Dzisiejszej Niedzieli jest nam proklamowane Słowo z Trzeciej Pieśni o Słudze Pańskim (Iz 50,4-11). Słuchamy tego przesłania i przyjmujemy je.

Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym,
bym umiał pomóc strudzonemu krzepiącym słowem
(Iz 50,4).

Program mesjański

Język, o którym mowa to dar samego Boga. Autorem jest, jak to mieliśmy w starym przekładzie „Jahwe Pan” (właściwe w tekście hebrajskim kolejność jest odwrotna). W tej Pieśni to zestawienie pojawia się czterokrotnie i zawsze na początku poszczególnych elementów przesłania. Wyraża to doniosłość Autora tego przesłania. Jest nim Pan, którego imię JEST. To On powierza swemu Słudze zadanie i to On go podtrzymuje i wspomaga (w. 9).

W przekładzie BT jest użyte określenie „język wymowny”. W tekście oryginalnym jest mowa o języku ucznia lub uczniowskim. O co chodzi? Nie chodzi o umiejętność nauczenia się podanej lekcji i wygłoszenia jej podczas odpowiedzi. Chodzi o wejście w treść Słowa. Właściwie o bycie Słowem, które się spełnia.

W przypadku Jezusa było o naturalne. W przypadku nas słuchających jest to proces stawania się „wsłuchiwania się” i przyjmowania tego Słowa, by ono stawało się rzeczywistością – czyli ciałem.

To Słowo wchodzi w sytuacje przeciwne. Na ile jest wcielane spotyka się z kontestacją a nawet z prześladowaniem, jak to jest wyrażone w dalszej części tej Pieśni.

Misją tego Wcielonego Słowa – Sługi Jahwe jest niesienie pomocy tym, którzy znajdują się w „krańcowych” sytuacjach, by mogli je przeżywać w nadziei, że jest rozwiązanie, gdyż jest Ktoś, kto podtrzymuje i nadaje sens także temu wszystkiemu, czym jest doświadczane cierpienie. Jest perspektywa życia niezależna od doświadczenia krańcowego (śmierci), bo jest Pan, który JEST. Sługa o tym świadczy.

Każdego ranka …

Ta prawda nie jest „jednorazowym doświadczeniem”. Dokonuje się to jako proces ciągły, każdego ranka.

Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie.
Pan Bóg otworzył mi ucho,
a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem
(Iz 50,4-5).

Zostaje podkreślony pewien ciągły proces, jaki przeżywa Sługa Pański. To znaczy na początku ludzkiego każdego działania Sługi musi dokonać się odniesienie do Boga przez słuchanie.

Boże działanie zazwyczaj ma swój początek w nocy, w ciemności w nicości. Sługa Pański jest natomiast w pewnej rzeczywistości, która jednak nosi na sobie i w sobie ową skazę czy zwichnięcie, jakim jest grzech. Dlatego na początku każdego ludzkiego działania, aby ono mogło być posłusznym i służebnym wyrazem działania Boga, musi stać słuchanie.

To otwieranie uszu to nie jest tylko „uzdolnienie do jakiegoś słuchania”. Jest to uzdolnienie do słuchania „trudnego”, gotowego podejmować zadania ponad ludzką miarę. Czasownik użyty w tym przypadku może w niektórych formach wyrażać gwałtowność rozerwania czy przebicia. Rzeczownik tego samego rdzenia może określać rzeźbę (zob. np. 2 Krn 2,13). Jest związany więc z cięciem, ryciem czy grawerowaniem. Oznacza to trud wchodzenia w Wolę Jedynego Pana i stawania się sługą.

Dlatego te dopowiedzenia: „ja się nie oparłem ani nie cofnąłem”. Jest to wejście w całkowitym posłuszeństwie ucznia, który wypełnia wolę Pana i Mistrza (zob. J 13,13n).

Dzisiaj dla nas

Potrzebne jest nam wszystkim uczenie się słuchania wbrew sobie samemu. To znaczy wbrew temu, co do nas dociera jako „zwodzące dobro” proponujące rozwiązania niezależne od zamysłu Boga. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nie jest to łatwe; wręcz przeciwnie bardzo ograniczają i to nie tylko w wymiarze zewnętrznym, lecz w naszym myśleniu, projektowaniu itp.

Okoliczności, w których przyszło nam obecnie żyć – związane z epidemią – też stawiają przed nami wszelkiego typu okazje. Możemy je próbować przeżywać na różne sposoby. Możemy też w jakiejś mierz korzystać z tego przesłania.

Język, który może być nam darowany jako słuchającym uczniom, będzie w miarę słuchania  językiem „wymownym” – pochodzącym, nie od nas lecz nam darowanym, stale darowanym ku pokrzepieniu innych, dla przychodzenia z pomocą tym, którzy jej potrzebują. Tak potrzeba dzisiaj „języka uczniów Sługi Jahwe”. Jeśli coś z tego w nas się staje, to wchodzimy w prawdę „Sługi Pańskiego”. Jest to ważny aspekt naszego chrześcijańskiego powołania. W takim duchu chcemy przeżywać dzisiejszą Niedzielę, cały Wielki Tydzień a w szczególności Święte Triduum Paschalne.

Bp Zbk

Liturgia Słowa w 5. Niedzieli Wielkiego Postu roku A daje nam możliwość głębszego wniknięcia w Ducha Bożego, w Ducha Jezusa Chrystusa.

Otwarcie grobu i dar Ducha

Zauważamy, że otwarcie grobów i udzielenie Ducha Bożego stanowią dwie strony jednego medalu, czyli takiego działania Boga, które prowadzi do nowego życia

Oto otwieram wasze groby
i wydobywam was z grobów, ludu mój,
i wiodę was do kraju Izraela,
i poznacie, że Ja jestem Pan

Udzielę wam mego ducha, byście ożyli,
i powiodę was do kraju waszego,
i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam.

Jedna i druga są tymi, które prowadzą wejścia do obiecanego „kraju” (Izraela czyli waszego, tzn. wam obiecanego) oraz do wejścia w znajomość Pana. Poznanie Boga, który zapowiada czyli daje obietnice i je spełnia.

 

Groby i ich znaczenie

Groby są stałym elementy życia ludzkości. Mają znaczenie symboliczne. Są groby różnego rodzaju. Od tych, nad którymi stawia się pomniki i stają się miejscem kultu i są po groby masowe, zapomniane. Oraz takie, które chce się likwidować i niejako unicestwić.

Grób jest znakiem zamknięcia. Jest też symbolem pozytywnym lub negatywnym pewnej ideologii, pewnej koncepcji życia. Może stawać się symbolem – pieczęcią pewnej myśli, pewnej strategii życiowej.

