Czwartek 5. tygodnia Wlk Postu (180922)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Nadal słuchamy Janowego opowiadania o kontrowersji między Jezusem a Żydami. Na zarzuty z ich strony, że czyni siebie większym od ojca Abrahama Jezus odpowiedział:

Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym.
Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie:
«Jest naszym Bogiem», ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam.
Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą.
Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję.
Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień, ujrzał go i ucieszył się.

To, co było zapowiedziane Abrahamowi, spełnia się w Jezusie, którego uczeni w Piśmie nie chcą uznać i uważają za opętanego. Skoro odwołują się do Abrahama, to winni rozumieć i przyjąć to wszystko, co było przedmiotem obietnicy danej przez Boga Abrahamowi. Przyjąć więc to wszystko, czego Abraham oczekiwał i z czego się rozradował – a był to i nadal jest dzień Jezusa. W tym pojęciu zawiera się to wszystko, co jako figura było w Abrahamie, w jego synu Izaaku, a co spełniło się wtedy, gdy Słowo Boże przyszło na świat jako Bóg-człowiek. Wtedy dokonało się objawienie, że Bóg jest składającym siebie w ofierze Jezusem z Nazaretu.

Gdy Jezus o tym mówił i to zapowiadał, porwali kamienie, aby rzucić je na Niego. Był to już kolejny daremny atak. Ten jednak, opisany przez św. Jana, ma szczególne znaczenie ze względu na słowa, które padły z ust Jezusa i ze względu na miejsce, w którym te słowa zostały wypowiedziane. Są to pozornie proste, ale brzemienne słowa. Zawierają w sobie imię Boga (Jahwe – Jestem), i to właśnie w zestawieniu z Abrahamem, a więc tym, kogo Żydzi uważali za ojca. Zostały wypowiedziane w świątyni, gdzie Jezus nauczał o pochodzącym od Ojca życiu wiecznym dla tych, którzy uwierzą.

Kapłani, strażnicy świątyni, pozostali z kamieniami w rękach, a Jezus opuścił to miejsce. Odtąd prawdziwa świątynia, w której człowiek doświadcza życia i odnosi je do Boga, jest tam, gdzie jest ukrzyżowany i zmartwychwstały Jezus, uobecniający Boga, który Jest.

Przed nami stoi pytanie, czy ma jako wierzący i akceptujący Jezusa mamy świadomość, że w naszym życiu najważniejszym jest, aby doświadczyć (przynajmniej czegoś z) dnia Jezusa, czyli z prawdy o Jego śmierci i zmartwychwstania.

Bp ZbK

Środa 5. Tygodnia Wielkiego Postu (180321)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W czytaniu codziennej Ewangelii jesteśmy nadal w opowiadaniu o długiej kontrowersji Jezusa z Żydami przedstawionej przez św. Jana w 8. rozdziale jego Ewangelii.

W pewnym momencie do tych, którzy już w Niego uwierzyli, Jezus powiedział słowa, które ich zbulwersowały:

 Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej,
będziecie prawdziwie moimi uczniami
i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

Ich reakcja polegała na twierdzenie, że właśnie oni są wolnymi dziećmi Abrahama. Wtedy rzekł do nich Jezus:

„Gdybyście byli dziećmi Abrahama,
to byście pełnili czyny Abrahama.
Teraz usiłujecie Mnie zabić,
człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga.
Tego Abraham nie czynił.
Wy pełnicie czyny ojca waszego”.

Słowa „prawda was wyzwoli” często bywają przytaczane i niejednokrotnie są opacznie rozumiane – niestety nierzadko jako wyrwane z kontekstu. Człowiek bowiem łatwo myśli o prawdzie z własnego punktu widzenia (o swojej prawdzie), a nie przyjmuje prawdy o sobie, o tym, że jest skażony grzechem, wskutek czego ma zaburzone spojrzenie na rzeczywistość i potrzebuje Bożego światła.

