W 4. Niedzielę Wielkanocną czytamy Ewangelię wg św. Jana. Jest to fragment mówiący o Jezusie jako Dobrym Pasterzu (J 10,11-18). Nie potrzeba uzasadniać aktualności przesłania płynącego z tej perykopy. Stoi ona u podstaw konstytuowania się wspólnot chrześcijańskich. To dzięki takiemu Pasterzowi, wspólnoty otrzymują swoje oparcie i bezpieczeństwo. 

Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce.

Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce.

Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni (J 10,11.14-16). 

1. Znamię Dobrego Pasterza

Jest ono bardzo prosto i wymownie przedstawione w słowach Jezusa i urzeczywistnione w Jego życiu. On dał swoje życie. W tej krótkiej perykopie czasownik (gr. tithemi) wyrażający oddanie życia pojawia się  aż pięciokrotnie. Nadto warto zauważyć, że w języku greckim użyty tutaj czasownik tithemi może przyjmować wiele znaczeń. W swoim podstawowym znaczeniu wyraża dosłownie „kłaść” , stawiać coś do dyspozycji itp. Bliższe określenia treści tego czasownika wynikają z kontekstu. W przypadku rozważanej dzisiaj Ewangelii: dawać do dyspozycji” swoje życie, czyli oddawać je. Oznacza to, że ktoś, kto to czyni nie zatrzymuje tego życia dla siebie, lecz pojmuje je jako życie całkowicie  stawiane dla kogoś innego, całkowicie do dyspozycji.  Zawiera się  więc w tym wskazanie na pełną bezintereswoność.

Ten sens zostaje podkreślony w czytanym fragmencie przez zestawienie postawy dobrego pasterza z postawą najemnika. Najemnik w obliczu niebezpieczeństwa, które zagraża jemu czy innym, opuszcza ich i ratuje siebie ucieczką. 

 

2. Dlaczego najemnik ucieka ?

Odpowiedź jest bardzo prosta: bo jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach, lecz zależy mu na ratowaniu siebie. On nie oddaje swojego życia ze względu na owce, lecz traktuje owce jako okazję dla zyskania dla siebie czegoś w swoim życiu. Jest po prostu interesownym najemnikiem i na owcach mu nie zależy. W sytuacji zagrożenia będzie rozważał czy mu się opłaci jeszcze zostać przy owcach tak, by z tego skorzystać, czy też lepiej jest dla niego zostawić wszystko i ratować samego siebie. Jeśli nawet zostaje przy nich, to nie zostaje dla nich, lecz dla własnej korzyści. Jeśli tej korzyści nie widzi, opuszcza i ucieka.

Można więc powiedzieć, że interesowność (własny interes) uniemożliwia najemnikowi to, by był rzeczywiście dobrym pasterzem owiec. Właśnie ten własny interes, jakkolwiek by nie był on pojmowany, sprawia to, że najemnikowi na owcach nie zależy. Zależy mu bowiem na nim samym. To on siebie pojmuje niejako główny podmiot wszystkiego. To tylko on jest ważny. Między owym najemnikiem a owcami nie zachodzi w rzeczywistości żadna relacja poznania i wzajemności. Jest tylko instrumentalne wykorzystanie. Tak się dzieje, dlatego że najemnik pojmuje siebie jak tylko dla siebie. Nie jest on kimś, kto miałby też relację do kogoś, z kim dzieliłby życie bezinteresownie, czy otrzymywałby to życie jako dar, a wskutek tego też mógł sam stawać się darem służącym innym. Dla najemnika wszystko kończy się na nim samym i na tym, co on może zyskać dla siebie.

 

3. Skąd bierze się moc Dobrego Pasterza?

Dobry Pasterz zna owce. Owce też znają Pasterza. To poznanie nie jest jednak tylko na płaszczyźnie wzajemności. Takie poznanie, mimo że zapewne świadczące o głębszej relacji niż w przypadku najemnika, nie byłoby w stanie wytrzymać próby całkowitej bezinteresowności. Mogłoby się wyczerpać w swoistym kręgu wspólnotowego interesu. Jezus odnosi swoje poznanie owiec do Ojca. W szczególności do tego, jak Jego zna Ojciec i jak On zna Ojca. Jest to poznanie przekraczający tylko ludzki wymiar wzajemności. Ojciec tak bowiem zna Syna, że wie, iż może Go poświęcić i że Syn Mu tego nie odmówi. Tylko z tej relacji, jaka zachodzi między Ojcem i Synem może się zrodzić postawa Dobrego Pasterza.

