W trzydziestą Niedzielę roku A otrzymujemy jako pierwsze czytanie fragment z Księgi Wyjścia. Dla rozumienia przesłania tego biblijnego tekstu ważne jest jego historyczne i literackie usytuowanie. Otóż ten fragment to część Kodeksu Przymierza (Wj 20,22 – 23,33). Jest on umieszczony po zapowiedzi, a właściwie propozycji Przymierza, jakie Bóg czyni Izraelitom pod Synajem po wyjściu z Egiptu i przejściu przez Morze Czerwone (Wj 19,1-25).

Skoro Izraelici wyrazili swoją gotowość wejścia w Przymierze z Bogiem (Wj 19,8) następują przygotowania do zawarcie tego Przymierza. Bóg, ze swej strony, wyraża swoją wolę wobec Ludu w formie Dekalogu, czyli dziesięciu przykazań (Wj 20,1-19). Odtąd to one będą stanowić konstytucję dla tego narodu – a właściwe także dla wszystkich, którzy zechcą wchodzić w relację z Bogiem stosownie do objawionej przez Niego Jego Woli wyrażonej w przykazaniach. To Przymierze ma dla Izraela znaczenie fundamentalne.

Dekalog, jako konstytucja Narodu Wybranego, zostaje rozwinięty w  bardziej szczegółowym Kodeksie Przymierza. Z tego to Kodeksu pochodzi czytany dzisiaj fragment

 

Nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców,
bo wy sami byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej.
Nie będziesz krzywdził żadnej wdowy i sieroty (…).

Jeśli pożyczysz pieniądze ubogiemu z mojego ludu (…),
to nie będziesz postępował wobec niego jak lichwiarz
i nie karzesz mu płacić odsetek
(Wj 22,20-24).

 

To w tych i podobnych „rozporządzeniach” Kodeksu Przymierza znajdujemy szczegółowe reguły dotyczące takich spraw jak: kult religijny i przestrzeganie świąt, sposób korzystania z dóbr i kształtowanie relacji międzyludzkich, troska o sprawiedliwość społeczną i postępowanie wobec przestępstw i przestępców itp.

 

1. Słabe ogniwo:  cudzoziemiec, sierota, wdowa

 

Bóg od początku stworzył człowieka do tego, by był i żył we wzajemnych relacjach. Stworzył mężczyznę i niewiastę, by byli jednością – jednym ciałem. Podobnie później w całej historii zbawienia prowadzi ludzi, aby tworzyli wspólnotę życia. Spodobało się Bogu, aby zbawiać ludzi nie pojedynczo, ale utworzyć lud – przypomina nam o tym Konstytucja Dogmatyczna o Kościele (pkt 9).

Dla pełnego i właściwego życia i „funkcjonowania” wszystkich członków w społeczności ludu ważna jest sytuacja każdego z członków a w szczególności najsłabszych. Stabilność bowiem oraz moc i trwałość jakiegokolwiek bytu (ciała, organizacji, budowli, karawany itp.) zależy od tego, jakimi są najsłabsze elementy i od tego, czy inne w jakiś sposób podejmą ich słabość, aby całość mogła trwać.

Kiedy więc Bóg tworzy sobie lud, dla niesienia ludziom zbawienia, poleca i nakazuje temu ludowi, aby troszczył się właśnie o te członki, które zazwyczaj w społecznościach  są słabe, gdyż są pozbawione tego, co inni mają. Takimi są wymieniani w dzisiejszym czytaniu cudzoziemiec, wdowa i sierota.

Cudzoziemiec nie był zrównany w prawach z innymi mieszkańcami miasta czy kraju. Wdowa, w nauczaniu mędrców, była porównywana do kogoś, komu obcięto jedno ramię lub kto stracił głos. Sierota natomiast był widziany jak gałązka odcięta od pnia drzewa, jak latorośl odcięta od krzewu winnego. Oni wszyscy potrzebowali pomocy, aby nie ulec zagubieniu i zatracaniu się w społeczności. Tym bardziej więc były godne napiętnowania i potępienia wszelkie czyny przeciwko takim – słabym członkom społeczności.

 

2. Przykładowe przejawy przemocy

 

W przedstawieniu sytuacji i niewłaściwych działań, jakie charakteryzują człowieka jawi się polecenie nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał cudzoziemców. Mamy tutaj dwa określenia bliskie sobie. Pierwsze z nich (janach) wyraża w języku hebrajskim, wraz z innymi podobnymi, wymuszanie na drugim czegoś, czego on sam nie jest w stanie zrobić i czemu nie jest w stanie podołać. Może się to dziać za pomocą zewnętrznej, fizycznej przemocy jak również słów i innych środków opresyjnych. Szczególny wydźwięk ma, gdy odnosi się do tych, którzy są społecznie i „ekonomicznie słabi”, jak np. cudzoziemiec, przybysz, sierota, wdowa.

Drugi termin (lahatz) w swoim podstawowym znaczeniu wyraża wyciskanie lub naciskanie na coś najpierw w dosłownym, fizycznym znaczeniu. Tak oślica Balaama przycisnęła jego nogę do muru (zob. Lb 22,25). Oprócz znaczenia fizycznego ucisku ma też znaczenie przenośne. Jest to ucisk, który ma zazwyczaj swój wyraz w głośnym wołaniu i krzyku. Takie znaczenie przyjmuje w odniesieniu do sytuacji Izraelitów w niewoli egipskiej (zob. Wj 3,9; por. Sdz 4,3; Ps 42,10 itp.).

