Początek Ewangelii – 2 Ndz Adwentu B

by bp Zbigniew Kiernikowski

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Takie oto słowa zabrzmią w drugą Niedzielę Adwentu (rok B; Mk 1,1-8). Najpierw zwracam uwagę, iż właściwszy i bardziej wierny tekstowi oryginalnemu jest przekład: Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Jezus bowiem nie jest tylko przedmiotem Ewangelii, lecz jest jej podmiotem. To jest Jego Ewangelia i to On stanowi jej zasadniczą treść. Można też powiedzieć, tak jak to mamy w Liście do Rzymian, że jest to Ewangelia Boga o Synu Bożym, czyli o Osobie i o Dziele Boga dokonanym przez Jezusa Chrystusa (zob. Rz 1,3n).

Jest to początek. Początek, który praktycznie jest jakby uwerturą czy swoistym przedtaktem. W tym fragmencie nie ma bowiem jeszcze mowy o Jezusie Chrystusie, lecz o Jego prekursorze, o Janie Chrzcicielu. Jest on jednak przedstawiony właśnie po to, aby wskazać na Jezusa Chrystusa, na właściwy początek. Tak zresztą było zapowiedziane przez proroków.

Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją (Ml 3,1);

Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki! (Iz 40,3).

To wielkie wydarzenie przyjścia Boga do ludzi w ludzkiej postaci było przygotowywane na wiele sposobów podczas całej historii Starego Przymierza. Tak się to działo, żeby człowiek niejako mógł się przygotować do tego wydarzenia i niejako oswoić z myślą, iż to przyjście będzie inne od ludzkich wyobrażeń i oczekiwań.  

Przygotowanie człowieka na przyjście Pana

 Podkreślam właśnie ten aspekt, że to przyjście miało być i de facto było tak inne od ludzkich przewidywań. Można by nawet zaryzykować twierdzenie, że przez te przygotowania ludzie mogli więcej się dowiedzieć, tego jakie to przyjście nie będzie, niż jakie będzie. To, co podczas tego przygotowania było niejako dominantą to przesłanie, że to przyjście będzie dla zbawienia człowieka. To zbawienie zaś nie będzie polegało na tym, że człowiekowi zostanie zabezpieczona jakaś forma lepszego bytowania, przez zmianę warunków i okoliczności życia człowieka, lecz na tym, że w człowieku dokona się przemiana.

Człowiek otrzyma nowego ducha i w konsekwencji będzie też w stanie zmieniać warunki i okoliczności swojej egzystencji wchodząc w zdolność przeżywania relacji z bliźnimi i harmonii z całym wszechświatem. Takie znaczenie mają wszystkie zapowiedzi o nowym niebie i nowej ziemi (zob. Iz 65) czy wizje życia wynikającego z obecności Ducha i wypełnienia kraju znajomością Pana (zob. Iz 11). To człowiek zostanie uzdolniony do nowego życia.

Wołanie Jana i jego ofiara życia

 Jan Chrzciciel, który jest wysłannikiem, przygotuje drogę dla Jezusa. Uczyni to nie tyle przez swoje przepowiadanie, ile raczej przez swoją śmierć. Tym samym wskaże, jak do nawrócenia człowieka, aby mógł spotkać Boga, nie wystarczą słowa pouczenia i nawet najmocniejsze wezwania. Potrzebne jest świadectwo oddania życia. Jan rozumie siebie jako głos, który woła na pustyni. Ma świadomość swojej roli wprowadzającej i oznajmującej. Ma świadomość tego, że on jest tylko poprzedzającym Tego, który jest pełną rzeczywistością, jest skutecznym Słowem. Jest tym Słowem, które wcieliło się w historię ludzką, by siebie oddać w ręce ludzi i w ten sposób otworzyć dla nich nowy rodzaj (nową jakość życia). To jest właśnie początek tej Ewangelii, która stanie się w pełni rzeczywistością, gdy Jezus ukrzyżowany zmartwychwstanie. Jan jest tego tylko zapowiedzią i głosem na ile przyjmie niesprawiedliwą śmierć.

Prawda zmartwychwstania stanie się jednak dopiero w Tym, który – jak sam Jan mówi – jest mocniejszy i który przyjdzie po nim, a który będzie chrzcił Duchem Świętym. W planach Bożych był jednak potrzebny ów głos Jana oraz jego prawe i ofiarne życie i jasne świadectwo a także pozornie bezsensowna jego śmierć, spowodowana kaprysem Heroda i córki Herodiady. To było przygotowanie drogi dla Pana i prostowanie dla Niego ścieżek. Nie stały się one wówzas prostsze w sercach ludzkich. Wprost przeciwnie. Wyszły jeszcze bardziej na jaw zawiłe drogi człowieka. Ale Pan wszedł właśnie w tak przygotowane drogi. On się nie bał zwichniętego i przewrotnego serca człowieka. On przyszedł po to, aby – niejako bezwarunkowo przylgnąwszy do tego zwichniętego serca człowieka – dać mu szansę wyleczenia, nawrócenia mocą chrztu Duchem Świętym. Stało się to przez Ofiarę krzyża i dar Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów.

