Liturgia 34. Niedzieli to liturgia Uroczystości Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. Jest to ostatnia niedziela roku liturgicznego. Ma w sobie pewne znamiona rekapitulacji, czyli próbuje spojrzeć całościowo na określony odcinek historii zbawienia. Czyni to przywołując przed oczy pewne momenty z całego zbawczego planu Boga, jaki urzeczywistnia się w dziejach Narodu Wybranego, w Synu Człowieczym i przez Jego misję oraz w Kościele i przez jego misję. My znajdujemy się w Kościele; właściwie trzeba powiedzieć, że my nim jesteśmy. Ta historia dzieje się więc przy naszym współudziale: w nas i przez nas. Spójrzmy na kilka momentów tej historii idąc za czytaniami tej niedzieli.

Ja sam będę pasł

Pierwsze czytanie z proroka Ezechiela skierowane jest do pasterzy ludu. Do przywódców, którym została powierzona misja przewodniczenia.

Wobec faktu różnego rodzaju zaniedbań i nadużyć ze strony tych, którzy winni lud prowadzić i nim się opiekować, Bóg sam przedstawia się jako Ten, kto przejmuje inicjatywę. Pasterze bowiem skoncentrowali się na swoich interesach. Jako pasterze pasą samych siebie a nie owce. Wobec tego zapowiada,

ja sam będę szukał moich owiec
i będę sprawował nad nimi pieczę.

Co więcej, zapowiada też, że stanie przeciwko złym pasterzom i położy kres ich pasterzowaniu (jest to fragment bezpośrednio poprzedzający niedzielną perykopę).

Przesłanie bardzo precyzyjne i radykalne. Prorok Ezechiel w imieniu Pana Boga wypowiada te słowa o bezpośrednim zaangażowaniu się Boga w życie tych, których prowadzi. Pan Bóg zbędzie to czynił z wielką troską. Będzie szukał, dokonywał przeglądu i opatrywał zranione, słabe i chore będzie umacniał a mocne i zdrowe chronił. Będzie nad wszystkimi dokonywał sądu. Sprawiedliwego sądu.

Stale jednak przez pasterzy ułomnych

Taka jest prawda troski Pana Boga o Jego lud. Dzisiaj musimy to odnieść do troski Pana Boga o Kościół i myśleć o pasterzach Kościoła różnych stopni. Dostrzegamy bowiem, że wiele spraw na tym polu jest chorych i potrzebują właściwej interwencji. Widzimy bowiem, że w postawach ludzi, którym została powierzona misja duszpasterzowania nie zawsze odpowiada temu zaangażowaniu się Boga, a czasem wręcz z nim kontrastuje.

Możemy w tym miejscu spojrzeć na posługę pasterzy, nas biskupów prezbiterów. Widzimy jak wiele jest zaniedbań i niewłaściwości. Jak często brak nam właściwego ducha. Z pokorą musimy wyznawać to przed Bogiem i przed Kościołem, przed wspólnotami, w których jesteśmy jako przewodnicy i pasterze. Naturalnie nie można uogólniać. Trzeba jednak ostro dostrzegać wszystko to, co nie odpowiada Bożej wizji pasterzowania i coś z tym robić. Jest to bowiem szansa, byśmy bardziej przylgnęli do jedynego dobrego Pasterza. Czytaj więcej…

Synowie światłości (33. Ndz A – 201115)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Słyszymy tej niedzieli (33. Roku A) fragment z najstarszego pisma Nowego Testamentu, jakim jest 1 List do Tesaloniczan. Św. Paweł odnosił się wówczas do Paruzji, czyli ponownego i ostatecznego Przyjścia Jezusa. Spodziewano się mającego wkrótce nastąpić końca czasów.

Te słowa św. Pawła należy rozumieć szerzej, to znaczy jako aktualne w odniesieniu do każdej sytuacji i epoki niezależnie od „bliskości” mającego nastąpić Paruzji.

Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach,
aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej.

Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia.
Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności.

Co to znaczy być synami światłości a nie ciemności

Ogólnie to wiemy, że to są ci wszyscy, którzy spotkali i przyjęli Jezusa jako światło świata.Jezus powiedział: Kto za Nim idzie ten ma świtało życia, tzn. światło na życia czy la życia (zob. J 8,12; por. 9,5). A to dlatego, że życie, które było od zawsze w Jezusie jako Synu Bożym i które zostało wystawione na próbę śmierci, okazało się życiem „przechodzącym” przez kryzys śmierci i tym samy stało się światłością dla śmiertelnych ludzi (zob. J 1,4).

Oznacza to, że światłością (dla) życia skierowaną do ludzi będących w ciemności, jest życie, które w śmiertelności objawia życie. W ciemności są ci, którzy nie znają prawdy o życiu, które może przechodzić przez śmierć. Tej światłości żadne ciemności nie są w stanie pokonać.

Jak przedstawia to św. Paweł w 1 Liście do Tesaloniczan?

Odwołajmy się do kilku miejsc tego Listu. W pierwszym rozdziale dziękuje Boga za Tesaloniczan i pochwala ich, że przyjęli słowo Ewangelii i moc działania Ducha Świętego. Odwrócili się tym samym od bożków. Następnie precyzuje, że to dało im moc nowego życia, dzięki czemu mogli sprostać wszelkiego rodzaju przeciwnościom i uciskom znoszonym od swoich rodaków i okazywać miłość płynącą od Boga. Czytaj więcej…

Mądrość życia (32. Ndz A – 201108)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Mówimy zazwyczaj o różnych aspektach czy rodzajach mądrości. Tak wychwalamy mądrość filozofów i mądrość zdobywaną od innych oraz przekazywaną przez pokolenia. Bardzo często odwołujemy się do osobistej mądrości empirycznej, jaką zdobywamy przez nasze osobiste doświadczenia, z których wyciągamy wnioski życiowe. Jednym z przejawów zdobywania takiej mądrości jest powiedzenia „mądry X po szkodzie”. Czasem bowiem zdobywamy życiową mądrość odczuwając skutki błędów na własnej skórze. Niektórzy mówią o mądrości instynktownej, czyli pewnej zdolności samozachowawczej. To są wszystko mądrości zdobywane przez człowieka i służące jego życiu w przewidywalnym przez niego wymiarze.