Grzech, jak to widać od samego początku jego zaistnienia, to tworzenie sobie własnej prawdy, własnego poznania dobra i zła. To tworzenie prawdy i poglądów na własny użytek, podległych własnym kryteriom. Tego rodzaju prawda czy raczej prawdy, nie tylko nie wyzwalają, lecz jeszcze bardziej uzależniają człowieka od jego przekonań, od jego prawdy. Taki człowiek nie może wejść we wspólnotę i komunię z drugim, jest zawsze niewolnikiem siebie, niewolnikiem kogoś lub czegoś. Nie może siebie oddać w wolności drugiemu, gdyż nie posiada siebie, nie jest synem ojca, nie przynależy do domu, do rodziny.

Abraham wyszedł z domu swego ziemskiego ojca (zob. Rdz 12,1) i stał się protoplastą rodziny Bożej na ziemi, czyli tych, którzy wierzą w jedynego Boga. Jezus jest potomkiem Abrahama, w którym wypełnia się wiara Abrahama. On wypełnił obietnice Boga dane Abrahamowi i uzdalnia wierzących do pełnienia czynów Abrahama, czyli życia w prawdziwej wolności.

Fundament wolności to jednoznaczne odniesienie się do źródła życia, jakim jest Bóg Ojciec. Objawia to Jezus Chrystus przez swoje wejście w niesprawiedliwą dla Niego śmierć. To jest też dla nas fundamentem prawdziwej wolności. Dopiero ta prawda nas wyzwoli czyni nas rzeczywiście wolnymi.

Bp ZbK

Nawiązuję jeszcze do słów Jezusa z dzisiejszej Ewangelii:

Gdy wywyższycie Syna Człowieczego,
wtedy poznacie, że Ja JESTEM!

W tych słowach wyraża się prawda Jezusa: Gdy Mnie ukrzyżujecie, czyli gdy przekreślicie Moje życie zawieszając Mnie na krzyżu, to wówczas poznacie, że Ja JESTEM. Widzimy w tym nawiązanie do Imienia Boga „Jahwe”.

Zostaje objawiony tutaj swoisty paradoks. To tak, jakby Jezus mówił: Teraz, gdy żyję, nie chcecie we Mnie uwierzyć. Nie poznajecie Mnie i nie uznajecie Mnie jako Wysłańca Bożego. Natomiast kiedy zostanę przez was ukrzyżowany, czyli zostanę wtłoczony w „miejsce”, gdzie nie ma życia (krzyż), i zobaczycie, że Ja z tego miejsca nie uciekam, lecz na nim pozostaję do końca, do wypełnienia mojej misji, wówczas zostanie dana wam możliwość uznania, że na tym i na takim „miejscu” mógł zostać i nie bronić się przed nim tylko ten, kto ma życie, czyli ten, który JEST.

Dopowiadam te kilka słów odnosząc się do tytułu jednej z książek zawierających opowiadanie o życiu Zofii z Vorzimmerów Breustedt, Lwowianki o żydowskich korzeniach, przyznającej się do Polskości, która w czasach przed II wojną światową wyszła za Niemca. Osadzona w Getcie Warszawskim pisała listy do swej córki w Szwajcarii. W jednym z listów w marcu 1941 użyła sformułowania, które zostało użyte jako tytuł książki.

Przeżywając warunki Getta i wspominając wcześniejsze życie na wolności do których kierowała swoje myśli, użyła sformułowania: Najmniej jestem tam, gdzie jestem.

To sformułowanie stoi w swoistym „paralelnym” kontraście do tego, co wyczytujemy i pojmujemy z Ewangelii, ze słów Jezusa. Formułując wypowiedź Jezusa możemy powiedzieć. On najbardziej JEST (najbardziej się objawia) właśnie tam, gdzie w oczach ludzi nie ma życia, czyli na krzyżu.

Jest to dla nas wyzwanie, obwieszczenie i propozycja pojmowania życia z wiary i w wierze w Jezusa Chrystusa.

