Spotkanie otwarte (2 – 131027)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dziś, w niedzielę 27 października, podobnie jak przed miesiącem, odbyło się w domu biskupim „spotkanie otwarte”. Jest taka propozycja i wola, by w jedną z ostatnich niedziel miesiąc poświęcić na omówienie różnych aktualnych tematów – szczególnie tych, które są w danym czasie przedmiotem pytań, rozmów a czasem wątpliwości czy kontrowersji.

Spotkania mają dwie części. W pierwszej daję komentarz do czytań liturgicznych danej niedzieli. W drugiej jest rozmowa na aktualne tematy.

Dziś przedstawiłem  przesłanie Liturgii Słowa opierając się głównie na pierwszym czytaniu z Księgi Mądrości Syracha. Motywem wiodącym był temat Boga jako sędziego. Moje przedstawienie tego wątku pokrywało się po części z tym, jak to uczyniłem na blogu. Chociaż nie tylko. Były także odniesienia do Ewangelii o faryzeuszu i celniku oraz do czytania z Drugiego Listu św. Pawła do Tymoteusza.

Następnie rozmawialiśmy o roi i potrzebie sądu w naszym chrześcijańskim życiu. Bóg staje w tym sądzie jako strona przy człowieku, by osądzić w nim to, co pochodzi o złego ducha. To wymaga od człowieka zawierzenia Panu Bogu.

W dalszej części nasza dyskusja poszła po linii potrzeby formacji chrześcijańskiej wiary i formacji do kapłaństwa. Było to po części w łączności z jutrzejszym moim udziałem w dyskusji panelowej organizowanej przez Redakcję „Pastores”, jak odbędzie się jutro w budynku Konferencji Episkopatu Polski. Temat tego spotkania jest następujący: „Brak formacji – brak księży”. Mówiliśmy więc o ogólnej potrzebie formacji we wspólnotach kościelnych i potrzebie tej specyficznej formacji, jak musi nastąpić w Seminarium u kandydatów do kapłaństwa.

Dziękuję wszystkim, którzy przybyli dziś i wzięli udział w tym drugim „spotkaniu otwartym”. Zapraszam na następne w niedzielę 24 listopada br.

Zapraszam też do dalszej dyskusji na tym forum

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

47 komentarzy

  1. Uczestnicy zastanawiali się nad tym, jak trudno być „bezwzględnym sędzią” wobec innych…
    Na szczęście Ksiądz Biskup sprowadził nas na ziemię i przypomniał, że my – chrześcijanie jesteśmy uzdolnieni, by wydawać tylko jeden bezwzględny wyrok: PRZEBACZENIE.

    Tak, przebaczenie innym i sobie.
    I wstyd mi, że o tym zapomniałam…

    #1 uczestniczka
  2. Ksiądz Biskup zauwazył, że Papież Franciszek przypomina o wartości wspólnej rodzinnej modlitwy.
    I wyjaśnił, w czym tkwi trudność takiej modlitwy.
    Stanąć do wspólnej modlitwy to znaczy zrezygnować z własnego osądzania „względnego” i poddać się pod przebaczający sąd Pana Boga.

    A to wymaga konsekwencji – przebaczenia.
    „I odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy”
    Jakoś tak wolę nie mówić tych przy drugiej osobie, bo a nuż złapie mnie za słowo.
    🙂

    #2 uczestniczka
  3. „Brak formacji – brak księży” – moim zdaniem niezupełnie.
    Bóg formułuje serca, chodzi o to by tych serc nie zdeptać.
    Ale, co ja tam wiem. Przecież zupełnie się na tym nie znam.

    #3 Ka
  4. #Ka,
    jesteśmy obrazem Pana Boga, Pan Bóg sformował nasze serca – to prawda.
    Tak było na poczatku.
    Ale… nie można zapomnieć o wydarzeniu grzechu.
    I o jego skutkach – asolutyzacji swego życia, uznaniu, że centrum życia człowieka jest w nim samym. Nie taki był zamysł Pana Boga.
    Człowiek po grzechu nie ma w sobie mocy, żeby wrócić do pierwotnego zamierzenia Pana Boga wobec niego. Dlatego Pan Bóg zapowiada i potem posyła Zbawiciela.
    Dlaczego o tym piszę?
    Chcę przez to powiedzieć, że naszym sercom potrzebna jest formacja, kształtowanie przez Ewangelię.

