W Liturgii Słowa 14 Niedzieli roku A słyszymy fragment proroctwa Zachariasza. Jest to właściwie druga część księgi znanej pod tym imieniem. Bywa nazywana też Deutero-Zachariaszem. Jest to sześć ostatnich rozdziałów tej księgi (9 -14).

Sytuacja i czasy Deutero-Zachariasza

Proroctwo tej części księgi Zachariasza umiejscawia się w czasie po wygnaniu babilońskim – i to prawdopodobnie dość sporo. Najprawdopodobniej powstała w kontekście wielkich zwycięstw Aleksandra Wielkiego (druga połowa IV wieku przed Ch.). Powstały w związku z tym (po około 200 latach zależności od władców Persji) pewne nadzieje odbudowy odzyskania większej niezależności Izraela. Aleksander miał obiecać Żydom większe swobody.

Wszystkie oczekiwania związane z tym władcą prysły jednak z jego śmiercią. Zmarł czy to wskutek choroby, czy otrucia czy innych przyczyn w wieku trzydziestu kilku lat. Nastąpiły dla Jerozolimy trudniejsze czasy z powodu wewnętrznych walk o władzę w imperium. Przez tereny Judy przemieszczały się różne wojska. Nadto zmieniało się podejście wielu Żydów do kultury helleńskiej. W obliczu zmian wielu było gotowych przyjmować tę kulturę i zwyczaje. Tracili swoją właściwą tożsamość członków narodu wybranego i skłaniali się do kosmopolityzmu. To wszystko spotęguje się w następnych wiekach (Antioch IV Epifanes).

Na tym tle prorockie przesłanie tej części Księgi Zachariasza uzyskuje szczególny wydźwięk. Prorok z całą intensywnością ukierunkowuje członków Narodu Wybranego na wymiar mesjański i eschatologiczny właśnie przez odniesienie do działania Pana Boga jako tego, który w odpowiednim czasie da Pasterza i Mesjasza – niezależnie od sytuacji politycznej i planów ziemskich władców i ich osiągnięć.

Obraz właściwego władcy

Prorok prowadzi do zrozumienia tej wielkiej prawdy.  Ważnej wówczas i aktualnej dzisiaj, że dzieje ludzkości – a szczególnie wybranych do pełnienia misji wobec narodów – nie zależą od władców tego świata, lecz od wiernego i konsekwentnego przyjmowania przez wybranych działania Pana Boga. To działanie realizuje się właśnie przez Mesjasza.

Pamiętając o takim kontekście wypowiedzianego wówczas słowa i kontekście, w jakim my się dzisiaj znajdujemy słuchamy tego proroctwa – tej obietnicy. Im bardzie widzimy, że wciskają nam się ziemskie nadzieje i promocje, tym bardziej musimy być ostrożni, aby nie ulec ich powabom i płonnym obietnicom. Natomiast konieczne jest, abyśmy coraz to mocniej odnosili się do słowa – obietnicy dawanej nam od Boga za pośrednictwem proroctwa, które oświeca nasze życie.

Prorok natomiast kreśli zupełnie inny obraz właściwego władcy. Zupełnie inny od tych wszystkich, którzy zdobywają władzę przez walki, przemoc itd.

Raduj się wielce, Córo Syjonu,
wołaj radośnie, Córo Jeruzalem!
Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski.
Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy.

Wobec wszystkich tendencji i rozgrywek, jakie dominują w świecie i w kluczu których „władcy” tego świata układają relacje społeczne i ustanawiają prawa a czasem toczą wolny, Pan Bóg stawia ludziom zupełnie innego Władcę, Mesjasza, Króla, Pasterza.

 

W jaki sposób osiągnie swoje panowanie

Ten zapowiadany Władca – Mesjasz jest określony trzema przymiotnikami: sprawiedliwy, zwycięski i pokorny. Jego sprawiedliwość to jego jednoznaczne i całkowite odniesienie do Boga i Bożego Prawa. Tak mocne i tak jednoznaczne, że odda swoje życie za tę prawdę. Uczyni to wobec (w konfrontacji z) władzy religijnej (Sanhedryn) i wobec władzy państwowej (Piłat).

To, że będzie zwycięzcą, nie zależy od jego zdolności wojowniczych, organizacyjnych czy przebiegłości w uzyskiwaniu władzy. Jego zwycięstwo polega na pełnym uznaniu działania Boga, który prowadzi swoje dzieło wobec człowieka. To działania Boga „na Nim” okaże się w pełni, gdy – ukrzyżowany i złożony do grobu – zmartwychwstanie i da Ducha Świętego na przebaczenie wszystkim, którzy zawinili (są winni Jego śmierci). Prowadzi je innymi drogami niż ludzkie prawa dyplomacji i sztuki wojennej. Prowadzi je głównie przez przebaczenie.

Na tym też polega jego pokora. Nie stawia się w roli pana, lecz przyjmuje postawę i rolę sługi. Użyty tutaj termin to rdzeń tego wszystkiego, co mamy w określeniu anawim, a w dzisiejszej ewangelii oddane polskim określeniem prostaczkowie (gr nepioi)

Szczególny rys tej jego „władczej posługi” wyrazi się w tym, że wbrew wszystkiemu, co podpowiadają ludzkie doświadczenie zdobywania władzy i panowania nad narodami, On nie przyjmie logiki konfrontacji, która miałaby doprowadzić do zwycięstwa nad drugim, lecz „rozbroi” samego siebie. Uczyni to po to, aby zwycięstwo dokonało się prze przebaczenie i zjednoczenie – komunię i wspólnotę życia tych, którzy w sobie samych zniszczą „oręż wojenny”, oręż supremacji itp. Wyraża to poniższe sformułowanie prorockie:

On usunie rydwany z Efraima,
a konie z Jeruzalem;
łuk wojenny zostanie złamany.

Działanie mające doprowadzić do prawdziwego zwycięstwa rozpoczyna się w samym podmiocie, który to działanie podejmuje. Tym „podmiotem” jest Jezus i ci, którzy do Niego przychodzą i od Niego się uczą – przyjmują Jego logikę życia.

Jezus – Jego mesjańskie wołanie – propozycja dla naszego życia

Właśnie tę prawdę i tę tajemnicę Jezus wyraża w swoim zawołaniu wielbiącym Boga Ojca:

Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi,
że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi,
a objawiłeś je prostaczkom.

Jest to tajemnica, do której dostęp jest możliwy tylko przez Jezusa i w oparciu o Niego. Konieczne jest zostawienie wszystkich „własnych koncepcji” układania relacji z drugimi. Bardzo trudno (czy nawet wręcz niemożliwe) jest to do pojęcia wszystkim przenikniętym własną mądrości i własnymi kalkulacjami.

Ci natomiast którzy z różnych racji i powodów są „pozbawieni” tych ludzkich prestiżowych atutów, mają jakby „łatwiejszy” dostęp do tej prawdy i tajemnicy Jezusa. Czasem są wręcz „zmuszeni” przez okoliczności i nie mają dokąd się udać, by uzyskać pomoc. Wtedy bardzo ważne jest to, czy im zostanie obwieszczona prze Ewangelię prawda i tajemnica Jezusa.

Dlatego Jezus woła:

Przyjdźcie do Mnie wszyscy,
którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,
a Ja was pokrzepię.

Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokornego serca,
a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie.

Prosimy Pana Boga, byśmy właściwie umieli wykorzystać wszystkie sytuacje naszego „rozbrajania” (bycia rozbrajanym, czasem wbrew naszej woli) z rydwanów Efraima i koni z Jeruzalem – to znaczy z „mocnych ośrodków” naszych przekonań, w których brniemy (czasem uciekając się do przemocy) i na różne sposoby kultywujemy samych siebie. Łatwo wtedy stajemy się bałwochwalcami. Działamy używając niejednokrotnie do tego nawet pewnych elementów religijnych. Bałwochwalstwo to powoduje rozdźwięki, napięcia, spory i wojny. Bóg stworzył nas natomiast do jedności i komunii.

