Czytany w 15. Niedzielę roku C fragment Powtórzonego Prawa jest wielkim i znamiennym przesłaniem, które jednak nie zawsze jest łatwe do akceptacji przez nas i bardzo łatwo stosujemy wobec tej prawdy różnorakie wykręty lub uciekamy się do tłumaczenie się, że to wcale tak nie jest, że tego nie odczuwamy, że to jakaś teoria odległa od życia. Przesłanie dzisiejsze brzmi:

Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie:
w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić.

To przesłanie dotyczy słuchania Słowa. Słuchania poleceń i postanowień zapisanych w księdze tego Prawa. To Słowo – jak jest dalej powiedziane: nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem. Nie jest w niebiosach . . . Jakkolwiek to przesłanie jest zapisane w Księdze Prawa, korzysta ono z perspektywy doświadczenia babilońskiego. Jest „powtórzonym Prawem”, stale tym samym, ale ogłaszanym już z innej pozycji. Odnosi się do sytuacji, jakiej Izraelici doświadczyli na Wygnaniu Babilońskim. Dlatego jest mowa o doświadczeniu, gdy

spełnią dla ciebie wszystkie te słowa:
błogosławieństwo i przekleństwo, które ci obwieściłem;
jeśli rozważysz je w swym sercu, będąc między wszystkimi narodami,
do których Pan, Bóg twój, cię wypędzi –

jeśli wrócisz do Pana, Boga swego,
będziesz słuchał jego głosu we wszystkim,
co ja ci dzisiaj rozkazuję . . . (Pwt 30,1-2).

 

W tym kontekście zostaje wypowiedziane jedna z najważniejszych obietnic, jakie Bóg uczynił Izraelitom, która odnosi się do Nowego Przymierza. Ta obietnica jest wyrażona w przedziwnym obrazie i w następujących słowach:

Pan, Bóg twój, dokona obrzezania twego serca
i serca twych potomków,
żebyś miłował Pana, Boga swego,
z całego serca swego i z całej duszy swojej,
po to, abyś żył (Pwt 30,6).

Ta przedziwna zapowiedź i obietnica jest dalej przedstawiona, jako dana i gotowa do spełnienie się w wybranych, którzy na Wygnaniu Babilońskim doświadczyli swojej życiowej porażki i są gotowi uznać swój błąd i grzech oraz poddać się prowadzeniu i działaniu Boga.

Czas / okoliczności spełnienia się obietnicy

Perspektywa spełnienia się tej obietnicy nie zamykała się jednak w ramach historii Starego Testamentu. Powrót Izraelitów z Wygnania był tylko typem i zapowiedzią tego, co miało się dokonać już w stopniu pełnym i nieodwołalnym w Jezusie Chrystusie. Człowiek bowiem sam nie mógł w sobie dokonać owej przemiany swego serca (swego jestestwa).

Mogło się to dokonać tylko jako dzieło Boga w „takim” człowieku, który całkowicie uzna „wygnanie” i wróci do Boga, jako jedynego Źródła życia – czyli do Boga Ojca. Tego mógł dokonać tylko Syn Boży, który przyjął „wygnanie”. Tym było Jego wcielenie, Jego uniżenie (zob. Flp 2,6n). Zostało to zobrazowane w historii dzieciństwa Jezusa, gdy Ewangelista Mateusz odnosi do Jezusa słowa proroka Ozeasza: Z Egiptu wezwałem Syna mojego (Mt 2,15; por Oz 11,1).

Dla nas: potrzebne doświadczenie otwarcia oczu – czasem kryzysu

Prawda o bliskości Słowa Boga w stosunku do nas jest prawdą stale aktualną. Problem jest w tym, że my – jako ludzie zwiedzeni przez grzech – bardzo często tworzymy wokół siebie swoistą sferę obronną przed Słowem. Stajemy się w jakiejś mierze jakby zabezpieczeni przed tym Słowem i trzymamy je na odległość w odniesieniu do wydarzeń naszego życia. Wskutek tego to Słowo wydaje się nam odległe od naszego życia, albo jakby nie pasujące czy nie przystające do naszego życia. Mamy bowiem inną wizję życia. Jesteśmy zainteresowani innymi rozwiązaniami czy propozycjami.

By mogło stać się inaczej musimy przeżyć jakiś kryzys naszych planów i działań. To może dziać się na różnych płaszczyznach i w różnych dziedzinach naszego życia. Obrazowo mówiąc: „musi” dojść do tego, że wydarzenia i doświadczenia, jakie nas spotykają, niejako „podziurawią” ów swoisty nasz pancerz immunologiczny przez nas wytwarzany. Dlatego mowa: kiedy spełnią dla ciebie wszystkie te słowa: błogosławieństwo i przekleństwo . . .

