Wracamy do naszych rozważań na temat Ewangelii głoszonej przez św. Pawła. W tym odcinku pragnę zwrócić uwagę na bardzo zasadniczy problem, jakim jest relacja głoszonej przez Pawła Ewangelii do Prawa. Najpierw trzeba zaznaczyć, że kiedy używamy tutaj terminu prawo, to nie chodzi o prawo w znaczeniu dzisiejszego kodeksu prawniczego czy ustaw rządowych lub innych.

Naturalnie zawsze w treściach zawierających się pod tym terminem będzie jakiś aspekt normatywny. Jednak będzie to raczej bardziej aspekt konstytutywny, tzn. taki, który wskazuje na podstawy i racje egzystencji. Ostatecznie to sam Bóg jest tym, który stanowi odniesienie i gwarancję życia człowieka. Jego polecenia i nakazy są wskazaniami, jak realizować pełnię egzystencji ludzkiej, czyli drogę stawania się i bycia człowiekiem, który jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

Czy więc przez wiarę obalamy Prawo?

Żadną miarą!

Tylko Prawo właściwie ustawiamy (Rz 3,31)

Pierwotna konstytucja człowieka

Tym podstawowym prawem a właściwie konstytucją ludzkiej egzystencji, było od początku słowo o poznaniu dobra i zła. To poznanie Bóg zarezerwował dla siebie. Tak uczynił, bo tego domaga się kondycja człowieka jako stworzenia. To nie człowiek sam z siebie może poznawać dobro i zło – jakby niezależnie od Boga, lecz potrzebuje stałego odniesienia do Boga, by móc pozostać Jego obrazem i realizować siebie. Zanim człowiek poznał pokusę, przykazanie: nie będziesz spożywał owoców z drzewa poznania dobra i zła (Rdz 2,17), nie było odczuwane jako ciężar czy ograniczenie. Było to owszem ograniczenie, które pozwalało człowiekowi być w jedności i harmonii z Bogiem i tym samym pozwalało mu realizować swoje człowieczeństwo.

Prawo naturalne

Kiedy człowiek, zwiedziony przez kusiciela, sięgnął po to poznanie dobra i zła na własną rękę i kiedy otworzyły mu się oczy i poznał prawdę o sobie, zobaczył, że jest nagi i zobaczył, że jest ograniczony i śmiertelny. Po prostu zobaczył i doświadczył, że nie jest Bogiem. W sercu ludzkim pozostało jednak to podstawowe odniesienie do Boga. Pozostało ono jako potrzeba i tęsknota. Człowiek nie mogąc wytłumaczyć swojej egzystencji przez samego siebie, stale odczuwa potrzebę odniesienia do Nieskończonego. Oczywiście na różny sposób się to przejawia i przyjmuje różne formy, które wyrażają się w religijności. Widząc i poznając rzeczy stworzone, człowiek może dochodzić swoim rozumem do pewnego poznania Boga – Stwórcy wszelkiego stworzenia.

O tym mówi św. Paweł w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian. Krótko mówiąc w tym się zasadza możliwość poznawania Boga jako Stwórcy oraz tego wszystkiego, co człowiek może odkrywać jako Wolę Boga, by żyć zgodnie ze swoim sumieniem i stosownie do tego, do czego został stworzony. To bywa odkrywane i uznawane jako prawo naturalne. Zgodność życia człowieka z tym, co jest zamysłem Boga wyrażonym w stworzeniu człowieka, odkrywanym przez samego człowieka.

Dekalog i inne przykazania

Bóg objawił jednak swoją wolę także w sposób bardziej określony i wyartykułowany. Dokonał tego w stosunku do swoich wybranych. Realizował to stopniowo przez powołanie osób i ludu. Ten aspekt objawienia znajduje swój wyraz w przekazaniu Dekalogu i Kodeksu przymierza (zob. Wj 19 – 31). Wobec tego Prawa podanego za pośrednictwem Mojżesza członkom Narodu Bożego Wybrania ci ludzie – w pewnym sensie także w imieniu ludzkości – powiedzieli: Wypełnimy wszystko, co Pan polecił (zob. Wj 24,3.7 ). Okazało się jednak, że z tym wypełnieniem Prawa, czyli wejściem na drogę wierności Bogu nie jest wcale tak łatwo. Lud uczynił sobie złotego cielca (Wj 32). Wyszła tym samym na jaw wielka prawda o sytuacji człowieka po grzechu. Człowiek widzi potrzebę prawa i akceptuje je jako słuszne. W konkretnych jednak sytuacjach, kiedy prawo go ogranicza i wymaga od niego wierności Bogu i chodzenia drogami Bożymi ,by nie błądzić na drogach tylko ludzkich, wtedy człowiek zawodzi.
Święty Paweł powie o tym bardzo wyraźnie w siódmym rozdziale Listu do Rzymian. Stwierdzi tam, że człowiek przyznaje prawu rację, ale w sobie odkrywa inne prawo, mianowicie prawo, które można by określić jako prawo potrzeby własnego życia czy życia dla siebie. To prawo potrzeby własnego życia niejako uniemożliwia człowiekowi wypełniania Bożego prawa, czyli spełnianie się w człowieku Bożego zamysłu. Człowiek bowiem boi się o siebie i boi się, że prawo może go zbyt ograniczyć i nie pozwoli mu się zrealizować. Tak się dzieje, dlatego że nad człowiekiem-grzesznikiem ciąży wyrok śmierci (zob. Rdz 2,17). A człowiek nie chce umierać. Człowiek chce żyć. Jest bowiem stworzony do życia. Od momentu grzechu pierworodnego jednak, ta wola życia na własną rękę, prowadzi człowieka do grzeszenia.

Rola Prawa wobec grzesznika

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że główną rolą i zadaniem prawa wobec człowieka po grzechu nie jest tylko to by uczyć go poprawnie żyć, ale najpierw jest to, by niejako wykonać nad nim wyrok skazujący go, wykazujący mu jego grzech i zmuszający do poniesienia konsekwencji grzechu. Tą konsekwencją jest śmierć. Przez prawo mamy jeszcze większą świadomość grzechu i widzimy konieczność wyzwolenia (zob. Rz 3,20; 7,7nn). Z tego przekleństwa Prawa wykupił nas Chrystus sam stawszy się przekleństwem przez poddanie się Prawu (Ga 3,13).
Upraszczając możemy tak rozumień sformułowania św. Pawła: trzeba było, aby Jezus Chrystus, zrodzony pod Prawem poddał się Prawu i zginął na krzyżu zgodnie z Prawem, jak to przysługuje każdemu grzesznikowi.

On jednak nie pozostał na krzyżu i w grobie, lecz zmartwychwstał. W ten to sposób otworzył przed każdym grzesznikiem drogę wyzwolenia z niewoli Prawa. Kto poznał tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa ten jest wolny wobec Prawa i może poddać się Prawu, które zabija grzesznika. Może to uczynić, bo wie i wierzy w Jezusie Chrystusie, że jest nowe życie. Jest ono obwieszczone przez Ewangelię.