To przygotowanie drogi dla Pana i prostowanie dla Niego ścieżek, nie powiodło się człowiekowi w jego działaniu. Gdy jednak Pan wszedł w te kręte i zawiłe ścieżki życia ludzkiego, które takimi się okazały, mimo wysiłku przygotowania i prostowania ze strony człowieka, dopiero wówczas człowiek mógł przeżyć przyjście Pana jako jego dar.

Przedziwna jest rola prekursora Ewangelii. Przedziwne jest to co musi się stać i musi się objawić w sercu człowieka, zanim dotrze do niego Ewangelia. Przedziwny jest też jej początek. Patrząc ze strony ludzkiej jest to swoisty start ze spalonej czy niepoprawnej pozycji. Takimi bowiem jesteśmy. Do nas takich przychodzi Ewangelia i zaczyna z nami swój początek. Początek czegoś innego, niż to wszystko, co dotąd my czyniliśmy i jak dotąd myśleliśmy. Jest to wszystko inaczej, niż miałoby być według naszych oczekiwań. Przygotowania są potrzebne, żebyśmy mogli zostać zaskoczeni całkowitą nowością Ewangelii.

Początek skuteczności Ewangelii we mnie

Złudne jest moje myślenie, iż ja sam, z mojej „dobrej woli” dobrze przygotuję się na przyjęcie Ewangelii, tzn. tak, aby między mną a Ewangelią nie było zgrzytu, zaskoczenia. Jeszcze bardziej złudne jest wtedy, gdy myślę, że to moje spotkanie z Ewangelią, tzn. jej początek we mnie, może odbyć się bezboleśnie czy bez wstrząsów. Złudne jest, gdy myślę, iż w zasadzie to ja się dobrze przygotuję i że to ja w zasadzie jestem dobry itp., a Ewangelia to niejako potwierdzi. Sam z siebie bowiem gdzieś jakby podskórnie, oczekuję, że Ewangelia potwierdzi mnie w moim myśleniu i działaniu. Tymczasem Ewangelia przychodzi do mnie, by we nie dokonać nowości życia. Tzn. by to nasze życie było inne. Przychodzi, by dać początek temu, co nie jest ze mnie. Ona chce zainicjować coś nowego, dać swój początek we mnie.

Tego nie da się przeprowadzić polubownie przez pertraktacje między starym a nowym. Przygotowanie musi niejako wyciągnąć na jaw to, co stare. Musi w tym zaistnieć pewien kryzys, pewne umieranie, aby mógł zaistnieć we mnie nowy początek. Ten początek nie jest ze mnie, ale pochodzi od Jezusa Chrystusa. Początek Ewangelii we mnie otwiera perspektywę życia opartego na zupełnie innych zasadach, niż moje dotychczasowe.

Pozostaje mi modlitwa i wołanie: Panie, który jesteś Początkiem i Końcem, daj mi się tak przygotować na spotkanie z Tobą, abym nie chciał trzymać się tego, co uważam za moje; także tego, co uważam za moje przygotowanie się na spotkanie z Tobą. Daj mi być otwartym na dar Twego spotkania.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

41 komentarzy

  1. Ze zdziwieniem odkryłem że najbardziej poruszające (uderzające w starego człowieka) są świadectwa nie osób czy czynów udanych, prawego życia czy postępowania. Najważniejsze są dla mnie świadectwa słabości, które kończą się prośbą o Boże miłosierdzie. Jest to zdumiewające odkrycie!
    🙂

    #1 Zbyszek
  2. Pamiętasz Zbyszku ta scene z Księgi Rodzaju, gdzie ludzie po grzechu zobaczyli, że są nadzy i zawstydzili się (zakryli, odgrodzili od otoczenia). Dla mnie osoby odsłaniające swoją słabość doświadczają procesu odwrotnego-odwagi (odsłaniania się, burzenia muru). To potwierdza naszą nadzieję, że jest możliwe – nawet dzieje się teraz – zbawienie, wyzwolenie.