Używając innego obrazu może tak to sformułować: Słowo Boga jest blisko nas podobnie jak otaczające nas powietrze, my jednak łatwo próbujemy korzystać i z innego powietrza, z innej atmosfery, z ideologii, jaka nam z różnych względów w daje chwili odpowiada.

Obyśmy nie ulegali rodzącym się w nas złudzeniom, że sami potrafimy, lecz byli gotowi słuchać Słowa, które jest blisko nas, w zasięgu naszej ręki. Prawda, że to Słowo nierzadko jawi się jako twarda mowa i łatwo bywa przez nas odrzucane na dużą odległość. Obyśmy umieli doceniać różnego rodzaju doświadczenia, które „przebijają i dziurawią” nasze przysłowiowe pancerze, dzięki czemu Słowo może bliżej docierać do nas. Nas dotykać w słabych punktach naszego życia. Może być przez nas dostrzegane i przeżywane jako nam bliskie i sprawiające w nas Boże dzieło.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

41 komentarzy

  1. Po przeczytaniu wpisu Księdza Biskupa zadaję sobie pytanie; czy moje serce jest już obrzezane?
    Czy obrzezanie serca to jednorazowy akt Boga czy też jest to długotrwały proces?
    I jeszcze jedno zastanowienie. Czy samo obrzezanie starego serca wystarczy, czy też konieczne jest całkiem nowe serce? Serce to cały człowiek. Obrzezanie to nacięcie/usunięcie/ tego, co obce/wrogie/ dla człowieka? Jak wy poznajecie swoje obrzezane serce/człowieczeństwo/?
    janusz

    #1 baran katolicki
  2. Skoro Janusz tak szczyci się rozumowym podejściem do wiary rzymsko-katolickiej, to proponuję małą pracę intelektualną. Fiodor Dostojewski w swojej książce Bracia Karamazow zamieścił Legendę o wielkim inkwizytorze http://niniwa22.cba.pl/dostojewski_wielki_inkwizytor.htm. Proszę przeczytaj i odpowiedz, kto miał rację Jezus Chrystus, czy może kardynał wielki inkwizytor?

    #2 Bogumił
  3. #2
    Dzięki Bogumile.

    #3 Ka
  4. Panie, powiedz mi, co mam czynić, aby sie zbawić….

    Dzisiaj to Słowo mocno mnie dotknęło, bo zobaczyłam siebie jako niemiłosiernego samarytanina.
    Konkretne wydarzenie z życia – późną porą dzwoni osoba samotna, ciezko chora, a ja co robię ? – nie odbieram telefonu, bo napewno coś potrzebuje, a ja akurat ogladam interesujacy mnie film.

    … a wydawalo mi sie …

    Boże, wybacz, proszę

    #4 Klara
  5. #2
    Bogumile,
    tylko w świętej wierze rzymskokatolickiej jest cały/pełny/ Chrystus objawiony w biblijnym Panu Jezusie. Tego dzisiaj nie rozumiesz ale to nie znaczy, że twój rozum nie pragnie rozumnego widzenia zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa. Dla jasności. Janusz nie szczyci się swoim rozumem lecz łaską Bożą, która uświęca/uzdalnia/ mój rozum do poznawania tego co jest poza naturalnym zasięgiem. Obejrzałem mistrzowskie wykonanie Jana Englerta legendy Dostojewskiego, którą poleciłeś w dobrej wierze. Nie odnajduję w postawie wielkiego inkwizytora świętą wiarę rzymskokatolicką. Nie jest to rzymski Katolik lecz raczej sfrustrowany Martin Luther. „Dlaczego przyszedłeś nam przeszkadzać?”.”Piętnaście wieków męczyliśmy się z tą wolnością”. To mi wystarczy by zobaczyć tego biedaka poza Świętym Kościołem Rzymskokatolickim. Ukazany tam Chrystus milczy tak samo jak milczy do dzisiaj pod postaciami konsekrowanymi chleba i wina. Minęły kolejne wieki i wraca kontreformacja/neoreformacja/ bardziej groźna od tamtej z szesnastego wieku. Dzisiejszy szturm na papiestwo i papistów jest wspomagany przez nowoczesny marksizm a bronią rażącą jest psychologizacja religii polegająca na zastąpieniu potrzeby wiary terapią psychologiczną. W tej ideologii Kościół jest widziany płynnie, elastycznie jako narzędzie kolektywizacji społecznej. Wróciłem z audiencji/adoracji/ u Przenajświętszego Sakramentu. Mogłem Mu nagadać wszystko co mi na duszy ciąży a On tak samo jak u Dostojewskiego milczy. Dlaczego milczy? Bo już wszystko powiedział co miał nam do powiedzenia. Tą pełnię Objawienia znajdziesz tylko w świętej wierze rzymskokatolickiej, bo tylko ona jest zdrową nauką prowadzącą ku Prawdzie, Dobru i Pięknie. Pytasz kto kto miał rację w tym luterańskim przedstawieniu? Racja jest zawsze po stronie Prawdy, Piękna i Dobra. Rację zawsze ma Przenajświętszy Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie a darowany nam w świętej wierze rzymskokatolickiej.
    Pozdrawiam
    janusz

