Konwiwencja Biskupów – neokatechumenat

by bp Zbigniew Kiernikowski

W dniach od 27 stycznia do 1 lutego w „Domus Galilaeae” na Górze Błogosławieństw trwa Konwiwencja Biskupów .

W konwiwencji uczestniczy ponad 250 biskupów z całego świata.

Obecni są biskupi z USA i Kanady, z Ameryki Południowej, z Afryki, z Australii Azji, z Europy (Niemcy, Hiszpania, Francja, Włochy, Finlandia, Polska, Węgry Chorwacja i in.).

Są także prezbiterzy i katechiści wędrowni z całego świata. Wszystkich razem jest ok. 500 osób.

Podejmowanym problemem jest ewangelizacja w dzisiejszym świecie wobec sekularyzacji. Odbywają się liturgie, katechezy i spotkania, podczas których omawiana jest sytuacja w różnych stronach świata, a także szukanie odpowiedzi, jak w tej sytuacji ewangelizować. Nieodzowne jest głoszenie kerygmatu, troska o liturgię, w szczególności o dobre przygotowanie sakramentów (inicjacja chrześcijańska) oraz troska o konkretne wspólnoty, w których można przeżywać kształtowanie dojrzałej wiary. Wobec niewystarczającej skuteczności na tym polu dzisiejszych parafii (anonimowość), potrzebne jest tworzenie wspólnoty mniejszych wspólnot, w których ludzie mogliby przeżywać w sposób bardziej konkretny swoją wiarę.

Mieszkamy na Górze Błogosławieństw w „Domus Galilaeae”. Stąd wyjeżdżamy do różnych miejsc – do Kafarnaum, Nazaretu, Jerozolimy, by zobaczyć jak rzeczywistość Drogi łączy się z rożnymi etapami historii Izraela i życia Jezusa oraz pierwotnego Kościoła.

W jutrzejszą niedzielę czytany będzie fragment Ewangelii, przytaczający głoszone przez Jezusa Błogosławieństwa. Niestety z powodu braku czasu i ograniczonego dostępu do Internetu nie mogę zrobić wpisu na tę niedzielę. Ale do tego jeszcze wrócimy…

Przesyłam pozdrowienia i pamięć w modlitwie dla Diecezjan, Blogowiczów, a szczególnie dla wszystkich, którzy przeżywają trudności, którzy cierpią. Do nich w szczególny sposób odnosi się Ewangelia  błogosławieństw.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

72 komentarze

  1. Ale super!:)
    Od nikogo bym się tyle nie dowiedział o tym, co z tego bloga od księdza Biskupa – i to z centrum wydarzeń. To samo z synodu o Słowie Bożym! Bardzo miło móc czytać takie ciekawości. Dziękuję za tę możliwość. Udanej konwiwencji Biskupie Zbigniewie!

    #1 bodzioslaw
  2. Doskonale pamiętam i często wracam do komentarza błogosławieństw, które umieścił Ksiądz Biskup 31 października 2009 roku.
    Oto link: http://blogs.radiopodlasie.pl/bp/?p=496
    Pozdrawiam 🙂

    #2 julia
  3. Pozdrawiamy Górę Błogosławieństw ! I kłaniamy się nisko.PAMIĘTAMY drogi Jezusa.

    #3 Ka
  4. Praagnę wyrazić szczególną wdzięczność Panu Bogu za dar tego spotkania Biskupów. Jest tu możliwość / jak sądzę/ przedstawienia logiki
    Drogi Neokatechumenalnej, która w moim pojęciu jawi się jako alternatywa dla nawracania się chrześcijan- wtórnie do nawracania się. Bycie chrześcijaninem we współczesnym świecie jest nie lada wyzwaniem. Ja jako chrześcijanka muszę zrewidować swój system wartości tj. kim dla mnie jest Jezus Chrystus i co z tego wynika. Jeżeli poważnie potraktuję wiare w Jezusa Chrystusa, to kerygmat o Dobrej Nowinie będzie się jawił jako nowa rzeczywistość w nawracaniu się. To poważne potraktowanie Jezusa Chrystusa niesie ze soba konsekwencję mojego postepowania, mojej wiary w Stwórcę, w przyczynę mego zaistnienia w świecie i jego sensu.Jestem pełna nadziei,że Biskupi tego świata dostrzega racje istnienia Drogi jako alternatywy dla poszukujacych Boga. piękno drogi postrzegam m.inn. w tym , że każdy grzesznik może odnależć tam miejsce dla siebie i nie zostać potepiony ale znależc tam mozliwość osobistej odnowy, osobistego odrodzenia i przylgniecia do Jezusa Chrystusa jako ratunku dla dzwigania wlasnego krzyża.
    Bogu niech będa dzięki za ten chwalebny dla ludzkości czas, czas blogoslawiony. Amen.
    pozdrawiam z nadzieja zwyciestwa Prawdy

    #4 niezapominajka
  5. „Niestety z powodu braku czasu i ograniczonego dostępu do Internetu nie mogę zrobić wpisu na tę niedzielę”
    Tym bardziej dziękujemy, że, mimo braku czasu i ograniczonego dostępu do sieci, jest Ksiądz Biskup z nami w kontakcie…

    #5 katechetka
  6. Szczęść Boże. Co ksiądz biskup sądzi o słowach papieża o tym, by więcej wymagać od osób pragnących zawrzeć związek małżeński w Kościele Rzymskokatolickim? Czy badania psychiatryczne są odpowiednim krokiem? Pozdrawiam ciepło

    #6 Annalisa
  7. podobno wystarczy jakiegokolwiek biskupa nieprzyjaznego neonom przekonać do wyjazdu do owego Domus i wraca od razu przekonany po katechezie, jakiej udzielili mu Kiko i Carmen 😉
    Mnie nie przekonali, ale nie jestem biskupem, więc mała strata dla nich 😉

    #7 abandon
  8. abandon#7
    Sądzę z wpisu Twojego, że jesteś również nieprzyjazny neonom. Uwierz, można słuchać i nie słyszeć, można patrzeć i nie widzieć, można zatem niezrozumieć i być głupim przeciwnikiem a nie jakby można sobie w takich przypadkach życzyć- pokornie milczącym i w pokorze modlącym się o światło Ducha Świętego. Naprawdę głusi i ślepi potrzebują takiego światła, które oświeca k a ż d e g o stającego w pokorze autentycznej a nie tylko słownej bez pokrycia w faktach czego również Tobie i sobie życzę bym taką postawę miała…
    pozdrawiam

    #8 niezapominajka
  9. #8
    Jenyś, niezapominajka! Luzik, człek delikatnie prztyczka w nos daje, a ty mu od razu najcięższe działa wytaczasz. Spokojnie;)
    Nie każdy musi być na Drodze, nie każdy musi rozumieć Drogę;) Każdy lepiej, żeby był zbawiony. Św Ignacy Loyola pisał: chcieć doprowadzić do zbawienia każdego tą samą drogą jest rzeczą wysoce nieroztropną. I tyle. Nie przejmuj się, wyjaśnisz mu jak się spotkamy we troje w Niebie (no, co najmniej na Sądzie Ostatecznym się zobaczymy;). Pokój