Dar mądrości i przyjmowanie go

Słyszymy dzisiaj w Liturgii Słowa wychwalanie Mądrości, która jest darem

Mądrość jest wspaniała i nie więdnie,
ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują,
ci ją znajdą, którzy jej szukają,
uprzedza bowiem tych, co jej pragną,
wpierw dając się im poznać.

Mądrość, o której mowa w dzisiejszej Liturgii a właściwie w całej Biblii jest niezależna od człowieka, chociaż jest skierowana ku człowiekowi i chce w nim być, do niego należeć i przenikać jego życia. O tej mądrości autor księgi „mądrość Syracha, czyli Eklezjastyk” powie:

Cała mądrość od Boga pochodzi,
jest z Nim na wieki
(Syr 1,1).

Jednak Pan Bóg nie zachowuje (rezerwuje) swej mądrości dla siebie, lecz chętnie udziela jej ludziom. Naturalnie zawsze będzie to zależało od tego, czy ludzie zechcą ją przyjąć. Przyjąć można ją sercem prawym i pokornym (zob. Prz 2,6n; 3,34).

Czytany dzisiaj fragment Księgi Mądrości wskazuje na przedziwną zależność korzystania z tego daru od postawy człowieka. Ta Mądrość jest niezależna od człowieka, ale

  • tylko ten, kto ją miłuje może wejść w kontakt z nią, może ją dostrzec.
  • Znaleźć ją może tylko ten, kto jej szuka.

Pragnienie tej Mądrości przez człowieka jest też spowodowane przez samą tę Mądrość, która w te sposób daje się poznać i skłania człowieka do szukania jej i „zdobywania”.

Jak to rozumieć? Kiedy to się staje?

Pomoc do wyjaśnienia tej zależności mądrości jako daru Boga z otwartym nań i szukającym jej człowiekiem możemy widzieć w przypowieści o dziesięciu pannach wyczekujących spotkania z panem młodym, by wejść na uczt weselną. Te, które miały zapas oliwy, by ich lamy płonęły, weszły na gody weselne. Te, którym zabrakło, pozostały na zewnątrz – jako obce. Czytaj więcej…

Co stoi za etykietką? (29. Ndz A – 201018)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Na pieniądzach jako środku płatniczym – zarówno na monetach a później na banknotach bardzo często pojawiają się wizerunki władców a czasem stosowne do okoliczności napisy. Wskazuje to symbol władzy, a więc ostatecznie na to, kto jest panem na danym terytorium.

Znak panowania i władzy

W kilka dekad po wydarzeniu opisanym w dzisiejszej ewangelii zostały wbite monety z wizerunkiem cesarza Wespazjana i z napisem IUDEA CAPTA. Podobnie później czynili inni cesarze.

Pieniądz będący środkiem płatniczym, a więc w jakiś sposób środkiem komunikacji miał przy wszystkich transakcjach i relacjach przypominać o aktualnym systemie władzy i o władcy. Dlatego też na dziedzińcu świątynnym dokonywano wymiany różnych środków na walutę (zob. Mk 11,15), którą godziło się (należało) płacić podatek świątynny, aby nie dokonywała się profanacja tego wszystkiego, co jest związane ze świątynią i nie było przekrętów ekonomicznych.

W naszych nie tak dawnych dyskusjach przejawiała się myśl o tym, czy pieniądz ma narodowość. Ten problem nie jest dla nikogo, dla żadnego obywatela obojętny. Każdy bowiem – mniej lub bardziej świadomie – tym uczestniczy.

Pytanie skierowane do Jezusa

Oczywiście sprawa podatku płaconego na rzecz okupanta, czyli władzy rzymskiej była palącym problemem. Stąd pytanie do Jezusa skierowane jednocześnie z podstępną intencją:

Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny
i drogi Bożej w prawdzie nauczasz.
Na nikim Ci też nie zależy,
bo nie oglądasz się na osobę ludzką.

Powiedz nam więc, jak ci się zdaje?
Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?

Reakcja Jezusa jest tak prosta i tak zaskakująco przekonywująca. Najpierw demaskuje intencje pytających a następnie przywołuje to, co możemy nazwać materiałem dowodowym:

Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy?

Pokażcie Mi monetę podatkową!

W tak postawionej sprawie mają jasną odpowiedź niejako „wypisaną” na samej monecie podatkowej. Był to wówczas zapewne wizerunek cezara Tyberiusza.

Dla Jezusa, który otwierał właściwe rozumienie swego królowania między ludźmi, odpowiedź była oczywista. Naturalnie nie chodziło tylko o podatek, ale o władzę, o panowanie.

Jeden jest Pan – i nie ma innego poza Nim

Tak oto słyszymy w pierwszym czytaniu z proroka Izajasza. Ten jeden i jedyny Pan ustanawia Cyrusa wykonawcą swego planu. Jemu poleca dokonania czynów, które zaskakują innych. Tak ma się dziać, aby – jak sam mówi:

aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu,
że poza Mną nie ma nic.

Ja jestem Pan i nikt poza Mną

Możemy zestawić to z powiedzeniem o wizerunku na monecie. Są monety z wizerunkami różnych „czasowych” władców. Ale jeden jest Pan nad wszystkim i nad wszystkimi.

Sposób posługiwania się monetami noszącymi wizerunki różnych władców przez wyznawców tego jednego i Jedynego Pana jest bardzo specyficzny. Wymaga niezależności od tych władców i poczucia własnej tożsamości i wolności. Do tego prowadzi pielęgnowanie w sobie przez każdego posługującego się swojego wewnętrznego oddania się i uległości Jedynemu Panu. W myśl powszechnego powiedzenia: pieniądz jest dobrym sługą, ale złym panem i złym doradcą.