W odniesieniu do wdowy i sieroty jest użyty czasownik, który wyraża „zgięcie w dół” upokorzenie i uczynienie kogoś zależnym. Nie chodzi tylko o wdowy „biedne” materialnie, lecz o wszystkie i o wszystkie sieroty. Ich stan bowiem jest już, jak o tym była mowa wyżej, nacechowany brakiem i upokorzeniem. Chodzi więc o to, by tak wobec nich i z nimi postępować, by to, co jest już dla nich trudnym doświadczeniem i ciężarem nie było wykorzystywane do dalszego upokorzenia i wprowadzania w zależność.

Kolejnym przejawem przemocy jest lichwa. Jest to wykorzystanie swoich środków, zazwyczaj pieniężnych, dla wzbogacenie siebie przez wykorzystanie słabej sytuacji i pozycji kogoś, kto znajduje się w potrzebie i jest „zmuszony” do zadłużania się. Jest to jedna z form wyzysku i spekulacji, w których nie liczy się rzeczywista praca, lecz jest wprowadzony mechanizm zysku z samego pieniądza. Zazwyczaj bardzo nieproporcjonalnego, do wkładu. W Piśmie świętym jest ona potępiana, jak to widzimy w dzisiejszym czytaniu. Rozróżnia się jednak stosowanie jej w stosunku do członka własnego narodu czy do cudzoziemców. Jedną z racji jest przeciwko stosowaniu lichwy jest stwarzanie zależności dłużnika idące czasem aż do jego całkowitego zniewolenia.

 

3. Reakcja Boga – rozwiązanie

 

Jeśli spojrzymy na zamysł Boga, jaki jest zakodowany w samym stworzeniu, to widzimy, że Bóg stworzył człowieka zdolnego i powołanego do przeżywania relacji z bliźnimi w wolności i równości. Faktem jest, jednak, że grzech, będący nadużyciem wolności, spowodował to, że  człowiek łatwo nadużywa swej wolności i swej pozycji wobec drugiego człowieka. Mimo tak szczegółowo sprecyzowanych reguł także w narodzie wybranym dochodziło do stosowania przemocy wobec słabszych – a więc cudzoziemca, wdowy i sieroty.

Nie wystarczyły wspomniane polecenia. Później m.in. z tego powodu (niesprawiedliwości społecznej) naród ten musiał doświadczyć wygnania babilońskiego. Nawet to bolesne wydarzenie nie zmieniło wspomnianej sytuacji i tendencji ludzi ku stosowaniu wszelkiego rodzaju przemocy. Nie wystarczało pouczenie i stosowanie kary, potrzebna była i jest potrzebna przemianę wnętrza człowieka. To właśnie zostało zapowiadane przez proroków w kontekście wygnania babilońskiego i obwieszczane jako dar nowego serca. Stało się to w Jezusie Chrystusie i darze Ducha Świętego.

Jezus przyjął na siebie wszelkie przejawy przemocy i „dał się gnębić” – tak mówi, zapowiadając misję Jezusa, Sługi Pańskiego, prorok Izajasz (zob. 53,7 w całym kontekście. Jest tutaj użyty ten sam czasownik, co w zakazie krzywdzenia i gnębienia wdowy i sieroty wyrażonym w słowie z Księgi Wyjścia (22,21n).

Nie starczyły polecenia i zakazy. Nie okazały się wystarczające kary. Trzeba było przyjścia między ludzi stosujących wyzysk i przemoc w najróżniejszych wydaniach, aby otworzyć drogę prawdziwego rozwiązania tego, co stało się jako skutek grzechu. Ta prawda okazuje się skuteczna w tych, którzy wierzę w tego Sługę Pańskiego, Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Jest to propozycją, która stale Kościół głosi i do której stale się nawraca. Tego nie zmienia nawet fakt, że czasem tego nie czyni wystarczająco konsekwentnie. Czy i na ile to Kościół czyni, zależy od każdego z nas wierzących.

Nie będziesz gnębił drugiego, bo sam byłeś gnębiony w Egipcie.

Może już więcej nie gnębić drugiego, po poznałeś Tego, który dał się gnębić i żyje jako zmartwychwstały w członkach swego Ludu. W tych którzy wierzą w Niego i słuchają Ojca przyjmując Ducha Świętego

 

 

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

42 komentarze

  1. Tchórze zawsze będą krzywdzić i gnębić najsłabszych.
    W ten sposób dowartościowują swoją /nikłą/ siłę. No i grzech.

    #1 Ka
  2. …” Nie będziesz gnębił drugiego, bo sam byłeś gnębiony w Egipcie.
    Można już więcej nie gnębić drugiego, po poznałeś Tego, który dał się gnębić i żyje jako zmartwychwstały w członkach swego Ludu. W tych którzy wierzą w Niego i słuchają Ojca przyjmując Ducha Świętego.” cyt.Ks.Bpa

    Bogu Ojcu niech będą dzięki za dar Drogi Neokatechumenalnej – często tak bardzo nierozumianej i krytykowanej nawet przez uważających się za wierzących w Jezusa Chrystusa.
    Właśnie na Drodze N wszyscy doświadczamy tego, jak możliwa się staje miłość do innych od nas, wdów, sierot, samotnych, odrzucanych,…

    #2 niezapominajka
  3. Kochani Blogowicze i czytelnicy
    Zapewniam Was, że nowe serce i nową duszę można otrzymać zaufawszy Bogu Ojcu Jedynemu przez posłuszeństwo Słowu Bożemu / Dobrej Nowinie dla grzesznika/ czyli samemu Jezusowi Chrystusowi, który był zapowiadany już w Starym Testamencie – oraz w takiej wspólnocie, do której wezwał nas Pan Bóg.
    Jestem zachwycona Drogą N, która jest otwarta dla wszystkich zainteresowanych.
    Wszystkim polecam katechezy neokatechumenalne .
    Zaufajcie Bożej Mądrości!
    Pozdrawiam

