Tym skrótem myślowym: „pogrzebani i wskrzeszeni” można krótko ująć i wyrazić prawdę o życiu chrześcijańskim. Tak to słyszymy w dzisiejszym drugim czytaniu z Listu do Kolosan. Teologia tego Listu podkreśla aspekt dopełnienia się życia chrześcijańskiego. Przedkłada przed oczy chrześcijan to, co jest w ich życiu już otrzymaną łaską i udziałem w życiu Boga przez Jezusa Chrystusa. Czyni to, aby nie ulegali innym poglądom i praktykom, które na różne sposoby ukazują chrześcijaństwo jako przede wszystkim wysiłek ludzki i zdobywanie przychylności Boga przez stosowanie się do różnych przepisów i praktyk religijnych.

Z Chrystusem pogrzebani jesteście w chrzcie,
w którym też razem zostaliście wskrzeszeni
przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił.

Co to praktycznie oznacza „pogrzebanie”

Mamy więc wyraźne odniesienie do chrztu jako zanurzenia w tajemnicy Chrystusa. Ta prawda zostaje podkreślona prze określenie: pogrzebani. Autor wyraża tym samym definitywny aspekt tego, co staje się w chrzcie, kiedy z racji wiązania się z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, zostaje przywołany także aspekt pogrzebania, czyli grobu.

To właśnie grób stanowi ów konieczny moment zerwania z tym co było przeszłością życia według własnej koncepcji, by wejść w nowy etap. W chrzcie ten udział w tym przejściu przez grób (przez pogrzebanie) dokonał si w sposób sakramentalny. Trzeba, aby chrześcijanie o tym pamiętali, e niejako stale żyją z pamiątką (pamięcią) tego grobu, a więc zamykania tego, co było owocem działania według koncepcji starego człowieka.

Wiadomo, że ten „stary człowiek” w praktyce codziennego życia stale się odzywa i chce dobierać się do głosu i wykazuje swoje działanie. Sakrament bowiem to nie magia, ale wprowadzania człowieka w świadome przeżywanie tajemnicy Jezusa Chrystusa. Trzeba więc, aby do tego wracał, co otrzymał na chrzcie. Aby sobie przypominał i korzystał z tego „zamkniętego grobu”, z tego grzebania. To zależy od pamięci i od woli. To zależy od tego, czy i na ile chrześcijanin pielęgnuje w sobie ten związek i chce w nim pozostawać.

Za tym pojęciem pogrzebanie kryje się wiele spraw i aspektów życia chrześcijańskiego. To nie tylko jakeś umartwianie się siebie – chociaż to jest także. Czasem jednak pewne formy ascetyzmu przeradzają się w jakież hołdowanie samemu siebie i skażoną pychą wyniosłość. Za tym obrazem „pogrzebania” stoi przede wszystkim gotowość chrześcijanina na to, by inni z nim czynili to, co z nim chcą czynić. Pogrzebu bowiem nikt nie wyprawia sobie samemu. Czyni to inni. Może to wydawać się trochę radykalne czy wprost brutalne. W tym jednak należy szukać istoty naszych prawdziwych umartwień, które mogą stać się okazją do powstawania z martwych, do wskrzeszania.

Kiedy i jak dokonuje się wskrzeszanie ?

Trzeba od razu i prosto powiedzieć: Tak jak grzebanie, czyli składanie do grobu dokonuje się przez działanie innych, tak też wskrzeszanie, czyli wychodzenie z grobu i wchodzenie w nowość życia dokonuje się też nie mocą samego pogrzebanego. Nie dokonuje się mocą samego siebie. zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił

Apostoł wyraża to dalej w słowach wskazując na działanie samego Boga właśnie przez Sakrament:

I was, umarłych
na skutek występków i «nieobrzezania» waszego grzesznego ciała,
razem z Nim [Chrystusem] przywrócił do życia.

