Pragnę zwrócić uwagę na pierwsze słowa Ewangelii czytanej podczas Liturgii Wieczerzy Pańskiej:

Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty (J 13,1-4).

Było to blisko Paschy. Jezus mówi o swoim przejściu z tego świata do Ojca. Mówi o tym, że wyszedł od Ojca i do Ojca wraca.

1. Pascha Jezusa

Co prawda nie używa terminów bezpośrednio związanych z Paschą, ale nie można nie dostrzec w tym Jego mówieniu o przejściu z tego świata do Ojca właśnie tego rytu paschalnego. Jezus, który wyszedł od Ojca i który wraca do Ojca, przeżywa swoją Paschę. Nie jest to tylko celebrowanie Paschy na pamiątkę wyjścia z Egiptu. Jest to nowa Pascha, która wchodzi w starą. Treścią tej nowej Paschy jest właśnie On sam. Jego Pascha – jako Jego Przejście przez śmierć do nowego życia – nie jest jednak tylko dla Niego. On nie jest sam, lecz jest Głową i przewodnikiem. Wraca do Ojca z tymi, których do końca umiłował. Dlatego im posługuje, obmywa im nogi.

Dlatego złożył szaty i począł umywać nogi swoim uczniom.

Zostawił ten gest i tę prawdę jako specyfik na leczenie wszystkich naszych niewłaściwych postaw i zachowań. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.

 

2. Dar Paschy dla nas – obmycie i umycie nóg

Piotr w pierwszej chwili nie rozumiał i dlatego nie chciał pozwolić. Później, gdy Jezus mu powiedział, że gdy nie pozwoli, to nie będzie miał udziału (cząstki, wspólnoty) z Jezusem, też nie rozumiał, bo chciał, aby Jezus mu umył nie tylko nogi, ale i ręce i głowę. Nie o to jednak chodziło. Chodziło o umycie stóp.

Być może jest w tych słowach Jezusa nawiązanie do momentu wychodzenia z sadzawki obmyć czy z sadzawki chrzcielnej, gdy po wyjściu mogły zostać pobrudzone stopy.

Z pewnością jest to jednak gest wyrażający głęboką symbolikę uniżenia się przed bliźnim, by mu posłużyć – wykonując czynność sługi.

 

3. Jak mogę to przeżyć

Być może jest w naszym życiu tak, że w stosunku do osób, z którymi jest nam trudno dzisiaj być w komunii, nie mamy bezpośredniej możliwości stawania przed tymi osobami, albo nas na to nie stać, bo to przekracza nasze siły czy nawet tylko naszą wyobraźnię.
Jakżeż bowiem trudno jest sobie wyobrazić siebie w postawie umywania nóg komuś, kto w danej chwili jawi się jako trudny, nieznośny czy nieprzyjacielski. Gdy nie stać nas na taki gest faktyczny czy zewnętrzny, by zbliżyć się w prawdzie do takiego bliźniego, to możemy o tym pomyśleć i wyrazić to w formie modlitwy, stawiając siebie właśnie u stóp tej osoby.
Gdyby (albo po prostu: „gdy„) w nas, w moim wnętrzu, powstała na to zgoda, bym siebie zobaczył jako umywającego nogi swemu nieprzyjacielowi, to byłbym już (albo po prostu: już jestem) na drodze uzdrowienia, to działałby już we mnie właściwe Chrzest, który otrzymałem. Ta wewnętrzna zgoda jest bardzo trudna, ale konieczna. Bez niej nawet zewnętrzne wykonane gesty tracą swoją autentyczność i czasem skuteczność.

Liturgicznie ten gest się odbył podczas dzisiejszej Liturgii. Jego skutki w nas, w naszym wnętrzu mogą przychodzić w ciągu najbliższych godzin i dni. Chciejmy z tego skorzystać. Mamy w sobie cenny skarb i wielki potencjał. Uwierzmy, że On, Jezus, umywa nam nogi i że tak możemy postąpić także my. Tak mogę postąpić w stosunku do tych, z którymi może nie ma innej płaszczyzny porozumienia jak właśnie posługa w przebaczeniu.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

12 komentarzy

  1. U schyłku Wielkiego Czwartku pragnę Kapłanowi Chrystusowemu, Czcigodnemu Ks. Biskupowi, podziękować za wszelkie dobro wyświadczone każdemu spotkanemu człowiekowi i życzyć potrzebnych łask Bożych, aby ziarno zasiane dawało stokrotne plony na Bożą chwałę.Szczęść Boże w dalszym posługiwaniu.