Bp ZbK

Wtorek 5. tygodnia Wlk Postu (180320)

by bp Zbigniew Kiernikowski

W jednej z kontrowersji z faryzeuszami zapisanej w Ewangelii wg św. Jana (8. rozdział) Jezus bardzo wyraźnie akcentuje swoją tożsamość, która jest inna niż ludzkie wyobrażenia i oczekiwania.

Rzekł więc do nich Jezus:
„Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem
i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył.
A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną:
nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba”.

Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

 

Rozbieżność w sposobie pojmowania Tego, który Jest, może zostać przezwyciężona wtedy, kiedy Ten który Jest, pozwoli na unicestwienie siebie (w ludzkiej postaci), na ukrzyżowanie. Wtedy ludzie odmówią Mu prawa do istnienia, uznają, że nie powinien być. On jednak będzie, i to będzie jako ten, kto przebacza swoim oprawcom. Gdy zostanie rozpięty na krzyżu i wywyższony, gdy będzie niejako przegrany w oczach ludzkich, wówczas da najpełniej poznać, że On Jest. On jest, bo kocha bezinteresownie to, co zagubiło się w szukaniu siebie. On Jest, bo przebacza i przygarnia. On Jest, bo nie czyni niczego według swej woli, lecz czyni wszystko, co się podoba Ojcu.

Żeby zatem mowa Jezusa mogła być zrozumiana, konieczne było zaistnienie sporu, kontrowersji, a nawet nieporozumienia, co ostatecznie doprowadziło do odrzucenia i do krzyża. Dopiero bowiem w ukrzyżowanym i przebaczającym Synu Człowieczym człowiek może poznać mowę Boga i zacząć pojmować Jego zamysł. Nie będzie wówczas pozostawał w sporze z Bogiem, lecz przyjmie Go jako przebaczającego. Może w ostatniej chwili swego życia.

„Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego”.

Wywyższenie Jezusa na krzyżu jest zaproszeniem do tego, by poznać Jego i by poznać Ojca. Jest to perspektywa i propozycja życia, która prowadzi do wiary i która wyraża się w wierze. Jest nowm spojrzeniem na życie i nowym doświadczaniem życia.

Bp ZbK

Poniedziałek 5 tygodnia Wlk Postu (180319)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Przyprowadzili do Jezusa kobietę z oskarżeniem:

„Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować.
A Ty co mówisz?”. Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi.
A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich:
„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”.
I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi.

Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych.
Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.

Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?”.
A ona odrzekła: „Nikt, Panie!”.
Rzekł do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz”

 

Niezależnie od tego, co było treścią Jezusowego pisania na piasku, była to czynność, która nie zostawiła śladu na trwałym materiale. Posłużyła ona jednak do tego, by pozostawić ślad w człowieku. Zwłoka ze strony Jezusa stała się sposobnością do tego, by oskarżyciele mieli czas na wgląd we własne życie. Fakt pisania przez Jezusa palcem po ziemi i oczekiwanie na wyrok pozostawiły jednak największy ślad w sercu pochwyconej kobiety. Czas od początku sceny, poprzez wszystkie jej etapy – jak pisanie Jezusa, Jego pytanie skierowane do oskarżycieli i ponowne pisanie na ziemi – musiał być dla owej kobiety czasem bardzo intensywnego doświadczenia niemocy i oczekiwania łaski. Napięcie malało w miarę odchodzenia oskarżycieli. Ona zapewne coraz to mniejszą uwagę zwracała na nich, a coraz to bardziej kierowała się ku Jezusowi. Aż pozostali tylko we dwoje.

Słowa Jezusa i Jego pisanie palcem po ziemi stały się mocniejsze od ludzkiej interpretacji Prawa wyrytego na kamiennych tablicach. Jezus zinterpretował i ucieleśnił Boże Prawo jako dające szansę grzesznikowi. W Bogu ostatecznie najbardziej stałe i niezmienne jest Jego miłosierdzie, które wyzwala człowieka, by ufając Mu, nie grzeszył.

