieństwem podarowanym każdemu aniołowi i każdemu człowiekowi…”
    Otóż nie w „ja” jest umieszczony obraz Stwórcy ale właśnie w „jestem”.
    Gdy Bóg stwarzał człowieka, najpierw uformował Adama i uczynił go tym”ja” a więc istota żywą. Nie był to jednak jeszcze ten człowiek na obraz i podobieństwo Boga.Brakowało mu jeszcze „jestem” a dokładnie „jestem dla kogoś, dla kogoś drugiego”.
    Życie w człowieku, życie na obraz i podobieństwo Boga pojawiło się wraz z pierwszym wydarzeniem wyjęcia kawałka boku (kawałka życie) Adamowi i uformowanie kogoś drugiego ,kogoś innego, „odpowiedniej pomocy”. Wyrażenie „jestem” lub lepiej „jestem dla” jest archetypem płodności Boga, płodności Kościoła, płodności chrześcijanina.
    Pisząc o odblaskach Boga w świecie odnosiłem się do struktury języka.(przepraszam za niejasności). Myślałem o XX w neopozytywistach, ludziach niewierzących (Russell, Wittgenstein), którzy nie znając Boga dostrzegali w strukturze języka podpowiedzi do rozumienia struktury świata.
    Uznawali, że przypisywana do rzeczy nazwa, nie pozwala wiele o niej powiedzieć. Przypisane jednak zdanie -tak.
    Pan Bóg indagowany przez Jakuba, również nie podał mu swojej nazwy. Pozwolił jednak Mojżeszowi opisać Izraelitom kim jest w opowiadaniu.
    Nie było to jednak tylko opowiadanie. Było to rzeczywiste działanie Boga wobec tych, którzy zniewoleni potrzebowali pomocy.
    Stąd mój podziw, dla intuicji przede wszystkim Wittgensteina, który właśnie widział (przepraszam za wyraz) ontologiczną strukturę rzeczywistości tak, jak Bóg ukazywał Mojżeszowi.
    Wracając do naszej rozmowy, będziemy się z Januszem rozmijać dopóty, dopóki nie doświadczy on Boga działającego, żywego, który nie zanika po godzinie po przyjęciu Najświętszego Sakramentu, ale jest obecny żywy i działający w każdym, kto takim go chce.

    #42 grzegorz
  43. #42 cd
    Owo „jestem” czy lepiej „jestem dla” nie opisuje człowieka jako takiego, ale opisuje działanie Boga w człowieku. Jest ono aktualne w przypadku zgody człowieka. W przypadku buntu staje się nieaktualne.
    Jest to oferta Boga stała, jednak nie stale przez nas przyjmowana. Mamy w sobie deficyty, a więc miejsca w których Boga (mentalności Boga) nie przyjmujemy. To są konkretne grzechy. Gdy jednak wierzymy w Jego Odkupienie, możemy być dla innych „miastem ucieczki”, miejscem gdzie deficyty innych mogą być składowane. Pisał chyba o tym kiedyś Janusz – o śmietnikach. Normalnie nikt nie chce wysypiska śmieci, nawet w sąsiedztwie miejscowości, a co mówić na własnym podwórku.
    Dlatego Ksiądz Biskup pisze:
    „w miarę tego, jak poznaję moc Jezusa, jestem gotów krok po kroku zostawiać wszystko, co jest w mojej mocy i co jest przejawem (tylko) mojej mocy, aby doświadczać mocy Jezusa.”

    #43 grzegorz
  44. #42,43
    Super Grzegorzu.
    Dzięki.

    #44 Ka
  45. #38
    st/r/ach,
    w jaki sposób lbgt-owcy szukają miłości i akceptacji, to widać, słychać i czuć…
    …tolerancja owszem ale nie akceptacja wynaturzeń. To są ludzie dotknięci chorobą jak każda choroba dotyka człowieka a…
    …na choroby są lekarze i lekarstwa…
    …z chorobą trzeba się pogodzić i żyć nadzieją wyleczenia, zaleczenia oraz słuchać zaleceń lekarzy…
    …na niektóre choroby nie dające się leczyć farmakologicznie,nadzieją jest również odniesienie do Słowa Bożego, do Boga w Trójcy Świętej…
    …jakby mieli „wejść” do Kościoła, to musieli by zaakceptować to , co mówi Słowo Boże i zerwać z grzechem wynaturzenia…
    … niepełnosprawni muszą pogodzić się ze swoją niepełnosprawnością a lgbt-owcy są właśnie niepełnosprawni …

    #45 niezapominajka
  46. St(r)achu,
    Kościół jest otwarty dla każdego grzesznika , ale jest też miejscem nawracania się i zrywania z grzechami…
    …prawdziwi chrześcijanie , walczą ze swoimi grzechami i nie sądzą sąsiada w ławce kościelnej…

    #46 niezapominajka
  47. #39,#40
    Basiu,
    „ja jestem bardzo dobrym człowiekiem” bo takim zastałem pomyślany i stworzony w Przenajświętszym Umyśle/Rozumie/ Stwórcy. Grzech jest „gównem”, które wydziela moja dusza nasycona mentalnością szatańską/obcą/. Człowiek grzeszy nie sam z siebie. Grzeszy dlatego bo jest oszukany/zwiedziony/ przez szatana. Żaden człowiek sam z siebie nie jest w stanie zgrzeszyć. By zgrzeszyć musi ulec szatańskiej pokusie. Grzeszymy dlatego bo jesteśmy nieustannie oszukiwani szatańską mentalnością/”jesteś bogiem sam dla siebie”.
    Basiu, „jestem grzesznikiem” to znaczy jestem szatańskim gównem.
    Proszę wybaczyć mocne porównanie. Czy to jest powód do publicznej afirmacji/tolerancji/? Przecież nie opowiadasz swoim pacjentom jak mocno śmierdzisz będąc grzesznikiem. Basiu, świętaś/dobra/ TY a nie grzeszna/paskudna/. Nie daj się szatańskiemu osądowi.
    Pozdrawiam
    janusz

    #47 baran katolicki
  48. …”w miarę tego, jak poznaję moc Jezusa, jestem gotów krok po kroku zostawiać wszystko, co jest w mojej mocy i co jest przejawem (tylko) mojej mocy, aby doświadczać mocy Jezusa.” Ks.Bp
    ……
    …doświadczam mocy Jezusa w sytuacjach kiedy:
    … nie gniewam się gdy mnie poniżają i lekceważą,
    … nie odpowiadam złem za zło,
    …mówię lub milczę kiedy trzeba,
    … nie szukam swego ,
    …takie są moje pragnienia, by doświadczać mocy Jezusa…. 🙂
    Wydaje mi się ,że ta Moc Jezusa ratuje też przed niektórymi chorobami psychicznymi i chorobami uzależnionymi od psychiki – mentalności i wynaturzeń chorego…