Ojciec bowiem ma w sobie tę miłość która, poświęca swego Syna. Jest to miłość tak otwarta na „drugiego” i tak bezinteresowna w stosunku do siebie, tak całkowicie nie dla siebie, że nawet może obracać się niejako przeciwko samemu sobie (zob. Benedykt XVI, Deus caritas est, nr 10). Syn zaś jest tak bardzo oddanym Ojcu Synem, że przyjmuje to, że Ojciec z miłości do człowieka może Go poświęcić (zob. tamże, nr 12). To w relacji Syna do Ojca zasadza się moc Jego pasterskiej misji i posługi, która jest całkowicie bezinteresowna.

 

4. Wspólnota jedna i stale otwarta

Pasterz znający Ojca nie zadowoli się nigdy tym, co już zgromadził. Stale będzie szukał i stale będzie niejako otwierał już zgromadzoną wspólnotę na tych, którzy w niej jeszcze nie są. Dlatego Jezus mówi: Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz (10,16).

Naturalnie Jezusowi nie chodzi przede wszystkim o zgromadzenie dużej liczby „wyznawców” wokół siebie dla samej liczby czy dla ukazania przewagi nad innymi „pasterzami”. Tak bywa zazwyczaj w ludzkim gromadzeniu się i organizowaniu się według logiki typu partyjnego. Jezusowi chodzi o to, by było jak najmniej tych, którzy – nie znając prawdziwego Pasterza – chodzą za obcymi i za najemnikami i są wykorzystywani. Jemu zależy na tym, aby jak najwięcej ludzi wprowadzić w ową znajomość miłości bezinteresownej, aby człowiek nie był niewolnikiem samego siebie i drugiego człowieka.

Życie w jednej owczarni i przy jednym pasterzu może się dokonywać tylko tam, gdy ustanie (zostanie pokonana w człowieku) logika dominacji własnego interesu a wejdzie w jej miejsce udział (rozumiany jako dar) w miłości, jaką ma Ojciec do Syna, i którą Syn przyjmuje. To ten i taki Syn jest naszym Pasterzem. On dał do dyspozycji swoje życie – także do naszej i konkretnie do mojej dyspozycji swoje życie. W tym Synu otrzymuję udział w Kościele. W tym Synu, na miarę poznawania Jego relacji z Ojcem, mam też udział w Jego pasterskiej misji i władzy. Odnosi się to nie tylko do hierarchii, lecz także do wszystkich, którzy przez Chrzest zostali wszczepieni w synowską relację do Ojca dzięki wydaniu się Syna i którzy – tak jak On – dają swoje życie do dyspozycji Boga i także drugiego człowieka, konkretnego bliźnego.

Jak to w praktyce przebiega? Zaczyna się od takiej gotowości przeżywania relacji z blźnimi – naturalnie odniesionej do Jezusa Pasterza – w której człowiek wchodząc w te relacje nie szuka swego (egoistycznego) dobra, lecz mówi Pasterzowi, prowadź mnie tak, aby to, co się będzie działo w przeżywaniu tego wydarzenia, spotkania itp. wyszło na dobre nie mnie, lecz temu, z kim się spotykam w Twoje imię. Obejmuje to wszystkie typy spotkań i relacji: urzędowe i rodzinne, oficjalne i przyjacielskie, zawodowe i intymne, uroczyste i zwykłe, świąteczne i codzienne.  