    #5 baran katolicki
  6. ad.#5.
    Oto link do „Wielkiego Inkwizytora” w mistrzowskim wykonaniu Jana Englerta. https://www.youtube.com/watch?v=1zznqOz869g
    janusz

    #6 baran katolicki
  7. To Słowo jest blisko mnie, w mym sercu – można powiedzieć, że powinienem nim żyć ale czy żyje?
    Czasami mam wrażenie jakbym kłócił się, spierał z Bogiem i chał od Niego odejść, ale jakbyć coś mi nie pozwalało odejść i myślę o Nim prawie cały czas.
    Czasami też mam wrażenie, że z moją duszą coś się dzieje bo nawet jak czasami mi smutno tak, że płakać mi się chce, to nagle ten smutek przechodzi w radość.

    #7 chani
  8. ad 5# Janusz
    Jak ty „umiejętnie” migasz się od postawionego pytania .
    Przecież poglądy wielkiego inkwizytora na temat wolności – to wyrażone innymi słowami – ale TWOJE poglądy.

    #8 Bogumił
  9. #7
    Dobrze, że znow jesteś

    Taki stan ducha jest mi też znany.
    Wtedy modle się – Boże, obyś tylko Ty był w tym moim zmaganiu

    Pozdrawiam

    #9 Klara
  10. #8
    Bogumile,
    uczciwie potraktowałem zadaną przez ciebie pracę. Nie rozumiem twoich wątpliwości co do szczerości odpowiedzi jaka podałem. W owym inkwizytorze nie odnajduję siebie ani wolności jaka jest w świętej Wierze rzymskokatolickiej. Naszej wierze. Czy możesz wskazać konkretne podobieństwa moich słów ze słowami wielkiego inkwizytora odnośnie wolności? Pozwoli nam to na rzeczową konfrontację ze współczesną rzeczywistością.
    janusz

    #10 baran katolicki
  11. Umiłowani Siostry i Bracia!
    Nie potrafię zrozumieć, czemu marnujemy czas dyskutując o religii. O ile jesteśmy uczciwi, a ludzie inteligentni powinni być tacy, musimy przyznać, że religia jest zbieraniną fałszywych stwierdzeń, bez żadnych podstaw w rzeczywistości. Sama idea Boga, to wytwór ludzkiej wyobraźni. To zupełnie zrozumiałe, dlaczego pierwotni ludzie, którzy o wiele bardziej byli narażeni na łaskę i niełaskę sił przyrody, niż my dzisiaj, personifikowali te siły w strachu i z drżeniem. Ale dziś, gdy już zrozumieliśmy tak wiele naturalnych procesów w przyrodzie, nie mamy takiej potrzeby. Nie mogę dostrzec, za żadne skarby świata, jak Wszechmogący Bóg pomaga nam w jakikolwiek sposób. To, co widzę – że to założenie prowadzi do tak bezproduktywnych pytań – dlaczego Bóg pozwala na tak wiele nieszczęść i niesprawiedliwości, wyzysku biednych przez bogatych i wszystkich innych okropności. Mógł temu zapobiec.
    Jeśli religia jest ciągle nauczana, to bynajmniej nie z powodu, że jej idee wciąż nas przekonują, ale po prostu dlatego, że niektórzy z nas chcą zapewnić spokój niższych klas. Spokojnymi ludźmi jest o wiele łatwiej rządzić niż krzykliwymi i niezadowolonymi. Jest też znacznie łatwiej ich eksploatować. Religia jest rodzajem opium narodu, który pozwala uśpić ludzi w pobożnych marzeniach i skłonić aby zapomnieli o krzywdach, które są im wyrządzane. Stąd wynika sojusz tych dwóch wielkich sił politycznych, państwa i Kościoła. Państwo i Kościół potrzebują iluzji, że dobry Bóg nagrodzi ludzi w niebie, a nie na ziemi – tych wszystkich którzy godzą się na niesprawiedliwości, którzy wypełniają swoje obowiązki cicho i bez narzekania. Dlatego właśnie uczciwe stwierdzenie, że Bóg jest tylko wytworem ludzkiej wyobraźni jest nazywane przez Kościół najgorszym ze wszystkich grzechów śmiertelnych.
    ++++
    Być może się mylę; nie jestem papieżem i atutem nieomylności nie dysponuję. I gotów jestem swe poglądy skorygować oraz publicznie tę zmianę urbi et orbi ogłosić, jeśli usłyszę argumenty skłaniające mnie do tego. Samo odsądzanie mnie od czci i wiary takim argumentem nie jest i w żadnym przypadku być nie może.
    „Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich że zostali oszukani”.
    Mark Twain