Czasem trzeba być oskarżonym przez przedstawicieli pewnych instancji życia społecznego i nawet religijnego, by otrzymać ostateczny wyrok usprawiedliwiający. W tym tkwi sprawiedliwość Boga objawione w Jezusie Chrystusie.

Bp ZbK

Sobota 4. tygodnia Wlk Postu (180317)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Wrócili więc strażnicy do kapłanów i faryzeuszów,
a ci rzekli do nich: „Czemuście Go nie pojmali?”.
Strażnicy odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak Ten człowiek przemawia”.
Odpowiedzieli im faryzeusze: „Czyż i wy daliście się zwieść?
Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego?
A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty”.

Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego:
„Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?”.
Odpowiedzieli mu: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”.
I rozeszli się każdy do swego domu.

Jakże roztropnie zabrzmiały słowa Nikodema: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?”. Była to propozycja jak najbardziej słuszna. Jednak w owej chwili pozostali członkowie Wysokiej Rady, aby mu zamknąć usta, zapytali: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”. Odrzucili w ten sposób propozycję zbadania sprawy przez przesłuchanie Jezusa. I rozeszli się – każdy do swego domu.

Później jednak „zejdą się” na przesłuchanie. Odbędzie się sąd nad Jezusem. Będą pytali, będą starali się Go poznać – ale tylko pozornie, bo nie będą gotowi słuchać, nie będą gotowi widzieć, nie będą gotowi uznać. W procesie przeprowadzą swoje racje, a On nie otworzy ust swoich, będzie milczał. Mimo że znają Pisma, nie rozpoznają w milczącym „baranka na rzeź prowadzonego”; nie rozpoznają Tego, kto ma moc stanąć „jak owca niema wobec strzygących ją”; nie rozpoznają Tego, który mówi przez to, że „nie otworzył ust swoich”. On dał się dręczyć, został przekreślony i usunięty spośród żyjących (zob. Iz 53,1-12).

To wszystko się stało, ponieważ wszyscy pobłądziliśmy w rozpoznawaniu Go. Każdy szukał swojej własnej drogi, przykładał do Niego własną miarę, każdy z nas miał swoje powody, by bronić siebie i swoich racji. On dał się tak potraktować, aby objawić, że jest posłany przez Tego, do którego należy cała prawda, wszelkie racje, i który jest Panem życia. Dopóki się to nie stało, nie mogliśmy Go rozpoznać.

Bp ZbK

Piątek 4. Tyg. WlkPostu (180316)

by bp Zbigniew Kiernikowski

A Jezus ucząc w świątyni zawołał tymi słowami:
„I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem.
Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie;
lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie.
Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”.

Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki,
ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

 

Można w pewnej mierze znać Jezusa, wiedzieć coś na temat Jego pochodzenia, a rozminąć się z prawdą o Nim. Nie da się bowiem poznać Go na podstawie danych metrykalnych ani na podstawie Jego ludzkich powiązań. Za jego Osobą kryje się bowiem pewna tajemnica. Jest nią Jego związek z Bogiem Ojcem. Tożsamość Jezusa można poznać nie po zewnętrznych przejawach, lecz po tym, jak On jako Syn Ojca odniesie się do tego, co jest kresem ludzkiej egzystencji, mianowicie do śmierci. Tym bardziej, że chodzi o śmierć niesprawiedliwą. Tylko ten, kto ma w sobie znajomość Ojca, może oddać swoje życie. Dopiero ten moment, to wydarzenie będzie dla ludzi sposobnością do poznania Ojca. Wtedy będzie możliwe poznanie Syna, który został posłany, i Ojca, który Go posłał. Wtedy też odsłoni się tajemnica relacji Jezusa z Ojcem. Wtedy ludzie będą mogli mieć udział w tej tajemnicy, otrzymają dostęp do znajomości Ojca i Syna.

Syn nie broni się przed oddawaniem życia. Ojciec poświęca Syna, by objawić siebie wobec tych, którzy są dotknięci śmiercią, trwają w ciemności z powodu lęku przed śmiercią, przed umieraniem, traceniem, byciem niedocenionym, nieakceptowanym (zob. Łk 1,78n. i Hbr 2,14n.). Pozwala się poznać jako Ojciec dający życie, który – jak powie św. Paweł – „ożywia umarłych i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia” (Rz 4,17).