    #2 Grzegorz
  3. Dziękuję Księdzu Biskupowi za te rozważania. Niezwykle ważna jest metafora Głosu. Głosu nie widać, ale on prowadzi do celu. Kiedyś w odniesieniu do Jana Chrzciciela usłyszałam takie słowa, że „dobry duszpasterz nie przywiązuje swoich uczniów do siebie, ale przywiązuje ich do Chrystusa”. Na wakacyjnych rekolekcjach rozważałam działalność Jana Chrzciciela (w pismach św. Jana Ewangelisty, który był jego uczniem) i uświadomiłam sobie, że człowiek często najpierw idzie za uczniami Chrystusa, zanim pójdzie za Nim samym (J 1, 35-37). Często nasze pierwsze kroki ku Bogu są w istocie kroczeniem za autorytetami ludzkimi. Czasem się niestety na tym etapie (etapie autorytetów ludzkich) człowiek zatrzymuje.
    p.s. Przyznam, że nie przekonuje mnie teza postawiona przez Księdza Biskupa, że Jan Chrzciciel przygotował drogę dla Chrystusa „nie tyle przez swoje przepowiadanie co przez swoją śmierć” i że „jest głosem na ile przyjmie niesprawiedliwą śmierć”. On został wybrany spośród miliardów ludzi w całej historii ludzkości jako ten, który wskazał na Baranka gładzącego grzechy świata. Kościół zapatruje się w osobę Jana Chrzciciela nie tyle ze względu na jego (pozornie bezsensowną) śmierć, co ze względu na jego niezwykłe uniżenie. Zachariasz, ojciec Jana Chrzciciela, nie prorokował o wielkości swego syna jako męczennika, ale jako proroka Pańskiego. Jana Chrzciciela, jak Maryję, dosięgnął miecz niesprawiedliwości, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu.
    Możliwe, że niewystarczająco zrozumiałam myśl Księdza Biskupa, toteż wdzięczna będę za jej ewentualne rozwinięcie.
    Pozdrawiam 🙂

    #3 Fasola
  4. Ad #3 Fasola
    Krótko: świadectwo to martyria czyli także męczeństwo. Uniżenie uzyskuje w tym swój wyraz, właśnie w pozornie bezsensownej śmierci. Inaczej giną „bohaterowie” tego świata, ich śmierć ma jakiś sens w wymiarze tej rzeczywistości (zob. też Rz 5,7).
    To jest właśnie ów paradoks, aby wyszły na jaw zamysły serc wielu.
    Naturalnie, niczego nie należy odejmować przepowiadaniu Jana Chrzciela i roli wskazania przez niego Baranka Bożego. Ten Baranek jednak zaczął działać, gdy Jan został uwięziony, a jego więzienie skończy się ścięciem. Jest to bardzo wymowny moment przygotowania początku Ewangelii. Zobacz w tym względzie jasne stwierdzenie u Mt (4,12) i Mk (1,14). Informacja o uwięzieniu Jana właśnie w tym miejscu nie jest informacją przypadkową – w takim kontekście Jezus rozpoczyna głoszenie Ewangelii.
    Bardzio dziękuję za Twoją refleksję i mam nadzieję, że moje wyjaśnienia odnośnie relacji między męczeństwem (świadectwem) Jana Chrziciela a początkiem Ewangelii Jezusa Chrystusa będą Ci pomocne.
    Pozdrawiam.
    Bp ZbK

    #4 bp Zbigniew Kiernikowski
  5. To znów ja, w poniedziałek idę do szpitala na parę dni na pierwszą chemię, strasznie się boję, koniec ogrójca i walki w nim teraz pora wchodzić w krzyż. Chcę napisać parę słów w kontekście tej katechezy Księdza Biskupa. Przez większość życia wydawało mi się, że być prawdziwym chrześcijaninem to STARAĆ SIĘ nie popełniać grzechów, spełniać dobre uczynki, a wtedy Bóg ułoży moje życie według mojego obrazu szczęścia. Starałam się więc jak mogłam a Bóg się wcale nie starał, ciągle było nie tak jak pragnęłam. Obraziłam się więc na Niego. Proszę bardzo, innych Bóg w ogóle nie obchodzi a mają takie życie jakie ja bym chciała mieć, to po co mi się STARAĆ i wchodziłam w grzechy, które wcale nie dawały mi szczęścia. Miałam też poczucie krzywdy i wiele pretensji do Boga, że inni mają normalne rodziny, a mój ojciec wstydzi się mnie, i nie może zaakceptować faktu, że ma taką kulę u nogi (byłam nieślubnym dzieckiem), chciał sobie ułożyć życie, a ja ciągle staję mu przed oczami jak jakaś zmora. W końcu weszłam na drogę neokatechumenalną i ten obraz chrześcijanina zupełnie mi się zawalił, nie o to chodzi w chrześcijaństwie, że ma być tak jak sobie wymarzyłam, ale tak jak chce Bóg, bo On wie lepiej co mi to szczęście przyniesie. Jednak przez 18 lat drogi nie mogę się do tego przyzwyczaić, Pan Bóg ma do mnie cierpliwość wielką. Ja bardzo łatwo wchodzę w grzechy, obrażam się na Boga, uciekam od Niego, dlatego potrzebuję wciąż wstrząsów, najpierw były niewielkie teraz są coraz większe. Bóg chce mnie ogołocić ze wszystkiego co moje. Jak pisze Ksiądz Biskup: „Początek Ewangelii we mnie otwiera perspektywę życia opartego na zupełnie innych zasadach, niż moje dotychczasowe”. Mój świat przewrócił mi się do góry nogami, ale gdzie spotkam miłość Boga???? W tym, że On spełni moje życzenia, w tym, że będę na pierwszym miejscu, oklaskiwana, zdrowa czy w Krzyżu będąc chorą, okaleczoną z nie wiadomo jaką przyszłością, który sprawia, że muszę się oprzeć całkowicie na Bogu??? Zamiast ojca ziemskiego daje mi siebie (Ojca niebieskiego). Abraham zaufał Bogu, Hiob, Tobiasz itd. Czy źle na tym wyszli??? Choć wydawało się, że są skończeni. To pewnie ufając Bogu, ja też na tym dobrze wyjdę jak myślicie??

