Dar pracy w winnicy Pana (25. Ndz A)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Przedziwne i wspaniałe jest orędzie Ewangelii czytanej w 25. Niedzielę roku A. Wprowadza nas ona w darmowość życia w winnicy. Można też powiedzieć: w darmowość tracenia własnego życia w winnicy Pana i odkrywania sensu tego wszystkiego, co z nami jako pracownikami winnicy się dzieje. W liturgii dzisiejszej niedzieli ta Ewangelia ma dobre wprowadzenie przez czytanie Proroka Izajasza, który woła w imieniu Boga woła: myśli moje nie są myślami waszymi, wasze drogi nie są drogami moimi. Otóż to, co się stało i co najbardziej dotyka nasze ludzkie poczucie sprawiedliwości, jest wyrażone dobitnie w zestawieniu wezwania tych ostatniej godziny z faktem wypłacenia im jako pierwszym po denarze na równi z tymi, którzy pracowali cały dzień i otrzymali, jako ostatni, umówioną należność – po denarze.

Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?
Bo nas nikt nie najął.

Idźcie i wy do winnicy (Mt 20,7).

To, co dokonało się w przypowieści, stanowi swoistą wykładnię ukazującą charakter życia chrześcijańskiego. Stanowi też pewną przekładnię wprowadzającą nas w rzeczywistość Bożą, która nie jest według miary i nie według myśli ludzkiej. Miara ludzka jest punktem wyjścia. Punktem docelowym zaś jest spełnienie się obietnicy według miary Pana. Jest to doprowadzenie człowieka do doświadczenia spełnienia się w człowieku darmowej obietnicy Boga.

Umówił się z nimi po denarze

Gospodarz winnicy wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Pan winnicy dał robotnikom pracę i zapewnił im wynagrodzenie. Poszli do pracy powodowani zapewne głównie zapłatą. Wejście do winnicy i podjęcie pracy było niewątpliwie ze względu na tego denara. Zapewne nie zdawali sobie sprawy, że to ich wejście do winnicy i czekająca ich praca może zawierać pewną niespodziankę: może doprowadzić do spotkania z Panem, który jest dobry. Dla nich ważne było to, że umówili się, że otrzymają zapłatę. Ta zapłata zaś – patrząc ze strony gospodarza winnicy – była jakby przynętą.

Człowiek po grzechu, zwiedziony przez szatana, czyli posiadający inny obraz świata niż Boży, i obracający się w innych relacjach, niż te, jakie Bóg od początku wszczepił w serce człowieka, jest skazany na zapracowanie sobie życia i szczęścia. Takim się czuje. Wie, że zazwyczaj niczego nie ma za darmo. Trzeba na wszystko zapracować i zasłużyć. Nie potrafi też zazwyczaj pracować za darmo. To zniekształcenie stało się we wnętrzu człowieka wskutek grzechu. Dlatego został wypędzony z raju. Nie mógł być w raju. Na zewnątrz zaś, ustanowił swoje prawa, opierając się na swoim odczuciu sprawiedliwości. Kierował się przy tym stopniowo także przekazywanym przez Objawienie prawie Bożym, ale to był zawsze człowiek, który wierzył, decydował, zarabiał, podawał itd. I w ten sposób, stojąc poza winnicą Pana, żył. Żył jakby bezczynnie, mimo że wiele pracował. Żył bezsensownie. Jest to pewien obraz naszego ludzkiego życia, gdy ono przebiega poza mentalnością łaski Boga.

Uratował przed byciem bezczynnym – Obiecał to, co słuszne

Przedziwne jest to pytanie skierowane do tych, którzy bezczynnie stali jeszcze o godz. 11-tej, czyli naszej 5-tej po południu, a więc na godzinę przed zakończeniem pracy. Dlaczego tu stoicie? Bezczynnie, to znaczy marnotrawiąc wasze życie. Odpowiadają: Bo nas nikt nie najął. My tu jesteśmy. My chcemy żyć, ale tutaj, można powiedzieć, żyjemy dla siebie, każdy dla siebie. Każdy żyje, jak potrafi. Gospodarz na to: Chodźcie i wy do mojej winnicy. Tym ostatnim nawet nie powiedział: To, co słuszne wam dam. Bo niewiele im zostało z tego, co mogło być słuszne. On ich przyjął do winnicy. Uratował ich w ostatnią godzinę. Bo być poza winnicą, to być bezczynnie w życiu. Oznacza żyć i robić wszystko dla siebie, tzn. żyć daleko od Boga; nie mieć sensu życia.

I dlatego Pan otworzył wejście do winnicy, zapraszając nawet tych z ostatniej godziny do udziału w tym życiu, jakie dokonuje się w winnicy. Oczywiście, dotknął człowieka w jego logice. Z tymi z wcześniejszych godzin umawiał się. Tym ostatnim zaś kazał po prostu iść do jego winnicy. Pan działa obiecując nagrodę. Tym zaś, którzy już nie mieli żadnych podstaw, by na coś zasłużyć, każe po prostu iść, by skorzystali z daru, którego jeszcze nie znają. To wszystko, to niejako zabiegi czynione wokół człowieka, wokół ludzkości, by o różnych porach dnia (historii życia) wprowadzać do winnicy. To wszystko po to, żeby ostatecznie wprowadzić człowieka do winnicy, czyli do życia w darmowości.

Okazał się dobrym według swojej miary sprawiedliwości

Przez Jezusa Chrystusa, wchodzimy do tej darmowości, ale z nami często wchodzi także całe nasze kupieckie myślenie. Chodzi naturalnie nie tylko o pieniądze, bo to jest jeszcze stosunkowo łatwe do uchwycenia, ale jeśli chodzi, czy wchodzi w dziedzinę zasług, w dziedzinie życia. My stale myślimy, że my życie tworzymy, że my je obronimy, że nam się należy, że my sobie coś wyrobimy i na coś zasłużymy. Tymczasem, Pan, chce dać, każdemu według swojej miary, każdemu po denarze, po tym, co jest pełne, co stanowi pełnię życia. Chce, byśmy razem z Nim byli w winnicy jako współdziedzice, a nie tylko byśmy zebrali to, co jest nasze, przez nas zapracowane, albo co nam się wydaje, że jest nasze, i wyszli na nowo poza winnicę.

To są takie obrazy, które mogą nam pomóc, byśmy każdego dnia w każdej sytuacji, każdej relacji, umieli przekraczać to, co jest tylko z naszego punktu widzenia, co czynimy z obowiązku i ze względu na zapłatę. Chociaż to wszystko jest potrzebne. Chodzi jednak o to, byśmy pozwalali się objąć mentalnością łaski i darmowości, jaką Pan daje. Bo Jego miary, Jego drogi, Jego myśli, nie są naszymi myślami i naszymi drogami. Te Jego drogi nie są trochę lepsze, lecz one są całkowicie inne. Trzeba, byśmy to zrozumieli. Jeśli nie, możemy usłyszeć ostre, ale prawdziwe i stosowne słowa: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Między nami nie ma wspólnoty. Nie zrozumiałeś niczego z tego, co ja uczyniłem dla ciebie, żebyś nie stał bezczynnie i bezsensownie poza winnicą. To nie denar był ważny. Ważne było to, abyś ty nie stał bezczynnie i bezsensownie poza winnicą na placu życia. Bez tej umowy o denara prawdopodobnie wcale byś nie przyszedł i nie miał okazji poznania mojej dobroci. Dlatego umówiłem się z tobą o denara. O co innego jednak chodziło. Dla ciebie zaś ważna jest zapłata, twoja zasługa, a nie życie, które ode mnie otrzymujesz. Weź, więc i idź. Nie rozumiesz mojej dobroci i tego, że moją dobrocią chcę objąć wszystkich…

Łaska bycia i pracy w winnicy

Obyśmy, nie tylko pozostali na płaszczyźnie podziwu czy krytyki tamtych postaw, lecz sami pozwalali się wprowadzać w tę tajemnicę, jaka jest wyrażona w tej przypowieści. Byśmy mogli dziękować Panu, który jest dobry. Byśmy nie patrzyli krzywym okiem, że On mierzy i wypłaca inaczej, niż nam to się słusznym wydaje. Bo my naprawdę nie jesteśmy panami winnicy i panami życia. Bo my naprawdę, jeśli jesteśmy poza winnicą, to bezsensownie marnotrawimy życie. W naszej próżności, chociaż byśmy sobie ręce urobili i głowy przegrzali, i nasze serca „przekochali” i dokonali dla uzyskania swojej zapłaty nie wiadomo jakich czynów, zostaniemy sami z naszym niby dorobkiem czy zarobkiem. Wejdźmy więc właśnie do tej winnicy, do winnicy darmowości. Wejdźmy, niezależnie od godziny. Przyjmujmy z wdzięcznością zaproszenie do wszystkiego, co Pan dla nas przygotował i stale przygotowuje.

Kto wchodzi we właściwy kontakt z Panem winnicy, nawet jeśli jest z tych ostatnich, ten zaczyna rozumieć, że nie jest ważna zapłata za pracę, lecz ważne jest to że jest Pan, który zaprasza, żeby nie trawić bezsensownie swego życia. Ważne jest w każdym przypadku to, że ktoś odkrywa, iż dzięki wezwaniu – niezależnie od godziny – nie musi już więcej stać w życiu bezczynnie, bez sensu. A w winnicy wszystko ma inny sens i inny wymiar. Poznanie tej prawdy jest ważne dla każdego chrześcijanina. Ma to jednak dzisiaj szczególną wymowę w odniesieniu do osób życia konsekrowanego, do życia w seminariach, do życia i posługi kapłanów. Chodzi o coś więcej niż o zapłatę. Chodzi o życie. Chodzi o posługę wobec życia ze względu na dobroć Pana.