Dar Ewangelii

Ewangelia, którą głosi Paweł to moc, która zbawia człowieka (zob. Rz 1,16n) przez to, że pozwala mu odkryć miłość Boga do grzesznika przekraczającą wszelkie ludzkie kalkulacje (zob. Rz 5,6-11). Dzięki poznaniu tej miłości człowiek jest gotów umierać z powodu własnego grzechu – tzn. jest świadom potrzeby przeżywania wszystkiego, co jest związane z krzyżem, i to umieranie akceptuje jako konieczną drogę do nowego i pełnego życia. Kto nie zna Ewangelii, ten stale pozostaje w logice Prawa i pozostaje zdominowany lękiem przed śmiercią i stratą (zob. Hbr 2,14n). Ewangelia więc jest drogą i środkiem, który umożliwia człowiekowi wierzącemu właściwie wypełniać prawo i żyć nawet, gdy z powodu prawa musi umierać (zob. Rz 3,31).

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

50 komentarzy

  1. Dzięki za to słowo. Nie lubię „kadzenia” ale to co Ks. Biskup robi pisząc tego bloga jest naprawdę rewelacyjne! Pozdrawiam i dziękuję za relacje z synodu! Pozdrowienia z D.A. od św. Jakuba z Warszawy!

    #1 xgm
  2. „Święty Paweł powie o tym bardzo wyraźnie w siódmym rozdziale Listu do Rzymian”.

    Przeczytałam ten rozdział. Znalazłam tam takie zdanie: „Jak długo bowiem wiedliśmy życie cielesne, grzeszne namiętności [pobudzane] przez Prawo działały w naszych członkach, by owoc przynosić śmierci”.

    Paweł pisze tu w czasie przeszłym, ja mogę powiedzieć o sobie w czasie teraźniejszym: „Gdy wiodę życie tylko cielesne – grzeszne namiętności POBUDZANE PRZEZ PRAWO działają we mnie i przynoszą owoc śmierci”.

    Znam prawo: „Czcij ojca i matkę” i w tej samej sekundzie widzę siebie, jak to prawo łamię (bo muszę wymierzyć sprawiedliwość wg prawa). Gdybym go nie znała, żyłabym tak samo grzesznie, ale być może ze świadomością swojej świętości (czyli w kłamstwie). Więc choć z jednej strony prawo mnie oskarża, to z drugiej ratuje mnie przed moją wizją siebie samej. Pozwala stanąć w prawdzie o mnie: przynoszę owoc śmierci.

    Mogę tylko z Pawłem zawołać: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? ”

    Na szczęście on zna odpowiedź: „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa!”

    Pozdrawiam 🙂

    #2 julia
  3. Smutki tu same i nic mnie nie przekonuja.. a myslalem, że coś znajde ciekawego na blogu…

    #3 poszukujacy
  4. Chciałabym ,,iść na całość” za Jezusem. Rozumiem też potrzebę ,,umierania dla siebie”, by być z Chrystusem. Doświadczam również, że w praktyce bywa to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Ale co robić gdy ktoś ,,zabija” życie Boże w tych, za których jestem odpowiedzialna. Czy chrześcijanin w tej kwestii może pozostać bierny?

    #4 Dorota
  5. #3 poszukujący
    Jestem wstrząśnięta…
    Przecież tu na blogu są same radosne wiadomości!!!
    O Dobrej Nowinie dla grzesznika (dla Ciebie i mnie i ich)!!!
    Możesz umierać i żyć!!!
    poszukujący, wczytaj się uważnie choćby w takie zdanie:”Kto poznał tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa ten jest wolny wobec Prawa i może poddać się Prawu”
    Być wolnym od Prawa – czy to nie jest nasze marzenie?
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

    #5 julia
  6. Ad #4 Dorota
    Doroto!
    Iść za Jezusem i to na całego, jak piszesz, oznacza iść za Nim, a nie obok Niego czy – jak to często bywa – jakby przed Nim, tzn. po swoich drogach i według swoich planów i pragnień, przy jednoczesnym oczekiwaniu, by Jezus był „pomocnikiem” do zrealizowania naszych / moich planów. Tak bardzo często chcielibyśmy mieć „takiego” Jezusa.
    W tym tkwi zazwyczaj źródło nieporozumień, napięć i rozczarowań.
    Naszą zaś odpowiedzialność za tych, którzy nam są powierzeni, wyrażamy i urzeczywistniamy najbardziej i ostatecznie jedynie właściwie, gdy jesteśmy gotowi oddawać za nich swoje życie (zob. J 15,13).
    Różnie to się będzie przejawiało. Czasem będzie to czynne stawanie w ich obronie i walka o ich prawa itp. Czasem będzie to cierpienie i przeżywanie niemocy w niesieniu im bezpośredniej pomocy. Temu wszystkiemu – nam wierzącym – przyświeca zawsze nadzieja (pewność wiary), że nawet przeciwności i pozorne niepowodzenia czy przegrywanie w kategoriach ludzkich, ma swój sens o znaczenie (zob. Rz 8,28). Jest to także ważne o strony pedagogicznej – mam na myśli pedagogię chrześcijańską. Pedagogię, jaką stosuje Jezus wobec swoich uczniów i jaką wierzący stosują (winni stosować) wobec swoich podopiecznych.
    Proszę przeczytać pod tym kątem np. 1 Kor rozdziały 2-4; 2 Kor 3 – 5; Flp 1,12 – 2,30; Kol 1,24 – 2,5.
    Serdecznie Cię pozdrawiam i włączam Twoje sprawy w moją modlitwę!
    Bp ZbK

    #6 bp Zbigniew Kiernikowski
  7. Przeczytałam teksty podane w poprzedniej odpowiedzi, są bardzo mocne i wymowne, a wiem, że także i dla mnie. W dzisiejszym wpisie uderza mnie, jak aktualne są te słowa o człowieku dla mnie (a może moje oczy lepiej widzą?). Kto traci odniesienie do Boga, nie może mieć poznania dobra, a w konsekwencji chce żyć, odczuwa tę dramatyczną konieczność. Tym bardziej dramatyczną, że poznał także zło i „dobro dla siebie”. Jezus przyniósł zbawienie w sensie prawniczym z jednej strony, lecz Jego objawienie Miłości to możliwość ponownego odniesienia człowieka do Boga (jak było na początku). Bóg stanowi gwarancję mojego życia, Jego Miłość. To jest jedynym poznaniem, o które warto zabiegać zostawiając problemy i porażki, warto wsłuchiwać się w Ewangelię i odnawiać swoje odniesienie do Niego, aby trwać mocno w Panu.
    Pozdrawiam.