Na taki moment trzeba było czekać. Jezus musiał czekać na swoją godzinę. Dopóki to się nie stało, uchodził z rąk ludzi. Nadejdzie jednak czas, kiedy dobrowolnie się wyda. Wtedy wszystkim zostanie dana możliwość poznania Jego jako Syna i Ojca, który Go posłał.

Podobnie dzieje się także w życiu każdego z nas. Często udaje się nam wychodzić z trudnych sytuacji po swojemu, udaje się nam urządzać życie po swojemu. Wtedy jednak nie wchodzimy w poznanie prawdy. Nie poznajemy tajemnicy relacji między Ojcem i Synem. Znamy Boga tylko z zewnątrz. Nie uczestniczymy jednak w Jego wewnętrznym życiu, w Jego relacjach. Nie znamy Ojca tak, jak zna Go syn.

Otrzymaliśmy czas naszego życia po to, aby wchodzić w tę tajemnicę znajomości Ojca i tajemnicę bycia dzieckiem Boga. Trzeba umierać, aby prawdziwie żyć.

Bp ZbK

Czwartek 4. tygodnia (180315)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jezus, po dokonaniu cudu uzdrowienia paralityka przy sadzawce Betezda kontynuuje swoją rozmowę z Żydami zarzucającymi mu pogwałcenie szabatu i mówi do nich:

Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne:
to one właśnie dają o Mnie świadectwo.
A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie.

Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga.
Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie.
Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli.
Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę,
a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?

 

Jezus stwierdza, że Jego rozmówcy nie widzieli oblicza Boga i nie mają w sobie Jego słowa, to znaczy nie poznali Boga przebaczającego, nie poznali Ojca, że Jego oblicze do tego czasu było przed nimi zakryte. Odwołuje się do stałej praktyki Żydów, którą było czytanie czy badanie Pism. „Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne”. Faktycznie badano Pisma i czyniono to z przekonaniem, że to właśnie w nich jest objawione i zawarte życie wieczne. Gdy jednak to życie przyszło i okazało się we Wcielonym Słowie, uczeni w Piśmie nie byli w stanie uznać Go i przyjść do Niego. Ich sposób rozumienia Pism okazał się niewystarczający, aby rozpoznać Jezusa.

Przeszkodą w rozpoznaniu i przyjęciu Jezusa, na którą On wyraźnie wskazuje, jest szukanie własnej chwały. Albo inaczej: odbieranie chwały od siebie nawzajem. Poznanie Jezusa i uznanie Go oraz przyjęcie jako Pana będzie zawsze związane z nieszukaniem własnej chwały. On nie szukał własnej chwały, dlatego dał się odrzucić. Właściwie po to przyszedł, aby w odrzuceniu i śmierci (czego nikt nie chce przyjmować), objawić życie. To, co było zapowiadane, teraz na Nim i w Nim miało się spełnić.

Tylko ci, którzy nie szukają własnej chwały (możemy też dodać: własnego interesu), będą mogli poznać Jezusa, to znaczy będą rozumieli Pisma i wszystko, co one zapowiadają. Wszystko bowiem, co stanie się w Jezusie i przez Niego, okaże się także dziełem Boga Ojca w nas, w ludziach. Kto pozwoli kształtować siebie w wierze, ten będzie też coraz głębiej poznawał prawdę o Synu, bo sam będzie stawał się synem. To Bóg Ojciec sprawia, że stajemy się Jego synami dzięki wierze w Jezusa – Syna Człowieczego. Jezus uniżony i ukrzyżowany zostaje wywyższony dla naszego usprawiedliwienia oraz byśmy mogli wyznawać, że On jest Panem ku chwale Boga Ojca (zob. Flp 2,11).