Bp ZbK

Podziel się z innymi

Rss Komentarze

76 komentarzy

  1. Niby znam tę przypowieść na pamięć. A jednak do dziś nie zwróciłam uwagi na słowa: „ Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź!” Przeraziłam się. Wydawało mi się, że wszyscy robotnicy dostali jednakowe wynagrodzenie, a jednak – nie…
    Skoro jednak właściciel winnicy powiedział do odepchniętych – „przyjacielu”, jest nadzieja, że znów ich zaprosi do wspólnoty ze sobą. Może wtedy wystarczy im, że zapłatą będzie sam fakt bycia razem.
    Mam swoje lata – Pan mnie zaprosił chyba o godzinie piątej (szóstej?). Jest mi dobrze z Nim. Niech tak będzie.
    Pozdrawiam 🙂

    #1 julia
  2. Można zatem być w Winnicy (Kościele) a żyć zupełnie innym duchem – anty…
    Jak na ławce rezerwowych – obecni a jednak nie biorą udziału! Odkryłem w tym fragmencie jeszcze jeden motyw: DOBROĆ BOGA nie jest kompatybilna z naszą wizją dobroci (w.15b)! BLESS

    #2 wojownik Pana
  3. Zastanawiam się dzisiaj: jak wygląda moja bezinteresowność, czy umiem się cieszyć moimi obowiazkami dlatego, że je mam, że moge je wypełniać spalając się dla innych…?
    Mślę sobie, że często jednak skupiam się na tym, że się napracowałam i coś mi sie za to należy: dobre slowo, uśmiech, zrozumienie…
    Z drugiej strony ulegam takiemu myśleniu, że za malo zrobiłam, za malo czasu poświęciłam, zrobiłam to nieudolnie a ktoś inny zrobilby to szybciej i lepiej. Wtedy czuje, że nie zasluguje na tego ,,denara”. Czy może to być zniewolenie moim myśleniem, że jestem wartościowa na tyle na ile jestem potrzebna, użyteczna?
    PAN kazdemu przeznacza denara. MYŚLI MOJE NIE SĄ MYŚLAMI WASZYMI – Bóg wie więcej.
    Dobrej nocy i niedzieli
    klara

    #3 klara
  4. Sama siebie umieściłam poza logiką Winnicy, wyszłam z Niej bez pytania, nawet nie wiem kiedy. Narzeczeństwo stało się dla mnie udręczeniem, szanse na nawracanie odczytuje jako dodatkowy ciężar, a nie błogosławieństwo. Jestem PUSTA w środku. Nie rozumiem wydarzeń w moim życiu, czy w nich chodzi tylko, czy aż o moje nawrócenie??? Przy życiu trzyma mnie słuchanie Słowa, którego ostatnio kompletnie nie rozumiem.
    Jak wrócić do logiki Winnicy? Co mam zrobić (pytam jak Zachariasz) ? Właśnie nic nie mam robić, tylko trwać w tej bezczynnośći, bezradności a Bóg w to wejdzie, da ŁASKE ZA DARMO. A to dla mnie jest nieznośne, taka jest prawda.
    „Jezusie Chrystusie zlituj się nade mną grzesznikiem i daj mi Swojego Ducha Świętego!!!”
    pokój,
    agnieszka

    #4 agnieszka
  5. Ojcze Biskupie, takie pytanie praktyczne: Jak można mówić dzieciom z 3 kl. podstawówki o różańcu? Mam według programu na praktyce 5 katechez z rzędu o różańcu: jedna wprowadzająca i 4 związane z osobną tajemnicą. Jedyne co rozumiem z różańca, to aby nie kupczyć, nie handlować z Bogiem. Sama się modlę często dziesiątką różańca, prosząc o zmiłowanie, nawrocenie dla mnie. Pewnie modlę sie nieumiejętnie, sercem kamiennym. Jak zatem poprowadzić te katechezy?
    pokój,
    agnieszka

    #5 agnieszka
  6. ‚umieć przekraczać’… konieczne, wyzwalające, ale i trudne. Wielokrotnie jesteśmy ‚najmowani’ do zadań trudnych. „Nikt nie najął” – czy dlatego, że najmowano do innych zadań, czy najmowany odmawiał? Jeżeli zapłata nie jest ważna, tylko zadanie, a ono jest ponad naszą miarę i nie jestem nawrócona, żeby przyjąć z bezgranicznym zaufaniem, czy powinnam obwiniać się? Owszem, obwiniam się, że nie jestem otwarta na Dary, ale przecież „różne są dary łaski” dla każdego z nas. Czy powinnam obwiniać się, że nie przyjęłam przygotowania wystawnego obiadu, jeśli potrafię ugotować jedną zupę? Może lęk podejmowania zadań wynika i z tego, że mamy własną koncepcję zadań, a nie wiem, że to On nam wyznaczy zadanie na naszą miarę. Widzę brak kompatybilności wizji Jezusa i mojej osobistej wizji siebie. Zostaje wołanie: przymnóż wiary, otwórz serce, Panie…

    #6 ze
  7. „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?, Bo nas nikt nie najął”. Pan winnicy przychodzi, aby nająć robotników do swojej winnicy – zebrał część tych, którzy czekali na pracę. Ewangelia nie mówi, że zgarniał wszystkich obecnych. I Pan winnicy wiedział o tych ostatnich z jedenastej godziny, że stoją (czekają) cały dzień.. Oni, choć poza winnicą, byli gotowi podjąć pracę – i tylko jedno słowo Pana – i byli w winnicy. Łaska przygarnięcia. I obyśmy wiedzieli, że ten „denar łaski przygarnięcia jest dla człowieka taką pełnią, że człowiek więcej by nie i tak nie „zmieścił” w sobie. To ta tajemnicza logika czasu łaski…

    #7 SHM
  8. U mnie w kościele źle odbieram to, że podczas Eucharystii w modlitwie wiernych kapłan wypowiada słowa: „módlmy się za zgorzkniałych…..”, „módlmy się o opamiętanie…”, „módlmy się o to, abyśmy wiedzieli, że nie wystarczy budowanie więzi z Bogiem ale że trzeba budować ją z ludzmi” itd. Odbieram to jako ciągłe strofowanie, które wcale nie pomaga, a co do ostatniego przykładu to nie sądzę, aby ktoś, kto ma dobrą więż z Bogiem, nie zbudował właściwych relacji z ludźmi. Położenie nacisku na budowanie więzi z ludźmi może być powodem do budowania ich po swojemu (bez Boga) na zasadzie dominacji silniejszego nad słabszym. Poza tym w momencie, w którym rozdaje się wiernym Komunię św. pod postacią chleba, kapłan ze zniecierpliwionym wyrazem twarzy czeka, aż ustawi się kolejka, aby podejść do wiernych. Odbieram to tak jakbym była tresowana. Zdaję sobie sprawę z tego, że porządek w kościele jest potrzebny, ale czy to Chrystus nie wychodzi pierwszy do ludzi? Jeżeli nie mam racji, proszę mnie skorygować, ponieważ nie lubię w swojej miejscowości chodzić do kościoła. Czuję się wytrącona z tego, co odnalazłam w Bydgoszczy w kaplicy szpitalnej.

    #8 Urszula
  9. Agnieszko, niedawno ktoś nazwał mnie faryzeuszem i powiedział, że sama nie jestem w stanie się zmienić. Ja też czekam. Czekam, kiedy się ta zmiana we mnie stanie. A fiasko moich dotychczasowych wysiłków świadczy chyba o tym, że nie da się wrócić „do logiki winnicy” samemu. Musimy poczekać aż Gospodarz sam nas tam zatrudni. Ufajmy. Przecież On jest dobry. I nasz przykład dokładnie potwierdza to, co Ks. Biskup już nieraz pisał – jak trudno nam jest nie działać na własną rękę. Pozwólmy więc działać P. Bogu.

    #9 basa
  10. Wojowniku,jesteś naprawdę bardzo mądry.Moje uznanie dla Ciebie.

    #10 K.
  11. „…byśmy pozwalali się objąć mentalnością łaski i darmowości, jaką Pan daje.” i „…abyśmy zachowując Twoje przykazania, zasłużyli na życie wieczne.” Może to nie dysonans, a tylko ja źle odczytałam tekst kolekty, może „zasłużyli” należy rozumieć jako ‚łaska i dar”?
    Czy Słowo swoją drogą a teksty modlitw swoją? Jeżeli nowy Mszał ma powielać takie modlitwy, to może warto zaczekać jeszcze kolejnych 5 lat, a teraz pozwolić na kopiowanie tekstów poprawnych?
    Pozdrawiam!