W dalszej części Apostoł precyzuje to wskrzeszenie jako wprowadzenie w życie przeniknięta darem przebaczenia. Naturalnie chodzi o przebaczenie, które zostaje obwieszczone przez Ewangelię, Dobrą Nowinę i przyjęte w Sakramentach. Prawdziwość przyjęcia tego przebaczenia weryfikuje się w życiu chrześcijan przez niesienie przebaczenia właśnie tym, którzy okazali się na jakiś sposób i w jakieś mierze sprawcami doświadczenia grobu. Jest to krzyż czy niesprawiedliwość jakich się doświadcza i które chce się zazwyczaj jakby wyrównać przez przepisy prawa. Ta logika dochodzenia swego została w Jezusie Chrystusie przybita do krzyża:

Darował nam wszystkie występki,
skreślił zapis dłużny, przygniatający nas nakazami.
To właśnie, co było naszym przeciwnikiem,
usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.

Chrześcijanie korzystają z przebaczenia i niosą przebaczenie. Są świadkami życia płynącego z mocy Tego, który jako „Pierworodny spośród umarłych” żyje i udziela swej mocy tym ,którzy w Niego wierzą.

Życie wskrzeszonych

Życie wskrzeszonych mocą Jezusa Chrystusa przyjętą w sakramencie chrztu i stale przyjmowaną w pozostałych sakramentach i w uległości Słowu Boga to życie w przebaczeniu. Praktycznie oznacza to stałe doświadczenie godzenia się na „pogrzebania” własnego ja przez innych i wchodzenia w nowe życie przez przebaczenie dzięki mocy Zmartwychwstałego Pana.

Zmartwychwstanie bowiem, to złamanie wszelki „przepisów i przewidywań. Zmartwychwstanie to zaskoczenie i niespodzianka. To nowość dokonująca się w przełamywaniu siebie przy pomocy (przy okazji działania innych często nam obcego i nie po naszej myśli) i w przyjmowaniu mocy Boga, który Go wskrzesił Jezusa z martwych. Jest to stale zwycięski „dialog” dokonujący się wśród grzeszników, którzy poznają moc Boga działającą przez przebaczenie.

Bp ZbK


Rss Komentarze

18 komentarzy

  1. Ilu sprawiedliwych było wśród uczestników marszu Sodomitów i Gomorytów w Białymstoku? Może 40, być może 30 , jest też możliwe , że 20 albo 10.
    Możemy mieć też uzasadnione obawy, że nie było tam ani jednego sprawiedliwego.
    Na pewno jednak jest Jeden Sprawiedliwy, Ten Który Jest i ze względu na Niego możemy wśród ataków na Kościół, naszą wiarę, jej symbole być mocni przebaczeniem i troskliwą miłością wobec naszych braci i sióstr. Oni nie inaczej jak my kiedyś błądzą, a mogą przez nas żyjących blaskiem orędzia paschalnego, otrzymać nadzieję na wyrwanie z krainy umarłych i życie o jakim dotąd nie słyszeli.

    #1 grzegorz
  2. #1
    Grzegorzu,
    po czym poznajesz dzisiaj człowieka sprawiedliwego? Jakie kryteria stosujesz w ocenie/osądzie/ sprawiedliwości innych? Nawiązujesz do rzeczywistego wydarzenia w Białymstoku. Czy zdajesz sobie sprawę jakimi zabawkami jesteśmy dzisiaj w ręku obcych na kulturowo, już nie mówiąc religijnie , funkcjonariuszy szatana? Musiałbym Ci w oczy spojrzeć by zobaczyć co jest w Tobie. Widzę na odległość, żeś człowiek uczciwy i umiłowałeś Prawdę, Dobro i Piękno bardziej niż siebie samego. Nie zadajesz sobie sprawy, że tak naprawdę jesteśmy realnymi uczestnikami tego co wydarzyło się w biblijnym marszu Naszego Pana u kierunku Golgoty/krzyża/.
    Choć minęło od tego momentu/czasu/ dwa wieki to nadal go „uśmiercamy” tym razem pod chwalebnymi postaciami zwykłego chleba i wina. Uśmiercamy mimo mojego sprzeciwu świętą Eucharystię. Powiesz, że to tylko jarmarczna pamiątka a nie realna rzeczywistość.
    Grzegorzu, TEN, KTÓRY JEST BOGIEM jest realnie i rzeczywiście obecny dzisiaj pod postaciami chleba i wina tak jak był realnie i rzeczywiście obecny pod postacią człowieka. Taka jest moja wiara za ktrórą jestem gotów umrzeć w ciele obojętnie co z nim zrobisz. Śmierć dotyka tylko ciała a nie duszy CZŁOWIEKA.
    Pozdrawiam
    janusz