    #7 AnnaK
  8. To co napisał Ks. Biskup to prawda o mnie. Ja widzę, jak bardzo jestem ograniczona i śmiertelna. Jak potrzebuję Boga i tęsknię do Niego. Jak potrzebuję tego stałego odniesienia do Niego. Jak potrzebuję prawa i zawodzę.
    „Przeklęty każdy, kto nie wypełnia wytrwale wszystkiego, co nakazuje wykonać Księga Prawa. A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie.” Szkoda, że Ks. Biskup opuścił tą część listu. Prawa nikt nie jest w stanie wypełnić w 100%, to wiara nas usprawiedliwia, bo „Z tego przekleństwa Prawa wykupił nas Chrystus sam stawszy się przekleństwem przez poddanie się Prawu”
    Tak, Ewangelia to wielki dar. Pozwala mi – grzesznikowi odkrywać wciąż na nowo miłość P. Boga do mnie. Czuję się przez Niego kochana, a to daje mi siły, aby żyć i cieszyć się życiem mimo wszystko. Świadomość, że Jezus Chrystus umarł z miłości do mnie na krzyżu, pokazuje mi, że ja też mogę to robić. Z miłości do Niego i bliźniego. I na miarę tej miłości.
    A jednak wciąż zawodzę. Mniej lub więcej. Częściej lub rzadziej. Pewnie tej miłości we mnie tak mało…
    Jednak:
    „Zamiast cierpieć z powodu niedoskonałej miłości powtarzaj każdego dnia przed Bogiem modlitwę, jaką zostawił nam jeden ze współczesnych gigantów ducha. „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię miłuję. Nie tak, jakbym tego pragnął. Ale Cię miłuję.”” (cytat z portalu Wiara)

    #8 basa
  9. Poszukujący, jeśli jeszcze tu zaglądasz, proszę napisz mi czego lub kogo szukasz?
    Dla mnie Dobra Nowina, że P. Bóg mnie kocha mimo wszystkich moich niedoskonałości i niewierności, jest źródłem nieustającej radości.

    #9 basa
  10. Chciałam jeszcze spytać o odpusty. Można je teraz zyskać w dniach od 1-8.11. Czy wypełniając warunki można zyskać je 8 razy i ofiarować je za 8 zmarłych, czy tylko raz ? Nie wiem, jak rozumieć informację na stronie KRP. Przy okazji z racji Roku św. Pawła, też można uzyskać odpust. Raz ? Czy każdego miesiąca kolejny ?

    #10 basa
  11. #10 basa
    informacje o odpustach znajdziesz na stronie:
    http://www.brewiarz.katolik.pl/czytelnia/odpusty.php3
    tam znajdziesz też odpowiedzi na część nurtujących Cię pytań.
    Natomiast o odpustach w Roku św. Pawła możesz poczytać na stronie:
    http://kosciol.wiara.pl/?grupa=6&art=1214153342&dzi=1214152557
    Pozdrawiam Cię, baso, serdecznie 🙂

    #11 julia
  12. Dziękuję Ks. Biskupowi za odpowiedż dla Doroty.
    Wielce rozjasniająca i budująca również dla mnie
    Serdecznie pozdrawiam.

    #12 Zofia
  13. #3
    Niezmiernie jestem ciekawa, czego to poszukujesz Poszukujący? Rozrywki? Fakt,to nie tu. Tu są nie tyle smutne, co ojejku jejku, strasznie poważne sprawy. A Ksiądz Biskup w tym specjalista, więc się uczymy. Czasami trzeba i poważnie, by pojąć niepojęte jakoś. Poukładać, by porządek w nas był. Wówczas śmiejemy się głośno i radośnie, bo radość w nas tkwi. Czego więc poszukujesz, Poszukujący, a czego tu nie widzisz?

    #13 K.
  14. oj smutno, smutno… Smutne jest to, że dużo pouczeń moralizatorskich, wręcz przygany. Czasami mam wrażenie, jakby niektórzy tą droga nabijali punkty na egzamin u Księdza Biskupa. Może warto pochwalić się, jak w codzienności dokonało się we mnie umieranie, jak dokonuje się zmartwychwstanie. Oczekuję takiego świadectwa, bo to będzie też i dla mnie pomoc. Może są odważniejsi niż ja i podzielą się swoimi doświadczeniami, skoro blog jest pamiętnikiem czy powiernikiem myśli. Dlaczego nie dziele się? Naprawiam – moje lęki nie umarły, nie potrafię! Ewangelia nie jest smutna…

    #14 sgg
  15. #14 sgg
    Piszesz: „Czasami mam wrażenie, jakby niektórzy tą droga nabijali punkty na egzamin u Księdza Biskupa”

    Masz rację – być może „chcę nabijać punkty” – tylko czy to mi się udaje?
    Piszę, jak potrafię; w jakiś sposób obnażam siebie – i moje zadufanie w sobie, i pychę, i niewiedzę; zgadzam się na komentarze. Poddaję się ocenie, np. Twojej.
    Myślę, że „nabiłabym więcej punktów” u Księdza Biskupa właśnie chwaląc się moim umieraniem i zmartwychwstawaniem, więc może nie jest do końca tak, jak myślisz…
    Jeśli chcesz, o moim umieraniu i zmartwychwstawaniu mogę napisać Ci indywidualnie.
    Pozdrawiam 🙂

    #15 julia
  16. Serdecznie dziękuję ks. Biskupowi za obietnicę modlitwy i za wyjaśnienie. Przeczytałam napisane słowa kilka razy łącznie z tekstami z Pisma Świętego myśląc o swoim życiu i swojej pracy z dziećmi. Zrozumiałam, że najważniejsza jest moja gotowość na przyjęcie planu P. Boga na własne życie i na życie moich uczniów oraz możliwości czynnego zaangażowania się w walkę ze złem, tam gdzie chce i tak jak chce PAN. To nie zawsze jest łatwe, aby odczytać tu JEGO wolę: zaangażować się czy ustąpić. Nie chcemy umierać, nie chcemy, by bolało i dlatego trudno to czasem odczytać czy nie wybieram siebie.

    #16 Dorota
  17. sgg 🙂

    #17 Agnieszka
  18. sgg, oto ja tzn. moje „umieranie”. Zobaczyłam szybko ogarniający mnie PROCH, wpadłam w panikę z przerażenia. Wiedziałam, że jeszcze sekunda, dwie i będzie po mnie. I wtedy zarzuciłam Bogu NIESPRAWIEDLIWOŚĆ, to był odruch na TO WYDARZENIE. BUNT z powodu ZAWODU. Umarłam w sekundzie, by powstać w tejże sekundzie. Powstałam. Zostałam podniesiona. Nieco oszołomiona wydarzeniem, jeszcze niezbyt wierząc, że ŻYJĘ, a mój mózg działa prawidłowo. Pamięć również. Nie było to łatwe, to było bardzo trudne dla człowieka, ALE ŻYJĘ !!! CMOK!!!