    #11 sgg
  12. Myślę, że istotny w tej przypowieści jest kontekst, w jakim Pan Jezus przytacza tę przypowieść (Mt 19,27-30), jest rozwinięciem Mt 19,30. W BJ do Mt 20,8 jest przypis do wypłacania zapłaty Pwt 24,14n – są tam słowa o najemniku, że „jest on biedny i całym sercem pragnie zapłaty”. Pan Jezus w żadnym wypadku nie potępia pragnienia zapłaty, ale chce uświadomić swoim uczniom, że (jak to Ksiądz Biskup ujął) drogi Boże są całkowicie inne. Pracujący cały dzień są obrazem tych, którzy są przekonani, że się bardzo dla Boga napracowali (Mt 7,21-23; Ga 6,3-4). Ta przypowieść nawiązuje do pokusy szukania własnej chwały w służbie Bogu – choć robotnicy podjęli się pracy za denara, to po skończonym zadaniu roszczą sobie prawa do większej zapłaty (Ap 2,2-5) Właściciel winnicy przypomina im, jakie były warunki umowy (przymierza) i że On je ustalił, a oni się na nie zgodzili. Pan Jezus powiedział do siostry Faustyny: „jestem hojniejszy dla grzeszników, niż dla sprawiedliwych”. Jeśli dla kogoś służenie Bogu stało się jego bogactwem duchowym, to też na tę Chrystusową „ekonomię” będzie szemrał. Wiem to z własnego nawrócenia (a raczej nawracania)… 😉
    Ufam, że Ksiądz Biskup zweryfikuje moje rozumienie tej przypowieści.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #12 Fasola
  13. Ad #1 julia #2 wojownik Pana #3 klara #4 agnieszka #6 ze i inni
    Dziękuję za wiele życiowych i cennych reakcji na czytaną dzisiaj przypowieść. Pozwolę sobie coś dopowiedzieć, co może pomagać w lepszym rozumieniu przypowieści.
    Padają bowiem pytania o różne aspekty treściowe, które mogą być zawarte w tej przypowieści. Wobec tego daję, jakby klasyczną odpowiedź. Przypowieść ma zasadniczo jeden główny wątek. W tym przypadku, jest to wprowadzenie robotników do winnicy, by tam pracując, mogli otrzymać to, o co się umówili, co im zostało przyrzeczone, czy co miało być jakby niespodzianką. W tym głównym wątku rdzeń stanowi objawienie prawdy o innej miarze nagradzania, niż ludzka praktyka. Gospodarz okazuje swoją dobroć wobec wszystkich. Oczywiście miara tej dobroci nie jest kompatybilna z ludzkim podejściem. Żeby jednak z niej skorzystać, trzeba było wejść do tej winnicy i wejść w logikę gospodarza. W przeciwnym razie można było wyjść z tylko zarobioną należnością, bez doświadczenia dobroci gospodarza. To stanowi główne przesłanie.
    Pytania tego rodzaju: czy byli inni robotnicy, którzy czekali, albo tacy, którzy nie chcieli wejść, czy ktoś za mało pracował w winnicy itp. nie muszą w tej przypowieść znaleźć odpowiedzi. Naturalnie, każdy czytający czy słuchający tej przypowieści, może sobie takie i inne pytania stawiać i – jeśli ta przypowieść go w tej materii oświeci – znajdować dla siebie odpowiedzi. Słowo Boże nie jest bowiem skrępowane (por. 2Tm 2,9). Niemniej nie należy z jednej przypowieści wyprowadzać zbyt wiele i uważać to za odpowiedzi wiążące. Wielorakość odczytywania jest wielkim darem. Nie byłoby jednak dobrze, gdybyśmy się zagubili i stracili główny wątek.
    Pozdrawiam i zapraszam do dalszej refleksji nad tą wspaniałą przypowieścią o królestwie niebieskim. Jakżeż to inne od naszego pojęcia sprawiedliwości i naszej logiki zasługi!
    Bp ZbK

    #13 bp Zbigniew Kiernikowski
  14. Ad #11 sgg
    To, że możemy zachować przykazania, jest w nas owocem zaproszenia do winnicy, jest już darem. Nasza zasługa polega na tym, że korzystamy z tego zaproszenia i coraz to bardziej podporządkowujemy się logice łaski i daru. Kto nie przyjmie daru i łaski, kto nie wejdzie w tę logikę, że przykazania Boże, chociaż wymagają umierania (w nas starego człowieka) nie są ciężkie ze względu na Ewangelię – poznanie miłości i uzdolnienie do życia w niej (zob. 1 J 5,3). Dar i zasługa w tym się splatają i są poniekąd nierozdzielne. Odsyłam do rozważań nad dziełami naszym i dziełem Boga w nas (zob. Ef 2,10). W ludzkim języku nie wszystko da się dobrze sformułować. Przekłady ksiąg liturgicznych i ich język to też trudne pole i stale zmuszające do studiowania. Wchodząc zaś w Tajemncę, poznajemy jak ona jest wielkim darem i łaską i jak wymaga od nas pracy, trudu, krzyża – swoistej zasługi, która z kolei jest w nas i przez nas odbierana jako dar itd. Dobrze jest zasługiwać – pracując i tracąc swoje życie, by poznawać, że wszystko jest darem.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #14 bp Zbigniew Kiernikowski
  15. Basa, tak ku pokrzepieniu chciałam się podzielić z Tobą swoim doświadczeniem. Mnie nie tyle „ktoś” nazwał faryzeuszem – sam Bóg wytknął mi mój faryzeizm (i to przy całym autokarze ludzi ze wspólnot)! Wracaliśmy z Krakowa, ze spotkania z Benedyktem XVI i było otwierane Słowo. Ja dostałam ostre słowa upomnienia skierowane do faryzeuszy (Mt 23,23-28) Jak byliśmy na błoniach, to zaczęłam osądzać braci, że się nie zachowują pobożnie, że część z nich nawet nie zauważyła że się Eucharystia z kard. Ryłko rozpoczęła. No i mi Bóg na te moje myśli odpowiedział w autokarze… Stanął w obronie tych wszystkich, których ja osądziłam. Bardzo gorzko zapłakałam nad swoją pychą religijną. 🙁 W radio relacjonowali akurat wizytę Benedykta XVI w Oświęcimiu i mówili o tęczy nad Oświęcimiem. Poprosiłam wówczas Boga o tęczę na znak, że mi mój grzech wybacza. Wlepiłam wzrok za okno… i po kilku (2 może 3) minutach zobaczyłam piękną tęczę – byłam wówczas najszczęśliwszym człowiekiem na całej kuli ziemskiej!!! 😉 Pan Bóg ukarał mnie, ale mnie na śmierć nie wydał (Ps 118,18) – jeden z katechistów opowiadał wtedy w autokarze, że dostał kiedyś ten sam fragment i to Słowo stało się bardzo ważnym momentem w jego nawróceniu. I ja dziś całuję dobrego Boga po Jego świętych stópkach za tamto upomnienie, bo stało się dla mnie drogą do odkrycia, że Bóg kocha moich braci wcale nie mniej niż mnie i nie kocha za pobożność, tylko kocha bo On jest Miłością. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

    #15 Fasola
  16. Ewangeliczną Winnicę wyobrazam sobie jako królestwo Boze w swoim ziemskim wymiarze ,a dzien roboczy w Winnicy jako obraz ludzkiego zycia. Bóg w róznym czasie powołuje wybranych do swoiego królestwa łaski i zbawienia. Jednych o szóstej rano czyli w dziecinstwie innych w wieku bardziej dojrzałym, a jeszcze innych u schyłku ich zycia, czyli wieczorem, a nawet na łozu smierci. Przypowieść ta wskazuje na nagrode, która bedzie mierzona samą dobrocią i miłoscia Boga. Trudno mam Chrzescijanom zapomniec, ze zaproszenie do winnicy nie opiera sie na zadnych zasługach i czystej sprawiedliwosci, ale jest szczodrobliwym darem hojnej miłosci Boga

    #16 M grzesznik
  17. Ucieszyłam się czytając te słowa, bo moje echo na Eucharystii było, że Pan jest dobry i mogę z ufnością każdego dnia podejmować Jego wolę, że nigdy nie jest na to za późno. I teraz pomyślałam, że to dobra myśl, że tak jest w winnicy Pana, chociaż tak bardzo mało mogę dla Niego zrobić… Z drugiej strony muszę uważać na to, że chciałabym robić więcej czy inaczej, bo o wiele cenniejsze jest życie, które dostawałam od Boga ilekroć było źle (… i dobrze). To jest bardzo trudne, kiedy jest się zwyczajnym człowiekiem, który ma ręce, głowę, i serce, i chciałby, żeby było tak i tak. Przypomina mi się Jezus w Ogrójcu, gdy się modlił, by Ojciec oddalił od niego kielich, lecz także o wypełnienie Jego woli. Chciałabym swoje myślenie dostroić do Jego myśli, a przynajmniej do tego kierunku szukania Jego woli, do bycia we wspólnocie z Nim.
    Pozdrawiam.

    #17 AnnaK
  18. Taak. Prawie straciłam życie, by okazało się, że niby tracąc, zyskałam powiększone o to ŻE… WIEM. Słuchajcie wyjaśnień Ks.Biskupa, bo one bezcenne są. Dla Was.

    #18 K.
  19. agnieszko #5,
    chcę spróbować odpowiedzieć na Twoje pytanie, choć nie jestem Ojcem Biskupem :), jestem katechetką…

    A więc…
    Skoro są to dzieci z klasy trzeciej, to na pewno słyszały już o modlitwie różańcowej. Na pierwszej katechezie można przypomnieć budowę różańca – przedmiotu (dzieci chętnie go rysują, nawet dużo starsze :)) i modlitwy (że ma 4 części, w każdej 5 tajemnic). Przynieś kilka różnych różańców: na palec, drewniany, kolorowy, z serduszek – rozdaj dzieciom, niech obejrzą. Na następną religię niech przyniosą swoje różańce – możesz się z nimi modlić na różańcu.
    Można opowiedzieć o objawieniu, w którym Maryja prosi o modlitwę różańcową (np. w Fatimie – jest o nim wiele kolorowych książek z obrazkami). Można też opowiedzieć o bitwie pod Lepanto (znajdziesz informacje w internecie), po której ogłoszone zostało Święto Matki Bożej Różańcowej. To na pierwszą katechezę na pewno wystarczy. A na następnych katechezach postępuj zgodnie z radami Ks. Biskupa, czyli OPOWIADAJ EWANGELIĘ. Bo różaniec to skrócona Ewangelia. Na każdą część przygotuj ilustracje (dostępne w księgarni); opowiadaj o każdej tajemnicy, możesz rozdać dzieciom obrazki do malowania, choć ja zawsze wolałam, żeby dzieci same ilustrowały wybraną tajemnicę części.
    Można też na przykład opowiadać treść tajemnicy i prosić dzieci o odgadnięcie, o której opowiadasz.
    Myślę, że w klasie trzeciej warto wykorzystać te katechezy, by przypomnieć, usystematyzować wiadomości o życiu Jezusa, nauczyć (przypomnieć) sposób modlitwy różańcowej.
    Pozdrawiam 🙂
    p.s. I jeszcze jedno… spróbuj poradzić się katechetki, która się Tobą opiekuje.