    #1 AWM
  2. Ta zgoda na obmycie nóg jest bardzo trudna. Zarówny gdy my mamy postawić się w sytuacji obmywającego jak i obmywanego. Ta zgoda to złamanie naszego „ja”, które tak na prawdę nie chce w pokorze przyjąć takiej postawy. Żadnej z nich. Jesteśmy (jestem) hardzi. Moje serce buntuje się przed taką postawą.
    Jednak dziś zrozumiałam, że Bóg nieustannie chce obmywać moje nogi … w Eucharystii. I zaprasza mnie do takiej postawy wobec innych. Gdy tego braknie, jak napisał ks. bp: „Bez niej (zgody) nawet zewnętrzne wykonane gesty tracą swoją autentyczność i czasem skuteczność”. Dziekuję za tę liturgię, która uświadomiła mi, że nie potrafię przebaczyć i przyjąć przebaczenia … i że tylko Jezus Chrystus może przemienić moje serce. Dziękuję za tą trudną prawdę.

    #2 Ines
  3. Dzisiaj obmyć komuś stopy, ucałować je w świadomej gotowości do służby, do uległości, w końcu do miłości (droga neokatechumenalna) – Da się! Zwłaszcza gdy uczestniczy w tym rycie wybrana garstka (12) dokładnie wyszorowanych starców. W dodatku usadowionych na podwyższeniu żeby myjący nie musiał się zbyt głęboko schylać.(Kościół współczesny-katedralny). Ale wówczas, kiedy chodzono boso po spieczonej palestyńskiej ziemi, pełnej kurzu, bydlęcych odchodów, przy czym stopy ludzkie przypominały kopyta wielbłąda a o higienie nikt specjalnie nie myślał, gest obmycia miał całkiem inny wymiar. Jedynie niewolnik do tej czynności był przymuszany. I właśnie Jezus, Syn Boży obnaża się z szat, przepasuje prześcieradłem, z miłością obmywa stopy tym którzy za parę godzin sprzedadzą Go oprawcom, wyrzekną się po wielokroć… Jestem jednym z nich.
    Obdarz mnie Panie łaską naśladowania Ciebie.

    #3 lifny
  4. Dzisiaj – Wielki Piątek i usłyszymy ‚Kogo szukacie’ (J18)a potem odpowiedź ‚Jezusa z Nazaretu’. Umywający nogi, biorący Krzyż… czy jest faktycznie Tym, Którego szukam? Na ile we mnie są deklaracje a na ile szukam? Cisza od Wieczerzy do Zmartwychwstania jest czasem konfrontacji. Czy potrafię szczerze odpowiedzieć: kogo czy Kogo szukam?