    #11 o.Misjonarz
  12. #11
    o. Misjonarzu,
    ja również skłonny jestem uwierzyć w Twoje poglądy jeśli poprzesz swój ateizm rzeczowymi argumentami/dowodami/ na nie istnienie Boga. Na czym opierasz swoją ateistyczną wiarę i ateistyczną religię?
    Pozdrawiam
    janusz

    #12 baran katolicki
  13. #11
    o.Misjonarz,
    zaczynasz od kłamstwa zgodnego z twoja „religią” – komu służysz???!!!
    … bo, nie jesteś żadnym ojcem misjonarzem, to po pierwsze,
    … po drugie jesteś ateistą i mam wrażenie, że nie bardzo poszukującym Boga ale wręcz przeciwnie…
    … 3-jesteś pełen negacji i tylko patrzeć jak w dyskusji, wytoczysz ciężkie działa , nie do odparcia ,bo przecież wiara jest łaską , którą Pan Bóg ofiarowuje ludziom czystego serca i sumienia..
    … 4 – do zatwardziałych ateistów nie docierają żadne Prawdy Objawione i żadne argumenty ludzi prostych w wierze i tych uczonych wierzących, wiem bo mam bliskich znajomych ateistów…
    … 5 jeśli rzeczywiście szukasz Prawdy, Bożej Prawdy, to spójrz na dzieło Stworzenia i zachwyć się jego Pięknem, potem szukaj Najwyższego Dobra tu na Ziemi i we Wszechświecie…
    … 6 – jeśli jesteś poszukujący to poszukuj 🙂
    ale najpierw oczyść swe serce i umysł z fałszu i kłamstwa tego świata…

    #13 niezapominajka
  14. Misjonarzu,

    „Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie:
    w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić.”

    #14 niezapominajka
  15. Szczęść Boże Ojcze Biskupie Pozdrawiam Wszystkich.
    Przestrzeń, która porusza Duchem Wiary znajduję w tym Słowie: … „Jezus wielokrotnie mówił o sobie, że jest posłany przez Ojca.” Ks. Bp
    Dziś, otrzymujemy pod rozważanie i e-Rozmowę, właśnie SŁOWO: „Czytany w 15. Niedzielę roku C fragment Powtórzonego Prawa jest wielkim i znamiennym przesłaniem, które jednak nie zawsze jest łatwe do akceptacji przez nas i bardzo łatwo stosujemy wobec tej prawdy różnorakie wykręty lub uciekamy się do tłumaczenie się, że to wcale tak nie jest, że tego nie odczuwamy, że to jakaś teoria odległa od życia. Przesłanie dzisiejsze brzmi:
    Słowo to bowiem jest bardzo blisko ciebie: 
    w twych ustach i w twoim sercu, byś je mógł wypełnić.”