    #19 michael
  20. Ad #5 agnieszka i #18 michael
    Agnieszko, miałem zwrócić się do katechetów i katechetek, żeby Ci pomogli w tym, o co pytałaś. W międzyczasie przyszła propozycja od michael. Bardzo dziękuję. O to właśnie chodzi. Różaniec to przede wszystkim rozważanie Tajemnic – Ewangelii.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #20 bp Zbigniew Kiernikowski
  21. Fasolko, przeczuwałam, że coś na to napiszesz. Dziękuję.

    #21 basa
  22. 🙂

    #22 michael
  23. Ad #12 Fasola
    Nie potrzebuję niczego dopowiadać.
    BpZbK

    #23 bp Zbigniew Kiernikowski
  24. Ad #8 Urszula
    Najpierw stwierdzenie czy raczej uwaga: kapłan nie powinien być tym, kto wypowiada wezwania Modlitwy wiernych. Winni to czynić inne osoby niż celebrans, niż kapłan. Do celebransa należy wprowadzenie i zakończenie tej Modlitwy. Co do treści zaś to warto pamiętać, że modlitwa publiczna w pewnych okolicznościach zawiera (może zawierać) elementy parenetyczne, czyli pouczające. Nie może być jednak stosowna jako swoiste strofowanie. Warto o tym porozmawiać z ks. Proboszczem. Wspólnie zajrzeć do przepisów liturgicznych.
    Co do drugiej sprawy, sama piszesz, że rozumiesz potrzebę porządku. Chodzi więc prawdopodobnie o sposób wprowadzania tego porządku. Jeśli widzisz, że w tej dziedzinie są niewłaściwości co do przeprowadzenia pewnej poprawności i zorganizowania sposobu przyjmowania Komunii św., to radzę, byś porozmawiała z ks. Proboszczem – Ty sama lub razem z innymi jeszcze osobami, które to czują i którym zależy na tym, by ten moment Eucharystii był przeżywany w należytej oprawie zewnętrznej. W szpitalu, mimo pewnych trudnych warunków, było to i jest to czynione w sposób zadowalający.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #24 bp Zbigniew Kiernikowski
  25. Mnie Pan zaprosił do winnicy w połowie dnia – a może później – mojej historii. Było to 23lata temu, kiedy Ks. Bp. przyjechał do mojej parafii w Bydgoszczy (nie będąc jeszcze biskupem) wraz ze swoimi braćmi katechistami, by zaprosić mnie na katechezy Neokatechumenalne. Byłam wtedy tytanem pracy i myślałam, że na wszystko trzeba sobie zapracować, że nie ma nic za darmo. Miałam wtedy trudności w pracy, trudności rodzinne, które mnie przytłaczały i zabierały sens życia. Głęboko w sercu czułam, że sama nic nie mogę w moim życiu zmienić, więc prosiłam Boga cos zmienił w moim życiu, by nabrało sensu. Mogę dzisiaj powiedzieć, że to był czas „kiedy stałam bezczynnie, bo nikt mnie nie najął”. Przyjęłam wtedy zaproszenie do winnicy Pana „a praca w Jego winnicy” całkowicie zmieniła moje życie, które w tamtym czasie było „bezczynne i nie do zniesienia”. Naprawdę w winnicy, do której mnie pan zaprosił – „otrzymałam dar, którego nie znałam”. Nie wyobrażam sobie teraz, bym mogła dobrowolnie zrezygnować z „pracy w Jego winnicy”. Byłoby to naprawdę „bezsensowne marnotrawienie mojego życia”. Obawiam się tylko, czy zawsze jestem dobrym i odpowiedzialnym pracownikiem, czy zbyt często nie jestem tą, która ma dość siły lub zdolności do pełnienia tej posługi. Błogosławię Boga za Ciebie Ojcze, że znowu po latach mogłam brać udział w uroczystym zgromadzeniu, Eucharystii z Tobą Ojcze w „winnicy Naszego Pana” a także za to, że mogę słuchać, co tydzień tą drogą Dobrej Nowiny”. Bóg zapłać!
    Barbara

    #25 Barbara
  26. ad #19 michael #20 Bp Zbk
    Nie uwierzycie, ale to co zostało napisane, że Tajemnice różańca to Ewangelia, że mam opowiadać Ewangelię, Dobrą Nowinę, to jest dla mnie NOWOŚĆ!!! Nigdy chyba do mnie tak to nie trafiło. A niby taka oczywistość. Rety, nie mogę przestać się zachwycać, tym, że Bóg przez Was mi to odkrył!!!
    Dziękuję Ci Michael za odezwę, za wskazówki praktyczne, zapewne się przydadzą ;). Poczułaś się do dania mi odpowiedzi, za co dzięki wielkie. Bo miałam zaznaczyć, że proszę też o pomoc katechetów-blogowiczów, co mi umknęło.
    Prowadź mnie Boże na tych katechezach, wejdź w moją chorobę gardła, i mów przeze mnie, bo wiesz że fizycznie niedomagam do pracy w szkole.
    pokój,
    agnieszka

    #26 agnieszka
  27. kilka słów do ks. bp. może rzeczywiście my księża jesteśmy do niczego, a wszyscy świeccy są wspaniali i jakiejś pani nie podoba sie wyraz twarzy ks. proboszcza, ale może ks. bp. wkońcu sie zastanowi ilu wśród tych „wspaniałych” świeckich jest zwykłych oszołomów i nawiedzonych. Niestety odnosze wrażenie że wystarczy kilka słówek i tekstów ulubionych, a juz ks. bp. jest szczęśliwy i zadowolony …

    #27 słówko
  28. no i jeszcze szanownej pani chciałbym powiedzieć że ksiądz nie jest Chrystusem i choćby stanął na głowie i nawet gdyby był papieżem też Chrystusem nie będzie … więc może być zniecierpliwiony

    #28 słówko
  29. Dziękuję Księdzu Biskupowi 🙂
    Odwagi, Basa! 🙂 Kiedy św. Faustyna upadła w swojej słabości i poszła skruszona na modlitwę, usłyszała od Pana Jezusa: „gdyby nie było tej drobnej niedoskonałości, nie przyszłabyś do Mnie” 🙂 Pomyśl o tym, że Chrystus się cieszy, że do Niego przychodzisz – możesz na nowo, jeszcze głębiej odkrywać Jego darmową miłość!
    Pozdrawiam

    #29 Fasola
  30. a ks.bp. chciałbym powiedzieć, że liturgia w kościele powinna byc sprawowana w sposób właściwy i jak najbardziej godny, ale Pan Bóg nie jest ograniczony żadną liturgia i żadnymi gestami…. i jak patrzy na nasze podrygiwania to ma pewnie niezły ubaw, a mysle że ma poczucie humoru … hehe

    #30 słówko
  31. Fasola, skąd ty to wszystko wiesz, co ja czuję ? Ja przecież o tym nie napisałam. A jednak to prawda. I tak było – P. Bóg dał mi odczuć, że kocha także „swoją faryzeuszkę”. Nie napisałam tego poprzednio, żeby nie wdawać się w dyskusje.

    #31 basa
  32. Słówko, skąd ta złość w tobie na Ks. Biskupa? Przecież on nic złego nie powiedział o kapłanach. Ja mam wrażenie, że ta odpowiedź (# 24) ma raczej za zadanie zmotywowanie nas świeckich („Warto o tym porozmawiać z ks. Proboszczem.”), abyśmy też wzięli odpowiedzialność za przygotowanie Eucharystii, za Kościół i abyśmy „my” świeccy i „wy” duchowni wreszcie stali się jedno i zaczęli współpracować.

    #32 basa
  33. Dziękuję Księdzu Biskupowi za odpowiedź w #14. Jedno pragnę zauważyć, że takie zrozumienie kolekty niedzielnej (czyli modlitwy dnia) byłoby możliwe po wcześniejszym wprowadzeniu, czyli po przeczytaniu rozważania Ks.Bpa. Ktoś, kto usłyszał tylko kolektę, nie ma wielkich szans na wejście w mentalność darmowości, dalej – jak to Ks.Bp mówi – „Wie, że zazwyczaj niczego nie ma za darmo. Trzeba na wszystko zapracować i zasłużyć”. Czeka dalej na denara ‚za przyjście do kościoła’.

    #33 sgg
  34. Podpisuję się pod tym, co napisała basa w swoim komentarzu (#32). Ja również odbieram odpowiedź Ks.Biskupa jako motywację do dialogu i współpracy świeckich i duchownych. Wiem z własnego doświadczenia, że jest to możliwe.