Jezu, Dobry Pasterzu, daj mi łaskę rozumienia i pojmowania tego, że Ty dałeś swoje życie za mnie i że mnie zapraszasz do tego, bym nie tylko korzystał z Twojego pasterzowania, ale także służył Twojej pasterskiej misji w bliźnich i odkrywał, że to jest łaską i dobrem dla mnie samego.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

36 komentarzy

  1. Najemników w związku z powyższym mamy wielu.Ciekawe że zauważam ich w życiu świeckim.Czy to …najemnicy Kościoła?Myślę że ich wartość /dla Kościoła/ znikoma.Chyba jestem za szczera.Zaraz mi się oberwie 🙂

    #1 K.
  2. Bycie owcą to tez nie prosta rzecz. Zawsze są „ciągoty” do brykania, do ucieczki, do nieposłuszeństwa i stawiania na swoim. Czasami tłum (stado) drażni. Bywa wymagające. Wciąż trzeba „walczyć” o swą tożsamość, by nie ulec totalnej anonimowości…. Czasami człek wolałby by Pasterz wziął na ręce. I tak bywa, ale na serio, wszystko co robi, służy mojej wolności i godności. Stąd wiem, że nie może mnie we wszystkim wyręczać, nie może za mnie myśleć, ani za mnie decydować. Bierze mnie na serio…i ucząc kochać całkościowo, uczy mnie tracić siebie. I za to Mu dzięki.

    #2 morszczuk
  3. Chciałabym to zapamiętać:
    niech przeżywanie wszelkich relacji, w które wchodzę, służy dobru tych, z którymi się spotykam w imię Chrystusa…

    #3 julia
  4. Księżę Biskupie z okazji Niedzieli Dobrego Pasterza życzę Ci: by Duch Święty napełnił Twe serce obfitością swych darów, uświęcił i prowadził ku świętości. Byś napełniony dzielił się tym, co posiadasz, z każdą napotkaną owieczką i mimo jej „odporności” na dobro niestrudzenie prowadził ją ku Niemu. Z darem pamięci i modlitwy 🙂

    #4 morszczuk
  5. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego Jezus tak porównuje się do pasterza, a nas do owiec? Czy to tylko kwestia szczęścia, że możemy o sobie mówić owieczki Pana (czasem – barany), a nie np. krowy? Nie jest to przypadek! Obejrzyjcie dwa filmiki z życia obu gatunków zwierząt i zobaczcie czym się różni praca pasterzy .

    1. http://www.youtube.com/watch?v=Vz-aSUY0usU
    2. http://www.youtube.com/watch?v=vrVPqhdvAfY
    3. http://www.youtube.com/watch?v=WLXPTWGaWMk

    Czy pójdą za każdym? Czym się różni prawdziwy pasterz od najemnika?

    #5 Zbyszek
  6. Dziękuję Księdzu Biskupowi za tę wspaniałą katechezę 🙂
    K., nie wiem, czy Cię dobrze zrozumiałam, jeśli chodzi o najemników w życiu świeckim. Na przykład nauczyciel-najemnik przygotowujący maturzystów będzie się martwił przede wszystkim o to, czy statystyki zdawalności ukażą go w korzystnym świetle. Nauczyciel-pasterz będzie miał to na uwadze, że dla maturzystów to ważny moment w ich życiu. Rodzic-najemnik będzie gnębił dziecko, które się kiepsko uczy (bo na zebraniach za swoje dziecko „musi świecić oczami”); rodzic-pasterz będzie takie dziecko wspierał w trudnościach. Przykłady można by mnożyć…
    Przychodzi mi na myśl, że ten, kto wysyła bliźniemu komunikaty o treści: „rozczarowałeś mnie”, nie jest dobrym pasterzem, lecz najemnikiem.

    #6 Fasola
  7. Hmm, Fasolo. Mniej więcej tak postępuje niewolnik. EGOISTYCZNIE, mając na uwadze wyłącznie własny pępęk. Daleko mu do Boga, jakkolwiek głośno by o Nim mówił. I zapewniał.

    #7 K.
  8. Zbyszku ja myślę, że obraz pasterza i owiec był bardzo wymowny zwłaszcza dla współczesnych Jezusowi. Wypas owiec to było bardzo popularne zajęcie dla mieszkańców tamtych terenów. Nam zaś myślę, że wielką krzywdę wyrządziły lukrowate obrazki Jezusa, który z uśmiechem niesie owieczkę na sowich ramionach. Przecież tak naprawdę, sytuacje takie, to tylko moment, a reszta to zwykły czas pasienia się, przeżuwania i dyskretnego czuwania pasterza nad stadem;)

