Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest znamienny świętem w Kościele, który raduje się z wzięcia do chwały Bożej Matki Jezusa i Matki Kościoła. Tym samy jest świętem wszystkich wierzących w Jezusa i stanowiących Kościół. Można też powiedzieć, że jest świętem człowieka poddanego Bogu i dającego się prowadzić Duchowi Świętemu. To z mocy Ducha Świętego Maryja stała się Matką Jezusa i w dzień Pięćdziesiątnicy stała się Matką Kościoła. Ona była uległa Duchowi Świętemu i dlatego w Niej spełniły się wielkie działa Boże. To, co się spełniło w Niej, spełniło się dla nas. Dzięki Niej otrzymaliśmy wzorem i drogą dla spełnienia się Bożego dzieła w nas. W Niej dokonało się wyniesienia człowieka do chwały Bożej. Przed nami staje to jako obietnica i perspektywa.

 

Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny . . ..

Ujął się za swym sługą Izraelem, pomny na swe miłosierdzie.

Jak obiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki (Łk 1,49.54n)

 

W wyśpiewanym przed Elżbietą hymnie pochwały i uwielbienia dzieła Bożego Maryja zbiera w sobie całą historię zbawienia. Ona w owej chwili, gdy Elżbieta nazwała ją błogosławioną między niewiastami, jest uwieńczeniem tej historii. Ona niesie w sobie błogosławiony Owoc. To wszystko dzięki temu, że Ona uwierzyła, iż spełnią się słowa powiedziane przez Pana. Słowa powiedziane jej przez Anioła Gabriela w czasie zwiastowania, ale też wszelkie Słowo Boże.

1. Wierny Bóg objawia się w uniżeniu swej Służebnicy

Maryja jest świadoma, że wielkie rzeczy, jakie się dokonują w Niej i które są wypełnieniem historii zbawienia, są owocem działania Boga. Żeby jednak mogły one się dokonać, trzeba było kogoś, kto by je przyjął w całkowitej czystości i jednoznaczności – właśnie jako dzieło Boga. Trzeba było kogoś, kto był tak uniżony i tak był świadom swej „nicości” przed Bogiem oraz świadom wybrania przez Boga To wybranie odnosiło się do spełnienia się Bożego dzieła w człowieku. Tym Bożym dziełem jest ostatecznie obecność Boga w życiu człowieka: Emanuel – Bóg z nami. Jest to realizacja pierwotnego zamysłu Boga: stworzenia człowieka na swój obraz i podobieństwo, by był w komunii z Bogiem. Jest to realizacja tego zamysłu w obfitości przerastającej wszelką miarę.

Uniżenie Służebnicy – Maryi, czyli przyjęcie przez Nią prawdy o byciu tylko stworzeniem, jest swoistą drogą, na której może bez przeszkód działać Bóg. Może dokonywać swoich wielkich dzieł. Może po prostu być obecny i może działać jako Bóg i Pan wszystkiego, gdyż stworzenie Mu w tym nie przeszkadza, lecz jest do Jego całkowitej dyspozycji. Stworzenie nie próbuje wchodzić w prerogatywy Boże, nie próbuje „być jak Bóg”; nie próbuje owocu z drzewa poznania dobra i zła na własną rękę. Odkrywa natomiast, że Bóg dokonuje wielkich rzeczy w uniżeniu swoich sług. Jest to otwarcie drogi i koncepcji życia dla nas wierzących. Przyjmując taką postawę oddajemy też cześć Maryi jako Matce Boga i Matce naszej. Stajemy się w naszym myśleniu i działaniu Jej dziećmi; dajemy się formować według jej wzoru.

 

2. Maryja Wniebowzięta jest obrazem chwały człowieka

Ci, którzy podejmują postawę Maryi, wpatrzeni w Nią mogą być pewni, że także dla nich jest przeznaczona podobna chwała. Naturalnie, nikt z nas ludzi nie jest bez grzechu i tyle razy popełniamy konkretne grzechy. Jednak, na ile uznajemy nasze grzechy i pozwalamy na przeżywanie w nas uniżenia, na tyle dokonują się w nas dzieła Boże. Maryja, wolna od grzechu, miała moc być uniżoną. My, dotknięci grzechem pierworodnym i skutkami naszych osobistych grzechów, tak trudno przyjmujemy uniżenie. Jest to szczególnie trudno, gdy dzieje się to w okolicznościach nie przewidzianych, innych niż my sami sobie to wyobrażamy. Tym co nam pomaga w przyjęciu postawy uniżenia, są nasze grzechy, a właściwie ich uznanie.