    To, naprawdę zadziwia … ale, i ucieszyło, bo nie znałam Słowa, a za-działo się Ono już w moim życiu i brzmiało: „Ja(Ojciec Bóg) wiem, że ty to potrafisz wykonać” … i Słowo Żyje we mnie.
    Jestem grzesznikiem, ale żyję i uczynię wszystko aby Życie Wieczne i Świętość zachować . Kto jeszcze w tym może uczestniczyć tak dobrze jak Moc słowa, jak przesłanie Bożego Słowa, jak Rozmowa o tym nowym w człowieku pragnieniu … i gdzie, jest takie drugie spokojne Miejsce, gdzie nie usłyszę zdziwienia gdy chcę porozmawiać o tym odwiecznym problemie, że każdy może stać się, grzesznikiem … Wtedy usłyszę: „ niech pierwszy podniesie kamień”…
    „Komu wiele darowano, ten bardziej miłuje”… to, też Słowo co trzyma w Nadziei, z wyjątkową mocą.
    Januszu w # 5/14.Ndz. C napisałeś dość radykalnie o grzeszności: „  Każdy grzech jest zaprzeczeniem życia jako życia. Obowiązkiem każdego człowieka jest żyć a to znaczy nie grzeszyć. Jak pomóc grzesznikowi, najpierw sobie a później innym uwolnić się z niewoli grzechu, która prowadzi do śmierci doczesnej i wiecznej. „Zrobić coś żeby ta osoba ożyła”. Nie ożyje dopóty dopóki grzeszy. Spróbuj zwrócić uwagę złodziejowi lub sodomicie. Jak pomóc jeśli komuś jest „dobrze” w grzechu ?” Jak nie podejść tak jesteśmy słabi, że musisz przyznać jedynie Łaska Boża daje Zbawienie. Paweł w Liście do Efezjan (Ef 2, 1-10)
    Można powiedzieć (pomyślałam) … pierwszy „ pomylił” się Piotr, który … zaparł się … Jezusa, choć był pewny, że tego nie uczyni.
    Paweł, poddany nawróceniu w Liście do Rzymian opisuje grzech, który nas trzyma: (Rz 7,14-25).
    Grzechu, zawsze będziemy wystrzegać się, a mimo to … „wpadniemy” … bo, przecież ten sam odwieczny nieprzyjaciel kusi. Po grzechu, stajmy się nadzy … brzydcy … i to, chcąc ukryć, chowamy się, jak Adam. Gdyby, nie było grzechu/kuszenia nie byłoby walki, a wszystko byłoby proste. Adam, też miał ten problem… nieposłuszeństwo … i kryjówka, a trzeba stanąć w Prawdzie.
    Trudne … dla mnie, nawet dziś, bardzo trudne, a właśnie, wtedy człowiek staje się najsłabszy, gdy opuszczą go ludzie/współbracia/przyjaciele… my, wszyscy to, przecież KOŚCIÓŁ, to WSPÓLNOTA . Jesteśmy, JEDNO. Święty Franciszek miał zadanie… „Idź, odbuduj mój Kościół” . Bóg, wie wszystko, zna naszą niedoskonałość … i, niemoc …. i, słabość … ale, zna też serce, w którym ma Tron …
    Bóg Ojciec, wszystko wie … szuka nas. Bóg, posłał światu Jezusa Syna Swojego,by stał się Bożym Barankiem. Jezus, posłał uczniów by odpuszczali grzechy, uzdrawiali chorych … by, czynili wszystko co On … co widzieli u Nauczyciela …” … jedynie, przez, Wiarę w Jego Święte Imię Jezus.
    Żaden człowiek, nie może powiedzieć: „już nigdy, nie popadnę w grzech” … bowiem, człowiek ma skłonność do grzechu … każdy! … może, zostać pobity przez grzech, który powoduje jego zawrócenie z tej drogi do Jeruzalem … nawet, może leżeć ledwo żywy i nie wzywać już, pomocy… lecz to, czyli jego grzech, albo jego brak wiary, tu nie ma większego znaczenia ponieważ w żadnej mierze nie jest związane z jego wewnętrzną wartością.
    Dla Jezusa, jest on cenny to potwierdził Słowem Swoim do św. Faustyny że: kiedy o przebaczenie prosi wielki grzesznik, tym większe Miłosierdzie Swoje, wylewa na niego.
    Kiedy, pobity człowiek leży i umiera, Bóg, nie patrzy jak Sędzia, oraz czy był on drodze do Jerozolimy, czy odwrotnie … Jezus, posyła do niego … Człowieka ! … Miłosierdzia! … i, kto nim jest, Samarytanin ? … a, to obrazuje, że … Kapłan i Lewita, potrzebowali nawrócenia, bowiem popełnili grzech przeciwko Przykazaniu pierwszemu najważniejszemu… i, oni (?) Oni zmierzli do Jerozolimy.
    Liczy się, człowiek, dlatego Jezus, nakazuje nam: „ Idź, i czyń podobnie”.
    To, jest dla mnie odpowiedź Jezusa na pytanie: „ … co, mam czynić żeby mieć życie wieczne? …”
    Jestem już po przeczytaniu przesłania z dziś, 15. Niedziela rok C … Słowo, brzmi tak: (Ks.Bp) „jeśli wrócisz do Pana, Boga swego, 
    będziesz słuchał jego głosu we wszystkim,
    co ja ci dzisiaj rozkazuję.” (Pwt 30,1-2).
    Radość z nawrócenia jest i w Niebie, jak i na ziemi w grzeszniku skruszonym … i, też w Kapłanie. bo przyczynia się do czego został powołany, bo sam siebie uniżył … w chwili spotkania z potrzebującym pokuty … był przy nim jak bliźni, a nawet jak mniejszy/sługa … ponieważ, ten grzesznik uwierzył że, tak naprawdę, przyszedł po uzdrowienie Duszy i ciała … do, Jezusa. Jezus, uzdrawiał wszystkich chorych … głodnych nakarmił. Człowiek, niekiedy próbuje drugiego oceniać, sądzić, wyrokować, potępiać i pamiętać, nie przebaczać … zaszufladkować kogoś, że skoro był, to jest, i będzie grzesznikiem nadal.
    # Mirosława napisała: „Jezus wysyła uczniów, ale nie mówi: głoście Ewangelię. Nie jest powiedziane, co mają robić. Wysyła ich tam dokąd sam chciał przyjść. Oni byli osobami, które szły zanim przyszedł Bóg. Oni mieli mówić: przybliżyło się do was królestwo Boże .”
    Z ostatnich Rekolekcji zapamiętałam, Ewangelii Mateusza: „A Jezus podszedł i zwrócił się do nich tymi słowy: Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Wyruszcie więc i uczyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do końca tej epoki.”(Mt 28:18-19) przekład dosłowny.
    Dobrze jest powrócić w e-Rozmowie, do zamyślenia Ojca Biskupa przy Ewangelii z 14.Nd. C: „ Jezus, jak słyszymy dalej w Ewangelii, jest realistą i sam mówi, że ten świat nie zawsze i nie wszędzie przyjmie takich emisariuszy pokoju. Nie przyjął bowiem Jego samego. A jednak Jego misja spełniła się. Po to też wysyła On teraz swoich uczniów.
    Fakt odrzucenia nie oznacza klęski i niepowodzenia, lecz – jeśli uczniowie sami zachowają pokój płynący od swego Mistrza i Pana (zob. J 14,27) – będzie to zawsze szansą dawaną ludziom zagubionym w tym świecie.
    O to modlimy się i prosimy, byśmy umieli być uczniami posyłanymi w Jego imię i korzystającymi z Jego przedziwnego planu i przedziwnej mocy . . .” (Ks. Bp)
    Pozdrawiam z serca.
    danuta