    #3 siostra z DN
  4. Tak, to bardzo ważne. Czasem myślę, że strach przed upokorzeniem, zniewoleniem jest motorem większości naszych działań: bogacimy się, by tego uniknąć, wdrapujemy się na „stołki”, by być nieosiągalnymi dla prześladowców, by wejść w „obszary” dla nich niedostępne, by zyskać dystans, uciec od lęku przed odrzuceniem, upokorzeniem .
    Gnębiąc bliźniego, upokarzając go – czynimy go podatnym na pokusę zła. Dlaczego? Bo ludzie uciekając przed upokorzeniem, przed zgnębieniem – bojąc się tego- nierzadko sami stają się gnębicielami.
    W człowieku gnębionym rodzi się gniew, rozpacz, nienawiść do prześladowcy, strach. – Nie chcę być słaby, nie chcę być podległy, nie chce być przerażony, upokorzony, zniewolony – stanę się silny, odporny, zrzucę z siebie moje przywiązania do ludzi, zamknę się przed nimi, stanę się okrutny, to mnie będą się bać.
    Ludzie pogardzani, odrzucani – to najczęściej awangarda wszelkich krwawych przewrotów, rewolucji, hekatomb.
    Ogarnia mnie przerażenie, kiedy sobie pomyślę, co mogę implikować, co ewokować, co budzić u INNEGO, do czego go doprowadzić, kiedy go zgnębię, upokorzę…

    #4 Elżbieta
  5. Księże biskupie zbliża się Święto Wszystkich Zmarłych bardzo proszę o wyjaśnienie jaki sens ma zapalanie zniczy na grobach zmarłych. Kwiaty i wieńce to wiadomo tylko wymiar estetyczny.
    Pozdrawiam serdecznie z diecezji siedleckiej.

    #5 Bożena
  6. Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce,
    a w szczególności Ofiarę eucharystyczną,
    by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga.
    Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych:

    Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich.
    Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca,
    dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę?
    Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli,
    i ofiarujmy za nich nasze modlitwy.

    Tyle KKK 1032.

    Jaki ma sens zapalanie zniczy?
    Znalazłam taką odpowiedź:
    „Zwyczaj zapalania zniczy wywodzi się z obyczajów pogańskich-dziadów
    czyli przyzywania zmarłych oraz zaspokajania ich potrzeb cielesnych.
    Ustawiano na grobach pokarmy, a palący się ogień miał odstraszać zjawy i upiory.
    Ogień ten miał również wskazywać zmarłym drogę do domów,
    a następnie w zaświaty.
    Wierzono, iż palący się płomień zapewnia ogrzewanie się dusz.
    Doktor Wasilewski zwrócił uwagę na fakt,
    iż pamięć o zmarłych nie zawsze przejawiała się w zapalonym zniczu na grobie.
    Dawniej wierzono, że zmarli przychodzący na ziemię mogli być spragnieni i głodni,
    dlatego przygotowywano dla nich posiłki i napoje.
    Wierzenia o duszach zmarłych były różne, lecz przez stulecia nie zmieniła się potrzeba pamięci o nich.
    Doktor Tadeusz Baraniuk etnolog z Uniwersytetu Warszawskiego
    zwrócił uwagę na symbolikę palących się zniczy.
    Podkreślił, iż łączy się ona z tzw. tamtym światem
    i symbolizuje ludzkie życie, które tak jak świeca wypala się.
    Dzisiaj wyrażanie naszej pamięci objawia się w zapaleniu zniczy,
    modlitwie w ich intencji, sprawowaniu liturgii.
    Tradycja zapalania zniczy ma wymiar duchowy i stanowi ważną symbolikę.
    Są znakiem:
    pamięci tych, którzy odeszli;
    wyrażają naszą łączność z nimi i wiarę, że ich dusze trafią do raju;
    są również wyrazem szacunku i oddania.
    Znicze zapalamy podczas dnia Wszystkich Świętych ale również w inne święta i rocznice.
    Zapalając znicz wspominamy zmarłą osobę, a także czasy kiedy żyła.
    Ważne jest to, by znicz łączony był z modlitwom o spokój duszy, a nie był tylko pustym gestem.
    Każdy zapalony znicz jest gestem wychodzącym z potrzeby naszego serca
    i nikt nie ma wątpliwości o pięknie tej tradycji”

    Pozdrawiam 🙂

    #6 julia
  7. #5 Bożena,
    a ks. Lewandowski pisze tak:
    „Światło. Znak nadziei, że Bóg żywych tych, którzy żyją w naszej pamięci
    nie wymazał ze swojej pamięci.
    To znak zmartwychwstania. Znak życia nie mającego kresu.
    (…)
    Jeśli już przypominamy.
    Uroczystość Wszystkich Świętych jest świętem nakazanym.
    Czyli mamy obowiązek uczestniczenia we Mszy świętej.
    To w niej urzeczywistnia się tu i teraz pamięć Boga i zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią.
    To ona jest prawdziwym świętych obcowaniem dla nas, pielgrzymujących na ziemi.
    To bez niej znak światła traci swój sens,
    kultura znaku staje się antykulturą”
    🙂