    #5 lipka
  6. Ad #5 lipka
    Modlę się i zapewniam, że Pan Bóg ma wobec Ciebie swój plan, dla uleczenia Ciebie, przede wszystkim Twego wnętrza i Twego odrodzenia. Prowadząc tak Twoją historię życia chce też otwierać dla innych drogę uleczenia i zbawienia.
    Nie trać z oczu tych postaci, o których wyżej wspominasz!
    Pokój z Tobą!
    Bp ZbK

    #6 bp Zbigniew Kiernikowski
  7. Dziękuję Księdzu Biskupowi za dopowiedzenie, rzeczywiście mi pomogło 🙂 Nieraz mnie to zastanawiało, że uwięzienie i ścięcie Jana Chrzciciela było jakby znakiem dla Jezusa do rozpoczęcia publicznej działalności.
    Sama historia śmierci Jana Chrzciciela przywodzi mi na myśl podobną historię z Księgi Estery (Est 5,3-8; Est 7,2-4a) Trudno powiedzieć, czy Herod znał tę historię z Księgi Estery, ale ścięcie Jana Chrzciciela (życzenie Herodiady) jest jak negatyw historii z Księgi Estery. O ile Estera jest figurą Maryi, o tyle Herodiada jest jak Wielka Nierządnica (Ap 17,4-7) Może to niewłaściwe skojarzenia, ale takie mi przychodzą na myśl.

    #7 Fasola
  8. To zaproszenie Ks. Biskupa do modlitwy „Panie, który jesteś Początkiem i Końcem, daj mi się tak przygotować na spotkanie z Tobą, abym nie chciał trzymać się tego, co uważam za moje; także tego, co uważam za moje przygotowanie się na spotkanie z Tobą. Daj mi być otwartym na dar Twego spotkania” przyszło, kiedy odczuwam jakoby moje modlitwy mało skierowane „na Pana Boga”, czuję, że moje modlitwy są przede wszystkim zachowaniem prawa, (chodzi mi o modlitewne rozmyślanie w czasie jutrzni). Bo gdy rozważam, przychodzą mi na myśl różne problemy mojego życia, sprawy do załatwienia itd. i to mnie oskarża, że nawet te kilkanaście minut moje myśli nie mogą być skierowane właściwie. Ale tu widzę ,że nie jest ze mną tak źle, bo mam być otwarty na to, co da mi Pan. A może chce mnie tym faktem upokorzyć, abym jeszcze gorliwiej wołał modlitwą ślepca spod Jerycha: Jezusie,Synu Dawida ulituj się nade mną”.

    #8 Aleksander
  9. „Złudne jest MOJE myślenie, iż JA dobrze przygotuję się na przyjęcie Ewangelii, tzn. tak, aby między MNĄ a Ewangelią nie było zgrzytu, zaskoczenia.(…) Złudne jest, gdy myślę, iż w zasadzie to JA się dobrze przygotuję i że to JA w zasadzie jestem dobry itp., a Ewangelia to niejako potwierdzi.(…) Tymczasem EWANGELIA przychodzi do mnie, by we mnie dokonać nowości życia. (…) ONA chce zainicjować coś nowego, dać swój początek. (…) Ten początek NIE JEST ZE MNIE, ale pochodzi od Jezusa Chrystusa”
    Jeżeli tak jest ze mną to dobrze, czy źle?
    Jeżeli jest to regułą, tak jest zawsze – to chyba dobrze, że dostrzegam opisane postawy w sobie. Bo wtedy Ewangelia może mnie ciągle zaskakiwać: zaskoczyła wczoraj, dziś i zaskoczy jutro…
    Będę odkrywać Ją całe życie i „zdumiewać się”, że CHCE we mnie zainicjować nowe życie.
    🙂

    #9 michael
  10. Lipko, chcę Ci przypomnieć, że w Twoich krzyżach jest z Tobą Bóg, Jego miłość i tam ją spotkasz. Dlaczego tak się troszczymy o naszą poprawność w przyjmowaniu miłości i pilnowaniu, czym ma ona nie być, że potem jakby jej nie było? Ponadto to, co złe krzyczy bardzo głośno i potrzebujemy usłyszeć od nowa, że jesteśmy kochani właśnie teraz. Dlatego chcę Ci to powtórzyć jeszcze raz. Słowa Księdza Biskupa tak bardzo tchną miłością Boga, tak bardzo pomagają, prawda?
    Pozdrawiam

    #10 AnnaK
  11. lipka, w jakimś stopniu wiem, co przeżywasz… pamiętaj, że Krzyż to początek Zmartwychwstania.