    Więcej o tej konferencji można przeczytać na stronie:
    http://podlasie24.pl//wiadomosci/z-kraju/jak-przygotowywac-kandydatow-do-kaplanstwa-10344.html
    i
    http://info.wiara.pl/doc/1757704.Brak-formacji-brak-ksiezy
    a posłuchać na stronie:
    http://archiwum.radiopodlasie.pl/?p=22060

    Pozdrawiam 🙂

    #4 julia
  5. Dzięki Julio.

    #5 Ka
  6. Wszystkich obecnych poruszyły słowa Księdza Biskupa,
    że Bóg Ojciec okazał się sędzią bezwzględnym także wobec swojego Syna.
    Nie wybawił Go od śmierci…
    „Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego
    zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci,
    i został wysłuchany dzięki swej uległości.
    A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał” (Hbr 5,7-8)

    #6 uczestniczka 1
  7. Jezus zostal wysluchany ….
    chociaz poniosl smierc.

    I chyba w tym tkwi nasze /moje/ bladzenie.
    Nieustanny brak uleglosci /zgody/ na smierc.
    A Jezus wyraznie wskazuje ,ze posluszenstwo /uleglosc/ jest podstawa wysluchania prosb.

    #7 Tereska
  8. Ad 6
    Ja bardzo długo nie rozumiałam tego fragmentu, który przytoczyła uczestniczka 1.
    Gdy się go nieuważnie czyta, ma się wrażenie jakby Pan Jezus prosił, aby Bóg Ojciec wybawił Go od śmierci. A więc w jaki sposób został wysłuchany?
    Tyle tylko, że w tych słowach nie jest przytoczone, o co prosił Pan Jezus. Jest powiedziane tylko, że Bóg mógł Go uwolnić od śmierci.
    A więc o co prosił Pan Jezus?
    „ale nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie.”
    I w tym kontekście wyraźnie widać, że został wysłuchany. Mógł prosić Tego, który mógł Go uwolnić od śmierci, o życie, ale On prosił właśnie o to, aby wola Boga Ojca się wykonała.

    #8 basa
  9. Jak zajrzałem na stronę brewiarz.pl szukająć matce czytań na dzisiejszy dzień, tam jest napisane:
    „Uroczystość Wszystkich Świętych – obowiązek uczestnictwa w Eucharystii” – obowiązek jakoś dziwnie się kojarzy. Według mnie to powinien być zaszczyt uczestniczenia w Eucharystii, nie obowiązek, bo jakby tego obowiązku nie było?

    #9 chani
  10. #9 chani,
    źródła tego „obowiązku” należy szukać w przykazaniach Kościelnych. Pierwsze brzmi:
    W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świetej i powstrzymać się od prac niekoniecznych.
    Uroczystość Wszystkich Świetych jest właśnie świętem nakazanym i dlatego brewiarz internetowy o tym przypomina (czy informuje).

    Pozdrawiam 🙂

    #10 katechetka
  11. #9
    a mnie nie tylko….dziwnie się kojarzy.. co nawet budzi we mnie awersje.. gdy czytam.. MATCE !!!
    pozdrawiam

    #11 Ba
  12. #8 basa,
    dziękuję za Twoją refleksję
    🙂

    #12 uczestniczka 1
  13. Witam serdecznie Księdza Biskupa!
    Miałem wielką ochotę zauczestniczyć w niedzielnym spotkaniu i nawet wybrałem się na nie. Jednak kiedy podszedłem pod dom biskupi, zrezygnowałem. Od roku jestem (…)

    #13 ciech
  14. Codziennie mam okazję bycia posłuszną.
    Na przykład być posłuszną mężowi.
    Być posłuszną wtedy, gdy moje serce mówi mi, że lepiej byłoby, gdyby On mnie posłuchał, albo zgodził się, gdy Go o coś proszę…
    Zgodzić się, gdy mówi: NIE i traktować tę sytuację jako szkołę posłuszeństwa.
    Być wdzięczną nauczycielowi za lekcję.
    Która przyniesie owoce w przyszłości, gdy już będę naprawdę stara.
    By wtedy posłuszeństwo innym przychodziło łatwiej.
    Pozdrawiam 🙂

    #14 julia
  15. Julio, kobieta nie jest niewolnicą.
    Posłuszeństwo, owszem – wzajemne, jeśli nie narusza godności człowieka i wypływa z miłości małżeńskiej nie ze strachu.
    Pozdrawiam.