Prośmy o światło, byśmy bezstronnie szukali Słowa – Jezusa, który uzdrawia. Badanie bowiem Pisma przynosi swój owoc, jeśli my nie warunkujemy go swoim pojęciem tego owocu, to znaczy: uprzedzając, jakim on ma być.

Bp ZbK

Środa 4 Tygodnia Wielkiego Postu (180314)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jezus w rozmowie z Żydami oskarżającymi Go o łamanie szabatu przez to, że uzdrowił w szabat człowieka przy sadzawce Betesda dał świadectwo i o to, że do tego o swoim działaniu zgodnie z tym, co czyni Bóg Ojciec. Powiedział wprost: Nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego.

Dalej Jezus obwieszcza:

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce.
Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi,
aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu.
Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam:
Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia.

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest,
kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą.
Podobnie jak Ojciec ma życie w sobie, tak również dał Synowi: mieć życie w sobie samym.
Przekazał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym.

Specyficznym wyrazem i jednocześnie charakterystyczną cechą relacji Ojciec – Syn jest stosunek do życia, a tym samym także do umierania czy do umarłych. W kategoriach ludzkich i ziemskich życie ustaje, ma swój kres. Bóg jest jednak Bogiem bez kresu, Bogiem nieograniczonym i zawsze żyjącym. Jest Ojcem dającym życie i utrzymującym życie. życie odniesione do Boga jako Ojca, a tym samym Pana i Dawcy życia, może otrzymać nowy początek nawet wobec umierania i śmierci. Dlatego Jezus mówił o Ojcu, który wskrzesza i ożywia umarłych.

Cała prawda objawienia ma na celu ratowanie człowieka z jego sytuacji śmierci. Prowadzi do objawienia życia i przekazuje doświadczenie życia. Jezus, jako Syn, współdziała z Ojcem w odniesieniu do umarłych. On jest i stale pozostaje Synem żyjącym z Ojca i dla Ojca. Nie pretenduje do tego, by mieć życie sam z siebie, ale stale otrzymuje je od Ojca. Przez Wcielenie stanął niejako po stronie umarłych, to znaczy tych, którzy mieli życie i stracili je.

Błąd czy brak człowieka polegał na tym, że uważał to życie za swoje, a nie odnosił go do Boga jako Ojca. Straciwszy w grzechu pełną relację do Boga, człowiek utracił też właściwy stosunek do życia. Stał się śmiertelnym. Teraz oto staje przy człowieku (przy każdym z nas, śmiertelnych) Syn, który otrzymuje życie od Ojca i objawia nam, że także my możemy z tego daru skorzystać – żyć na nowo na wzór Syna.

Gdy mowa jest o wskrzeszeniu umarłych, nie chodzi zapewne tylko o aspekt fizycznego przywołania do życia, lecz o wprowadzanie w pełnię życia. Tę pełnię życia przynosi Jezus. On uniżył się i zszedł do najniższych pokładów egzystencji ludzkiej, pozwalając na odebranie Mu życia, na złożenie do grobu. Mógł na to pozwolić, gdyż miał życie od Ojca. Miał pewność życia w Ojcu. Dzięki mocy płynącej z relacji z Ojcem mógł nie bronić własnego życia. Jezus wiedział, że w Ojcu jest życie i że Ojciec Mu go udziela.

Ujawnienie tej prawdy stało się w sposób definitywny w śmierci Jezusa i Jego zmartwychwstaniu. Tak otrzymywanego życia i tak zagwarantowanej egzystencji w Ojcu nikt już nie może odebrać. W tajemnicy paschalnej Jezusa Chrystusa odbył się swoisty sąd nad sytuacją człowieka. Był to sąd, w którym Bóg obronił człowieka przed śmiercią wieczną przez swoją śmierć w ciele. W Ewangelii i sakramentach jest nam dana możliwość przynależności do tego samego Boga i Ojca przez związek z Synem.