    #48 niezapominajka
  49. #42
    Grzegorzu,
    piszesz; „Otóż nie w „ja” jest umieszczony obraz Stwórcy ale właśnie w „jestem”.
    Gdy Bóg stwarzał człowieka, najpierw uformował Adama i uczynił go tym”ja” a więc istota żywą. Nie był to jednak jeszcze ten człowiek na obraz i podobieństwo Boga.Brakowało mu jeszcze „jestem” a dokładnie „jestem dla kogoś, dla kogoś drugiego”.
    Podmiotem w zdaniu „ja jestem dla drugiego/innego/” jest oczywiście to”ja”. „Jestem” pozbawione „ja” nie ma charakteru osobowego/podmiotowego/ i w gruncie rzeczy nie wiadomo o kogo chodzi.
    Uważam, że Stwórca stwarzając człowieka ofiarował mu najpierw „jestem” pozbawione osobowości/podmiotowości/. „Jestem” nie był zdolny do grzechu. „Jestem” był jak inne zwierzęta duszą zmysłową. Dopiero podarowane przez Stwórcę człowiecze”ja” upodabnia każdego człowieka do Stwórcy.
    Właśnie w tym „ja” jest zakodowany obraz i podobieństwo Boże w człowieku. Nie wiem, kto taki Ci to odwrócił. Czy możesz udowodnić swoją tezę odnośnie człowieczego „jestem”. Skąd to masz?
    janusz

    #49 baran katolicki
  50. #33
    chani,
    kto Ci każe kochać wrogów? Masz kochać nieprzyjaciela a nie wroga. Wroga mamy jednego a jest nim szatan, który nienawidzi każdego z nas. Ilu masz przyjaciół? Może pięciu. Reszta to twoi nieprzyjaciele. To własnie ich masz miłować a szatana nienawidzić i jak najdalej od niego uciekać. Każdego człowieka miłować a szatana w człowieku nienawidzić.
    janusz

    #50 baran katolicki
  51. #38
    St/r/achu,
    w #12 pisałem;”lgbt jest psychologiczną ideologią, która żąda wiary w swoja utopię/fantazję/”. Dzisiejsza psychologia jest zdominowana przez neomarksistów, którzy swoją ideologią/utopią/pozbawioną Boga, oszukują współczesnego człowieka redukując go do „popędu seksualnego”. Dużo by tu debatować ale chyba nie jest to odpowiednie miejsce na tym blogu. Szatan nie jest fikcją lecz realną i rzeczywistą osobą o inteligencji wyższej niż najinteligentniejszy człowiek. Żaden człowiek nie został stworzony gejem czy lesbijką. Człowiek to mężczyzna i kobieta. Nic po za tym w człowieku nie istnieje.
    janusz

    #51 baran katolicki
  52. #35
    niezapominajka
    Może kochać „Wrogów” to znaczy to samo co kochać przyjaciół?
    Przecież może się okazać, że najlepszy przyjaciel, z którym jadaliśmy, chodziliśmy wszędzie, można powiedzieć, że znaliśmy się bez słów zdradza nas i co teraz?

    #52 chani
  53. #41 Ka
    Co racja to racja.
    Nie wszystkich musimy od razu kochać, ale człowiek dzieli wszystko w kategoriach „wróg – przyjaciel”.

    #53 chani
  54. #45#46
    Nie jestem pewien czy mówimy o tym samym.
    Twierdzisz, że aby wejść do kościoła trzeba być świętym, albo przynajmniej uznawać zasady w nim obowiązujące. A ja myślę, że aby to się stało muszą najpierw poznać miłość Boga, która jest uzdrawiająca. Ale jak mają to zrobić skoro w reprezentujący Boga chrześcijanie (łącznie z niektórymi hierarchami ) zioną do nich nienawiścią broniąc otrzymanych darów (miłość), zamiast się nimi podzielić. Czyż Jezus nie powiedział „przyjdźcie do mnie wszyscy. Czyż nie stawiasz się w roli Boga i decydujesz kto jest wystarczająco mało grzesznikiem aby wejść do kościoła. Nasze zdrady, zabójstwa, cudzołóstwo jest lepsze od cudzołóstwa homoseksualistów? Kto dał nam do tego prawo, aby Ich osądzić?
    Pominę milczeniem Twoją wiedzę na temat tego czym jest homoseksualizm. Jedynie aby wzbudzić w Tobie refleksję zaproponuję Ci próbę zmiany Twojej orientacji na przeciwną skoro uważasz, że to takie proste. Jest to takie ukształtowanie osobowości, emocji, psychiki na wskutek wielu różnych zranień (czynników) które wywołują odczucia, skłonności czy orientację homoseksualną. Można to porównać do drzewa z rozległymi korzeniami, można je przesadzić, ale bardzo wątpliwe czy będzie owocowało.
    Piszesz „jakby mieli „wejść” do Kościoła, to musieli by zaakceptować to, co mówi Słowo Boże i zerwać z grzechem wynaturzenia”. A ja ośmielam się zapytać, a co Ty zrobiłaś aby ta ” tęczowa zaraza ” poznała Słowo Boże?
    Zamiast rzucać kamieniami może warto „spojrzeć na nich z miłością ” aby w naszych oczach dostrzegli miłość Boga. Jeżelii będziemy ich wysyłać do diabła, zamiast prowadzić do Boga to na pewno tam trafią. Tylko wówczas to będzie nasz wielki grzech zaniedbania. Jak uczy nas biskup miłość polega na godzeniu się na wyjście z własnej strefy komfortu dla dobra bliźniego, a nie odwrotnie.

    #54 St(r)ach
  55. # 47
    # 32
    Janusz
    To kim jesteś „w grzechu i po grzechu”?
    Nie pisz o mnie. Pisz o sobie.

    #55 basa
  56. #47
    Janusz
    Ja już wiem, że jestem śmierdzącym grzesznikiem. Napisałeś mi to chyba ze 20x.

    #56 basa
  57. Ale Bóg i tak mnie kocha i podnosi mnie kiedy upadam. 🙂

    #57 basa
  58. #54 St(r)ach
    Pod koniec lat ’40 powstał pomysł na biznes , który można roboczo nazwać „przemysł holocaustu”.
    Pomysłodawcy, wykorzystując tragedię wojenną Żydów postanowili założyć przedsiębiorstwo ciągnące krociowe zyski. Biznes okazał się udany i jest kontynuowany z powodzeniem aż do dnia dzisiejszego.
    Idąc za tym sukcesem pod koniec lat ’60 powstały klony tego pomysłu, z podobną narracją „ochrony poszkodowanych mniejszości” tym razem dotyczące ludności kolorowej oraz homoseksualistów.
    St(r)achu, to co obserwujemy w Polsce w przestrzeni publicznej ma niewiele wspólnego z osobami homoseksualnymi, natomiast wiele wspólnego z zarabianiem pieniędzy i polityką. Są to projekty długofalowe z wykorzystaniem takich narzędzi jak kultura, oświata, media itp.
    Jeden z członków mojej rodziny pracuje w firmie transportowej, która wynajmowała autobusy do transportu uczestników „spontanicznych tęczowych protestów ” do Białegostoku i Płocka. Ktoś wykłada na to kasę, drukuje materiały, przygotowuje sceny, tworzy równolegle kampanie medialne uwierz mi, że z dużą stopą zwrotu.
    Dlatego moim zdaniem należy wszelkimi dostępnymi metodami ucinać w zarodku tą społeczna patologię, bo ten biznes jest niemoralny. Nie wdawać się w polemiki, bo przeciwnik zamiast o pieniądzach i władzy tworzy narrację o osobach homoseksualnych, (miłości do nich, tolerancji itp.) z których 99% nie ma z tymi pomysłami nic wspólnego.
    Rolą władz oświatowych, prokuratury, dysponentów publicznych środków na kulturę (film, teatry) jest pozbawianie ich pieniędzy, wpływów, posad.
    Naszą natomiast rolą, jest troszczyć się, przepowiadać Słowo, przyjmować do wspólnot parafialnych, świadczyć pomoc osobom homoseksualnym.
    Zgadzam się w tym z Tobą w 120% 🙂