Bp ZbK

Słyszymy dziś słowa Jezusa o stosunku do Niego i stosunku do bliskich, do bliźnich oraz do wszystkiego, co nas otacza, a czego wyrazem jest stosunek do krzyża.

Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie,
nie jest Mnie godzien.
I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie,
nie jest Mnie godzien.
Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną,
nie jest Mnie godzien.

Spróbujmy wniknąć w wymowę tych słów Jezusa i odnieść je do siebie, do swojej konkretnej sytuacji, w jakiej nam przychodzi żyć i w relacjach z kim to się dzieje. Chcę przywołać tutaj dwa aspekt. Najpierw to, co wiąże się z przysłówkiem „więcej” czy „bardziej” a następnie z przymiotnikiem „godny”, być godnym.

Kochać bardziej / więcej

Kochać bardziej niż. W tekście greckim mamy użyty przysłówek wskazującego bezpośrednio na relację „ponad” (hyper). Naturalnie przekład polski „bardziej czy więcej oddaje też istotną myśl. Jednak zwrócenie uwagi na stawianie priorytetu, czyli przedkładanie czegoś ponad coś, jest obrazowo bardzo wymowne.

Użyty tutaj czasownik kochać (gr phileo) oznacza konkretną relację bliskości, przyjaźni. W Ewangelii św. Jana pojęcie miłości uzyskuje nawet ukonkretnienie w określeniu „oddać życie za kogoś, kogo się miłuje” (J 15,13).

Chodzi więc o przedkładanie miłość do swego ojca czy matki, syna czy córki ponad relację (miłości) do Jezusa. Oznacza to nie tylko (czy może nie tyle) miłość do konkretnego ojca, matki itd., lecz wejście w tego samego ducha i ten sam „typ” miłości, którą kierował się Jezus, oddając życie za tych, których umiłował. Jest to miara pełna, ostateczna. Możliwa jest ona w pełni tylko w odniesieniu do miłości (czyli w oparciu o miłość) Boga objawionej w Jezusie

Jaka jest rodzaj miłości Jezusa i do Jezusa

Miłość Boga objawiona w Jezusie, jako Synu miała i ma swoje uzasadnienie /zakotwiczenie w tym, że był i jest całkowicie miłowany przez swego Ojca i oddaje życie po to, aby nas wprowadzać w doświadczanie takiej samej miłości. Jest to wielka i bardzo specyficzna tajemnica.

Syn tak czuje się kochany przez Ojca i tak kocha Ojca, że oddaje życie za swoich przyjaciół, którzy realnie przez grzech stali się „nieprzyjaciółmi” Boga i Jego zamysłu (zob. np. Rz 5,10; 11,28). To dzięki tej przedziwnej miłości daje możliwość przemiany „nieprzyjaciół” w kochających na jego podobieństwo.

Pewną ilustracją tej przedziwnej tajemnicy może być powiedzenie:

Pan Bóg kocha wszystkich,
niektórych kocha więcej,
nikogo nie kocha mniej
.

Najbardziej ukochał swojego Syna. Uczynił to „wydając Go” za tych, którzy nie czują się kochani lub uważają się za mniej kochanych, aby poczuli się kochani pełnią ojcowskiej miłości. Dzięki temu, że kochany przez Ojca Jezus, oddał swoje życie z tych, którzy nie znali miłości – tego rodzaju miłości, która kocha bezwarunkowo. Dzięki temu idąc za Jezusem (na ile uznajemy Go jako Pana naszego życia) przedkładamy ten objawiony w Jezusie „typ” miłości ponad wszelkie inne „rodzaje miłości”. W ten sposób jesteśmy „leczeni” z niewłaściwych i w jakimś stopniu interesownych typów miłości.

Być godnym Jezusa

Jezus mówi wprost, że kto przedkłada miłość (do) ojca i matki, syna i córki i kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Nim, nie jest Go godzien. Przymiotnik „godzien” (gr aksios) wskazuje na relacje zachodzącą między podmiotami i ich odpowiedniość. Zawiera też w sobie element dążenia czy prośby, aby się stawało to, że ta relacja jest pełna, zrównoważona, wprowadzająca pokój.

Uwzględnia wysiłki zasługi jednej czy obydwu stron, aby taka relacja mogła być przeżywana w całej pełni i harmonii. Ze strony Boga w Jezusie został podjęty najpełniejszy krok ku a spełnieniu tego wszystkiego, aby stała się owa „godność”. On podjął wszystko, aby sam – będąc „godnym” – innych czynić godnymi przez otwarcie księgi życia (zob. np. Ap 5,9.12). Ten krok ku godności ze strony człowieka jest możliwy tylko w oparciu o Boga. Do tego jednak potrzebna jest wola człowieka i jego zwracanie się do Boga, aby On tego w człowieku dokonał (zob. np. 2Tes 1,11).

Jezus wyraźnie formułuje warunek, pod jakim to się może stawać:

Kto chce znaleźć swe życie,
straci je,
a kto straci swe życie z mego powodu,
znajdzie je.

Ostatecznie więc widać, że być godnym Jezusa oznacza być gotowym na tracenie swego życia z powodu Jezusa. Kto na to się godzi i kto o to prosi oraz to przyjmuje w konkretnych okolicznościach swego życia, ten też potrafi właściwe kochać swego ojca, swoją matkę itd. Nie będzie bowiem kochał ich ze względu na siebie (jakiekolwiek korzyści, układy itp.), lecz ze względu na poznaną miłość Boga Ojca, objawioną w Jezusie – Synu, który jako wyraz miłości Ojca wydał siebie w ręce ludzi przyjmując śmierć krzyżową.

Bp ZbK

Liturgia Słowa 12 Niedzieli roku A dotyka bardzo istotnego momentu życia człowieka, w szczególności życia kogoś, kto jest wezwany, by być świadkiem Bożego zamysłu i Bożych planów. Osobą, na której to się objawia, jest Prorok Jeremiasz. Czytany dzisiaj fragment jego proroctwa, daje wgląd w jego wnętrze: w jego rozterkę i zmaganie z jednej strony oraz jego pełne i całkowite zaufanie Bogu.

Sytuacja

Bóg powołał i posłał Jeremiasza, aby głosił sposób zachowania się wobec zagrażającego niebezpieczeństwa, który nie podobał się i nie odpowiadał przywódcom miasta. Dotyczy to czasu inwazji Nabuchodonozora na Judę i Jerozolimę (pierwsze dekady VI wieku przed Chrystusem). Z powodu tego, że głosił zamysł Boży, był ganiony i prześladowany.

Dlatego, że „inaczej” widział i mówił był prześladowany. W tym wszystkim sam przeżywał swoje wewnętrzne zmagania i swoisty „spór” z samym Bogiem (zob. np. 20,7n). Tak oto widzi swoją sytuację i to, co go otacza:

«Słyszałem oszczerstwo wielu:
„Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego!”
Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku:
„Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy
i wywrzemy pomstę na nim!”

Można powiedzieć, że stał się „zakładnikiem” Bożej sprawy w rękach ludzi.

Jest coś więcej

W tej trudnej i tak krytycznej sytuacji ma jednak jedną pewność, która go umacnia i czyni prawdziwym świadkiem nie swojej mocy i przebiegłości, lecz uległości wobec planu Boga. To musi jednak najpierw przeżywać w sobie

Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz;
dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. (…)

Ty, który doświadczasz sprawiedliwego;
Ty który patrzysz na nerki i serce,
dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę na nich.