    #11 Agnieszka
  12. „To było przygotowanie drogi dla Pana i prostowanie dla Niego ścieżek. Nie stały się one wówczas prostsze w sercach ludzkich.(…) Ale Pan wszedł właśnie w tak przygotowane drogi.(…) On przyszedł po to, aby – niejako bezwarunkowo przylgnąwszy do tego zwichniętego serca człowieka – dać mu szansę wyleczenia, nawrócenia mocą chrztu Duchem Świętym. Stało się to przez Ofiarę krzyża i dar Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów”
    Przychodzi mi w tym momencie na myśl prostackie porównanie z przysłowiem ludowym: „Hebluj, synku, hebluj, tatuś przyjdzie i siekierką wyrówna”.
    Proszę o wybaczenie, jeśli moje porównanie obraziło kogoś uczucia i zmysł estetyki… Ufam, że Pan Bóg już mi wybaczył…
    Tłumaczę moją myśl.
    Przygotowujemy na miarę swojej wiary drogę dla Pana. Robimy to delikatnie. Tak, żeby nie bolało (czyli heblujemy). Niewiele to w nas zmienia, ale zmienia. Pan Bóg patrzy na to nasze działanie z miłością (mówi: synku). Choć nasze przygotowanie nie jest wystarczające – Pan mimo wszystko przychodzi (tatuś przyjdzie). Żeby natomiast mogło się w nas rozpocząć Jego dzieło potrzebne są „okazje mocne i wstrząsające” a nie „polubowne pertraktacje”. To zawsze boli (wyrównanie siekierką). Ale sprawia, że powstaje coś nowego, co jest Jego dziełem.
    Pozdrawiam 🙂

    #12 julia
  13. Ad #12 julia
    Tak, Julio, trafne porównanie. Też często tego porównania używam. Otwiera oczy na potrzebę naszego wysiłku i naszej „precyzji” (racji) oraz na wielkość daru, czasem trudnego, ale jedynie właściwego i trafnego.
    Pozdrawiam.
    Bp ZbK

    #13 bp Zbigniew Kiernikowski
  14. ad 13
    🙂

    #14 julia
  15. Mam takie doświadczenie, że moja pycha to część mojego organizmu.Jest ona tak głęboko we mnie/ze mną wrośnięta, niczym ciało i kości, współegzystuje często niezauważona. Tylko Słowo, niczym miecz, ma moc rozdzielić ciało od kości i właśnie taki zabieg Bóg we mnie rozpoczął. Mam pozostawioną świadomość na czas tego zabiegu, dlatego często odczuwam ból, ból nawracania. Czasem sama na własną rękę sięgam po znieczulenie, by bolało mniej, wtedy właśnie Słowo, Ewangelia nie robi na mnie wrażenia, NIE ZASKAKUJE.
    To jest oścień, który pokazuje, czy czasem nie weszłam w jakąś znieczulice podczas zabiegu.
    Pokój,
    agnieszka CS

    #15 agnieszka CS
  16. Moja mama od trzech lat choruje na raka. W poniedziałek usłyszała, że lekarze zrobili, co mogli i dostała skierowanie do opieki paliatywnej. Od poniedziałku jakby wszystko nabrało innego wymiaru. Adwent stał się oczekiwaniem na przyjście Pana, który jest naprawdę blisko. Od poniedziałku zastanawiam się nad sensem powolnego umierania, ale dziś myślę, że to jest konieczne dla człowieka, który do tej pory żył, jak chciał, myślał, co chciał, aby mógł oderwać się od siebie. Może tak rodzimy się do nowego życia? Proszę o modlitwę o łaskę wiary dla mamy.

    #16 Iza
  17. Dostaliśmy wydarzenie mocne i wstrząsające, nasza Magda umarła. Myślałam, że będzie inaczej. To dla mnie wołanie do nawrócenia i myślę o tych zaskakujących dla mnie słowach z dzisiejszego wpisu o Janie Chrzcicielu i okropnych zawiłościach mojego serca. Zaskakuje mnie ich aktualność dla mnie, to że istnieje dla mnie słowo na dziś, które uczy prawdziwie widzieć plan Boga w moim życiu, jak uczył mnie pokory. Pierwszy raz odważyłam się pomyśleć w ten sposób od pewnego czasu, choć wiem że to prawda. Tak bardzo chciałabym, żeby było inaczej, żeby ludzie wyprostowali serca na głos Jana (przecież wielu się nawróciło) i przyjęli z radością Jezusa. A On by nauczał całe życie i żeby to wystarczyło. I żebym też ja przylgnęła do Słowa tak mocno.