    #58 grzegorz
  59. #49
    Januszu
    Piszesz: „Uważam, że Stwórca stwarzając człowieka ofiarował mu najpierw „jestem” pozbawione osobowości/podmiotowości/.”
    I dalej: „Czy możesz udowodnić swoją tezę odnośnie człowieczego „jestem”. Skąd to masz?”
    Nie mogę tego udowodnić, bo to nie jest dowodliwe. Mogę jedynie wskazać, gdzie ja to usłyszałem:
    Drugie opowiadanie o stworzeniu człowieka:
    I Etap
    „wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.”Rdz 2,7
    Na tym etapie człowiek może powiedzieć „jestem” jedynie w stosunku do siebie samego, może być sam dla siebie.Nie jest to jednak zgodne z zamysłem Boga o życiu na Jego obraz i podobieństwo
    II Etap
    „Potem Pan Bóg rzekł: «Nie jest dobrze, żeby mężczyzna (adam) był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc»” Rdz 2,18
    Dopiero wtedy człowiek otrzymał partnera, do którego może powiedzieć „jestem dla Ciebie” i to w ten sposób, że mogę Cię tworzyć z tego co mnie tworzy, tzn. dawać ci życie z mojego życia.
    I to „jestem” jest na obraz i podobieństwo Boga, gdyż jest miłością.
    III Etap
    „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu.” Rdz 2,25
    Ludzie żyją we wzajemnej miłości , takiej w której nikt nie zawłaszcza niczego dla siebie, ale w otwartości oddaje się drugiemu do dyspozycji.
    Czy chcesz Januszu tak żyć?

    #59 grzegorz
  60. #54
    st(r)ach-u,
    Prawdopodobnie, nie ma takiego lgbt-owca, który by nie słyszał o Miłości Bożej w Jezusie Chrystusie – Boże Miłosierdzie, no i kościoły są otwarte dla wszystkich i tych z lgbt…
    …no i co z tego ,że wiedza?,- tylko plują na Kościół i chrześcijan…
    … jak ty im pomagasz?
    … ja znam jednego geja, który nie obnosi się ze swoją orientacją i popiera Kościół i PIS – można ? – można !!! i bardzo go lubię!!!
    … diabeł tkwi w duszy tego, kto tego chce i pławi sie w szatańskim uścisku…
    …..
    wcale nie twierdze, że aby wejść do Kościoła, to trzeba byc świętym…
    … dla każdego grzesznika Kościół jest otwarty, a świetość to długi proces w człowieku …

    #60 niezapominajka
  61. #49
    Januszu
    Piszesz:”Właśnie w tym „ja” jest zakodowany obraz i podobieństwo Boże w człowieku. Nie wiem, kto taki Ci to odwrócił.”
    Pytasz kto mnie odwrócił, abym nie uznawał mojego „ja”, samego siebie za obraz Boga?
    Patrząc retrospektywnie, przyczyniło się do tego wiele osób i sytuacji. Bez wątpienia szedłem w kierunku mojego „ja” bardzo długo. Nie będę opowiadał tu historii mojego życia, dość powiedzieć, że zaprowadziło mnie to pod ścianę, o której pisała również Basia. Nie potrafiłem dalej na samym sobie opierać mojej motywacji do życia.
    Pierwszy raz o odwróceniu od samego siebie usłyszałem pewnego dnia od Księdza Biskupa. Mówił to do kilkuset zgromadzonych wtedy osób, a ja słyszałem jakby mówił do mnie i o mnie.
    Że jest inny kierunek niż ja sam, że zwracając się do Jezusa Chrystusa, odwracam się wprawdzie od swojego „Ja”, ale wracam do tego Grzegorza, którego Bóg pomyślał, zanim jeszcze przyszedłem na świat.
    Nie jest to więc nie tylko odwrócenie, ale nawrócenie a właściwie nawracanie, gdyż każdy dzień jest taki jak tamten.

    #61 grzegorz
  62. #50
    „Reszta to twoi nieprzyjaciele”
    Dlaczego nieprzyjaciele /co Ty bredzisz/?
    #56
    Rozśmieszyłaś mnie Basiu.

    A Grzegorz jest dobry, w tym co pisze.

    #62 Ka
  63. #60
    Wszyscy geje, których w swym życiu jakoś tam poznałam /nie było ich wielu/ byli bardzo wierzący. I praktykujący, wręcz obnoszący się w życiu codziennym ze swoją wiarą.

    #63 Ka
  64. #63
    Właśnie tak jest. Są to ludzie bardzo spragnieni miłości. Poszukują jej wszędzie. Jeżelii dostaną prawdziwą miłość w kościele, to nie pójdą szukać jej na paradzie.
    Jedna uwaga, gej to osoba praktykująca sex homoseksualny, i jakoś naturalnie nie idzie to w parze z nauczaniem Kościoła Katolickiego, natomiast jest mnóstwo osób o skłonnościach lub orientacji seksualnej ktore prawdziwie poszukują sensu życia, Boga, które trudno nazwać gejami. Są to zwykli, bardzo cierpiący ludzie, którzy nie radzą sobie ze swoją seksualnością, upadają i często potrzebują pomocy, aby się podnieść