    #15 ela
  16. #9, #10, #11.
    Wiele powinno być a nie jest.
    Przykazania są potrzebne tylko ludziom religijnym. Są one jak znaki drogowe na religijnej drodze każdego z nas.
    Stary człowiek, który nie chce do końca umrzeć w nas potrzebuje przykazań /prawo/ do ratunku w sobie własnej dobroci.
    Przykazania Kościelne są mikro Dekalogiem dla mnie dane mi po to, bym zobaczył w sobie brak miłości.
    Im więcej zmagania, walki, wysiłku z mojej strony tym dalej od źródła życia dla mnie.
    Posłuszeństwo, o którym tyle dzisiaj się mówi w Kościele w dużej mierze wypływa z posłuszeństwa Prawu /Dekalog/ a nie z Miłości /Chrystus=Kościół/.
    Wysiłek ten potrzebny jest tylko temu, co stare w nas, co umrzeć ma a nie chce.
    Warto odkrywać w sobie prawdziwy smak kochania, to znaczy spojrzeć na siebie z perspektywy Chrystusa zmartwychwstałego, który pragnie żyć w każdym z nas po Swojemu.
    Być może to co napisałem, dotrze do czyjejś religijności, jak dociera do mnie i pozwoli Wam uczciwie spojrzeć na to, co śmiertelne /religijne/.
    janusz

    #16 baran katolicki
  17. Ad #15 ela
    Chrześcijanin wie i powie, że posłuszeństwo jest związane z wiarą i wypływa z wiary.
    W to wpisuje się następie chrześcijańska miłość małżeńska.
    Powiedziałem: „chrześcijańska”, dlatego, że nie każda miłość małżeńska pokrywa się z chrześcijańską miłością.
    Ale to już na to miejsce i chwilę jest zbyt szerokie, by to tutaj przedstawić.
    Odsyłam m.in. do Ef 5,20-33 oraz Kol 3,12-24.
    Bp ZbK

    #17 bp Zbigniew Kiernikowski
  18. Ad #16 baran katolicki
    Dziękuję, Januszu,
    i pozdrawiam Ciebie i całą Twoją Rodzinę!
    Bp ZbK

    #18 bp Zbigniew Kiernikowski
  19. Szanowny Biskupie, czy ja dobrze rozumiem, że chrześcijańska miłość małżeńska nie powinna uwzględniać szacunku i godności drugiego człowieka – kobiety, tylko mężczyzny ?

    #19 ela
  20. #11
    „Matce” by podkreślić środowiskowo przyjętą męskość.
    Nie umniejsza to miłości, bo serce czym innym się kieruje.
    Taka poza, choć miłość /i związany z nią szacunek/ może być potężna.

    #20 Ka
  21. Drogi Januszu , proszę o wyjaśnienie.
    Przykazania są potrzebne ludziom religijnym, a dlaczego przykazania nie są potrzebne ludziom wierzącym ?
    Moje pytanie czy religijność to to samo co wiara ?

    #21 ela
  22. Ad #19 ela
    Szanowna Pani Elu!
    Proszę wczytać się w poprzednio podane teksty.
    Przytaczam tutaj fragment z 5 rozdziału Listu do Efezjan:
    (21) Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! (22) Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, (23) bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. (24) Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. (25) Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, (26) aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, (27) aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. (28) Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. (29) Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, (30) bo jesteśmy członkami Jego Ciała (Ef 5,21-30).
    Proszę też – bez uprzedzeń – rozważyć te teksty (Ef i Kol) i spróbować wniknąć w to, co z perspektywy Jezusa Chrystusa i Jego miłości do Kościoła oznacza: miłować i być poddanym.
    Jeśli będzie trzeba, zapraszam do dalszej wymiany zdań a przede wszystkim do wnikania w rozumienie posłuszeństwa chrześcijańskiego i miłości chrześcijańskiej.
    Zapraszam też Blogowiczów do tej rozmowy.
    Jest to bardzo aktualny problem – zarówno z punktu widzenia żony jak i męża.
    Potrzebne, by w rozumienie tej relacji została wprowdzona aktualna wiara i odniesienie do Jezusa Chrystusa.
    Zaznaczam: nie jest to do zrozumienia dla wszystkich, trzeba światła wiary.
    Pozdrawiam
    Bp ZbK