    #4 ze
  5. Dziękuję Księdzu Biskupowi za tę katechezę. Tę zgodę wewnętrzną, o której Ksiądz Biskup pisze, „przerabiałam” w czasie tego Wielkiego Postu.
    Bardzo do mnie przemawia to nawiązanie do wychodzenia z sadzawki chrzcielnej. Niesamowite! 🙂
    Dla mnie święty Piotr jest szczególnie bliską postacią w tegorocznym Triduum Paschalnym. W tym roku, po doświadczeniach z ubiegłych lat, postanowiłam zrezygnować z uczestnictwa we wspólnotowej liturgii – z przyczyn, które z pewnością nie przyszły do głowy liturgistom… Mianowicie mam łaskotki w stopach. Gdy mi odpowiedzialny w ubiegłych latach usiłował umyć stopę, to piszczałam – ku rozbawieniu mojej wspólnoty. W tym roku stwierdziłam, że nie będę psuła powagi i wymowy tego gestu liturgicznego, żeby nie „rozwalać” liturgii swoim piskiem. Szkoda mi było zrezygnować ze względu na przepiękne Słowo Boże przewidziane na tę liturgię, ale ostatecznie zrezygnowałam. Czuję się jednak trochę jak święty Piotr, który nie chciał dać obmyć swoich stóp. W liturgii Wieczerzy Pańskiej bardzo mnie w Ewangelii dotknęło to, o czym Ksiądz Biskup pisze: „Piotr w pierwszej chwili nie rozumiał i dlatego nie chciał pozwolić. Później, gdy Jezus mu powiedział, że gdy nie pozwoli, to nie będzie miał udziału (cząstki, wspólnoty) z Jezusem, TEŻ NIE ROZUMIAŁ, bo chciał, aby Jezus mu umył nie tylko nogi, ale i ręce i głowę”.
    Bardzo doświadczyłam wczoraj i dziś tego, o czym napisał Janusz : „Rozumem dochodzi się zawsze do religijności a nie do prawdziwego chrześcijaństwa”. Nie zgadzam się co prawda ze stwierdzeniem że „zawsze” – to kwestia, czy chcemy mieć Ducha Świętego na usługach naszego rozumu, czy też naszym rozumem chcemy służyć Duchowi Świętemu. Pawłowy „upadek z konia” to przejście z tej pierwszej opcji do tej drugiej.

    #5 Fasola
  6. Dziś przeżyłam piękną drogę Krzyżową w wyprawie na Tarnicę ,nioslam w sercu wszystkich ,których Pan Bóg stawia na mojej drodze -więc to było też obmywanie im nóg /tak myślę /.

    #6 Tereska
  7. ……..Zasadą krzyża jest usunięcie działania człowieka i osądzenie jego natury. Krzyż nie pojawił się, aby naturze ludzkiej przychodzić z pomocą, aby uzupełniać to, czego człowiek nie jest w stanie wykonać. Niestety wielu używa krzyża w taki właśnie sposób. Korzystają z krzyża jako z nowej łaty do starego sukna. To jednak nie wytrzymuje próby. Dlatego ludzie ci biegają po świecie bez przerwy w rozterce, udając się od jednego duszpasterza do drugiego. Starą szatę czyli starego człowieka należy zewlec i przekazać pod sąd krzyża. Krzyż na wszystkim, co pochodzi z natury ludzkiej, wypisuje wyrok przekleństwa i nam samym wyznacza miejsce przeklętych. Na wszystkim, co pochodzi z człowieka, krzyż stawia znak całkowitej rezygnacji. Kto przez działanie Ducha doprowadzony został do krzyża, ten podpisał tam wyrok śmierci nad swoją naturą, całkowicie zrezygnował z samego siebie i w ten sposób wyzwolił się spod tego przekleństwa. Nad wszystkim bowiem, co nie nosi znaku krzyża, wisi przekleństwo. Dlatego każdy, kto zachowuje swoje własne życie, zachowuje także owo wiszące nad nim przekleństwo. Jednak ten, komu poprzez Ducha odsłonięty został krzyż, zaprzestał powracać do samego siebie i poszukiwać czegoś dobrego w sobie, zaprzestał także zajmowania postawy rezygnacji w stosunku do innych.