    #7 julia
  8. #5 Bożena.
    Ani kwiaty ani świece na grobach naszych zmarłych nie mają sensu, tylko wtedy gdy wiary brak.
    Cieśla z Nazaretu/Jezus Chrystus/ umarł i zmartwychwstał. Taka wiara daje sens i kwiatom i świecom na grobach naszych zmarłych.
    Bez wiary dojrzałej, to znaczy wiary, która przekracza /pokonuje/ śmierć nie ma to wszystko sensu .
    Rok temu zasnął w Panu/taka jest moja wiara/ mój ukochany ojciec.
    Dzisiaj widzę jak brakuje mi jego uśmiechu. Nie masz pojęcia jak tęsknię, by spotkać się z nim u Pana/Jezus Chrystus/.
    Bożena, Twoje kwiaty i świece to Twoja pamięć/wiara/ w to, że można umrzeć i żyć nadal. Twoja wiara nadaje sens każdej śmierci, bo kiedy Ty umierasz z wiara oni otrzymują życie.
    Wszystko ma sens puki my żyjemy /możemy wybierać/ życie kosztem własnego umierania.
    Możesz pomóc swoim zmarłym wybaczając im w swoim sercu.
    Pozdrawiam Cię
    janusz

    #8 \baran katolicki
  9. Mam pytanie do Szanownych Blogowiczów.
    Czy upominacie bliźnich, jeżeli widzicie, że oni źle czynią lub źle mówią?
    Ja mam z tym duży problem.
    Ludzie często używają Imienia Świętego na daremno, jako przerywnik w wypowiedzi, a ja nie mam odwagi reagować na to. A przecież jest przykazanie „grzeszących upominać”.
    Czasami zdarzy mi się upomnieć kogoś, ale jest to mało skuteczne.
    Podzielcie się proszę swoimi doświadczeniami w tej kwestii

    #9 zdzisławowa
  10. Dla mnie zapalony znicz (świeczka) jest symbolem kontynuacji życia po śmierci.
    Natchnieniem są słowa
    J 1,4n:
    W Nim było życie,
    a życie było światłością ludzi,
    a światłość w ciemności świeci
    i ciemność jej nie ogarnęła.

    #10 lemi58
  11. #9 Zdzisława.
    „Grzeszących upominać” to jeden z siedmiu uczynków miłosierdzia co do duszy/człowiek wierzący w standardy Jezusa Chrystusa.
    Nie upominaj i nie posądzaj o grzech ludzi nie wierzących/nie mających wiary Kościoła/. Grzeszy tylko człowiek wierzący bo wiara oświetla mu co jest dobre a co złe i daje świadomość wyboru. Tylko ci z nas, którzy mają wiarę dojrzałą mogą upominać braci i siostry w wierze.
    Nie ma sensu moralizować/molestować/ ludzi religijnych, lub niewierzących Chrystusem/Kościołem/i dopatrywać się w nich grzechu wartego potępienia.
    Mam na sobie wiele blizn po ranach odniesionych w walce z „grzechem” innych.
    Proszę pamiętać, że grzeszymy na tyle ile wiary mamy.
    Ten kto ma małą wiarę mało grzeszy. Ten zaś kto dojrzał w wierze grzesząc zasmuca Ducha świętego.
    „Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: ‚Widzimy’, przeto pozostajecie w grzechu.”
    – Jan 9:41
    Pozdrawiam
    janusz

    #11 baran katolicki
  12. Dawno nie zaglądałem na ten blog bo – przyznam się szczerze – nie chciało mi się.
    Ale teraz może częściej będę tu zaglądał.
    I taką refleksje mam związaną z tymi wszystkimi kwiatkami i modlitwami za zmarłych;
    Stawiamy kwiatki na grób zmarłemu, ale czy je dajemy żywej osobie, tak bez okazji? Czy bez okazji modlimy się nawzajem za siebie?
    Ja przyznam się, że kiedyś wysłałem dziewczynie kwiatki, ale chyba nie pomogły 🙂

    #12 chani
  13. #9 Czy upominam? Nie.Upomnień się nie lubi.Dociekam jedynie dlaczego tak czynią czy mówią.
    Pytając prowokuję rozmowę która ma uświadomić bezsens lub zło zawarte w danym czynie.
    Może spróbuj zapytać czy bez imienia tego a tego nie dałoby się to samo powiedzieć? Dodaj że razi Cię bezmyślność.
    To sprowokuje rozmowę.Wypowiesz spokojnie swoje zdanie na dany temat a rozmówca może się zastanowi.

    #13 Ka
  14. #9 Zdzisławo,
    1. sprostuję: „grzeszących upominać” to czyn miłosierdzia względem duszy,
    2. czy upominam?
    Nie każdego i nie zawsze.
    3. Czy moje upominanie jest skuteczne?
    Nie potrafię tego ocenić.
    Ale skoro sama mam świadomość swojego grzechu, a jednak wciąż grzeszę?
    🙂

    #14 julia
  15. Mam tez takie pytanie (może głupie, ALE…); w wyznaniu wiary mówimy, że Jezus został zrodzony a nie stworzony, a o innych ludziach mówimy, że są stworzeniami Bożymi, np. o jakimś dziecku mówi się, że Bóg go stworzył a przecież wiadomo ja się poczynamy i rodzimy.
    Jak byśmy bali się słowa sex. Nie umiemy tej prawdy przekazać dzieciom, a może jak byśmy więcej o tym rozmawiali z dziećmi, to może by nie było tyle niechcianych ciąż.

    #15 chani
  16. Wysłuchałam dziś ciekawej rozmowy o sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie
    – w Syrii, w Iraku, w Egipcie.
    Jeden z uczestników rozmowy po sugestii interlokutora,
    że należy troszczyć się o to, żeby ratować wspólnoty chrześcijańskie z tego rejonu
    przez przyjmowanie ich w Europie zauważył, że
    Kościół nie jest po to, żeby troszczyć się o swoje przetrwanie,
    ale żeby głosić Ewangelię.
    Co więc robić dla naszych braci w tamtym rejonie świata? – zapytał dziennikarz.
    Każdy może poznawać ich i modlić się – padła odpowiedź.