Jeremiasz ma świadomość, że to, co głosi, nie pochodzi od niego, lecz jest działaniem Pana Boga przez niego. To Pan jest „mocodawcą” i to on przeprowadzi swój plan. Potrzebuje tylko odpowiedniego narzędzia. Takim właśnie jest prorok. Wie, że to nie czyni go popularnym w oczach ludzi. Wręcz przeciwnie. Wystawia go na prześladowanie. Ostateczne zwycięstwo jest i zawsze będzie po stronie tego, który jest Wszechmocny.

On jednak potrzebuje „ludzkich narzędzi”, które są gotowe dać się użyć a czasem nawet „zużyć” do końca, do granic możliwości. To wyraża owo „badanie i doświadczanie” sprawiedliwego.

O jakiego „sprawiedliwego” chodzi? Chodzi o takiego, który nie będzie bronił sam swojej sprawy. Nie będzie ma swojej koncepcji „sprawiedliwości”. Nie będzie sam chciał przeprowadzać swoich planów. Może ważny jest ten szczegół o poście. Nie mów, że chciałby sam pomścić swoich prześladowców, lecz chce zobaczyć pomstę, jaka zostanie na nich dokonana. W tym jest zawarta wiara i przekonanie, że to Bóg w odpowiednim czasie wyjawia prawdę, dokonuje sądu i sprowadza konsekwencje ludzkiego postępowania.

Kto „rozgrywa ostatnią partię”

Wymowne jest dalsze stwierdzenie czy raczej oświadczenie:

Tobie bowiem powierzyłem moją sprawę.

Użyty czasownik tłumaczony jako „powierzyć” ma jako pierwotne i podstawowe znaczenie: odkryć, odsłonić, otworzyć. Dalsze znaczenia to objawić, powierzyć i jeszcze inne aż do wyrażenia takiej czynności, jaką jest „uprowadzenia w niewolę”.

To co bywa przekładanie jako „moja sprawa” zawiera w sobie coś ze sporu, z dochodzenia. Tak, jakby chodziło o „sprawę” do rozpatrzenia w sądzie.

Co to wszystko oznacza?

Prorok wobec tych przeciwności, jakie go spotykają z powodu tego, co mu zostało powierzone prze Boga, niejako „odkrywa wszystkie swoje karty, wszystkie swoje pociągnięcia i ruchy. Czyni to tak, aby wszystko było jasne, transparentne przed Bogiem i ludźmi.

Prorok sam nie chce wygrywać żadnej „swojej sprawy”. Sprawa, które została mu powierzona i która jest w jakimś sensie też jego sprawą. Jest całkowicie w ręku Boga. Co prawda on, jako prorok, wszystko przeżywa w sobie, jest wydany dla tej sprawy.

Prorok przeżywa w sobie zmaganie z powodu tej Bożej sprawy, która też stała się jego sprawą. Niemniej jednak niczego nie chce przeprowadzić po swojemu. Uznaje, że cały „spór” o prawdę, o słuszne postawy i właściwe decyzje ostatecznie jest w ręku Boga. To Bóg prowadzi swój plan.

Prorok – jako narzędzie – w przeprowadzaniu tego Bożego planu musi na sobie przeżywać konsekwencje uczestniczenia w tym zmaganiu i sporze o prawdę. Będzie też to go wiele kosztowało. Nie tylko w wymiarze zewnętrznym, ale jako wewnętrzne zmagania się i „przemaganie” siebie.

Bp ZbK

Liturgię Słowa podczas 11. Niedzieli otwiera modlitwa, nad którą chwilę się zatrzymamy. Jest ona wypowiadana z pozycji nasze ludzkiej niemocy i jest świadectwem naszej wiary, że Bożej mocy i pomocy nic nie możemy uczynić. Oczywiście zakłada się, że chodzi o sposób myślenia i czyny, które wpisują się w realizację Bożego zamysłu w życiu człowieka. Dokonuje się to w człowieku, który ufa Bogu. Prosimy więc w tej modlitwie (kolekcie):

Boże, wysłuchaj nasze błagania
i wspomagaj nas swoją łaską,

aby nasza wola i nasze czyny
były poddane Twoim przykazaniom.

Świadomość własnej kondycji

Dla wyrażenia i zastosowania do siebie takiej modlitwy potrzebna jest w człowieku świadomość własnych możliwości i własnej niemocy. Wiadomo, że człowiek może wiele, ale nie wszystko pozostaje w harmonii z nim samym i nie wszystko, co sam potrafi powadzi do dobra i szczęścia jego samego i tych, którzy są w łączności z nim.

Człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga winien oceniać i mierzyć dobro właśnie przez swoje odniesienie do Boga. Jest to aspekt bardzo ważny i stanowi o prawdziwości życia człowieka.

Z drugiej strony wiemy, jak wielka jest tendencja dochodząca stale do głosu w człowieku, by działał według własnej woli, według własnego poznania dobra i zła. Tak dzieje się w sercach i umysłach poszczególnych ludzi i tak przenosi się to na życie społeczne.

Potrzebna przemiana / przewrót

Wobec tej sytuacji zagubienia się człowieka w sobie samym Bóg otworzył drogę odnajdywania właściwego kierunku i podejmowania kroków odpowiadających. Stało się tak, gdy Jezus, wcielone Słowo Boga, a więc tak bardzo (maksymalnie) konkretne objawienie zamysłu Boga wobec człowieka, stanął między ludźmi. Żył, nauczał i umarł na krzyżu jako odrzucony przez ludzi.

Ten Jezus objawił zupełnie nową postawę wobec drugiego człowieka. Oddał życie za człowieka pełniąc wolę (zamysł) Boga, by człowiek mógł korzystać z Jego nauczania i z Jego Ducha. To w Nim dokonało się przezwyciężenie owej „tendencji” obecnej i aktywnej w człowieku, by działać według własnej woli. Dokonało się pojednanie człowieka z Bogiem.

Czytany dzisiaj fragment Listu do Rzymian ujmuje to w sposób bardzo skondensowany:

Chrystus umarł za nas, jako za grzeszników,
w oznaczonym czasie, gdy jeszcze byliśmy bezsilni (…).

Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to,
że Chrystus umarł za nas,
gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.

Ta objawiona miłość Boga w Jezusie Chrystusie i komunikowana nam przez Ducha Świętego jest prawdą (obwieszczeniem) i mocą podawaną w sakramentach, byśmy w wierze obierali tę drogę. Będzie to się działo na miarę naszej wiary i będzie znakiem dla świata.

Jezus zostawił nam tę Tajemnicę przemiany

Możemy też powiedzieć, że objawienie tej miłości Boga jest to wprowadzaniem (czy jak wolimy: przywracaniem) „porządku” czyli z zamysłu Bożego w nasze życie. W Jezusie stało się to w sposób radykalny i wymagający krzyżowej ofiary życia. Był to jednak jedyny sposób wyrwana człowieka z jego zagubienia się w sobie. Jakże jest to dzisiaj ważne wobec faktu wielkiego zamieszania co do sposobu pojmowania człowieka, jego wolności i jego szczęścia. Na prawdą Bożego zamysłu bywają nakładane wszelkiego typu ideologie, które tak bardzo radykalnie próbują zmienić objawioną i odkupioną wizję człowieka.

W Ewangelii jest nam jest obwieszczana najbardziej podstawowa prawda o człowieku i jego przeznaczeniu, które wykracza poza tylko ziemskie (doczesne) pojmowanie człowieka. W sakramentach jest nam podawana moc do bycia w Bożym zamyśle i przeżywania swego człowieczeństwa w pełny spoób. W każdym sakramencie centrum stanowi bowiem tajemnica śmierci i zmartwychwstania Jezusa by dawać człowiekowi udział (korzystanie) z mocy Ducha Świętego.