    #34 Justyna
  35. „…Bóg kocha moich braci wcale nie mniej niż mnie i nie kocha za pobożność, tylko kocha bo On jest Miłością”. PIĘKNE!
    Fasola, dziękuję za te – i nie tylko za te – słowa. Już po raz kolejny jesteś takim „promyczkiem rozświetlającym moje ciemności”. DZIĘKUJĘ 🙂

    #35 Justyna
  36. Temat liturgii – czekam na szerszą dyskusje, bo jest sporo ‚drobiazgów’ wymagających dopowiedzenia. wydaje się, że nie rozumiemy gestów i znaków, albo zapomnieliśmy co znaczą. Przepisy liturgiczne nie wszystko dopowiadają – język suchy jak wszystkich przepisów.Znak Krzyża – temat często podejmowany. Klękanie, przyklękanie – sporo do wyjaśnienia. Zdrowi często dygają a chorzy o mało nie przewrócą się. Dlaczego nikt tym chorym nie powie o geście ukłonu? Czas Przeistoczenia – dlaczego nie mówi się o tym, że ktoś, kto ma chore kolana może stać i również pokłonić się. Żeby nie wystawać spośród klęczących – siedzą. Kolejny moment – przejście z pozycji klęczącej czy siedzącej do stojącej. Najczęściej ksiądz zaczyna modlitwę i w tym momencie wszyscy wstają – słychać szum a nie modlitwę. Czy ksiądz musi się śpieszyć? Warto na początek powiedzieć: wstajemy i uczestnicy liturgii nauczą się.
    Co do podchodzenia do Komunii św.(#8Urszula) – jestem bardzo zadowolona, ze Ksiądz Biskup nauczył ustawiania się, bo jest porządek, jest więcej skupienia. Nie byłoby źle, gdyby osoby starsze miały swoją ławkę i do nich podchodziły kapłan. Do stołu podchodzimy, więc osoby sprawne powinny podejść. Rodzi się niepokój, kiedy ksiądz nerwowo podaje Pana Jezusa i prawie ma ochotę zawołać ‚szybciej’.
    Osobiście mam duży problem ze sformułowaniem modlitwy wiernych. Jak powinna byś sformułowana? Przepisy mówią jak nie powinna – może jakiś konkretny przykład? Ostatnio moje modlitwy wiernych mają charakter prośby- ale czy nie jest to pouczanie, bo przecież wyrażam jakieś moje życzenia dla kogoś?
    Pozdrawiam…

    #36 ze
  37. wszyscy jesteśmy w jednej winnicy, spożywamy te same owoce: radość, smutek. Otrzymujemy wszyscy po denarze- Bóg każdego kocha i ma wobec niego plan – Aby człowiek był szczęśliwy i się zrealizował. Ponieważ szukamy innych winnic Bóg przypomina mi- nam wracaj do mojej Winnicy,gdyż
    Moją pieczęcją w Edenie wyrytą w sercu człowieka była – Miłość.

    #37 zacheusz
  38. Ta przypowieść może także – niestety – umacniać niechętnych do podjęcia spotkania z prawdą życia i z Panem w przekonaniu, że nic nie potrzeba robić, byle zdążyć przed zamknięciem winnicy. To dziś dość częste wśród młodzieży – niestety także wśród naszych dzieci, które „ciągle są zapracowane”. Jak ich przekonać, że Pan jednak wychodzi nie tylko na tę ostatnią godzinę? Przecież zabrał do winnicy część robotników już rano!!! Bo pokutuje jeszcze wśród wielu to, „żeby się nie narobić a zarobić”. Zawsze wychodzi z nas to „handlowanie ” z Panem Bogiem – a także z naszym życiem i z samym sobą. I to patrzenie w sposób ziemski a nie niebieski: dobra płaca za dobrą pracę i im dłużej pracujesz, będziesz miał więcej. Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu wejść na stronę – sama zachęcam, bo wiem, że warto!!! Szczęść Boże!

    #38 H.Ala
  39. ad # słówko
    Masz rację pisząc, że Ksiądz Biskup może być zniecierpliwiony wieloma rzeczami, bo jak piszesz to człowiek, a nie Chrystus. Można jednak dostrzec, że zależy mu na poprawności przeżywania liturgii.
    Nie szukajmy zła u drugiego człowieka, bo na pewno je znajdziemy, ale szukajmy dobra. Usprawiedliwiajmy się na wzajem, wybaczając sobie, prowadząc dialog, a nie sądząc sytuacje, czy osoby. Tak bynajmniej odczytałam słowo Ksiedza Biskupa dotyczące Liturgii. Zachęta do dialogu z ks. proboszczem nikogo przecież nie uraziła. Bo czy urazić może nawoływanie do pojednania, do dialogu, do tego by relacje ksiądz-świecki budować na prawdzie, a nie fałszu…?
    Ja też mam wiele „ale” co do Eucharystii w mojej parafii, nosze w sercu pewne urazy związane z tym, w jaki sposób mój ks. Proboszcz pasterzuje w parafii. Tyle, że ja nie mam odwagi, by pójść i przeprosić za ten gniew i sądy w sercu, by z nim porozmawiać i prosić, aby znaki i gesty, czy katecheza na ich temat były robione w sposób czytelny i wyraźny. Nie mam na to odwagi, bo nie ukochałam w sercu i w mej woli mojego ks. Proboszcza. A upominanie bez miłości jest wynoszeniem się. A nie chodzi o to, by sie wynosić i budować rozłam, tylko by dążyć do jedności. Modlę się o tę łaskę stanięcia przed moim ks. Proboszczem.
    Widzisz, #słówko, z puktu widzenia świeckiego-wiernego ważne są znaki i gesty, które są WIDOCZNE. Bo często w dużym kościele, przy dużej obecności ludzi, niekiedy przy hałasie dzieci, niesposób coś dostrzec np. znak łamania chleba – bardzo ważny znak, który ma wnieść wiele do mojego życia. To ten znak, który ma tak ważne odniesienie do mojej codzienności, niekiedy jest robiony niechlujnie, niepostrzerzenie…. po prostu umyka.
    Boże Ojcze otwórz nasze oczy, by widziały, otwórz uszy by słyszały.
    Pozdrawiam Cię, #słówko!
    Pokój,
    agnieszka

    #39 agnieszka
  40. agnieszko, #26,
    cieszę się, że mogłam pomóc.
    Pozdrawiam 🙂

    #40 michael
  41. Do Agnieszki #5 i innych, którzy chcą odnowić swoją modlitwę różańcową – polecam książeczkę przywoływanego już nieraz na tych stronach ks. F. Blachnickiego „Modlitwa tętniąca życiem”.
    Pozdrawiam.

    #41 chi
  42. Do ks. słówko. Różne się we mnie budzą odczucia po tych wypowiedziach. I jak ksiądz „odnosi wrażenie”, z jakiego powodu biskup może być szczęśliwy, tak i ja odnoszę wrażenie, że pewnie byłby szczęśliwy, gdyby jego współpracownicy rozumieli kim są i do czego są powołani, i gdyby byli profesjonalistami w swojej pracy, a nie chałturnikami (co niestety często się objawia w liturgii, która gdy jest sprawowana byle jak, pełna jest tego, co my świeccy odbieramy właśnie jako „podrygi”, a to wcale nie jest śmieszne, co najwyżej tragikomiczne). I gdyby szanowali i Boga, i biskupów (swoich bezpośrednich zwierzchników i tych, którzy na soborach i synodach odczytują Boże prowadzenie w Kosciele), przez których Bóg objawia swoją wolę, i świeckich (nawet gdy są „oszołomami”, co nie jest zarezerwowane tylko dla tego stanu), i w końcu samych siebie. Bo szkoda życia na bylejakość, na zamykanie się w księżowskim gettcie, na bronieniu się przed tymi, do których jest się posłanym, udawadnianiu im i sobie, że są głupsi i na niczym, co dotyczy Kościoła, się nie znają. Niestety, tak nie jest. Myślę, że gdybyśmy mieli do siebie nawzajem więcej zaufania i ewangelicznej miłości, moglibyśmy sobie nawzajem wiele pomóc.
    Dziękuję tym, którzy do słówka grzecznie i spokojnie tutaj napisali, bo trochę ostudzili mój antyklerykalizm – rodzący się nie z bezpodstawnych przekonań, ale z autopsji.
    Pozdrawiam wszystkich.

    #42 imt
  43. Do #słówka
    Kościół jako wspólnota osób konsekrowanych i świeckich potrzebuje nawracania się. Potrzebne takie nawracanie i dla Ciebie „słówko” … Ile żółci wylałeś i braku szacunku do Tego, który postrzegany jest przez wielu ludzi Kościoła jako szansa dla tegóż Kościoła dla następnych pokoleń, by wyjść z bylejakości wiary, marazmu, zagubienia, krytykanctwa bez zrozumienia i braku pokory. Piszę te słowa ze smutkiem tym większym, że mam świadomość, iż taka ocena JE istnieje w pewnych kręgach Kościoła. Zapewniam Cię „słówko”, że jeśli będziesz sam w porządku, łatwiej będzie Tobie zmienić swoje nastawienie do nowego czy raczej właściwego Ducha w Chrześcijaństwie, w tym także zrozumienia misji Naszego Ordynariusza, za Którego Bogu niech będą dzięki.
    Pozdrawiam i zyczę wierności Miłości.