    #64 St(r)ach
  65. #60
    „Prawdopodobnie, nie ma takiego lgbt-owca, który by nie słyszał o Miłości Bożej w Jezusie Chrystusie” i co z tego że słyszał skoro patrząc na Ciebie uznał to za kompletnie niewiarygodne.
    Też zapewne niejednokrotnie odrzucałaś jakąś informację z powodu małej wiarygodności, która później okazała się prawdziwa. Poznać Boga to nie znaczy usłyszeć o Nim, ale doświadczyć Jogo mocy. Namacalnie Go odczuć, tak jak poznał Go faraon. Osobiście. Jak mają to zrobić, skoro mówisz kocham Cię, chodź do mnie, a jednocześnie rzucasz kamieniami. Czyż jawnogrzesznica nie miała być ukamienowana. Ale na szczęście zaprowadzili Ją do Tego który jest miłosierny. „kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem „. Widzę że nie masz żadnego oporu. A Jezus spojrzał jej w oczy i rzekł „idź i od tej chwili już nie grzesz”
    Co zobaczyła w oczach Jezusa, że zmieniła swoje życie? – MIŁOŚĆ
    A co zobaczy taki LGBT-owiec, kiedy spojrzy w Twoje oczy? Miłość czy nienawiść, błogosławieństwo czy przekleństwo, życie czy śmierć?
    Zapewniam Cię, że wielu jak ich nazywasz LGBT-owców pragnie Boga nie mniej niż Ty i ja. Ale nie radzą sobie ze swoją seksualnością, tak jak Ty nie radzisz sobie ze swoją grzesznością. O zapomniałem skoro rzucasz kamieniami to może nie masz tego problemu? „tylko plują na Kościół i chrześcijan…” tak bardzo boisz się oplucia, że zapomniałaś o Jezusie? Czy Jemu nie pluli w twarz? Więcej, dał się zabić, abyś Ty mogła żyć? A Ty boisz się oplucia?
    Będą pluć, bo my plujemy na nich, przez garstkę aktywistów nakręcających biznes na cudzym nieszczęściu. Sformółowanie LGBT-owiec brzmi odrażająco, tylko z szacunku dla uczestników tego forum nie napiszę jak można nas nazywać odnosząc się do naszej seksualności.

    #65 St(r)ach
  66. #62
    Ka,
    samo słowo „nieprzyjaciel” określa tego, który nie jest przyjacielem. Przyjaciel to ktoś, kto dobrze Ci życzy zaś nieprzyjaciółmi mogą być nawet najbliżsi domownicy.
    Nie należy „nieprzyjaciela” utożsamiać z „wrogiem”. Dla mnie zasada jest dość prosta.
    Spotykam mnóstwo obojętnych mi osób, dla których i ja jestem obojętny. Tych ludzi nazywam nieprzyjaciółmi. Nieprzyjaciel to ten kto nie jest moim przyjacielem. Pytanie, czy wszyscy muszą być moimi przyjaciółmi i czy „ja” muszę być dla wszystkich przyjacielem? Wroga mam tylko w szatanie/demonie/, którego z całego serca nienawidzę a co więcej brzydzę się nim.
    janusz

    #66 baran katolicki
  67. Ad #65 St(r)ach
    Bardzo dziękuję za ten komentarz.
    Zachęcam do dalszego przedstawiania tej trudnej kwestii i stojących za tym trudnych sytuacji życiowych konkretnych ludzi oraz tego, że nie zawsze i nie wszyscy są gotowi to zrozumieć i właściwie być pomocnymi.
    Pozdrawiam
    Bp ZbK

    #67 bp Zbigniew Kiernikowski
  68. #59
    Grzegorzu,
    kto jest autorem tych trzech etapów stworzenia człowieka? Sam wiesz, że nie ma miłowania bez „ja” i „ty”. „Ja” nie może samo siebie miłować. Podobnie i „ty” nie jest zdolne do miłowania samego siebie. Miłość potrzebuje „ja” i „ty”. Miłość w działaniu jest relacyjna ale by zaistnieć potrzebuje „osób” dysponujących wolną wolą. Przedmioty nie mogą się miłować, podobnie zwierzęta i rośliny, które będąc stworzone z prochu ziemi/materii/ nie potrafią się miłować bo nie są osobowe/podmiotowe/. Nie mają w sobie tego człowieczego „ja”, które upodabnia nas do Stwórcy.
    Grzegorzu, człowiek nie jest działaniem lecz jest działającym „ja” z woli Stwórcy.
    janusz

    #68 baran katolicki
  69. #58
    Jestem gotów się z Tobą zgodzić, uznając jednocześnie że za całym uprzedmiotowieniem człowieka (min.seksualność ) stoi szatan .
    Ale jednocześnie w naszych relacjach z osobami homoseksualnymi nie szukamy w Kościele Katolickim sposobu jak takim osobom pomóc, jak przepracować ich cierpienie, nie ma żadnej prawdziwej edukacji o homoseksualizmie, jest tylko negacja, nawoływanie do zmiany sposobu życia, obstrukcja, poniżanie itp. Poniekąd odrzucając Ich od Kościoła sami wpychamy Ich w szpony organizacji LGBT i całego tego biznesu. Dajmy im to czego potrzebują, i nauczmy Ich czym jest prawdziwa miłość, anie jej namiastka proponowana przez organizację.

    #69 St(r)ach
  70. #65
    St/r/achu,
    mocno przesiąkłeś „sprawiedliwością”, która wszystko usprawiedliwia. Protestancka to mentalność nie mająca z świętą Wiarą rzymskokatolicką nic wspólnego. Tak jak usprawiedliwiasz grzech sodomitów tak też zasłaniasz się fałszywą tolerancją, którą mylisz z miłością. Lgbt+ nie ma nic wspólnego z tolerancją i żadną miarą nie może być akceptowane w wierze katolickiej. W zaufaniu protestanckim człowiek jako człowiek jest doszczętnie zdeprawowany/grzeszny/.
    Człowiecze”ja”, dla wieczności nie istnieje. Osobą mającą rozum, pamięć i wolę jesteś tylko w doczesności zaś w wierze/wieczności/ jesteś tylko przypadłością na Bogu/Stwórcy/. Jesteś obcym ciałem na Ciele Boga? Jesteś tylko rzeczą, przedmiotem ale nie jesteś PODMIOTEM. Dlaczego mamy roztkliwiać się nad lgbtowcami pomijając innych grzeszników takich jak mordercy, złodzieje, prostytutki, cudzołożnicy, itd. Dlaczegóż by i aktywnych morderców nie usprawiedliwić fałszywym miłosierdziem? Po co karać złodziei? Niechaj sobie kradną ile chcą nawet w strukturach kościelnych.
    Czymże jest miłość w mentalności kogoś kto wszystko usprawiedliwia sam nie ponosząc osobistych konsekwencji takiego usprawiedliwienia? Chcesz pomóc grzesznikowi wyjść z jego grzechu to zaoferuj się przed Bogiem i weź jego grzech na siebie. Zostań gejem w zamian za umiłowanego geja. Jaki problem? „Nie radzą sobie ze swoją seksualnością”?
    Wybacz ale taka bezsilność jest owocem grzechu ciężkiego w którym ci chorzy trwają bo chcą trwać. Grzech ciężki automatycznie wyklucza człowieka z świętego Kościoła rzymskokatolickiego. Powrót następuje tylko po przez konfesjonał gdzie sakramentalnie grzeszni zostaje świętym. Nie jest li tylko okryty świętością ale zostaje wlana w człowiecze”ja” łaska uświęcająca, która czyni to człowiecze”ja” przepięknym, cudownym, świętym i bardzo ale to bardzo dobrym.
    janusz