W tym kontekście jest dla nas ważne takie uznanie przez nas naszych grzechów, byśmy mogli oceniać różnego rodzaju upokorzenia, jako nam należne i je doceniać jako nam potrzebne. Nasze grzechy, kiedy je uznajemy za takie, pomagają nam być w postawie uniżenia. Pomagają nam przyjmować postawę taką – czy podobną – do tej, jaką miała Maryja. Jeśli będziemy mieć ducha uniżenia, Bóg wejrzy także na nasze uniżenie i możemy stać się sługami i służebnicami Boga.

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nie jest świętem tylko dla świętych (dla tych, którzy za takich w swoim mniemaniu się uważają), lecz dla pokornych, a w szczególności dla tych, którym świadomość własnych grzechów pomaga przyjmować postawę pokory i uniżenia. Dostrzegamy też w tym świetle, że jest dla nas zbawienne, gdy jesteśmy potraktowani jako grzesznicy.

Prawda w Wniebowzięciu Maryi, naszej Matki, jest dla nas grzeszników bardzo pocieszająca i otwierająca zupełnie nowe perspektywy życia na miarę przyjmowania w naszym życiu postawy uniżenia.

Bóg wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.

Bóg jest gotów spoglądać na uniżenia każdego z nas i dokonywać w nas wielkich dzieł

Wypełni w ten sposób obietnice dane naszym ojcom: Abrahamowi i jego potomstwu.

Do tego potomstwa należymy przez wiarę.

Przez wiarę, która umożliwia nam dostrzeganie sensu uniżenia, mamy dostęp do chwały.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

28 komentarzy

  1. Dziękuję Księdzu Biskupowi za tę katechezę. Myślę że dla nas, ludzi skażonych grzechem pierworodnym, uniżenie Maryi pozostaje tajemnicą. W filmie „Faustyna” ksiądz Sopoćko mówi do matki przełożonej o natchnieniach świętej Faustyny: „jeżeli to jest sprawa Boża, to my tu nic nie znaczymy”. To patrzenie nie tyle w kierunku własnej nicości, co patrzenie w kierunku wszechmocy Boga – i dopiero w jej świetle widać naszą nicość. Mam zastrzeżenia do pewnej kwestii w $2. Ksiądz Biskup pisze o tym, by przeżywać rozmaite upokorzenia „jako nam należne”. Czy to także nie staje się własnym poznaniem dobra i zła? Pan Jezus mówi: „jeśli brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go”. Jeśli nasze upokorzenie jest owocem grzechu bliźniego, to te słowa kierują raczej uwagę na troskę o bliźniego niż wmawianie sobie, że nam się to upokorzenie należało. Ja widzę niebezpieczeństwo takiego postrzegania doświadczeń, że w pewnym sensie przypisuje się Bogu odpowiedzialność za grzechy naszych bliźnich. Jeśli spotykają mnie upokorzenia z powodu czegoś, na co nie mam wpływu (na przykład defekty w wyglądzie), to w jakim sensie te upokorzenia są nam należne? Będę wdzięczna Księdzu Biskupowi za odpowiedź. Pozdrawiam 🙂