Można sformułować to tak: Grób mówi ze swego zamknięcia. Jest znakiem czegoś, co świadczy o przynależności do takiej czy innej koncepcji życia.

Grób Jezusa Chrystusa

Ten grób był znakiem niepewności i niepokoju dla arcykapłanów. Prosili Piłata o straże, o możliwość opieczętowania grobu. Chcieli mieć pewność o „zakończeniu tego całego epizodu, jakim była sprawa Jezusa z Nazaretu”.

Tymczasem ten grób „został otwarty”, okazał się pusty. Sprawa tak zaniepokoiła arcykapłanów do tego stopnia, że przekupili straże, aby rozpowiadali to, co było oszustwem i nadal jest oszustwem „wleczącym” się przez pokolenia (zob. Mt 27,62 – 28,15).

Otwarty grób ze swoją „(nie-)zawartością” czyli znakiem czegoś innego, niż zazwyczaj należy się spodziewać, jest dla wielu tego świata, w szczególności dla władców tego świata bardzo niewygodną prawdą.

Tak mówi Pan Bóg: «Oto otwieram wasze groby …

Jest to wiadomość i przesłanie, które może wzbudzać różne uczucia: począwszy od lęku do nadziei i radości. Wiadomo,  że przesłanie zapisane u proroka Ezechiela nie może być ograniczone do „grobów cielesnych”. Ma ono wymiar szerszy. Dotyczy także grobów duchowych. Zamknięcia się człowieka w sobie. Uczynienia ze siebie swoistego „monumentu”, który ma tak zostać, bo ma ku temu swoje racje itp.

Otwarcie grobu, to otwarcie wnętrza człowieka, by zobaczyć i stwierdzić, kim on jest, do kogo ostatecznie należy. Jaki jest w tym grobie duch (albo zaduch – zob. J 11,39). Wobec tego zachodzi obawa – jak u Marty, Siostry Łazarza.

Trzeba było jednak tego otwarcia, żeby okazało się, że Jezus jest prawdziwym przyjacielem Łazarza i że prawdziwie go miłował. Po wyjściu Łazarza z grobu zmieniły się zapewne relacja Sióstr Łazarza i samego Łazarza do Jezusa. Podobnie też całego otoczenia, które było świadkiem tego wydarzenia.

Wtedy też i to właśnie w związku z ty wskrzeszeniem Łazarza i obawą przed nowym impulsem do tego, by tłumy szły za Jezusem, postanowiono Jezusa zgładzić i ostatecznie zamknąć w grobie (zob. J 11,45-53).

Chrzest – zmiana przynależności

Właśnie dzięki temu wydarzeniu okazało się to, jak „grób został otwarty” i jak przy okazji tego pustego grobu gromadzi się nowa społeczność. Jednak już nie tylko dla „zachowania grobu”, lecz ze względu na przynależność do Ducha tego, który zmartwychwstał. Ta prawda i to doświadczenie zmienia całkowicie życie ludzi, którzy uwierzą, przyjmą chrzest jako zanurzenie w śmierci (grobie) Jezusa i swoim. Żyją mocą Ducha ożywiającego. Żyją przynależnością do Jezusa, który przeszedł przez śmierć.

Apostoł Paweł mówi nam dzisiaj:

Żyjecie nie według ciała, lecz według Ducha,
jeśli tylko Duch Boży w was mieszka.

Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego,
ten do Niego nie należy.
Skoro zaś Chrystus w was mieszka,
ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu,
duch jednak ma życie na skutek usprawiedliwienia.

Ta prawda i wynikająca zeń wiara pozwala też nam spokojniej i bardziej spójnie spojrzeć na nasze śmiertelne życie i na nasze przyszłe i obecne groby – czyli wszelkiego rodzaju zamknięcia i ograniczenia. Wierzymy, że dokonuje się proces otwierania grobów. Wierzymy, że ten proces dokonuje się – za naszym przyzwoleniem – w konkretnych warunkach, gdy ujawnia się nasze opowiadanie się co do przynależności.

Czy jesteśmy ludźmi, którzy „trwają i obstają” przy swoich zamkniętych grobach, czy też godzimy się na ich otwierania. To dokonuje się zazwyczaj w niezbyt przyjaznych okolicznościach z punktu widzenia „starego człowieka”, który jest zapatrzony w siebie i chciałby, żeby Jezus, Pan Bóg był swoistą „karetką pogotowia”, jak to wyraziły siostry Łazarza: gdybyś tu był, nie umarłby nasz brat.

Chrzest jest wejściem do wody śmierci. Jest akceptacją faktu grobu i zapoczątkowaniem procesu jego otwarcia.

Obecnie – pandemia

Tymczasem ta śmierć Łazarza, a potem Jezusa była potrzebna, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. Ta śmierć (każde ograniczenie) jest także nam na potrzebna. Każda śmierć, każde ograniczenie jest nam potrzebne jak szansa wejścia w nowość. Aby to się stawało domaga się to od nas akceptacji, abyśmy mogli zostać wprowadzeni do chwały.

Niechaj świadomość tego i wiara w zmartwychwstanie oraz wola przynależności do Jezusa i życia Jego Duchem, pomagają nam właściwe przeżywa ten czas próby związany z aktualną pandemią – koronawirusa. Jest to wyzwanie i szansa pogłębienia i umocnienia więzi przynależności do Chrystusa. Nic innego nie jest bowiem ważniejsze od tego, byśmy odkrywali naszą przynależność do Jezusa i bliskość Jego Ducha. Wtedy stajemy się wolni wobec wszystkich wyzwań, układów, zależności od osób i rzeczy. Odkrywamy, że nie potrzebujemy wiele, a może w nas stawać się wszystko.

Możemy za Martą i razem z Martą oraz całym Kościołem wyznawać: Teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko…  (zob. J 11,22nn). Te słowa skierowane kiedyś przez Martę do Jezusa są wołaniem Kościoła – Ciała Chrystusa. Ważne, abyśmy byli gotowi z wiarą wchodzić w to wszystko i to wszystko przyjmować i poddaniem się Jedynemu Panu dziejów ludzkości i każdego człowieka.

Bp ZbK

W dzisiejszej Ewangelii, która przedstawia wydarzenie uzdrowienia człowieka niewidomego od urodzenia pojawia się wielokrotnie motyw grzechu i zgrzeszenia. Pytanie o grzech jest niejako stale w tle całego wydarzenia.

Najpierw uczniowie – widząc człowieka niewidomego od urodzenia – pytają, kto zgrzeszył, że ten człowiek urodził się niewidomy. Można pytać się, jak to spostrzegli, skąd wiedzieli, że ten brak widzenia był od urodzenia. Taka jest narracja tego wydarzenia. Można też postawi pytanie: Jak mógł ów niewidomy zgrzeszyć „przed swoim  narodzeniem”. To są pytania, które nas nie prowadzą do celu.