    #43 Zofia
  44. Droga Zofio! mnie nie interesują jakieś tam starcia pomiędzy klerem. może sówko ma rację, a może nie, nie wiem. ale za to z Twojej wypowiedzi wynika, że do tej pory w naszej diecezji nie było „właściwego” ducha chrześcijańskiego. Co więc w niej robiliśmy przez prawie 200 lat (bo taki jubileusz nam się szykuje)? a Ty byłas ochrzczona we „właściwym duchu”, czy nie? zastanów się dobrze, zanim cos napiszesz… pozdr dla bpZbK

    #44 mikado
  45. Do #słówko:
    My świeccy to nie tylko oszołomy, ale wariaci, złodzieje, przestępcy, kretyni, przewrotni grzesznicy i dlatego przychodzimy do Kościoła.
    A do liturgii:
    W święto Podwyższenia Krzyża Świętego byłam w parafii, gdzie był czytany list biskupa o Miłosierdziu Bożym i oprawa liturgii była bardzo dobrze dobrana aby całość stanowiła pełną harmonii modlitwę. Melodie odpowiedzi wiernych były delikatne i łagodne, takie też było ich wykonanie. Psalm responsoryjny wykonała spokojnie i pięknie pani profesjonalistka. Nad wszystkim panował poważny i mocny, acz łagodny głos celebransa. Wszystko było tak piękne, że nie sposób było nie rozmawiać w drodze powrotnej o przeżytej liturgii.
    Pozdrawiam

    #45 AnnaK
  46. Ze, a ja to bym tak sobie chciała, aby dusza tych ludzi tak pięknie się Bogu /nisko/ kłaniała. Reszta już mniej ważna, dla mnie to i stać wyprostowani sobie mogą, byle by dusza z szacunkiem przyklękała. I …pojmowała.

    #46 K.
  47. Na podsumowanie tej dyskusji ze „słówko” chciałabym się dołączyć do prośby P. Jezusa : „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17,21).
    Abyśmy stanowili jedno.
    Amen

    #47 basa
  48. Do #mikado
    Nie chciałam naprawdę nikogo obrażać, ale wydaje mi się, że tak się stało. Staram się zastanowić, co mam wyrazić i piszę jak potrafię. Nie neguję tego, co zrobił i robi Kościół, ale nadal twierdzę, że każdy ma okazję do nawracania się w świetle Bożego Słowa, czy to będą osoby konsekrowane, czy i przede wszystkim świeccy. Mamy to szczęscie, że posługa kapłańska JE w/ nie tylko /naszej Diecezji, wnosi niedoceniany przez wielu, dar nowego spojrzenia i odbioru Ewangelii. Bez stawania w prawdzie o samym sobie jako grzeszniku, nie ma nawracania się jako pewnego procesu, który trwa, jak długo istniejemy na ziemi… Jestem świadoma swojej nie zaplanowanej grzeszności, która jest „wpisana” w każdego człowieka. Mamy sakrament spowiedzi, by stanąć w Prawdzie…
    Polecam Tobie mikado jak i zainteresowanym rekolekcje Neokatechumenalne… Tam można usłyszeć „… jakiś podmuch z Nieba, jakiś wicher, który trzęsie drzwiami, jakiś głos, który woła, by pójść daleko…” Łatwo wtedy zrozumieć to „nowe” dla Kościoła i to ” nowe” wymagające z a s ł u c h a n i a , a pojawi się zachwyt…
    Naprawdę, Nasz Biskup wie, co mówi i robi dla naszego dobra. I Bogu niech będą za to dzięki.

    #48 Zofia
  49. No, w taki sposób można zakończyć każdą dyskusję: co ci powiedzieliśmy, to nasze, a teraz pojednajmy się (to odnośnie basy). Ale ja zacząłem zastanawiać się jeszcze nad jednym. Dlaczego na tym forum wszyscy wypowiadają się o ewangelizowaniu i głoszeniu, a jakoś nikt nie mówi o sprawach materialnych parafii. bo przecież żeby proboszcz mógł mieć „poważny i mocny głos, potrzeba mikrofonu i nagłośnienia kościoła, co kosztuje, żeby „pani profesjonalistka” mogła śpiewać potrzeba dobrego (niemało kosztującego instrumentu) itd. Zadzwoniłem do znajomego księdza z pytaniem o to, czy w tych radach przyparafialnych o tym się mówi, i okazało się, że tam, gdzie są tradycyjne rady parafialne to owszem, a tam gdzie są nowości ks. biskupa, to tylko o duszpasterstwie, a o inne sprawy niech proboszcz się martwi. No i może się tak martwi, że na mszy jest lekko zniecierpliwiony. Zamiast antyklerykalizmu, o którym pisał imt, dajmy mu pomoc także w tym, co należy do nas, świeckich, (tak chyba było na Soborze, który jest tutaj uznawany za źródło Ducha Świętego), a wtedy dopiero go krytykujmy. pozdr dla bpZbK

    #49 mikado
  50. do #46 – przepraszam, ale chyba niejasno wyraziłam myśl, bo zupełnie nie zostałam zrozumiana…
    Właśnie o to ‚aby dusza…’ a nie o zastanawianie się czy ktoś patrzy; co powiedzą, jeśli tylko ukłonię się itd…

    #50 ze
  51. Kochani blogowicze otwórzcie szerzej oczy i uszy .
    Więcej bałaganu żaden biskup nie wprowadził co ten.Bez miłości do Maryji nie pokochamy Jezusa.Tylko zgięcie kolan i wiara że w eucharystii jest sam żywy Jezus ,adoracja Najświętszego sakramentu doprowadzą Cię do Boga.O tym biskup nie mówi.

    #51 maria
  52. Drogi mikado to niech twój znajomy proboszcz wyjdzie z propozycją do rady parafialnej czy przyparafialnej jak napisałes.Juz kiedys ktos pisał na tym blogu na ten temat. Moze by tak rada parafialna policzyła niedzielną tacę? Poznała wydatki parafialne i przychody? Jak narazie to duszpasterze milczą, ale jak my świeccy chcemy zrobic cos w parafii to (słówko) nazywa nas oszołomami. Mysle, ze wszystko da sie zrobić, trzeba tylko dobrej woli naszych kochanych duszpasterzy. Zachęcam wszystkich wiernych swieckich do uczestnictwa w Szkole Liturgicznej, ktora rozpocznie sie w sobote w Bialej Podl. Wiecej informacji na stronie Dicezjalnej. Pozdrawiam serdecznie wszystkich blogowiczów.

    #52 M
  53. Do Zofii. Gdzie mozna uczestniczyc w rekolekcjach Neokatechumenalnych? Jak mozesz podac terminy to bedze bardzo wdzieczny. Serdecznie pozdrawiam.

    #53 M
  54. #49mikado moim zdaniem dlatego mówimy przede wszystkim o ewagelizacji czy też formacji, gdyż wiemy, że otwarcie sie na działanie Ducha Świętego daje nam zdolność otwarcia na drugiego człowieka, dokonywania prawidłowych wyborów w różnych sytuacjach życia: w pracy, w rodzinie, wśród znajomych. Widzimy też dobre skutki takiej postawy w konkretnych sytuacjach. Tam, gdzie dzięki temu coś nam się uda osiągnąć, ale i tam (a może przede wszystkim tam), gdzie ponosimy porażkę a znamy i cenimy jej wartość. Taka postawa skutkuje dyscypliną ofiary pieniężnej, pomocy przy śpiewaniu, inną formą współpracy w parafiach czy też poza. W grupie 100 parafian dobrze przeżywających proces nawracania będzie i elektryk i ekonomista i osoba z dobrm głosem do zaśpiewania psalmów. Mówiąc może trochę na skróty Jezus nie zaczynał Kazania na Górze od montowania głośników. Myślę, że odczuwanie braków w sferze materialnej jest skutkiem braków w sferze ducha i mówię to przede wszystkim z własnego doświadczenia.

    #54 Grzegorz
  55. Drogi/a M! Nie tylko policzenie tacy świadczy o pomocy dla parafii. W tej parafii, w której pracuje mój znajomy (jeszcze nie proboszcz) od lat przedstawiane są wydatki, ta rada jest informowana o wszystkim, ale nie przejawia chęci pomocy. A tak może zapytajmy siebie: od dwu lat można przekazać 1% na organizację pożytku publicznego (w tym także na parafię), można dokonywać odliczeń podatkowych itp. Ciekawe kto z piszących i na tym blogu (antyklerykałów też liczę) wsparł swoją parafię? Obawiam się, że nikt. A wszyscy mówią o bogactwie kleru. Widać się znają na pieniądzach Kościoła. Na marginesie: gdzie można znaleźć rozliczenia finansowe instytucji diecezjalnych i samego księdza biskupa (pytam z ciekawości, choć pewnie i tak odczyta to ktoś jako zjadliwość). pozdr dla bpZbK

    #55 mikado
  56. ad #53 M
    Nie wiem skąd jesteś. W Toruniu takie rekolekcje zaczynają sie w październiku w parafii o. Redemptorystów. Bedziesz chciał/-ała termin, to jak się dowiem to podam.
    pokój,
    agnieszka

    #56 agnieszka
  57. Mylisz sie mario. Moze ty otworz oczy i uszy ? Ks. Biskup mowi o tym, tylko ty jestes chyba glucha i ślepa na wolanie naszego Pasterza? Poczytaj troche Jego listów i publikacji na temat Eucharystii

    #57 M
  58. ad #51 Maria
    Głoszona Dobra Nowina przez Ojca Biskupa i przyjęta przez człowieka zmierza do tego o czym napisałaś. Wiara, zgięcie kolan, adoracja to owoc przyjętej i przeżywanej w codzienności Ewangelii. wiara przecież rodzi się tam, gdzie grzesznik wchodzi w nawrócenie. Gdy umiera we mnie lenistwo, duma, próżność, zazdrość, obłuda, pycha (co chcesz)-rodzi się nowy człowiek, o naturze Jezusa Chrystusa. Nowy człowiek, który jak Chrystus PRZEBACZA, REZYGNUJE ZE SWOICH RACJI (czasem nawet jeśli ma racje w jakies sprawie). Bo wie, że nie umrze jak wybaczy, jak zrezygnuje ze swojej racji, gdyż własnie w tym doświadcza życia od Boga Ojca. To jest wiara, gdy wiem, że nie umre, ale doświadcze życia (w przeciwnych mi sytuacjach).
    Więc Mario wszystko się zgadza 🙂
    pozdrawiam Ciebie
    pokój,
    agnieszka