    #9 bodzioslaw
  10. #6 annalisa
    Dzięki za zainicjowanie tematu! Bardzo ciekawy jest wywiad jaki przeprowadził dzienniekarz KAI z bp Antonim Stankiewiczem dziekanem Trybunału Roty Rzymskiej.Muszę przyznać, że włos mi się na głowie zjeżył podczas tej lektury ( a nie mam tych włosów za dużo).Rozumiem już skąd sie biora biura adwokackie „załatwiające” takie rozwody.Nie dziwię się zaniepokojeniu Papieża. Odnoszę jednak wrażenie, że właśnie praktyka formalistyczno-psychologiczna Trybunału martwi Benedykta XVI.Zeznania świadków, przysięgi,opinie psychologów itd. A gdzie rodzina, wspólnota i wzrastanie w wierze,dojrzewanie do podejmowania decyzji?
    http://ekai.pl/wydarzenia/wywiad/x25648/natura-ludzka-chce-trwalego-zwiazku-rozmowa-z-dziekanem-trybunalu-roty-rzymskiej/

    #10 grzegorz
  11. Proszę blogowiczów o wsparcie w rozwiązaniu problemu, który dręczy mojego ucznia:
    „Mówimy, że szatan kusi człowieka i człowiek często mu ulega.
    A kto skusił do zła anioła, że odwrócił się od Pana Boga i stał się Jego (Pana Boga) przeciwnikiem – diabłem? Jeśli nie było takiej osoby, to może i nas nikt nie kusi? A nasze grzechy są skutkiem TYLKO naszych decyzji”
    Obiecałam uczniowi, że zapytam mądrzejszych od siebie, co niniejszym czynię.
    Pozdrawiam 🙂

    #11 katechetka
  12. Ad #11 katechetka
    Najgorzej, jak takie pytanie nas zaskoczy, prawda? 🙂
    Po chwili zastanowienia przypomniałam sobie, że człowieka nie tylko szatan kusi ale najpierw jeszcze własne ciało i świat. A anioł z powodu własnej doskonałości uniósł się pychą i sprzeciwił Bogu będąc wolnym, jak i my ludzie, jesteśmy.
    Pozdrawiam

    #12 AnnaK
  13. #12 AnnaK,
    dziękuję za odpowiedź 🙂
    Tak, masz rację, pytanie mnie zaskoczyło.
    Ja wierzę, że jest szatan i nie mam wątpliwości, że mnie kusi. Piotr wierzy w istnienie szatana, ale zastanawia się, czy nasze grzechy nie wypływają z niewłaściwego wykorzystywania wolnej woli (bez „udziału” szatana)…
    Tak myślę sobie teraz, że może fakt ISTNIENIA WYBORU ZŁA, jest formą kuszenia?
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

    #13 katechetka
  14. #11,#12 katechetko,AnnaK
    Przy opisywaniu takich rzeczywistości jak Bóg, anioły, szatan musimy wziąć wpierw pod uwagę pewne ograniczenia, nam ludziom przypisane. Pierwszym i głównym jest nasza sytuacja egzystencjalna. Stan „po grzechu” oznacza w tym względzie to , iż nie jesteśmy w stanie bezpośrednio i pozytywnie doświadczać Boga . Dlatego też nie możemy bezpośrednio i pozytywnie wyrażać sądów o Nim oraz o naszej prawdziwej sytuacji w świecie stworzonym. Opieramy się bowiem na własnym poznaniu ( dobra i zła ) , które oddzielone od źródła wpędza nas w ślepą uliczkę naszej własnej „mądrości”- inteligencji.
    To zjawisko opisane jest w Księdze Rodzaju jako wydarzenie grzechu i jest pierwowzorem tych wszystkich sytuacji fałszywego życia jakie doświadcza każdy z nas.
    Czy w związku z tym skazani jesteśmy na niemoc w tym względzie? Na pewno nie! Są obszary na których należy poruszać się z większą ostrożnością ( np. filozofia ) oraz takie, na których możemy pozwolić sobie na więcej ( np. opisywanie konkretnych wydarzeń z życia i zauważanie w nich również innego sensu niż ten, który podpowiada rozum).
    O pułapkach inteligentnych rozważań o Bogu pięknie pisze Leszek Kołakowski ( pomijam intencje autora) np. w zbiorze „Czy diabeł może być zbawiony…”
    Autorzy natchnieni posługiwali się raczej językiem konkretnych faktów , używając różnorodnych form literackich i to jest chyba właściwy kierunek.
    Na pytanie ucznia odpowiedział bym: upadły anioł jest obrazem naszej duszy poza Bogiem , w pustce wiecznej egzystencji ( na ile uczeń może „poczuć” takie zjawisko), anioł zaś nieupadły jest obrazem naszego wiecznego życia. Rozważanie „istnień” anielskich w oderwaniu od naszego życia prowadzi do nikąd (dosłownie).

    #14 grzegorz
  15. ad katechetka
    Nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że samo kuszenie nie jest jeszcze grzechem. Dopiero dokonanie wyboru powoduje stan grzechu. Więc szatana nikt kusić nie musiał, ale podjął on decyzję sprzeciwienia się Bogu. Dlatego w naszym przypadku szatan nie ponosi konsekwencji za nasze grzechy, choć nas kusi, ale my je ponosimy.
    Pozdr

    #15 mikado
  16. #14 grzegorz, #15 mikado,
    dziękuję za pomoc 🙂
    Serdecznie Was pozdrawiam 🙂

    #16 katechetka
  17. Jak słyszę o neo, to dostaje gęsiej skórki. Tyle od tych ludzi doznałam upokorzenia, złości, podłości, plotek i oskarżeń. Jak sobie przypomnę te spotkania i ich zarozumiałe napuszenie, że to Bóg ich wybrał i postawił Na Drodze, że są tacy wyjątkowi, lepsi. SZOK !.I mam pytanie – dlaczego ich nie widać w kosciele na niedzielnej Mszy ś. , na środowych Nabożeństwach do Matki Nieustajacej Pomocy ?,sobotnich Adoracjach Najswietszego Sakramentu ?. Gdzie oni się chowają ?. Co to za wspólnota ?. To dziwolągi jakieś….bbbrrr

    #17 Kama
  18. do Kama #17
    A propos twojej „chrześcijańskiej gęsiej skórki”. Przypuszczam, z tego co piszesz, że jesteś praktykującą katoliczką. Tak mocno oskarżasz owych neonów. Być może, że z jakiegoś powodu zaszli ci za skórę, że masz teraz takie sensacje.
    Dziwi mnie jednak, że ty – gorliwa katoliczka, bo chyba jesteś na tych wszystkich nabożeństwach, które wyliczasz – wobec nich, którzy w twoim odczucie są takimi dziwolągami, zamiast ich traktować z miłością i przygarniać do Chrystus i Kościoła, wyrażasz takie oburzenie i wprost potępienie.
    Coś mi tu nie gra z twoim niby chrześcijańskim podejściem do tego wszystkiego.
    Nie zauważam też, by ci neoni bluzgali na innych, jak inni robią to w stosunku do nich.
    Pozostaję z tymi wątpliwościami i zapytaniami

    #18 zboku
  19. „…dlaczego ich nie widać w kosciele na niedzielnej Mszy ś., na środowych Nabożeństwach do Matki Nieustajacej Pomocy ?,sobotnich Adoracjach Najswietszego Sakramentu ?..”
    Niektorzy tez bywaja, nawet teraz czesciej niz kiedys, ale na Adoracji Najswietszego Sakramentu, rozancu po Mszy sw. chyba jeszcze nikogo przez 8 lat, nie widzialem, bo ponoc Bog jest wszedzie, chyba moze na rowni ze Slowem Bozym (Pismo Swiete), ludzic sie mozna tez dlatego, ze oni sa z roznych parafii,tez mnie to i nie tylko to zastanawia.