Jezusowa odpowiedź wprowadza nas w inny sposób rozumienia:

Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy
– on czy jego rodzice?»

Jezus odpowiedział:
«Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego,
ale stało się tak,
aby się na nim objawiły sprawy Boże
»

Jak mają się objawić te sprawy Boże?

Co się stanie ?

Jezus mów o chodzeniu w światłości, o wypełnianiu dzieła, które Bóg Ojciec Mu zlecił do wykonania. Mówi o dniu i o świetle, które jest, ale które nie zawsze będzie. Zapowiada więc jakieś wydarzenia, które w owej chwili nie są dostrzegane i nie są rozumiane. Nie są brane pod uwagę przez ludzi. A chodzi o coś więcej niż tylko ludzki fizyczny wzrok.

Wydarzenia , które mają nastąpić, są niejako zaanonsowane w stwierdzeniu faryzeuszów:

Człowiek ten nie jest od Boga,
bo nie zachowuje szabatu.

Oto niektórzy stają się wyrocznią i deklarują, co czy kto jest od Boga a co nie. W tym konkretnym przypadku chodziło o to, że Jezus w dzień szabatu uczynił błoto i tym błotem pomazał oczy niewidomego. To było uznawane za wykroczenie przeciwko Prawu. Jezus zostaje więc zaraz zaklasyfikowany – przynajmniej przez niektórych – jako człowiek grzeszny. Powstał wśród nich rozłam. Jezus stał się znakiem, który wszedł w tę sytuację ciemności (grzechu, rozłamu).

Swoisty sąd nad Jezusem i sąd dokonywany przez Jezusa

Faryzeusze, jako obrońcy Prawa, wypowiedzieli swój osąd. Próbowali w to wciągnąć także tego człowieka, który – w sposób cudowny przez działanie Jezusa w szabat – odzyskał wzrok:

«Oddaj chwałę Bogu.
My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem».

Na to odpowiedział:
«Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem.
Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę».

Ja widać faryzeusze obstawali przy swoim: „my wiemy …” Uzdrowiony nie wydawał osądu, lecz przywoływał fakt: byłem niewidomy, a teraz widzę.

Jezus przyszedł na świat i po to wszedł między ludzi, aby przez Jego posługę i życie dokonał się właściwy osąd.

Aby ten sąd Jezusa mógł się dokonać, Jezus poddał się wszelkim osądom ludzkim. Na Jego temat zostały wypowiedziane wszystkie możliwe sądy i osądy. Za Jego życia i przez wieki. On zaś poddał się i poddaje się temu wszystkiemu. Poddał się wówczas przez sądzeniu przez ówczesną władzę (Piłata), przez najwyższą instytucję religijną (Sanhedryn).

Po co to wszystko ?

Jezus wziął na siebie „osąd grzechu”. On, zrodzony bez grzechu – dla wypełnienia zbawczej Woli Boga Ojca – stał się w oczach ludzi grzechem i przekleństwem. Tak to sformułuje św. Paweł (2Kor 5,21; Ga 3,13). Bóg tego dokonał w Jezusie – światłości świata, aby nas grzesznych uczynnić sprawiedliwością Bożą, to znaczy noszących w sobie i na sobie tajemnicę przemiany.

Przyszedłem na ten świat,
aby przeprowadzić sąd,
żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli,
a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi
.

Ta przemiana to przejrzenie. Inne spojrzenie na życie, na grzech, na śmierć i ostatecznie na objawienie się w człowieku „spraw / dzieł Boga”

Czym jest dzisiejsza ślepota człowieka ?

Najkrócej można to ująć tak: my wiemy, my potrafimy, ma sami sobie wystarczymy (jako jednostka czy społeczność), bez świtała Bożego widzimy i damy radę. Nie potrzebujemy odniesienia do Boga. To jest nasza ludzka ślepota od urodzenia. Dzisiaj duża część ludzkości jest takim myśleniem ogarnięta.

Takie myślenie ma swój początek w raju, w grzechu pierwszych rodziców, w sięgnięciu po owoc poznania dobra i zła na własną rękę.

Z tej ślepoty przyszedł nas wyprowadzić (doprowadzić do przejrzenia) Jezus. Dokonał tego przez to, że nie wybrał dla siebie niczego, co by mogło Go po ludzku budować i prowadzić do sukcesu, lecz wręcz przeciwnie: wybrał krzyż, niesprawiedliwą śmierć, potraktowany jak grzesznik został stracony między przestępcami.

To było Jego wejście w ciemność (ślepotę) człowieka i  spowodowanie nowego, prawdziwego blasku światła. To było dokonanie owego ostatecznego i definitywnego sądu.

Dzisiaj przeżywamy wszyscy ogromne zagrożenie koronawirusem. Szukamy wszelkiego rodzaju wyjaśnień, tłumaczeń i ratujących środków. Przy tej okazji wyzwala się wiele dobra w różnych inicjatywach niesienia pomocy, ale także pojawia się wiele zła i niegodziwości. Oscylujemy stale między ciemnością i światłem.

Wobec zagrożenia wirusem

Przesłanie Jezusowe obwieszcza nam, że to wszystko musi się dokonać, aby objawiały się sprawy i dzieła Boga. Radykalnie można to tak ująć: Wąż kusząc człowieka w raju zapewniał: na pewno nie umrzecie (Rdz 3,4). Bez Boga możecie żyć jak Bóg. To było wprowadzenie w ciemność, w egzystencjalną nieprawdę, z której rodzą się wszystkie błędy i nieszczęścia człowieka. Bóg natomiast ostrzegał i ostrzegał i ostrzega: gdy spożyjesz z drzewa poznania dobra i zła, niechybnie umrzesz (Rdz 2,17).

Dzisiejszy świat w dużej mierze zapomniał te proste prawdy. Co więcej mniej lub bardziej świadomie wypiera je ze swej świadomości i praktyki życia.

Potrzebujemy powracania do tych podstawowych prawd. Potrzebujemy uczenia się przeżywania naszej śmiertelności, by nie dać się „oczarowywać”, że musimy tutaj żyć zawsze i za wszelką cenę. Tragedia epidemiczna czy pandemiczna nie polega tylko na tym, że ludzie masowo umierają, ale dzieje się to tak, jakby to była „jedyna tragedia”. Tak często na to patrzymy właśnie jako ślepi. Potrzebujemy więc światła, by rozumieć tę „ślepotę” jako okazję do przejrzenia. Do przyjęcia błota i do obmycia się, by właściwie widzieć.