    Dopóki jednak nie nauczymy się tej lekcji przez Ducha, ciągle będziemy wracali do samych siebie i poszukiwali, czy czasem jednak nie ma w naszej istocie czegoś dobrego, co Bóg byłby zmuszony zaakceptować i nad czym nie byłoby potrzeby stawiania znaku krzyża. A ponieważ niczego takiego nie znajdujemy, popadamy w fałszywe przygnębienie, które staje się dla naszego nieprzyjaciela okazją wprowadzania nas w mroki. On wtedy mówi nam: „Poddaj się. Nie masz przecież nic dobrego, do czego Bóg mógłby nawiązać!” Ale Bóg nie chce wcale nawiązywać w nas do czegoś dobrego, co posiadamy z natury, natomiast poprzez krzyż usuwa to wszystko na bok, aby osobiście stworzyć w nas wszystko nowe. Krzyż doprowadza człowieka do bankructwa i przez to przygotowuje miejsce dla Boga. Krzyż doprowadził uczniów Jezusa do bankructwa, czego nie mogły osiągnąć żadne słowa ich Mistrza. Rozbił pozorną aureolę ich świętości, o której mniemali, że wysłużyli ją sobie w czasie trzyletniego naśladowania Jezusa, i pokazał im, co potrafi ludzka natura i czego jest warta. Przez to zostali przygotowani na przyjęcie Ducha Świętego, który przyniósł im inną naturę i inne życie. Nie możemy bowiem nigdy oddzielać od siebie krzyż i Ducha. Nie możemy przeżyć Wielkanocy ani Zielonych Świąt, jeśli wpierw nie przeżyliśmy Wielkiego Piątku. Tylko w krzyżu zostajemy przygotowani na Boże życie i na Bożą pełność; tylko współukrzyżowani stają się naczyniami Ducha Świętego. W krzyżu Chrystusa mamy środek dla osądzenia starego człowieka (Rzym. 6, 6), a w zmartwychwstaniu Chrystusa znajdują się korzenie dla narodzenia się nowego człowieka (1 Piotra 1, 3), które dokonuje się poprzez Ducha (Jan 3, 5-15) według zasady: „Kto utraci swoje życie,znajdzie je”…….janusz franus

    Musimy wejść w praktykę krzyża jako współukrzyżowani i uprzątnięci. Wtedy otwarte są drzwi do życia w łasce i zwycięstwie. Co przynależy do śmierci, musi zostać oddane śmierci, tak jak zwłoki zostają złożone w ziemi, ponieważ należą do ziemi.

    Już w życiu Abrahama, a także w życiu wszystkich innych ludzi duchowych widzimy działanie tej zasady krzyża. Abraham musiał przypatrywać się obumieraniu swojego ciała i ciała Sary, dopóki od natury nie można się było już niczego spodziewać (Hebr. 11, 11). Jego natura była ciągle usuwana na bok począwszy od wyjścia z ojczyzny aż po ofiarowanie Izaaka. W Liście do Hebrajczyków 9, 14 czytamy, że Duch Święty jest Duchem wiecznym. On kieruje się bez przerwy tymi samymi sposobami postępowania. On przyprowadził Chrystusa, naszą Głowę do krzyża, a z Nim i nas, i ciągle na nowo tam nas przyprowadza. Jego zadanie w stosunku do wierzącego jest bowiem podwójne: Z jednej strony chodzi o doprowadzenie do śmierci tego, co należy uśmiercić (Rzym. 8, 13), z drugiej zaś strony o wykształtowanie darowanego nam życia z Boga (2 Kor. 3, 16).

    #7 katolicki baran
  8. Janusz,
    trafnie to ująłeś: „zaprzestał powracać do samego siebie i poszukiwać czegoś dobrego w sobie”. Też „Krzyż doprowadza człowieka do bankructwa i przez to przygotowuje miejsce dla Boga” (tak jak sądziłem, inaczej rozumiałeś „bankructwo” 🙂 ). Podobnymi słowami ponad rok temu wstrząsnął mną Ksiądz Biskup i odtąd czuje że tego chcę. Piszesz Januszu o fałszywym przygnębieniu – skutku trzymania się swojej woli. Nic dziwnego że demon to wykorzystuje, gdy krzyczymy: „Nie Twoja, lecz moja wola niech się stanie!”. Doświadczam tego. Gdy masz rodzinę, pracujesz, masz wykonywać swoje, wypełniać obowiązki i powierzyć się Panu. Ale to czy za półroku ludzie dostaną pensje, zależy też od tego, czy dzisiaj stawię czoła zagrożeniom, czy się zmobilizuję do planowania, przewidywania organizowania. Ze swojej strony – staram się zaplanować wszystko jak tylko się da najlepiej, a potem czekam na „wyrok”. Staram się go przyjąć takim, jakim Pan mi go daje. Jednak szczęśliwy jestem, gdy z córcią pieczemy ciastka, a ona mnie pyta o Pana Jezusa…