    #19 Jurek
  20. Kama. Jestem bardzo słaby i krzywdzę ludzi wokół siebie, dlatego wiem że muszę się nawracać. Po to właśnie chodzę na spotkania neokatechumenalne. Dla mnie również często nie podoba się, co się tam dzieje i często się buntuję, ale staram się ufać mądrości Kościoła. Poza tym dzięki neo widzę jak Pan Bóg działa w moim i innych życiu co również bardzo mi pomaga. Nie wiem, kto i co ci powiedział (może nawet ja), ale weź pod uwagę że spotykamy się tam, nie dlatego że jesteśmy nawróceni, ale dlatego że tacy nie jesteśmy (upokarzamy, jesteśmy źli, podli, plotkujemy i oskarżamy).
    Pan Bóg działa odwagi.
    Pozdrawiam gorąco.

    #20 Gabriel
  21. słowa, słowa, słowa. Ja pisałam o swoich uczcuciach do których mam prawo. Na uczucia i emocje nie mamy wpływu (to ci powie każdy psycholog).Ważne co się z uczuciali robi. Gdybym ci powiedziała, co robiłam aby, przynajmniej co niektórzy z tego (jak to określa mój mąż) towarzystwa wzajemnej adoracji zrozumieli to może w Twoim głosie nie byłoby takie „świętego oburzenia” …jak ja śmiem. Nie tylko ja tych ludzi tak postrzegam. A gęsia skórka to odruch bezwarunkowy, reakcja. Czy taka reakcję u bliźnich powinni wzbudzać :wybrańcy z neo:”?. Lepiej niech pan pomysli o ich chrzescijańskim podejściu ?. Ludzie ze wspolnot mienią sie sola ziemi….ale często to zwietrzała sól. W twoich zboku słowach było tyle miłości, że mam 100% pewność ześ z neo….albo z jakijś innej wspolnoty parafialnej. Raczej nie mam a tej materii wątpliwości…sorry..

    #21 Kama
  22. Dzięki wprowadzaniu w wiarę na drodze neokatechumenalnej przestałam dostawać „gęsiej skórki” z powodu inności drugiego człowieka. Stawało się to stopniowo. Wiele, wiele lat jestem we wspólnocie i dzięki temu myślę, że moje uczestnictwo w parafialnej Mszy świetej, podczas adoracji Najśitszego Sakramentu, nabożeństwie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i innych prowadzi mnie do wiary i przebaczenia tym wszystkim, którzy są wobec mnie nieprzyjaźni.
    Z pamięcią o zranionej przez ludzi neokatechumenatu Kamie. Łucja

    #22 Łucja
  23. Opisałam swoje doświadczenie. Każdy ma inne. Od kilku lat nie jestem w żadnej wspólnocie a Bóg działa w naszym życiu rodzinnym w sposób niezwykły. Kościół jest tak BOGATY, ma tyle możliwości; rekolekcje, spotkania, konferencje, pielgrzymki a przede wszystkim swoich KAPŁANÓW, którzy (a takich mieliśmy szczęście poznać) są wspaniałymi świadkami Chrystusa i Ewangelii. Poznałam wielu wspaniałych chrześcijan, którym do rozwoju duchowego wystarcza Msza św. (najwspanialsze wydarzenie na kuli ziemskiej, tak o NIEJ mówią) dobra religijna książka, rozmowa z Kapłanem. Ja z takimi ludźmi się przyjaźnię, przebywam. Ja takich ludzi znam i podziwiam. Za ich skromnośc i pokorę i łagodność i wiarę. Od ludzi z neo n i g d y nie usłyszałam zwyklego słowa przepraszam. A proszę mi wierzyć mieli za co. Dziekuję Łucjo ale ja nie dostaje :gęsiej skórki: od inności drugiego człowieka tylko jego zarozmiałości, pyszałkowości a często zwykłego hamstwa. Przepraszam i nie twierdzę, że wszystcy sa tacy. Przepraszam, ze o tym piszę ale odpowiedzialni nie chcieli ze mna nawet rozmawiać a coz dopiero starac się zroumieć ?. To juz ‚wyzsza szkoła jazdy”. Sorry…ani słowa więcej na ten temat…Przepraszam.

    #23 Kama
  24. #23 Kama,
    piszesz: „Od kilku lat nie jestem w żadnej wspólnocie”
    Mam nadzieję, że jednak jesteś…
    1. we wspólnocie Kościoła powszechnego
    2. we wspólnocie diecezjalnej
    3. we wspólnocie parafialnej
    4. we wspólnocie domowego Kościoła – rodzinie…
    5. we wspólnotach pielgrzymkowych, rekolekcyjnych…

    Pozdrawiam 🙂

    #24 katechetka 2
  25. Zapominamy o jednej podstawowej prawdzie:WSZYSCY jesteśmy grzesznikami i WSZYSCY wymagamy ciągłego nawracania /łaski wystarcza nam na jeden dzień -jak manny/.
    Wszyscy też się staramy na miarę danej nam łaski i powołania /czy to w Neo czy poza /.
    Jeżeli grzesznik gorszy się grzesznikiem – to gdzie jego milość milosierna?
    Kama -Jezus umarł na krzyżu za wszystkich / za tych pyszalkowatych też /

    #25 Tereska
  26. Sorry Katechetko 2, ale nie uważasz, że wobec osobistych przeżyć Kamy Twoje słowa są lekko ironiczne? Dlaczego ciągle pouczacie? Może dlatego nie chcecie zrozumieć innego? Każecie jej rozumieć neokatechumenat… A może neokatechumenat zrozumie wreszcie innych…

    #26 mikado
  27. To jest tak zwane „łapanie za słówka”. Miałam na myśli mniejsze wspolnoty takie jak Odnowa w Duchu Świetym, Domowy kościół itp. Również pozdrawiam serdecznie :-).

    #27 Kama
  28. #17, 21 Kama
    Jak chcesz zobaczyć ludzi ze wspólnoty neokatechumenatnej na tych nabożeństwach jak też na Mszy Św niedzielnej, zapraszam do Miedzyrzeca do parafii pw Chrystusa Króla. Wiem, że chodzą.
    I nigdy nie doznałam od nich ” upokorzenia, złości, podłości, plotek i oskarżeń”, chociaż są dokładnie takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni i nie są idealni. I jak trzeba to mówią przepraszam, a czasami nawet i wtedy, gdy nie trzeba.
    Pozdrawiam wspólnotę neokatechumenalną z Międzyrzeca Podlaskiego. 🙂

    #28 barbaras
  29. #20 Gabriel …
    moje uznanie.
    Nie grzech i błędy są tak ważne, jak to, co potrafi zrobić człowiek.
    Duży uśmiech dla Ciebie, tak trzymaj!

    #29 Ka
  30. #27 Kama,
    dziękuję za Twój uśmiech 🙂
    #26 mikado,
    nie chciałam pouczać. To było „łapanie za słówka”, jak to określiła Kama.
    Pozdrawiam 🙂

    #30 katechetka 2
  31. Mikado. DZIĘKUJĘ :-).Napisałaś dwa zdania a…jest w nich, zrozumienie, CZŁOWIECZEŃTWO !.A w Międzyrzecu jest ks. Jacek a on ma w sobie tyle ciepła i życzliwości, że nawet głupota i bezczelnośc przy nim mięknie :-). Totalnie. Zgoda, wszyscy jesteśmy grzesznikami ale człowiek powinien się starać wzrastać a z Bożą pomoca jest to możliwe !!!.

    #31 Kama
  32. I dziękuję wszystkim, którzy przynajmniej staraja się zrozumieć moje przeżycia. To pozwala wierzyć w CZŁOWIEKA:-).