Ta „tragedia” wynikająca z działania korona wirusa nie jest tylko „tragedią”, lecz jest także daną nam okazją do przejrzenia. Do odnalezienia właściwego wymiaru naszego życia. Oczywiście nie stanie się to ani magicznie, ani automatycznie. Potrzebna jest uniwersalna kwarantanna, aby uchronić się od wpływu mentalności świata (zob. Rz 12,1-2), to znaczy ulegania podpowiedziom szatana: ty musisz żyć, ty masz prawo żyć, ty masz prawo stanowić sam o sobie niezależnie od Boga itd. itp. Potrzebne jest nam słuchanie Ewangelii Jezusa Chrystusa i Jego sposobu podejścia do Prawa. To najważniejsze „antidotum” na wszelkie wirusy.

Tej „kwarantanny” potrzebujemy wszyscy. Dokonuje się ona tam, gdzie człowiekowi jest głoszona Ewangelia (kerygmat) i gdy człowiek ten kerygmat przyjmuje. Tylko wtedy dokonuje się właściwy osąd nad człowiekiem i nad światem. Jest to zbawczy i zbawiający człowiek osąd, jakiego Bóg dokonuje przez Jezusa Chrystusa.

Bp ZbK

Jesteśmy w Trzeciej Niedzieli Wielkiego Postu. Słuchamy Ewangelii o spotkaniu Jezusa z Samarytanką przy studni Jakubowej. Jest to jedno z tych wydarzeń, które przekazał nam Ewangelista Jan jako wydarzenie, które zawiera w sobie głęboką symbolikę i które stało się jednym z elementów chrześcijańskiego wtajemniczenia i w ogóle życia chrześcijańskiego.

Od zarania swego istnienia Kościół odwołuje się do tego wydarzenia w prowadzeniu do chrztu katechumenów. Przypomina też to wydarzenie przy różnych okolicznościach życiowych, zwłaszcza kiedy chodzi o wskazanie prawdziwego źródła życia zagubionemu człowiekowi (chrześcijaninowi, który się pogubił). To wydarzenie czytane indywidualnie a przede wszystkim proklamowane w zgromadzeniu stanowi wezwanie i ukierunkowanie człowieka na spotkanie t Tym, kto jest Prorokiem,    Mesjaszem, Zbawicielem i Panem wszystkiego.

Prośba Jezusa – pytanie o źródło życia

Ten Jezus, jako Człowiek z Nazaretu wędrował ze swymi uczniami po Ziemi Ojców, której Mieszkańcy pogubili się. Bądź to zapominając o obietnica danych ich ojcom bądź też przekręcając je stosownie do własnych aktualnych i bezpośrednich oczekiwań. Korzystali z darów i dobrodziejstw oraz sprawowali kult, ale nie znali jeszcze pełni objawienia się Boga i spełnienia się wszystkich obietnic. To się objawiło w spotkaniu Jezusa  Samarytanką. Gdy była przy studni, by czerpać wodę, Jezus skierował do niej, wyzywającą prośbę:

Daj Mi pić!     

Naturalnie nie chodziło Jezusowie o to, by ugasić Jego pragnienie. Była to prośba odnosząca się do prawdy życia. Krótko mówiąc: czy ktoś ma życie i może (jest w stanie) dzielić się nim z innymi. Była to więc także prośba niejako weryfikująca właściwą relację do Boga jako prawdziwego źródła życia.

Po wymianie kilku słów z Samarytanką wyrażających sytuację między Żydami i Samarytanami Jezus obwieszcza Samarytance:

O, gdybyś znała dar Boży
i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi:
„Daj Mi się napić”,
to prosiłabyś Go,
a dałby ci wody żywej.

Słowa Jezusa odwracają wyjściową sytuację. Kobiecie, którą przed chwilą prosił o to, by dała Mu pić, teraz obwieszcza, że to On ma w swojej władzy i w swoim ręku nie tylko to, o co wyzywająco poprosił Samarytankę, ale coś niewspółmiernie większego.

Czytaj więcej…

Czytany w dzisiejszej liturgii fragment Drugiego Listu św. Pawła do Tymoteusza obwieszcza wielkość darmowego zbawienia dokonanego w Jezusie Chrystusie według odwiecznego postanowienia Boga stosowne do „programu” łaski, jaki Bóg podjął po grzech człowieka (zob. Rdz 3,15). Ten „program” łaski został uskuteczniony i dany do dyspozycji ludziom „teraz” w Jezusie Chrystusie.

Ukazana zaś została ona teraz
przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa,
który zniweczył śmierć,
a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.

To „teraz” jest czasem zbawienia trwającym przez wszystkie czasy aż do skończenia świata. Wszędzie tam, gdzie jest głoszona i przyjmowana Ewangelia.

Co stało się ze śmiercią

Mamy przekład, według którego dokonało się „zniweczenie śmierci”. W jednym ze starszych przekładów BT mamy „przezwyciężył śmierć” (wyd. 4). Wujek w oryginalnym pierwszym przekładzie ma „skaził śmierć” a późniejsze wydania mają „zniweczył śmierć”. Można przytaczać jeszcze wiele różnych przekładów – także z innych języków. Jedne idą po linii „zniszczenia” śmierci a inne po linii „przezwyciężenia” śmierci. Faktem jest, że Jezus nie „zlikwidował” śmierci, lecz nadał nowy sens umieraniu.

O co właściwie chodzi?

Użyty przez św. Pawła czasownik grecki „katargeo” w swoim  podstawowym znaczeniu wyraża uczynienie czegoś / kogoś bezskutecznym, bez efektu, pozbawienie czegoś / kogoś jego mocy.

Panowanie śmierci to nie tylko fakt, że ludzie umierają. Przede wszystkim to także wszystko to, co objawia się i dochodzi do głosu przy okazji śmierci. To wszystko to, co powoduje określone postawy i działania u żyjących. Jednym z tych jest lęk i rodząca się z tego panika. Czasem to może prowadzić do jakiegoś sparaliżowania życia. Ten fakt zmienia układy i relacje między ludźmi. Moc i władza śmierci przejawia się właśnie w tym wzbudzaniu potrzeby reakcji obronnych i to czasem przesadnych i za wszelką cenę. W konsekwencji nierzadko niszczących prawdziwe życie. To jest skutek lęku przed śmiercią. To jest skutek „panowania” i władzy śmierci.

Właśnie to „panowanie” i tę moc śmierci przezwyciężył Jezus w swojej śmierci i zmartwychwstaniu. Pozbawił śmierć mocy. Uczynił ją bezskuteczną co do tego wzbudzania lęku i wywoływania paniki.