    #70 baran katolicki
  71. #57
    Basiu,
    Bóg Cie bardzo mocno miłuje ale czy Ty miłujesz Boga grzesząc? Czy miłujesz Boga upierając się przy swojej grzeszności? Każdy grzech Bogu śmierdzi i to bardzo mocno. Bóg nienawidzi grzechu i brzydzi się grzechem. Nie Ty śmierdzisz ale to grzech cuchnie w Tobie.
    Basiu, „jesteś” święta, cudowna, bardzo dobra. To „Ty” jesteś a nie grzech w Tobie. Grzech nie jest Tobą. Grzech jest intruzem/obcym/ w Tobie i na Tobie. Nie utożsamiaj się ze swoim grzechem. Patrz na siebie i na innych tak jak widzi Stwórca.
    janusz

    #71 baran katolicki
  72. #65
    St(r)ach-u,
    …piszesz jak byś mnie dobrze znał – czy twoje sądy są wiarygodne?
    …co by zobaczyli w moich oczach ? – zależy co by mówili i jak się zachowywali : od uczucia pełnego miłości , przez próbę rozmowy,po zniechęcenie do ich towarzystwa i milczące odejście…
    … mam bliską znajomą zwolenniczkę lgbt-owców – nie są „świętymi krowami” i mogę ich tak nazywać , mając na uwadze ich ideologię i zachowania –
    …ta znajoma sama ma skłonności lesbijskie mimo ,że ma męża i dzieci. Często w rozmowach dotykamy tematu Boga /miedzy innymi, że Pan Bóg ją kocha i cierpi z powodu grzechów / ale jej poglądy lgbt-owskie tworzy swoistą „skorupę”przez którą nie idzie się „przebić”. Pomimo tego „pancerza” , lubię ją i często ich odwiedzam . Mąż jej, jest praktykującym katolikiem ale niestety popełnia błędy w swoim małżeństwie sakramentalnym- obecnie przeżywają głęboki kryzys…

    …lgbt-owcy są ludżmi i jako ludzi , obliguje ich etyka i moralność…
    …dlaczego chcą narzucać całemu światu swoje zachowania, ideologie, która ma swój początek w New Age- lata 60-70-te czy nawet wcześniejsze…
    …nie rzucam kamieniami ale tak ich odbieram – dobro , nazywam dobrem , a zło , złem – mam na myśli zachowania konkretnych ludzi…
    … jeśli chodzi o „oplucie” to mam na myśli wymyślanie bzdurnych, nieprawdziwych kłamstw na temat konkretnych osób lub Kościoła jako instytucji…
    …czynione zło , wszędzie,powinno być nazwane a dobro – chronione…
    …gdybym miała skłonności erotyczne do kobiet – leczyła bym się i znosiłabym to jako krzyż…

    #72 niezapominajka
  73. Ad 65
    Przez lata ludzie z odmiennością seksualną żyli spokojnie w Polsce.
    Konflikt nakręcają inne środowiska. W sposób perfidny są wykorzystywani.
    Wszystko po to, by zwalczać Kościół Katolicki.
    Naród Polski ściśle związany z Kościołem od lat jest prześladowany.

    #73 lemi
  74. St(r)ach-u,
    nie „potępiam ” ich choroby ale to, co robią z tymi skłonnościami, do czego się dopuszczają.
    Jest to bardzo delikatna sfera uczuć i odczuć i przyznaje, że ostro „pojechałam ” ale wydaje mi się, że wypaczają swoimi paradami poszukiwanie, jak twierdzisz tak jak ja i ty, swego Stwórcy i Miłosiernego Boga…
    …indywidualne tragedie, szukających „wyjścia”- „kochających inaczej” – są tymi, które potrafię zrozumieć i współczuć okazując im sympatię /miłość?/
    …co do mojej grzeszności, to wybacz ale Pan Bóg zna mnie lepiej niż ty 🙂 …

    #74 niezapominajka
  75. #66
    Ale skąd traktowanie np. nieznajomego na ulicy jako nieprzyjaciela?
    Skąd ten nieprzyjaciel, przecież może to być osoba która wszystkim wokół mimo że osoby te bliżej jej nieznane, jak najlepiej życzy.
    Nie rozumiem takiego podziału, a już zgrozą są takie nauki.
    To są osoby bliżej mi nie znane, ale nie nieprzyjaciele /nieprzyjaciel zawsze kojarzy się z wrogiem.
    Rozumiem już skąd wzięła się moda na wrogów. Chodzi o to by strach w człowieku przed człowiekiem siać? Chyba Cię pogięło jeszcze raz powtórzę/.

    #75 Ka
  76. #64
    „Jeżeli dostaną prawdziwą miłość w kościele, to nie pójdą szukać jej na paradzie”.
    Też tak uważam.

    #76 Ka
  77. #51
    „Człowiek to mężczyzna i kobieta. Nic po za tym w człowieku nie istnieje.”
    Stworzenie człowieka mężczyzną i kobietą to jedno a drugie to to że Bóg przewidział w swoim dziele stwórczym kształtowanie się cech płciowych w trakcie rozwoju psychicznego i fizycznego człowieka. A tutaj już jest wielkie pole do popisu dla samego człowieka i jego fantazji. To raczej nie budzi żadnych wątpliwości. Zatem uznać należy, że to my sami jesteśmy odpowiedzialni za ukształtowanie właściwej orientacji seksualnej człowieka.
    Powinniśmy zatem jako świadomi chrześcijanie wziąć za to odpowiedzialność a nie wytaczać sztandary walki z „tęczową zarazą”
    Nauczmy Ich czym jest prawdziwa miłość i jak przeżywać swoją odmienność w świetle historii zbawienia. Tworzymy jako ludzie kościoła „potwora” a później mamy pretensję że „potwór” żyje. Całkowicie jako Kościół zaniedbaliśmy kwestię nauczania czym jest homoseksualizm, jak powstaje, jakie są jego źródła. Przecież osoby homoseksualne nie „rodzą się” w związkach homoseksualnych a heteroseksualnych i to często bardzo bogobojnych.
    W kościele jesteśmy w stanie tolerować grzechy wychowawcze rodziców, ale już „płód” w wyniku tego powstały usiłujemy poddać aborcji. Jedyną naszą reakcją na osoby homoseksualne jest negacja. Nie ma edukacji i nie ma formowania chrześcijańskiej postawy wobec osób homoseksualnych, a brak edukacji i znajomości tematu budzi lęk i wykluczenie.
    Ostatnio w trosce o poprawność zakazano osobom o skłonnościach lub orientacji homoseksualnej wstępowania na służbę Pana. Czyż powołanie może być zależne od orientacji seksualnej, czy to może ograniczać Boga. Owszem potrzebna jest selekcja co do czystości intencji wstępowania do seminarium, ale najważniejsze jest właściwe przeżywanie swego powołania. Czy homoseksualny ksiądz nie byłby najlepszym strażnikiem właściwego wychowania w rodzinach, wrażliwego na błedy których sam doświadczył, albo najlepszym pasterzem osób tym dotkniętych? Te braki powodują lęk i wykluczenie.

    #77 St(r)ach
  78. # 71
    Janusz
    A miałeś pisać o sobie. 🙂
    I znowu napisałeś o mnie 🙁

    #78 basa
  79. # 71
    Janusz
    Jeszcze raz przypomnę pytanie:
    To kim jesteś „w grzechu i po grzechu”?