Prosimy w modlitwie dzisiejszej niedzieli, aby nasza wola i nasze czyny były poddane Bożym przykazaniom. Te przykazania co prawda od nas czegoś wymagają i są zawsze w jakiś sposób związane z tajemnicą wyrzeczenia się siebie i krzyża. Jest to jednak jedyna droga, na której możemy wchodzić w prawdę spełniania się w nas i wokół nas zamysłu Boga. Jest to zawsze podporządkowywanie naszego myślenia i działania temu Duchowi, który promieniuje z Tajemnicy Paschalnej Jezusa Chrystusa

Bp ZbK

Dzisiejsza Niedziela to Uroczystość Najświętszej Trójcy. Ta Uroczystość jest swoistym zebraniem i rekapitulacją (ukoronowaniem) procesu objawiania się Pana Boga w historii ludzkości. W tym procesie dostrzegamy objawienie się Jednego a właściwie dokonujące się stopniowo objawienie tego Jednego Boga jako Jedynego Boga.

Widzimy to na przykładzie przejścia od Abrahama przez świadectwo Deuteronomisty i modlitwę Salomona czy Judyty lub Tobiasza do najbardziej wymownego świadectwa u Proroków, w szczególności Izajasza (zob. kolejno Rdz 12; Pwt 4,35-39; 1Krl 8,60; Tob 3,15; Jdt 9,14; Dn 3,96; Oz 13,4; Jl 2,27 oraz rozdziały 45 i 46 Izajasza).

Objawia się wyznanie i wiara, że Bóg nie tylko jest Jeden, ale JEDYNY. Jest On nie tylko dla Wybranych, ale dla wszystkich narodów, chociaż objawia się przez wybranych świadków.

Objawianie się Ducha Bożego

Ten Jeden i Jedyny Bóg nie pozostaje jednak „zamknięty” w sobie i jakby wyizolowany to znaczy bez komunikowania siebie i bez dawania udziału życia w sobie samym.

Pierwsze znaki tego możemy widzieć już w pierwszych słowach Księgi Rodzaju, gdy w kontekście objawienia przedstawiającego stworzenie wszechświata jest mowa o Duchu Bożym, który unosił się nad bezmiarem wód (Rdz 1,2).

Szczególnym momentem jest też akt stworzenia człowieka – jak to mamy powiedziane – Uczyńmy człowieka na nasz obraz i podobnego nam (Rdz 1,26). Bóg niejako „przedstawia się” w liczbie mnogiej. Stwarza też człowieka w liczbie mnogiej. Jest wprost powiedziane: Bóg stworzył go na swój obraz, ale jednocześnie jest to precyzowanie, że mężczyzną i niewiastą stworzył ich (Rdz 1,27).

Kogo możemy dopatrywać się pod tym boskim MY. To nie zostało jeszcze objawione w Starym Testamencie. Została jednak otwarta swoista droga i perspektywa do pojmowania tej szczególnej natury Boga.

I  jeszcze KOGOŚ

Wielokrotnie i na różne sposoby jest mowa przez cały Stary Testament o Duchu Bożym i o kimś – jako o Mesjaszu, o Synu Człowieczym, Słudze Pańskim. W tych zapowiedziach nie było jeszcze jasności, kim będzie ten Mesjasz. Nie znano jego natury, to znaczy, że będzie Synem Bożym i że jako Wcielone Słowo Ojca będzie też prawdziwym człowiekiem. Te treści były jak największą nowością – prawdziwym objawieniem. Stanowiły też jednocześnie największą trudność w przyjęciu Mesjasza Syna Bożego.

Mamy najbardziej skondensowane przesłanie tej prawdy w Liście do Galatów:

Gdy jednak nadeszła pełnia czasu,
zesłał Bóg Syna swego,
zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem,

aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu,
abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo
(Ga 4,4-5)

Oczekiwano „innego” Mesjasza. Bardziej na „miarę” i według przewidywań oraz „potrzeb”, z jakimi borykała się wówczas społeczność Narodu Wybranego. Głównym „zapotrzebowaniem” tej społeczności było wyzwolenie spod rzymskiej okupacji i podtrzymanie „funkcjonowania” królestwa Izraela.

Wobec tych oczekiwań przechodziły jakby na drugi plan i były niedoceniane wszystkie obietnice wskazujące na potrzebę przemiany ducha człowieka. Na odnowienie sposobu myślenia. Na otwarcie grobów i ożywienie wysuszonych kości oraz stwarzanie „nowej ziemi i nowego nieba”. Na obdarzenie człowieka Duchem Bożym, Duchem Świętym, aby kształtował swoje życie na obraz i podobieństwo Boga. Zniekształcenie wnętrza człowieka, jakie dokonało się w grzechu pierworodnym i które trwało, nie mogło być naprawione przez żadne formy kultu. Trzeba było Nowego Człowieka. Tym stał się Jezus – sprawca zbawienia.

Ojcowski zamysł ratujący człowieka

Jezus, Wcielone Słowo Ojca, spełnił cały zamysł Boga Ojca wyrażony już bezpośrednio po grzechu pierwszych ludzi. Podjął tę wielką misję pokonania „głowy węża” niejako za cenę doświadczenia ugodzenia „w piętę”.

Tę misję podjął jako prowadzony od poczęcia aż po krzyż przez Ducha Świętego będącego „wyrazem” miłości Ojca i przyjęcia doświadczenia łaski przez Syna. Syn stając się człowiekiem, wszedł niejako do obozu tych, którzy z powodu grzechu zostali pozbawieni chwały Bożej (Rz 3,23). Będąc sam objawieniem łaskawej miłości Ojca, nie uchronił siebie od bycia zrównanym z grzesznikami i w oczach ludzi niejako i przez ludzi pozbawionym wszelkiej łask. Został niesprawiedliwie skazany po to, by objawić i uczynić skuteczną łaskę wobec grzeszników – by mogli jej dostąpić za darmo  (Rz 3,24).

Wszystko stało się jako spowodowane miłością Boga Ojca. Stało się skutecznym objawieniem łaski w Synu, by doprowadzać ludzi do przeżywania pojednania – co wyraża koinonia (dar jedności, zdolność życia w jedności właśnie dzięki poznaniu łaski). Kto bowiem poznaje i przyjmuje łaskę objawioną w Synu i przez Syna, nie musi zabiegać o uzasadnienie (gwarancję swego życia według siebie, według własnego poznania dobra i zła). Nie musi walczyć o siebie i o „swoje”. W Synu, w łasce otrzymywanej na wzór Syna, może kochać, pokonując wszelkie bariery i mury wrogości, i żyć mocą obdarowania pokojem. To jest owa koinonia czyli jedność w Duchu Świętym.

W dzisiejszej Liturgii Godzin modlimy się antyfoną do jednego z Psalmów, która pięknie zbiera całe Boże dzieło: Ojciec jest miłością, Syn jest łaską, więzią jest Duch Święty, o błogosławiona Trójco.

Panie, Jedyny Boże w Trójcy Osób, udzielaj nam, świadomości własnej tożsamości samych siebie (zgodnie z Twoim zamysłem) i takiej jedności w naszych wzajemnych relacjach, jaka jest w łonie Trójcy Osób.

Bp ZbK

Zbliżając się do zakończenia okresu Wielkanocnego Uroczystością Zesłania Ducha Świętego modliliśmy się w sobotę: Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy ukończywszy obchód świąt wielkanocnych, przy Twojej pomocy zachowali ich ducha w życiu i postępowaniu.

Dziś wchodzimy w tę Uroczystość i słuchamy fragmentu przesłania św. Pawła z Listu do Koryntian: Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus».

Ta wypowiedź św. Pawła jest poprzedzona stwierdzeniem darów duchowych, które stały się udziałem wierzący, kiedy odeszli od bożków i stali się wyznawcami Jezusa Chrystusa. W tym kontekście Apostoł wypowiada słowa, które stanowią znamienny paralelizm określający relację wierzących do Jezusa i do Ducha Świętego (Ducha Bożego).