Czytaj więcej…

Świątynia Boga (7 Ndz A – 200223)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Liturgia dzisiejszej Niedzieli wprowadza nas niejako do wnętrza czy do istoty chrześcijańskiego życia. Wyciąga nas z naszych koncepcji religijności i wprowadza w krąg zamysłu Bożego i Bożego działania. Zaprasza nas do odkrywania tego, kim jest Bóg dla nas i dla całego stworzenia oraz kim my jesteśmy dla Niego i tym samym, jako winna się dokonywać nasza relacja z całym stworzeniem.

Świętość Boga

Najpierw trzeba uświadamiać sobie, jak nam ludziom, a w szczególności ludowi wybranemu przedstawia się sam Bóg. Dotyczy to wszystkiego i wszystkich czasów. Chociaż bezpośrednimi „odbiorcami” są zawsze wybrani.

Bądźcie świętymi,
bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!

Świętość Boga to jego odmienności od tego, co stało się w człowieku przez  grzech, gdzie i kiedy człowiek chciał wejść w prerogatywy Boga i okazało się. Że jest nagi, pozbawiony tego wszystkiego, co miał, co otrzymał od Boga.

To wezwanie i zaproszenie do świętości to nic innego, jak propozycja wyciągania człowiek z kręgu jego zagubienia się i jego zamknięcia si w sobie. Można to też wyrazić słowami: Miejcie odwagę uznać mnie za jedynego Pana i uwalniajcie się od siebie.

Świątynie i świątynia

Człowiek po grzechu zagubiony w sobie szukał niejako po omacku kontaktu z Bogiem czy z jakimikolwiek bóstwami bądź bożyszczami. To w tym celu budował wszelkiego rodzaju świątynie, które miały mu pomóc odrywać się od swej codzienności i czy go „innym”, świętym, poświęconym itp.

Problem jednak zawsze tkwił i tkwi w tym, że to człowiek sam budował te miejsca święte i czynił to i czyni nadal zawsze w jakiejś mierze według swego pomysłu i zamysłu.

Także ten etap historii zbawienia, który dotyczył świątyni jerozolimskiej, nie był tego pozbawiony. Był to etap przygotowania. Był to tylko pewien etap na drodze dochodzenie do pełni czasów. Gdy przyszła pełnia czasów dokonał się przedziwna przemiana, którą zapowiadała scena wypędzenia kupców ze świątyni (zob. J 2,13-22 i Mk 11,15 oraz paral.). Jezus wskazał na siebie jako złożonego w ofierze (ukrzyżowanego) i zmartwychwstałego jako właściwie odbudowaną jedyną Świątynię Boga. To właśnie w tajemnicy Jego krzyżowej śmierci i zmartwychwstania oraz zesłania Ducha Świętego na Apostołów w Wieczerniku dokonało się odbudowanie a właściwe zbudowanie na nowo świątyni jedynego Boga, gdzie człowiek może spotkać Boga i gdzie Bóg udziela siebie człowiekowi.

Świątynia Ciała Jezusa – Kościół

To, co stało się w Jezusie, w Jego Ciele, to Jezus przekazał swoim uczniom – tym, którzy z wiarą przyjęli Jego tajemnicę. Ten przekaz, to burzenie świątyń budowanych ludzką ręką i według ludzkiego pomysłu (w ludzkim duchu) i budowanie świątyni Boga jako Ciała Jezusa nadal trwa i będzie trwało do końca czasów.

Jezus zostawił Piotrowi, którego uczyni skałą, zapewnienie, że bramy piekielnego nie przezwyciężą tej Jego Budowli (Zob. Mt 16,18).

Czym się charakteryzuje i czym jest ta świątynia? Jaka jest jej treść i zawartość? Co ją tworzy i jakie „procesy” się w niej dokonują?

Byłoby dużo do tłumaczenia. Najkrócej ujmuje to wszystko Jezusowe Kazanie na Górze, którego fragment słyszymy w dzisiejszej liturgii. Dobitnie wyrażają to zestawienia, którymi Jezus posługuje się w przedstawieniu Siebie i którymi nakreśla sposób życia Jego uczniów:

Słyszeliście, że powiedziano:
„Oko za oko i ząb za ząb”.
A Ja wam powiadam:
Nie stawiajcie oporu złemu.

Trzeba by przywoływać tutaj wszystkie te zestawienia, jakie wypowiada Jezus w swojej mowie programowej i w swoje specyficznej ofercie. Wszędzie tam, gdzie coś z tego się dzieje jest budowana świątynia dla Boga. Nie jest to świątynia z kamienia czy cegły czy jakiegokolwiek innego materiału, lecz z żywych członków ożywionych prze Ducha Jezusa i prowadzonych Jego mocą i w Jego świetle.

Dlatego św. Paweł mówi:

wy jesteście świątynią Boga
i Duch Boży mieszka w was.

oraz

wszystko jest wasze,
wy zaś Chrystusa,
a Chrystus – Boga
.

Życie wspólnoty chrześcijańskiej to budowanie prawdziwej świątyni na chwałę Boga i to środowisko, w którym dokonuje się uświęcenie człowieka, tak jak Bóg jest święty. Jest to dzieło Boga na Jego chwałę i dla dobra człowieka.

Bp ZbK

Światłość świata (5. Ndz A – 200209)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dziś podczas liturgii w aklamacji przed Ewangelią śpiewamy profetyczne słowa Jezusa:

Ja jestem światłością świata,
kto idzie za Mną, będzie miał światło życia
(J 8,12).

Jezus niejednokrotnie nazywa siebie światłością i tak też wielokrotnie jest nazywany. Jest to prerogatywa Boska. Bóg bowiem jest światłością (1J 1,5). Tę swoją przedziwną cechę i właściwość Bóg w Osobie Jezusa dzieli z ludźmi. Właśnie przez fakt powołania i obdarzenia mocą swego słowa.

Słowa Jezusa – Kazanie na Górze

Słowa aklamacji wprowadzają nas w gotowość przyjęcia orędzia skierowanego bezpośrednio do nas, do uczestników liturgii i w ogóle do uczniów Jezusa.

Wy jesteście światłem świata.
Nie może się ukryć miasto położone na górze.
Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem,
ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu.

Są to słowa Jezusa wypowiedziane bezpośrednio po makaryzmach (błogosławieństwach), którymi Jezus rozpoczął swoje Kazanie na Górze, w którym ukazał zasadnicze elementy programu chrześcijańskiego życia. Jest to nakreślenie podstawowych zrębów życia uczniów Jezusa. Jest to obraz życia człowieka, który przystąpił do Jezusa i do Niego stale przystępuje, by chodzić w Jego światle i stawać się też światłem.

Należy zwrócić uwagę, że słowa Jezus w tej części Kazania są utrzymane w formie (w trybie) deklaratywnej czyli orzekającej a nie imperatywnej czyli rozkazującej czy nakazującej.