    #32 Kama
  33. #32
    Tak, Kamo! Poczytałam trochę tych wcześniejszych wpisów. Rzeczywiście, zajęłaś innych tym, co napisałaś wcześniej. Wypowiedzi są różne, ale odbierz wszystkie w pozytywny sposób – każdy chciał Cię najpierw zrozumieć i potem jakoś wytłumaczyć, pocieszyć Cię z związku z Twoimi przeżyciami i doznaniami, i … to jest bardzo budujące! Pozdrawiam bardzo serdecznie! 🙂

    #33 MałgorzataW.
  34. #31 Kama,
    taaaak, mikado ma dużo zrozumienia dla mnie – człowieka i katechetki 2…
    Na szczęście przypomniały mi się słowa Księdza Biskupa z Synodu z 2008 roku:
    „Tylko Słowo Pana jest doskonałe i trwa na wieki. To Jego wierność pozwala nam przeżywać NASZE (czytaj „moje”) niedoskonałości i przyjmować niesprawiedliwość”.
    Pozdrawiam 🙂

    #34 katechetka 2
  35. W odniesieniu do DN
    W związku z różnymi głosami (krytycznymi czy usprawiedliwiającymi) postawy uczestników Drogi Neokatechumenalnej, tworzących wspólnoty na różnych etapach Drogi, pragnę przedstawić krótko i wyjaśnić strukturę DN. To ułatwi właściwsze spojrzenie na uczestników DN i ocenę ich postaw itp.
    Czynię to po to, aby pomóc uświadamiać sobie co jest (może by) skutkiem formacji na DN, a co jest zwykłym skutkiem tego, kim ktoś był przed wstąpieniem do wspólnoty i nadal przez spory okres czasu pozostaje, bo w pierwszym etapie Drogi nikt go nie zmienia i nie stawia mu żadnych warunków poza tymi, by uczestniczył w spotkaniach wspólnoty. To, co przedstawiam jest wielkim skrótem i pewnym schematem. Próba wniknęcia w sens tego schematu i jego odczytanie jest bardzo ważne.
    Całą DN można podzielić na trzy zasadnicze etapy:
    1. Prekatechumenat,
    2. Katechumenat,
    3. Wybranie.
    Każdy z nich przejawia określony rodzaj pracy i objawia określone skutki. Trwają one w przybliżeniu 5 do 8 lat każdy.
    Te trzy etapy przedstawiają się w wielkim skrócie następująco:
    1. Prekatechumenat to czas do 2 skrutynium. Jest to okres czasu, w którym nie ma „pozytywnej” formacji katechumenalnej, lecz członkowie wspólnoty słuchając Słowa Bożego i przeżywając liturgie oraz przeżywając różne spotykania (konwiwencje, przygotowania), poznają siebie. Jest to okres, w którym wychodzi z człowieka bardzo wiele negatywów. Nie jest to jednak skutek formacji DN, lecz objawienie się tego co jest w człowieku, jaki był przed wstąpieniem do wspólnoty i jaki jeszcze jest. Jest to czas „poznawania” w sobie „starego człowieka”. Jest to też czas przeżywania wszelkiego rodzaju upokorzeń i odkrywania potrzeby bycia pokornym. Ocena postępowania członków wspólnoty DN na tym etapie nie odnosi się do tego, co wnosi DN, bo ona jeszcze niczego nie wniosła poza tym, że stanowi okazję do objawienia się prawdy o człowieku.
    2. Katechumenat rozpoczyna się po przejściu drugiego skrutynium. Jest to już czas „pozytywnej” formacji katechumena. Gdy mówimy o członkach wspólnot na tym etapie, to możemy i winniśmy odnosić się do formacji DN. Na tym etapie osoby, które nadal słuchają Słowa Bożego, przeżywają liturgię i swoje określone spotkania, poznawszy kim są, co szczególnie objawiło się w poprzednim etapie, odkrywają potrzebę, by dać się prowadzić w posłuszeństwie. Uczą się prostoty życia w posłuszeństwie. Jeśli osoby na tym etapie okazują „niewłaściwe” postawy itp., to można je przypisać formacji DN. Powinny bowiem na tym etapie wchodzić w prostotę i prawdę życia. Naturalnie nie jest to też zawsze wygodne dla osób im bliskich, gdyż mówienie prawdy nie zawsze wzbudza akceptację i poklask.
    3. Wybór (wybranie) to ostatni etap przed odnowieniem obietnic chrzcielnych. Ten etap jest przepełniony treściami formacyjnymi typu mistagogicznego i wskazaniami na ich związek z praktyką życia. Ten etap charakteryzuje się przeżywaniem chwalenia i uwielbienia Boga w całym życiu i całym życiem.
    Gdyby było widać u członków wspólnoty DN na tym etapie niewłaściwe zachowania, które są powodem do zgorszenia, to jest to poważna sprawa. Taka osoba nie powinna być dopuszczona do odnowienia obietnic chrzcielnych.

    Napisałem te kilka słów wyjaśnienia, aby pomóc rozróżniać poszczególne etapy formacji DN. To pomoże lepiej oceniać postawy i zachowania uczestników wspólnot DN stosownie do ich formacji, by uniknąć przypisywania formacji DN tego, co nie jest jej wynikiem, a co jest naturalnym przejawem życia takiego, jakie jest w naszych wspólnotach parafialnych i innych. Osoba, która jest na początku DN nie ma zachowań ukształtowanych przez DN, lecz przez środowisko, z którego wychodzi. DN może stanowić okazję do ostrzejszego ujawnieni się niektórych cech i przymiotów.
    Myślę, że te wyjażnienia będą pomcne.
    Bp ZbK

    #35 bp Zbigniew Kiernikowski
  36. ad katechetka 2
    Dzięki za Twoją „pokorę” i „umiejętność przyjęcia niesprawiedliwości” 🙂 Myślę, że oceniłaś mnie jako niesprawiedliwego. Twoja wola.
    ad bp Z. Kiernikowski
    dziękuję za wyjaśnienia, ale mam pewną wątpliwość. Czy DN nie bierze odpowiedzialności za tych, co wstępują już na pierwszych stopniach? Bo jeśli bierze, to musi być otwarta na krytykę i zarzuty. Z tekstu ks. biskupa wynika dla mnie, że jednak DN na tych etapach dystansuje się od swoich „podopiecznych”. Chodzi mi o te słowa: „by uniknąć przypisywania formacji DN tego, co nie jest jej wynikiem, a co jest naturalnym przejawem życia takiego, jakie jest w naszych wspólnotach parafialnych i innych. Osoba, która jest na początku DN nie ma zachowań ukształtowanych przez DN, lecz przez środowisko, z którego wychodzi.”
    Pozdr

    #36 mikado
  37. Ad #36 mikado
    Kwestia brania za kogoś odpowiedzialności, czyli także nie dystansowania się od „podopiecznych” to jedna sprawa. Wskazanie zaś na źródła takich czy innych zachowań itp., to druga sprawa.
    To gwoli wyjaśnienia w sprawie przypisywania DN tego, co od tej formacji zależy, bądź nie zależy.
    Naturalnie w tym wszystkim jest wiele nuansów, które wskazuję na to, że życie jest o wiele bogatsze niż jakikolwiek schemat.
    To rozumie każdy człowiek dobrej woli i otwarty na prawdę i rozeznanie.
    Pozdrawiam
    Bp ZbK