    #1 Fasola
  2. Ad #1 Fasola
    Nie napisałem, że chodzi o wszystkie upokorzenia, lecz rozmaite, tzn. różne i pewne, w których dostrzeżemy (potrzebne jest do tego światło z góry – zob. np. Ps 119,71) działanie Pana Boga. Jako wierzący uczymy się rozróżniać własne poznanie dobra i zła z jednej strony od daru mądrości Bożej i bojaźni Pańskiej z drugiej. Trzeba ducha rozeznania, żeby nie wpaść w uproszczenia i niewłaściwe skróty myślowe. To zawsze grozi. Dlatego też potrzebna jest wspólnota, posłuszeństwo itp. itd.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #2 bp Zbigniew Kiernikowski
  3. Jeśli mogę #1 Fasola coś dodać, a raczej podzielić się.
    Dosyć często przeżywam różne upokorzenia i równie często są one wynikiem grzechu drugiego. Myślę, że nie idzie tu o ocenę moralną zachowania tego drugiego, ale o spojrzenie historiozbawcze, które Bóg przeprowadza ze mną. Dlatego widzę, że upokorzenia często mi są należne/potrzebne. Moja reakcja na upokorzenie pokazuje dyspozycję mojego serca, obnaża w jakiej (i czy w ogóle w jakiejś) jestem relacji z Bogiem. Jeżeli mam Ducha Bożego upokorzenia przeżyję w uniżeniu, bo wiem kim jestem, że jestem grzesznikiem kochanym przez Ojca. Jeżeli tego Ducha nie posiadam, wchodzę w pretensję i postawę obronną, która przyjmuje różne formy.
    Doświadczam też tego, że przyjęcie upokorzenia jako należnego mi nie musi być w sprzeczności z pójściem do brata i upomnieniem go. Najpierw konieczne jest bym sama w sobie przeżyła to upokorzenie, a dopiero potem poszła do brata by go upomnieć, czy z nim się pojednać.
    Wiesz Fasola, z tym wyglądem i defektami w nim…kolejne pole do nawracania u mnie. Pytasz się w jaki sposób są nam należne upokorzenia związane z defektami w wyglądzie. Ja widzę, że u mnie czasami jakaś uwaga/gest/brak gestu itd odnośnie mojego wyglądu jawi mi się jako upokorzenie mnie. Pytam siebie:dlaczego tak to odbieram? Wiesz dlaczego tak to odbieram? Bo szukam życia tam gdzie go nie ma. Szukam życia w aprobacie, uznaniu, pochwale mojego wyglądu. Gdy tego brak/ a co gorsza czasem gdy w to miejsce wchodzi pogarda, śmiech, szyderstwo to czuję się upokorzona. I wtedy zostaje mi tylko wołać do Boga, by dał mi Swego Ducha, który przekona mnie, że Bóg mnie kocha! Wtedy szukam życia w wyglądzie, gdy uwierzę złej nowinie, że Bóg mnie nie kocha. Jak trwam w doświadczeniu miłości Boga, to nie zniszczy mnie żadna docinka czy gest. Nie muszę wtedy wyszarpywać od wszystkich miłości jak wampir, bo wiem że jestem kochana i mam moc by żyć w sytuacjach „pieca ognistego” 🙂
    Życzę dobrego przeżywania upokorzeń WSZYSTKIM, zaczynając ode mnie.
    Pokój,
    agnieszka CS 🙂

    #3 agnieszka CS
  4. Dzisiaj zmarł mój kuzyn. Proszę wszystkich blogowiczów o modlitwę za niego.