    #17 AnnaK
  18. #16 Izo,
    będę się modlić.

    #18 julia
  19. Myślę że nasz mózg /mimo nawet najdoskonalszej wiedzy/ wszystkiego nie obejmuje,by rzeczywistość ewangeliczna nie zaskoczyła nas.Rzecz,byśmy nie bali się siebie w niej.O czystość naszych serc,prosimy.

    #19 K.
  20. Dziękuję AnnoK za tę wiadomość o Magdzie. Nie miałam odwagi, by Cię o to pytać. Pan Bóg dał mi poznać w modlitwie (w piątek), że powoła Magdę do Siebie, że Boski Ogrodnik przesadzi ten Piękny Kwiat do Rajskiego Ogrodu. Przyznam, że miałam nadzieję wbrew nadziei, że jednak Magda wyjdzie z tego. Jednak drogi Boga nie są naszymi drogami, ani Jego myśli nie są naszymi myślami. W piątek od rana Duch Święty przynaglał mnie do modlitwy za konających, a potem pojawiła się Twoja prośba o modlitwę za Magdę…
    Nie ustaję w modlitwie za jej duszę i za jej bliskich, dla których to bardzo trudne doświadczenie.

    #20 Fasola
  21. Fasola, dziękuję za Twoje słowa. Ja bałam się napisać o tym, by Was nie przygnębić zanadto. Pomyślałam jednak, że może to wydarzenie jest Słowem, które chce mówić do wielu ludzi..
    Pozdrawiam

    #21 AnnaK
  22. Przyłączam się do modlitw.

    #22 Zbyszek
  23. Wczoraj w TVP1 pokazany został animowany filrm pt. „Spotkanie z Jezusem”. Zwróciłem w nim uwagę na przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Zwróciłem uwagę na to, że Jezus nie udziela odpowiedzi na zadane przez uczonego w Prawie pytanie. Ten chce wiedzieć, w kim ma widzieć bliźniego. Oczekiwać należałoby odpowiedzi albo wyliczającej tych, którzy bliźnimi są, albo przypowieści objaśniającej że bliźnim może być każdy potrzebujący pomocy. Tymczasem Chrystus zdaje się odpowiadać na pytanie: „kiedy będę bliźnim dla innych?”. To nie jest określenie, kogo możemy wziąć za bliźniego, ale stwierdzenie, KIEDY stajemy się bliźnim dla innych. Jeżeli jest to akceptowalna interpretacja, to może być kluczem do wielu nauk Pana. Są one często definicją „bycia bliźnim”, np. spór o pierszeństwo, miłość nieprzyjaciół. Czy nie błądzę?
    🙂

    #23 Zbyszek
  24. W czasie rekolekcji adwentowych pozwolę sobie zacytować słowa arcybiskupa Gądeckiego, które do mnie przemówiły (szczególnie, że sakrament jest dla mnie zawsze wyzwaniem nie lada…)
    „człowiek rezygnujący ze spowiedzi sądzi, że Bóg przebaczając nam, stanie się jak człowiek coraz bardziej zniecierpliwiony i że zbliża się nieuchronnie do momentu, w którym usłyszymy od Niego, iż miarka się przebrała”.

    „Zamiast stanąć na gruncie łaski i przyjąć darmowe przebaczenie, chcielibyśmy naszym własnym wysiłkiem stać się godnymi przebaczenia. Tymczasem to właśnie zgoda na życie dzięki łasce umożliwia przemianę serca. I to przemianę całkowitą, a nie tylko powierzchowną”
    Pozdrawiam 🙂

    #24 julia
  25. „…aby mógł zaistnieć we mnie nowy początek…” czyli nie wystarczy zobaczyć nowość życia. Budowana droga ma służyć podróżnym. A tu – droga na pustyni! Kto chodził drogą na pustkowiu w czasie zimowych zamieci. Chciałoby się powiedzieć – po co w czasie zamieci przygotowywać drogę. Tak, trzeba przygotować drogę w najmniej przyjaznych warunkach. Gościniec był drogą uczęszczaną. Jaki sens równania gościńca na pustkowiu, kto nim przyjedzie? „…aby mógł zaistnieć we mnie nowy początek”, bo „On chrzcić będzie Duchem Świętym”. Jak, po co…? „Pan da znak” i to jedyna pociecha i pewność.