    Tym rozmówcą był (sprawdziłam) ks. Przemysław M. Szewczyk, który w innym miejscu napisał:
    „Nie ulega wątpliwości, że naszym braciom na Wschodzie musimy pomóc.
    Pomagajmy im jednak tak, jak oni sami o to proszą:
    pomagając im zostać na ich ziemi,
    wspierając ich w budowaniu w ich krajach społeczeństwa wolności religijnej,
    dając wsparcie prześladowanym – w tym chrześcijanom.
    Chrześcijanie muszą pozostać częścią islamskiego świata,
    bo i on potrzebuje zaczynu Ewangelii.
    Wiem, że to może zabrzmi boleśnie,
    ale Islam potrzebuje obywateli drugiej kategorii, nawet trzeciej,
    tak jak cała ludzkość potrzebuje ostatniego z ludzi,
    wyrzuconego za mury miasta i ukrzyżowanego,
    naszego Pana, Jezusa Chrystusa.
    Bez Niego nie ma dla nas ratunku”

    Pozdrawiam 🙂

    #16 julia
  17. #15 chani, witaj 🙂
    1. tak, w wyznaniu wiary mówimy, że „Jezus jest zrodzony, a nie stworzony”.
    To ślad sporu teologów w 4 wieku.
    Ariusz głosił, że jest tylko jeden Bóg-Ojciec,
    a Jezus jest stworzeniem, jak my.
    To by znaczyło, że Jezus nie jest współistotny Ojcu
    (i że przez Niego wszystko się stało…).
    Na soborze w Nicei (325 r.) i w Konstatntynopolu (381 r.)
    Kościół ostatecznie podał do wierzenia,
    że Jezus nie jest stworzeniem, ale jest Bogiem – jak Jego Ojciec.
    I tak mówimy w Credo.

    2. zacytuję Katechizm KK:
    366 Kościół naucza, że każda dusza duchowa jest bezpośrednio stworzona przez Boga,
    nie jest ona „produktem” rodziców – i jest nieśmiertelna.
    365 Jedność ciała i duszy jest tak głęboka,
    że można uważać duszę za „formę” ciała;
    oznacza to, że dzięki duszy duchowej ciało utworzone z materii jest ciałem żywym i ludzkim;
    duch i materia w człowieku NIE SĄ DWIEMA połączonymi naturami,
    ale ich zjednoczenie tworzy jedną naturę.

    Wynika więc z tego, ze uprawnione jest stwierdzenie, że jesteśmy stworzeniem Pana Boga.

    3. trudno mówić małemu dziecku o poczęciu człowieka.
    Trzeba mówić prawdę, szanując wrażliwość młodego człowieka.
    Wychowywać do miłości, do życia w rodzinie.
    Myślę, że niechciane ciąże nie są wynikiem braku rozmowy o seksie, ale wręcz przeciwnie.
    Są skutkiem seksualizacji dzieci i młodzieży.

    Pozdrawiam 🙂

    #17 julia
  18. Odnośnie poczęcia i narodzin człowieka polecam książeczkę przeznaczoną właśnie dla maluchów „Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat” autora nie pamiętam – świecka ale świetna /kupiłam ją swojej córce – dawno/.
    Witaj Krzysiu /Chani/

    #18 Ka
  19. Ad. 15
    Zrodzony a nie stworzony oznacza, że Jezus jest jednorodzonym synem Boga, zrodzonym na początku (przed wszystkim). Bóg zrodzony z Boga. Ponieważ już istnieje w postaci bożej w Maryi przyjmuje ciało. J 1; 1-18.

    #19 lemi58
  20. „nie będziesz gnębił…”
    nie będę
    ale sama też się nie dam gnębić
    zadziora ze mnie, no cóż, czy to wada? Mam nadzieję, że to „tylko” asertywność. Tylko co z zasadą: „… nadstaw drugi policzek…”

    Trudno jest żyć zgodnie z nauką Jeszusa. Trudno…

    Tyle chciałam napisać i o Mszy na cmentarzu i „halołinach” i o naszej wiejskiej kapliczce, i o tym, że tęsknię do czasu, gdy tak „po dziecięcemu” po prostu wierzyłam, bez mądrych słów, teorii itp, bo ja jak Michałowa z Rancza „…mistyków nadreńskich nieszczególnie lubię” – coraz częściej wydaje mi się, że za bardzo moją wiarę zaczynam na naukowych filarach opierać…
    Boże daj mi dziecięcą ufność…
    pozdrawiam

    #20 Baba ze Wsi
  21. #9 Dziękuję Januszowi i Julii i Ka za wyczerpujące odpowiedzi, pomogły mi one.

    #21 Zdzisławowa
  22. #20/?/.
    Kobieto jak Cię ochrzczono, to znaczy pod jakim imieniem?
    Być może dla Ciebie to mało znaczy ale tak Cię woła i będzie wołał Chrystus/Kościół/na wieki wieków.
    „Trudno jest żyć zgodnie z nauką Jezusa. Trudno”… Nie zgodzę się z Tobą, bo doskonale wiem/doświadczenie/, ze jest to nie możliwe bez wiary dojrzałej. Tu nie chodzi o wiarę dziecinną, ale o wiarę dziecięcą. Ogromna to różnica bo można być dzieckiem Ojca mając nawet + sto lat. Dziecinność w wierze to tak jak byś chciała wleźć w sukienkę z Pierwszej Komunii.
    Tylko wiara dojrzała daje radość z bycia gnębionym/branie na siebie niesprawiedliwość innych/.
    Kochana kobieto, trafiłaś tutaj bo On Cię woła po imieniu.
    Proszę nie bać się głosu, który woła by pójść daleko …
    Pozdrawiam
    janusz

    #22 baran katolicki
  23. #20
    Myślę, że asertywność jest wskazana /ale bez pogardy/
    Kiedyś otrzymałam taką radę – trzymać się z daleka od złych ludzi. Wprawdzie było to już po fakcie, bo wcześniej weszłam niepotrzebnie w dialog i dałam się gnębić oraz sama gnębiłam uzasadnianiem swoich racji.
    Dopiero po wyczerpaniu argumentów powiedziałam -Jezu , Ty się tym zajmij, bo ja już nie mam sił i wieloletnia sprawa szybko zakonczyła się pomyślnie.