Etykietki mogą by kłamliwe i zmieniają się

Naturalnie, żyjąc w świecie nie możemy wyobcować się z obrotu tymi środkami noszącymi różne wizerunki i etykietki. Trzeba jednak wielkiej roztropności i rozwagi oraz mądrości serca i praktycznego rozeznania płynącego z wiary, aby umieć odpowiednio odczytywać owe etykietki i posługiwać się tymi środkami.

Bowiem sposób, w jaki je odczytujemy i nimi się posługujemy, zależy od nas „użytkowników”. Możemy starać się odczytywać je właściwie – traktując je jako „czasowych” panów i wyznaczając im rolę służebną. Dzięki temu działać w wolności i prawości. To znaczy tak, działać, aby – posługując się nimi– służyć ostatecznie jednemu i Jedynemu Panu.

Oczywiście grozi nam zawsze niebezpieczeństwo ulegania fascynacji tych etykietek – jeśli nie wszystkich to przynajmniej wielu. Jeśli nie zawsze to przynajmniej w pewnych okolicznościach. Wiemy, jak wielkie znaczenie ma dzisiaj tzw. „opakowanie” i reklama jakiegokolwiek produktu.

Jedna prawda i jedna treść

W tej materii nie możemy ulegać kompromisom, w których zacierałby się nasz jednoznaczny związek z Jedynym Panem. Możemy a nawet musimy się nimi posługiwać tak, aby było jednoznaczne to, co powiedział Jezus:

Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara,
a Bogu to, co należy do Boga
.

To nie jest etykietka. To jest prawda. To jest treść i zawartość, zadana nam stale do odkrywania. Tej umiejętności musimy się uczyć przy korzystaniu z każdej „etykietki”. Nie dokona się to bez naszego wewnętrznego odnoszenia się do Jedynego Pana. Do Tego, który jest komunikowaniem wszelkich relacji i budowaniem trwałej jedności całego życiowego sytemu człowieka.

Ostatecznie tą zawartością i treścią jest dar Ducha Świętego, w którym uzyskujemy pełną i doskonałą komunikację dóbr stale nam obficie przez Boga udzielanych.

Jeśli oddajemy się Bogu, gdyż uznajemy, że to Mu się należy, On nam udziela swego Ducha.

Bp ZbK

W liturgii Słowa 28. Niedzieli roku A mamy obraz uczty. Uczty wyprawionej przez kogoś o dużym znaczeniu: króla i samego Pana Boga jako Pana Zastępów. Ta uczta jest wyrazem dobroci i szczodrobliwość Zapraszającego. Jest też znakiem zapowiedzianej wcześniej nowości, z jaką będą miały się kształtowań w przyszłości relacje z ludźmi i wśród ludzi jako tymi, którzy zostali zaproszeni i korzystają z tej uczty.

Zaproszenie do korzystania z obfitości

Ta obfitość wyrażona jest w obrazach:

uczta z tłustego mięsa,
uczta z wybornych win,

z najpożywniejszego mięsa,
z najwyborniejszych win.

Oraz

Powiedzcie zaproszonym:
Oto przy­gotowałem moją ucztę;
woły i tuczne zwierzęta ubite
i wszystko jest gotowe.

Te obrazy stanowią zachętę wyrażoną stosownie do pojmowania pewnej promocji w relacjach międzyludzkich w owym czasie. Takie zaproszenie było swoistą promocją i okazją wejścia w krąg osób bliskich temu, kto zapraszał.

Jednak coś więcej niż uczta

W zapowiedzianej i przygotowanej uczcie widać znak nie tylko obfitości, ale także pewnego planu na życie. To szczególnie wyraża proroctwo Izajasza, który przedstawia Boga zapraszającego na ucztę jako tego, kto:

Zedrze On na tej górze zasłonę,
zapuszczoną na twarz wszystkich ludów,
i całun, który okrywał wszystkie narody;
raz na zawsze zniszczy śmierć.

Jest to zapowiedź działania Boga wobec zaproszonych. Nie chodzi więc tylko o to by zaproszeni nasycili się wybranymi potrawami, lecz aby otrzymali nową wizję życia. To wyobrażają obrazy zdarcia zasłony z twarzy i całunu wskazującego na działanie i moc śmierci. Zostanie pokonana i zniszczona moc śmierci, jako skutku grzechu wyrażającego się w odłączeniu od Boga. To śmiercionośne oddzielenie zostanie pokonane.

W przypowieści, która dzisiaj czytamy z ewangelii wg św. Mateusza, w wydaniu św. Łukasza występują bardzo charakterystyczne słowa gospodarza wysyłającego swoje sługi, aby nie tylko zapraszali, lecz wręcz przynaglali do przyjścia na ucztę. Są to słowa motywujące owo zaproszenie:

aby mój dom był zapełniony (Łk 14,23).

Z tą motywacją stoi prawda o woli gospodarza, aby wyciągać ludzi z ich zagubienia i wprowadzać ich do królestwa życia i prawdziwego ucztowania, czyli jedności z prawdziwym i jedynym Gospodarzem życia, jakim jest Bóg: Stwórca i Odkupiciel.

Okazali się niegodni

Wobec faktu odmówienia udziału w uczcie przez wcześniej zaproszonych, którzy poszli do swoich różnych spraw i zajęć, rozgniewany król wypowiada swój osąd o nich, o ich postawie:

zaproszeni nie byli godni.

W związku z tą wypowiedzią trzeba zauważyć po pierwsze, że w tekście oryginalnym nie ma zaimka „jej” odnoszącego do uczty – jak to mamy w przekładzie BT. Oczywiście można się domyślać, że taki mógłby być sens tej wypowiedzi. Jednakże trzeba wziąć też jeszcze pod uwagę drugą sprawę. Mianowicie znaczenie przymiotnika „godny” / „niegodny” (aksios / anaksios).

Ten termin ma dość bogaty wachlarz znaczeniowy. Wskazuje na relacje, na ich odpowiedniość (odpowiadanie sobie, na ich relację, związek, równowagę). Stąd też wynika aspekt bycia godnym jeden drugiego, bycia cennym, zasłużonym wobec kogoś i dla kogoś itd. Z tego pochodzą używane przez nas terminy: aksjomat, aksjologia.