    #8 morszczuk
  9. Czcigodny Ks. Biskupie życzę dużo wytrwałości w głoszeniu Prawdy, oraz radości i czasem cierpliwości w przeżywaniu z nami Słowa Bożego

    #9 zabłąkana owieczka
  10. cd. 3
    …ale z drugiej strony:
    daj, Dobry Pasterzu, bym wszelkie relacje z drugimi (szczególnie te trudne, ale nie tylko…) przeżywała jako prowadzące do MOJEGO dobra.
    Chodzi mi o to, żeby dawać szansę drugiemu BYĆ DLA MNIE, bym nauczyła się przyjmować w prostocie dar od bliźniego w zaufaniu, że pragnie mojego dobra 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #10 julia
  11. Ad #10 julia
    Tak jest, Julio!
    Dopisałem to do końcowej modlitwy.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #11 bp Zbigniew Kiernikowski
  12. …..od zawsze,od samego początku związany byłem z jakąś stadem/wspólnotą/.Jako dziecko wzrastałem w licznej/wielopokoleniowej/rodzinie.Oczywiście szkoła dala mi kolejna lekcję walki o przetrwanie.Nie pamiętam czasu całkowitej wolności od innych.Związany byłem również wiele lat z religijnymi stadami.Z mojego doświadczenia wynika,że wszędzie tam gdzie ludzie się gromadzą działa duch rywalizacji/walki/.Regułą jest,że najsilniejsi idą na przodzie a najsłabsi na końcu.Ludzie stada,podobnie jak zwierzęta kierują się naturalnym odruchem przetrwania,ucieczki przed śmiercią,bólem,krzyżem.Działają w kluczu naturalnej selekcji gdzie najsłabsi muszą ginąć a przetrwają tylko najsilniejsi.Przewodnikami zwierzęcych stad są zawsze najsilniejsi/wolni od krzyża/gotowi do obrony swojej przewodniej pozycji.Tacy przewodnicy idą zawsze na przodzie.Prowadza ludzka karawanę w nieodpowiednim kierunku.Sami zgorszeni krzyżem oddalają innych od jedynej,właściwej drogi…….Dzisiaj będąc ojcem dzieci niepełnosprawnych jest zmuszony towarzyszyć im w życiowej wędrówce.Nasze miejsce jest na końcu współczesnych wspólnot,które gonią nie wiadomo dokąd.Widzę jak wielu nas wyprzedziło i wciąż wyprzedza w pogoni za „szczęściem”. naturalny sposób jestem wyhamowany przez Życie z walki o przetrwanie.Skazany na koniec,skazany na pożarcie,spotykam za sobą Chrystusa,który zamyka tą dziwna karawanę.Zawsze myślałem,że On jest na przodzie a tym razem zauważam Go na samym końcu,którego gryzą psy/wilki/………janusz franus

    #12 katolicki baran
  13. Wnoszę więc Julio,by pokornie schylać ciało do bicia,oprawcom.Nie ufam,że każde uderzenie w człowieka,to droga dla jego dobra.Szczególnie że nie zawsze zniszczenie ciała zaspokoi,czasem ciało to tylko złość że nie mogą dorwać się do duszy.Widziałam tłukących duszę,widziałam w dążeniu do zniszczenia /duszy/ pożądliwość.KATOLICY TO BYLI.Niby moi siostry i bracia.

    #13 K.
  14. No dobra.Poskarżyłam się.Poskarżyłam,bo to cały czas kłóci mi się z ICH religią.Ich, która winna być jednością,przynajmniej w obrębie tego samego wyznania.