Oto zestawienie tych dwóch części wypowiedzi, z której podczas niedzielnej uroczystości słyszymy tylko drugą część:

Nikt, pozostając pod natchnieniem Ducha Bożego,
nie może mówić:
«Niech Jezus będzie przeklęty!».

Nikt też nie może powiedzieć
bez pomocy Ducha Świętego:
«Panem jest Jezus»
(1Ko4 12,3).

Po co potrzebna obecność Ducha Świętego

Życie wewnętrzne Pana Boga i Jego działanie na zewnątrz objawia się w trójdzielnej jedności. Duch Święty od początku dziejów stworzenia jest obecny jako nadający wszystkiemu, co jest stwarzane, formę według obrazu Boga jakim jest Jego Syn. Tak możemy streszczając i upraszając ująć całe działanie Trójcy Świętej – Jednego Boga.

Tak też stało się w dziele odkupienia. To Ojciec posłał swego Syna i Go namaścił Duchem Świętym (zob. Iz 61,1; Łk 4,17nn). Jezus jako wcielone Słowo Boże, namaszczony Duchem Świętym, dokonał zbawczego dzieła. To Duch Święty prowadził Go na pustynię, to w Duchu Świętym wielokrotnie doznawał radości i podejmował konkretne działania aż po podjęcie drogi do Jerozolimy i przyjęcie krzyża. To wszystko po to, aby – jak zapowiadał – dokonało się Jego odejście z tego świata, by Jego uczniowie mogli otrzymać Parakleta (J 16,7; por J 14,16).

Obecność Ducha Świętego w dziele zbawczym, jakiego dokonał Jezus, jest przede wszystkim tą mocą, która „kształtowała” podjęcie wydarzenia paschalnego – wydarzenia krzyża i zmartwychwstania (zob. Rz 1,3-4). To Duch Święty prowadził Jezusa do krzyża, by w ten sposób utworzyć nową „formę” życia, jakim jest zmartwychwstanie, czyli życie logice zmartwychwstania, w logice „niebronienia starej formy” życia uwarunkowanego grzechem.

Przekazanie nowej „formy” życia

O tej nowej formie czy jakości życia Jezus nauczał głosząc Ewangelię podczas całej swojej publicznej działalności. To wszystko, co głosił, było zarysowaniem tego, co miało się stać w Nim i przez Niego, a co miało być dalej przekazywane przez Jego uczniów (Apostołów i ich następców). Całą swoją Tajemnicę Zbawczą (Paschę) ostawił w Ewangelii i w Sakramentach: by głosili i czynili na Jego pamiątkę. Aby to mogli czynić zgodnie z zamysłem Boga urzeczywistnionym w dziele Jezusa, Syna Bożego, potrzebne była Moc Ducha Świętego. Tak im powiedział, jak to zapisał św. Łukasz:

Gdy Duch Święty zstąpi na was,
otrzymacie Jego moc
i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei,
i w Samarii, i aż po krańce ziemi
(Dz 1,8).

Jezus dał się „uformować” Duchowi Świętemu przez „formę” krzyża, która prowadziła do zmartwychwstania i daru Ducha Świętego dla wierzących w Niego. Wstępując do nieba zapowiedział, że Jego uczniowie będą Jego świadkami, czyli w konsekwencji będą świadkami Jego „formy” życia. Oznacza to życie w mocy Ducha Świętego.

Dwa aspekty wyznania przez wierzących w odniesieniu do Jezusa

Mając to wszystko na uwadze lepiej możemy rozumieć wyrażenie św. Pawła, że nikt., kto pozostaje pod wpływem Ducha Bożego, nie może powiedzieć: «Niech Jezus będzie przeklęty!». Dosłownie: «Jezus [to] anathema». Oznacza to wykluczenie dla „bogów” obcych, a więc coś, co ma być zniszczone, nie służy właściwemu celowi itp. Jest to odpowiednikiem hebrajskiego herem określającego to, co miało być zniszczone w podbitych miastach (zob. Joz 6,17n i więcej razy w rozdziale 6, 7 10, 11), bo nie było według zamysłu Bożego.

Kto więc jest pod natchnieniem Ducha Bożego nie może powiedzieć, że Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały jest bezużyteczny, jest do wykluczenia czy przeklęcia. Rozszerzając to na całe życie wierzących oznacza, że nikt z wierzących nie będzie wykluczał ze swego życia logiki Jezusa, a więc jego ukrzyżowania i zmartwychwstania.

Kto zaś pozostaje pod wypływem Ducha Świętego będzie z Jego pomocą wyznawać: ­«Jezus jest Panem (Kyrios)».

Duch Święty w chrześcijańskim życiu

Szczególnie ważny jest ten pierwszy aspekt chrześcijańskiego życia. Ten aspekt musi być brany pod uwagą przed drugą częścią wyznania św. Pawła, że nikt bez pomocy Ducha Świętego nie może powiedzieć Jezus jest Panem. Czyli do właściwego wchodzenia pod panowanie Jezusa, który jest Panem, potrzeba pomocy Ducha Świętego. Tylko z Jego pomocą, pod wpływem Jego działania można przeżywać udział w panowaniu, które przeprowadza przez śmierć do życia.

Z kolei, gdyby ktoś myślał, że można pomocą tę logikę Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego pominąć i próbować żyć bez tej mądrości przechodzenia przez śmierć, to nie pozostaje pod wpływem ducha Bożego. Oznaczyłoby praktycznie, że można mieć udział w panowaniu (udział w życiu i władzy Kyriosa) bez umierania dla siebie. Oznaczałoby to traktowanie Jezusa, całego Jego działa i całego Bożego zamysłu jako czegoś bezużytecznego. To jednak nie może być prawdą. Choć takie czasem zachodzą takie próby kształtowania (formowania) chrześcijaństwa.

Obecność i działanie Ducha Świętego wierzących w Jezusa objawia się w szczególny sposób w kształtowaniu ich relacji do krzyża. To należy do centralnego przesłania chrześcijańskiego. Tutaj Duch Święty ukazuje się najpełniej jako „formator” realizujący w nas, ludziach dotkniętych grzechem, obraz i zamysł Boga.

Prosimy Cię Panie, Boże Wszechmogący, nie zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi (zob. Ps 104,30)

Bp ZbK

W tę Niedzielę w Polsce liturgicznie przeżywamy Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. Tradycyjnie odbywały się w czwartek 6 tygodnia. Obecnie jest przeniesiona na 7. Niedzielę okresu wielkanocnego, a więc poprzedzającą Niedzielę Zesłania Ducha Świętego.

W liturgii Słowa słyszymy początek Księgi Dziejów Apostolskich. Św. Łukasz, po pięknym wprowadzeniu, które nawiązuje do napisanej wcześniej Ewangelii, przedstawia ostanie chwile ziemskiej obecności Jezusa wśród uczniów. Jezus mówił im wtedy wiele o Królestwie Bożym. Nie wszystko rozumieli. Teraz – jakby w ostatniej chwili – padają polecenia, pytania i odpowiedzi.

Polecenie pozostania w Jerozolimie

Św. Łukasz przekazuje słowa Jezusa skierowane do Apostołów podczas wspólnego posiłku, kiedy im przykazał, by nie odchodzili z Jerozolimy, lecz oczekiwali spełnienia obietnicy Ojca, jaką Jezus im zapowiadał a która była owocem Jego życia, męki i śmierci oraz zmartwychwstania:

Słyszeliście o niej ode Mnie – mówił –
Jan chrzcił wodą,
ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym.

Polecenie pozostania w Jerozolimie i oczekiwania spełnienia się obietnicy mogło sugerować jakąś bezczynność i nie dawało Apostołom wizji przyszłego życia, które można by uznawać jako normalne. Mogło wydawać się jakby skazaniem na bierność.