W Biblii greckiej ten termin występuje wiele razy i oddaje różne terminy i wyrażenia hebrajskie. Zasadniczo wskazuje na relacje i ich odpowiedniość. Zawiera też w sobie element dążenia czy prośby, aby to się stawało. Jest to dynamika wskazująca na relację podobieństwa i odpowiedniości.

Jak rozumieć tę wypowiedź?

W kontekście przypowieści i w kontekście całej logiki całej historii zbawienia, która jest realizacją wielkiej obietnicy zapraszającej do udziału w planie Bożym (w uczcie królewskie, wyprawionej przez Króla swemu Synowi), możemy rozumieć tę wypowiedź zapraszającego króla, czyli osąd sytuacji tych odmawiających udziału w uczcie w następujący sposób:

Oni mieli inne relacje, inne zajęcia. To co było ich, było dla nich ważne. W czym innym upatrywali sens swego życia. Swoje życie opierali na innych przesłankach i wartościach. Wykluczali się ze zbawczego planu Boga wobec wszystkich. Uważali siebie za samowystarczalnych. Wzgardzili zaproszeniem do udziału w godach weselnych, czyli w zapoczątkowaniu życiodajnego dzieła jedynego Syna, w który Król usynawia wszystkich potrzebujących prawdziwego życia. Tymczasem oni, zaślepieni sobą, postawili na siebie samych: na swój potencjał i swoje perspektywy rozwoju. Nie skorzystali z zaproszenia. Nie skorzystali z darmowej obietnicy.

W każdym pokoleniu jest to prawdziwe. Także i podobnie dzisiaj grozi to każdemu z nas, jeśli przedkładamy siebie – całym naszym większym czy mniejszym „bogactwem” siebie i swoich możliwości – nad pokorne i osobiste odniesienie do Obietnicy i zaproszenia

Bp ZbK

W proklamowanym podczas Liturgii Słowa w 27. Niedzielę fragmencie Listu św. Pawła do Filipian zachodzą dwa sformułowania, które są ze sobą związane i wyrażają ważne elementy (aspekty) chrześcijańskiego przesłania. Są to wyrażenia: Pokój Boży i Bóg pokoju.

Pokój Boży

Pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł,
będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

To sformułowanie następuje po wezwaniu o to, by nie ulec żadnemu zamartwianiu się czymkolwiek ze względu na pełne i ufne odniesieni do Boga wyrażane w modlitwie błagalnej i dziękczynnej. Konsekwencją będzie właśnie napełnienie pokojem Bożym.

Określenie tego pokoju jako Boży nie wyraża tylko ogólnego przymiotu tego pokoju, lecz oznacza osobową relację z Bogiem. Ten pokój jako pochodzący od Boga i będący darem Boga wprowadza w myślenie i całe życie człowieka nowy porządek. Przewyższa wszelki umysł, czyli wszelką ludzką koncepcję życia. Ponieważ pochodzi od Boga i jest przez Boga przeznaczony dla człowieka i przez Boga realizowany w człowieku, prowadzi człowieka do życia w jedność i harmonię z całym stworzeniem.

Specyfika pokoju Bożego

Tego i takiego pokoju człowiek nie zdobędzie przez jakiekolwiek swoje zabieganie i niewątpliwie też nie przez tzw. walkę o pokój – jak to było czasem w przeszłości formułowane.

W warunkach terytorialnych to wszelkiego typu straże graniczne bronią dostępu „obcym”, by nie zagroziły i nie zniszczyły pokoju na danym terytorium. Tak bywa w polityce i strategii obronnej tyku wojskowego.

Natomiast pokój Boży dokonuje się nie przez jego obronę, lecz przez to, że to ludzi ufając Bogu, otwarci na działanie Pana Boga, proszą Go, by ten Boży pokój strzegł ich wnętrza, ich myślenia i tym samym przekładał się na pokojowe relacje. Czasem własnym kosztem, ale zawsze w pełnym zaufaniu Bogu.

Oczywiście, to jest linia maksymalna prawdziwego „frontu” operatywności Bożego pokoju. W praktyce działań zewnętrznych będą czasem musiały zaistnieć różnego rodzaje walki. Niemniej jednak to nie zmienia prawdy o pokoju, który jedynie może strzegł serc i myśli wierzących w Chrystusie Jezusie.

Jezus stał się pokojem, w którym dokonuje się jednanie wszystkich zbliżających się do Niego i zanurzających się w Jego Tajemnicę pojednania (zob. Ef 2,14-22; por. Kol 1,19).

Bóg pokoju

Wspomniany pokój jest możliwy dzięki temu, że Bóg jest Bogiem pokoju. To nie oznacza jednak, że Bóg jest pacyfistą w ludzkim tego słowa znaczeniu. Od samego początku historii zbawienia, zaraz po grzechu człowieka, mówi o „nieprzyjaźni i starciu głowy” (zob. Rdz 3,15). A więc starciu i pozbawieniu mocy całej logiki jaka jest typowa dla węża zwodziciela (diabła).

Bóg „robi” wszystko, aby był pokój. Jednak nie czyni tego według ludzkiego schematu. Ma swoją „strategię” pokoju. Dokonuje tego przez to, że swoją logiką, swym zamysłem zrealizowanym w swoim Synu Jezusie Chrystusie – i to na Nim samym – „demonstruje” i objawia, że „przeciwnik”, czyli diabeł i szatan niczego nie może osiągnąć z tego, do czego w swoim buncie i przewrotności stale zmierza. Każde jego działanie zmierzające do oczekiwanego i „projektowanego” zwycięstwa kończy się dla niego przegraną, mimo niejednokrotnie odnoszonych chwilowych czy pozornych zwycięstw.