    Dziękuję Księdzu Biskupowi za wprowadzenie w skrutację. Zaskakują mnie fragmenty Księgi Proroka Izajasza wybrane w Liturgii Adwentu. Teksty oddzielnie znane, ale ile wnoszą ‚wędrówki’ z pomocą BJ! Jednak mam sporo pytań praktycznych…

    Pozdrawiam

    #25 ze
  26. Może zacytuję naszego papieża:
    (wiara) „Nie jest ona owocem naszej myśli, lecz czymś nowym, czego nie możemy wynaleźć, ale jedynie otrzymywać jako dar, nowość uczynioną przez Boga. Wiara nie rodzi się z lektury, lecz ze słuchania. Nie jest rzeczywistością wyłącznie wewnętrzną, lecz relacją, zakłada spotkanie, istnienie Innego, który przepowiada i tworzy komunię. Wreszcie ten który przepowiada, nie mówi od siebie lecz jest wysłannikiem. Misja ta rozpoczyna się do Chrystusa posłanego przez Ojca, poprzez apostołów (posłanych) i jest kontynuowana w misji przekazanej przez apostołów”
    „Można w tym sakramencie (chrzest), którego nikt nie może sobie udzielić dostrzec potrzebę drugiego. Nikt nie może uczynić siebie chrześcijaninem, potrzebuje drugiego. Tym drugim jest w pierwszym rzędzie Kościół, od którego otrzymujemy wiarę, chrzest: jeśli nie pozwolimy aby kształtował nas Kościół, nie możemy stać się chrześcijanami. Chrześcijaństwo stworzone przez siebie jest sprzecznością samo w sobie”
    „(Kościół)Jest ciałem, organizmem. Jest rzeczywistością Chrystusa, który daje swoje ciało i czyni nas swoim ciałem. W ten sposób stajemy się naprawdę zjednoczeni jedni z drugimi. Stąd wypływa osobowy i społeczny charakter sakramentu Eucharystii, w którym Chrystus osobiście jednoczy się z każdym z nas, ale zarazem z ludźmi stojącymi obok nas. Jest chlebem dla mnie i dla drugiego, łącząc nas ze sobą”
    „Chrystus i bliźni są w Eucharystii nierozdzielni: Eucharystia bez solidarności z innymi stanowi nadużycie”. „Eucharystia naucza nas, że Chrystus daje się nam, swoją miłość aby nas do siebie upodobnić i w ten sposób tworzyć nowy świat. W krwi Chrystusa rozpoczyna się nowa historia ludzkości”
    Widzę w tych słowach podobieństwo do tego, co mówi nasz Ks. Bp ZbK 🙂

    #26 michael
  27. Ad 26 Kerygmat jest zawsze ten sam

    #27 Grzegorz
  28. Grzegorz #26
    🙂

    #28 michael
  29. #27 (oczywiście, a nie 26) Grzegorzu,
    masz rację, ale… nie każdy Biskup go głosi takimi samymi słowami, jak Papież:)

    #29 michael
  30. #27
    a poza tym, nie wiem, czy to jest Kerygmat, czy nauka Kościoła…

    #30 michael
  31. Ad #23 Zbyszek
    Naturalnie, Chrystus i wiara w Niego kształtuje relacje międzyludzkie na wzór i podobieństwo Boga. To właściwie rozumiejąc sytuację będącego w potrzebie i niosąc mu pomoc stajemy się de facto jego bliźnim (bliskim – takie jest podstawowe znaczenie tego terminu w języku greckim, a w hebrajskim może to być nawet termin, który oznacza ciało). Każde natomiast zajęcie się tylko samym sobą (dla siebie itp. nawet najbardziej „pobożne”) oddala nas od tej bliskości i tego podobieństwa.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #31 bp Zbigniew Kiernikowski
  32. Michaelu,
    Naukę Kościoła można podzielić wg tego kryterium na :
    -pierwsze głoszenie-Kerygmat
    – Katechizację czyli dalszą, bardziej rozbudowaną formację człowieka
    (Wyczytałem w internecie obrazowe porównanie-poczęcie(przyjęcie przez człowieka Kerygmatu)i okres ciąży (Katechumenat))
    Ważne jest odpowiednie rozpoznanie do kogo skierować jaki rodzaj przepowiadania.Katechizacja osób , które nie weszły w nawrócenie nie ma sensu.

    #32 Grzegorz
  33. Głoszenie publiczne (np.przez Papieża lub Biskupa) ma tą trudność, że często adresat jest nieznany np. transmisje telewizyjne, internet czy nawet paradoksalnie wobec zgromadzonych na Eucharystii.
    Prawdopodobnie lepiej wtedy głosić w krótkich i prostych słowach Dobrą Nowinę a bardziej rozbudowaną formację przeprowadzać w mniejszych w jakiś sposób wybrach grupach.
    Pewnie dlatego publiczne wypowiedzi Papieża i naszego Księdza Biskupa są bardzo podobne treściowo a nawet podobne w swojej formie słownej.