    #4 basa
  5. “Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.” 1J 4:16

    #5 basa
  6. „(…) NIKT Z NAS ludzi nie jest bez grzechu (…)My (…) tak trudno przyjmujemy uniżenie. (…) Tym co nam pomaga w przyjęciu postawy uniżenia, są nasze grzechy, a właściwie ich uznanie”
    Kiedyś wydawało mi się, że inni mają upodobanie w tym, żeby mnie upokarzać. A ja niczym na takie ich zachowanie nie zasłużyłam…
    Musiało minąć trochę czasu zanim zrozumiałam, że jednak mam grzechy…
    Tym, co pomaga mi DZIŚ przyjmować postawę uniżenia jest NIE TYLKO uznanie SWOICH grzechów, ale TAKŻE uznanie, że NIKT z ludzi nie jest bez grzechu; więc i ci wokół mnie także…
    Uczę się im wybaczać, nawet mi się to udaje…
    Aż tu wczoraj przeczytałam o niebezpieczeństwach, jakie czyhają na wybaczających ŁATWO. Ponieważ chodzą one od tej pory za mną, podzielę się nimi z Wami:
    1. łatwo jest okazywać „miłosierdzie” maluczkim, łatwo jest „wybaczyć” komuś winy, jeśli NIE ZDOŁAŁY nas zranić
    2. człowiek, który mnie skrzywdził STAŁ SIĘ MI OBOJĘTNYM, więc i wina mi zobojętniała
    3. zatracenie świadomości, że wybaczając NIE ROBIĘ NIC WIELKIEGO – mnie samej wcześniej zostało darowane i przebaczone niewyobrażalnie więcej.
    A już wydawało mi się, że wybaczając wchodzę w postawę uniżenia… Okazuje się, że niekoniecznie…
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #6 julia
  7. Dziękuję Księdzu Biskupowi za odpowiedź i dopowiedzenie w katechezie. Może właśnie ze względu na te uproszczenia (że spotkałam się z nimi na DN) zareagowałam trochę „alergicznie” na to stwierdzenie. Inna jest rzecz zobaczyć, że Bóg wyprowadza z naszych upokorzeń dobro, inna – przyjmować upokorzenia według klucza „należało mi się”.
    Agnieszko CS #3:
    jest zasadnicza różnica między szukaniem życia w pochwałach za wygląd (próżność), a znoszeniem upokorzeń ze względu na defekt wyglądu. Podałam to zresztą jako przykład (inne przykłady: narodowość, kolor skóry, pochodzenie ze wsi, etc etc) Jasne, jeśli chcemy we wszystkim znaleźć winę swego grzechu, to się jej doszukamy. Tylko że potem rodzą się właśnie takie postawy, że o niewidomego od urodzenia uczniowie pytali: „kto zgrzeszył: on czy jego rodzice”? (J 9,2)
    Jeśli chodzi o upokorzenia, to one mogą sprawić że „objawią się na nas sprawy Boże” (por. J 9,3), są sposobnością do objawiania w nas przymiotów Boga (podobnie jak prześladowania są sposobnością do dawania świadectwa – Łk 21,13). Nie własną mocą, rzecz jasna, bo o własnych „siłach” to niewykonalne. Według mnie uniżenie grzesznika ma jakby dwa „skrzydła”. Jednym jest poznawanie Bożych przymiotów: nie tylko wszechmocy, ale mądrości, miłosierdzia, wierności… Drugim jest zobaczenie opłakanego „żniwa” własnych błędów, fatalnych konsekwencji „bycia jak Bóg”.
    To co napisała Julia, jest mi znacznie bliższe: świadomość, że nikt wokół mnie nie jest bez grzechu, ja nie jestem bez grzechu – więc we wspólnocie (w gronie) grzeszników upokorzenia są nieuniknione. Byłoby naiwnością oczekiwać, że upokorzenia akurat mnie jakimś cudem będą omijać. Nie sortuję ich jednak według „zasługiwania”.
    Pozdrawiam 🙂

    #7 Fasola
  8. …..Dostrzegamy też w tym świetle, że jest dla nas zbawienne, gdy jesteśmy potraktowani jako grzesznicy…..pod warunkiem,że pozwolimy/zgodzimy się/by na jaw wyszły zamysły naszych serc.Grzech jest tajemnicą dla grzesznika.Sam nie zdołam poznać tej tajemnicy i dlatego potrzebni są ci wokół mnie,którzy z zewnątrz/zranieni przez mój grzech/ pomogą mi zobaczyć mój grzech.Potrzebni są mi jak powietrze ci,którzy pozwolą się potraktować jako grzesznicy bym mógł zobaczyć to co ukryte jest w moim sercu.Demon nienawidzi światła prawdy i dlatego ukrywa się w moim sercu.Sam o własnych siłach nie jestem wstanie zlokalizować jego pozycji ani tym bardziej pokonać go.Potrzebni mi są tacy świeci jak Maryja,którzy dadzą się przeniknąć mieczem/moimi grzechami/by na jaw wyszły zamysły/grzechy/ mego serca…….Nikt na siłę nie zgładzi moje grzechy.Chrystus potrzebuje mojej zgody na zabranie/ujawnienie/moich grzechów.Tylko to co wyszło na jaw z mego serca może być zbawienne dla mnie.Zbawienna jest dla mnie moja żona,która daje się zranić mieczem moich grzechów.Zbawienni są dla mnie moi synowie,którzy na jaw wyciągają z mego serca ukrytego demona.Zbawienna jest bassa i wszyscy,którzy swoja miłością pokazują mi zamysły mojego serca……….janusz franus

    #8 katolicki baran
  9. Julio , dokładnie-kiedyś wydawało mi się ,że inni mają upodobanie w tym aby mnie upokarzać .a ja niczym na takie ich zachowanie nie zasłużyłam Musiało minąć ćwierć wieku oraz smierć osoby upokarzającej mnie ,aby zrozumieć ,że cała niezdrowa sytuacja w moim życiu byla skutkiem mojego grzechu tj.braku świadomości swojej grzeszności
    Wzrusza mnie dzisiejsze Święto mając przed oczami Maryję ,która z duszą i ciałem została wzięta do Nieba . Czy zostałaby wzięta z ciałem ,gdyby Jezus nie wziął z niej swojego ciała ? Czy my możemy być wzięci do nieba ,jeżeli nie ofiarujemy Bogu swojego ciała/umierania cielesności/?