    #14 K.
  15. #12
    Ks. Biskup kiedyś pisał o stoiskach. Pomyślałam teraz, że karawany, też są różne. Może być karawana po sukces. W tej karawanie wygrywają najsilniejsi. Może być karawana po dobra materialne. Tam też największe szanse mają silni. Może być karawana po uznanie itd. We wszystkich tych karawanach rządzą prawa, o których napisał Janusz. Prowadzą je nasze pożądliwości.
    Ale jest też karawana prowadzona przez Dobrego Pasterza, który dba o jej uczestników, zabiera po drodze wszystkie słabe i odrzucone owieczki. Opatruje rany i leczy. Ta karawana wydaje się pozornie nieatrakcyjna, wydaje się, jakby dążyła donikąd, bo ciągle się zatrzymuje i przygarnia odrzuconych. Bo „Jemu zależy na tym, aby jak najwięcej ludzi wprowadzić w ową znajomość miłości bezinteresownej, aby człowiek nie był niewolnikiem samego siebie i drugiego człowieka.”
    Ta karawana się nie spieszy, bo jej uczestnicy nie muszą o nic walczyć, bo mają wszystko, co jest im potrzebne. I żadne psy ich nie gryzą, bo Dobry Pasterz ich broni. W tej karawanie uczestnicy są zapraszani do prowadzeni karawany razem z Dobrym Pasterzem i do współdziałania z Nim, do oddawania ” życia do dyspozycji Boga i także drugiego człowieka, konkretnego bliźnego.”
    Moim zdaniem Jezus jest na początku tej karawany i to On nadaje jej kierunek – do Ojca.

    #15 basa
  16. #15 basa,
    jesteś poetką 🙂

    #16 julia
  17. #13, K.
    Pisząc #10 nie miałam na myśli tak dramatycznych przeżyć, o jakich Ty wspominasz („Widziałam tłukących duszę”). Raczej chodziło mi o to, że trzeba zaufać bliźniemu, że troszczy się o MOJE DOBRO. Niech ma okazję mi to udowodnić i cieszyć się (po chrześcijańsku) z tego, że „daje za mnie życie”…
    Nie myślałam o tym, żeby schylać pokornie ciało do bicia… Ale przecież… Chrystus „pokornie schylał ciało do bicia, oprawcom”… Chrystus – nasz Pasterz, nasz Pan, nasz Bóg…
    Pociechą na smutek spowodowany uderzeniami we mnie są słowa :
    „Nie bój się iść, nie bój się teraz
    Mocnyś ty jak kamień,
    Poleć jak strzała, biegnij jak gazela
    Podnieś swoją głowę i NIE BÓJ SIĘ ICH
    Umieraj
    Nie mamy szans, nie mamy żadnych szans
    Czy to nie piękne, czy to nie jest piękne?
    Stań obok mnie, nie bój się teraz
    Podnieś swoją głowę, będę tam, gdzie ty.
    Umieraj, już idź, aby żyć, aby NAPRAWDĘ ŻYĆ”
    (2Tm 2,3 – „Umieraj”)

    #17 julia
  18. Julio,dziękuję. Ale to nie ja. To Ks. Biskup to przecież napisał. Ja tylko zmieniłam formę.
    Krótko mówiąc plagiat.

    #18 basa
  19. #18, basa,
    plagiat, nie plagiat,
    ale jaki piękny, poetycki… 🙂

    #19 julia
  20. Super Julio # 17.NIE BOJĘ SIĘ.Trochę mi tylko ich żaal /głupia ja/.A tekst przepiękny.Dziękuję 😀

    #20 K.
  21. ….#15….Jezus jest zawsze na pierwszym miejscu tylko dla nawróconych……Wszyscy jesteśmy zmuszeni kroczyć w karawanach/wspólnotach/tego świata.Pracując jestem zmuszony słuchać „pasterzy”,których nie interesuje Jezus Chrystus.Ci,którzy wzięli na siebie odpowiedzialność za losy stoczni/ludzi tam pracujących/zaprowadzili nas na skraj przepaści.Nie sposób opowiedzieć o drodze jaką przez lata kroczyliśmy prowadzeni przez konkretne osoby,które dzisiaj umywają ręce i nie widząc własnej winy zwalają wszystko na ogólnoświatowy kryzys gospodarczy……Jezus Chrystus nie asymiluje nas od tego świata,ale czy chce byśmy dali się prowadzić nieodpowiedzialnym najemnikom właśnie idąc na końcu.Jak być posłusznym nieodpowiedzialnym najemnikom,którzy na oślep prowadzą karawany tego świata?……Ponoć wszelka władza od Boga pochodzi…….janusz franus

    #21 katolicki baran
  22. # 21 Zgadzam się z tobą. Ci idący w innych karawanach nie widzą Jezusa. A jeśli zauważą, na końcu, czy początku, to Go lekceważą, bo to nie ich kierunek. A jednak On czeka na nich i z radością przyjmie do swojej karawany,aby leczyć ich rany.
    „Jak być posłusznym nieodpowiedzialnym najemnikom,którzy na oślep prowadzą karawany tego świata?……” – nie podążać za tymi karawanami. Słuchać Jezusa.