    #2 baran katolicki
  3. Bóg pogrzebał mnie razem z Chrystusem i razem z Nim zmartwychwstałem. Wiem to bo jak wcześniej pisałem jakbym nie pozwalał mi odejść od Siebie.
    Czasami jednak bym chciał odejść i spieram się z Nim ale On widać ma jakiś plan na moje życie.
    Czasami jakieś dziwne rzeczy się dzieją w moim życiu, które trudno wyrazić słowami.

    #3 chani
  4. „Pogrzebanie i wskrzeszenie”. Dobrze, że tak właśnie „prowokuje” Ksiądz Biskup istotę człowieczej egzystencji. Musimy umrzeć by żyć. Bez doświadczenia śmieci/grzechu/ nie ma nowego życia/zmartwychwstania/. Czy dobrze rozumiem intencję Księdza Biskupa? Dlaczego muszę umrzeć i być pogrzebany? Bo jestem grzesznikiem. Odpowiedź biblijnie prosta na pozór rzecz biorąc. Grzebany może być tylko trup, czyli ten, o którym stwierdzono, że „nie żyje”. W moich uszach gdy słyszę taką diagnozę w naturalny/katolicki/ sposób rodzi się sprzeciw. Jak to „nie żyje”? Czy człowiek może autorytatywnie stwierdzić, że drugi/inny/ człowiek „nie żyje”. Basia, jako wyszkolony lekarz pewnie zna kryteria życia i śmierci.
    Na jakiej podstawie dzisiaj jako Katolicy oceniamy/osądzamy/, że dany osobnik „nie żyje”?
    Księże Biskupie, żeby kogoś pogrzebać należy najpierw stwierdzić, że dana osoba „nie żyje”. Biblijne dinozaury nie miały tego problemu. Dla nich to było proste. Nie żyje bo zostało zniszczone jego materialne ciało. Nie mieli pojęcia o duszy człowieczej, która jest nie śmiertelna w wersji rzymskokatolickiej. Co w człowieku w sensie rzymskokatolickim/ odnoszę się do kultury łacińskiej/ stanowi o jego śmierci? Co to jest śmierć po rzymskokatolicku? Księże Biskupie, jakim prawem grzebiemy żywych/zdrowych/ Katolików i wcale nas to nie boli?
    Dlaczego „grzebiemy” realnie żywego Chrystusa pod postacią chleba i wina i zgadzamy się na wyrzucenie GO/Boga/ na współczesny śmietnik protestanckiej golgoty? Ostatnio z medialnej przestrzeni docierają do nas dramatyczne fakty, o uśmiercaniu/grzebaniu/ żywych kosztem umarłych. Życie człowieka rozgrywa się nie w ciele lecz w duchu. To tam zapadają ostateczne decyzje, wybory. Konsekrowaną Hostię można kupić za marne pieniądze przez internet. Konsekrowaną Hostię często odnajduje się wdeptaną w posadzkę kościoła lub wyplutą gdzie popadnie. Konsekrowaną Hostię można znaleźć w śmietniku razem z innymi odpadami. Czy jeszcze jesteśmy i na ile jesteśmy wierni „rzymskiemukatolicyzmowi”? Mamy do wybory różne systemy myślowe/różne mentalności/. Co wybierzemy na czasy ostateczne? Czy znajdzie ON w nas wiarę, która nas ochrzciła. Ksiądz Biskup wszystko sprowadza do Sakramentu Chrztu. To ma być w moim przekonaniu święty Chrzest rzymskokatolickim. Konkretna wiara i konkretne wyznanie wiary mające swój odpowiednik w rzeczywistości realnej. Nie róbmy „trzody” w „chlewie”.
    Pozdrawiam
    janusz