    #18 K.
  19. Myślę że podobnie POWSTANĄ ZMARLI.Tylko może,odrobinę łatwiej??? Któż to z nas ludzi wie.

    #19 K.
  20. W dniu Wszystkich Świętych w „Ewangelia głoszona przez Pawła na tle Prawa (P 5)” znalazłam swoisty komentarz w do Ap 7, 2-3.
    Może to, co napisze jest herezją – ale łatwo o sprostowanie przez JE Właściciela Bloga – jednak chcę się podzielić przemyśleniami.

    Pierwszy raz miałam skojarzenie czterech Aniołów/Starców z Apokalipsy z czterema żywiołami (powietrze, ogień, woda i ziemia). Żywioły – baza dla filozofów, poszukiwań przednaukowych (np. alchemików)a potem naukowych, czy magii.
    W Ap 7,1 na straży ‘czterech narożników’ stoją aniołowie. Przyroda, cały świat jest więc dziełem Boga (Rodz). Nie wystarczy wiedzieć, ż Bóg jest Stwórcą (gwarantem są aniołowie). Prawa przyrody zawierają mądrość Pana Boga. Jednak (Ap 7,2) ‘ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca’. W świat mądrości Boga w przyrodzie wkracza Jezus – nowy Anioł, nowe Słońce. Wkracza tak normalnie, bo ‘od wschodu’. Złamałby prawa Natury, gdyby słońce wzeszło z zachodu. Przynosi coś nowego i starego, bo ‘pieczęć Boga żywego’. Przynosi prawo Boga: stare, bo było już było, ale nowe – nowością Ewangelii. Czy był rozumiany? Wiemy jaki był kres ziemski Pieczęci Boga. Do niewiast (Łk 24,4b) zmartwychwstanie obwieszcza DWÓCH („na słowie dwóch…”).
    Skoro nie rozumiemy prawa, nie rozumiemy umierania, przychodzi dwóch świadków Zmartwychwstania. Jednak dalej nie rozumiemy. Pojawia się Paweł ze świadectwem życia i komentarzem do Ewangelii.
    Ciągle Pan Bóg posyła do mnie swoich Aniołów – czy potrafię czytać życie? Z każdym rokiem życia stwierdzam, że z moją poczytalnością jest coraz gorzej.

    Być gąbką? Nie chcę, bo w pory gąbki wchodzi wszystko, nawet trucizna. Gąbka ma ograniczona pojemną i łatwo wycisnąć całą zawartość (najpiękniejsze teorie) przy pierwszej porażce.

    Dziękuję Księdzu Biskupowi za pokazywanie nam w Słowie Bożym, jak pozwolić na umieranie nas w nas. Należę do tych, którzy tak się przejmą umieraniem, że zapominają o tym, dla Kogo, po co i dzięki Komu umierają.
    Proszę o pamięć i o takich nieudacznikach…

    #20 ze
  21. Dziękuję Julio. Czyli każdego dnia można uzyskać 1 odpust ( w obu przypadkach). Tak też myślałam, ale wolałam się jeszcze upewnić.

    #21 basa
  22. Potrzebuję wytrwałości-hypomone (o której pisze Ojciec Święty w Spe salvi i o której Ojciec Biskup mówił na wykładach przy okazji Kol 1,11 ), by trwać w tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Jezusa, bo zbyt łatwo wracam myślami, sercem do tego, by Prawo mnie zniewoliło, co prowadzi do tego, że nie mogę się oddać Prawu.
    Dziękuję Boże, Ojcze, za Pawła, za rodzinę, za wspólnotę, gdzie i kiedy uczysz mnie, czym jest ta wytrwałość: by nie iść obok Ciebie, przed Tobą według swoich planów i wizji. Daj mi upodobanie w umieraniu dla siebie, byś Ty we mnie czynił swoja wolę, a ja Tobie w tym nie przeszkadzała, albo czyniła tego jak najmniej.
    pokój,
    agnieszka

    #22 agnieszka CS
  23. Sgg ja z powodu mojego zawodu mam wiele szans na „umieranie”, ale nie mogę o tym pisać.
    Spróbuję jednak jakoś bardziej ogólnie.
    Pewna osoba, z którą mam kontakt zawodowy, bardzo mnie obraziła. Mimo to próbowałam jej jeszcze coś wyjaśnić.Później napisała jeszcze skargi na mnie we wszystkie możliwe miejsca. Miałam z tym sporo kłopotu, aby się wytłumaczyć. Myślałam, że po tym wszystkim nigdy już nie zobaczę tej osoby na oczy. Ja, gdybym była na jej miejscu, nie miałabym odwagi spojrzeć w oczy osobie, którą tak obraziłam. A jednak ta osoba znowu przyszła do mnie. Jakby nigdy nic. Pamiętam jeszcze emocje, które poczułam, gdy ją zobaczyłam. I pamiętam, jak się modliłam, aby mieć siły ją przyjąć. Myślę, że „normalną” reakcją byłoby – ja nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Niech idzie do kogoś innego. Ja dzięki Ewangelii, dzięki katechezom chrzcielnym znalazłam siłę, aby zapanować nad negatywnymi uczuciami i wybaczyć.
    Nie jestem idealna. Wiele razy umieram. Wiele razy moje ja nie chce tego zrobić.
    Dlatego myślę, że P. Bóg wybacza mi zapewne więcej niż ja innym. A to moje umierania jest zaledwie niewielką nic nie znaczącą namiastką tego, co zrobił Jezus Chrystus umierając za mnie na krzyżu. Specjalnie napisałam teraz „za mnie” a nie „za nas”, aby pokazać, że to jest dla mnie konkret dotyczący mnie, a nie jakiś ogólnik, z którego nic nie wynika.
    Sgg, jeśli o mnie myślisz, że zbieram punkty na egzamin u Ks. Biskupa…
    Gdybyś wiedziała, jak ja czasami czuję się ograniczona, czuję, że nie mogę pokonać czegoś we mnie… „Chciałaby dusza do raju, ale…” Nie czujesz czegoś takiego?
    Gdybyś wiedziała, jak ja potrzebuję Boga i tęsknie do Niego w okresach, kiedy mi się wydaje, że mnie opuścił…( Masz takie ?)
    Gdybyś wiedziała, jak w takich sytuacjach jak np ta wyżej opisana potrzebuję odniesienia do Boga i Jego pomocy…
    Gdybyś wiedziała, jak potrzebuję prawa, aby nie zginąć w tej naszej rzeczywistości…
    I gdybyś wiedziała, jak zawodzę… Ale w to pewnie nie wątpisz. W to będzie ci najłatwiej uwierzyć, że to jest prawda.
    I o tym wszystkim wiedziałam już wcześniej, zanim napisał to Ks. Biskup tutaj. Dlatego mogłam napisać, że to jest prawda o mnie. To jest prawda o człowieku i ja nim w pełni jestem.
    A za tą część wpisu Ks. Biskup zapewne, by mnie zganił, twierdząc, że się tłumaczę ( tzn bronię ), zamiast po prostu przyjąć z pokorą (umrzeć). Jednak myślę, że św. Franciszek Ksawery miał rację radząc, aby w sprawach sądowych przedstawić swoje stanowisko i dopiero później, gdy nie zostanie ono przyjęte, już nie bronić się. Więc jeśli byś chciała jeszcze mi coś zarzucić na temat lizusostwa, to już nie będę się broniła. Ale w sumie nawet nie wiem, czy to było do mnie (punkty).
    Cieszę się, że napisałaś, że Ewangelia nie jest smutna.
    Już i tak napisałam za dużo.