    #37 bp Zbigniew Kiernikowski
  38. #36 mikado,
    1. bliscy mówią mi od dawna, że mam problem z pokornym przyjęciem prawdy o sobie. Już się na nich o to nie złoszczę…
    2. Nie uważam Cię za niesprawiedliwego. Myślę tylko, że oceniasz mnie niesprawiedliwie… Nie mam Ci tego za złe (bo przecież znasz mnie tylko z tego, co napiszę), przedstawiam tylko moje odczucia…
    🙂

    #38 katechetka 2
  39. ad Kama
    Bardzo Ci współczuję, bo wygląda na to, że spotkałaś naparawdę złych ludzi albo poważnie nienawróconych. Przykro mi, jeśli zrobili Ci krzywdę. Zgadzam się, że nie wszyscy w Neo są idealni, a wszyscy (w Kościele) powinni dążyć do doskonałości (rzecz jasna w oparciu o Chrustusa i Ducha Świętego).
    I zgadzam się, że Kościół jest właśnie jak rozłożyste drzewo – jest wiele gałęzi, Neo to tylko jedna z nich. Człowiek może siedzieć na innej i też może być zbawiony. Byleby siedział na tym właśnie drzewie.
    Możesz im tylko mówić (tym konkretnym ludziom – twoim byłym braciom z Neo) co ci zrobili i że/jak cię skrzywdzili – może to im pozwoli zobaczyć prawdę o sobie. Ale miej też dla nich miłosierdzie.

    Całe szczęście, że nie zraziłaś się całkiem do Kościoła. Pozdrawiam serdecznie, odwagi:)

    #39 bodzioslaw
  40. #31 Kama
    To prawda 🙂

    #40 barbaras
  41. # 32 Kama
    Jeśli ktoś myśli tak jak ja, to jest człowiekiem ?
    Jeśli ktoś ma inne zdanie, to już nie ma w nim człowieczeństwa?
    Jeśli ktoś mówi to, co chcę usłyszeć to jest przyjacielem?
    A jeśli mówi coś nie po mojej myśli, już nim nie jest?

    #41 basa
  42. Zrazić do KOŚCIOŁA ? :-). Broń Boże 🙂 !!!. KOŚCIÓŁ to o g r o m n e bogactwo, to historia, to mądrość tysiącleci, to widoczne diałanie DUCHA ŚWIĘTEGO. Mimo błędów i nieprawości niektórych ludzi, 100000-krotnie więcej w nim DOBRA :-).

    #42 Kama
  43. P.S. #40
    Ks. Jacek – 15 lat na Drodze Neokatechumenalnej

    #43 barbaras
  44. Wiesz co moja Droga basa 🙂 ?. Poszłaś na skróty bo widocznie tak Ci pasuje. A dla mnie pozytywne jest nie to, że ktoś mi przyznał czy przynaje rację a to, że parę osób na tym blogu wykazało zwyklą ludzką ostrożność i postarało się zrozumieć; wyrażałam swoje uczucia i tylko tyle. Do takiej sytuacji doszło, bo były osoby we wspólnocie, które po prostu nie chciały i potrafiły r o z m a w i a ć, nie potrafiły w szczerości i w prawdziei r o z m a w i a ć. Gdzie miałam szukać zrozumienia jak nie wśród ludzi z którymi łączyło mnie Ktoś najważniejszy na świecie – JEZUS CHRYSTUS. I może dlatego tak bolało i boli ?. Cieszę się, że o tym napisałam. Z wypowiedzi Ksiedza Biskupa wynika, że mogą takie sytuacje mieć miejsce na początku DN ale to nie był początek. Wiele z tych osób była już po skrutynium a w postawie lód, cynizm i brak zrozumienia, brak empatii. Piszę o postawach – nie oceniam. Tak się zdarza. Poprzez swoje osobiste doświadczenia odbiera DN i mam do tego prawo. Do UCZUĆ !!!. Wśród bliskich mi osób i przyjaciół z którymi wiążą mnie wspolne cele i plany wielokrotnie spieralismy się i sprzeczali i różnili ale my r o z m a w i a my, dyskutujemy, jestesmy wobec siebie szzerzy, wychodzimy do siebie nawzajem z MIŁOŚCIĄ. Tam był MUR !!!. Pozdrawiam Cie basa bardzo ciepło :-). Szczęść Boże:-) !

    #44 Kama
  45. Kama
    Mielismy ostatnio rekrutację na nowe miejsca pracy.Zgłosiła sie kandydatka, która zwolniła się sama z ostatniego miejsca pracy (a w tym regionie bezrobocie jest że hej!)Gdy spytałem o przyczynę rezygnacji podała, że nie odpowiadała jej atmosfera wśród pracowników.Zapytałem więc dalej jak się zachowa jeśli i u nas również pojawią się jakieś nieporozumienia czy trudności w dogadywaniu się.( Przecież nie wiemy do końca czy nasz dobór pracowników będzie pod tym względem trafiony.) Czy jej reakcją będzie znowu rezygnacja z pracy? Spuściła smutno głowę i się już nie odezwała. A wiem że bardzo tej pracy potrzebuje.
    Spójrz Kama z tej strony. W wielu sytuacjach mam wybór na otoczenie , gdzie się znajdę. Jednak w wielu nie mam. Piszesz o wspaniałości Mszy św.a właśnie tam nastepuje to Zdromadzenie osób , które uczą się być obok drugiego – nieznanego, obcego czasem przeszkadzającego ( starsze osoby nie zawsze przestrzegaja zasad higieny, dzieci często sie krecą czy biegają itp).Nie tylko być obok, ale komunikować się- wchodzić we wzajemna komunie -zjednoczenie, tworzyć Ciało. To najwspanialsze wydarzenie na świecie, jak opisujesz Eucharystię, dlatego właśnie jest wspaniałe, że daje Tobie, mnie i każdemu kto tylko zechce w nim się zanurzyć moc wchodzenia w pozytywną relacje z innymi, obcymi, równiez poza ta wspólnota eucharystyczną. Czy jest możliwe, aby ta moc dała Ci siłę do wybaczania również tam , gdzie spotkała Cię krzywda? Właśnie taki jest sens naszej wiary.To jest nasze życie.

    #45 grzegorz
  46. Bardzo dziekuję Ks Biskupowi za wyjaśnienie etapów DN.

    #46 Tereska
  47. Kama
    Nie chciałam pisać w obawie że źle mnie odbierzesz. Z całą życzliwością chciałabym zwrócić Twoją uwagę na to, że w Twoich słowach jest jedna pułapka. Może był to nawet kamień Waszego konfliktu.
    Mianowicie mówisz: „mam prawo do uczuć, nikt nad nimi nie panuje, każdy psycholog to powie”.
    Dlatego psychologia nie zbawia, choć wiele razy pomaga. A kiedy diabeł mnie kusi do grzechu, to najlepiej zgrzeszyć i wtedy on przestanie kusić? To jest ta pułapka. Tak mówi świat, egoistyczny i kierujący się prawem dżungli, racją silniejszego(może raczej bez Jezusa nie znający innego wyjścia).
    Tymczasem często drugi człowiek jest inny i to mnie rani, boli, wzbudza złe uczucia, a kiedy ja je wyrażam to innych ranię, jestem trudna dla nich. Mądrością Kościoła, którą cenimy jest Jezus ukrzyżowany, który tę właśnie moc udziela ludziom, którzy wierzą w Niego i Jego Drogę, że lepiej jest cierpieć niż grzeszyć. On sam daje moc zniesienia cierpienia od ludzi i tego od niewyrażonych emocji. Wierz mi, wiem co piszę, też spotkałam takich ludzi jak Ty i cierpiąc z Nim miałam pokój, a gdy „byłam sobą”, nie. Na koniec ci silniejsi są kim są i można ich tylko żałować.
    Pozdrawiam