    #15 miłosierna samarytanka
  16. Bracie Misjonarzu,
    Dzięki, że tu zajrzałeś 🙂
    Wiele z Twoich pytań jest i dla nas otwartych i nad nimi się pochylamy.
    Zachęcam wpadaj tu raz po raz!

    #16 grzegorz
  17. #11
    Bóg kiedyś dopuścił, aby przez parę sekund w moim umyśle pojawiło się przekonanie: Boga nie ma.
    ” Było to najgorsze parę minut w moim życiu” minuty na sekundy? Pomyliłam się. To było bardzo krótkie doświadczenie. Jednak bardzo intensywne. Myślę, że nie przeżyłabym, gdyby trwało dłużej. Bóg był dla mnie miłosierny
    I uratował.
    Wróciłam do życia. 🙂

    #17 basa
  18. Ale największym dowodem na istnienie Boga jest dla mnie wyraz twarzy mojej Babci, który zastygł na jej twarzy po śmierci.
    Ja nigdy nie widziałam jej w czasie życia tak szczęśliwej.
    Wyraz szczęścia ze spotkanie Kogoś ukochanego…

    #18 basa
  19. „Ale dziś, gdy już zrozumieliśmy tak wiele naturalnych procesów w przyrodzie, nie mamy takiej potrzeby.”
    Taaaaaak.
    Współczesnemu człowiekowi wydaje się dzisiaj, że nie potrzebuje Boga. Wydaje się mu, że nad wszystkim panuje i ze wszystkim sobie poradzi. Sam czyni siebie Bogiem….
    I gubi się…
    To zadziwiające (ale może w świetle wcześniej opisanego mojego doświadczenie nie?) jak dużo wokół mnie moich znajomych i bliskich ma rozpoznaną depresję….

    #19 basa
  20. I tak sobie jeszcze myślę.
    Bóg nie jest ideą. Bóg jest rzeczywistością. 🙂

    #20 basa
  21. #18 Basiu,
    Ja też miałem taką Ciocię Jadzię. Dożyła późnych lat i z uśmiechem rozmawiała ze mną o swojej śmierci. Ja też już miałem swoje doświadczenie Boga, więc uśmiechaliśmy się do siebie ze zrozumieniem mimo różnicy wieku.|
    „Gdy dwóch się do siebie uśmiecha jest między nimi Chrystus” – czy dobrze pamiętam cytat? 🙂

    #21 grzegorz
  22. Basiu,
    …nie jesteśmy w stanie żadnymi argumentami spowodować, by ateista stał się wierzący, musi tu zadziałać Boża Łaska – popatrzy na ten świat, posłucha Bożych Słów i … może uwierzy, bo jeszcze jest wolna wola …

    #22 niezapominajka
  23. #17
    Miałem podobnie. Bardzo silne przekonanie, że Boga nie ma . Pojawiło się nagle i trwało krótką chwilę. Nie było to wynikiem rozmyślań czy rozmów na te tematy. Nie chciałbym przeżywać tego jeszcze raz.
    Wiele razy miałem wątpliwości co do istnienia Boga, myśli, że nie istnieje. Ale wtedy to było coś innego, jakby na innym poziomie doświadczeń. Mieć taką pewność choć przez moment to straszne.