    #22 basa
  23. Myślę jednak, że Dobry Pasterz doskonale wie, jacy jesteśmy, On nas zna, jak sam powiedział. Myślę też, że nie tyle mówi tu o naszym ludzkim uciekaniu, a raczej zapewnia, że On będzie trwał zawsze, w każdej najgorszej sytuacji, nawet wtedy gdy my Go nie widzimy. Bo kocha aż tak bardzo i ma tę moc.
    Czasem zdarzy się, że sprawy pójdą źle i choć dawniej mówiliśmy, że to On dawał nam jedność i siłę, teraz przekreślamy wszystko. Tymczasem jest czas, kiedy doświadczamy Jego obecności wśród nas i jest też czas rozproszenia. Wtedy nie wiemy, co robić, ale warto pamiętać, że kiedyś był i także teraz coś wymyśli. Bo jest Dobry.

    #23 AnnaK
  24. „tithemi”= dawać do dyspozycji (swoje życie) –> życiodajne doświadczenie! Gdy tego nie czynię, umieram ze zgryzoty, z samotności. To duchowa męczarnia, śmierć wewnętrzna, zamknięta skorupa. Prawdą jest, że bycie w relacji, z narażeniem siebie na szwank, jest ŻYCIODAJNE.
    Dziękuje Fasolo #6, słowa ‚rozczarowałeś mnie’ będą zapewne od dziś moim ościeniem.
    Pokój z wami,
    agnieszka CS

    #24 agnieszka CS
  25. #23 AnnoK,
    Piszesz: „Tymczasem jest czas, kiedy doświadczamy Jego obecności wśród nas i jest też czas rozproszenia. Wtedy nie wiemy, co robić, ale warto pamiętać, że kiedyś był i także teraz coś wymyśli”
    Często wracam do książki „Odejścia” o. A. Pelanowskiego. Na poruszony przez Ciebie temat pisze tak:
    „Gdy Jezus odchodził z jakiegoś miejsca, ZAWSZE dochodziło do jakiegoś rozwoju, uzdrowienia, objawienia, obfitości. Ogólnie sklasyfikowałem te miejsca biblijne w tematy i oto efekt:
    (…)
    – by zmieniać myślenie i wprowadzać w teszuwę – dzieło nawrócenia (Mt 8,19-20; Mt 16,21-23);
    – by uczynić miejsce Duchowi Świętemu (J 16,7).”
    Czyli On już WYMYŚLIŁ… 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    #25 julia
  26. #25 julio
    Dziękuję za dobre słowa, za nadzieję.
    I bardzo pozdrawiam 🙂

    #26 AnnaK
  27. Agnieszko CS, zanim jeszcze zdążyłam przeczytać ostatnie zdanie Twojego wpisu, to już zdążyłam pomyśleć, że chcę Ci podziękować za Twój wpis, bo ja mam podobne doświadczenie, że życie dla samego siebie owocuje rozgoryczeniem i samotnością, to życie w zaklętym kręgu.
    Julia, Basa:
    „Twoja ufność nie zatrze się aż na wieki
    w sercach ludzkich wspominających moc Boga” (Jdt 13,19 – z wczorajszego Psalmu Responsoryjnego) – to dopiero poezja!!! 🙂
    Błogosławię Boga za Maryję i jej niezachwianą ufność, i za tych wszystkich, których ufność umacnia moją ufność.

    #27 Fasola
  28. #5 Zbyszek
    Dopiero teraz obejrzałam Twoje filmiki. Widać, jak owce idą prosto drogą za przewodnikiem, a krowy rozglądają się, schodzą z drogi, skubią trawę po bokach, wchodzą w szkodę. Wiele razy nam należy się nazwanie „krowami”, a nie „owcami”, jak mówi Jezus. On może mówi niejako awansem, naprawdę jest dobry dla nas. Ciekawe, że wśród owiec były także osiołki, szły grzecznie jak one. Przewodnik owiec ma większą odpowiedzialność, one naprawdę tam idą, gdzie on i może Jezus pokazuje też, że jest tego świadomy i wie, co robi. Jego słowa są pewne i niezawodne.
    Dziękuję i pozdrawiam.