    #47 AnnaK
  48. Wiecie kochani jakie słowa z Ewangelii mnie zawsze, ogromnie wzruszały ?. Za czasów CHrystusa lub w pierwszych latach po Jego śmierci ludzie patrząc na chrześcijan mowili „zobaczcie jak oni się kochają”.I tego w tej wspólnocie brakowało; MIŁOŚCI. I 3 i 4 i 7 i 10 lat bycia we wspólnocie tak naprawdę niczego nie zmieniło. I to jest problem. I to przyznawali nawet ci z „10 letnim stażem we wspólnocie”. Je3szcze raz powtarzam nie przeszkadzała mi inność ludzi tylko, czasami nawet zwykły brak dobrego wychowania. Po prostu używania 3 prostych słów; przepraszam, proszę, dziękuję. Wiele o tym słyszałam od Ojca Tadeusza Hajduka na rekolekcjach ignacjańskich. To on, wieloletni rekolekcjonistwa podkreślał, że we wszelkiego rodzaju wspolnotach, zakonnych, parafialnych ich członkowie winni zwracać uwagę na zasady dobrego wychowania i uprzejmośći w relacjach. Nawet tego brakowało więc nie dziwcie sie, ze mnie to raziło. AnnaK nie przypisuj mi proszę tego czego nie posałam. Nie pisałam, że nikt nad uczyciami nie panuje…sorry. Powiem, że nie tylko każdy pscyholog ale przede wszystkim mój ulubiony dr psychologii ks. Marek Dziewiecki i ks. Piotr Pawlukieiwcz i wielu innych ksiezy podkreśla, że na uczucia i emocje nie mamy wpłuwu. Mamy jednak wpływ na to co z nimi robimy. To sa cenne sygnały o nas, o naszym wnętrzu o naszym „ja”.Człowiek dojrzały potrafi wsłuchiwać się w swoje uczucia i emocje i panować nad nimi. Nie robiłam awantur ludziom z neo, nie krzyczałam na nich a kiedy nie chcieli ze mną rozmawiać …po prostu odeszłam z tej wspólnoty. Koniec kropka. Wybaczyc można komuś, kto zrozumie swój błąd i poprosi o wybaczenie (patrz przypowieść o synu marnotrawnym)…inaczej to nie ma sensu i nikogo nie buduje. Inaczej ktoś kto postapił źle, nie jest tego świadomy żyje dalej i rani nastepnych. I komu ? i czemu to służy ?

    #48 Kama
  49. #44
    Nie poszłam na skróty :), tylko jestem ciekawa.
    Zgadzam się z tobą, że masz prawo do swojego zdania.
    Masz prawo do uczuć.
    Ale czy masz prawo uogólniać i nazywać nas dziwolągami?
    Ale może źle zrozumiałam twój wpis #17 i dotyczył on tylko tej jednej wspólnoty?
    Ale czy i tam wszyscy co do jednego są tacy, jak napisałaś?
    W przeciwieństwie do twojej moja jest dla mnie bardzo wyrozumiała i cierpliwa mimo, że jest dopiero 2-letnia. A może dlatego, że dopiero 2 – letnia?
    Niektórzy mówią, ze konflikty zaczynają się później…
    Bardzo dziękuję za ciepłe pozdrowienia. 🙂
    W takim dniu jak dzisiejszy to jest podwójnie miłe.
    Ja też ciebie serdecznie pozdrawiam

    #49 basa
  50. Wszystkim, którzy krytycznie sie odnieśli do mojego pisania bardzo DZIĘKUJĘ. Być może za mało się kiedyś starałam, za mało było we mnie cierpliwości, wyrozumiałości. Przeszło minęło. Postaram się utrzymać przyjazne relacje z tymi ludźmi, którzy teraz są w moim życiu i z większą otwartością wychodzić do nowo poznawanych Osób :-). Czy tak może zostać ?.

    #50 Kama
  51. Mój wpis dotyczył tej jednej wspólnoty, w pewnym mieście, składającej się w zdecydowanej większości z „dziwnych ludzi”. Widzicie ?. Dzięki Wam piszę już łagodniej :-). Przepraszam. Za ostro było z mojej strony ale czasami wracają przykre wspomnienia i bolą przegapione szanse na coś naprawdę fajnego i niepowtarzalnego. Wniosek ?. Muszę bardziej panować nad swoimi emocjami, bo to z kolei ja mogę kogoś dotknąć, zranić.

    #51 Kama
  52. ” Wybaczyc można komuś, kto zrozumie swój błąd i poprosi o wybaczenie”
    Ja po prostu źle się czuję, gdy mam do kogoś jakiś żal, czy urazę…
    Kiedyś mój bratanek okropnie mnie zranił i był bardzo nieposłuszny. Wcale nie zamierzał okazać skruchy.
    Postanowiłam, że ja będę się na niego gniewała i pokażę mu, co to znaczy, nie wybaczyć. Niech to on się o to wybaczenie postara, a nie ja mu je będę podarowywała.
    Tylko tyle, że okazało się, że to ja z tego powodu cierpię. Z tego powodu, że nie chcę wybaczyć.
    Myślę, że nie wybaczając bardziej ranimy – krzywdzimy siebie niż innych.
    A to już zupełnie inna sprawa, czy ten ktoś inny zechce to przebaczenie przyjąć…

    #52 basa
  53. #50 Kama
    Mam nadzieję, że to nie pożegnanie. 🙂
    Mam nadzieję, że chcesz utrzymać przyjazne relacje z blogowiczami, mimo tego, że niektórzy są także na Drodze.
    Ja też ci dziękuję, że napisałaś. 🙂

    #53 basa
  54. Kama
    Masz rację, zrozumiałam „mieć wpływ na emocje” jako „panować nad emocjami”. Dla mnie to w pierwszym odruchu właśnie to oznaczało.
    Ale o wiele ważniejsze wydaje mi się spotkanie Jezusa i okazja do doświadczenia Jego mocy.
    Jakoś żal mi, kiedy to przepada (nie mówisz nic o tym?) wszystko takie tylko ludzkie…
    A wybaczyć tym, co nie rozumieją ani tego nie chcą to tak jak Jezus – nieprzyjaciołom. Taki widzę w tym sens.

    #54 AnnaK
  55. JEZUS ?. Czasami Go nie rozumiem, czasami bezskutecznie przywołuję ale…od kilku lat zachwyca mnnie Sobą. Jest taki inny, taki niezwykly, niepowtarzalny…URZEKAJĄCY !. FASCYNUJE i ZACHWYCA i INTRYGUJE. Kiedy żołnierz w tej scenie przed Piłatem uderzył Go w twarz, Jezus nie spóścił głowy pokornie tylko zapytał odważnie patrząć oprawcy w oczy; w którym miejscu nie mam racji a jeśli mam, to dlaczego mnie bijesz ?. Każe wypowiedziane przez niego słowo było jasne, błyskotliwe, sensowne. Z drugiej strony Jezus nie dawał prostych odpowiedzi i bardzo często zmuszał do myślenia, prowokował do spojrzenia na siebie lub w siebie, w głąb własnego serca. BYŁ i JEST tak NIEZWYKŁY. Jezus uczył i uczy aby nie być „kluchem”, kimś spędzającycm godziny z pilotem przed telewizorem ale by myśleć, by się starać, by ŻYC !. Wielu księży zachwyca mnie, swoim ZACHWYTEM JEZUSEM :-)to znaczy tym jak i co o Nim mówi, jak naucza. Bycie we wspólnocie zobowiązuje, bo inni się przypatrują, oceniają więc trzeba pracować nad sobą by nie być „ciepłym”, by porywać innych a nie zrażać. W tej wspólnocie większość mnie do siebie zrażało ale powiem również by było sprawiedliwie; z innych wspólnot poznałam szereg osób, które miały w sobie ciepło i prostotę i otwartość. Na ile był to efekt kilkuletniej formacji ?. Nie wiem. Ważane , że tacy byli i są. Są w tej grupie blogowiczów :-). To się czuje i za to DZIĘKUJĘ ;-).