Tak jest we wszystkich jego atakach, na które Jezus nie odpowiada w kategoriach walki z nim, lecz przez przyjmowanie tego, co pozornie, w oczach ludzkich zdaje się być przegraną i zdaje się „niszczyć” Jezusa i realizowanych przez Niego zamysł Boga Ojca, Boga pokoju. Najbardziej widoczne jest to w przyjęciu krzyża. Tak otwiera się dla nas zbawienna droga przygotowana przez Boga pokoju.

Odrzucona winnica

W obrazie winnicy, jeśli kontemplujemy znaczenie tego obrazu w kontekście całej historii zbawienia, zostaje przekazany nam prawda, że dla jej ratowania, „gospodarz” musi ją wydać na przeciwności, niebezpieczeństwa. Na pozbawienie „zewnętrznego ogrodzenia” i wydanie na pastwę dzikich zwierząt, aż do rozgrabienia.

To wszystko ma posłużyć temu, aby „winnica” weszła w nawrócenie. Odwróciła się od siebie. Aby jej pracownicy nie szukali swego zysku, lecz przynosili owoc chwały Bożej i dobra dla bliźnich. Prawdziwy owoc dokonuje się według logiki, która przekracza wszelką koncepcję ludzkiego zysku, a jest oparta na przeżywaniu poniżenia, odrzucenia. Naturalnie nie dla tego samego, lecz w oparciu o Boga pokoju, który „musi” przeprowadzić nieprzyjaźń między logiką „zwodziciela” a swoim odwiecznym zamysłem. Czyni to swoją Boską władzą i własnym Boskim kosztem. Dokonuje się to w ofierze Syna Bożego.

Bóg pokoju oddaje siebie w ręce grzeszników. Tych, którzy przyjęli wobec niego przeciwną i wrogą postawę. Czyni to, aby przez swoją Ofiarę, dać szansę nawrócenia i przynoszenia właściwego owocu.

Święty Paweł życzył kiedyś Filipianom a dzisiaj życzy nam: Bóg pokoju niech będzie z wami. Pozwalajmy się wprowadzać w tę tajemnicę.

Bp ZbK

Deklaracje czy fakty (26. Ndz A – 200926)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Ewangelia 26. Niedzieli roku A ukazuje relacje, jakie zachodzą między deklaracjami dotyczącymi postępowania a faktami, które wynikają czy są związane z tymi deklaracjami lub nie wynikają.

Bardzo jasne zestawienie mamy w Ewangelii odpowiednio w postawach dwóch synów.

Dobre wrażenie i na tym koniec

U jednego był tak oto przebieg reakcji syna na polecenia ojca:

„Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”.
Ten odpowiedział: „Idę, panie!”,
lecz nie poszedł. 

Widzimy, że stosunek syna wobec ojca i pana winnicy, pozostał sprowadzony do pustej deklaracji. Być może miała ona jakąś wartość w momencie jej wypowiedzenia. Mogła zrobić dobre wrażenie. Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć, że udało się coś z PR. Na tym jednak koniec.

Wszyscy wiemy, że w ten sposób nie uda się zrobić czegokolwiek. Niezależnie od tego, jakie były motywy takiej deklaracji i ewentualne powody późniejszej decyzji, faktem pozostanie nie tylko brak wykonania polecenia, ale także zakwestionowanie prawdziwości odniesienia i więzi między ojcem a synem. Nie można już mówić o jedności myślenia i o konstruktywnym współdziałaniu dla jakiegoś wspólnego celu i dobra.

Nie chcę, ale …

W przypowieści mamy przedstawioną jednak i drugą sytuację.

Ojciec zwrócił się do drugiego
i powiedział to samo.
Ten odparł: „Nie chcę”.
Później jednak opamiętał się i poszedł.

Bardzo wyraźnie sformułowana odmowa. Nie chcę. Ujawnia się więc wola jako negująca gotowość czynienia czegokolwiek po myśli ojca. Też nie wiemy, jakie motywy stały za tego rodzaju odpowiedzią.

Mocna jest jednak sama czysta negacja woli ojca. Następuje jednak opamiętanie, czyli zmiana podjętej decyzji. W konsekwencji wypełnienie woli ojca.

Odniesienie do grzeszników i ludzi kultu religijnego

Jezus opowiadając tę przypowieść ma na myśli dwie grupy ludzi. Z jednej strony grzeszników (Celników i nierządnice) a z drugiej arcykapłanów i starszych ludu. Wszystko dzieje się w ostatnich dniach przed Męką Jezusa. Dzieje się w świątyni. Dzieje się po uroczystym wjeździe Jezusa do Jerozolimy i po wypędzeniu przekupniów ze świątyni. Ma wtedy też wymowne wydarzenie z uschłym drzewem figowym.

Wtedy to Jezus – na pytanie arcykapłanów i starszych ludu o władzę, na podstawie której czyni to wszystko – zapytał ich o chrzest janowy. Czy ten chrzest był na polecenie z nieba czy od ludzi. Starsi ludu, nie chcą wejść w tarapaty w tłumaczeniu swej opinii, powiedzieli, że nie wiedzą. Jezus wówczas opowiedział, że na ich pytanie też im nie odpowie. Powiedział im jednak tę wymowną przypowieść. Zakończył ją konkretnym odniesieniem:

Zaprawdę, powiadam wam:
Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.

Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości,
a wy mu nie uwierzyliście.
Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice.

Wy patrzyliście na to,
ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.

 

Syn Człowieczy, który wziął na siebie ludzkie „NIE” i wypełnił wolę Ojca

Jezus, który wypowiada te słowa, wkrótce zostanie ukrzyżowany między złoczyńcami. On już w czasie swojej publicznej działalności był określany różnymi epitetami, które zrównywały Go z najgorszymi. Mówiono o nim, że jest grzesznikiem a także przyjacielem grzeszników i celników. Przypisywano mu nawet, że czyni cuda mocą Belzebuba.

Jezus był więc w oczach wielu Mu współczesnych, zwłaszcza przywódców ludu, jakby zrównany z tym synem, który ojcu powiedział swoje „NIE”. Naturalnie Jezus nie potrzebował czasu na opamiętanie. On o początku przyszedł, by pełnić Wolę Ojca. Jednak ci wszyscy, którzy mieli swój obraz Boga, uważali Go za „niewiernego” i przekraczającego Boże przykazania.