    #22 bp Zbigniew Kiernikowski
  23. Ad #21 ela
    Zanim odpowie janusz, daję także ja odpowiedź na postawione pytanie: Czy religijność to to samo co wiara ?
    Odpowiedź: Nie.
    Można być religijnym (po swojemu) i nie mieć właściwej chrześcijańskiej wiary.
    Można wykraczać poza normy uznanej religijności i żyć wiarą, a nawet oddawać życie z powodu wiary. Tak ginęli pierwsi chrześcijanie oskarżani właśnie za brak religijności, tzn. poddania się uznawanym wówczas (przez cestarstwo) praktykom religijnym.
    Wiara i religijność w pewnym zakresie się pokrywają (mogą się pokrywać) w pewnym zaś są odmienne, a nawet w niektórych aspektach wykluczające się.
    Brak rozumienia tego rozróżnienia jest powodem tylu innych nieporozumień na tym polu, tzn. także przeżywania siebie w Kościele.
    W tym świetle trzeba też spojrzeć także na pytanie postawione w poprzednim komentarzu dotyczęce małżeństwa i przeżywania po chrześcijański tzn. w wierze, a nie tylko w religijności wszystkiego, co dotyczy małżeństwa – od narzeczeństwa, tzn. sposobu traktowania siebie wzajemnie i swego ciała, dalej sposobu przygotowania, organizowania i przeżywania ceremonii ślubnej, pożycia małżeńskiego, wzajemnych relacji we wszystkich aspektach codziennego i świątecznego życia, otwarcia się na życie, sposobu wychwowania i traktowania dzieci itp.
    Bp ZbK

    #23 bp Zbigniew Kiernikowski
  24. ela.
    można byč człowiekiem religijnym a niewierzącym.
    Wiara w Jezusie Chrystusie to nie religia, ale realne wydażenie /fakt/ w życiu odkupionego grzesznika.
    Ktoš kto prawdziwie spotkał zmartwychwstaĺłego Chrystusa nie potrzebuje juž Prawa bo źyje Łaską / Miłošcią/.
    Može inni pomogą mi to lepiej ukazać.
    Pozdrawiam Was a Księdzu Biskupowi dziekuję za życzliwość ku nam.
    janusz

    #24 baran katolicki
  25. Mozna byc religijnym, gorliwie praktykujacym, a tak naprawde niewierzacym, bo wszystko wykonywane jest dla zasłużenia sobie na cos /najczesciej, aby dobrze sie wiodlo tu na ziemi/.
    Natomiast człowiek wierzacy /tak teraz rozumiem/, powinien (może i tak będzie czynił) cale swoje zycie ZAWIERZYC Bogu i liczyc wylacznie na Jego laske i moc.
    Powinien akceptowac historie swojego zycia, bo ma świadomość, że w Bogu jest przyczyna , poczatek i koniec wszystkiego.

    #25 Tereska
  26. Zamy to przykazie: „Pamiętaj, aby ś dzień święty święcił”?, ale czy znamy przykaznie: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga na daremno”?.
    Ciągle się słyczy tu i ówdzie: „O Jezu, o Boże”, ale czy to wymawiamy nie na daremno?
    Dlaczego nie mówi się: „O Maryjo”? Jak taki nasz naród maryjny.
    Mwicie przekleństo to grzech, ale czy używanie imienia Boga na daremno, to nie jest też grzech.
    W Pwp tak mamy: „Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, bo nie dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze Jego imię do czczych rzeczy. ” [5,11].
    Niby mamy przykazania, ale czy je przestrzegamy? Czy tylko wybieramy, które są dla nas ważne?
    Ale jak pisze św. Paweł jak ktoś nie przestrzega jednego przykazania, przekroczył wszystkie, a za nieprzestrzeganie prawa grozi śmierć.
    To jest właśnie różnica między prawem a łaską, między człowiekiem religijnym a wierzącym ufającym Bogu.