Nie zdawali sobie bowiem wówczas sprawy, co to znaczy „zostać ochrzczonym Duchem Świętym”. A odniesienie do chrztu Janowego mogli rozumieć w kluczu tylko czysto religijnym jako chrzest pokuty. Nie dawał im to zadowalającej perspektywy życia. Mimo faktu zmartwychwstania Jezusa i jego pouczeń o Królestwie Bożym i o tym, co – zgodnie z Pismem – miało się stać z Mesjaszem i rzeczywiście się stało, jeszcze nie rozumieli.

Pytanie

Nurtowała ich zasadnicza sprawa ziemskiej egzystencji – chociaż ujętej w kategoriach wybrania religijnego a jednocześnie politycznego – co miało szczególną wagę wobec faktu okupacji rzymskiej. Tak bowiem to pojmowali wszyscy Żydzi.. Dlatego stawiają kolejny raz pytanie, które na różne sposoby wybrzmiewało podczas nauczania Jezusa. Teraz, po zmartwychwstaniu i w kontekście „odejścia” Jezusa to pytanie jest jeszcze bardziej intensywne i naglące

Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?

Za tym pytaniem kryje się troska i niepokój o wszystko, co skrótowo możemy ująć w pojęciach wolności od okupanta, swobodzie działania instytucji religijnych, także wszystkich społecznych i gospodarczych oraz zwykłego życia w pokoju i pomyślności.

Wszyscy tego pragniemy, oczekujemy. W tym celu pracujemy i znosimy wszelkie trudy. Czynimy to odwołując się do Pana Boga lub do innych sił, albo też próbujemy to organizować na własną rękę. Interesuje nas jakieś królestwo czyli przestrzeń życia, w której moglibyśmy się poczuć dobrze jako ludzie „zrealizowani” itp. itd.

Odpowiedź Jezusa

Odpowiedź Jezusa otwiera zupełnie inną perspektywę. Przenosi całą troskę i zabieganie o dochodzenie do tego jakoś pojętego „królestwa” na samego Boga. Na odniesienie człowieka do Niego, a nie do odkrycia „wiedzy” co do sposobu zaistnienia tego królestwa. Słyszymy, jak to zresztą często zachodzi w nauczaniu publicznym Jezusa , odpowiedź z zupełnie „innej półki”, w innym rejestrze:

Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile,
które Ojciec ustalił swoją władzą,
ale gdy Duch Święty zstąpi na was,
otrzymacie Jego moc
i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem
i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.

Najpierw więc stwierdzenie: nie wasza to rzecz. Właściwy więc bieg wydarzeń nie jest w ludzkich kompetencjach. Jest zakotwiczony w Ojcu, który działa w zupełnie inny sposób, niż ludzkie zabiegi i przewidywania.

Nie znaczy to jednak, że człowiek z tego „kształtowania” biegu rzeczywistości jest wyłączony. Oprócz tego, że może próbować działać na własną rękę, jawi się inny sposób jego uczestnictwa w dziejach ludzkości i świata.

Zstąpienie Ducha i udział w Jego mocy

Tą nowością jest dar Ducha Świętego. Właśnie spełnienie obietnicy Ojca. Tej zapowiedzianej w raju, tej danej Abrahamowi i jego potomkom, tej dla której Jezus przyszedł i stał się człowiekiem, gdy nadeszła pełnia czasu (Ga 4,4).

Dar Ducha Świętego i udział w Jego mocy to właśnie uzdolnienia człowieka do takiego działania, jakie spełniło się w Jezusie Chrystusie – czyli w Mesjaszu. On stał się Mesjaszem (Chrystusem), by nas uczynić mesjańskimi (christianoi). Oznacza to bycie sługą Bożego planu. Tego planu i zamysłu, który stale jest do odkrywania w każdej sytuacji i w każdym czasie oraz w każdym miejscu. Nie jest konieczne, by znać wszystkie szczegóły i niejako nad nimi panować. Wystarczy wiedzieć, że jest Ojciec, który ustanowił czas i chwile i być posłuszny natchnieniom danego przez Niego Ducha.

Świadkowie Mesjasza

Być świadkiem Jezusa, to wchodzić w Jego Tajemnicę życia, śmierci (umierania) i stale nowego życia, które rodzi się dzięki zmartwychwstaniu, czyli zaskoczeniu, że może być inaczej, niż się spodziewaliśmy i oczekiwaliśmy. Może być inaczej i nie koniecznie po naszej myśli i to może być dobre. Prawdziwie dobre. Dobro, które Bóg wyprowadza z ludzkiego doświadczenie niemocy a czasem błędu – o ile tylko człowiek przyjmie Jego Ducha, pozwoli się przeniknąć Jego mocy i być świadkiem Jezusa – Mesjasza.

Otrzymacie moc Ducha Świętego
i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem
i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.

Świadomość daru Ducha Jezusa, czyli Ducha Namaszczającego, czyniącego człowieka mesjaszem, pomazańcem,  uwalnia człowieka z jego „natarczywego” przeprowadzania swojej woli. Wyrywa go z narzucanych sobie i innym schematów życia, które powodują zniewalanie. To zniewalanie może zachodzić w wymiarze globalnym, totalitarnym i może dokonywać się w małych kręgach rodzinnych, przyjacielskich, zawodowych. Za tym stoi jakieś zwodnicze (czasem wprost: szatańskie) przynaglenie: „coś musi być właśnie tak; musi być teraz, musi być tutaj i w tych okolicznościach itp., bo jeśli nie to …”

Zechciejmy być otwarci wyczekując interwencji Bożego Ducha w naszym życiu, abyśmy nie przeprowadzali tylko naszej woli, lecz byli świadkami działania Mesjasza w nas.

Bp ZbK

W liturgii 6. Niedzieli Wielkanocnej proklamowana Ewangelia kieruje nasza uwagę na Ducha Świętego. Oczywiście zapowiadany przez Jezusa dar Parakleta jest ściśle związany z relacją w stosunku do Jezusa, do Jego słowa i do Jego zbawczego dzieła. Takie oto słowa Jezus przekazał nam św. Jan:

Jeżeli Mnie miłujecie,
będziecie zachowywać moje przykazania.

Ja zaś będę prosił Ojca,
a innego Parakleta da wam,
aby z wami był na zawsze
– Ducha Prawdy.

Miłość i przykazania

Na pierwszy rzut oka ten związek z przykazaniami wydaje się czymś oczywistym. I tak też jest. Kto kocha i kocha prawdziwie, ten jest gotów czynić to, co osoba przez niego kochana poleca.

Trudności zaczynają powstawać, gdy ukazuje się rozmiar czy zasięg tego, co jest polecane czy oczekiwane ze strony osoby kochanej.

Kiedy Jezus mówi o „swoich przykazaniach” albo o swojej nauce, nie chodzi wówczas o tylko wymiar Prawa Starego Testamentu. Inaczej mówiąc: nie chodzi tylko o Dekalog, chociaż jest on w słowach Jezusa zawarty. Miarą miłości, jaką Jezus zarysowuje, jest On sam. Powiedział wprost: Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem. A On umiłował nas oddając swoje życie za nas, gdy jeszcze byliśmy jakby po innej stronie, by uczynić nas przyjaciółmi swoimi (J 15,9-13; por. Rz 5,6-8).

Za słowami Jezusa: będziecie zachowywać moje przykazania stoi więc niejako cały program życiowy, który nie ogranicza się tylko do zachowania „iluś” przykazań. Oczywiście zachowanie przykazań jest potrzebne. Potrzebna jest jednak także owa gotowość, która zmierza do wejścia w jedność zamysłu i ducha.

Paraklet dany od Ojca przez Syna

Jezus dlatego daje obietnicę i zapewnia, że będzie prosił Ojca właśnie o tego Parakleta, Ducha Pocieszyciele, Ducha wstawiającego się albo lepiej: uzdalniającego do tego, by wchodzić czy raczej pozwalać się wprowadzać w jedność w myśleniu i działaniu. Jezus zapewnia, że celem jest to, aby ten Duch byłą zawsze z Jego uczniami.