Jednak to właśnie Jezus jako ten, który

w zewnętrznej postaci był uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stając się posłusznym aż do śmierci
– i to śmierci krzyżowej.

To właśnie On wypełnił wszystko, co było wolą Ojca. Uczynił to dla wszystkich, którzy tego nie rozumieli. Uczynił to po to, aby wszyscy mogli przeżywać swoje nawrócenie. Jest to przedziwna tajemnica.

Jak to rozumieć?

Mamy oto zestawienie: z jednej strony wiarę celników i nierządnic, dzięki której wobec wezwania Jana Chrzciciela wchodzili do królestwa niebieskiego. Z drugiej zaś „praktykujących religijność” przywódców ludu, którzy nie uznali tego faktu skuteczności przepowiadania Jana Chrzciciela, mimo że działo się to na ich oczach, i w konsekwencji ich brak opamiętania się, by uwierzyć.

Możemy porównać sytuację tych zdeklarowanych religijnych przywódców ludu (arcykapłanów i starszych) do owego syna, który deklarował wolę wypełnienia woli ojca, ale faktycznie tego nie uczynił. Cały kult świątynny i deklarowana pobożność nie spowodowały w nich tego, by wejść w postawę wypełnienia woli i zamysłu Boga. Trwali przy koncepcji swojej wierności a nie byli gotowi wejść w odkrywanie i pełnienie Woli Boga. Uważali się za tych, którzy nie potrzebowali nawrócenia i opamiętania.

Natomiast celnicy i grzesznicy swoim życiem „powiedzieli” kiedyś – i to z różnych powodów i na różne sposoby swoje NIE wobec woli Boga. W konsekwencji znaleźli się sytuacji, w której ich grzech był jak na dłoni. Nie mieli nic dla swego usprawiedliwienia. Nie mieli nic do stracenia ani czegokolwiek dla swojej obrony. Pozostało im tylko uwierzyć.

Nie chodzi więc o żadną deklaratywną pobożność i praktykowanie kultu dla jakkolwiek rozumianego dobrego wrażenia i zwyczaju. Chodzi o fakt uznania swojej ludzkiej grzeszności. Chociaż nie każdy musi być celnikiem czy nierządnicą. Każdy jednak może uznać w sobie – dzięki docierającemu do niego przesłaniu Bożego orędzia – wystarczająco dużo „materii”, by uwierzyć.

Liczą się ostatecznie fakty wynikające z wiary, dokonujące się w życiu człowieka, a nie pobożne deklaracje, które niejednokrotnie bardzo łatwo przykrywają brak woli i gotowości wejścia w pełnienie Woli Boga.

Bp ZbK

W 25. Niedzielę roku A w Liturgii Słowa słyszymy o zestawieniach, porównaniach i różnych miarach czy wielkościach w dokonywaniu oceny tego, z czym mamy na co dzień do czynienia.

Słyszymy najpierw słowa proroka Izajasza, że Bóg jest hojny w przebaczaniu i to jeszcze zostaje odniesione – jako domniemane – do ludzkiego sposobu oceny. Prorok Izajasz tak oto przytacza Słowo Pana Boga:

Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan.

Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi.

Mamy więc do czynienia jakby z dwoma odrębnymi systemami. Co jest uznane i ważne w jednym systemie, nie ma swego bezpośredniego odpowiednika w drugim. Ale czy są one całkowicie incompatibilne?

Jezus w drodze do Jerozolimy poucza uczniów

Fragment Ewangelii Mt, który proklamujemy tej niedzieli jest częścią, która następuje po tzw. mowie o wspólnocie kościelnej (Mt 18,1 – 19,1). Wydarzenia, jakie po niej następują i słowa, jakimi Jezus poucza uczniów, mają na celu przybliżyć treści i prawdy, jakimi Jezus określał życie i ducha we wspólnocie kościelnej, która żyje bliskością Królestwa Bożego.

Poruszane są w tej części ewangelii wg św. Mateusza (19,2 – 23,39) różne wątki i zachodzą różne wydarzenia. Dzieje się to wszystko w drodze do Jerozolimy, gdzie Jezus wygłosi swoją ostatnią mowę (tzw. eschatologiczną) i gdzie dokona się Jego Męka. Śmierć i Zmartwychwstanie.

W czasie tej drogi do Jerozolimy Jezus poucza uczniów ukazując im m.in. to, czym się charakteryzuje i czym będzie się odznaczać i wyróżniać ich wspólnota jako tych, którzy uwierzyli w Niego i przyjmą Jego sposób myślenia i wartościowania oraz będą Go naśladować. Mówił też im o tym, co Go czeka w Jerozolimie i co ich czeka jako Jego uczniów. Między innymi będzie to wszystko wiązało się z zupełnie innym spojrzeniem na życie.

W to wszystko wpisuje się czytana w tę niedzielę przypowieść.

Przypowieść o najemnika z różnych pór dnia

Jaka jest osnowa tej przypowieści. Zestawienie ludzkiej kalkulacji z inną, która nie pochodzi od człowieka, lecz objawia miarę Boga, która zaskakuje człowieka. Wzbudza w nim zdziwienie a nawet powoduje szemranie.

Robotnicy winnicy zostali zaproszeni o różnych porach dnia i w różnym wymiarze trudu pracowali w winnicy.

Gdy nadszedł wieczór,
rzekł właściciel winnicy do swego rządcy:

„Zwołaj robotników i wypłać im należność,
począwszy od ostatnich aż do pierwszych”.

Słusznie więc ci, którzy pracowali cały dzień, myśleli, że więcej dostaną niż ci, którzy zostali zatrudnieni w ostatnie godzinie dnia. Lecz i oni otrzymali tak jak tamci po denarze. Nie dziwi więc, że szemrali przeciw gospodarzowi, gdyż poczuli się potraktowani niesprawiedliwie.