    #26 chani
  27. Zgadzam się z Księdzem Biskupem , jeśli chodzi o pojmowanie religijności i wiary . Czekałam na taką odpowiedz , gdyż różnie jest to pojmowane (ośmielę sie stwierdzić ) nawet przez księży .
    Jeśli chodzi o posłuszeństwo to mężczyzni nie do końca rozumieją przesłanie : żony niechaj będą poddane swym mężom i je zniewalają .
    Ja rozumiem że być poddaną ,posłuszną oznacza oddać się pod opiekę męża , poświęcić się, ofiarować bezinteresownie . Rozumiem , ze mąż powinien być odpowiedzialny za żonę .
    Pani Julia napisała ,że dobrze byłoby gdyby jej mąż zgodził się gdy go o coś prosi i wykropkowała dalej tekst i to mnie poruszyło .
    Mężowie powinni miłować swoje żony.
    Miłość łaskawa jest-nie kto inny jak św Paweł nam o tym przypomina .
    Mężowie bądzcie łaskawi dla swych żon i czasami uwzględniajcie ich prośby , a żony nie bójcie się prosić swoich mężów , gdyż to nie oznacza braku posłuszeństwa w aspekcie ; miłować i być poddanym .
    Ps takie są moje refleksje na temat bycia posłuszną i nikomu ich nie narzucam .

    #27 ela
  28. #15 ela,
    nie czuję się niewolnicą.
    Moja decyzja o posłuszeństwie mężowi nie narusza mojej godności i, uwierz mi, nie wypływa ze strachu przed mężem.
    Moje posłuszeństwo jest owocem walki wewnętrznej, jaką toczę ze sobą.
    By być w zgodzie z Modlitwą Pańską, w której są słowa „bądź wola Twoja” (nie – moja).

    Dopiero od niedawna uczę się posłuszeństwa, ale widzę, jak dobre owoce przynosi ono w naszym małżeństwie.
    Kiedyś myślałam, że wykazując mężowi jego błędy, pouczając – naprawię go według mojego wzoru.
    Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie poddaje się mojej formacji… Przecież chcę dobrze.
    Dzieliłam się moimi rozterkami tutaj też – na tym blogu.
    Szukałam wyjścia z sytuacji, sposobu jej naprawy.
    Znalazłam w Ewangelii. W słowach:
    1. umieraj, aby żyć.
    2. ten naprawdę był Synem Bożym.

    Teraz widzę, że mój mąż też umiera dla mnie i też przekonuje się, że żyje.

    Pozdrawiam 🙂

    #28 julia
  29. Na bakier z logika:
    1. Czy religijność to to samo co wiara ?
    „Natomiast człowiek WIERZACY /tak teraz rozumiem/, powinien (może i tak będzie czynił) cale swoje zycie ZAWIERZYC Bogu i liczyc wylacznie na Jego laske i moc.
    “Natomiast człowiek wierzacy” (bo chyba ‘kazdy’ w cos wierzy) w:
     nauke,
     ewolucje,
     swoje osiagniecia…
     czy w siebie najczesciej jest NIE WIERZACY W BOGA w Trojcy Jedynego.
    2. Jak “Mozna byc religijnym, gorliwie praktykujacym, a tak naprawde niewierzacym”, czy „można byč człowiekiem religijnym a niewierzącym tak samo moze byc ODWROTNIE.

    #29 Jurek
  30. Jurku!
    Biskup w racjonalny sposób to wyjaśnił ..
    Moja skromna osoba się pod tym podpisuje.
    Rozejrzyj się wokół i zobaczysz, że tak jest .
    Dlatego że się rozglądam zadałam takie pytanie, nawet jeśli Twoim zdaniem jest ono nielogiczne i odpowiedż uzyskałam wyczerpującą.

    #30 ela
  31. Elu,
    Ty pisałaś, że mąż nie chce się zgodzić, gdy go o coś prosisz, a prośba to nie naprawianie go według Twojego wzoru ? i nie narusza posłuszeństwa – prawda ?
    Resztę rozumiem …
    Pozdrawiam