    #23 basa
  24. P.S. Właściwie ja też czasami się zastanawiałam, dlaczego skoro Ewangelia jest Dobrą Nowiną, my tak bardzo tutaj się użalamy się nad sobą? A to rzeczywiście robi smutne wrażenie. Czy nie powinniśmy bardziej sławić Boga za Jego miłość i dobro? Czy nie powinniśmy zmienić kierunku patrzenia z nas na Niego ?

    #24 basa
  25. Dziś Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych… A co z tymi, którzy Zmarli, ale nie byli Wierni? Czyż ich bardziej nie powinniśmy wspominać i modlić się za nich? Za tych, którzy odmówili przyjęcia Ostatniego Namaszczenia… Za tych, którzy umierając – przeklinali Boga… Za tych, którzy nie czuli się związani z Kościołem… Czyż nie potrzebują lekarza ci, którzy się źle mają? Pozdrawiam ciepło w ten listopadowy wieczór.

    #25 Agnieszka
  26. Dziękuję za ‚słówka’ o sobie… Jedno sprostowanie: to co myślę, a co jest moim ‚wrażeniem’, to dwie rzeczywistości. Mając strzępy informacji w postaci zdawkowych zdań i do tego oderwanych od Osoby (nikogo nie widziałam na oczy) nie ośmieliłabym się na osądzanie nikogo! Więc, co ja myślę o Blogowiczach- nic! Wrażenia – tak. Odczucie ma to do siebie, że jest powierzchowne i łatwo zmienia się w zależności od kolejnej małej informacji, np. kolejnej wypowiedzi na blogu. Zasadniczo czytam wypowiedzi i nie zwracam uwagi na na podpis.
    Jeszcze raz dziękuję za reakcję. Teraz widzę, że mogłabym podpisać się pod każdym Waszym zmaganiem. Konfrontując czasami wypowiedzi z moimi porażkami, zaczynałam wierzyć, że innym łatwiej! Gdyby św. Paweł mówił zdawkowo i tylko o swoich sukcesach, nie mielibyśmy rozważań Księdza Biskupa! Paweł potrafi powiedzieć ‚nieszczęsny ja człowiek’ ale i ‚mogę się chlubić’. Chwalmy się małymi zwycięstwami – Basa, miałam bardzo podobną sytuacje w ostatnim roku. Gorzej, bo spotkałam osobę po 6 latach, a nie było rozmowy. Mnie wydawało się, że już przebaczyłam zadane mi razy, ale widok tej osoby odsłonił moją małość! Jak bolał widok! Nie potrafiłam podejść do tej osoby.
    Pozdrawiam!

    #26 sgg
  27. Sgg, to zdarzenie miało miejsce kilka lat temu. Ta osoba przychodzi do mnie dalej i nigdy nie powiedziała przepraszam. Ja nawet ją lubię.
    Ja myślę, że P. Bóg specjalnie postawił mi ją na mojej drodze. Takiego nieprzyjaciela- przyjaciela. Czegoś mnie chciał przez to nauczyć.
    Jestem Mu za to wdzięczna, że pozwolił mi przez to przejść i dał do tego siły.
    Sgg, myślę, że o wiele bardziej boli… Jak to trudno dobrze napisać.
    Myślę, że o wiele bardziej boli ciebie to, że nie podeszłaś, czyli w jakiś sposób zawiodłaś niż bolał widok tej osoby. Teraz osądziłam ciebie wg siebie. Bardzo przeżywam, gdy wg mnie zawodzę.
    Sgg będę się modliła, abyś następnym razem znalazła siłę w sobie, aby jako pierwsza wyciągnąć rękę do zgody i wybaczyć. Przypomniało mi się coś jeszcze.
    „Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa.”(Kor.12,9)
    Niech dzięki naszej słabości twojej i mojej zamieszka w nas moc Chrystusa.
    Amen

    #27 basa
  28. P.S. mam wrażenie, że zawłaszczam blog Ks. Biskupa dla siebie i staje się on moim powiernikiem myśli a nie jego.

    #28 basa
  29. Dziękuję Księdzu Biskupowi za tę katechezę. Napisał Ksiądz Biskup:
    „Było to owszem ograniczenie, które pozwalało człowiekowi być w jedności i harmonii z Bogiem i tym samym pozwalało mu realizować swoje człowieczeństwo”
    Mam pytanie: w czym przed grzechem pierworodnym tkwiła istota realizowania człowieczeństwa?
    Zakaz nadany człowiekowi przed pierwszym grzechem (Rdz 2,17) był też swoistym prawem. Natomiast Prawo nadane człowiekowi grzesznemu (w osobie członków Narodu Wybranego) okazało się przekleństwem. Czy grzech pierworodny sprawia, że Prawo nadane przez Boga, które jest przecież doskonałe, staje się dla człowieka przekleństwem? Przyznam, że to dla mnie trudne zagadnienie.
    Kiedyś mnie bardzo poruszyły słowa Rdz 3,21n. Czytając Rdz 3,22 mam wrażenie, że nie chciał Bóg by ludzie spożyli owoc z drzewa życia, bo w ten sposób grzech utrwaliłby się w człowieku na wieki, nieodwracalnie. Eliminowałoby to możliwość zbawienia człowieka, odrodzenia człowieka nieskalanego w nowym Adamie, czyli Chrystusie. Człowiek nie został wydalony za karę, lecz dla swego zbawienia.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #29 Fasola
  30. Ad #29 Fasola
    Fasolo!
    Przed grzechem przeżywanie istoty człowieczeństwa polegało na życiu w komunii, czyli życiu nie dla siebie, lecz dla drugiego, by tworzyć jedność na obraz Boga. Ta prawda pozostaje nadal aktualną także dziś prawdą. Chociaż jest już inne podejście do niej, mianowicie przez Odkupienie dokonane w Jezusie Chrystusie.
    Naturalnie, zakaz nie będziesz spożywał z owoców drzewa poznania dobra i zła, był konkretnym ograniczeniem. To ograniczenie sprawiało jednak kontakt (relację, jedność) między człowiekiem jako stworzeniem i Stwórcą. To ograniczenie dawało człowiekowi dostęp do Stwórcy i możliwość korzystania z życia, z drzewa życia (naturalnie nie na własną rękę). Po grzechu wszystko się zmieniło – zmieniła się relacja i zmieniła się perspektywa patrzenia na wszystko.
    Prawo nadane Narodowi Bożego wybrania, jak długo w człowieku nie dokona się przemiana serca (odkupienie), mimo że jest przez człowieka akceptowane (Wj 19 i 24), okazuje się w konkretnych sytuacjach trudne, nałożone, a nawet nie do wykonania. Stąd złoty cielec (Wj 32). Stąd droga do przekleństwa prawa, z powodu prawa, ponieważ z uczynków prawa nie może zostać nikt usprawiedliwiony, bo nie jest w stanie jako grzesznik (szukający siebie) wypełnić prawa.
    Bóg – przez wypędzenie z raju – uchronił człowieka prze spożywaniem owocu z drzewa życia po grzechu, aby człowiek w tym stanie nie żył wiecznie (Rdz 3,22n). To byłoby tragedią. Drogą rozwiązania jest więc śmierć. Jezus przyszedł więc, aby umrzeć pod prawem zgodnie z prawem, jako grzesznik, aby odtąd wszyscy grzesznicy, patrząc na Jego śmierć i Jego zmartwychwstanie, byli gotowi umierać, umierać dla siebie. To się dokonuje w Chrzcie św.
    To w wielkim skrócie.
    Polecam katechezy z mojego programu Chrzest w życiu i misji Kościoła.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #30 bp Zbigniew Kiernikowski
  31. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
    Excelencjo, czcigodny Ks. Biskupie.