    #55 Kama
  56. At the risk of sounding alarmist and apocalyptic, I am compelled to make this appeal.
    The distressing events in Egypt are but one manifestation of a tension that seems to be growing all over the globe. Many souls have a presentiment of impending horrors: civil unrest, attacks upon the Church, violence, spiritual darkness, natural disasters, and wars spinning out of control.

    Our Lord Waits to Show Us Mercy

    Niepokoje i Pogłoski o wojnie
    Ryzykujac brzmiący w panice i apokaliptycznie, jestem zmuszony do tego wołania. Niepokojące wydarzenia w Egipcie to tylko jeden przejaw napięć, które wydaje się być rosnące na całym świecie. Wiele dusz przedsmak zbliżającego się horroru: zamieszki, ataki na Kościół, przemoc, duchowej ciemności, klęsk żywiołowych, wojen i wymyka się spod kontroli.

    Nasz Pan czeka, aby pokazać nam Miłosierdzie

    W obliczu takich zagrożeń, biskupi i kapłani odpowiedzialni za opiekę dusz, należy osadzić na tronie Najświętszy Sakrament, otwórzcie na oścież drzwi swoich katedr i kościołów parafii i wzywajcie wiernych, aby adorowali i pokorne błagali w blasku Twarzy Naszego Chrystusa Eucharystycznego. Zróbcie to, a wierni przyjdą. Zróbcie to, a zbliżające się cierpienia zostaną złagodzone. Zróbcie to, a opóźnienie miłosierdzia zostanie przedłużone, co pozwoli na większe ilość podniesc oczy na baranka/Lamb, i być zbawionym.

    Przed tronem Eucharystycznym Krola

    #56 Jurek
  57. Kama 55
    Jezus był poniżany niesłusznie , podobnie jak Ty /wg własnego odczucia/.
    Przypatrz się wieć dokładnie : CO ZROBIŁ z tym JEZUS?
    Czy Jezus uciekał od tych ludzi? /tzn od nas?/.Przecież jest i się Nim zachwycamy.

    Powiem Ci szczerze ,że sama też przeszłam przez różne wspolnoty , też „osądzałam” ludzi i uciekałam .Dopiero teraz zrozumialam ,że brak akceptacji niektorych osób to mój problem – to mój” trąd „.Szczera modlitwa za tych „innych” pomaga mi pokonywać uprzedzenia i niechęci.

    Wierzę ,że Pan chce Cię mieć jeszcze bliżej,On pragnie zachwycić się Tobą
    Zyczę Ci tego i pozdrawiam

    #57 Tereska
  58. Ja myślę, że nawrócenie człowieka zależy od wielu czynników, generalnie – od łaski Bożej, którą Pan daje w każdym doświadczeniu – niezależnie od tego, czy postrzegamy je jako dobre, czy jako złe – w oczach Boga, myślę, że każde jest dobre, bo ono ma mówić do nas, ma być niejako głosem Boga dla naszej refleksji, zastanowienia, nawrócenia. Nasza odpowiedź zależy od otwarcia naszego serca na tę „mowę” Pana Boga do nas przez doświadczenia (również relacji z drugimi). Wiele razy zdarza się tak, że – aby człowiek się otworzył na Boga, także – na drugiego człowieka – musi upłynąć wiele czasu… To nie działa jak automat… Ludzie, którzy przychodzą do wspólnot są często poranieni w swoich historiach, bardzo często – bardzo głęboko…Dlatego – proces ich „zdrowienia” też jest rozłożony w czasie, to jest czas formacji we wspólnocie, która przebiega w etapach (o czym mówił ks. Biskup). Każdy członek wspólnoty przeżywa spotkanie ze Słowem Bożym, z drugim człowiekiem we wspólnocie i z własnym doświadczeniem z historii swego życia w sposób indywidualny – tak, jak czuje i rozumie w danej chwili i dopiero staje w rzeczywistości odkrywania swoich słabości i możliwości, które daje mu Pan. I – wierzcie mi – są ludzie, którzy bardzo długo dojrzewają do pełni chrześcijaństwa, tzn. aby umieć kochać nieprzyjaciół. Nauka Chrystusa urzeka i zachwyca i fascynuje… ale w tym zawierać się musi nieodłącznie umiłowanie Krzyża ze względu na Boga i drugiego człowieka – a więc, jeśli brat jest w słabości – to nie uciekam od niego, ale wiernie trwam w tym, dokąd mnie Pan powołał i uczę się, jak pomóc sobie i temu bratu. Jest to nasza praca na całe życie, jest to DROGA do Boga. Jeśli czuję się lepsza od kogoś, to szukam drogi, aby się tą „lepszością” podzielić, nie uciekam, daję siebie, bo robił nasz Nauczyciel…

    #58 A.S.
  59. 🙂 tak czuję i rozumiem w danej chwili A.S. i podobnego zrozumienia ocekiwałabym również dla siebie a nie tylko dla tych ze wspólnoty …ok ?. Oni maja pozostać tacy jacy są…? a ja mam się zmienić i ich takimi, jacy są akceptować ?…w myśl zasady jakiego mnie Panie Boże stworzyłeś takiego mnie masz ?. A jeden z moich ulubionych autorów (zanaczam Kapłan :-)) pisze, że kochać to stawiać wymagania; sobie i innym. Największe zaś wymagania stawia nam JEZUS mówiąc „bądźcie doskonali jak Bóg w niebie jest doskonały”…CZŁOWIEK ma wzrastać, rozwijać się, doskonalić „stawać się codziennie lepszą wersją samego siebie z…wczoraj”. Do tego wzywa nas JEZUS !. „Brat w słabości” nie chciał mojej pomocy, nie chciał nawet ze mną rozmawiać !. Ani ze mną ani z inymi osobami, które chciały wyjaśnić, pomóc. Ok. naprawdę na koniec powiem, że ……nie…NIC NIE POWIEM :-). Już NIC. Oprócz Szczęść Boże !.

    #59 Kama
  60. Kama,
    Biskupi zauważają:
    ” Wobec niewystarczającej skuteczności na tym polu dzisiejszych parafii (anonimowość), potrzebne jest tworzenie wspólnoty mniejszych wspólnot, w których ludzie mogliby przeżywać w sposób bardziej konkretny swoją wiarę.”
    Ale przecież to konkretne przeżywanie wiary oznacza bezpośrednią konfrontację z drugą osobą, powoduje czasem ( tak jak w Twoim przypadku) konflikty, mijanie sie z oczekiwaniami , narażanie na złą ocenę – jednym słowem dyskomfort. I biskupi sterują nas na taka minę?
    Dlaczego takie właśnie okoliczności pozwalają na kształtowanie dojrzałej wiary?
    Jakie wymaganie stawiane jest w tym miejscu?