    #28 AnnaK
  29. Mam nietypowe pytanie. Szukam wizerunku św. Aleksandry. Z tego co wiem katolicka jest św. Aleksandra z Ancyry. POMOCY!!!
    🙂

    #29 Zbyszek
  30. #29, Zbyszku 🙂
    Jeżeli(!!!) to Twoja Córka ma ją narysować – nie wpadaj w panikę. Każdy artysta 🙂 ma prawo przedstawić swoją wizję świętego, szczególnie, że ta żyła w 3 wieku i ja też nie spotkałam jej wizerunku. To może nawet i lepiej, bo można puścić całkowicie wodze swojej fantazji. Mogę tylko dopowiedzieć, że często przedstawia się świętych z pewnymi atrybutami, dzięki którym można ich zidentyfikować.
    „Aleksandra została utopiona w błotnym grzęzawisku niedaleko miasta za odmowę uczestnictwa w procesji ku czci Artemidy i Ateny. Wraz z szóstką innych dziewczyn przyznających się do chrześcijaństwa poniosła wtedy śmierć”
    Jeżeli(!!!) to ma być rysunek dziecka, na pewno mała artystka poradzi sobie z jej przedstawieniem na podstawie tego fragmentu hagiografii.
    A jeżeli ma to być jakieś inne dzieło – to przepraszam…
    Pozdrawiam 🙂

    #30 julia
  31. 29# Zbyszku podaj mi swój mail to ci wyślę jej wizerunek.

    #31 Ines
  32. Julio, Ines
    dziękuję za szybki odzew 🙂 . Wizerunek jest potrzebny by Ola przestała się zamartwiać, że jej patronka jest zapomniana: znajomy ksiądz postanowił upiększyć kościółek rzeźbami świętych. I będzie tam św. Aleksandra 🙂 . Ines oto mój email: zbyszeksob@gmail.com
    DZIĘKUJĘ!!!
    🙂

    #32 Zbyszek
  33. Zbyszku,
    Ja też szukałam, nie znalazłam wizerunku niestety, lecz natrafiłam na bardzo ciekawą refleksję. Otóż wobec jej męczeństwa nie znamy szczegółów z jej życia, wszelkie przekazy informują niestety tylko o okolicznościach jej śmierci. To jednak też mówi bardzo wiele, mówi o relacji do Boga takiej, że można było dla niej umrzeć. Ona poznała miłość, wielką miłość Boga.
    Pozdrawiam

    #33 AnnaK
  34. …..w każdą niedzielę podczas sumy wędruje uroczysty orszak w kierunku ołtarza.Zastanawiam się dlaczego proboszcz/główny koncelebrans/idzie na samym końcu…….syn mi opowiada,że podobnie było przy intronizacji króla,który zajmował ostatnie miejsce w uroczystym orszaku…….jnusz franus

    #34 katolicki baran
  35. Usłyszałam dziś słowa, które proponuje na dziś Liturgia Godzin:
    „Kościół święty potrafi wzrastać wśród cierpień, a pośród zniewag nie zbaczać z prostej drogi; nie przygnębią go przeciwności, nie odurzą powodzenia; w pomyślności umie zachować pokorę, w trudnościach z nadzieją spoglądać ku niebu” (św. Grzegorz Wielki)
    … i kolejny raz okazało się, że liturgiczne teksty Kościoła przygotowane KIEDYŚ są odpowiedzią na moje DZISIEJSZE rozterki.
    Mam tu na myśli „przeciwności” i „trudności”…
    Powtarzam się, wiem, ale wciąż pociechą jest dla mnie, że właśnie dziś dane mi było usłyszeć te słowa…
    Czemu się dziwię? Przecież powiedział – „Ja nie zapomnę o tobie”…
    Pozdrawiam 🙂

    #35 julia
  36. … zorientowałam się (trochę późno…), że „przeciwnością” i „trudnością” dla Kościoła jestem ja…

    #36 julia

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php