    #23 Jurek 2
  24. AD 11
    W kalendarzu żydowskim rachuba lat zaczyna się od dnia stworzenia Adama, które wg ustaleń żydowskich autorytetów religijnych nastąpiło 7 października 3761 p.n.e. stąd np. w roku 2019 trwa żydowski rok 5779/5780. Bóg osobowy, będący bytem niematerialnym, bezcielesnym i wiecznym, jest nie tylko Stwórcą świata, ale także obecnym w tym świecie. Bóg ten podaje swoje imię „Jestem który Jestem” co oznacza osobową obecność w stworzonym świecie. Stary Testament jest spisanym świadectwem obecności i działania Boga.

    #24 lemi
  25. #22
    niezapominajka
    Ja tylko podzieliłam się swoimi myślami, które pojawiły się po przeczytaniu postu o. Misjonarza.
    To nie była argumentacja. 🙂

    #25 basa
  26. #23
    Jurek 2
    Właśnie tak było. 🙂
    Tak jakby ktoś pozbawił ciebie, czegoś podstawowego do życia…
    Myślę, że odrzucając Boga na poziomie intelektualnym jednak to coś – ten „zapis”, że Bóg jest, we wnętrzu człowieka pozostaje.

    #26 basa
  27. Grzegorzu,
    Twój cytat: „Gdy dwóch się do siebie uśmiecha jest między nimi Chrystus” jest dla mnie nieprawdą. Różne są intencje uśmiechu ludzkiego. Człowiek wesoły nie koniecznie jest człowiekiem radosnym. Wiem, że pisałeś to w kontekście Twojej relacji do Twojej Cioci Jadzi. Na co dzień widzę i słyszę jak dwóch śmieje się z trzeciego lub grupa wyśmiewa się za plecami z jednostki, która do nich nie pasuje. Bolesne ale prawdziwe to chwile. Dzisiejsi ludzie bardzo często ukrywają się za maską uśmiechu.
    janusz

    #27 baran katolicki
  28. #22
    niezapominajko,
    nie wiemy czy „Misjonarz” jest ateistą czy może apateistą. Dla apateisty Bóg i religia nie mają żadnego znaczenia. Jest to człowiek, którego wieczność nie interesuje/nie istnieje/. Nie są to ateiści, którzy negują Boga lecz ludzie obojętni na Boga. Myślę, że nie chodzi o to by na siłę wszyscy byli wierzący w jakiegoś Boga. Wiara rzeczywiście jest łaską Bożą skierowaną do naturalnego rozumu konkretnego człowieka, który uczciwie doszedł do poznania Boga drogą naturalnych obserwacji. Wystarczy prawy/zdrowy/ rozum do stwierdzenia, że Bóg istnieje. Kto temu przeczy albo jest cynicznym ignorantem lub szwankuje na umyśle. Nie ma innej możliwości.
    janusz

    #28 baran katolicki
  29. #15
    miłosierna samarytanka
    Ja tak zinterpretowałam Ewangelię z 7 lipca (Łk 10,1-12.17-20). Przeczytaj ją, wtedy może będzie Ci łatwiej zrozumieć o czym piszę.
    Pozdrawiam.

    #29 Mirosława
  30. # 21
    Grzegorz
    Ja nie znam tego cytatu, ale z opisu zdarzenia widzę, że był między wami i z wami Jezus. 🙂
    I przypomniały mi się inne Jego słowa: ” Bo gdzie dwóch lub trzech jest zebranych w moje imię, tam jestem wśród nich”. Mt 18.20

    #30 basa
  31. Tak sobie myślę, że to właśnie obecność Jezusa wywoływała uśmiech na waszych twarzach. 🙂

    #31 basa
  32. #28
    Nie jest wykluczone że „Misjonarz” może być wierniejszy Bogu od nas.
    Po co w trybie przyśpieszonym klasyfikować?

    #32 Ka
  33. #32 ka,
    my Katolicy nie mamy pewności zbawienia aż do śmierci musimy wierzyć to znaczy łaskę zbawienia przyjąć rozumną wiarą. Nie wykluczone jest również zbawienie „Misjonarza”.
    janusz

    #33 baran katolicki
  34. #33
    Wierząc, nie możemy podważać innym ich drogi życia o ile nie krzywdzą nikogo. Karygodna jest agresja na tle wiary.
    Możemy tylko proponować.