    #79 basa
  80. #79
    Basiu,
    odpowiedziałem najszybciej jak mogłem i jak potrafiłem. „#28
    Basiu,
    „ja jestem” święty. W grzechu i po grzechu „nie jestem” święty. Moja świętość to moja tożsamość. Na tyle „jestem człowiekiem” na ile jestem święty. Dzisiaj mówić o swoim „ja” w pozytywny/święty/ sposób to pycha. Dzisiaj odziera/okrada/ się człowieka z osobowego „ja”. Tak jak Stwórca/Bóg/ mówi o Sobie „Ja Jestem, który Jestem” tak też każdy człowiek z racji swojego człowieczeństwa może powiedzieć o sobie „ja jestem, bo Ty Jesteś”. Jeśli On Jest Święty to i ja jestem święty”.
    Czy Ty czytasz co do Ciebie piszę?
    Basiu, w grzechu jestem „burą świnią”. Po grzechu nadal śmierdzę jak bura świnia. Przepraszam wszystkie naturalne świnie, które z racji swojej świńskiej natury są bardzo dobre. Ja człowiek mam być bardzo dobrym człowiekiem/świętym/ a nie „wredną” świnią/grzesznikiem/. Grzech to świństwo a nie człowieczeństwo.
    Basiu, jaka jest różnica pomiędzy świnią a człowiekiem?
    Grzegorz, widzi ją w działaniu czyli w tym co oznacza „jestem”. Wciąż nie wie dzisiejszy Katolik kim „jest”. To, że człowiek „jest/istnieje/” nie wymaga wyjaśnień. Kim jest współczesny człowiek pozbawiony własnego „ja”? „Ja jestem” to cały człowiek stworzony według zamysłu Stwórcy/Kreatora/.
    Grzegorz, widzi swoje podobieństwo i obraz Przenajświętszego Stwórcy w tym , że „jest” ale kim „jest” okradziony z własnego „ja”?
    janusz

    #80 baran katolicki
  81. #76
    Ka,
    co to „jest” prawdziwa miłość?
    Jak rozpoznajesz Prawdę/Boga/ w swoim miłowaniu?
    janusz

    #81 baran katolicki
  82. #75
    Ka,
    Biblię napisali Izraelici. Nie ma w Biblii autora spoza Izraela.
    Kim jest współczesny Izrael? Kim „jest” Biblijny/człowieczy/? W mentalności Izraela bratem i siostrą w wierze są tylko wybrani, predestynowani przez Stwórcę do „bycia” człowiekiem. Reszta to goje/szatańskie klony.
    Ka, ta ideologia/mentalność/ dzisiaj jest w protestantyzmie wszelkiej denominacji. Reformacja i protestantyzm deformuje człowieka do poziomu „goja”. Taka jest Unia europejska. Europa nie jest katolicka lecz lewacka/protestancka/. Dlaczego tak się stało doskonale wie Ksiądz Biskup skoro „jest” Biskupem. Dlaczego milczy, dlaczego nie mówi jasno, co jest a czego nie ma?
    Ka, chyba rzeczywiście mnie poniosło.
    Pozdrawiam
    janusz

    #82 baran katolicki
  83. #77
    Stachu,
    piszesz: „Bóg przewidział w swoim dziele stwórczym kształtowanie się cech płciowych w trakcie rozwoju psychicznego i fizycznego człowieka”.
    Kompletna bzdura. Stwórca stworzył człowieka bardzo dobrym człowiekiem. Bardzo dobru człowiek nie potrzebuje ewolucyjnego procesu, bo jest bytem ukończonym/bardzo dobrym/.
    Czy znasz coś lepszego od bardzo dobrego?
    Stachu, jeśli coś lub ktoś jest bardzo dobry, to po co to coś lub tego kogoś nieustannie ulepszać?
    janusz

    #83 baran katolicki
  84. #72
    „….gdybym miała skłonności erotyczne do kobiet – leczyła bym się”
    To ciekaw jestem do jakiego lekarza byś poszła?
    Ja widzę to tak. Cały czas rozmawiamy o czym innym.
    Ty mówisz co Oni muszą zrobić aby przyjść do Boga (Kościoła), a ja się się zastanawiam, co my musimy zrobić, aby oni chcieli przyjść do Kościoła?
    Zapewne o tym wiesz, ale Jezus Chrystus przyszedł do chorych a nie do tych co nie potrzebują lekarza.

    #84 St(r)ach
  85. #73
    Wybacz, jeśli moją wypowiedź odebrałaś jako próbę oceny, nic z tych rzeczy.
    Zadałem Ci tylko serię pytań, co Ty/my możemy zrobić aby pomóc poranionemu wędrowcowi. Według mnie nie możemy być jak kapłan czy lewita i przejść na drugą stronę widząc konającego, a raczej jak Samarytanin zabrać Go do gospody (kościoła), opatrzeć rany (ewangelia) i zostawić coś (wspólnota) gdyby było mało.
    Twoje odpowiedzi mówią: wstawaj chłopie, ogarnij się, a jak już będziesz czysty to może pogadamy. Wybacz ja chcę Kościóła Jezusa Chrystusa. Ja nie pytamo homoseksualistów, ja pytam o Ciebie, jaką ewangelię głosisz?
    Jeśli zechcesz to zobacz 5 minutowy film kard. Krajewskiego na temat jak powinniśmy traktować homoseksualistów, pewnie Ci się nie spodoba, a może.

    #85 St(r)ach
  86. #81
    1/ Szczerość serca /w intencji i deklaracji, a objawia się to miłosnym drgnięciem/.
    2/ Słucham
    #82
    Deformować potrafi też katolicki współwyznawca /szczególnie jak zauważa interes/. Reguły nie ma.
    #83
    „„Bóg przewidział w swoim dziele stwórczym kształtowanie się cech płciowych w trakcie rozwoju psychicznego i fizycznego człowieka” – nie zrozumiałeś wypowiedzi /albo by zamataczyć, udajesz/

    #86 Ka
  87. #83
    Masz o tyle rację, że zbytnio uprościłem, pisząc cech płciowych miałem na myśli cechy do nich przywiązane tj. emocje, psychika, i inne które mają wpływ na kształtowanie się odczuć. Przepraszam.
    Owszem nikt nie ma wątpliwości, że człowiek jest dziełem bardzo dobrym. Mimo to podtrzymam zdanie, że odczucia w tym seksualne kształtowane są w trakcie rozwoju psychicznego i fizycznego człowieka. W raju widzimy dorosłych ludzi, ale już ich dzieci musiały rosnąć i nabywać również odczuć. Z nauką nie ma co dyskutować, przecież dziecko w łonie matki nie ma odczuć seksualnych.

    #87 St(r)ach
  88. # 80
    Janusz
    A więc przyznajesz, że jesteś grzesznikiem?