    #9 Tereska
  10. Tak bardzo chcę być służebnicą Pańską a jednak nie mogę wyzbyć się swojego egoizmu.Patronko dnia dzisiejszego, Matko Boża Wniebowzięta, naucz mnie przyjmować wszystko z pokorą i uniżeniem.Przyjdź mi z pomocą.Proszę o modlitwę w tej intencji.

    #10 AWM
  11. Fasolo, nie wiem jaki defekt w wyglądzie masz na myśli, może szło Ci o jakąś formę niepełnosprawności/braku. Ja zinterpretowałam słowo ‚defekt’- jako synonim braku poczucia wartości własnej/braku akceptacji. Zinterpretowałam ‚defekt’ jako subiektywną ocenę własnej osoby odłączonej od Boga. Spojrzałam przez siebie i swoje doświadczenie.
    Mi również jest trudno uznawać prawdę, że moi bliscy, bracia we wspólnocie są grzesznikami-bo nie potrafię przyjmować konsekwencji ich grzechów nie mając Ducha Świętego.
    Pokój 🙂 ,
    agnieszka CS

    #11 agnieszka CS
  12. Właśnie wróciłam z Kodnia. Dziękuję Ks. Biskupowi za piękną homilię a Panu Bogu dziękuję za piękny, słoneczny dzień i za to, że byłam tam z rodziną.
    ,, Maryja jest Bramą, która otwiera nas na Słowo Boże, a ono otwiera świątynię naszego serca na przyjęcie Boga ” Niech będzie cześć i chwała naszej niebieskiej Matce !
    Kto nie zna Kodnia powinien tu koniecznie przyjechać, do tego cudownego miejsca nad Bugiem, do Matki Jedności. Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

    #12 owieczka
  13. JESTEM FANEM KS BP.

    #13 jack
  14. Agnieszko CS, pisząc o defekcie wyglądu, miałam na myśli defekt wyglądu, również taki, który może być wynikiem przebytych chorób. Miałam okazję poznać osobę, którą rodzice oddali ze względu na jej wygląd (spowodowany chorobą) – reszta (sześcioro lub siedmioro – nie pamiętam) jej zdrowego rodzeństwa wychowuje się razem z rodzicami, a ją wychowują wujkowie.
    Żyjemy wśród ludzi i siłą rzeczy ich opinie stanowią jakiś punkt odniesienia, więc nasza samoocena nigdy nie pozostaje w oderwaniu od komunikatów, które płyną do nas z otoczenia.
    Pozdrawiam 🙂

    #14 Fasola
  15. #13 jack
    Też miałam z tym „problem”. Uważaj więc, aby nie zbaalizować Ks. Biskupa.
    Jack,a czy Ks. Biskup przybliża Cię do Boga?
    Wysłuchałam tej homilii w KRP i była tam mowa, o „tych wszystkich, którzy przybliżaja do Boga”.
    Przy okazji przypomniało mi się, jak pewien ksiądz u nas w parafii tłumaczył, co to znaczy być maryjnym. Wskazał na obraz Matki Bożej w ołtarzu i powiedział, że Ona nigdy nie zwracała uwagi na siebie, ale zawsze wskazuje na Jezusa. Pomyślałam wtedy, że Ks. Biskup jest w ten sposób maryjny. On też nie chce skupiać naszej uwagi na sobie, ale kieruje ją na Pana Jezusa.
    Dla mnie Ks. Biskup jest osobą, która nawet jesli pozornie odciąga, to jednak zawsze przybliża do Boga…

    #15 basa
  16. # Januszu, dziękuję, że prawie zaliczyłeś mnie do rodziny. Jednak uważaj, chyba zaczynasz nadawać mi zbyt duże znaczenie. Ja jestem zwykłą, najzwyklejszą basą. Twoje przejęzyczenie (?) i nazwanie mnie bassą robi ze mnie kogoś innego. Nie wiem, czy lepszego.

    #16 basa
  17. „Ona była uległa Duchowi Świętemu i dlatego w Niej spełniły się wielkie dzieła Boże.”
    Ale jak to zrobić? Mam zwykłym śmiertelnikom, skażonym grzechem pierworodnym…
    Jak rozeznać, że to czemu chcemy być posłuszni pochodzi od Boga?

    #17 basa
  18. Trzeba być dobrym i dobro przez życie nieść.Wówczas nie ma problemu z rozeznaniem.