Ja jestem … / wy jesteście …

Należy więc – analogicznie do deklaracji Jezusa: Ja jestem światłością świata – rozumieć też powiedzenie Jezusa o uczniach, którzy przystąpili do Jezusa i idą za Nim Wy jesteście światłem świata.

Bardzo często spotykamy się z interpretację w stylu: „mamy / macie być światłem”. Tymczasem sens czy ciężar wypowiedzi Jezusa nie tkwi w tym, by starać się stać światłem, lecz by przystąpić do Jezusa i pójść za Nim i dzięki temu stać się światłem.

Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że jeśli ktoś na różne sposoby i czasem za wszelką cenę zabiega, by być światem dla innych, może czynić to według własnych kryteriów i faktycznie moralizować. Taki sposób myślenia i działania odchodzi od ducha Ewangelii Jezusa Chrystusa.

Jeśli ktoś przyjmie Ewangelię i pójdzie za Jezusem, będzie chodził w światłości i będzie stawał się światłem dla świata tzn., by także inni szli za Jezusem zgodnie z duchem Ewangelii.

Nie może się ukryć miasto położone na górze

Nie chodzi o to, by twierdzić i starać się innych przekonywać, że na górze jest miasto, lecz chodzi o prawdę, czy na górze jest miasto. Jeśli na górze jest miasto, to nie można go ukryć.

Natomiast nie zaistnieje nigdy na górze żadne miasto od mówienia, że na górze ma być miasto i że ma ono świecić. Po prostu: jeśli jest, to będzie ono widoczne; jeśli go nie ma, to nie ma co wmawiać że jest ani tym bardziej nie stawiać jakiejś atrapy miasta i przekonywać, że to właśnie jest miasto. Potrzeba dzisiaj bardzo realistycznego odczytania Ewangelii w jej oryginalnym duchu, by unikać przekształcania jej przesłania w moralizatorstwo.

Nie jest to łatwe zadanie. Tego nie potrafimy zrobić własnymi siłami. Trzeba osobistego pokornego przystępowania do Jezusa i wchodzenia na Jego drogę (zob. np. Mt 5,1-2; 10,38; J 12,26).

Bp ZbK

Konsekracja (Ofiarowanie P. – 200202)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Dziś Święto Ofiarowania Pańskiego. Zgodnie z przepisami Prawa Jezus został ofiarowany w świątyni. Był to znak wykupienia pierworodnego wymaganego przez Prawo. Ten gest w przypadku Jezusa otrzymuje zupełnie nowe znaczenie. To On, jako pierworodny Syn Maryi, a więc Izraela, będąc wniesiony do świątyni, wypełnia je Sobą. W to święto obchodzimy Dzień Życia Konsekrowanego.

Wypełnienie obietnic

Liturgia wprowadza nas w rozumienie tego, że coraz wyraźniej zarysowuje się początek wypełnienia wszystkich obietnic danych przez Boga Narodowi Wybranemu ale także całej ludzkości. Ten Jezus, wnoszony do świątyni jako Dziecię, bierze w swoje posiadanie świątynię, a właściwie wszystkie instytucje Izraela. Jest to jakaś forma inauguracji Jego dzieła. To wyrażają słowa Symeona wypowiadane, gdy trzymał to Dziecię w objęciach.

Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
które przygotowałeś wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela.

Świątynia

To miejsce – (świątynia) oraz ten czas i sytuacja (Symeon prowadzony przez Ducha) to okoliczności wyrażające szczególną obecności Boga. To spotkanie człowieka z Bogiem. Wszystko, co się dzieje w tym wydarzeniu, to otwarcie nowych relacji człowieka z Bogiem. To swoista oferta ze strony Boga dana człowiekowi. To moment przemiany. Zainicjowanie nowego etapu zbawienia.

Świątynia już nie jest i już nie będzie miejscem składania ofiar ze zwierząt i innych przedmiotów, lecz będzie miejscem przemiany człowieka mocą przechodzącego doń Boga. Dopełni się to świątyni krzyża na Golgocie i w poranek Zmartwychwstania oraz w Wieczerniku. Zostanie dany człowiekowi dostęp do Boga w mocy udzielanego mu Ducha Świętego. Zasłona w świątyni zostanie rozdarta na dwie części i człowiek będzie miał dostęp do Tajemnicy.

Zniszczenie mocy diabła

Tę Tajemnicę przybliża Autor Listu do Hebrajczyków wskazując na Jezusa jako tego, który sam siebie złożył w ofierze i w ten sposób pokonał moc diabła. Ta władza diabła wyrażała się i wyraża się stale m.in. w tym, że stale i na różne sposoby „podpowiada” człowiekowi „nie umrzesz”. To znaczy konkretnie: nie możesz umierać, nie powinieneś umierać; musisz żyć po swojemu; musisz dochodzić swego itd. itp.

Ofiarowanie Jezusa w świątyni a następnie Jego Ofiara krzyża to „wzięcie przez Niego w swoje posiadanie świątyni”. Oznacza to wzięcie we władanie przez Boga w Jego Synu – Słudze i Kapłanie wszystkich „świątyń” ludzkich. Oznacza to dalej, jak mówi Autor Listu do Hebrajczyków, dokonanie tego przedziwnego kroku przyjęcia krzyżowej śmierci

aby przez śmierć pokonać tego,
który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła,
i aby uwolnić tych wszystkich,
którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli.

To była swoista konsekracja Jezusa w Jego ziemskim ludzkim Ciele, aby  – stając się Żertwą ofiarną i Ofiarnikiem – zdemaskować „moc” diabła i pozbawić go tej przewrotnej jego „zdolności” i władzy trzymania człowieka w lęku i bojaźni o siebie samego przez jednoczesne odrywanie go od właściwej relacji do Boga: Ojca i Dawcy życia.

Konsekracja wierzących

Ta tajemnica przerasta siły i możliwości człowieka. Staje się jednak dostępna przez wiarę, która odnosi człowieka do Jezusa i jednoczy go z Nim. Wyzwalanie spod władzy diabła budowanie świątyni Boga, budowanie Jego mocą w tym świecie, który w wielu sprawach jest zaślepiony sobą, swoim interesem i tak łatwo poddaje się działaniu złych mocy, działaniu diabła

Ta tajemnic została przekazana Kościołowi w Sakramentach i staje się obecna, uobecnia się w ludziach, którzy tę tajemnicę przyjmują i stają się miejscem uświęcenia, miejscem konsekracji, której dokonuje Pan. To On bierze każdą konkretną świątynię życia, czyli każdą konkretną osobę oddającą się Jemu w posiadanie właśnie w konsekracji – począwszy od chrztu a następnie we wszystkich aktach, jakie są możliwe w praktyce życia Kościoła. Jest to udział w mocy Jezusa, dla dokonywania w różnych miejscach i po wszystkie czas owego zwycięstwa nad władzą diabła.