    #88 basa
  89. #80
    Janusz
    Jaka jest różnica między człowiekiem a świnią?
    Świnia nie grzeszy. 🙂

    #89 basa
  90. Janusz
    Ale Bóg i tak cię kocha. 🙂
    On zna twoją słabość i wie, że sam sobie ze swoją grzesznością nie poradzisz. On nie pogardza tobą i chce ci pomóc. 🙂
    Przestań więc pogardzać sobą i innymi grzesznikami. Twoja i moja godność pochodzi od Boga. 🙂
    Bóg cię kocha! 🙂

    #90 basa
  91. Na ostatnią Liturgię Słowa moja grupa przygotowywała temat: siła-potęga-moc.
    Bracia wybrali czytanie z Iz 30,15-18
    Nie byłam zbytnio z tego wyboru zadowolona, bo mi się wydawało, że jest nie na temat i Pan sprawił, że wylosowałam wprowadzenie do tego czytania.
    Jednak, gdy zaczęłam się wczytywać, zobaczyłam, że było na temat. 🙂 Ale tak na prawdę zrozumiałam je dopiero na Liturgii, gdy przeczytałam słowa: ” Lecz Pan czeka, aby okazać wam łaskę”. Uderzyły mnie słowa PAN CZEKA.
    Bóg tak bardzo szanuje moją wolność, że pozwala mi, abym spróbowała ratować się swoimi siłami, chociaż dobrze wie, że mi się to nie uda. I czeka, abym zrezygnowała z polegania na swoich siłach, ale zaufała Jemu, Jego potędze. 🙂 Bo On ma moc wyciągnąć mnie z każdej opresji, z każdego grzechu. 🙂

    #91 basa
  92. #77 St(r)ach-u,
    Pan Bóg przewidział ludzką przewrotność i każdy grzech…
    …czystość w strukturach kościelnych zależy od czystości powołanych do służby Panu Bogu…
    …nie dałabym pod opiekę swoich dzieci na przykład pedofilowi lub innym osobom niewiarygodnym…
    …ufam mądrości Kościoła współczesnego…

    #92 niezapominajka
  93. #89
    Basiu,
    świnia nie grzeszy bo nie jest osobą i w swojej naturze nie ma świadomości własnego „ja”. Proponuję by zamienić w świadectwie o sobie słowo „jestem grzesznikiem” na „jestem świnią”. „Zgrzeszyłem” na „zeświniłem się”. Taka zamiana lepiej pomoże współczesnemu człowiekowi zrozumieć co to takiego „grzech”.
    Basiu, od teraz mów innym „jestem świnią”. „Bóg kocha taką świnię jak ‚ja”.
    janusz

    #93 baran katolicki
  94. #87
    Stachu,
    płciowość człowieka jest darem Stwórcy a nie wytworem ludzkich odczuć/wrażeń/. To Stwórca decyduje o płci człowieka planując każdego indywidualnie w swoim Boskim Rozumie. Stwórca doskonale wie jaką płcią obdarować człowieka zanim zostanie poczęty w łonie matki natury.
    Płciowość ludzka nie jest tylko rzeczywistością biologiczną. Należy ją rozumieć komplementarnie jako rzeczywistość bardziej duchowa. Nie kombinujmy i nie ulepszajmy samych siebie po swojemu.
    janusz

    #94 baran katolicki
  95. #86
    Ka,
    Stwórca przewidział naszą płeć zanim poczęła nas matka. To On ustalił kto ma być kim. Są tylko dwie możliwości. Kobietą być albo mężczyzną. Płciowość w duchowym wymiarze to mężczyzna dla kobiety a kobieta dla mężczyzny. Dopiero w relacji z kobietą mężczyzna odkrywa swoją męskość. Podobnie i kobieta w zdrowej relacji z mężczyzną odkrywa w sobie swoją kobiecość. Nie ma innych możliwości poznawczych własnego „ja jestem”. Ja jestem mężczyzną bo ty jesteś kobietą. Proste jak drut.
    janusz

    #95 baran katolicki
  96. #84 , #85
    St(r)ach-u,
    do jakiego lekarza bym poszła?
    … do dobrego psychologa i do jeszcze lepszego – do Kościoła, do wspolnoty…
    …jednakże aby wyjść z choroby, trzeba słuchać się lekarzy…
    …jaką głoszę Ewangelię?- nie jestem katechistką i mogę tylko rozmawiać życzliwie ogólnie, a gdy widzę taka potrzebę i o Panu Bogu Miłosiernym…
    … gdybyś mógł przesłać link na poruszany temat- film Krd. Krajewskiego …
    … też tak uważam jak ty, /taka jest moja wiedza /, że seksualności uczy się człowiek od dziecka, a jeżeli jest obciążony chorobą, winien się leczyć i potrafić godnie z nią żyć…
    … Pan Bóg każdemu człowiekowi dał wolną wolę i stale dokonujemy wyborów między dobrem a złem, między tym, co się Panu Bogu podoba a tym co jest w sprzeczności z Bożą wolą, miedzy altruizmem a egoizmem itd.

    #96 niezapominajka
  97. #93
    Janusz
    Bóg i tak cię kocha. 🙂
    Niezależnie od tego, czy nazywasz siebie świnią czy grzesznikiem. 🙂

    #97 basa
  98. #96
    https://m.youtube.com/watch?v=8HSEh8KkrwA&t=133s
    Powyżej wspomniany link.
    Miło mi, że w wyniku naszej dyskusji zbliżamy się do Boga. Wierz mi, że od pierwszego przeczytanego zdania na ten temat w Twoich wypowiedziach musiałem Cię pokochać aby móc Z Tobą rozmawiać.
    Owszem psycholog a raczej psychoterapeuta to jedyny kierunek. Terapia wzmocniona wiarą może przynieść oczekiwane rezultaty, ale nie musi. Poznałem osoby które po długoletniej (kilka, kilkanaście lat) terapii prowadzonej przez silnie ugruntowanych w Bogu terapeutów, potrafili kontrolować swoje odczucia homoseksualne, a nawet całkiem zostały wygaszone.
    Wierz mi jest to prawdziwa droga przez mękę i udaje się to jedynie ok.30% osób homoseksualnych które nie godzą się z tymi sklonnościami. Reszta mimo wielkim wysiłkom nie daje rady. Terapia polega nawywleczeniu ze swojego wnętrza wszystkich emocji, przeżyć,ran i nie wiem czego jeszcze, przepracowanie tego i uświadomienie sobie jakie to niesie skutki w ogólnie mówiąc osobowości. Często muszą w tym uczestniczyć osoby, które odpowiadają za wyrządzone szkody. Terapia jest odkrywaniem najbardziej skrywanych tajemnic i wewnętrznych dramatów, co niesie ze sobą ponowne cierpienie i ponowne przeżywanie wielkich dramatów które złamały mu życie.
    Nie jest to choroba w klasycznym ujęciu tego słowa, ale odmienność spowodowana wieloma nakładającymi się czynnikami wewnętrznymi powodujących odminne odczucia seksualne. Jest to proces dziejący się zupełnie poza świadomością danej osoby i nie ma ona na to żadnego wpływu. Nawet jak Janusz powie inaczej.
    Teraz wracając do początku naszej dyskusji. Wszystkiego tego można próbować jak się wie o takiej możliwości, a zapewniam Cię że Ci którzy są poza kościołem o tym nie wiedzą. Mało który o tym wie, który jest w kościele.
    Zapytaj swego księdza parafialnego jak możesz pomóc znajomemu homoseksualiście zobaczysz jaka będzie odpowiedź. Dlatego wpuśćmy ich do kościoła, poznajmy ich z Bogiem aby mogli się przekonać, że plan stwórczy przewidziany dla nich był zupełnie inny i że można do niego wrócić.
    W przeciwnym wypadku Bóg to dla nich nic nieznaczące słowo.
    Z racji urodzin życzę Ci światła Chrystusa na Twoje życie.