    #58 agnieszka
  59. mario #51,
    otwieram szerzej oczy i uszy…
    WIDZĘ wiarę Ks. Biskupa w obecność Chrystusa w Eucharystii, Jego troskę o godne sprawowanie tego sakramentu.
    SŁYSZĘ, jak daje nam Maryję za przykład jako człowieka, który Bogu mówi „tak” bez warunków.
    W moje życiu Ks. Biskup wprowadza „porządek”.
    Nie mogę więc zgodzić się z Twoją opinią i nie mogę nie skomentować Twojego wpisu.
    Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

    #59 julia
  60. Do #53
    Jak będę wiedziała kiedy, to napiszę. Domyślam się, że chodzi o Siedlce
    Pozdrawiam

    #60 Zofia
  61. # 54 Piękne to: „Pan Jezus nie zaczynał Kazania na Górze od zakładnia mikrofonów”!!!
    I do mikado kilka słów:
    swój 1% podatku wpłaciłam na instytucję kościelną, ofiary, jakie składam na parafialną tacę, przewyższają rocznie ten 1% – i myślę, że nie jestem najhojniejsza z tych, którzy tutaj się wpisują. Na pewno nie można generalizować – nikt nie wspiera kościoła, a cały kler jest bogaty. Są świeccy, którzy dają, i którzy nie dają; są księża bogaci (NB – nie utożsamiałabym pieniędzy kleru z pieniędzmi Kościoła) i biedni, i ubodzy w duchu.
    Jeśli można mówić o dwóch stronach tej dyskusji, tzn. o świeckich i księżach lub tych, którzy ich bronią, to mam wrażenie, że gdzieś na dnie tych wszystkich wypowiedzi jest tęsknota za byciem przyjętym, zrozumianym, szanowanym, za poczuciem bezpieczeństwa itd. Boli nas, że inni nam tego nie dają, ich boli, że my im nie dajemy i koło się zamyka. A Bóg daje nam to wszystko, aż w nadmiarze – gdy się na to otwieramy, to nie musimy się nawzajem szarpać. Gdy troszczymy się królestwo Boże, WSZYSTKO inne jest nam przydane. Żebym ja sama o tym pamiętała, gdy znowu chcę coś wyszarpać na własną rękę…

    #61 imt
  62. Do słówko: Bóg nie jest szydercą, który ma „ubaw z człowieka”, przekłamujesz obraz Boga przypisując Mu sarkazm (będący „cechą niepodobieństwa” do Boga). Nigdzie Ksiądz Biskup nie stwierdza, że „wszyscy świeccy są wspaniali”.
    Skąd wiem, Basa? 🙂 Z pedagogiki Boga, której doświadczam gdy upadam. Upomnienie Boga, to komunikat: „kocham Ciebie, ale kocham także tych, przeciw którym grzeszysz” (podczas gdy zazwyczaj upomnienie ludzkie brzmi jak komunikat „nie kocham ciebie” i w tym kluczu odruchowo odbieramy również upomnienia od Boga).
    H.Ala (#38)- wydaje mi się, że ludzie, którzy w ogóle przysłuchują się przypowieściom, raczej nie wybierają drogi minimalizmu spod znaku „byle zdążyć przed zamknięciem winnicy”. Czy nie ulegasz pokusie słuchania przypowieści „czyimiś uszami”? Odnoszę takie wrażenie, dlatego pytam.
    Zofio (#43) – to, że JE jest niesprawiedliwie, stronniczo oceniany, jest wpisane w koszty jego bezkompromisowej wierności Chrystusowi (zobacz np Flp 2,20n)
    AnnaK, dzięki za Twój wpis #45! 🙂
    Do Mikado: Sobór ni jest źródłem Ducha Świętego, jak cokolwiek może być źródłem Boga? (Bóg jest źródłem, a nie Sobór). Swoją wypowiedź budujesz jako pewniki, na podstawie oceny jednego tylko kapłana, skąd gwarancja rzetelności tej oceny? Poza tym Twoje pytanie o 1% dla parafii to przysłowiowe „przecedzanie komara” – ten 1% w wielu przypadkach jest przeznaczony na rozmaite inicjatywy i dzieła miłosierdzia prowadzone przez Kościół w Polsce. Twoje pretensje o to, że niewielu wpadło na Twoją koncepcję zagospodarowania 1% uważam za bezpodstawne.
    Do Marii (#51) – biada nam, jeśli bardziej będziemy miłowali porządek niż Boga! (rozważ np J 11,45-50; Mt 10,34-37) Nie zgadzam się z Twoimi stwierdzeniami, w szczególności że „bez Maryi nie pokochamy Jezusa”. Wzrastanie w miłości do Jezusa, w pragnieniu poznania Go i zjednoczenia z Nim prowadzi nas do rozpoznania w Maryi Tej, która nas najpewniej poprowadzi do Syna. Tak się historycznie w Kościele zrodził kult maryjny, nie wywracajmy tej kolejności. Mario, wiatr wieje tam gdzie chce, więc stwierdzenia że do Boga idzie się tylko drogą A,B i C, to raczej jakiś konkretny (Twój) przepis na pobożność. Przecież na przykład ludzie obłożnie chorzy, czy sparaliżowani, najczęściej ani nie mogą zgiąć kolan ani nie mają możliwości uczestniczyć w adoracji – a przecież droga do Boga nie jest dla nich zamknięta.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    #62 Fasola
  63. Widzisz Fasola, przekłamujesz trochę to, co ja napisałem. Nie było u mnie mowy, że ja twierdzę, że Sobór jest źródłem Ducha Świętego, ale, że tak się tutaj niektórym wydaje. A to drobna różnica. Poza tym, jeśli ja buduję fałszywy obraz Kościoła na podstawie wypowiedzi jednego księdza, to co robi np. imt #42? To nie jest bezpodstawne? A może dlatego, że faworyzuje ks. biskupa, to jego nikt nie osądza tutaj? Odnośnie 1%: jeśli wszyscy przekażą np. na Caritas, to w parafii nic nie zostanie, więc skąd proboszcz ma wziąć. Caritas zrobi jedną czy dwie akcje, a w kościele nadal będzie stary mikrofon. To jest według mnie hipokryzja, bo nie krytykujesz tu ogólnie Kościoła, ale konkretną parafię. Więc nie jestem bezpodstawny. i nie jest to „komar”, wystarczy policzyć: jeśli w parafii jest 1000 osób pracujących, to suma 1% może wynieść nawet do 150 tys zł, a to już jest coś, a nie „komar”. Radzę dobrze liczyć i czytać. Moje pytanie o rozliczenia instytucji diecezjalnych ciągle bez odpowiedzi, a szkoda.

    #63 mikado
  64. Do # 63 – moja wypowiedź też została „trochę przekłamana”, bo skąd pewność że opieram się na przykładzie jednej parafii? Mam trochę lat i doświadczenia, bywania w niejednym kościele, w niejednej diecezji, spotkań bliższych i dalszych z niejednym kapłanem. Poza tym widzę i słyszę, co inni mówią o swoim doświadczeniu z „personelem” Koscioła. Nie mam podstaw, by im nie wierzyć i bronić „dobrego imienia” księży. Autorytetu w tej chwili już nie zdobędą tylko przez fakt bycia księżmi, ale przez to, jakimi będą księżmi, czy potrafią głosić ludzim dobrą nowinę w ich dzisiejszych sytuacjach, czy sami żyją tą dobrą nowiną, czy ona promieniuje na uczestników liturgii, czy liturgia, którą sprawują, może pociągnąć pięknem i głębią, jakiej ludzie poszukują, a nie odpycha formalizem czy niedbałością itd., itp. Widzę jak wielu, zwłaszcza młodych, ale nie tylko, przestaje chodzić do kościoła właśnie dlatego. Można ich ganić za to, że mają słabą wiarę, ale jak mieli uwierzyć, gdy im nikt nie głosił…
    Mój antyklerykalizm nie jest antyeklezjalizmem. Właśnie dlatego, że zależy mi na Kościele, boli mnie, że ci, którzy swoją decyzją przyjęcia święceń zobowiązali się do oddania swego życia na służbę w Kościele, nierzadko (nie twierdzę, że wszyscy) zamiast służyć jego wzrostowi, „niszczą go” własnymi rękami. Nie mówię, że to jest świadome działanie, a raczej skutego niepogłębiania świadomości tego, czym Kościół jest i jak DZISIAJ ma służyć każdemu człowiekowi.
    A czy faworyzuję biskupa? Hm… I św. Paweł pisze o roli biskupa w swoich listach, i ojcowie Kościoła ją podkreślają, a także wiele dokumentów urzędu nauczycielskiego Kościoła, papieży… Jeśli stosowanie się do tego jest faworyzowaniem kogoś, to niech Ci będzie. Ale jeśli jakiś biskup będzie się wykazawał brakiem eklezjalności – w całym tego słowa znaczeniu – i jemu nie oszczędzę słów krytyki.
    Pozdrawiam