    #4 baran katolicki
  5. Na czym polegał grzech Sodomy i Gomory?
    Rdz 19,4: Zanim jeszcze udali się na spoczynek (Aniołowie pod postacią mężczyzn), mieszkający w Sodomie mężczyźni, młodzi i starzy, ze wszystkich stron miasta, otoczyli dom, 5 wywołali Lota i rzekli do niego: «Gdzie tu są ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru? Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić!»
    Marsze nietolerancji i nierówności są w rzeczywistości promowaniem grzechu Sodomy i Gomory.

    #5 lemi
  6. Januszu,
    Piszesz:
    „Grzebany może być tylko trup, czyli ten, o którym stwierdzono, że „nie żyje”. W moich uszach gdy słyszę taką diagnozę w naturalny/katolicki/ sposób rodzi się sprzeciw. Jak to „nie żyje”? Czy człowiek może autorytatywnie stwierdzić, że drugi/inny/ człowiek „nie żyje”.”
    Rzecz jest w tym, że stwierdzić, że nie żyjesz musisz Ty sam. Owszem, inni mogę Ci pomagać w rozeznaniu Twojej sytuacji, czasem są to przyjaciele, często jednak nieprzyjaciele. Właśnie „dzięki” nieprzyjaciołom najłatwiej stwierdzić,że jestem sam z siebie martwy. Nie jestem bowiem mocny kochać ich własnymi siłami, skoro nie mogę ich kochać, nie mam życia.
    Podobnie jak z alkoholikiem – on sam musi stwierdzić, jaki jest w rzeczywistości, dopiero wtedy możliwa jest terapia.
    Alkoholik często musi wiele przeżyć, aby uznać się za takiego. Pomocny wtedy jest ktoś, kto to przeszedł, przyjął terapię i uzyskał drugie życie trzeźwego alkoholika.
    My też musimy wiele przeżyć, aby uznać się za martwego – bezsilnego. Wtedy pomocny jest Jezus Chrystus, który sam został uznany za winnego, przeszedł śmierć i żyje. Daje nam drugie życie, a właściwie życie prawdziwe jako „wspólnota odkupionych grzeszników”.

    #6 grzegorz
  7. #4 Janusz
    Używając słów św. Pawła – Ks. Biskup mówi o uśmierceniu i pogrzebaniu starego człowieka we mnie, który sam najlepiej wszystko wie, a wskrzeszeniu nowego człowieka, który jest na podobieństwo Jezusa, który wyrzeka się swojej woli i pełni wolę Ojca aż do śmierci na krzyżu. Abym potrafiła tak jak On ze swojego krzyża przebaczać.