    #31 ela
  32. #28.
    „Moje posłuszeństwo jest owocem walki wewnętrznej, jaką toczę ze sobą”.
    Julio, nie tędy droga do wolności i prawdziwej miłości. Być może Twoja uległość odpowiada Twojemu mężowi ale też może działać jako środek usypiający. Pozwoliłem sobie na taką ocenę Twojej walki wewnętrznej bo mam za sobą doświadczenie takiej właśnie śpiączki małżeńskiej.
    Usypiała mnie moja ukochana gdy nie potrafiła znaleźć innego sposobu na moją reformę. Kobiety aż do bólu potrafią być słodki. Mają na to swoje sposoby. Tu chodzi by spojrzeć na siebie w Prawdzie, to znaczy tak jak widzi nas Chrystus i zachęcać/zapraszać/ się do wzrastania w łasce u Boga i u ludzi.
    Widzi mi się żona, która całą sobą potrafi zmobilizować męża do opieki nad sobą. Potrafi ukazać mężowi swoje lęki, obawy, strach itd.
    Tak czyni moja żona. Ona bardzo często jest w potrzebie i potrzebuje mnie, potrzebuje pomocy. Chce bym zaopiekował się nią dając siebie, cos z siebie. Nie dobrze jest dla mnie jak małżonka jest samo wystarczalna i potrafi sobie sama zaradzić we wszystkim. Często mówi mi, że się boi, że sobie nie radzi z tym wszystkim, że potrzebuje mojej pomocy bo sama zginie. Potrafi też wykrzyczeć to wszystko z siebie co ją od środka zabija a czego ja nie dostrzegam. Czy jest mi poddana/posłuszna/? Czy walczy ze mną? Wie, że daleko od niej nie ucieknę. Wie, że ja kocham i ma prawo oczekiwać mojej pomocy. Tak naprawdę to ja jestem jej poddany/uległy/.
    To ja jestem po to by jej służyć/pomagać/. Jestem po to by ją kochać taką jaka jest we własnych oczach. Wiem, że coraz bardziej się sobie nie podoba i dlatego potrzebuje mnie jak lustra by zobaczyć, że jest kochaną żoną i mamą.
    janusz

    #32 baran katolicki
  33. #29.
    Jurek, Chrystus ma Swoją logikę, której pojąć nie możemy własnym rozumem.
    Skandal krzyża ukazuje granice naszej religijności.
    Pokaż mi jak dźwigasz Swój krzyż a powiem Ci jaka jest wiara Twoja.
    Człowiek religijny nie potrafi chwalić się własnym krzyżem.
    Człowiek wierzący wie, że krzyż mu się należy i , że jest to jest jedyne miejsce dla niego gdzie jest bezpieczny.
    janusz

    #33 baran katolicki
  34. #29 Jurek,
    1. sądzę, że Teresa (jak i wszyscy piszący na tym blogu)
    pisząc „wierzący” miała na myśli „wierzący w Boga w Trójcy Jedynego”,
    2. czy może być „wierzący w Boga w Trójcy Jedynego i niepraktykujący”?
    Jeśli jest naprawdę wierzący w Boga w Trójcy Jedynego
    (który posłał swojego Syna, który założył Kościół),
    to NIE MOŻE BYĆ niepraktykujący.
    Tzn. nie korzystający z liturgii, z sakramentów, ze Słowa. By stawać się świętym.

    Pozdrawiam 🙂

    #34 julia
  35. #29 Jurek
    Co masz na myśli pisząc „odwrotnie”?
    Czy można być wierzącym a niereligijnym?
    Moim zdaniem nie.

    #35 Miriam
  36. #35 Miriam
    A można się zapytać; Co znaczy być religijnym?
    Powiadają, że sprawia wiary to nie prywatna sprawa – i tak i nie.
    Jak ktoś wierzy w Boga, ufa Mu, to to widać odrazu, nawet na ulicy.
    Z drugiej strony pamiętasz co Jezus powiedział o modlitwie, poście?
    Mamy modlić się tak żeby inni nas nie widzieli tylko Bóg.
    ę Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie jak dla Pana, a nie dla ludzi, świadomi, że od Pana otrzymacie dziedzictwo [wiekuiste] jako zapłatę. Służycie Chrystusowi jako Panu! Kto bowiem popełnia bezprawie, poniesie skutki popełnionego bezprawia; a [u Niego] nie ma względu na osoby.”
    [Kol 3,23-25].
    Tylko czy my wszystko wykonujemy ze względu na Boga? Czy aby się pochwalić ludziom?