    #64 imt
  65. Mikado, pisząc o „przecedzaniu komara” nie miałam na myśli rozmiaru ekonomicznego (w sensie rachunków, które sugerujesz), a wyolbrzymianie problemu w kwestii merytorycznej. Przypominam Ci, że ten 1% podatku jest przeznaczony na ORGANIZACJE POŻYTKU PUBLICZNEGO, nic więc dziwnego, że w pierwszej kolejności te procenty z podatków są przeznaczane właśnie na takie organizacje. Parafia ma stałe źródło wsparcia finansowego poprzez datki otrzymywane przy sprawowaniu sakramentów, księża uczący katechezy dostają regularne wypłaty z budżetu państwa, natomiast ogranizacje charytatywne korzystają z darowizn, które nie są datkami za jakieś posługi. I dla takich organizacji ten 1% jest w zamyśle autorów ustawy przeznaczony.
    Wyolbrzymiasz problem kreując wizerunek biednych proboszczów, kompletnie bezradnych wobec braku pieniędzy na mikrofon. W sytuacjach nadzwyczajnych (remonty, modernizacje w kościele) parafianie są najczęściej informowani o przybliżonych kosztach i proszeni o wsparcie finansowe takich prac.
    Twoja sugestia, jakoby powodem braku krytyki wpisu (wpisów) imt była jej życzliwość wobec Księdza Biskupa, ma charakter pomówienia. Skoro o to pytasz, pod wpisem #42 się nie podspisuję, ale z wpisem #61 jak najbardziej się zgadzam. Wpis #42 dotyka ogólnie problemu księżowskiej pychy (która – jak wynika z wpisu – w imt uderzyła, i to raczej niejednokrotnie), z pewnością dla wielu kapłanów jest krzywdzący, ale „nie ma dymu bez ognia”. Spróbuj się na przykład zorientować, jakie szanse zatrudnienia na uczelni teologicznej ma świecki wykładowca. Powodzenia…
    Pozdrawiam

    #65 Fasola
  66. Fasolo-Weź różaniec i pomóż Maryji żwyciężyć o to prosi Maryja.Co mówił Jan Paweł II i mówi Papież obecny.

    #66 maria
  67. Czcigodny Kolego Mikado!
    Dowiedziałeś się od znajomego księdza, że tam, gdzie są tradycyjne rady parafialne to one troszczą się o finanse parafii, „a tam gdzie są nowości ks. biskupa, to tylko o duszpasterstwie, a o inne sprawy niech proboszcz się martwi”. W każdej parafii powinna być rada duszpasterska (która ma pomóc w ożywianiu działalności pasterskiej – KPK kan. 536), i rada ekonomiczna (której zadaniem jest pomoc proboszczowi w administrowaniu dobrami materialnymi parafii – KPK kan. 537). I to od proboszcza zależy najpierw czy powoła takie rady i jakie problemy będzie omawiał z radnymi. Jeśli są obydwie rady w parafii – nie dojdzie wtedy do pomieszania spraw duszpasterskich z ekonomicznymi, albo zaniedbania jednej z dziedzin.

    #67 sax
  68. Mario, różaniec odmawiam codziennie. Niemniej, dziękuję za zachętę 🙂 Maryja nie potrzebuje pomocy – to my Jej pomocy potrzebujemy nieustannie.
    Na ile mi czas pozwala, zaglądam do pism wychodzących spod pióra papieży. Papież obecny nie jest anonimowy – to Benedykt XVI 😉
    Pozdrawiam

    #68 Fasola
  69. 1% podatku można przekazać na Organizacje Pożytku Publicznego. Tylko i wyłącznie! Jest ich 6063. Drogi mikado, zechciej przejrzeć listę http://opp.ms.gov.pl i potem powiedz nam ile jest tam parafii.

    #69 Benek
  70. Widzisz Fasola, powiedziałaś o zatrudnieniu na uczelni, więc chyba tu cie szczególnie boli. Uprzedzenia są straszne, jezeli nimi chcesz uzasadnić wypowiedź. Natomiast jeśli uważasz, że antyklerykalizm imt jest uzasadniony jego/jej odczuciami, to musisz (zgodnie ze swoją logiką) uznac, że uprzedzenia słówka do „nawiedzonych” mogą (jeśli nie są) UZASADNIONE jego odczuciami. Krótko mówiąc jak dzieci przymawiacie sobie, bo jedno uderzyło się o księdza, a drugie o świeckich. A odnośnie dochodów parafii, to jak czytałem na nie idą ofiary z tacy, natomiast te od ślubów, pogrzebów i chrztów oraz za intencje, są dla księdza. Więc albo ja, albo ty masz słabe informacje. Odnośnie zapłaty za nauke religii w szkole (a z racji zawodu wiem ile się dostaje w szkole), to skoro wiesz, ile tam zarabiają z budżetu państwa (też chyba musisz to sprawdzić, bo jest lekko inaczej), to napisz ile otrzymuje katecheta za 1/2 etatu (a tak zazwyczaj uczą księża, jeśli są na parafii). I wtedy pisz. Bo narazie jestes lekko chyba otumaniona własnymi hormonami. pozdr dla bpZbK

    #70 mikado
  71. Szanowny Bernardzie! Już odpowiadam: dwie. Więc może wykażecie inicjatywę i podpowiecie swojemu proboszczowi, zamiast patrzeć na jego minę, żeby zarejestrował parafię, a wy znajdziecie osoby chętne do wpłacania. Bedzie to lepsze niż wpisy na blogu. A tak na marginesie: jeśli imt mówi, że nie ma powodów, aby nie wierzyć swoim znajomym, to ja również (to do Fasoli) nie mam powodów, aby nie wierzyć mojemu znajomemu z kręgów klerykalnych. Pozdr bpZbK

    #71 mikado
  72. Mylisz się Mikado, nie interesuje mnie zatrudnienie na uczelni teologicznej, to nie moja „działka”. Wiem ile się zarabia w szkole, bo sama pracowałam w szkole.
    Mnie mamona nie fascynuje tak bardzo, jak Ciebie – nie na tyle, bym z jej powodu miała kogokolwiek poniżać.
    Troskę o gospodarkę hormonalną mojego organizmu pozostaw raczej moim lekarzom.
    Nie zamierzam z Tobą kontynuować dyskusji, ponieważ w ordynarny sposób próbujesz forsować swoje przekonania.

    #72 Fasola
  73. Fasola wyrywa Mikado ze szponów mamony,Mikado przywraca Fasoli prawidłową gospodarkę hormonalną, tyle wzajemnej pomocy i miłości…

    #73 Grzegorz
  74. Uf, trzasnęła Fasola drzwiami. Może i trochę poniosło mnie z tą „gospodarka hormonalną”, więc przepraszam, ale z innych stwierdzeń nie wycofuję się. Sama umiesz rozdawać razy (pycha księży itp.) Również i oni mogliby mówić o pysze świeckich i zapewne „nie ma dymu bez ognia” (jak sama piszesz). Widzisz, ja zwróciłem uwagę na jeden aspekt życia Kościoła, bo od niego nie uciekniesz. Sam św. Paweł, którym tak się tutaj fascynujemy, dokonywał zbiórek kasy na potrzebujące Kościoły. Wziąłem w obronę duchownych, ponieważ w poszukiwaniu kozła ofiarnego zawsze można wskazać na czarnych. A tak przy okazji, słyszałem dzisiaj w telewizji, że Kościół długo przeciwstawiał się kultowi Miłosierdzia Bożego. Podobne objawienia miała s. Kozłowska, ale ona nie chciała być cierpliwa jak św. Faustyna i odeszła zakładając sektę. Może więc trochę cierpliwości odnośnie księży. Zamiast gadać pomódlmy się czasem za nich. Ja nie będę mówił, że kończę z Tobą rozmowę. W końcu jesteś człowiekiem i szacunek Ci się należy. To chyba nas różni.

    #74 mikado
  75. Ad #72 Fasola #73 Grzegorz #74 mikado i inni z tego wątku
    Widzę, że zaczynają brać górę emocje. Myślę, że będzie dobrze zakończyć prowadzenie tego wątku w tym stylu. Naturalnie problemy pozostają i nie wykluczam, że możemy jej nadal podejmować. Niech w tej chwili te ostatnie wypowiedzi na ten czas zakończą ten temat.
    Pozdrawiam!
    Bp ZbK

    #75 bp Zbigniew Kiernikowski
  76. Jeśli Ksiądz Biskup nie ma nic przeciwko, to chciałabym jeszcze doprecyzować swoje stanowisko.
    Problem pieniędzy w Kościele był, jest i będzie drażliwy, te problemy to „nic nowego pod słońcem”, jak by powiedział Kohelet ( zobacz np: Mt 23,16n; J 12,4-6; Dz 5,1-11). Samemu Chrystusowi nie udało się wyrwać Judasza ze szponów mamony, choć bardzo tego pragnął.
    Mikado, codziennie jedną dziesiątkę różańca odmawiam w intencji kapłanów, odmawiam także inne modlitwy za nich. Na przykład codziennie o 21.37 akt strzelisty w intencji całego duchowieństwa. Miałam niejednokrotnie doświadczenie, że gdy zapomniałam o tym, słyszałam wewnętrzne przypomnienie – patrzyłam na zegarek, i okazywało się, że jest 21.37! Nie piszę tego, by się chlubić natchnieniami, ale dlatego, że doświadczenia mi pokazują, że modlitwa za kapłanów, za duchowieństwo, jest ogromnie potrzebna.
    Może to ja mam takie szczęście w życiu, że trafiam na dobrych, gorliwych i świętych kapłanów, (którzy oczywiście nie są wolni od słabości), ale problem pychy kapłańskiej realnie istnieje i wiem o tym od samych kapłanów.
    Skoro o świętej Faustynie mowa, to zacytuję fragment z jej Dzienniczka:
    „Czemuś smutny dziś Jezu? Powiedz mi, kto jest przyczyną Twego smutku? – I odpowiedział mi Jezus: dusze, wybrane, które nie mają ducha Mojego, które żyją literą, tę literę przeniosły nad ducha Mojego, nad ducha miłości” (Dzienniczek, 1468)
    Pozdrawiam 🙂

    #76 Fasola

Sorry, the comment form is closed at this time.


css.php