    #60 grzegorz
  61. do grzegorza
    właśnie, wiara i postawy wiary to nie układy dla świętego spokoju i zewnętrznej poprawności, ale prawda. Ta nie zawsze jest łatwa. Czasem boli.
    W anonimowej wspólnocie parafialnej są nikłe szanse, aby to, co boli i wychodzi na jaw jako trudna prawda, stawało się przedmiotem przeżywania przez jej członków.
    Prawdziwa wspólnota wiary nie boi się trudnych sytuacji, bo wie, że może zawsze je przeżywać jako okazję do nawrócenia.
    Chyba o to chodzi biskupom …
    Tak to pojmuję …
    Może tak jest?
    A może inaczej?
    zboku

    #61 zboku
  62. 🙂 A co to jest ta dojrzała wiara ?. Pochylenie pokornie głowy czy ktoś mówi mądrze czy niemądrze, sensownie czy bez sensu. Nie upierać się przy swoim zdaniu bez wględu na to czy się ma rację czy nie ze względu na święty spokój ? i trwanie we wspolnocie „bez względu na wzgląd” ?. Sorry…ale ja przyrzekałam mężowi, że go nie opuszczę aż do śmierci :-)…nie wspólnocie. Być z kimś na codzień, na dobre i na złe. Być i wspierać mimo, że czasami nawet rodzinka mówi „lepiej by ci było samej” to jest dojrzała wiara. Chcę być wierna złożonej przed Bogiem przysiędze, bo widzę w tym SENS. Właśnie dowiedziałam się o smierci Bpa Życińskiego. Wieczny odpoczynej racz mu dać Panie….

    #62 Kama
  63. Okazją do nawracania się, ciągłego i nieustannego mam w rodzinie, w pracy, w każdej sytuacji przed jaką stawia mnie ŻYCIE :-).

    #63 Kama
  64. Ad #60 grzegorz
    Tak, ale wiara rodzi się w drodze, potrzebuje czasu, rodzi się ze słuchania i potrzebuje rozeznania. To nie tylko kwestia prawdy i odwagi jej wypowiedzenia, także głupota cechuje się łatwością wypowiadania pewnych prawd. Wiara jest ściśle złączona z miłością i nadzieją.
    Wiara to Jezus Chrystus pośród nas, kiedy dla mnie drugi jest Chrystusem, kiedy ja mam Jego Ducha i kocham tak jak On. Czasem wspólnota prowadzona jako lud znajduje się na pustyni gdzie nie ma życia i ta sytuacja jest też dla nich Słowem Boga, aby go odczytywali – co chce im powiedzieć.
    Pozdrawiam

    #64 AnnaK
  65. 🙂 czasami wspólnota jest….czasami nie jest :-). Jak każdy człowiek jestem w drodze i słucham; słucham Słowa Bożego czasie Mszy św., na rekolekcjach, rozważam codziennie czytania na każdy dzień korzystając z portalu KATOLIK ….s ł u c h a m :-). I pozdrawiam serdecznie AnnaK. Chyba nie chcecie mi sugerować, że tylko poprzez wspólnotę neo można zostać zbawionym ?…osiągnąć zbawienie ? :-). To byłoby zbytnie uproszczenie.

    #65 Kama
  66. Ad #65 Kama
    Cieszę się, że słuchasz, trzeba nam wytężać wzrok i iść tam, gdzie Duch Święty prowadzi(jak mówił nasz papież). I bardzo cenię Twoją szczerość, ona jest konieczna, aby postępować w tej drodze.
    Wspólnota neo jest propozycją, ja nie znam innego „wprowadzenia w wiarę”, może jest. DN nigdy nie chciała być jedyną, traktowała siebie jako pomoc w ewangelizacji, w ramach Kościoła.
    Pozdrawiam również serdecznie 🙂

    #66 AnnaK
  67. #66 AnnaK,
    mojego syna wprowadził w wiarę Ruch Światło-Życie… (Niestety, nie my – rodzice… 🙁 )

    #67 julia
  68. :- Mam przyjaciółkę Miriam, która jest od lat w Odnowie w Duchu Świętym. Jest uosobieniem cierpliwości, łagodności i pokory. Podziwiam ją i dziękuję Bogu za to, że postawił kogoś takiego na mojej drodze życia. Zawsze mogę liczyć na jej wsparcie, na jej modlitwę. Ma piękną, bardzo liczną RODZINĘ, która patrzy czasami na nią z „lekkim uśmieszkiem” ale….ale w każdej trudnej sytuacji biegną do niej bo wiedzą, że ona wszystko omodli cierpliwą, wierną rozmową z Bogiem i Maryją. Miriam, tak naprawdę nazywa się Marysia :-). A naszego syna wprowadzamy w wiarę …swoim przykładem :-). Działa rewelacyjnie :-)…

    #68 Kama
  69. :-). Ciesze się, że wiele osób onalazło się we wspólnotach neokatechumenalnych, wzrastają duchowo, są coraz bliżej Jezusa. To pewnie Ci, którzy naprawdę szczerze poszukiwali Boga a nie traktowali wspolnoty jako okazji do towarzystkich spotkań, zabicia pustki czy samotności. Nie jako główny powód. Ale fajnie było z Wami odkryć, że z podobną wdzięcznością i sympatią i szacunkiem wspominamy ks. Jacka (obecnie w Międzyrzecu Podlaskim)….i tak wogóle fajnie się z niektórymi rozmawia :-), że trochę zapomniałam,a to blog Księdza Biskupa i Nowe Słowo się ukazało :-)…

    #69 Kama
  70. Kama,AnnaK
    Czy to rodzina, Neo czy Ruch Światło-Życie ,czy Odnowa w Duchu..,czy nawet grupa współpracowników to są jedynie formy , struktury do umieszczenia w nich pewnego szkieletu wiary, kamieni milowych, drogowskazów.Te drogowskazy są do odczytania w pismach Starego Testamentu,Dziejach Apostolskich, Listach rozumianych w Duchu Ewangelii.
    Składowymi tego szkieletu są m.inn.pojęcie człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, zaprzeczenie tej rzeczywistości przez oderwanie od Niego,protoewangelia, dzieje Narodu Wybranego w odniesieniu do wydarzeń z naszego życia itd.
    Jeżeli ten szkielet jest obecny i przeżywany, grupa staje się wspólnotą wiary, jeśli nie , żaden szyld nie pomoże.Rodzina nie jest wtedy prawdziwą rodziną, a wspólnota neo nie jest wspólnotą.Warto wtedy zrobić dwa kroki. Po pierwsze stwierdzić fakt a po drugie wziąć sie do roboty jeśli już mnie Pan Bóg w tym miejscu postawił.

    #70 grzegorz
  71. :-). I to właśnie robimy…z BożĄ pomocą i w tych miejscach w których nas Bóg postawił :-). TU i TERAZ a daje takie możliwości, że czasami dech zapiera :-). Z doświadczenia wiem, że jeżeli moje działanie ma na celu Bożą chwałę (nie moją), jeżeli usuwm się w cień, to….efekt jest zaskakujący, przerastający najśmielsze oczekiwania. I jest PIĘKNIE :-).

    #71 Kama
  72. Ad #70 grzegorz
    Warto. Ja też tak robię, ale myślę, że trzeba samemu do tego dojść, samemu zobaczyć i odkryć. Nie nauczy się człowiek miłości do nieprzyjaciół, jeżeli będzie miał wokół tylko przyjaciół. A mówiąc: zgodzę się na wrogów tutaj i tutaj, a tam nie, człowiek sam rządzi swoim życiem. Ale wolę mówić tak do siebie, ponieważ te same słowa mówione komuś brzmią jak moralizmy. W końcu to obdarowanie prowadzeniem Boga jest cudną łaską, a nie obowiązkiem każdego. Jest ofertą, zaproszeniem, a jeśli nie chcesz – to nie!
    Pozdrawiam

    #72 AnnaK

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php