    #36 chani
  37. Ktos powiedzial ,ze kazdy czlowiek jest wierzacy,bo nawet niewierzacy wierzy ,ze nie wierzy.
    Tak , wierzymy w wiele rzeczywistosci ,ale nie wierzymy Bogu …ze bez ~Niego nic sie nie stalo co sie stalo.
    Powiem Ci Jurku ,ze dlugo nie moglam tego pojac .Nie moglam zrozumiec ,ze jestem i bede grzesznikiem,skoro ja jestem tak religijnie gorliwa , korzystajaca z Sakramentow etc.
    Dopiero Slowo otworzylo mi ucho i dalo Swiatlo – w co ja tak naprawde wierze / w sama siebie , w swoje mozliwosci , zapracowanie sobie/.
    Dlaczego nie moglam pojac ? bo nie znalam Pisma

    #37 Tereska
  38. Podpisuje sie pod Sw. Hieronimem

    „NIEZNAJOMOSC PISMA JEST NIEZNAJOMOSCIA CHRYSTUSA”

    Z wlasnego doswiadczenia wiem ,ze prawdziwe poznanie i zrozumienie jest tylko w Jezusie Chrystusie , ale najpierw trzeba Go poznac i sie z Nim zaprzyjaznic.

    #38 Tereska
  39. #36 Chani
    A można zapytać.
    Co znaczy być religijnym?
    Chodzi mi o cnotę religii. Oddać Bogu to, co jest Bożego stanowi istotny obowiązek cnoty religii. To znaczy uznawać pełne władztwo Boga i tym żyć składając Panu nie tylko jakiś akt czci, lecz pełne uszanowanie duchem, sercem, życiem.
    Cnota religii stawia w ten sposób chrześcijanina w postawie uległości wobec Boga bez żadnych zastrzeżeń oraz w postawie kultu wewnętrznego.
    W praktyce łatwo można przyjąć we własnym życiu współistnienie większej liczby panów. Własne ja, pieniądz, rozkosz nierzadko są władcami i kuszą, by im służyć.
    Tak jak mówi Janusz, krzyż będzie miernikiem naszej wiary. Tu objawi się nasza cnota religii lub jej brak – religijność naturalna.
    Religia chrześcijańska ma w Jezusie Chrystusie jedyny i najwyższy pierwowzór.
    Chrześcijanin jest religijny w prawdziwym znaczeniu tego słowa, w miarę jak powtarza w sobie istotne akty religijności Chrystusa łącząc się z Jego wewnętrznym usposobieniem względem Ojca Niebieskiego.
    Jezus jest istotnie Synem.”Ja żyję przez Ojca”J 6,57
    Syn nie ma innego ideału oprócz pełnienia woli Ojca – J 4,34

    #39 Miriam
  40. #32 Janusz
    Gdyby wszyscy mężowie tak to rozumieli i przeżywali,
    sądzę, że nie byłoby rozwodów.
    Jak pięknie piszesz o swojej roli jako męża! Twoja żona ma prawdziwy skarb.

    #40 Miriam
  41. #40 miriam,
    mój mąż też jest dla mnie skarbem! 🙂
    🙂

    #41 julia
  42. „miała na myśli”
    Ewa, moja przyjaciolka ze studiow, chyba w LO, na pytanie co autor poemu „miał na myśli”?, odpowiedziala: to by trzeba zapytac autora, uslyszala siadaj! Dwoja.

    #42 Jurek
  43. Sorry za skrot myslowy, moze niezbyt jasnie sie wyrazilem:
    “RELIGIJNOŚĆ – Człowiek religijny to ten, który wypełnia nakazy swojej religii, ZWYKLE Z GŁĘBOKĄ WIARĄ W ICH SENS. Religijność jest więc przede wszystkim praktyką dawania świadectwa swojej wiary, poprzez stosowanie się do nauk danej religii. Wypełnianie nakazów jest zwykle obowiązkiem wyznawców większości religii…”

    “WIARA – NADAWANIE DUŻEGO PRAWDOPODOBIEŃSTWA PRAWDZIWOŚCI TWIERDZENIA, W WARUNKACH BRAKU WYSTARCZAJĄCEJ WIEDZY[1][2]. Owo subiektywne prawdopodobieństwo nigdy nie osiąga wartości 100%, gdyż wtedy wiara staje się wiedzą. Jeśli subiektywne prawdopodobieństwo jest małe, to potocznie taką wiarę nazywamy przypuszczeniem, a przy znikomym prawdopodobieństwie mówimy, że czegoś nie wykluczamy. Twierdzenie, które jest przedmiotem wiary nie musi być do końca (lub w ogóle) zwerbalizowane – np. ROCZNE DZIECKO TEŻ MOŻE W COŚ WIERZYĆ. Dotyczy to również bardziej inteligentnych zwierząt. W zwierzęcej „wierze” także dochodzi do subiektywnej oceny prawdopodobieństwa, która jest istotą każdej wiary. Wiara jest także ważnym składnikiem nadziei.”