Konsekracja uczyniona w tym duchu przez konkretne osoby to udostępnienie siebie samego do tego, by Bóg działał, by On budował świątynię, by On uświęcał. Objawiał światło innym – poganom (to znaczy tym, którzy nie znają tej Tajemnicy i w jakiś sposób kroczą w ciemności) oraz objawiał swoją chwałę w tych którzy Go poznali i poznają – by oni nie szukali własnej chwały lecz pozwalali otaczać się Jego przedziwną chwałą i stawali się jako wybrane Jego świątynie.

Wszystkim Osobom Konsekrowanym składam wyrazy uznania, szacunku i podziękowania. Za przepełnione Duchem Jezusa Chrystusa oddanie się w Kościele, w konkretnych wspólnotach, w pełnieniu posługi wobec konkretnych zadań i poruczeń. Niech konsekracja będzie dla każdego z Was doświadczeniem mocy Chrystusa i powodem do głębokiej radości z racji udziału w misji powierzonej przez Niego Kościołowi.

Bp ZbK

Pan upokorzył, Pan okryje chwałą. Takie oto przesłanie dociera do nas z pierwszych słów czytanego w tę niedzielę proroctwa Izajasza. Ten fragment tekstu proroka Izajasza nie jest łatwy ani do przekładu z języka hebrajskiego ani też do interpretacji. Wielu egzegetów nad tym tekstem się zastanawia i próbuje go umieścić zarówno w kontekście historycznym jak i odczytać ponadczasowe jego przesłanie.

Zasadniczym jest pytanie o podmiot tych czasowników, które są tłumaczone jako upokorzyć i okryć chwałą. Ostatecznie można i trzeba je odnieść do Boga, jako tego, który prowadzi całą historię.

Czasownik hebrajski, który jest tłumaczony jako „upokorzyć” w zasadzie wyraża fakt uczynienia kogoś czy czegoś lekkim, bez znaczenia i bez wartości, komu czy czemu „należy się” lekceważenie; nie zasługuję na należytą uwagę. Może więc wyrażać zlekceważenie i niedocenienie. Natomiast drugi czasownik hebrajski, który mamy w przekładzie „okryć chwałą” wyraża fakt bycia ciężkim i ważnym czy nadania czemuś wagi i znaczenia, a więc jawi się drugie znaczenie odnoszące się do chwały.

Kogo dotyczą te działania

Upokorzenie jest odniesione do krainę Zabulona i krainę Neftalego, a więc dwóch małych pokoleń, które były usytuowane w okolicach jeziora Galilejskiego i które w przeszłości nie odgrywały żadnej specjalnej roli w historycznych wydarzeniach Izraela. Z drugiej strony jest mowa o drodze  (do) morza i krainie pogan. I z tymi określeniami jest wyrażone to, co zapowiada nadanie wagi i można rozumieć jako okrycie chwałą.

Określenie via maris mogło określać drogę karawanową od Damaszku ku Morzu Śródziemnemu. Jako droga morza może w przesłaniu ponad czasowym wskazywać na obecność i działanie Mesjasza. Przyjście i działalność Mesjasza bywały często wiązana z morzem, z pokarmem z morza. Mesjasz miał się wyłonić z wód otchłani i śmierci.

Kraina pogan (narodów – goim) to określenie ogólne, które wskazuje na wszystkie narody wykraczając poza to, czym był wybrany lud Starego Przymierza. A więc upraszczając i syntetyzując należy powiedzie: to, co było w jakiś sposób wykluczane, niedoceniane i postponowane, teraz zostanie dowartościowane.

Prorocka wizja przyszłości

Ewangelista Mateusz, idąc za greckim przekładem LXX, konkretyzuje hebrajskie odkreślenie „kraina pogan” na „Galilea pogan”. Jest to po części usprawiedliwione, gdyś w Galilei od czasów po wygnaniu babilońskim mieszkało wielu pogan deportowanych z monarchii asyryjskiej i babilońskiej. To była w oczach Judejczyków, uważających siebie za właściwych spadkobierców obietnic mesjańskich, za gorszą część społeczności Izraela. Jesteś Galilejczykiem, twoja mowa cię zdradza  – tak powiedziała do Piotra służąca ma dworze arcykapłana (Mk 14,70; por. J 7,52).-

Tymczasem właśnie Galilejczycy (Jezus i Jego uczniowie) stali się wg zamysłu Boga nośnikami obietnic Bożych. Mesjasz co prawda narodził się w Betlejem, w ziemi judzkiej., ale zamieszkał i rozpoczął swoją działalność właśnie od Galilei i został Nazwany Galilejczykiem i Nazarejczykiem.

To właśnie tutaj w Galilei dokonał się początek działania Jezusa:

Lud, który siedział w ciemności,
ujrzał światło wielkie,
i mieszkańcom cienistej krainy śmierci
wzeszło światło.

Mamy więc do czynienia z tym, co może i powinno nas zaskakiwać. Właśnie z tego „uniżonego” i kroczącego w ciemnościach ludu wyłania się światło.

Nawracajcie się

Nawiązanie a właściwie bezpośrednie wskazania Ewangelisty Mateusza na proroctwo Izajasza stanowi bardzo wymowny i bardzo znaczący kontekst głoszenia przez Jezusa Ewangelii. Jest bowiem skierowany do tych, którzy byli czy są w ciemności, których życie jest upokorzone i którzy czasem na różne sposoby chcą przeprowadzi swoje plany i swoją sprawiedliwość. Którzy doświadczają, że ich życie jest niedowartościowane czy pogardzane wobec tego walczą o swoje, nierzadko powodując jeszcze większe cierpienia, albo też rezygnują z walki i cierpią w jakiejś zwątpieniu i bezsensowności swego życia.  Nadto właśnie nimi się posłuży w celu głoszenia Dobrej Nowiny.

To właśnie szczególnie do takich ludzi przychodzi orędzie Dobrej Nowiny Jezusa:

«Nawracajcie się,
albowiem bliskie jest królestwo niebieskie»
.

To królestwo niebieskie to jest inny sposób patrzenia na wszystko. Na siebie i na bliźnich. Na wydarzenia i na sytuacje, w których przychodzi żyć. Istotą i motywem tej inności jest sama Osoba Jezusa Chrystusa. Czym ta nowość jest i na czym polega oraz przez co się przejawia Jezus ukaże w Kazaniu Na Górze (Mt 5 – 7). Ta Mowa Jezusa wygłoszona na Górze Błogosławieństw dostarcza klucza umożliwiającego wchodzenie do Królestwa niebieskiego.