    #7 basa
  8. #6
    Grzegorzu,
    z całym szacunkiem ale nie wszyscy ludzie to alkoholicy. Nie na miejscu jest zrównywać normalnego grzesznika z nałogowym alkoholikiem. Choroba alkoholowa podobnie jak inne insekty zaczynają się niewinnie a doprowadzają do całkowitej degeneracji całego człowieka. Profilaktyka jest o wiele bardziej opłacalna od leczenia każdego nałogu, który kwitł latami za pozwoleniem innych. Alkoholikiem nikt się nie rodzi, podobnie i grzesznikiem nikt się nie rodzi. Nie każdy pijak to już alkoholik. Większość ludzi nie gardzi alkoholem ale to nie znaczy, że wszyscy z kieliszkiem w ręku to alkoholicy. Abstynencja jak mistycyzm nie każdemu pasuje. Wypić piwo będąc w sułtanie to przecież nie przestępstwo. Nie dajmy się zwariować temu światu. Jaki jest sen doprowadzać ludzi do wewnętrznej degeneracji samego siebie a później „swoich” ratować a pozostałych eliminować wyrzucając na społeczny śmietnik? Wyobraź sobie kogoś, kto latami trwa w nieczystości moralnej i jest wciąż tolerowany i akceptowany przez otoczenie. Wszystko to dzieje się pod szyldem uniwersalnego miłosierdzia. Wpis Księdza Biskupa generalizuje wszystkich w kluczu najpierw pogrzebanie a potem zmartwychwstanie. Zarówno pogrzebanie jak i zmartwychwstanie odbywa się bez świadomości „pacjenta”. To inni decydują zarówno o pogrzebaniu jak i zmartwychwstaniu. Trup nie ma tu nic do powiedzenia. W praktyce to wygląda bardzo brutalnie. Wspólnota ma całkowite prawo i władzę nad jednostką. Może kiedy chce „pogrzebać” swojego brata lub siostrę a później kiedy chce z powrotem go wskrzesić. Dobrze by był gdyby Ksiądz Biskup sprecyzował po katolicku na czym ma polegać owe „pogrzebanie”. Czytam:” Za tym obrazem „pogrzebania” stoi przede wszystkim gotowość chrześcijanina na to, by inni z nim czynili to, co z nim chcą czynić.” Po mojemu to „róbta co chceta ze mną”. Czy ktoś normalny na rozumie podpisze się pod takim hasłem? Czy ubierzesz koszulkę z takim napisem.”Rób co chcesz ze mną” i wyruszysz bulwarem pełnym ludzi z tego świata? Wiem, że jest tu sentymentalne odniesienie do tego co zrobiliśmy z Jezusem Chrystusem w Osobie biblijnego Nazarejczyka. Nie przeceniałbym tu ani tym bardziej bezkrytycznie autoryzował wszystkie pomysły wspólnoty, która nas otacza. Dojrzały Katolik w wierze nigdy nie da sobie uśmiercić/wyłączyć/ rozum choćby nie wiadomo jakie męki przechodził na ciele. Uśmiercenie i pogrzebanie rozumu jest samobójstwem własnej tożsamości. Proszę pamiętać, że śmierć i pogrzebanie dotyczy tylko ludzkiej cielesności zdeprawowanej grzesznymi zmysłami. Śmierć zarówno Pana Jezusa jak i nasza nie jest śmiercią duchową. Ducha człowieczego zabić i pogrzebać może jedynie Stwórca ale i taka śmierć nie jest Jego Wolą.
    janusz

    #8 baran katolicki
  9. #8
    „Wypić piwo będąc w sułtanie to przecież nie przestępstwo”.
    Nawet imprezować w klubie go-go w sutannie, to również nie przestępstwo /o ile kasa jest bo inaczej przymkną/.
    Kłania się raczej dobry obyczaj w powiązaniu z przyzwoitym wychowaniem.

    #9 Ka
  10. #8 Januszu,
    Piszesz: ”z całym szacunkiem ale nie wszyscy ludzie to alkoholicy. Nie na miejscu jest zrównywać normalnego grzesznika z nałogowym alkoholikiem.”
    Są takie koncepcje że człowiek, zwłaszcza ten religijny, zwłaszcza wyznający jak piszesz świętą katolicką wiarę, jest generalnie OK. Jedynie zdarza mu się czasami jakiś zły uczynek, który należy na tej pięknej katolickiej duszy wyczyścić, aby dalej świeciła na pohybel innowiercom, zwłaszcza heretykom i innym protestantom. Należy więc na chwilę dopuścić Pana Jezusa ze szmatką i Ajaxem aby tą odrobinę brudu myk, myk powycierał, ale broń Boże nic ponad to, bo po cóż Mu zawracać głowę niepotrzebnie. Niech się lepiej zajmie wymyślaniem kar dla tych zatwardziałych gejów i lesbijek, bo nic tak nie motywuje do przyjęcia naszej świętej wiary niż garść zasłużonych i niezasłużonych nieszczęść.