    ‚2. Jak “Mozna byc religijnym, gorliwie praktykujacym, a tak naprawde niewierzacym”,
    2.1. Mozna byc religijnym, gorliwie praktykujacym I WIERZACYM – Katolik, Muzulmanin, Hindus…
    2.2. Mozna NIE byc religijnym, gorliwie praktykujacym I WIERZACYM – ateista naukowiec, zarozumialec, zreszta chyba w pewnym sensie przecietny czlowiek…
    3. ‘czy „można byč człowiekiem religijnym a niewierzącym tak samo moze byc (PODWOJNIE) ODWROTNIE.’
    3.1. można byč człowiekiem religijnym I WIERZĄCYM
    3.2. można NIE byč człowiekiem religijnym a WIERZĄCYM

    #43 Jurek
  44. „Tak, wierzymy w wiele rzeczywistosci, ale nie WIERZYMY BOGU.., ze bez ~Niego nic sie nie stalo co sie stalo.”
    Tak Teresko ladnie powiedziane, chyba madrze piszesz, jak mowil ks dr Wojciech Giertych na Sympozjum, wierzymy KU Bogu (stad tez chyba tak wazna prosba namaluj Obraz, ktory widzialas i podpisz „Jezu, UFAM TOBIE”), bo w Boga (tzn ze On jest) i Szatan wierzy i co?

    #44 Jurek
  45. ‚…“Mnie sie tak zdarzylo, o czym juz pisalem ale dawno, bo bylo to w marcu 98 w czasie Wielkopostnych rekolekcajch, ktore byly na temat Milosierdzia Bozego. Zona dala mi broszure do MILOSIERDZIA PANSKIEGO, tam przeczytalem takie zdanie P. Jezusa, ze teraz jest czas na Milosierdzie a potem bedzie Sprawiedliwosc. Jesli udasz sie do Mojego Milosierdzia stane w chwili smierci miedzy twoja dusza a Ojcem. Pamietam pomyslalem wtedy to logiczne, moze uwierzyc I to tak do konca. Zaczalem sie modlic I od tego czasu minelo sporo czasu lubie sie modlic, I wydaje mi sie, ze Milosierdzie Boze towarzyszy mi na codzien…’

    #45 Jurek
  46. „…Zmianom podlegają również systemy religijne. Jak wynika z lektury Biblii, za czasów Mojżesza zbieranie chrustu w szabat można było przypłacić życiem, podczas gdy za czasów Jezusa naruszenie szabatu kończyło się już tylko na krytyce ze strony faryzeuszy…”

    #46 Jurek
  47. Inicjatywa dobra. Rozmawiac trzeba, by sie zrozumiec, wymienić myśli oraz poglądy. Dobrze by było by poruszać różne tematy, a zwłaszcza takie ktore dotykaja spraw związanych z naszym codziennym życiem. Kiedys na spotkaniu z szefem rządu padło słynne pytanie: Panie premierze jak żyć?!
    Czy Pasterze Koscioła nie dostrzegaja problemów ludzi dotknietych ubóstwem, brakiem pacy, ktorzy sie zmagaja bardziej z codziennoscia niz z religijnoscią. Mozna godzinami studiować Pismo Swiete, ale co z tego wyniknie? Czy napełnią sie stoły? Dlaczego Kosciół nie ujmie sie za najbiedniejszymi dajac godziwe wsparcie materialne? Papież Franciszek tak często o tym mówi by mieć wrazliwosc na drugiego człowieka. Zachęca by nie żyć w luksusie(zwłaszcza duchowni) gdy jest na ziemi tyle oszarów biedy i nędzy. Myśle, ze na tym polu jest wiele do zrobienia. Religijnosc na Podlasiu jest duza i to na prawde piekne i Bogu miłe. Jestesmy dumni i wdzieczni, że nasza wiara jest mocna!
    Pozdrawiam

    #47 jacek

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php