Ten związek musi jednak przejść przez sąd, czyli konkretną weryfikację. Jest to ostatecznie sąd krzyża, prowadzący do zmartwychwstania. Nie wszyscy jednak godzą się na to, by poddać się temu sądowi. Nie wszyscy chcą przyjąć postawę syna, czyli wejść w prawdę krzyża i mieć nadzieję wskrzeszenia. Ten sąd polega na wypełnieniu woli Ojca wobec Syna i przez Syna. Syn bowiem rozumie, że wyrzekając się własnej woli, otwiera drogę życia dla tych, którzy przez szukanie własnej woli stali się niewolnikami. Teraz z niewolników mogą stawać się synami w Synu – dziećmi Boga.

Bp ZbK

Wtorek 4. tygodnia Wlk Postu (180313)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Jezus uzdrowił człowieka, który chory od lat nie miał pomocy. Ten chory człowiek nie miał człowieka, aby go wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Jezus zaś uzdrowił go kierując do niego słowa:

„Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził.

Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”.
On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”.
Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?”.
Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu.

Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzeki do niego:
„Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”.
Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił.

I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

 

Człowiek uzdrowiony, o którym mówi dzisiejsza Ewangelia, posłuchał Jezusa i wziął swoje łoże, mimo że działo się to w dniu szabatu. Stanął więc tym samym w pewnej niezgodzie z obowiązującym prawem i zwyczajami. Przyjął uzdrowienie, nie potrafił jednak wziąć na siebie odpowiedzialności za to, że naruszył szabat. Pytany, nie wiedział, kim jest jego Uzdrowiciel. Później wprawdzie, przy ponownym spotkaniu, rozpoznał Jezusa. Nie związał się z Nim jednak i nie stanął po Jego stronie, lecz doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. W ten sposób zrzucił z siebie odpowiedzialność za nieprzestrzeganie Prawa.

Co było powodem takiej reakcji? Lęk przed oskarżeniem? A może ten chory był tak skupiony na sobie i na poprawieniu własnej sytuacji, że nie zależało mu na relacji do Tego, kto go uzdrowił? Nie obchodziło go ani kim On jest, ani dalszy Jego los.

Nie dowiemy się, co Jezus miał na myśli, gdy powiedział do uzdrowionego: „Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Być może wyczuwał, że ten człowiek, mimo zewnętrznego uzdrowienia, pozostał wewnętrznie sparaliżowany, związany prawem, uzależniony od tego, co powiedzą o nim inni, jak go osądzą.

Przez doniesienie żydom o Jezusie niejako przekreślił on w sobie i udaremnił ten dar, który stał się jego udziałem w zewnętrznym uzdrowieniu. Mimo że spotkał Jezusa jako człowieka, który mu pomógł i uzdrowił z choroby ciała, to jednak nie spotkał się z Jezusem – człowiekiem, który wyzwala z wewnętrznego paraliżu, jakim jest lęk o siebie i wchodzenie w niewłaściwe zależności, zależności poza Jezusem, Bogiem-człowiekiem.

Nic więc dziwnego, że uzdrowienie paralityka nie przyczyniło się do ukazania chwały Jezusa, lecz do coraz większego prześladowania Jezusa przez strażników Prawa, ponieważ uczynił to w szabat. Był to niejako kolejny przyczynek do tego, by Jezusa poddać Prawu i ukrzyżować.

Nowość, którą przynosi Jezus, polega przede wszystkim na wewnętrznym uzdrowieniu i wyzwoleniu człowieka z duchowego paraliżu. Uzdrowienie ciała nie prowadzi automatycznie do uzdrowienia ducha. Natomiast każde uzdrowienie dokonane przez Jezusa, gdy zostanie właściwie odczytane przesłanie związane z tym uzdrowieniem, prędzej czy później spotyka się z jakąś krytyką i prześladowaniem. Jest to przedziwna tajemnica drogi zbawienia. Spotykają się na niej okrzyki wychwalające Jezusa Cudotwórcę i śpiewające Mu „Hosanna” z krzykiem sprzeciwu aż do wołania „Na krzyż z Nim” – Człowiekiem, który ludziom objawił prawdę.

Bp ZbK

« Poprzednia stronaNastępna strona »

css.php