    #33 Grzegorz
  34. Zainspirowana komentarzem Grzegorza poszukałam (w sieci), czym jest kerygmat. I czytam:
    „Pod wpływem brytyjskiego biblisty Karola Dodda (lata 30-te XX w.) oraz jego kolegów słowo kerygma (lub kerygmat) stało się obecnie technicznym terminem z zakresu biblistyki – terminem o precyzyjnym znaczeniu: określa ono „pierwsze głoszenie” Ewangelii w celu wzbudzenia wiary i skłonienia człowieka do stania się uczniem Jezusa w Kościele. Jest ono zawsze proste i skupione na osobie Jezusa”
    I dalej ciekawe porównanie:
    „Całościowy proces ewangelizacji zawsze musi zawierać dwa momenty:
    kerygmę – która jest głoszeniem osoby Jezusa
    katechezę – która jest przekazywaniem depozytu wiary.
    Pietro Nonis porównał ewangelizację z momentem poczęcia, a katechizację z okresem ciąży. Porównanie takie, obok trafności co do istoty, pozwala zrozumieć, dlaczego pierwsza nie jest planowana, a druga rodzi się w bólach”
    Prawda, jakie obrazowe i trafne?
    Pozdrawiam, szczególnie Grzegorza, dzięki któremu do tych tekstów dotarłam 🙂

    #34 michael
  35. Grzegorzu,
    1. widzę, że korzystaliśmy z tej samej strony 🙂
    2. przytoczone przez mnie cytaty pochodzą ze środowej audiencji generalnej Benedykta 16, w dalszym ciągu mam wątpliwości, czy to było głoszenie kerygmatu…

    #35 michael
  36. … chyba raczej katecheza…
    A katecheza oparta na tym samym kerygmacie może być powiedziana różnym językiem i może podkreślać różne aspekty wiary. A tutaj – takie podobieństwo…
    Stąd moja radość 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    #36 michael
  37. Ad26
    Wspólnym mianownikiem tych cytatów jest podkreślenie konieczności bycia z drugim i dla drugiego na różnych etapach wzrastania wiary.

    #37 Grzegorz
  38. Dawno już nie odzywałam się, choć z zainteresowaniem śledzę to wszystko, co się dzieje na tym blogu i dziękuję Księdzu Biskupowi za rozważania, które osobiście odbieram jako pomoc w przeżywaniu codziennych spraw, a jednocześnie pogłębiają one moje rozumienie Słowa Bożego.
    Kiedy czytam teraz co Michael i Grzegorz piszą na temat kerygmatu, pomyślałam, że podzielę się tym, że nieraz, kiedy słucham Księdza Biskupa – czy w tzw. oficjalnych wypowiedziach czy do mniejszych grup – odbieram to jako głoszenie Ewangelii z mocą, w którym są bardzo silne akcenty kerygmatyczne.
    Zdaję sobie sprawę, jak bardzo trudno głosić słowo do zgromadzonych na liturgii – teoretycznie słuchający homilii powinni byli już usłyszeć kerygmat, ale zazwyczaj tak nie jest. Dlatego cenię sobie wszystkie inicjatywy Księdza Biskupa, aby z kerygmatem dotrzeć do różnych grup, choćby przez program „Chrzest w życiu i misji Kościoła”, żebyśmy jako chrześcijanie nie budowali piętra, kiedy nie ma fundamentu – właśnie kerygmatu.
    Uczestniczyłam kiedyś w prowadzonym przez Księdza Biskup przygotowaniu do chrztu osób dorosłych oraz rodziców i rodziców chrzestnych małych dzieci, które miały być ochrzczone. Głoszone przez Księdza Biskupa słowo było głoszeniem kerygmatu – tak to obierałam. Mimo, że jestem osobą wierzącą, że miałam już za sobą formację oazową, wtedy po raz pierwszy Słowo Boże dotarło do mnie w tak jasny i wyraźny sposób: „Jezus Chrystus umarł za ciebie i zmartwychwstał. Chrzest wprowadza cię w tę rzeczywistość – możesz umierać i żyć! Czy ciebie takie życie interesuje?”
    Chciałabym również zaznaczyć i przypomnieć, że w swoim wystąpieniu na Synodzie Ksiądz Biskup m.in. o potrzebie różnicowania głoszenia słowa w zależności od „stopnia” inicjacji słuchaczy.
    Tam Ksiądz Biskup również użył tego porównania do poczęcia i okresu ciąży – jako czasu inicjacji.
    To tyle. Dziękuję też uczestnikom blogowych rozmów, za wpisywane komentarze. Są one dla mnie świadectwem wiary – mimo, że to tylko Internet! W wielu wypowiedziach bardzo czuje się autentyzm i świadomość przynależności do Kościoła, do Chrystusa.
    Pozdrawiam

    #38 Sara
  39. Michael sorki nie zauważyłem że jesteś dziewczyną

    #39 Grzegorz
  40. Grzegorzu, nie dziwię się i nie gniewam 🙂

    #40 michael
  41. Saro

    Tylko powiedz mi jak uciec od ideologii?

    #41 człowiek bez imienia

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php