    #8 Zbyszek
  9. „Gdyby (albo po prostu: “gdy“) w nas, w moim wnętrzu, powstała na to zgoda, bym siebie zobaczył jako umywającego nogi swemu nieprzyjacielowi, to byłbym już (albo po prostu: już jestem) na drodze uzdrowienia, to działałby już we mnie właściwe Chrzest, który otrzymałem. Ta wewnętrzna zgoda jest bardzo trudna, ale konieczna. Bez niej nawet zewnętrzne wykonane gesty tracą swoją autentyczność i czasem skuteczność.”….
    Jak bardzo jest delikatny Jezus Chrystus i przez ten moment naszego pragnienia /mojej woli/, by stała się wola Pana w mojej / każdego / niemocy…
    Dziękuję Księdzu Biskupowi za tę katechezę i dołączam się do życzeń z okazji Dnia Kapłaństwa.

    #9 niezapominajka
  10. „Gdyby (albo po prostu: “gdy“) w nas, w moim wnętrzu, powstała na to zgoda, bym siebie zobaczył jako umywającego nogi swemu nieprzyjacielowi, to byłbym już (albo po prostu: już jestem) na drodze uzdrowienia, to działałby już we mnie właściwe Chrzest, który otrzymałem. Ta wewnętrzna zgoda jest bardzo trudna, ale konieczna. Bez niej nawet zewnętrzne wykonane gesty tracą swoją autentyczność i czasem skuteczność”
    Dziękuję za wskazówkę, by na początek WYOBRAZIĆ sobie siebie umywającą nogi nieprzyjacielowi…
    I za przypomnienie, że najważniejszy jest autentyzm…
    Pozdrawiam 🙂

    #10 julia
  11. Dzisiaj chciałabym powiedzieć o wielkopiątkowej adoracji krzyża i wydarzeniami jakie po tym nastąpiły.Od miesiąca jestem w bardzo trudnej sytuacji finansowej,do tego stopnia trudnej,ze zabrakło mi nawet kawałka kiełbasy do poświęcenia.Na przeżycie następnych dni miesiąca miałam pozostawione 10 zł i jakieś grosze w portmonetce i nic nie wskazywało na to,że wpłyną jakieś pieniądze na moje konto.Postanowiłam więc,że oddam te grosze na grób Chrystusa prosząc go jednocześnie,by zaradził mojej biedzie.W Wielką Sobotę wyszłam z domu do sąsiadów by poprosić o kawałek wędliny do poświęcenia i przechodząc poprzez bramę,zauważyłam,że w skrzynce pocztowej są pieniądze w wysokości 300zł,jak się domyśliłam od znajomej, która od czasu do czasu robiła mi takie prezenty.
    Już po świętach otrzymałam od rodziny niewielką kwotę pieniędzy (…).
    A to w dalszej konsekwencji prowadzi mnie do wejścia w swoistą ziemię obiecaną,także w wymiarze dóbr materialnych. Warto sie uniżać i służyć Chrystusowi w wieloraki sposób.

    #11 Barbara
  12. Jak przeżyć umywanie nóg… Powyższe słowa ks bpa dały mi dużo do myślenia.
    Choć Triduum już minęło, to dopiero teraz przyszło mi zmagać się z tym słowem.
    W moim życiu i współpracy jest osoba, z którą relacja jest dla mnie bardzo trudna i nie mam ochoty na nią patrzeć, a co dopiero z miłością. Umywanie nóg wydaje mi się w tym momencie niemożliwe. Chrystus zrobił niepojętą rzecz, że uczynił ten gest. Nie mogę tego pojąć, gdy odniosę to do swojego życia. To co, że regularnie chodzę do kościoła i często wydaje mi się, że jestem taka dobra…
    W starciu z rzeczywistością widzę, że jest zupełnie inaczej. Chociaż uważam się za dobrego chrześcijanina, to widzę, że się tak nie zachowuje. Widzę też, że nie jestem w stanie miłować bliźniego…
    Ale mogę przynajmniej modlić się o to, by Duch Święty dał mi tę moc, do tego, by przynajmniej w sercu pragnąć umywać nogi tej osobie. To chyba jedyne wyjście, bo o własnych siłach tego nie potrafię

    #12 Magdalena

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php