    Z uwagą śledzę blog Księdza Biskupa i cieszę się, że w ten sposób mogę
    poznać zdanie swojego Duszpasterza na ważne tematy .
    Z racji kotrowersji na temat halloween jako rodzic mam prośbę, czy
    zechciałby Ksiądz Biskup wypowiedzić sie na ten temat coraz bardziej
    popularny w naszym społeczeństwie.

    Pozdawiam życząc wielu łask zdrowia.
    Szczęśc Boże.

    Diecezjanin z rodziną

    #31 Diecezjanin
  32. Ksiądz Biskup napisał: „(…) człowiek przyznaje prawu rację, ale w sobie odkrywa inne prawo, mianowicie prawo, które można by określić jako prawo potrzeby własnego życia czy życia dla siebie. To prawo potrzeby własnego życia niejako uniemożliwia człowiekowi wypełniania Bożego prawa, czyli spełnianie się w człowieku Bożego zamysłu. Człowiek bowiem boi się o siebie i boi się, że prawo może go zbyt ograniczyć i nie pozwoli mu się zrealizować.”
    Czytając te słowa zobaczyłam swoje życie i swoje decyzje. Ja też w pewnym momencie „bałam się o siebie” … i źle wybrałam. A potem było już tylko gorzej – aż do samego DNA. Jednak tęskonota za Bogiem była tak silna, że znalazłam siły by się zacząć podnosić. Nie jest łatwo. Ale najważniejsze jest to, że wiem jak jest ciężko żyć kiedy się człowiek tak bardzo zapętli, że straci kontakt z Bogiem, i wiem, że już nigdy nie chcę tego doświadczyć.
    Dość często czytałam tego bloga, ale dobiero te słowa były skierowane do mnie.
    Dziękuję księże Biskupie bo bardzo wiele mi ten wspis pomógł zrozumieć. I proszę o modlitwę bym dała rady walczyć o swoją wiarę.

    #32 j
  33. „… Czy Prawo jest grzechem? żadną miarą! Ale jedynie przez Prawo zdobyłem znajomość grzechu…” (Rz 7,7)

    Czy można, na podstawie nauczania Pawła, wyciągnąć wniosek:
    jeżeli Prawo jest dla mnie kryterium oceny moich zachowań, jeżeli wypełniam Prawo ze względu na Jezusa, z miłością – Prawo staje się Łaską, ‚Ewangelią,/…/ która zbawia człowieka’.
    Pozdrawiam…

    #33 ze
  34. Ad #31 Diecezjanin
    Diecezjaninie z Rodziną!
    Dziękuję za postawione pytanie i na zwrócenie uwagi na problem, który rzeczywiście narasta – a wydaje się być jakby niewinnym czy nieszkodliwym. Jest to jeden z przejawów, że w naszym społeczeństwie i w kulturze w pewnej mierze tracimy chrześcijańskie podejście do życia i wszystkich związanych z nim spraw – łącznie z rozumieniem śmierci i życia pozagrobowego.
    Nie próbuję tutaj podejmować tego problemu w całej rozciągłości. Nie jestem też znawcą tego zjawiska. Może trzeba będzie pogłębić znajomość tego problemu.
    Teraz tutaj zwrócę tylko uwagę na to, że jest to pewne odciąganie człowieka od rzeczywistego wymiaru życia i konstruowanie pewnych wrażeń i emocji budowanych na strachu, poczuciu pewnego dreszczyku, co pozornie jest nieszkodliwe. Może jednak to wszystko prowadzić do niepoprawnego stosunku do życia, jaki stopniowo może kształtować się w młodym człowieku.
    W chrześcijańskim podejściu do życia i śmierci dominuje szacunek wobec tajemnicy i szacunek wobec osób zmarłych, którzy od nas odeszli i nie są cudacznymi zjawiskami, lecz osobami, chociaż pozostającymi w innymi stanie. Należy propagować właściwie pojęty kult świętych przez ukazywanie ich jako osoby realne, które żyły pozostawiły dla nas dobro. Dobrze jest przygotowywać takie inscenizacje, w których ci święci zostaną przybliżeni i pojmowani jako łącznicy między tym naszym światem a światem zmarłych.
    Będę wdzięczny , jeśli znajdą się osoby (pedagodzy, znawcy kultury i zwyczajów, etnolodzy), które zechcą się wypowiedzieć i pomóc lepiej ocenić to zjawisko, aby nie ulec niewłaściwym tendencjom, jakie być może są w czyimś interesie.
    Pozdrawiam Diecezjanina z Rodziną i wszystkich Diecezjan – szczególnie tych, którym te sprawy są drogie i leżą na sercu!
    Bp ZbK