    #98 St(r)ach
  99. #97
    Basiu,
    Stwórca powołuje każdego człowieka do istnienia zanim się ten człowiek urodzi w ciele. Wymyślił i mnie na Swój obraz i Swoje podobieństwo. Nie wymyślił „Janusza” grzesznym, ale świętym. Co to znaczy święty „Janusz’? To znaczy, że „Janusz’ jest osobą substancjalną, a nie jak to ksiądz Tischner wymyślił osobową przypadłością.
    Basiu, mój problem jest ściśle związany z poznawaniem Prawdy nie tylko o sobie ale i o Stwórcy i innych stworzeniach.
    Dzisiaj, personaliści katoliccy dwoją się i troją jak to pogodzić protestantyzm z katolicyzmem.
    Jak być zarówno grzesznym i świętym. Być jednocześnie substancją i przypadłością. Szkoda czasu na usiłowanie pogodzić tego co jest sprzeczne samo w sobie. Wybacz, ale pisałem jak leci we mnie.
    janusz

    #99 baran katolicki
  100. #99
    Janusz
    Czy nie szkoda czasu na filozofowanie?
    Pan Bóg Cię kocha! 🙂
    Zaufaj Mu! 🙂
    Pozwól Mu się poprowadzić. 🙂
    Pozwól, aby to Bóg czynił cię świętym. 🙂

    #100 basa
  101. #98
    St(r)ach-u,
    dziękuję za życzenia i za to, że potrafisz kochać innych – ale czy to nie twój warunek, by być z kimś w jednomyślności?
    …ja mam problem / jeszcze/ z kochaniem swych przeciwników z parad lgbt i totalnej opozycji…

    #101 niezapominajka
  102. #98
    Stachu,
    nie uleczysz grzechu bazując tylko na psychice/umyśle/ grzesznika. Chory/zniewolony/ jest duch człowieka grzeszącego. Tam musisz dotrze bo tam jest zatrute źródło duszy grzesznej. Stachu, kim ontycznie jest według Ciebie człowiek. Zdeprawowana psychika jest owocem zdeprawowanego ducha w duszy ludzkiej. Spróbuj zdefiniować współczesnego „człowieka”.
    janusz

    #102 baran katolicki
  103. #100
    Basiu,
    biblijny Pan Jezus Chrystus, to idealny i jedyny wzór prawej/zdrowej/ filozofii. Święty Paweł w apostolskich listach to czysta filozofia/mądrość/. Nie ma wiary bez filozofii. Wiara/cnota/ wlana w grzesznika a nie wiara/cnota/ która okrywa grzesznika jak biały śnieg gnojowisko.
    janusz

    #103 baran katolicki
  104. #100
    Basiu,
    „Pozwól, aby to Bóg czynił cię świętym”. Przecież Bóg/Stwórca/ stworzy mnie świętym człowiekiem. On mnie stworzył a nie stwarza. Dopóty dopóki nie uwierzysz swoim rozumem w swoją podmiotowość substancjalną nie dasz rady miłować Boga w innym od siebie człowieku.
    janusz

    #104 baran katolicki
  105. #70
    Januszu, piszesz do mnie: „mocno przesiąkłeś „sprawiedliwością”, która wszystko usprawiedliwia. Protestancka to mentalność nie mająca z świętą Wiarą rzymskokatolicką nic wspólnego.”
    Januszu, trudno jest dyskutować, gdy ktoś czytając czyjeś wypowiedzi interpretuje je według własnych wyobrażeń i sądów. W żadnym wypadku nie usprawiedliwiam niczego i nigdy nic takiego nie napisałem. Nie mówiąc już o tolerancji. Jeżeli jest inaczej pokaż, gdzie to jest.
    „Zostań gejem w zamian za umiłowanego geja. Jaki problem? „Nie radzą sobie ze swoją seksualnością”?
    Wybacz, ale taka bezsilność jest owocem grzechu ciężkiego, w którym ci chorzy trwają bo chcą trwać.
    Wybacz, ale Twoja znajomość zagadnienia wygląda na czysto teoretyczną i opartą na stereotypach rozpowszechnianych w środowiskach konserwatywnych i niestety często kościelnych. Zastanów się dobrze nad tym, co napisałeś. Chcą być jak to napisałeś wcześniej chorzy? Poznałem wiele osób homoseksualnych, głównie mężczyzn i żaden z nich nie chciał by być homoseksualistą i ledwo godzi się z sytuacją, w której się znajdują.
    Pewnie nie uwierzysz, ale proszę Boga, aby wybawił kogoś z tej odmienności, a zabrał z mego życia, co uzna za stosowne, i czasem mam wrażenie że wszedł ze mną w takie „przymierze ”
    #94
    To że dochodzi do odmienności, nie stoi w sprzeczności z dziełem stwórczym. Cały rozwój człowieka odbywa się etapami od momentu poczęcia aż do śmierci. To fakty potwierdzone przez naukę.
    Możesz to nazywać bzdurą, ale tak jest. Bóg zaplanował człowieka mężczyzną i kobietą i tak jest. Pozwolił jednak kształtować cechy poprzez wpływ środowiska i innych ludzi. I ten wpływ powoduje zaburzenia i odmienności. Być może w Twoim przypadku jest inaczej i od poczęcia masz odczucia seksualne a po urodzeniu pobiegłeś do komputera pisać swoje przeintelektualizowane komentarze na tym blogu. Jeżeli tak jest, to tylko potwierdzi, że u Boga nie ma rzeczy niemożliwych.

    #105 St(r)ach
  106. #101
    Miłość jest mi potrzebna, aby wogóle rozmawiać ze swoimi przeciwnikami, wyraża się to w przebaczeniu urazy (np. za obrażanie osób mi bliskich) i podzieleniu się tym, czym mogę się podzielić-stracić (w tym wypadku swoim doświadczeniem)
    A jednomyślność nie jest konieczna, wręcz przeciwnie.

    #106 St(r)ach
  107. #104
    Janusz
    A Pan Bóg i tak cię kocha! 🙂

    #107 basa
  108. #107
    Januszu
    I jesteś wśród nas bardzo kochany

    #108 grzegorz
  109. I ja Was miłuję. janusz

    #109 baran katolicki

Dodaj Komentarz






css.php