Jeśli stosujemy ludzką miarę, musimy uznać, że mieli rację. Trzeba by stanąć po ich stronie i protestować razem z nimi oraz domaga się należnej sprawiedliwości. Tak jest urządzony świat i taki jest wymiar ludzkiej sprawiedliwości. Tego nie możemy negować. Jednak nie możemy tego absolutyzować i uważać z jedynie możliwą miarę.

Uzasadnienie ze strony gospodarza winnicy

Trzy grupy o zatrudnieniu od naszej godziny 6 rano przez dziewiątą, dwunastą, piętnastą aż do ostatnich zatrudnionych o 17.

  • Z pierwszymi umówił się o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
  • Robotnikom z trzech kolejnych grup obiecał, co będzie słuszne.
  • Z ostatnimi nie umawiał się ani nie proponował im żadnej zapłaty, lecz – wobec ich bezczynności, gdyż nikt ich nie najął – polecił im pójść do jego winnicy.

Spoglądając na to zestawienie kolejnych zangażowań do pracy w winnicy możemy powiedzieć, że jest pewien ciąg (sekwencję): od umowy o zapłatę za pracę, przez obietnicę otrzymania tego, co zostanie określone jako słuszne do „posłusznego” pójścia do winnicy z sytuacji bezczynności, w jakiej cały dzień z konieczności trwali i z której zostali wybawieni.

Dobra miara gospodarza winnicy

Gdy kolejno wszyscy otrzymywali po denarze, zatrudnieni jako pierwsi szemrali przeciwko gospodarzowi, że zostali zrównani z ostatnim. On jednak miał swoją miarą. Była to miara jego władzy nad wszystkim i jego dobroci.

Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy;
czyż nie o denara umówiłeś się ze mną?

Weź, co twoje, i odejdź.

Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie.
Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę?
Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?

Miara dobroci, jaką stosuje gospodarz winnicy zmierza do tego, by obdarować i obdarowanych uczynić zdolnymi do uznania dobra w innych i dla innych. Ostatecznie do składania siebie w darze.

Obdarowany łaską poznania Chrystusa św. Paweł wypowiada bardzo znamienne słowa, które wyrażają jego zaangażowanie w pracy w winnicy Pana:

Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele:
czy to przez życie, czy przez śmierć.

Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus,
a umrzeć – to zysk.

Przy takim poznaniu Pana winnicy nie liczy się ani czas pracy w niej, ani trud znoszenia przeciwności ani nic innego, co może kosztować nawet życie.

Jest to jedna miara poznania dobroci i łaski Pana, która uzdalnia do takiej pracy i do takiego zaangażowania, w których nie liczy się żadna zapłata, bo swoistą i całkowitą zapłatą jest możliwość oddawania swego życia w jedności z samym Panem – Jezusem Chrystusem. To wszystko po to, by uchronić od „bezczynnego stania na rynku”. Chronić przed takim pojmowaniem i organizowaniem życia, które jest pozbawione właściwego sensu, które nie realizuje w człowieku  obrazu Pana Boga, a więc nie prowadzi do życia w komunii. Tego „zatrudniającego nas Gospodarza – Jezusa stale słyszymy dzięki Ewangelii, stale poznajemy, wchodzimy w coraz ściślejszy związek z Nim i Jemu składamy całe nasze życie i wszystkie jego trudy, wydarzenia itd.

Bp ZbK

Bardzo proste i bardzo wymowne jest przesłanie Ewangelii z 24. Niedzieli roku. Jednak nie zawsze jest nam nie tylko właściwie rozumieć, ale przede wszystkim odnosić ją do własnej sytuacji życiowej. Oto słowa Jezusa zamykające tę przypowieść a mające swoje odniesienie do „kary” nałożonej na współsługę, który nie chciał przebaczyć swemu bratu i został wydany w ręce katów:

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski,
jeżeli każdy z was
nie przebaczy z serca swemu bratu.

Zanim jednak do tego doszło, wydarzyło się coś bardzo wielkiego, co miało uzdolnić owego współsługę do przyjęcia postawy przebaczenia i darowania długu.

Sytuacja wyjściowa

Punktem wyjścia do proklamowanej dzisiaj przypowieści jest pytanie Apostoła Piotra o to, ile razy przebaczyć bliźniemu. Jezus daje jasną i zdecydowaną odpowiedź, która oprócz konkretnego wymiaru „siedemdziesiąt siedem razy” ma też wymiar i wydźwięk symboliczny. Oznacza: w praktyce zawsze, w każdych okolicznościach i każdemu, kto zawini.

Przypowieść jest ilustracją. Jest ona tym bardziej wymowną, że podane w niej wielkości długu mają jakby skrajną „pojemność”. Od tego, co w jednym przypadku jest tak wielkie, że graniczy z wielkością, która dla przeciętnego człowieka graniczy z pewną jakby nieskończonością. Dziesięć tysięcy talentów – wg przyjmowanych obliczeń i relacji ówczesnych miar w odniesieniu do współczesnych – to jako waga mogłoby stanowić ponad 300 tysięcy kilogramów, czyli 300 ton. A jako miara pieniężna w przeliczeniu na dolary to ponad 60 milionów dolarów.

Druga wielkość to 100 denarów. Jest ona bardzo realnie wyobrażalna, bo można ją porównać z trzymiesięczną pensją. Dniówka bowiem wynosiła jednego denara.

Porównanie tych dwóch wielkości jest bardzo wymowne.

Zestawienie wielkości i zwyczajnych miar

Te dwie wielkości bardzo różnią się. Można nawet powiedzieć, że różnią się w sposób trudny do porównania. Oczywiście, tak jest, gdy zastosujemy do nich zwyczajne miary, jakich używamy do naszych rozliczeń i transakcji. Czy to te ze starożytnego świata czy te z dzisiejszego świata.

Gdybyśmy jakoś chcieli je zestawić i obliczyć stosunek między nimi, to będzie to w proporcjach, jak to niektórzy obliczają: jeden do kilku, a może nawet kilkunastu tysięcy. Można pobawić się w obliczenia i dojść do wniosku, że aby ten, kto zarabia jednego denara dziennie, mógł spłacić ten wielki dług, musiałby żyć i pracować około trzech tysięcy lat – pracując w dzieciństwie, młodości aż po starość.