    #34 Ka
  35. #33 baran katolicki
    Ale przecież Pan Bóg sam troszczy się o „swoich”, których wybrał i umiłował więc jakby miał ich nie zbawić?

    #35 chani
  36. cd 33
    Sam człowiek po swoim zachowaniu też powinien wiedzieć czy jest przeznaczony do zbawiena.
    Osoby takie rzeczywiście są łagodne, pogodne, aż chce się przebywać w ich towarzystwie. Nawet jak się odezwą to od razu dobrze się robi człowiekowi.
    To tak jakby rzeczywiście Chrystus był w nich.

    #36 chani
  37. #36
    Ja Krzysiu jestem przeznaczona do zbawienia.Rzecz tylko w tym że nikt wiarygodnie mi o tym nie powiedział.
    Jestem łagodna,pogodna i …same superlatywy /no,możemy czasami pożartować.Też./.

    #37 Ka
  38. #36
    chani,
    każdy człowiek z racji tylko swojego człowieczeństwa jest predysponowany przez Stwórcę do osobistego zbawienia. Zbawienie jest owocem Bożej łaski i wolnej woli człowieka. Sama Boża łaska/Boża miłość/ bez zgody człowieka nikogo nie zbawi/uszczęśliwi/. Zachowanie/czyny/ człowieka w łasce uświęcającej to żyzna gleba dla Bożego Słowa. Człowiek w grzechu ciężkim jest bez łaski uświęcającej dlatego wszystko co czyni ma wartość tylko doczesną. Może być bardzo dobrym „koniem”, „psem”, świnią”, „małpą”,ale nie może być dobrym człowiekiem. Dobroć aktywnego grzesznika nie istnieje rzeczywistości nadprzyrodzonej. Samo ocena własnej dobroci jest naznaczona pychą. Lepiej poczekać, aż inni zaczną chwalić a wtedy uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie wiem czy słyszałeś, jak rozpoznaje się prawdziwego proroka? Tam gdzie wszystkim jest dobrze, mówi „niedobrze”. Tam gdzie wszyscy mówią niedobrze on prawi, że „dobrze”.
    janusz

    #38 baran katolicki
  39. #38 Januszu,
    Prorok to ten, który mówi w imieniu Boga. Jest jego ustami, zmaga się ze swoim zadaniem często uciekając lub porzucając swoja misję. Jest w tym jednak tak prawdziwy, że staje się znakiem działania Boga wśród tych, do których został posłany i tak jest w efekcie rozpoznawany.
    Prorok sam siebie na proroka nie naznacza a jest wybierany przez kogoś innego, kto narzuca na niego płaszcz.
    Zaprzeczanie wszystkim wokół nie ma nic wspólnego z prorokowaniem.

    #39 grzegorz
  40. #39
    Grzegorzu,
    samo słowo „prorok” dzisiaj/czas teraźniejszy/ ma zgoła inny sens etymologiczny. https://sjp.pl/prorok Powiadasz, że „Prorok to ten, który mówi w imieniu Boga”. Tak było kiedyś ale niestety dzisiaj „Bóg” potrzebuje dopowiedzenia. W imieniu jakiego „Boga”. Wróciliśmy do czasów gdzie „Bóg” był taki jakie było o nim ludzkie wyobrażenie. Za czasów „nieszczęsnego” Abrahama Bogów było „skolko godno”.
    Grzegorzu, prorokiem jakiego „Boga” jesteś w swojej parafii „rzymskokatolickej”? Zauważ, że coraz bardziej pojawiają się wyrazy oczywiste w cudzysłowiu. Dlaczego tak jest? Bo słowo jako Słowo wciąż relatywizujemy do subiektywnych wrażeń, zapominając o obiektywnej sensowności konkretnego słowa.
    Zapewniam Cię, że tutaj Ksiądz Profesor Tadeusz Guz nie maczał osobiście swoich kapłańskich palców. Sam „spłodziłem” ten post.
    Pozdrawiam
    janusz

    #40 baran katolicki
  41. A według mnie prorok to ten, który niczym, szczególnym się nie wyróżnia.
    Żyje obok nas, żyjąc zawstydza innych swoim życiem.
    Nie koniecznie musi wszystkim wszem i w obec głosić Słowo. Wystarczy jego postawa, jego życie Bogiem.
    Prorok to człowiek o pogodnej duszy – „Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.”
    Fryderyk Nietzsche.

    #41 chani

Dodaj Komentarz






css.php