    Od tej pory wierzę , że DZIECIECA UFNOSC jest ponad wszelką wiedzą

    #23 Tereska
  24. #20
    W „Hymnie o miłości” św. Paweł pisze:
    „Gdy byłem dzieckiem,
    mówiłem jak dziecko,
    czułem jak dziecko,
    myślałem jak dziecko.
    Kiedy zaś stałem się mężem,
    wyzbyłem się tego,co dziecięce.(1 Kor.13,11)
    Św.Paweł widział różnice między dziećmi i dorosłymi w myśleniu,rozumieniu pojęć.Są one inne.Nie chodzi tu tylko o to ile każdy z nich może poznać i zrozumieć.
    Tajemnica przeistoczenia i sens Eucharystii uchwytne są jedynie dzięki wierze.
    „Drugoklasiści” mogą być szczerze „głodni” Ciała Jezusa,ale poziom rozumienia pojęć:„Eucharystia”,„Msza św.” i „przeistoczenie” jest niski. 🙂

    #24 Mirosława
  25. Szczęść Boże
    czytając ten artykuł zastanawia mnie jedno zdanie Nie będziesz gnębił drugiego, bo sam byłeś gnębiony w Egipcie.

    Może już więcej nie gnębić drugiego, po poznałeś Tego, który dał się gnębić i żyje jako zmartwychwstały w członkach swego Ludu”
    Otóż według mnie dużo jest ludzi, którzy wiedzą o męce i ukrzyżowaniu Jezusa , a i tak ich gnębią inny choć sami doświadczali zła. A po za tym gdzie tu jest granica między znoszeniem cierpienia dla a Chrystusa dawanie się aby , ktoś nas gnębił?

    #25 Dorota Wt
  26. #21 Zdzisławo,
    🙂

    #26 julia
  27. #20 „babeczko”,
    moja Mama i Babcia miały w sobie wiarę małego dziecka, ufną, prostą i jednocześnie piękną, bo przekładała się na ich codzienne świadectwo dawane tak najbliższym, jak i sąsiadom, znajomym …
    Moi synowie też wychowywali się na świadectwach prostoty i piękna wiary mojej Mamy. Nie była idealnym człowiekiem, ale głęboko wierzę, że jest w Niebie wraz ze swoją Mamą.
    Tak jak i Ty pragnę nie wyrastać z dziecięcej ufności w Mądrość Boga Ojca, który zesławszy na Ziemię swego Syna dał nam szczególną „trampolinę” do pnięcia się w górę.
    Nie neguję tym samym wszelkiej ludzkiej inteligencji i niesamowitej wiedzy naukowej i teologicznej, które to umiejętności są też niezbędne Kościołowi i wiernym.
    pozdrawiam

    #27 niezapominajka
  28. Babeczko, pisz o czym chcesz, bo czyta się również Ciebie z zainteresowaniem

    #28 niezapominajka
  29. …”Nie będziesz gnębił drugiego, bo sam byłeś gnębiony w Egipcie.
    Może już więcej nie gnębić drugiego, po poznałeś Tego, który dał się gnębić i żyje jako zmartwychwstały w członkach swego Ludu. W tych którzy wierzą w Niego i słuchają Ojca przyjmując Ducha Świętego” cyt Ks.Bpa
    Często nie gnębimy drugich, jeżeli przeszliśmy pewną niewolę osobiście, gdzie byliśmy gnębieni.
    Jezus Chrystus uczy mnie, jak przeżywać pewne zniewolenie, gnębienie i mimo wszystkich przeciwności mieć pokój duszy, swoiście zmartwychwstawać czyli żyć bez urazy. Bo biedni na duszy są nasi gnębiciele, którzy pokazują swoje ciemne barwy charakteru. Nadstawić drugi policzek nie raz ,nie siedem ale siedemdziesiąt siedem
    Gdzie się podziewa wtedy asertywność tak modna dzisiaj? Myślę, że nie ma tu sprzeczności.
    Codziennie niemalże spotykam sąsiadów/ niektórych/, którzy nie kłaniają mi się. Sprawia mi to przykrość, ale myślę wtedy: biedni może poranieni ludzie i jest mi lżej przechodzić obok.
    Dodam jeszcze, że próby nawiązania rozmowy nic nie pomogły, zatem muszę przyjmować każdorazowo pewien rodzaj „policzka” i żyć z tym…
    Dziękuję Księdzu Biskupowi za rady między wierszami dawane k a ż d e m u
    i serdecznie pozdrawiam

    #29 niezapominajka
  30. Szczęść Boże
    Zastanawia mnie jedno zdanie: Może już więcej nie gnębić drugiego, po poznałeś Tego, który dał się gnębić.
    Przecież ludzie wiedzą, co wycierpiał Jezus, a i tak gnębią innych ludzi. Nawet jeśli sami byli nękani.
    A po za tym gdzie jest granica znoszeniem cierpienia dla Chrystusa a dawaniem się komuś gnębienia?
    Jaka jest tu wartość przebaczenia?
    Co mam dać się komuś poniżać, bo on wie,że jestem wyznawcą Chrystusa i powinnam przebaczać.
    Czy to nie jest naiwne?
    Nie chodzi mi o same przebaczenie, ono jest potrzebne. Tylko czy my za każdym razem kiedy ktoś nas gnębi, mamy przebaczać.
    Czy my nie możemy po prostu postawić jasno granicy ,że tak nie można?
    Pozdrawiam

    #30 DorotaWt
  31. Coraz bardziej boję się krakowskiego kościoła.
    Jest nieobliczalny.