Ta jedność ma też określony wymiar. Będzie to poznawanie i doświadczenie tego, że Jezus – ze swoim człowieczeństwem, przez które dał się poznać uczniom i z nimi dzielił życie, jest w Ojcu. To jest perspektywą dla wszystkich wierzących w Jezusa. Tych, którzy trwają w Jego nauce (zachowują przykazania).

Ten Duch Pocieszyciel – Duch Prawdy z jednej strony nie pozwoli nam zapominać kim jesteśmy jako ludzie dotknięci grzechem, a z drugiej stale będzie nas otwierał i ukierunkowywał na perspektywę całkowitego zanurzenia w Tajemnicy Jezusa – w Jego miłości, jaka jest między Nim a Ojcem.

Konsekwencje tego poznania

Konkretnym celem i owocem będzie to, o czym w czytanym dzisiaj fragmencie Listu mówi św. Piotr:

Pana Chrystusa uznajcie w sercach waszych za Świętego
i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego,
kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei,
która w was jest.

Oznacza to udział w tajemnicy, która jest całkowicie odmienna od tego, co myśli świat. Udział aktywny. Zdolność do dawania świadectwa i uzasadniania tego, że istniej właśnie inny wymiar życia. Istnieje nadzieja wykraczająca poza widnokrąg tylko ludzki.

Jeśli to zachodzi, to wzbudza się inne spojrzenie na wydarzenia, na relacje do osób. Inaczej ocenia się to, czym według świata jest zło i dobro. Jak to wygląda praktycznie, przedstawia dalej św. Piotr:

A z łagodnością i bojaźnią Bożą zachowujcie czyste sumienie,
ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie,
doznali zawstydzenia właśnie przez to,
co wam oszczerczo zarzucają.

Lepiej bowiem – jeżeli taka wola Boża – cierpieć,
czyniąc dobrze, aniżeli źle czyniąc.

Taki bowiem jest Jezus Chrystus. Taka jest Jego nauka: Takie są Jego przykazania. Gdy i na ile godzimy się na to, by wchodzić w tę Tajemnicę, objawia się w nas moc Ducha Świętego – Parakleta. W ten sposób realizuje się ta przedziwna współzależność naszego działania i działania Ducha Świętego. Dokonuje się coś, co ma charakter sprzężenie zwrotnego.

Tej mocy, jaka wówczas wyzwala się w człowieku właśnie dzięki Duchowi Świętemu, nikt i nic nie jest w stanie powstrzymać i zniszczyć. Okazuje się wtedy to, że my – chrześcijanie, a więc pomazańcy, mamy Pana Chrystusa – Mesjasza (Pomazańca) w sercach naszych za Świętego – jedynego Pana. W takiej wierze i w takiej postawie utrzymuje nas Paraklet.

Bp ZbK

Takimi określeniami zwraca się św. Piotr do chrześcijan – adresatów swego Listu, którego fragment dzisiaj słyszymy podczas niedzielnej liturgii.

Wy również, niby żywe kamienie,
jesteście budowani jako duchowa świątynia,
by stanowić święte kapłaństwo,
dla składania duchowych ofiar,
miłych Bogu przez Jezusa Chrystusa.

świątynia i kapłaństwo

Świątynia to jeden z najstarszych elementów społeczności. Od zarania swego istnienia człowiek na różne sposoby wyobrażał sobie jakieś miejsce „święte” – zazwyczaj wyłączone z normalnego używania i przeznaczenia a szczególnie dedykowane komuś czy czemuś. Było to „miejsce” zarezerwowane do tak czy inaczej rozumianej „siły” czy mocy wykraczającej poza ludzkie możliwości. Te miejsca były dedykowany stopniowo różnym bóstwom i bożyszczom. W tej rzeczywistości świątyni zawierało się dla człowieka coś, do czego człowiek mógł się odnosić i pozyskiwań dla siebie jakieś wsparcie, jakąś nadzieję itp.

Stopniowo obserwujemy jak w różnych kulturach i religiach te świątynie zostają coraz to bardziej „wydoskonalone” i wypełnione różnymi treściami. Zyskują coraz to większe społeczne znaczenie. Często są kojarzone z ośrodkami władzy. Są miejscem kultywowania i przekazywania wiedzy (często tajemnej). Uzyskują funkcje wróżbiarskie czy prorockie.

Ze świątyniami wiąże się kapłaństwo jako swoisty „obsługa” całej rzeczywistości świątynnej. Kapłanie pełnią rolę pośredników – naturalnie różnie rozumianą stosownie do typu religii. Ta możemy ogólnie powiedzieć o niemalże wszystkich religiach.

Stary Testament

W historii Starego Testamentu też spotykamy się z uznawaniem miejsc uważanych za święte. Często bezpośrednio będących świadkami i znakami różnych wydarzeń, gdzie człowiek czy cały lud był uczestnikiem szczególnej interwencji Pana Boga.

Z czasem zostaje wybudowana świątynia, w której są składane ofiary i wokół której rozwija się i rozrasta instytucja kapłaństwa. Gdy pierwszy świątynia zostanie zburzona, Izraelici po powrocie z wygnania babilońskiego zbudują nową. Gdy zostanie zbezczeszczona w czasach Antiocha IV, Machabejczycy ją poświęcą na nowo. A za czasów Heroda Wielkiego uzyska nadzwyczajne rozmiary i szczególną okazałość.

Kapłaństwo związane ze świątynią i składaniem ofiar było – najkrócej ujmując – w posłudze jednania człowieka z Bogiem. Przebłagania za grzechy i upraszania pomyślności. Kapłani mieli też odpowiednio do ich stanu udział we władzy społecznej i politycznej.

Jezus

Taka była sytuacja w czasie, kiedy żył Jezus. Jego życie było na różne sposoby związane ze świątynią. Świadczą o tym liczne epizody, o których mówią nam ewangelie. Jego relacja ze świątyni była szczególna. Respektował świątynię a jednocześnie mówił o jej zburzeniu. Ewangeliści nie omieszkają wspomnieć, że w momencie śmierci Jezusa na Golgocie, zasłona świątyni rozdarła się. Była to zasłona oddzielająca miejsce Święte Świętych. Trzeba to rozumieć jako znak wkraczającej nowości w pojmowanie świątyni. Jezus mówił o świątyni swego ciała (J 2,21).

Podobnie kapłaństwo, którego zadaniem było (i jest) jednanie, otrzymało nową „twarz”. Zostało przejęte przez Jezusa, gdyż On – przez swoją śmierć i zmartwychwstanie – dokonał w sposób definitywny działa pojednania. O tym szeroko rozprawia Autor Listu do Hebrajczyków.

Krótko ujmując nowość kapłaństwa, które stało się w Jezusie i przez Niego polega na tym, że nie korzystał z ofiary będącej poza Nim, lecz samego siebie złożył w ofierze. Sam stał się Ofiarnikiem i Ofiarą dobrowolnie wydającą się dla pojednania ludzi z Bogiem.

Udział chrześcijan – nasz udział

To kapłańskie dzieło pojednania i tę nową rzeczywistość świątyni Jezus zostawił swoim uczniom i wszystkim wierzącym w Niego. Wchodzimy w tę tajemnicę i tę rzeczywistość przez sakramenty. Podstawowym momentem jest chrzest, który nas włącza w to dzieło Jezusa Chrystusa (zob. Rz 6).

Na ile przez wiarę i w wierze przyjmujemy tę tajemnicę i w niej niejako zanurzamy nasze życie stajemy się – jak mówi św. Piotr – żywymi kamieniami, z których jest budowana ta duchowa świątynia i spełnia się święte kapłaństwo.