    #10 grzegorz
  11. #8
    Januszu,
    Piszesz: „Wpis Księdza Biskupa generalizuje wszystkich w kluczu najpierw pogrzebanie a potem zmartwychwstanie.”
    Czytamy o tym w 2 Liście do Kolosan. Paweł żył 2 tyś. lat temu i pisał do mieszkańców Kolosów. Ale czy tylko do nich? Kościół uczy, że jest to Słowo również do nas. (chyba nie będziesz wyzywał, tym razem Pawła od dinozaurów ?).
    Do nas, a więc całego Kościoła, w którym zostałeś ochrzczony.

    #11 grzegorz
  12. #9
    Ka,
    dobry obyczaj to kultura. Wypicie piwa w warsie po smaczym obiedzie nie jest powodem by pozbawiać konkretną osobę urzędu proboszcza.
    W #8 nawiązałem do Księdza Prałata Romana Kneblewskiego, który odważył się w Warsie wypić piwo będąc w sułtanie i dlatego w trybie natychmiastowym z woli „totalnej lewicy” przeszedł na przedwczesną emeryturę.
    Białystok się kłania z Księdzem Arcybiskupem dr. Tadeuszem Wojdą. Zapewne wiesz, o co biega i masz swój zdrowy osąd.
    Nie wiem, co to są kluby go-go dlatego nie będę się wypowiadał na ten temat.
    Krystyno, dla mnie Katolik wierzący w każdej sytuacji zachowa się jak trzeba. Kultura jest urzeczywistnieniem wiary. Nie można być człowiekiem kulturalnym a nie być klasycznym/łacińskim/ Katolikiem. Wypicie piwa w miejscu publicznym to kultura czy antykultura? Jak myślisz?
    janusz

    #12 baran katolicki
  13. #10
    Grzegorzu,
    jakie granice są pomiędzy człowiekiem religijnym a wierzącym. Wiara a religia jest jak teoria potwierdzona praktyką. Jakimi kryteriami decydujesz, że ktoś jest wierzący a nie praktykujący. Lub co gorsze, praktykujący a nie wierzący? Być OK dla człowieka to znaczy być Człowiekiem. Jakie realne kryteria stanowią według Ciebie o byciu człowiekiem, o jakości człowieczeństwa w konkretnej jednostce? Jak dzisiaj oceniasz człowieczeństwo w Człowieku lub Człowieka w jego człowieczeństwie?
    Grzegorzu, dochodzimy do zderzenia się kultury z antykulturą. Każdy osobiście musi wybrać jeśli potrafi czy pójdzie szeroką drogą permisywnej wolności czy też da się ograniczyć katolickiemu obowiązkowi i ponieś konsekwencje własnych wyborów. pierwsza wersja jest proklamowana w reformacji druga w katolicyzmie. Co wybierzesz dla siebie to będzie twoje i takim się staniesz.
    janusz

    #13 baran katolicki
  14. #13
    Januszu,
    Chrześcijanin godząc się na pogrzebanie we chrzcie, uzyskuje w Zmartwychwstałym życie w wolności dziecka Bożego. Zostaje zmazany zapis dłużny a więc niewolnik ( żyjący w i z obowiązku ) staje się człowiekiem wolnym. Wolność dotyczy również a zwłaszcza sytuacji, gdy skutki czyjegoś grzechu chrześcijanina dotykają.
    Chrześcijanin nie ucieka od obciążających go skutków własnego grzechu (bo ma przy sobie i odwołuje się do Parakleta) i dalej nie ucieka od takich skutków grzechów innych (bo ma doświadczenie przebaczania jako sposobu współżycia z innymi). To nie jest więc permisywizm , ale czerpanie siły ze źródła życia.
    Na tyle, na ile jest chrześcijaninem.
    Poddział przez Ciebie przedstawiony jest w świetle tego nieprawdziwy.