    #31 Ka
  32. Ad #25 i #30 DorotaWt
    Nie wystarczy „wiedzie” o NIM (o Jezusie) i o tym, czego dokonał. Trzeba GO poznać, tzn. wejść w zażyłość, zjednoczenie z NIM (jak o tym często pisze baran katolicki – i nie tylko on).
    Temu służy inicjacja chrześcijańska (katechumenat), której – ogólnie mówiąc – jest mało i często nie jest brana serio pod uwagę.
    Gdzie są (gdzie trzeba stawić) granice?
    Trzeba pytać JEGO, Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, który dał od Ojca Ducha Świętego, byśmy mogli żyć w przebaczeniu.
    To oznacza inny sposób (inną koncepcję) życia, niż ta według naszego „pomyślunku”, według logiki świata i według sprawiedliwości, jaką każdy próbuje sobie znaleźć.
    To należy do codziennej prawdy i rzeczywistości każdego wierzącego chrześcijanina.
    Bp ZbK

    #32 bp Zbigniew Kiernikowski
  33. ad #22 Janusz
    trudno żyć według nauki Jezusa, ale nie jest to ponad moje siły… gdzieś słyszałam/czytałam, że dostajemy tylko taki „krzyż” jaki możemy unieść – nie większy… To życie w oddaleniu od Boga jest łatwe, kolorowe, atrakcyjne dla wielu – jak z reklamy… na szczęście życie z Panem też jest atrakcyjne, czasem (dla mnie trudne) ale atrakcyjne – choćby ze względu na nagrodę, na którą liczę. A jak mnie ochrzczono? oj zależy na którym chrzcie 🙂 byłam bowiem dwa razy ochrzczona – pierwszy raz po narodzinach – z wody w szpitalu, a drugi raz w kościele – Tato nie powiedział Księdzu, że ja już ochrzczona i … zaś mnie ochrzczono – tym samym imieniem. Jezus nawet jak mnie nie zawoła a tylko kiwnie palcem, to i tak polecę za Nim…

    ad #23 Teresko no właśnie i u mnie tak kilka razy bywało, starałam się, szarpałam, kombinowałam, a wystarczyło: „Boże, dopomóż…”

    ad #24 Mirosławo – dziękuję, tego Słowa mi było potrzeba, św. Paweł wiele razy pisze do mnie – tylko ja często o Nim zapominam, a wystarczy sięgnąć i doczytać…

    ad Niezapominajka : 🙂 właśnie tak chcę, tak czuję… wiedza owszem, jak najbardziej, ale to wiara jast na pierwszym miejscu. „Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko.”

    ad @32 Księże Biskupie: a katechumenat… no faktycznie, zastanawia mnie celowość chrztu malutkich dzieci. Może faktycznie lepiej poczekać aż urosną, same wybiorą świadomie, … a z drugiej strony – ileż by trzeba czekać, żeby wybrały świadomie… a w prawosławiu to zdaje się chrzest i bierzmowanie od razu takim maluszkom „robią”…
    Chrzest dorosłych jakoś tak po macoszemu się odbywa, nie znam nikogo, kto rzeczywiście by się do tego Sakramentu w szczególny sposób przygotowywał. Owszem, synek sąsiada ochrzczony tydzień przed I Komunią…, moje dwie koleżanki ochrzczone i bierzmowane tuż przed ślubem… może Ks. Biskup podniesie rangę chrztu dorosłych – tak mi się zdaje, że to ma na celu ta prośba / informacja o chrzcie dzieci i młodzieży… a neokatechumenat? czy dobrze rozumiem, że to jakby powtórne przygotowanie, czy raczej „odświeżenie” do pełnej relacji z Bogiem? no nie wiem, ale od Was się dowiem (niewątpliwie).
    Pozdrawiam, dobrego dnia życzę (a się rozpisałam – taka wena o 5 rano :))

    #33 Baba ze Wsi
  34. o! znów witam. Wyspana, „napita kawy” to i w głowie mi pojaśniało
    do mojego poprzedniego komentarza dodam (bo mi się ne dopisało i sens umknął), że przy chrzcie w kościele dostałam oprócz pierwszego imienia – w prezencie od Księdza drugie imię „.. bo to pierwsze takie pogańskie…” i tak jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch imion – do tego w czasie bierzmowania dołączyło trzecie… którym Bóg mnie zawoła? – a to już tylko Bóg wie – dla mnie ważne jest, żeby zawołał…
    do Janusza: kolejny raz o imię pytasz… takie to ważne dla Ciebie? przepraszam, że nie odpowiedziałam poprzednio, ale … w internecie funkcjonuję jako Baba ze Wsi i tak mi wystarczy. Niektórzy mnie znają, a Ksiądz Biskup (jak Bóg pozwoli) pozna mnie w poniedziałek, wierzę w inteligencję Mojego Biskupa – rozpozna mnie w tłumie innych, a czy imię zapamięta…

    ad #31 Ka – ale czemu? czyżby aluzja do misji kanonicznej? a matematyk, który głosi „własną” tabliczkę mnożenia może dzieci uczyć? no nie, bo do kuratorium doniosą i porządek zrobią… szkoda mi zawsze osoby która traci pracę, a co za tym idzie źródło utrzymania, ale … i tak bywa.

    pozdrawiam, do garów zmykam.