Trzeba zauważyć, to podkreślać i o tym pamiętać, że to nie jest szukanie „ofiar zastępczych” lecz gotowość i przyzwalanie na to, aby samemu stawać się ofiarą. To dzieje się we wszystkich momentach naszego „nawracania się” i odchodzenia od naszych planów czynionych tylko dla siebie i według naszego pomysłu. Jest to wchodzenie w pełnienie Woli Bożej wyrażonej w Jego przykazaniach oświeconych światłem Ewangelii.

Najbardziej wymownym znakiem i w pewnym sensie decydującym o prawdziwości składanych przez nas ofiar (z samych siebie) jest gotowość do tego, by budować jedność według zamysłu Boga. Budować jedną świątynię, w której panuje jeden duch.

Tak bolesnym jest każdy rozdźwięk, każde rozdarcie spowodowanie jakimkolwiek szukaniem siebie i zaznaczaniem swojej ważności, wyższości itp. Wtedy zamiast ogłaszania dzieł Boga i oddawania mu chwały są „budowane” różne świątynie, w których Bóg nie może mieszkać. Może dochodzić do tego, że są sprawowane funkcje kapłańskie, które nie stoją w posłudze jednania.

Obyśmy byli gotowi i otwarci na to, aby z nas mogła powstawać świątynia i spełniać się posługa kapłańska w całym naszym chrześcijańskim życiu.

Bp ZbK

Brama owiec (4. Ndz Wlkn – 200503)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Czwarta Niedziela Wielkanocna jest zwana też Niedzielą Dobrego Pasterza. W liturgii Słowa w tle jest zasygnalizowany świat, który błądzi. Który nawet- jak powie św. Piotr we fragmencie swojej mowy – jest „przewrotny”. Prawda i rzeczywistość, jakie przyniósł ze sobą Jezus i które zostają udostępnione przez dar Ducha Świętego, są ratunkiem dla ludzi.

Pytanie i odpowiedź

Mowa Piotra i moc Ducha Świętego poruszył serca słuchających go wszystkich zebranych Żydów, którzy przybyli na Święto Pięćdziesiątnicy. Na ich bezpośrednie pytanie „Co mamy robić?” otrzymują odpowiedź:

Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr –
i niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa
na odpuszczenie grzechów,
a otrzymacie w darze Ducha Świętego.

Następnie Piotr daje bardzo ważne pouczenie przez przywołanie faktu obietnicy wypełnionej w Jezusie Chrystusie a teraz dostępnej dla wszystkich słuchających Piotrowego kerygmatu. Aby dostąpić tych obietnice konieczne jest przejście czy wyjście z jednej rzeczywistości, aby mieć udział w tej nowej.

Znamienne jest, że Piotr mówi, iż te obietnice są dla wszystkich. Są dla tych, którzy są blisko jako słuchający wówczas Żydzi (czyli, jak mówił: dla was i dla dzieci waszych) ale także dla tych, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła (stale powołuje). Rysuje się więc dynamika wezwania do „przejścia”, do swoistej Paschy. Ostatecznie sformułuje to wezwanie na podobieństwo „”wyjścia” z miejsca zagrożenia:

Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!

Jak się ma dokonać ten ratunek? W jakim kierunku konkretnie ma się dokonać owo „ratowanie?

Ratunek z przewrotnego pokolenia

Ten ratunek nie polega na przemieszczeniu z jakiegoś miejsca czy kraju zagrożenia. Nie określa też relacji między Izraelitami a poganami. Piotr mówił przecież do Żydów.

Bliższe określenie tego miejsca czy raczej pokolenia otrzymujemy w czytanym dzisiaj fragmencie Pierwszego Listu św. Piotra. Dotyczy to sytalu czy raczej całej koncepcji życia. Piotr przedstawia najpierw dzieł dokonane przez Jezusa Chrystusa jako bardzo specyficzny sposób bycia:

On grzechu nie popełnił,
a w Jego ustach nie było podstępu.

On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył,
gdy cierpiał, nie groził,
ale zdawał się na Tego, który sądzi sprawiedliwie
.

Obraz Jezusa, który wszedł w cierpienie paschalne stanowi wzór postępowania, który chrześcijanie przyjmują przez wiarą i sakramenty. Ten sposób życia jest zestawiony przez św. Piotra z poprzednim, w którym znajdowali się zanim weszli w światło wiary i łaski.

Był to stan, który Piotr określa bardzo dobitnie i wyraźnie jako przeciwstawienie temu wszystkiemu, co się staje (winno się stawać) w chrześcijaninie:

Błądziliście bowiem jak owce,
ale teraz nawróciliście się
do Pasterza i Stróża dusz waszych.

Pasterz

Kim jest ten Pasterz i Stróż dusz tych, którzy uwierzyli? Tym Pasterzem jest Jezus, który – w tej samej mowie zapisanej przez św. Jana – tak oto powiedział o sobie i o swoim „podejściu” (rozumieniu) życia:

Dlatego miłuje Mnie Ojciec,
bo Ja życie moje oddaję,
aby je potem znów odzyskać.

Nikt Mi go nie zabiera,
lecz Ja od siebie je oddaję.

Mam moc je oddać
i mam moc je znów odzyskać.
Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca
(J 10,17n)

Jezus, przez swoją Paschę, jaką sam dla nas przeżył, niejako wziął w swoje posiadanie klucz „wychodzenia” czy „przechodzenia”. A więc klucz Paschy czy klucz paschalny. To on jako Pierwszy i Ostatni i żyjący, który był umarły, a jest żyjący na wieki wieków, ma klucze śmierci i Otchłani (Ap 1,17n).

Korzystanie z władzy i mocy Pasterza

Jezus, jako ten, który ma tę przedziwną władzę jest Pasterzem i Stróżem. Tej władzy jednak nie „posiadł” i nie zachowuje dla siebie, lecz określa siebie i stawia siebie do dyspozycji każdemu jako Brama. Każdy, kto przyjmie prawdę i rzeczywistość Paschy Jezusa, postrzega Jezusa jako Bramę ratującą z „przewrotnego pokolenia i wprowadzającą do życia w Królestwie Bożym – do życia wiecznego. Tak oto Jezus mówi do nas w dzisiejszej Ewangelii:

Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie,
będzie zbawiony
– wejdzie i wyjdzie,
i znajdzie pastwisko

Ten Jezus jest blisko nas. Szczególnie jest w każdej sytuacji doświadczenia przeciwności, cierpienia, niesprawiedliwości. To On wprowadza nas na pastwiska, które nie koniecznie są przez nas wybierane czy przewidywane i planowane. To On sprawia, że wszystko może być dobrze, nawet jeśli jest całkowicie inaczej, niż nam się wydawało, że powinno być. To On sprawia, że niczego nam nie braknie, nawet jeśli brakuje tego, co nam się wydaje jako konieczne. On daje nam klucz (kod dostępu) do nowego życia.

Tym kluczem jest Jego Pascha. Jego śmierć i zmartwychwstanie. Ta właśnie prawda rzuca światło na całe nasze życie. Ona pozwala nam „chodzić” po wszystkich pastwiskach i odkrywać je jako „zielone”, korzystne dla nas – nawet jeśli prowadzą przez „ciemną dolinę” i są takim doświadczeniem, która zabiera coś (trochę, dużo, wszystko) z  tego naszego życia. Przemienia dolinę płaczu w źródło życia (Ps 84,7)

Jest to tak ważne szczególnie teraz, kiedy doświadczamy skutków pandemii i dotykają nas wszelkiego rodzaju ograniczenia i zagrożenia. Modlitwą, życzliwością obejmujemy wszystkich, którzy doświadczają czegoś z tej „koronawirusowej łąki”. Niechaj szczególnie na niej objawia się moc Pasterza przemieniającego wszystko „zagrażające i śmiertelne” w okazję poznawania Jego łaski i Jego życia.

Obyśmy korzystali z tej Bramy, z Misterium Paschalnego Jezusa

Bp ZbK

Następna strona »

css.php