    #14 grzegorz
  15. #4
    Janusz
    nie jesteś oryginalny, byli lepsi przed Tobą.
    J 3,3: W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego». 4 Nikodem powiedział do Niego: «Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?»

    #15 lemi
  16. Kiedy jestem przez kogoś „pogrzebana”, wtedy myślę o ludzkich słabościach – swoich i innych ludzi i…
    „wznoszę oczy ku Górze , skądże nadejdzie ratunek , ratunek pochodzi od Pana , co stworzył Niebo i Ziemię ”
    … i wtedy ogarnia mnie pokój serca…:)
    i… ponowne „wskrzeszenie”…

    #16 niezapominajka
  17. #14
    Grzegorzu,
    wracamy do nierozwiązanego problemu z „miłością” czy też „miłowaniem”. Uważam, że miłowanie jest obowiązkiem wynikającym z natury człowieka stworzonego jako istota duchowo- cielesna. Człowiek ma obowiązek wobec Stwórcy być takim jaki został pomyślany/stworzony/ przez Boga. Każdy człowiek jest kochany i powinien kochać. Tu nie ma rozróżnień kulturowych, religijnych, rasowych, politycznych, ekonomicznych, itd. Tylko z racji samego człowieczeństwa każdy człowiek ma obowiązek być Człowiekiem czyli być sobą. Muszę bez względy na to czy mi się podoba czy też nie podoba być sobą tz. być takim jakim mnie zaplanował Stwórca. Mam obowiązek pełnić Jego Wolę. Życie w wolności dziecka Bożego tu na ziemi można do jazdy samochodem po wybranej drodze do własnego celu. Na każdej drodze, tej szerokiej i tej wąskiej obowiązuje obowiązkowo kodeks drogowy wynikający z kultury jazdy. Czy bezpieczna jazda z zachowaniem przepisów i znaków drogowych nie jest obowiązkiem każdego kierowcy? Czy prawo ruchu drogowego ogranicza wolność kierowcy? Wyobraź sobie rzeczywistość społeczną jako ruch drogowy w lokalnym czy globalnym wymiarze przyrównując każdego człowieka do jadącego samochodu, motoru, roweru, itd. Mamy obowiązek dbać o bezpieczeństwo własne i innych i nie pozabijać się na wzajem. Czy bezpieczna jazda/życie/ zniewala człowieka? Czy kultura jazdy nie jest jazdą/życiem/ w i z obowiązku wobec siebie i innych? Czy kulturalny kierowca jest niewolnikiem na życiowych szlakach? Czy obowiązkowa wiara i obowiązkowe miłowanie ogranicza nasze człowieczeństwo. Permisywna wolność zwalnia lub uchyla się od obowiązku/rozumu/ a skłania się ku przyjemności/uczuciu/. Nie chciał bym jechać/żyć/ po drodze gdzie nie obowiązują żadne normy a panuje bezkarna samowola. W #13 pisałem o zderzeniu kultury życia/jazdy/ z antykulturą życia/jazdy/. Permisywna mentalność nie przystoi Katolikowi.
    janusz

    #17 baran katolicki
  18. #15
    lemi,
    „To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to co się z Ducha narodziło, jest duchem”. Człowiek to dusza złożona z ciała/materialnego/ i ducha/nie materialnego/. Dusza/życie/ każdego człowieka od samego poczęcia toczy się równocześnie w ciele jak i duchu. W doczesności i wieczności. Wielu z ludzi żyje w ciele a umiera w duchu. Pan Jezus wyraźnie ukazuje Nikodemowi duchowy wymiar człowieczeństwa. Trzeba narodzić się w duchu. Twój duch musi zaiskrzyć/narodzić się/ Prawdą, Dobrem i Pięknem. Nie tylko ciało ale przede wszystkim duch daje duszy życie wieczne.
    janusz

    #18 baran katolicki

Dodaj Komentarz






css.php