Jest to przedziwna dynamika przystępowania do Jezusa, by być Jego uczniem. Królestwo niebieski przyszło, zbliżyło się i jest w zasięgu każdego, kto uwierzy i wejdzie w nawrócenie. Oznacza to gotowość odwracania się od własnej (niezależnej od Boga) wizji życia i własnych koncepcji, które w rzeczywistości są „kroczeniem w ciemności i mroku śmierci”. Oznacza to przyjmowanie światła i ducha, które przynosi Jezus.

Jest to ten Jezus, który przez trzy lata naucza i ten Jezus, który ostatecznie odda swoje życie na krzyżu i wejdzie całkowicie w ciemność ludzkiej niesprawiedliwości, ale rozbłyśnie światłem Poranka Zmartwychwstania oraz dojrzałym i pełnym Dniem daru Ducha Świętego, „kiedy wreszcie nadchodzi Dzień Pięćdziesiątnicy”. Ten dzień już nadszedł raz definitywnie, ale dla każdego z nas stale nadchodzi.

Bp ZbK

Liturgia Drugiej Niedzieli roku A wprowadza nas w początki działalności publicznej. Nie tyle chodzi o chronologię wydarzeń i szukanie pewnej koordynacji między narracjami przekazanymi nam przez poszczególnych ewangelistów ile racz o to, o stanowi zasadę czy główny motyw tej działalności Jezusa.

Charakter publicznej działalności Jezusa

Jezus rozpoczął swoją publiczną działalność przyjęciem chrztu w Jordanie przez posługę Jana Chrzciciela a następnie przeżył kuszenie na pustyni. Było to zainicjowanie tego zmagania, jakie podjął Jezus, by ostatecznie przez swoją śmierć na krzyżu i swoje zmartwychwstanie oraz dar Ducha Świętego otworzyć zaistnienie na ziemi królestwa Bożego, czyli czasu zbawienia ludzi.

To królestwo nie realizuje się jednak w sposób, który polegałby na tworzeniu pewnych nowych struktur i zabezpieczeń zagwarantowanych przez „zwycięzcę”. To królestwo realizuje się od wewnątrz – od zmian, jakie zachodzą w sercach ludzi: w ich myśleniu i działaniu. Dokonuje się ono przez posługę, przez dawania świadectwa, przez obwieszczanie nowego „porządku” dzięki przyjmowaniu przez konkretnych ludzi prawdy o wydarzeniu zbawczym i łaski, jaka z tego wydarzenia pochodzi. Do tego potrzeba oddanego Sługi zbawienia, który zrealizuje Boży zamysł.

Sługa

Ustanowienie Sługi zbawienia zapowiadał m.in. już prorok Izajasz. To właśnie dziś słuchamy tego słowa, jakie Bóg kieruje do swego „wybranego”. Zostawiamy tutaj sprawę określenia tego, o kogo na różnych etapach historii zbawienia dochodziło. Ostatecznie tym Sługą jest Jezus Chrystus. Wcielone Słowo Boga, które przyjęło ludzką naturę. To do Niego ostatecznie odnoszą się słowa:

Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę,
przemówił do mnie, bym nawrócił do Niego Jakuba
i zgromadził Mu Izraela (…)
.

«Ustanowię cię światłością dla pogan,
aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi».

Wybranie do roli Sługi niosącego zbawienie wiązało się – upraszczając – z dwoma warunkami. Z jednej strony „musiało” być działaniem kogoś, kto swoim poznaniem i swoją mocą przekracza wszelkie ludzkie możliwości, a z drugiej „musiało” obejmować kogoś albo raczej dokonywać s w kimś, kto całkowicie należał do zagubionego, czyli potrzebującego zbawienia rodzaju ludzkiego. Mógł więc to zadanie wziąć na siebie tylko Bóg-Człowiek. Bóg, który będąc Panem, stał się Sługą.

Ta zbawcza posługa Sługi należy do całej historii zbawienia – począwszy od obietnicy wyrażonej po grzechu pierwszych rodziców (Rdz 3,15). Była ona realizowana etapami – jak top wyraża prorok Izajasz. Był wybór Patriarchów, było ustanowienie Narodu Wybranego i wreszcie otwarcie perspektywy na całą ludzkość: «Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi».

Działanie Ducha Świętego

Aby ta posługa Sługi mogła się spełnić, konieczne jest, by ten Sługa wszedł i stale wchodził w zamysł Boży. To właśnie spełnia Duch Pański. Na podobieństwo tego, jak unosi ł się nad wodami w akcie stworzenia (Rdz 1,2), tak stale prowadzi zbawcze dzieło Boga wyzwalające człowieka spod działania złego ducha. Ten. Kto jest pod wpływem działania Ducha Pańskiego, czyli jest Pomazańcem, Chrystusem, Mesjaszem, spełnia tę misję. Jan Chrzciciel daje o tym świadectwo:

«Ujrzałem Ducha,
który zstępował z nieba jak gołębica
i spoczął na Nim
.

Ja Go przedtem nie znałem,
ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą,
powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego
i spoczywającego na Nim,
jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”.

Ja to ujrzałem i daję świadectwo,
że On jest Synem Bożym».

Jezus wówczas wszedł w swoją publiczną działalność zgodnie z tym poruszeniem i prowadzeniem Ducha. W ten sposób Jezus „zszedł” w najgłębsze otchłanie ludzkiej egzystencji – ludzkiego życia i otworzy proces scalenia upadłego człowieka z Bogiem.

Patrzymy na to od strony człowieka. W Bogu to wszystko się dokonało. W nas ludziach to namaszczenie, czyli to zstępowanie i pozostawanie na nas Ducha Bożego musi się dokonywać. Liturgia, słuchanie Słowa Bożego, modlitwa i otwartość wewnętrzna ze strony człowieka są dla każdego z nas darem i wezwaniem do tego, aby wchodzić w to wielkie dzieło zbawcze i przyzwalać na jego aktualizowanie w sobie i wokół siebie. Jako ochrzczeni i Chrystusowi, czyli noszący na sobie i w sobie znamię mesjańskości, jesteśmy włączeni w to dzieło Chrystusa – namaszczonego Duchem Świętym, by mieć udział w Jego misji bycia światłością dla pogan (wszystkich, którzy nie znają zbawczej Tajemnicy), aby zbawienie Boże docierało aż do krańców ziemi.

Umacniajmy się w tym wzajemnie będąc otwarci i wyczuleni na działanie Ducha Świętego.

Pozdrawiam

Bp ZbK

Następna strona »

css.php