A jednak te dwie tak trudno porównywalne wielkości
mogą być „zrównane” w stosunku 1:1.

Czy to możliwe?

Kiedy to tak może się stać?

W przypowieści oprócz miary tych wielkości wymiernych w liczbach istnieje bowiem jeszcze inna miara – jedna miara. Jest ona jakby ukryta, ale stale się przewija.

Są to określenia: wszystko albo: cały dług lub: ten dług.

W tych określeniach nie chodzi o wymierność według jakiejś powszechnie przyjętej skali, lecz o całość, o wszystko.

Pojemność (zawartość) tej całości jest w obydwu przypadkach tak bardzo różna co do wielkości, że aż trudno wyobrażalna w praktyce.

Przesłanie przypowieści, którą Jezus opowiada, chce jednak tę miarę przedstawić jako możliwą do zastosowania. Co więcej: proponuje ją jako jedną a właściwie jedyną do zastosowania przy rozliczaniu „długu” z bliźnimi w świetle naszej relacji dłużnika w stosunku do Pana Boga.

Jesteśmy zaproszeni do przewalutowania naszych miar na jedną uniwersalną miarę. Ma on zastosowanie w stosunku do każdej wielkości, do każdej sytuacji i do wszystkich osób. Funkcjonuje jednak tylko wtedy, gdy mamy właściwe odniesienie do Jedynego Pana.

Już to zostało obwieszczone w Księdze Mądrość Syracha:

Odpuść przewinę bliźniemu,
a wówczas, gdy błagać będziesz,
zostaną ci odpuszczone grzechy.

Oto jawi się więc przed nami bardzo korzystna „transakcja”. Trudna a nawet w pewnym sensie prowadząca do „bankructwa”, jeśli rozpatrywana tylko w kategoriach ludzkich. Jednak ostatecznie jest to miara jedynie prawdziwa i rozwiązująca wszystkie napięcia, nieporozumienia, pretensje itp., a tym samym wprowadzająca pokój i komunię. Obyśmy z niej korzystali i oddawali cześć Jedynemu Panu.

Bp ZbK

Stróż, strażnik (23. Ndz A – 200906)

by bp Zbigniew Kiernikowski

Słyszymy w dzisiejszej liturgii wezwania do stawania w prawdzie i mówienia sobie prawdy, a więc upominania. W tych relacjach z upomnieniami nie może jednak zabraknąć postawy miłości, o której mówi św. Paweł w tym krótkim czytaniu z Listu do Rzymian.

Chcę przywołać uwagę ku słowie Proroka Ezechiela, które otwierają dzisiejszą liturgię i są w jakimś sensie ukierunkowaniem w szukaniu pełnego rozumienia wspomnianego upominania:

Ciebie, o synu człowieczy,
wyznaczyłem na stróża (
צֹפֶ֥ה) domu Izraela
po to, byś słysząc z mych ust napomnienia,
przestrzegał ich w moim imieniu

Prorok Ezechiel jest postawiony jako stróż w stosunku do domu Izraela. Hebrajski termin wyraża pewien szczególny aspekt tego stróżowania.

Jaki to termin?

Termin ten w pierwszym rzędzie nie wyraża treści związanych ze stróżowaniem jako pilnowaniem jakiegoś porządku. Natomiast ten termin (hbr. tsofeh) wyraża treści związane z czuwaniem, wypatrywaniem i ostrzeganiem. Chodzi więc o kogoś, kto patrzy, ostrzega, informuje. To jest funkcja „zwiadowcy” (czujki), który ma rozeznać teren, aby prowadzić innych.

Język włoski ma bardzo wyraźny i wymowny termin „sentinella”. W Wulgacie jest użyty termin „speculator” a w innych przekładach czy to „Wächter” czy „watchman”.

Czym się odznacza ów strażnik

Ten strażnik (zwiadowca, czujka) nie wypatruje czegokolwiek i zajmuje się wszystkim, co wokół niego się dzieje. Ma określone zadanie. Zwraca uwagę na to, co się dzieje i co jest przedmiotem jego obserwacji z określonego, uprzednio ustalonego punktu widzenia. Jego zadaniem jest informować, aby ci, których to, co się dzieje i co może się zdarzyć, wiedzieli, co ich może spotkać i jak powinni reagować. Jest to „docelowe” śledzenie i wypatrywanie w celu rozeznania i ewentualnego przekazania informacji.

W przypadku proroctwa Ezechiela tym punktem widzenia owego strażnika nie jest jego osobiste przekonanie, lecz to, co usłyszy z usta Pana. Właśnie to „usłyszane” i zlecone ma przekazywać członkom domu Izraela, by ich napominać i przestrzegać w imieniu Pana.

Delikatność i doniosłość posługi strażnika

Zadanie jakie stoi przed strażnikiem nie ma charakteru moralizatorskiego, lecz należy do kategorii obwieszczania. Można w tym widzieć coś z kerygmatu i niesienia światła, jakie jest rzucane w losy i życiowe koleje człowieka przez Boga.

Sam strażnik nie jest powołany do tego, aby on przekazywał coś sam z siebie i od siebie. Jest swoistym narzędziem i sługą. On jednak musi mieć dobre rozeznanie (dobrą percepcję) tego, co Pan mówi i musi z drugiej strony mieć rozeznanie w tym, co się wokół niego dzieje i co niewłaściwego dzieje się w ludzie (w całym narodzie i poszczególnych jego członkach) i co stanowi zagrożenie.

Ta jego posługa jest „obwarowana” odpowiedzialnością aż do ceny życia. Nie jest powołany do tego, by zmieniać drogę kogokolwiek, lecz by tak oświecać innym drogę, by mieli właściwe rozeznanie, co każdego czeka stosownie do tego, jak postępuje.

Bp ZbK

Następna strona »

css.php