    #34 Baba ze Wsi
  35. Szczęść Boże
    Nie wiem czy poprzedni komentarz dotarł wiec pisze jeszcze raz.Skąd człowiek ma wiedzieć, co od niego chce Bóg? Skoro może żyć jako dobrze zgodnie z planem swoimi i sumienie nic mu nie zarzuca? A poza tym co daje człowiekowi katechumenat?Czy on zbytnio nie odstaje od Kościoła?Ja byłam raz na takiej Mszy i bardziej wzbudzało niechęć niż chęć. Tak samo jak w przypadku tych Mszy o uzdrowienie.Skąd mam wiedzieć,czy osoba,która się nad mną modli nie modli się czasem do kogoś innego niż Duch Św. Bo zauważyłam,że niektórzy ludzie podchodzą nawet się nie zastanowią. A jeśli ona mi przekazuje jakieś zle moce i przez to człowiek jest zniewolony i nie ma świadomość.Bo ja jestem sceptycznie nastawiona do tego. Nie nie chce,aby osoba która się nad mną modli przekazała mi jakieś zło.

    #35 DorotaWt
  36. #33. Powiadasz,że „trudno żyć według nauki Jezusa, ale nie jest to ponad moje siły… gdzieś słyszałam/czytałam, że dostajemy tylko taki „krzyż” jaki możemy unieść – nie większy”. Nie mogę zgodzić się z tobą bo mój krzyż to moje umieranie i rodzenie się na nowo. Chodzi właśnie o krzyż, który jest miejscem doświadczenia swojej bezsilności, bezradności,totalnego bankructwa. Krzyż to prawdziwa pascha, prawdziwe umieranie dla siebie by żyć dla innych już nie o własnych siłach. Nie wiem skąd do ciebie dotarło religijne zapewnienie,że dostajemy taki krzyż jaki możemy unieść. Takie krzyżyki wiszą na naszych ścianach. Ozdabiają nasze szyje. Spotykamy je tylko tam gdzie sięga nasza religijność/dziecinna wiara/. To nie o własnych siłach człowiek dźwiga swój krzyż. Twój krzyż jest nie jest po to byś go dźwigała lecz po to by na nim umierały twoje wszystkie siły . Dopiero z twojej bezsilności wytryśnie prawdziwe źródło wszelkiej mocy zmartwychwstałego Pana w tobie. Proszę nie liczyć na własne siły dźwigają swój krzyż bo doskonale wiem po sobie jak dziecinna to wiara. Pozdrawiam janusz

    #36 \baran katolicki
  37. …/ neokatechumenat/”to jakby powtórne przygotowanie, czy raczej „odświeżenie” do pełnej relacji z Bogiem? no nie wiem, ale od Was się dowiem (niewątpliwie)”.
    Dobrze to ujęłaś.
    Jeśli będziesz miała okazje uczestniczyć w katechezach neokatechumenalnych, to zachęcam a po wszystkich zobaczysz czy taka Droga do bycia z braćmi odpowiada tobie.
    Naprawdę trudno jest przekonywać do DN, trzeba doświadczyć samemu piękna tej formacji lub niestety nie dostrzec tego… Życzę Tobie Bożego daru zasłuchania…
    pozdrawiam

    #37 niezapominajka
  38. Co do upominania.
    Trzeba upominać każdego. Nieważne czy wierzący czy nie. Bo jaki przykład dajemy, jeśli wierzącego upominiemy, a niewierzącego nie.
    Ze złem trzeba walczyć, nawet jeśli jest to zalążek. Bo wiadomo oni nie nazwą tego grzech. Jednak można powołać się na moralność. Nie można być obojętnym. Zwłaszcza w przypadku małych dzieci, które chłoną to co widzą.

    #38 DorotaWt
  39. #35 Przekazywanie zła?
    A gdzie Twoja POTĘGA OCHRONY udzielana przez Boga ?
    Nie wierzysz?
    #38 Upominając każdego,z nadmiaru tych upomnień możesz przeoczyć upomnienia siebie.

    #39 Ka
  40. nie chodzi mi o nadmierne upominania, tylko na ile żeby nie być tak naprawdę obojętnym.
    Wiadomo że nie będzie upominał ten co nie widzi nic złego.
    A skoro ktoś popełniał błędy to moze uchronić innych. A z tą potęgą to nawet nie rozumiem o ci chodzi.
    Ja poprostu nie mam pewność czy taka osoba faktycznie modli się do Ducha Św.
    A zresztą jaka ochrone ma Bóg udzielać?

    #40 DorotaWt
  41. #40 To ostatnie pytanie odsyłam do Kapłana.On jasno jako fachowiec w Bożej branży Ci to wyjaśni.
    Rzecz w tym że ja opieram się na tym co i jak czuję.Na 100% wiem,że zło może mnie poobijać ale nijak mej Duszy nie „capnie”.
    Moja to siła? Niemożliwe.Wszak najlepiej dbając swą siłą o ciało ono niszczeje i umiera.
    Dusza jest w stanie pozostać przykurzona ale złem /jak nie pozwolę/ nietknięta.

    #41 Ka
  42. Bo nie rozumiem, jak ochronę ma mnie dać Bóg.
    Nie chodzi, że nie wierze w Boza Opatrzność. Tylko nie widzę, może się mylę, związku z moja niepewnością do osób, które się modlą.
    Po prostu trzymam się zasady strzeżonego Pan Bóg strzeże.
    Pozdrawiam

    #42 DorotaWt

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php