    #34 bp Zbigniew Kiernikowski
  35. Jezeli mozna napisac z mojej strony, to chce napisac, że mam czworo dzieci. Najstarsze jest w LO, a pozostale w szkole podstawowej. Widzę, że juz w szkole nauczyciele staraja sie wprowadzac dzieciom w temat halloween. Pochodzę z rodziny bardzo wierzacej i sam staram sie swoim dzieciom wpoic tradycje chrzescijanskie. 1 i 2 listopada mijają nam na wspomnieniach o naszych zmarlych przodkach. Nawiedzalismy groby naszych przodkow nie tylko w swojej miejscowosci, ale nawet oddalonych o kildziesiat kilometrow od rodzinnego domu. Mysle, ze dzieci bardziej zrozumią, co im przekazą rodzice niż nauczyciele w szkole. Moje dzieci znaja historie swoich pradziadków znaja ich imiona i nazwiska. Polska jest krajem katolickim i nie potrzeba, aby wprowadzac jakieś tradycje z zachodu. Wszystko zalezy od nas czyli od rodziców. Serdecznie pozdrawiam. M.H

    #35 M
  36. Ad #31 Diecezjanin
    Nie jestem specjalistką, ale jadąc autobusem byłam świadkiem rozmowy matki z 12-letnią córką, która bardzo chciała iść na zabawę halloween z koleżankami. Matka nie chciała się zgodzić, a dziewczynka(jeszcze trochę posłuszna) pytała: dlaczego? i nie wierzyła, że to jest złe. Dlatego chcę się podzielić tym, co słyszałam niedawno w programie religijnym o tych tradycjach, podpierając się artykułem Ryszarda Wołkiewicza z portalu katolickiego „INRI”.
    Obrządki religijne Druidów odbywały się w dąbrowach leśnych, czcili oni dąb i jemiołę, obserwowali gwiazdy, wierzyli w wędrówkę dusz i uprawiali magię, żyli w czasach przedchrześcijańskich.
    31 października w tradycji pogańskiej ponad 2 tys. lat temu to ostatni dzień roku, który świętowano potrójnie: – żegnano lato, witano zimę i obchodzono święto zmarłych. Święto Halloween zapoczątkowali CELTOWIE, którzy zamieszkiwali dzisiejsze tereny Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i płn. Francji. Celtyccy kapłani nazywani Druidami czcili boga śmierci SAMHAIN. To święto trwało dwa dni aż do 1 listopada.
    Zgodnie z wierzeniami Celtów. Samhain, bóg śmierci kontrolował duchy umarłych i mógł pozwolić im odpoczywać w spokoju lub tej nocy z 31.X./ 1.XI uwalniał. 31.X. Samhain zgromadzał wszystkie duchy zmarłych, którzy odeszli w danym roku. Aby spłacić dług za swoje grzechy te dusze były wysyłane w ciała zwierząt. Im więcej grzechów na koncie – tym mniejsze zwierzę. Duchy zmarłych musiały włóczyć się po ziemi. Dlatego ludzie przebierali się za zwierzęta, by ukryć się przed nimi – co pozostało jako zbawa w przebieranki.
    1 listopada, co było Celtyckim Nowym Rokiem, wówczas składano ofiary zwierzęce dla słońca. Najczęściej składano konie, ale też ludzi. Byli to przeważnie mężczyźni, najczęściej kryminaliści, których palono w ofierze zamkniętych w wiklinowej klatce pokrytej słomą. Rzymianie zakazali tych praktyk, ale do roku 400 wciąż jeszcze składano ofiary z koni. Druidowie chodzili od zamku do zamku i żądali poczęstunku, jakkolwiek to żądanie dotyczyło wydania im młodej dziewczyny, która miałaby być spalona w ofierze dla szatana.. Potem ludzie chcąc oswoić się z śmiercią stworzyli zwyczaj „poczęstunek albo psikus”. Druidowie byli znani jako ludzie Dębów i żądali ofiary z krwi. Byli to ludzie kontrolowani przez szatana i posiadali niezwykłą, dziwną i straszną moc. W średniowieczu nastąpiło wielkie odrodzenie praktyk satanistycznych. W IX stuleciu Kościół rzymskokatolicki w osobie papieża Grzegorza IV w 834 r. n.e. ustalił 1 listopada Dniem Wszystkich Świętych. Poprzez ustanowienie w tym dniu ceremonii, Ojcowie Kościoła starali się nadać tym świętom wymiar chrześcijański.
    W programie który oglądałam, brał udział młody, może 30 letni mężczyzna, który jako dziecko był wykorzystywany w takich obrzędach, współcześnie, były inne osoby które były świadkami ofiar z ludzi.
    W każdym razie warto wiedzieć, że jest to święto ku czci szatana, a podświetlona dynia symbolizuje duszę nieczystą oraz że chrześcijanin nie może z tym sympatyzować i bawić się.
    Przepraszam, jeśli piszę za długo..
    Pozdrawiam

    #36 AnnaK
  37. Pomyślałam jeszcze, że halloween to śmiech w kontekście śmierci, umarłych, strasznych rzeczy. Jakby wyśmiewanie ich. Zajrzałam do Wikipedii pod hasłem „śmiech” i znalazłam, że „Śmiech, uśmiech, jest w fizjologii wyrazem twarzy, powstałym przez napięcie mięśni przede wszystkim w okolicach kącików ust, lecz również wokół oczu. Śmiech jest u ludzi jednym z przejawów radości lub szczęścia, może być jednak również niekontrolowanym przejawem strachu. ,,, U zwierząt śmiech jest często oznaką groźby (pokazywanie zębów) lub uległości. U człowieka jest to reakcja na lęk, zastępująca agresję lub ucieczkę (możliwości wykorzystania tych opcji są znacznie ograniczone ze względu na normy społeczne), toteż śmiech jest charakterystyczną ludzką społeczną czynnością lękową. Uśmiech wiąże się z tym, że mózg wydziela endorfinę, która zmniejsza ból fizyczny i cierpienie psychiczne i zwiększa poczucie zadowolenia, co jest reakcją obronną organizmu w sytuacji, gdy organizm odbierze bodziec, który zinterpretuje jako zagrożenie i się go zlęknie.
    Terapia śmiechem to gelotologia.” Tak więc może halloween to taka terapia śmiechem wobec strasznej historii?
    A my mamy ZMARTWYCHWSTANIE !!!

    #37 AnnaK
  38. Pięknie Aniu!
    Podpisuję się oboma rękami pod twoim wnioskiem:
    „A my mamy ZMARTWYCHWSTANIE !!!”
    Cóż nam więcej potrzeba ?