    #18 K.
  19. K. dawno z tobą nie rozmawiałam.
    Dziękuję za odpowiedź.
    Nie wiem, dlaczego dla mnie to nie jest tak proste, jak dla Ciebie.
    Widocznie nie jestem wystarczająco dobra…

    #19 basa
  20. Basa #17
    Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest konfrontowanie swojego rozeznania z Kościołem, poddawanie go pod osąd Kościoła (np. w osobie spowiednika). Ze swojego doświadczenia wiem też, że warto się przyjrzeć swojemu lękowi: czemu boimy się pomyłek? czego w tych pomyłkach boimy się najbardziej?
    K #18,
    znów odnoszę wrażenie, że Twoje „porady” niczego (poza Twoją przemądrzałością) nie wnoszą 🙁

    #20 Fasola
  21. #18, K 🙂
    Z tego, co pamiętam, to w chrześcijaństwie nie chodzi o to, żeby BYĆ DOBRYM, ale żeby SIĘ NAWRACAĆ…
    Pozdrawiam 🙂

    #21 julia
  22. Fasola, nie boję się pomyłek. One są nieuniknione. Gdybym się ich bała nie byłabym w stanie nic zrobić.
    Z mojej pomyłki, o której wiesz, też wynikło dla mnie dobro.
    Ale wolałabym być uległa wobec Ducha Św. i pozwalać Mu działać.
    Z drugiej strony zastanawiam się, czy ta moja pomyłka przypadkiem nie była wkalkulowana w Jego działanie? Nie wiem. Myślisz, że spowiednik potrafiłby rozwiązać ten dylemat?
    Dziękuję za poradę.
    Nie musiałaś być tak „ostra” dla K..Ona też chciała mi pomóc.

    #22 basa
  23. Basa#22
    „Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego” 🙂
    Spowiednik oczywiście nie rozwiąże wszystkich dylematów (nie taka jest jego rola!), ale czasem może pokazać zupełnie inną perspektywę problemu.
    Do rozeznawania potrzebna jest wolność wewnętrzna – wobec własnych intuicji, doświadczeń, odczuć, czy czasem nawet przekonań. Bez tej wolności posłuszeństwo jest bardzo trudne.
    W tym, co napisałam do K., nie ma nic osobistego.
    Pozdrawiam 🙂
    p.s. Gdybyś miała okazję obejrzeć sztukę Zanussiego „Głosy wewnętrzne” (szczególnie pierwszą część „Senne marzenia”), to gorąco zachęcam to tego! – to świetna sztuka na temat dylematów „czucie i wiara, czy szkiełko i oko”.

    #23 Fasola
  24. # 20, Fasolo.Ja tylko odpowiedziałam w myśl moją, w/g zamieszczonego tu tematu ” Maryja wzięta do Nieba wskazuje drogę” .Ale okey.

    #24 K.
  25. Odpowiedź Pana Boga na mój post #17:
    „Synu mój, nie zapomnij mych nauk,
    twoje serce niech strzeże nakazów,
    bo wiele dni i lat życia
    i pełnię ci szczęścia przyniosą:
    Niech miłość i wierność cię strzeże;
    przymocuj je sobie do szyi,
    na tablicy serca je zapisz,
    a znajdziesz życzliwość i łaskę
    w oczach Boga i ludzi.
    Z całego serca Bogu zaufaj,
    nie polegaj na swoim rozsądku,
    myśl o Nim na każdej drodze,
    a On twe ścieżki wyrówna.
    Nie bądź mądrym we własnych oczach,
    Boga się bój, zła unikaj:
    to ciału zapewni zdrowie,
    a pokrzepienie twym kościom.
    Czcij Pana [ofiarą] z twego mienia
    i pierwocinami całego dochodu,
    a twoje spichrze napełnią się zbożem
    i tłocznie przeleją się moszczem.
    Upomnieniem Pańskim nie gardź, mój synu,
    nie odrzucaj ze wstrętem strofowań.
    Bowiem karci Pan, kogo miłuje,
    jak ojciec syna, którego lubi.” (Prz 3;1-12)

    #25 basa
  26. No to, Basa #25, czas pomyśleć o dziesięcinie… (Prz 3,9n) 🙂

    #26 Fasola
  27. Przepraszam Fasolę za wpis # 22

    #27 basa
  28. Basa, nie masz mnie przecież za co przepraszać! 🙂 Serdecznie pozdrawiam 🙂

    #28 Fasola

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php