    #38 basa
  39. Jeżeli dobrze zrozumiałam, to mam się nie bać umierania, które jest konsekwencją grzechu… jestem po operacji (walczę z choroba nowotworową) i też często tak myślę, że to konsekwencja moich grzechów.. czy jednak na pewno? czy taka jest Miłość, że daje Zmartwychwstanie, ale nie uwalnia z konsekwencji grzeszenia, każe umierać „pod Prawem”? Trudne to… wszak święci też umierali na łóżku, czy ponosili konsekwencje swoich grzechów? Jezus kocha mnie i czeka na mnie, a umieram (może jeszcze nie teraz…) na skutek prawa naturalnego… czy się mylę? Nie chciałabym przeżywać swojej choroby jako czegoś „za karę”, ale jak św. Ignacy, AMDG 🙂

    #39 iwona m
  40. Rev.
    Księże Biskupie !!!
    Pozdrawiam serdecznie pochodzę z Siedlec, ale obecnie mieszkam ponad 300 km od tego miasta. Pierwszy raz wszedłem na tego blooga. Wspaniałe miejsce.
    Gratuluję !
    Pozdrawiam !
    Mam pytanie czy Ks. Biskup ma w planach wydanie kolejnej książki ?
    Czy jakieś zapiski z Synodu wyjdą drukiem ?
    Z pamięcią na modlitwie !
    Michał

    #40 Michał
  41. #39 iwona m,
    ośmiele się odpowiedzieć na Twoje pytanie. Umieranie nie jest karą za nasze grzechy. Taki był pogląd na skutki grzechu w Starym Testamencie, choć i tam widziano że nie taka musi być wola Boża (zob. Księgę Hioba). Grzech o którym tu mowa to grzech pierworodny: sięgnięcie przez człowieka po osądzanie co jest dobrem a co złem. Nie Twój więc grzech ma na myśli JE, a grzech Adama i Ewy. I umieranie też jest tu wyrażone w innym znaczeniu. Grzech pierworodny „dał” możliwość realizowania życia po swojemu, wg własnego uznania. Człowiek ma prawo i możliwość kroczenia własnymi ścieżkami(wolna wola). Jednak (mówię to już z własnego doświadczenia) im bardziej są one własne, tym bardziej stają się kręte i tym bardziej beznadziejne. Umieranie więc rozumiem jako rezygnację z własnej wizji życia. Oddanie, powierzenie się Bogu. On chce dla mnie dobra, przez to co przeżywam daje mi szansę pełnego życia (obojętnie czy jest to dobre czy złe w danej chwili wydarzenie). Umieranie własnej woli już za życia.
    PS
    Ekscelencjo nie wiem czy dobrze zrozumiałem myśli JE, a co gorsza nie wiem czy mam prawo wypowiadać się w tym temacie zwłaszcza w stosunku do osoby, tak dotkniętej. Nie chciałbym zachować się arogancko. Proszę o bardzo krytyczne podejście do tego co napisałem. Lepiej nie powiedzieć nic niż zbędnym słowem wyrządzić niezamierzoną krzywdę iwonie.
    Pozdrowienia
    ZS

    #41 Zbyszek
  42. Iwona, ja myślę, że wcale nie jesteś większą grzesznicą niż ja, bo ty masz ch. nowotworową, a ja nie. Myślę, że choroba nie jest karą.
    Ja myślę, że to nie choroba jest konsekwencją grzechu tylko śmierć.
    Ale czy jest inny sposób, aby ponownie zjednoczyć się z Bogiem, niż umrzeć ?
    Czy można zmartwychwstać, nie umierając wcześniej?
    Czy śmierć w takim razie jest czymś złym ?
    Chciałabym Ci jeszcze napisać, co o cierpieniu i śmierci pisała św. Teresa z Avila. Ona pisała, że dusze wchodzące do kolejnego mieszkania ( jak gdyby wchodzące na wyższy stopień świętości) coraz bardziej pragną cierpienia i śmierci, aby wreszcie móc cieszyć się swoim Panem. Jednak w tym ostatnim mieszkaniu, gdy dusza umrze w Chrystusie, tzn nie żyje sama dla siebie, ale żyje w niej Chrystus, człowiek nie chce już umierać fizycznie, ale raczej żyć jak najdłużej, nawet w najsroższych cierpieniach, byleby mógł oddawać chwałę Panu, choćby w najmniejszej rzeczy.
    Tak myślała Św. Teresa . To ten ideał, do którego chciałabym dotrzeć. Ale ona napisała też, że nie każdego P. Bóg powołuje równie wysoko w tej drodze do Siebie. I tylko niektórzy docierają do tego ostatniego mieszkania.
    Jezus kocha ciebie, czeka na ciebie i prowadzi do Domu Ojca. Ale i ja, i ty możemy się tam dostać tylko przez śmierć. Myślę, że jeśli zaufamy Jego miłości, On pomoże nam przez to przejść. Teraz , za miesiąc, za wiele lat.
    Wiem, że jestem niewiarygodna. Ja nie mam choroby nowotworowej, nie przeżywam tego, nie walczę. O wiele bardziej wiarygodny byłby Ks. Biskup…

    #42 basa
  43. #39 iwona m

    Chcę tylko powiedzieć Ci, że przyjęłam dziś w Twojej intencji Komunię świętą 🙂

    #43 michael
  44. #39 Iwona m
    Zachęcam Cię do lektury październikowego wydania miesięcznika „List”(Niebo w zasięgu ręki). Jego wersja elektroniczna, niestety skrócona, jest na stronie:
    http://www.list.media.pl/
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

    #44 michael
  45. do: zbyszek, basa, michael… bardzo wam dziekuję, myślę, że być szczęśliwym w chorobie i umieraniu, to łaska, którą mnie Pan obdarzył…i dla mnie bowiem żyć to Chrystus a śmierć to zysk, czy żyję, czy umieram do Pana należę… bardziej też uświadamiam sobie, że tylko miłość przetrwa, tylko w te dzieła, które się z tym wiążą warto „inwestować” resztę życia… dla mnie oznacza to przede wszystkim wypełnić powołanie żony i matki, żeby gdy mnie zabraknie, „z bojaźnią i drżeniem zabiegali o własne zbawienie”, już samodzielnie… pozdrawiam serdecznie JE i całą tą piekną Wspólnotę, która się na tym blogu rozwija na chwałę Bożą 🙂

    #45 iwona m
  46. #45 iwona m
    Dziękuję Ci za to, jaka jesteś…
    Bądź dobrej myśli…
    Pozdrawiam Cię 🙂

    #46 michael
  47. iwono m,
    będę się modli za Ciebie i Twoją rodzinę
    robisz więcej dla mnie niż sobie wyobrażasz!
    🙂

    #47 Zbyszek
  48. Ad #45 iwona m i wszyscy Zainteresowani – tworzący tę swoistą Wspólnotę
    Będę dziś celebrował Eucharystię (o godz. 17:45) we wspólnocie Sióstr Klarysek w Pniewach (Wspólnota klauzurowa) – z pamięcią o Was, włączając w Tajemnicę Jezusa, który się za nas i dla nas wydaje, abyśmy mieli życie.
    Z pozdrowieniem!
    Bp ZbK

    #48 bp Zbigniew Kiernikowski
  49. Iwono, Iwonko dziękuję. Podpisuję się pod tym, co napisali Michael i Zbyszek.
    Dziękuję też Ks. Biskupowi za pamięć o nas.

    #49 basa
  50. Puk, puk, iwona m,
    co słychać u Ciebie?

    #50 michael

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php